Kłamiesz? To ja cię zaknebluję

8

Anglojęzyczna, rosyjska telewizja RT nie będzie – nie jest – rozpowszechniana w Polsce w ramach tzw kanałów rozprowadzanych (przez prywatnych dostawców). Taką, łagodnie mówiąc pożałowania godną decyzję, wykorzystując przysługujące jej uprawnienia, podjęła Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji po wybuchu wojny rosyjsko-ukrainskiej.

Abstrahując od legalności i uzasadnienia (niesamodzielność nadawcy, dezinformacja, kłamliwa propaganda) tego rodzaju decyzja brzydko pachnie. Stanowi ewidentną, administracyjną ingerencję w swobodę przplywu informacji i idei (Konwencja Helsińska!) i kojarzy się ze sławetnym zagłuszaniem z czasów PRL. Musi więc niepokoić każdego, kto wolność słowa, głoszenia i odbioru traktuje poważnie, a dziennikarza w szczególności, bo swobodny przepływ informacji to przecież tętnica tego zawodu.

Nie czarujmy się – RT nie jest wzorem dziennikarskiego obiektywizmu, nieskalanym niewiniątkiem w brudnym, pełnym fake newsów, dezinformacji i krętactwa świecie mass mediów. Ponadnarodowa , anglojęzyczna RT z centralą przy ul. Borowaja w Moskwie, ze studiem w Londynie i siecią korespondentów w ważniejszych stolicach świata jest orężem propagandowym Kremla, mającym usprawiedliwiać i kamuflować jego imperialną politykę, kontrując jednocześnie Zachód, szczególnie Stany Zjednoczone i UE. Gdzie się da, ale nie jak się da. Czyli sprytnie, z zachowaniem pozorów obiektywizmu, mieszając prawdę z fałszem, wykorzystując panujący na Zachodzie pluralizm opinii do atakowania systemu stamtąd, od wewnątrz, przez rozczarowanych czy niezadowolonych. Takich zawsze się znajdzie, a ”Rosji przy tym nie ma”.

Od strony czysto technicznej anglojęzyczna RT jest telewizją na b. dobrym poziomie warsztatowym, sprawną, nowoczesną. Przemawia świetną, potoczną angielszczyzną, szybko reaguje na wydarzenia, daje klarowny przekaz ze starannym zgraniem słowa, obrazu i plansz. Reporterzy na ogół relacjonują z miejsca zdarzeń, widać, ze na biletach lotniczych nie oszczędzają. Prezenterzy i prezenterki w studio – zawsze z uśmiechem i na luzie, wedle klasycznej amerykańskiej szkoły – keep smiling nawet przy pogrzebie. I nic dziwnego, bo robią tę telewizję głównie Irlandczycy i Amerykanie. Wystarczy rzucić okiem na nazwiska: Eugene O’Neil, Sean Thomas, Colin Bray, Lee Camp, Andrew Farmer i wiele podobnych. Rosjanie są w mniejszości, z wyjątkiem dwóch, trzech jakby z rozmysłem trzymani na drugim planie. Ale i tak wiadomo, że to oni rządzą; zarządem, kadrami i kasą.

RT – bez wglądu w jej rachunki można stwierdzić – to b. kosztowne przedsięwzięcie. Nowoczesny sprzęt, kamery, studia, liczny personel – techniczny i dziennikarski, sieć korespondentów, podróże, archiwum – wszystko to musi kosztować ogromne pieniądze. Zarobki dziennikarzy nie są jawne, można się tylko domyślać, że sute. Dobry dziennikarz, Amerykanin, Irlandczyk, czy ktokolwiek z Zachodu, nie będzie pracował w Moskwie i dla Rosjan za marne pieniądze. Stacja, aby konkurować z gigantami, jak CNN czy BBC – a RT ma takie ambicje- musi dobrze płacić.

Widoczne są zabiegi, czy jak kto woli – linia stacji, by przed jej kamerami zabierali glos nie tylko „zaprzyjaźnieni” dziennikarze i analitycy, na lojalności których i opiniach bez ryzyka można polegać, Udostępnia się mikrofon i antenę również autentycznym przedstawicielom elit Zachodu: naukowcom, pisarzom, politykom z wyższych półek, posłom, , senatorom, kongresmanom, członkom rządów – byłym i urzędującym… Pisząc „Zachód” mam na myśli także przedstawicieli krajów uważnych za prozachodnie z Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej, przeważnie będą to reprezentanci szeroko rozumianej lewicy, którzy występując przed kamerami RT pytań czy uwag kłopotliwych dla Rosji wypowiadać nie będą, natomiast „po swoich” (rządach i systemach ) chętnie się przejadą. W wielu wypadkach pasowałoby tu określenie „pożyteczni idioci”. Tak czy owak zróżnicowany garnitur występujących przed kamerami dodaje stacji wiarygodności w oczach przeciętnego odbiorcy. I o to właśnie chodzi. Telewidz w XXI w. nie jest zbyt wymagający merytorycznie, woli to, co łatwe i przyjemne. Sorry, takie czasy.

Osobliwą, a ważną grupę stałych bywalców na antenie RT stanowią… agenci zachodnich wywiadów i służb specjalnych. Nie ci, którzy aktualnie pracują, tak źle na szczęście nie jest, lecz byli, emerytowani i z takich czy innych względów odstawieni na margines. Tacy, jak np. Maloof (niegdyś CIA) Shoebridge (niegdyś Pentagon) czy Scott Ritter (b. oficer wywiadu marines) chętnie występują przed kamerą jako eksperci, rozładowując w ten sposób swoje frustracje i kompleksy. Z zachodniej demokracji można korzystać godząc w nią równocześnie. Sorry, taka wspaniałomyślna ta wolność.

Niedawno zmarły Larry King , przez 30 lat ikona amerykańskiej tv i b. charakterystyczna postać telewizyjnego dziennikarstwa (ten z szelkami na wierzchu ) pod koniec życia przeniósł się do RT i miał tam stały program „Politicking”- wywiady z różnymi VIPami. Prowadził je prowadzilł jak niegdyś w Stanach, tj. w szelkach i profesjonalnie po mistrzowsku. Z doborem prominentnych rozmówców nie miał najmniejszego kłopotu , bo siec kontaktów, znajomych i przyjaciół miał większą, niż pół rozgłośni. Więc któż by odmówił Larry’emu?

Czy nie wiedzieli w co się pchają? Wiedzieli doskonale, lecz u polityków – i nie tylko – parcie na szkło często przeważa nad rozsądkiem. Ochotnie siadali przed mikrofonem, odpowiadali na pytania, RT ochotnie emitowała. Nie dałbym głowy, czy na żywo, czy z nagrań nie jest to zresztą najważniejsze. Ciekawsze, czy rosyjscy bossowie RT uzgadniali coś z amerykańskim gospodarzem programu, przedstawiali mu jakieś sugestie Tu dałbym głowę, że nie, bo nie tacy to frajerzy, żeby narażać się na niechybną reprymendę gwiazdora. A i King nie taki frajer, żeby narażać się nowemu pracodawcy. King zarabiał, RT jeszcze więcej. Na prestiżu i wiarygodności. Sorry, ale tak to się odbywa w tym zawodzie.

RT to nie prymitywny propagandysta, głośny a głupi, jak nie szukając daleko… – resztę dopowiedzcie sobie sami – to inteligentny, wyrafinowany przeciwnik w walce o świadomość milionów, jaka nieustająco toczy się teraz w świecie. Ale czy z tego powodu, że przeciwnik nie jest durniem, należy nałożyć mu knebel, tak jak to uczyniła KRRiT? Moim zdaniem nie. Takie postępowanie jest przyznaniem się do własnej słabości. Może przynieść pewne doraźne korzyści, ustrzec od zbałamucenia w niektórych konkretnych sprawach, ale na dłuższą metę przeważą szkody. Poderwanie zaufania do zasad, które głosimy i które powinny być kanonem.

I bardzo proszę – bez etykietek i podkładania świni. To, że nie podoba mi się blokada RT nie oznacza, że popieram wyrafinowane, obłudne praktyki tej stacji i nie rozumiem, że służy ona zlej sprawie. Złej sprawie i złym ludziom, jak Putin, Ławrow, Pleskow i całemu towarzystwu rezydującemu na Kremlu, którego cynizm i okrucieństwo obnażyła wojna na Ukrainie.

Ja po prostu nie lubię, by ktoś za mnie decydował, co mam oglądać, czytać, słuchać. I kropka.

Dla jasności, kawa na ławę; rozumiem, że wolność słowa TAK ale w granicach prawa. Rozumiem, że państwo musi mieć możliwość wpływu na to, co w tym państwie dzieje się w eterze. Jest to konieczne przede wszystkim ze względów technicznych –, pasma, częstotliwości, licencje, itp. Ale może warto poprzestać na technice, nie stwarzać wrażenia, że wtrącamy się do meritum?

W pewnych okolicznościach jest to – przyznaję – trudne. Te „pewne okoliczności” to oczywiście wojna na Ukrainie . „Na” a nie „w” – tak jak przez setki lat w polskim języku, „na” tak jak na Węgrzech, a nie w Węgrzech. Nie wiadomo dlaczego, w ferworze wojny, zamieniliśmy te przyimki.

Wojna na Ukrainie ma swoją dynamikę, inaczej wyglądała na początku, inaczej teraz i nie chodzi tylko o jej wojskowe etapy. Te pozostawmy fachowcom w mundurach. Pod względem dramaturgii społecznej, emocji, jakie wzbudza, podzieliłbym ją na do Buczy i po.

Wstrząsające obrazy z Buczy, po wycofaniu się wojsk rosyjskich – te okaleczone trupy ludzi w cywilnych ubraniach, masowy grób, szkielety domów, budzące grozę opisy masakry przez nielicznych, którzy przeżyli – wszystko to stanowi tak silną dawką okrucieństw i cierpień, że nie sposób utrzymać równowagi emocjonalnej. Od początku nie było wątpliwości kto w tej wojnie agresorem, a kto napadniętym. Kto sprawcą nieszczęść, a kto ofiarą. Po Buczy rozwiały się wątpliwości, czy to jeszcze „normalna wojna”, czy już cyniczne, okrutne, z premedytacją popełniane morderstwa. Amok zabijania bez skrupułów. Za to tylko, że jesteś Ukraińcem.

W tym stanie rzeczy biorą w łeb wszelkie niuanse i wątpliwości po drodze, jeżeli ktoś je miał. Stajesz po stronnie ofiar zbrodni, bo inaczej nie można, chyba że – jak powiadają – „ trzeba nie mieć Boga w sercu.” (Ateiści niech wstawią odpowiednio, co chcą). Na dalszy plan schodzą polityka, historia, nasze, krajowe przepychanki i różne takie. Jak choćby pytanie, dlaczego marsz armii ukraińskiej kończy się słowami : „najwyższym dla nas prawem i nakazem jest zjednoczona Ukraina, od Sanu do Kaukazu”. Co zostało odpowiednio wyeksponowane na YouTube.

Miejmy nadzieję, że gdy skończy się ta wojna, polskie władze zapytają naszych ukraińskich przyjaciół, co mają na myśli. Gdy skończy się ta wojna… Oby jak najprędzej.

Autor: Andrzej Bajorek

Dziennikarz, ponad 50 lat pracy w zawodzie. Zaliczył wszystkie szczeble redakcyjnej drabiny – od stażysty biegającego po papierosy do szefa dużego dziennika (Sztandar Młodych). Od „michałków pisanych w dziale miejskim, do reportaży z polskich i zagranicznych pipidówek. Stały korespondent „Życia Warszawy” w Londynie , później w Moskwie. Szef dz. zagranicznego w „Expressie Wieczornym”.

8 KOMENTARZE

  1. Nie znam stacji Russia Today, ale już z przedstawionego tu opisu wynika, że jest to wybitnie propagandowa tuba władców Kremla, do tego „świetnie” realizowana. Czy to nie jest powód, żeby zakazać jej działalności, szczególnie teraz, kiedy na terenie Ukrainy prowadzona jest ta granicząca z ludobójstwem wojna? Nie rozumiem więc wątpliwości autora artykułu. Oto link do oficjalnego dokumentu, w którym jest mowa o zakazie działalności RT na terenie Unii Europejskiej:
    https://uke.gov.pl/akt/zakaz-nadawania-programow-russia-today-i-sputnik,416.html

    I druga sprawa. Według mojej skromnej wiedzy do niedawna przeważała w użyciu forma „na Ukrainie”, ale ostatnio ze względu na tragiczne wydarzenia wywołane przez Rosję coraz częściej używa się właśnie formy „w Ukrainie”, po to, by zaakcentować podmiotowość i suwerenność państwa ukraińskiego. Takie stanowisko zajmują obecnie językoznawcy poloniści (ja jestem germanistą). Do grona zwolenników tej formy dołączył – nie bez oporów zresztą – profesor Jan Miodek.
    Cytuję z „Gazety Wrocławskiej”:
    Prof. Miodek ogłosił zatem, że obie formy są poprawne, a w trakcie inwazji, forma podkreślająca podmiotowość Ukrainy, jest czymś przyzwoitym w użyciu.
    – Od 24 lutego mówię w Ukrainie. Dotychczas byłem bardzo przywiązany do wersji „na” dla państw, które są nam bliskie, ale w Polsce nikt nie podważa ich prawa do samostanowienia. Tak jest też w przypadku Węgier, Litwy, Łotwy i Białorusi. Warto wiedzieć, że Rosjanie używają argumentu, że skoro w ich języku używa się formy „na”, to nie jest to niezależne państwo, a jedynie terytorium. To właśnie przez Rosjan niektórzy Ukraińcy są szczególnie uczuleni na formę „na” – zaznacza Andrzej Różański, mieszkaniec Wrocławia.
    „Na Ukrainie”, czy „w Ukrainie”. Jak jest poprawnie? Wojna przyśpiesza zmianę | Gazeta Wrocławska (gazetawroclawska.pl)

    • Pan prof. Lipczuk1.
      1. To zależy , jaki kto ma stosunek do zakazow. Ja uważam, że w przekazywaniu opinii im mniej zakazów tym lepiej. Poza tym Konwencja Helsińska ( swobodny preplyw ludzi mi idei) zobowiazuje. Skutecznośc zakazów jest problematyczna ( można obejsć) szkody-nazwijmy je psychologicznymi czy wychowawczymi – bezsporne. Powstaje wrażenie, ze ktos za mnie decyduje, co mam czytać, ogladać. W skrajnym prypadku bedzie to orwellowskie Ministerstwo Prawdy. Na kłamstwo lepiej odpowiadać faktami zaprzeczającymi, a na klamliwa propagandę- przekonujacymi argumentami, dobrą kontrą. Ake to trzeba umieć.Zdaje sie z tym jest problem.
      Choc zgadzam sie , że stan wojny jest sytuacją szczegolną .tym niemniej orężem zakazu nalezy poslugiwac sie b. powsciagliwie.
      2, Akcentujmy podmiotowośc państwa ukrainskiego w inny sposob aniżeli przez majsterkowanie przy jezyku. Język to dorobek wielu pokoleń narodu. Owszem, rozwija sie, zmienia , ewoluuje, ale równoczesnie jest ostoją trwalosci. Przyimek „na” odnosi sie do b, nielicznych krajow i terytoriów – Węgry, Slowacja, Litwa, kresy wschodnie- z ktorymi na przestrzeni dziejow łączyly nas szczegolne wiezy. To „na” wyraża pewną emocjonalną bliskość, w tym równiez do Ukrainy. Nie należy, nie mamy prawa tego marnować, odwrotnie – nalezy pielęgnować.

  2. Brutalna inwazja Rosji na Ukrainę to wystarczający powód, żeby ograniczać dostęp do tej rosyjskiej propagandowej stacji tv. Tak jak to czynią inne kraje.
    Co do drugiej sprawy. Czy to jest „majsterkowanie przy języku”, jak twierdzi pan Andrzej Bajorek? Językoznawca z Wrocławia, tym razem skandynawista, napisał na Facebooku, że te innowacje językowe to całkiem naturalny proces. W języku duńskim mówi się już coraz częściej: w Islandii, a nawet w Grenlandii! Ryszard Lipczuk

  3. Witam Panie Andrzeju,

    Przyznam szczerze zaniemówiłem czytając to co Pan napisał. Z racji mojej pracy śledzę uważnie rosyjską propagandę. Daje bardzo do myślenia. Chwilami jest zaskakująco prymitywna ale jak widać skuteczna. Do tej pory sądziłem, że jej prymitywizm jest obliczony głównie na rynek wewnętrzny. Ale… zobaczyłem Pana tekst i poczułem się tak jakbym przeczytał „przekaz dnia” RT dla zagranicy. Dokładnie tak jak Pan argumentuje oni to też tłumaczą!! Że widz ma prawo do wyboru i posłuchania obu stron, że nie ma swobodnego przepływu informacji, że Konwencja Helsińska. Aż się boje szukać dalszych wspólnych elementów. Czyli jednak jakoś to Pan też ogląda…

    Dziwię się, że portal, który oddał Panu łamy zgodził się na taka publikację. A już argument o Buczy rozkłada na łopatki. Rozumiem, że IIWS światowa do czasu ujawnienia okropności Auschwitz była ok? I czas dzieli się na przed/po? O użyciu „na” i „w” już nawet nie chce się polemizować. Łatwo sprawdzić skąd wzięło się „na” i do czego nawiązuje. Obie formy były obecne od dawna tylko teraz zmieniają się proporcje bo do wielu znaczenie „na” dotarło.

    • Szanowny Panie Romanie, Panie Redaktorze,
      dziękuję za interesujący komentarz. Przegląd Dziennikarski jest platformą zachęcającą do dyskusji i prezentowania różnych poglądów – nie tylko tych, które są zgodne z poglądami redaktora naczelnego czy linią programową, co – jak Pan wie – jest powszechną praktyką w wielu mediach w Polsce.
      Oczywiście nie publikujemy artykułów prezentujących skrajne opinie, np. rasistowskich, dyskryminujących, nawołujących do nienawiści itp. Natomiast jesteśmy otwarci na prezentowanie różnorodnych poglądów, bo na tym właśnie polega wolność wypowiedzi, dbałość o pluralizm i demokrację. A zatem, jeśli wypowiedzi nie wykraczają poza pewne wyraźnie określone ramy, są mile widziane na naszej platformie i – jak Pan widzi – często tworzą interesujące dyskusje, z którymi nasi czytelnicy mają szansę się zapoznać, by wykreować własne opinie na te tematy.
      Zapraszam Pana do współpracy i przesłania tekstu własnego autorstwa – będziemy zaszczyceni!
      Pozdrawiam bardzo serdecznie i kłaniam się
      Dr Paweł Rogaliński

      • Napiszę wprost bo to nie miejsce i czas na zgrabne felietony i popisy logiczne. Rozpowszechnianie obcej propagandy szkodzącej naszej racji stanu ma moim zdaniem niewiele wspólnego z otwartością, pluralizmem i zachęcaniem do dyskusji. To klasyczna przykrywka służąca do tłumaczenia się. Demokracja nie oznacza zgody na wszystko. To czy tekst jest zgodny z poglądami Redakcji czy też nie nie ma tu znaczenia bo liczy się zawartość tego tekstu i jego treść. W tym przypadku autor przytacza wprost argumenty stacji broniącej się przed zakazem nadawania na terenie Polski (i nie tylko) używając dokładnie takich samych argumentów. Czemu RT została „zakazana” chyba nie muszę tłumaczyć. Jeżeli autor uważa, że jest to złamanie prawa Jego prawa niech wykorzysta drogę prawną, nikt tego nie broni. Bronienie RT w tej sytuacji przynosi Wam po prostu wstyd. Nie wypada.

        • Pan red. Roman Czejarek
          Pisząc to, co napisalem, spodziewalem sie prób ustawiania mnie ( choc akurat nie przez Pana) na pozycji ” poplecznika Putina”, „”pozytecznego idioty’ itp. Spodziewalem sie tego, gdyz o wszystkim, co dotyczy politycznego kontekstu dzialań Rosji nie ma w Polsce poważnej, opartej o rzeczowe argumenty dyskusji; wystarczy wyrazić pogląd nieco odmienny od oficjalnie dominującego, by narazić sie na medialne palowanie w stylu catch as catch can. Przykładem choćby dyskusja wokoł tragedii pod Smoleńskiem, w której opiniie ekspertów zagluszane są przez domniemania z obszaru absurdu.
          W sprawie RT nie ma niezgody miedzy nami ,że jest to propagandowa tuba Kremla, siejąca zamęt w glowach odbiorców. Wypowiedzialem sie co do tego jednoznacznie, odslaniając troche kulis funkcjonowania tej stacji. Ale chodzi jeszcze o coś innego. czy wlaściwą odpowiedzią z naszej strony powinien być zakaz. Zdjęcie z anteny w Polsce ( różnie z tym jest w roznych krajach), czyli pełne, 100 %. zagluszenie. Mnie – powtórze- takie podejscie sie nie podoba. Zakazów nie lubię co do zasady. To śliski oręż w rękach władzy, dziś wobec RT, jutro, nie daj Bog, wobec red. Czejarka. podobnie, jak z putinem i Ukraina, czai sie myśl, kto nastepny?
          Wg. redaktora zakaz propagandy sprzecznej z naszą racją stanu nie ma nic wspolnego z pluralizmem i w ogóle z dyskusją. Otoz ma, bo istotą wszelkiej dyskusji jest dopuszczenie poglądu przeciwnego. Slynne audiatur et altera pars.
          Demokracja nie oznacza zgody na wszystko? Oczywiscie, regulatorem jest prawo. Propaganda nie jest jednak kategorią ujetą przepisami prawa. A telewizji , ktora nie bylaby propagandą nie znam. Jest tu może ktoś, kto ogląda np. TVP?.
          Pozostaje zatem kwestia- jaka to propaganda. Temu byl poświecony mój tekst.
          A co do racji stanu – dziwie sie bardzo, ze moi polemiści w milczeniu przechodzą nad przytoczonym przeze mnie przykładem ewidentnego godzenia w polską rację stanu. Chodzi o marsz armii ukrainskiej, która – jak śpiew niesie – walczy o zjednoczoną Ukrainę. Od Sanu po Kaukaz. Nie zauważyliście panowie, że po drodze jest kawal Polski?
          Gyby tak Bundeswehra zaśpiewała, że walczy o wolne Niemcy – od Śłąska po Memel (Kłajpedę)….

        • Szanowny Panie Romanie, Panie Redaktorze,
          skoro przypisuje mi Pan popieranie jakiegoś stanowiska dlatego, że na łamach portalu pojawił się dany wpis, muszę Panu wyjaśnić, że osobiście uważam, iż RT zostało słusznie zablokowane. W tej wojnie całkowicie popieram Ukrainę i jestem zwolennikiem nałożenia jak najsurowszych sankcji na Rosję i rosyjskie biznesy (z czym polskie władze nie do końca sobie radzą). Chciałbym jednak zauważyć, że publikacje w Przeglądzie pozwalają społeczności skupionej wokół PD na swobodną dyskusję. W dzisiejszych czasach debaty, które kiedyś odbywały się tête-à-tête, dzisiaj mają miejsce w internecie. One pozwalają na konfrontacje stanowisk, kształcą, rozwiewają wątpliwości. I Przegląd takim miejscem dyskusji właśnie jest. Bez praktykowania dyskusji i krytycznego myślenia „znikąd” pojawiają się na scenie politycznej populiści i postaci skrajne – jak Donald Trump czy Janusz Korwin-Mikke.
          Oczywiście rozumiem, że z perspektywy osoby przez wiele lat związanej z państwowymi mediami, wygląda to nieco inaczej, bo i inne standardy w nich panują (zresztą, szeroko opisywane przez media prywatne).
          Niemniej, proszę mieć na uwadze, że tuby polskiej partii rządzącej same mają obecnie problem z wyjaśnieniem swoim słuchaczom i wyborcom PiS, jak to jest z dziurawymi sankcjami na rosyjskie biznesy, strategicznym sojuszem z Viktorem Orbánem i tworzonym nad Wisłą „drugim Budapesztem”.
          Przyjmuję zatem Pana krytykę i z pewnością weźmiemy ten (podkreślę – ważny!) głos pod uwagę w przyszłości. Mam jednak nadzieję, że równie stanowczo dba Pan o kwestie jakości informacji w środowisku mediów narodowych i z Pana udziałem Polskie Radio również stanie się bardziej niezależne i obiektywne, czego z całego serca życzę.

          Z ukłonami i serdecznymi pozdrowieniami
          Paweł Rogaliński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here