Co się dzieje w małych miasteczkach, w tak zwanym terenie? Czy pandemia zamknęła je na klucz? Czy mieszkańcy siedzą w swych domach i tylko patrzą w telewizory, by dowiedzieć się „co tam panie w polityce”, w stolicy i na świecie? To błędne wrażenie. Tam życie toczy się swoim nurtem. Podzielę się wrażeniami z mojego rodzinnego Józefowa na Roztoczu w powiecie biłgorajskim, gdzie niedawno wpadłem z krótką wizytą.
Pierwsza wiadomość: Józefów będzie miał swoją kolumnę ze Świętym patronem. Burmistrz ogłosił konsultacje społeczne w tej sprawie. Granitowa kolumna będzie mierzyć 10 metrów wysokości, a posąg będzie ze spiżu. Wprawdzie na miejscu są kamieniołomy, ale co strzegomski granit, to granit. Jest temat do rozmów: czy wypada teraz stawiać, jak pieniądze potrzebne są na inne inwestycje, czy nie lepiej wybudować halę sportową, by dzieciaki i młodzież miały w zimie gdzie ćwiczyć. Nie ma hotelu, restauracji. Czy nie za wysoka? Toż to prawie połowa kolumny Zygmnuta. Inni wybrzydzają, że historycznym herbem Józefowa był ciołek, a święty Józef został nim niedawno. Znowu inni mówią, że to przecież ordynat Józef Tomasz Zamoyski założył miasto w 1725 roku, więc należy uhonorować patrona. A poza tym taka kolumna będzie atrakcją dla turystów, będą sobie robić pod nią zdjęcia. Choć na rynku można już teraz zrobić sobie fotkę pod fontanną z leśnymi zwierzakami albo pod pręgierzem. Oby z tą kolumną nie było tak, jak z krakowskim Barbakanem, o którym Boy-Żeleński napisał wierszyk:
Zobaczył pan Styka,
Jak raz mały kondel
Podniósł zadnią łapkę
I spaskudził Rondel.
W każdym razie Święty będzie patrzył z góry na Józefa Piłsudskiego, który ma już pomnik w rynku,
a także baczył na burmistrza i jego urzędników, którzy mają obok siedzibę.
Ale najładniejsze widoki roztaczają się z baszty na wzgórzu. To był bardzo trafiony pomysł burmistrza. Jak na dłoni widać cały Józefów rozciągnięty w padole, morze lasów Puszczy Solskiej i kamieniołomy z jasnymi skałami osadowymi.

W ubiegłym roku atrakcją były w gminie trzy wydarzenia: przejazd wyścigu Tour de Pologne, odsłonięcie tablicy z nazwiskami ponad pięciuset partyzantów w leśnym uroczysku Fryszarka nad rzeką Sopot oraz otwarcie przełajowej ścieżki rowerowej. Jest to ośmiokilometrowa trasa typu Single Track z Hamerni do Józefowa. Czego tam nie ma? Do wyboru: „stolik”, „podwójna hopka”, „pumptrack”, „step up”, „step down” czy różnego rodzaju „rollery”. To zasługa nadleśnictwa i Józefowskiej Kawalerii Rowerowej. A w ogóle to Józefów przoduje – jak mówi burmistrz – w ekonomii socjalnej. Jest tu 8 stowarzyszeń, 2 kluby sportowe „Cosmos” i „Herkules” i aż 10 spółdzielni socjalnych. Zajmują się prawie wszystkim: prowadzą pierogarnię, dom opieki seniora, przedszkole, żłobek, organizują rehabilitację zawodową, zapewniają usługi porządkowe i remontowo-budowlane, organizują turystykę i zbiórkę odpadów. Był też pomysł prowadzenia w tym systemie cmentarza komunalnego, ale przepisy ustawowe nie pozwoliły. To józefowskie społecznikostwo ma pewnie swój zalążek w przedwojennej Spółdzielni Spożywców „Jedność”, która wybudowała okazały „Dom Ludowy”, stojący do dziś przy rynku.
Niestety, nie ma już w Józefowie Liceum Ogólnokształcącego, które po 75. latach zakończyło działalność, bo zabrakło kandydatów do nauki. Woleli porzucić domy rodzinne i pojechać po wiedzę do Zamościa, Biłgoraja czy Lublina. Ale zostało Stowarzyszenie Wychowanków, które co roku organizuje rajd po Roztoczu nazwany imieniem swojego profesora Józefa Jóźwiaka. Nie ma „Prefabetu”, który produkował pustaki z piasku. Ale pozostało wyrobisko, w którym powstało kąpielisko z piękną, piaskową plażą. Nie ma też GS-u, ale jest nowa „Biedronka”. Koniecznie trzeba odwiedzić w Józefowie bibliotekę mieszczącą się w odrestaurowanej synagodze. Oprócz książek, regionalnów i komputerów, biblioteka prowadzi szeroką działalność oświatową. Zdobywa granty, zaprasza twórców, organizuje konkursy i wystawy. Ja obejrzałem wystawę poświęconą Powstaniu Styczniowemu i poecie Mieczysławowi Romanowskiemu, który poległ pod Józefowem. A teraz w Roku Wandy Rutkiewicz przygotowano quiz i wystawę o himalaistce.
Z tego widać, że w Józefowie wcale nie jest nudno.
-Panie, tu kiedyś były tylko piaski, laski i karaski, a teraz będzie kolumna – jak w Warszawie!






![Karol Czejarek. Autobiografia: Moja droga przez życie [recenzja książki, tłumaczenie z j. niemieckiego]](https://przegladdziennikarski.pl/wp-content/uploads/2024/12/Karol-Czejarek-autobiografia-Kluza-218x150.jpg)








Dziękuję za tę wizytę w rodzinnym miasteczku mojego taty.
Ja z sentymentem wspominam spacery po kamieniołomach, oczywiście widok Józefowa ze wzgórza (każdego dnia wchodziłam na wzgórze, stał tam pomnik Miszki Tatara, też przedmiot dyskusji mieszkańców), wyprawę do rezerwatu „Szum”, drogę do Pardysówki, którą też często pokonywałam, spacery drogą do nadleśnictwa…stamtąd do skrzyżowania przed wjazdem do Józefowa. Była tam niewielka kolumna upamiętniająca ofiary zarazy, o ile pamiętam. I oczywiście bardzo dużo bocianów, które często kroczyły wzdłuż łąki obok dróg. To, co mi utkwiło w pamięci, to piękne kwiaty w oknach i w ogródkach. Moja babcia i jej siostra miały piękne, różnorodne kwiaty, zachwycałam się nimi. W Józefowie po raz pierwszy ( i jak do tej pory ostatni) siedziałam na koniu i kawałek drogi jechałam „na oklep”. To było bardzo, bardzo dawno temu. Ten Józefów, który Pan opisał, to już inne miejsce, ale najważniejsze, by mieszkańcom żyło się tam dobrze. Myślę, że ich serdeczność, gościność (pamiętam wspaniałe pierogi nadziewane ziemniakami, twarogiem i miętą czy „pieczony bigos”, kaszę gryczaną z grzybami) pozostały niezmienne.
Z serdecznymi pozdrowieniami, Ewa Pohl (mająca częściowo również korzenie na Roztoczu).