Jiddu Krishnamurti – indyjski przewodnik duchowy, filozof, mówca

0

Jiddu Krishnamurti urodził się 12 maja 1895 w Madanapalle, niedaleko Bangalore w dzisiejszym stanie Andrea Pradesh w Indiach. Zmarł 17 lutego 1986 w Ojai w Kalifornii (USA). Pisze się o nim, że był filozofem, myślicielem, pisarzem, mówcą, ale jest najbardziej znany jako przewodnik duchowy. Jego ojciec – Narayaniah – należał do Towarzystwa Teozoficznego, które powstało w roku 1875 w Nowym Jorku i zostało założone przez osoby, które interesowały się duchowością – zwłaszcza Wschodu – i chciały szukać nowych dróg, nowych rozwiązań problemów świata. Współzałożycielką tego stowarzyszenia i jego prezesem była Helena Bławatska, wywodząca się z Rosji. Po śmierci Heleny Bławatskiej w 1907 roku przejęła przywództwo Towarzystwa Teozoficznego Annie Wood Desant z Wielkiej Brytanii, która prowadziła je aż do roku 1933. Blisko współpracował z nią Brytyjczyk Charles Webster Leadbeater. To on w maju 1909 dostrzegł na plaży w Indiach 14-letniego chłopca i ogłosił, że w ciele tego dziecka objawi się światu nauczyciel ludzkości.

Jiddu Krishnamurti, bo to o nim mowa, wraz z młodszym bratem Nityananą został oddany pod opiekę czołowych teozofów. Kształcił się w Indiach, Wlk. Brytanii, Francji i Włoszech. W 1922 podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych przeżył proces oczyszczenia. Podobne procesy miały miejsce także później w jego życiu, ale ten pierwszy był tym, który Krishnamurti szczególnie mocno odczuł. Cierpiał bardzo, nocami krzyczał i płakał, przeżywał także uniesienia mistyczne.

W roku 1911 Krishnamurti (miał wtedy 16 lat) został wybrany przywódcą pewnego odłamu Towarzystwa Teozoficznego, który nazwał się „Zakonem Gwiazdy na Wschodzie”. Było on dosyć liczny, bo w roku 1914 należało do niego około 15.000 osób. W roku 1927 Krishnamurti oświadczył, że nie wolno czynić z niego autorytetu i że każdy powinien samodzielnie szukać prawdy w sobie. A podczas szóstego zjazdu tego ruchu wystąpił z Towarzystwa Teozoficznego i ogłosił rozwiązanie „Zakonu Gwiazdy na Wschodzie”.

Był człowiekiem skromnym. Prosił, aby nazywać go tylko „K”, bez imienia, bez nazwiska. Zapisywano jego mowy i z tych zapisów powstało kilkanaście książek, a on sam prowadził dziennik, który ukazał się po polsku pod tytułem „Dziennik z podróży”. W języku polskim ukazało się także sporo zbiorów jego mów. Z najbardziej znanych chciałbym wymienić książkę zatytułowaną „Wolność od znanego”, którą wydało wydawnictwo „Pusty obłok” w roku 1986. W roku 2006 wydawnictwo „Ravi” wydało fragmenty różnych jego wypowiedzi w książce pod tytułem „Wolność absolutna”. Potem wydawnictwo KOS wydało w roku 2011 książkę zatytułowaną „Pierwsza i ostatnia wolność”, a w 2012 „Dziennik z podróży”, czyli ten właśnie dziennik, o którym wspomniałem wcześniej – zapiski Jiddu Krishnamurtiego.

Oto jedna z jego wypowiedzi: „Do prawdy nie wiodą żadne ścieżki, bo to jest pięknem prawdy, że jest ona żywa. Ścieżka może prowadzić do rzeczy martwej, gdyż rzecz martwa tkwi w jednym miejscu, jest statyczna. Gdy ujrzycie, że prawda jest czymś żywym, poruszającym się, nie znającym spoczynku, że nie ma ona świątyni, meczetu, czy kościoła, że nie może was do niej zaprowadzić, żadna religia, żaden nauczyciel, żaden filozof, nikt, wtedy też zrozumiecie, że żywym elementem prawdy jest to, czym obecnie jesteście. Wasz gniew, wasza przemoc, rozpacz, cierpienie, smutek, zrozumienie tego wszystkiego jest prawdą i możecie ją pojąć tylko wtedy, gdy dowiecie się, jak należy na te problemy w waszym życiu patrzeć. Nie można tego ujrzeć przez pryzmat ideologii, słów, uczuć”.

Będąc na studiach trafiłem na tłumaczenia niewielkich fragmentów jego mów, wydane przez wydawnictwo „Biblioteka polsko-indyjska”, które założyła w roku w 1944 (w Madrasie – dzisiaj Chennai, Indie) Wanda Dynowska wraz Maurycym Frydmanem. W jego nauczaniu uderzyło mnie przede wszystkim to, że negował on wartość wszystkiego, co jest sztywne, schematyczne, co oddala nas od prawdy. Nasze przekonania, nasze schematy i struktury mentalne – to wszystko jego zdaniem należy poddawać w wątpliwość. Nikt nie jest w stanie nam przekazać pełni prawdy, ani do końca choćby fragmentu prawdy. Nie można objąć słowami, nie można objąć umysłem prawdy o czymkolwiek. Możemy próbować mówić o czymś i nazwać coś, opisać, ale nigdy nie oddamy pełni tego zjawiska, choćby to nawet był kubek z herbatą. W skład tego kubka wchodzą różne pierwiastki, różne cząstki elementarne itd. Gdybyśmy więc teraz chcieli opisać kubek z herbatą, to moglibyśmy przez godzinę o nim mówić i na pewno nie wyczerpalibyśmy tematu. I tak samo wszystko, cokolwiek mówimy opisując jakiś przedmiot, osobę czy zjawisko, nie wyczerpuje tematu naszej wypowiedzi.

Podobnie ma się rzecz w kwestii komunikacji międzyludzkiej. Komunikujemy się, na ile możemy, ale jest to zawsze działanie ułomne. Nie możemy przekazać prawdy o nas samych, o tym co widzimy czy słyszymy, ani nie możemy w pełni zrozumieć tego, co do nas przychodzi z zewnątrz. Te wszystkie komunikaty są w jakiś sposób ograniczone i to jest jedna z najważniejszych rzeczy, które znalazłem w nauczaniu Krishnamurtiego – świadomość ograniczeń naszych umysłów, naszej zdolności komunikowania się, poznawania świata… W związku z tym wszystko cokolwiek zbudowaliśmy, wszystkie struktury mentalne, przekonania, koncepcje, tradycje itd. są ograniczone naszymi umysłami. Nie możemy dotrzeć do prawdy. Możemy patrzeć na świat, możemy obserwować nas samych, możemy próbować zrozumieć trochę więcej niż wydaje nam się, że rozumiemy, ale do końca nie zrozumiemy żadnego zjawiska czy człowieka. Więc nie ma sensu nawet starać do końca kogoś czy coś zrozumieć. Czymkolwiek jest to, co widzę, słyszę, nie jest to dostępne w pełni mojemu poznaniu.

Powróćmy do wcześniejszego cytatu: ” Nie może zaprowadzić cię do prawdy żaden nauczyciel”. Sam Krishnamurti (jak powiedziałem wcześniej) dał temu wyraz, mówiąc „Nie czyńcie ze mnie autorytetu” i zrzekł się prowadzenia „Zakonu Gwiazdy na Wschodzie”, aby nie być formalnym przewodnikiem. Chciał być – jak sądzę – człowiekiem, który wypowiada jako istota ludzka to, co wydaje mu się słuszne, zapewne chciał, żeby jego słowa były pomocne innym ludziom na drodze ich rozwoju duchowego, ale słowa, choćby najmądrzejsze, nie mogą zastąpić naszego poznania i naszej świadomości.

Poznajemy świat, odkąd się urodziliśmy. Powoli rozwijała się w nas i rozwija nadal świadomość. Możemy uznać autorytet przewodnika duchowego, możemy przyjmować z uwagą jego słowa, ale nie stawiajmy go na piedestale. To też jest człowiek, ograniczony swoim umysłem tak samo jak my. Nawet ktoś, kto jest głęboko uduchowiony istnieje – tak jak my – w ciele, posiada podobne do naszych możliwości i ograniczenia intelektualne, duchowe itp. Może podawać nam pewne wskazówki, może nas inspirować, ale pamiętajmy, że to my jesteśmy dla nas samych jedynymi prawdziwymi nauczycielami. To samo zresztą mówili różni inni przewodnicy duchowi, jak np. Osho.

Jiddu Krishnamurti: „W każdym z nas istnieje skłonność do znoszenia cierpliwie trudności, przyzwyczajania się do nich i potępiania za nie okoliczności. Ach, gdyby sytuacja była normalna, byłbym inny. Albo mówimy: dajcie mi szansę, a pokażę wam na co mnie stać. Mówimy także: jestem przygnieciony niesprawiedliwością tego wszystkiego. Bowiem zawsze zrzucamy winę za nasze niepowodzenia na innych, na środowisko lub sytuację ekonomiczną”.

Jesteśmy uwarunkowani przez fakt, że mamy takie, czy inne ciało, takie, a nie inne wychowanie, taką, a nie inną kulturę, tradycję, ale nie ograniczają nas one do końca. To wszystko nas warunkuje, ale nigdy nie jest ważniejsze od naszej świadomości. Możemy poprzez nasze świadome wybory i działania zmieniać naszą rzeczywistość. Skupmy się na chwilę na podstawowym i ostatecznym wyborze – żyć czy umrzeć. Wszystko, co się dzieje w naszym życiu, zawiera się w tym wyborze – żyję lub nie. Każdy z nas może podjąć decyzję, żeby nie żyć. Więc w sytuacji, kiedy mam wybór: żyć, czy nie żyć, to cała reszta jest już tylko konsekwencją tego wyboru. Jeżeli zdecyduję się żyć, to mogę w tym życiu zrobić różne rzeczy, w zależności od stanu mojego ducha, mojego ciała… Ale mam zawsze możliwość wyboru, czyli wszystko co mnie warunkuje nie jest uwarunkowaniem ostatecznym. To bardzo ważne – moim zdaniem – ponieważ zwykle nie zastanawiamy się nad tym, na ile możemy wpłynąć na naszą rzeczywistość.

Warto się może zastanowić: na ile jestem uwarunkowany/uwarunkowana, na ile jestem zmuszony/zmuszona, żeby tak czy inaczej reagować, tak a nie inaczej myśleć, takie a nie inne decyzje podejmować. Być może to, co wydaje mi się naturalne w tym momencie, może takim nie być, może robię to, co robię, myślę czy mówię, bo odzywają się we mnie pewne uwarunkowania, nawyki itp., a w momencie, kiedy zdam sobie z nich sprawę, mogę podjąć decyzję, żeby próbować w te uwarunkowania czy nawyki nie wchodzić.

Jiddu Krishnamurti: „Zawsze staramy się utożsamiać z naszą rasą, kulturą, z tym, w co wierzymy, lub też z postaciami nam bliskimi, z pewnymi przekonaniami, szczególnego rodzaju nadrzędnymi autorytetami. Utożsamienie się z czymś wydaje się stanowić drugą naturę człowieka. Odczucie to prawdopodobnie odziedziczyliśmy po zwierzętach niższych. Z pewnością owa identyfikacja niesie poczucie bezpieczeństwa, pewności, poczucie posiadania czegoś, bycia właścicielem. Zadowolenie i poczucie bezpieczeństwa może przybrać formę iluzji. Człowiekowi najwidoczniej potrzeba wielu iluzji”.

Spróbujmy pomyśleć, na ile jesteśmy utożsamieni z imieniem, nazwiskiem, płcią, aktualnym zawodem lub profesją, który uprawialiśmy (jeśli ją zmieniliśmy bądź jesteśmy już na emeryturze), albo z naszymi planami, z naszymi doświadczeniami, naszymi zainteresowaniami lub pasjami – czy one nas określają, czy nie? Po pierwsze: imię – czy to jestem ja? Nie, to jest jakieś słowo, którym mnie określono, którego używam w kontaktach z innymi ludźmi. Mogę być nazywany inaczej – czy zmieni się moja natura? Nie. Moje nazwisko – zdarzyło mi się przyjść na świat w rodzinie, w której takie, a nie inne nazwisko zapisano w dokumentach. Jeśli zmieniłbym nazwisko, byłbym tym samym człowiekiem, czyż nie? Jeśli zmieniłbym imię i nazwisko, a zmianę przyjął bez kłopotu, to nic ważnego nie zmieniłoby się w moim życiu.

Utożsamiamy się z naszą rasą, kulturą, z tym w co wierzymy, z naszymi przekonaniami. Jak to jest z przekonaniami? Mamy np. przeświadczenie, że pewne rzeczy należy robić tak, a nie inaczej, a okazuje się, że jedziemy do innego kraju i nasze przekonanie jest nieadekwatne do rzeczywistości. Na przykład w Polsce istnieje przekonanie, że mężczyźni mogą chodzić w krótkich spodenkach. Wyobraźmy sobie, że pojechaliśmy do jakiegoś kraju muzułmańskiego… Polak w krótkich spodniach byłby raczej źle widziany, patrzono by na niego chyba nieżyczliwie. Nawet do niektórych kościołów we w Europie, np. Włoszech nie można wejść w krótkich spodniach… Stopień reakcji zależy od kraju lub nawet miejsca w danym kraju,. Odkryte ramiona u kobiety – letnia koszulka damska z odkrytymi ramionami to dla nas nie jest problem. Ale nawet w Polsce w zabrania się wejścia do niektórych kościołów kobietom, które mają odkryte ramiona.

Jeśli mamy pewne konkretne przekonania polityczne i utożsamiamy się z nimi – a są one zwykle oparte na naszych doświadczeniach życiowych, na naszych systemach wartości – to mogą być one dla nas bardzo ważne. To zrozumiałe, ale jeżeli się z nimi utożsamiamy, to ograniczamy nasze pole widzenia, nie jesteśmy już wolnymi ludźmi. Podobnie jest – patrząc z szerszej perspektywy – ze wszystkimi naszymi przekonaniami… Zauważmy, że kilka książek Krishnamurtiego, o których wspomniałem (wydanych w Polsce), ma tytuły, w których występuje słowo „wolność”. Wolność absolutna, Pierwsza i ostatnia wolność, Wolność od znanego. Chodzi przede wszystkim o wolność wewnętrzną, w tym od ograniczeń naszego umysłu, czyli od nas samych…

Dla Krishnamurtiego jest ważna nasza wolność wewnętrzna – aby nasze wybory, nasze działania nie były efektem czynników zewnętrznych, lecz wynikiem naszych myśli, naszych decyzji. Przekonania wpływają bezpośrednio na nasze uczucia, bo jeżeli na przykład jestem przekonany, że przed wejściem do pokoju trzeba zapukać, to gdy ktoś wchodzi bez pukania mogę się zdenerwować, poczuć złość na tego człowieka. Powodem złości jest moje przekonanie; moje emocje idą za tym przekonaniem. A co by było, gdybym mieszkał w kraju, w którym nie ma drzwi, tylko są miękkie maty, w które nie można zapukać? Być może w takim kraju istnieje zwyczaj zapytania, czy można wejść… Ale generalnie zwyczaje zależne są od kraju, tradycji, religii itp. Nasze utożsamienie się z nimi jest dla nas ograniczeniem…

Nasze przekonania warunkują w dużym stopniu nasze reakcje i uczucia. Miałem możliwość zobaczenia z zewnątrz mojego utożsamienia się z kulturą, tradycją, mentalnością polską. Mieszkałem przez 21 lat we Włoszech i wchłaniałem „włoskość” – inny styl myślenia, mówienia, inny język, inną tradycję. I wtedy zobaczyłem jak mocno jestem utożsamiony z kulturą polską, z tradycją polską. To spotkanie dwóch kultur w moim życiu sprawiło, że po części przestałem się z tradycją i mentalnością polską utożsamiać. Mogłoby się zdarzyć, że zamieszkałbym w tej chwili np. w Finlandii i przejmowałbym, wchłaniał tradycję i mentalność fińską. Czy miałbym się z nią utożsamiać, czy nie?

Moim zdaniem najlepiej jest się nie utożsamiać, a przynajmniej zachowywać dystans. Jeśli mieszkam w jakimś kraju, wśród ludzi, którzy wyznają pewne wartości, którzy są ukształtowani przez pewną tradycję, to w jakimś stopniu wchłaniam elementy tej tradycji, a przynajmniej dociera do mnie wiedza o jej istnieniu. Ta inna tradycja jest równie dobra jak moja, a przynajmniej ma takie samo prawo do istnienia. Jest wynikiem pewnych czynników, ukształtowała ją historia danego miejsca itp. Istnieją więc po prostu są różne tradycje, różne mentalności. Dlaczegóż mielibyśmy się z nimi utożsamiać? Możemy powiedzieć, że ta czy inna tradycja czy mentalność bardziej nam się podoba, ale dopóki nie utożsamimy się z nimi, pozostają one czymś zewnętrznym. Jesteśmy ukształtowani przez naszą tradycję, mentalność itp. , ale możemy się z tego uwarunkowania wydobyć, tak jak ja to robiłem… Byłem wręcz do tego zmuszony, bo żeby funkcjonować wśród Włochów musiałem się oduczyć pewnych polskich zachowań, polskiego sposobu myślenia.

Wracając do Krishnamurtiego – najważniejsze jest to, żebyśmy nie utożsamiali się z niczym, co jest na zewnątrz. Dlaczego mam się utożsamiać z tym, co jest na zewnątrz mojej osoby – z pewną kulturą, tradycją, narodem? To są struktury mentalne, pewien zestaw elementów, który funkcjonuje w jakiś sposób w pewnych relacjach ludzkich, ale to nie jest rzeczywistość „ostateczna”. Jeżeli chcę, to mogę wchodzić w interakcje, na przykład z tradycją… Jeżeli w tradycji polskiej, katolickiej istnieje zwyczaj posyłania dzieci do pierwszej komunii, to oczywiście – jeśli chcę – mogę się z nim utożsamić, przyjąć go jako część mojego istnienia w społeczeństwie. Ale jeżeli ważne jest dla mnie poszukiwanie wolności, a nie utożsamianie się, to mogę powiedzieć, że szanuję religię, szanuję tradycję, ale nie są one częścią mojej osobowości.

Jiddu Krishnamurti: Pokój i ład mogą zapanować na świecie tylko jeśli my jako jednostki przez samowiedzę, a więc zgodne z prawdą myślenie, niezaczerpnięte z żadnej z ksiąg, nienaśladujące żadnego nauczyciela odrzucimy to wszystko, co wytwarza chaos, starcia i walki.

Celem człowieka nie jest nieustanna męka i walka, jest nim urzeczywistnienie Miłości, która przychodzi wraz z prawdą. Żeby zrozumieć przemoc i gwałt, trzeba sobie jasno zdawać sprawę z różnych ich odmian i przejawów; ich przyczyny bowiem są liczne i złożone. Antagonizmy klasowe i nacjonalistyczne, żądza posiadania rzeczy, zdobywania władzy, niezliczone wierzenia obarczające nasz umysł – wszystkie one rodzą gwałt. Żądza posiadania, która leży u podstaw naszej obecnej cywilizacji, wpłynęła na podział ludzi i rzucenie ich przeciw sobie; w naszej żądzy posiadania i rządzenia ludźmi, ich myślami, uczuciami i pracą, dzielimy się – na religie, narodowości, ideologie.

Stoimy tutaj twarzą w twarz z jednym z najważniejszych problemów, z jakimi mamy do czynienia w życiu. To przemoc, zniewolenie, ucisk, nacisk. Mamy bardzo wiele wokół siebie zachowań, działań, systemów, które są oparte na przemocy. Niewiele jest sytuacji, w których czujemy, że jesteśmy w pełni szanowani, w pełni akceptowani, gdy niczego się nam nie narzuca, niczego nam się nie każe robić. Oczywiście jeżeli w pełni rozumiemy i przyjmujemy pewne zasady życia społecznego, zasady funkcjonowania w systemie politycznym i tak dalej, to nie ma większego problemu. Ale zasady te nie mogą być oparte na przemocy, powinny być oparte na zrozumieniu i akceptacji. Czyli powinniśmy naszym dzieciom już od zarania, a w szczególności w szkole wyjaśniać, dlaczego struktury społeczne czy sposoby funkcjonowania, zwyczaje itd., są takie a nie inne i co jest w nich dobrego. Jeżeli widzimy, ze w jakiejś strukturze, w jakimś systemie jest coś niedobrego, powinniśmy spróbować zrozumieć dlaczego tak jest. Może się mylimy, może tylko tak widzimy coś z zewnątrz, a to co nam się nie podoba jest w istocie słuszne, użyteczne? Możemy również zauważyć, że pewne struktury są niefunkcjonalne, nieużyteczne, szkodzą nam. Co możemy zrobić, aby je zmienić?

Cytuję: …zgodne z prawdą myślenie… Mówiliśmy wcześniej, że nie jest możliwe zrozumienie czegokolwiek do końca, ale możemy próbować zbliżyć się do zrozumienia. Może wspólnymi siłami dochodzić do pewnych konkluzji? Próbować analizować, pytać, słuchać, rozmawiać, dialogować, aby na pewnym poziomie dojść do ustaleń, które mogą być akurat w tym momencie, w tym fragmencie życia wystarczające; aby zrozumieć, czy coś jest użyteczne lub nie, funkcjonalne lub nie.

Antagonizmy narodowe, klasowe, żądza posiadania rzeczy, zdobywania władzy, niezliczone wierzenia obarczające naszą świadomość… Może powinniśmy dogłębnie przemyśleć, jak powinna wyglądać edukacja, bo przecież w dużym stopniu to szkoły kształtują umysły naszych dzieci. Jak powinniśmy je uczyć? Czy dobrze robimy, że uczymy je głównie faktów, a nie samodzielnego myślenia, dialogowania, szacunku dla myślących inaczej itp.? Czy wiedza – nieraz bardzo szczegółowa na różne tematy, jak dokładna budowa komórki itd. – czy naprawdę jest dzieciom potrzebna, zwłaszcza teraz, kiedy można łatwo się dowiedzieć wielu rzeczy z internetu? A może powinniśmy większą część czasu, którą ma do dyspozycji szkoła poświęcić na naukę – po pierwsze rozumienia nas samych, czyli żeby dziecko rozumiało co się z nim dzieje, jakie emocje przeżywa, co z nimi może zrobić. Po drugie – żeby dzieci rozumiały emocje, zachowania innych ludzi. Żeby uczyły się, jak dobrze funkcjonować w grupach, jak podejść do problemów, z którymi muszą się mierzyć. Antagonizmy klasowe, choćby te w klasach szkolnych – co zrobić, żeby ich nie było lub żeby je zmniejszyć? Antagonizmy narodowe – tutaj powraca kwestia utożsamiania się. Jeśli jestem Polakiem, Włochem, Niemcem i tak dalej, to stawiam barierę – ty, drugi człowieku, jesteś kimś zupełnie innym, jeśli należysz do innego narodu. A przecież tyle jest w każdym z nas podobieństw do innych ludzi…

Jakim bezsensem jest utożsamianie się – moim zdaniem – z jakimkolwiek narodem. Wiemy już, jak bardzo jesteśmy pomieszani wszyscy, nie ma Polaka czy Niemca itp. , który byłby w 100% Polakiem czy Niemcem. I wtedy cały dyskurs nacjonalistyczny przestaje mieć jakikolwiek sens.. To nasz umysł, który się utożsamia z pewnymi pojęciami, prowadzi nas do utożsamiania się z pewnym narodem. Na ile to jest potrzebne komukolwiek? Spotykałem się z ludźmi, którzy mówili: czuję się obywatelem całego świata. Może do takiej postawy warto dążyć?

Krishnamurti w swoich książkach (a właściwie głównie spisanych mowach) mówił, że oddzielają nas pojęcia narodu, pojęcia kultury, tradycji… Nie powinniśmy utożsamiać się z tymi pojęciami, one nic dobrego – jego zdaniem – nie przynoszą. Na pewnym etapie, w pewnych sytuacjach, mogą być przydatne, ale jeśli przyjmiemy generalną perspektywę poprawy życia na ziemi, to np. pojęcie narodu nie jest potrzebne. Może ono przynieść znacznie więcej szkody niż pożytku. Tak przynajmniej mówił Krishnamurti, a ja jestem, przynajmniej z mojego ograniczonego punktu widzenia, wynikającego z moich ograniczonych doświadczeń bliski temu spojrzeniu.

Podleganie jednego człowieka drugiemu jest straszliwie niszczące, prowadzi do uniżenia i odczłowieczenia, prawdziwe przyczyny wojen stają się w nas samych, w naszym strachu przed zdobyciem i utrzymaniem wewnętrznej wolności. Dopóki nie jesteśmy gotowi odrzucić naszych wierzeń, dogmatów, ideologii, systemów myślowych i różnych przymusów, które są tylko więzami ustanowionymi przez społeczeństwo dla łatwiejszego rządzenia, dopóty będą istnieć gwałty, przemoc i wojny.

Można pomyśleć, że jest to wezwanie do anarchizmu, ale pomyślmy: dlaczego tak wielu ludzi popiera demokrację, chociaż jest to system dosyć trudny w użytkowaniu i wielu ludzi jest skłonnych popierać jakieś formy dyktatury czy rządy tzw. „silnej ręki”. Jednak tak się jakoś składa, że od wieków ludzie o najświatlejszych umysłach popierali demokrację, współzarządzanie, a nie wychwalali dyktatur…

Prawdziwe przyczyny wojen mieszkają w nas samych. Dopóki nie jesteśmy gotowi odrzucić naszych wierzeń… Jak kiedyś śpiewał John Lennon w piosence „Imagine”:, wyobraźmy sobie świat, w którym nie byłoby religii, w którym nie byłoby za co umierać. Czy religia rozumiana jako system oparty na dogmatach jest tym, czego potrzebujemy? Jeśli ktoś takiego systemu potrzebuje, to jest jego sprawa, akceptuję to. Natomiast ja nie czuję potrzeby wyznawania jakiejś religii. Podobają mi się różne religie czy systemy duchowe, na przykład chrześcijaństwo z tym, co znalazłem w Nowym Testamencie, buddyzm, wiara bahai… Ale utożsamiać się z jakąkolwiek religią? Dlaczego miałbym to robić? Dlaczego mam być określony poprzez coś zewnętrznego? Mógłbym mówić o sobie: jestem chrześcijaninem, buddystą itp. ale to by zamykało mnie w jakiś sposób w pewnym obszarze, z którym ja nie jestem tożsamy. Ja nie jestem tym samym, czym jest jakakolwiek religia,. Jestem człowiekiem, a religia czy system duchowy to struktura, zespół zasad… Istnieje między mną a nimi zasadnicza różnica.

Krishnamurti mówi: Dopóki nie jesteśmy gotowi odrzucić naszych dogmatów, naszych ideologii, naszych systemów myślowych, dopóty będą istnieć gwałty, przemoc i wojny.

Skąd się biorą wojny? Większość, jeśli nie wszystkie, biorą się z powodów, które są w naszych umysłach. Jeśli jakieś państwo atakuje inne państwo, jeśli jakiś naród atakuje inny naród, to jakie są tego powody? One są w umysłach, prawda? Nie są one w naszych sercach, prawda? Czy w jakimś sercu istnieje potrzeba, żeby kogoś zabijać, żeby komuś coś odbierać – ziemię, ropę naftową czy cokolwiek innego? Nie, powodem jest zawartość naszych umysłów. Krishnamurti uczy poprzez swoje teksty, jak spojrzeć z zewnątrz na nasze umysły, na to co w nich jest. Na nasze przekonania, na nasze utożsamienia… by zobaczyć, że one są barierami. To tak, jakbyśmy stawiali mury w umyśle, mury między nami. Do czego te mury są nam potrzebne?? Chcemy dalej żyć poprzegradzani w umysłach i poprzegradzani między nami? Czy raczej chcemy żyć zharmonizowani wewnętrznie i w harmonii z innymi?

Zdaniem Krishnamurtiego (o ile dobrze rozumiem jego nauki) droga do harmonii wewnętrznej i zewnętrznej prowadzi poprzez powolne odrzucanie wszystkiego, co jest murem, co jest ograniczeniem, co jest strukturą, która nie przystaje do rzeczywistości. Potrzebujemy do życia struktur, ale przystających do rzeczywistości, funkcjonalnych. Jeżeli one utrudniają nam życie, jeżeli są niefunkcjonalne, to powinniśmy zastanowić się, czy dalej ich potrzebujemy. Moglibyśmy żyć niezwykle prosto i mądrze, a więc w pokoju, gdyby nasze myśli i serca nie były obarczone żądzą posiadania. Czy mamy w sobie taką żądzę posiadania? Może warto w tym momencie przerwać na chwilę lekturę i zastanowić się?

Im mniej jest w nas tej żądzy, tym łatwiej jest żyć w pokoju i harmonii. Nasza własna przemiana ma najwyższą wagę i doniosłość, bowiem my sami jesteśmy przyczyną chaosu w świecie. Nasz sposób życia przetwarza niezwłocznie świat wokół nas na lepszy, albo też pogłębia jego chaos i cierpienie.

Zauważmy, jakie to jest istotne, abyśmy zdali sobie sprawę, że od każdego z nas zależy świat. W każdym momencie podejmujemy jakieś decyzje, często nie do końca świadomie. Robimy coś, bo tak wypada, bo tak trzeba, bo tak robiliśmy zawsze, bo wydaje się nam, że tak trzeba postąpić. Część tych odruchów jest słuszna i użyteczna, ale duża część naszych zachowań wynika z tego, co mamy w umyśle i co warunkuje nasze działania. Jeśli mamy w umyśle chęć niesienia dobra, to w sytuacjach, kiedy możemy wybrać pomoc albo zostawienie kogoś samemu sobie, nasz umysł może powiedzieć: lepiej będzie pomóc. A gdybyśmy mieli przekonanie, że należy pomagać tylko i wyłącznie członkom swojej rodziny, to widząc kogoś na ulicy, kto potrzebuje pomocy, minęlibyśmy go obojętnie – mając w myśli to ugruntowane przekonanie, że tylko rodzinie należy pomagać. To jest obcy człowiek, nie interesuje mnie, niech się ktoś inny nim zajmie, a w ogóle to nie jest moja sprawa. A więc przekonania, próby ich zweryfikowania i zmiany, czyli nasza własna przemiana ma najwyższą wagę i doniosłość.

Było tak wielu zbawców, mistrzów, guru, przywódców politycznych i filozofów, a żaden z nich nie wybawił nas od niedoli i konfliktów.Po cóż więc za nimi iść, twoim guru jest obserwacja, patrzenie. Aby widzieć, należy uwolnić się od wszelkich autorytetów. Od tradycji, od lęku i od myśli pełnej przebiegłych słów.

Prawda nie znajduje się w jakimś odległym miejscu, lecz tkwi w patrzeniu na to, co jest. Ujrzenie siebie takim, jakim się jest, uświadomienie wolne od wyborów, stanowi początek i kres wszelkich poszukiwań. Na pytanie o to, czy istnieje Bóg, prawda, rzeczywistość, nie udzielą wam odpowiedzi ani księgi ani kapłani, ani filozofowie. Oprócz was samych nikt i nic nie odpowie nam na to pytanie. Dlatego też powinniśmy poznawać siebie. Zrozumienie samego siebie jest początkiem mądrości. Tak więc zacznijmy badać samych siebie, aby podjąć wspólnie podróż, odkrywczą podróż do najpiękniejszych, najtajniejszych zakątków swojego umysłu. By podjąć taką podróż musimy czuć się lekko, nie możemy dźwigać brzemienia opinii, przesądów, wniosków, całego wyposażenia zgromadzonego w ciągu ostatnich dwóch, trzech czy wielu tysięcy lat. Zapomnijcie o wszystkim, co wiecie o sobie, startujemy z miejsca, w którym nic o sobie nie wiemy. W nocy padał silny deszcz, a teraz niebo zaczyna się rozjaśniać. Mamy nowy, świeży dzień. Przeżyjmy ten świeży dzień tak, jakby to był jedyny dzień naszego życia. Zacznijmy razem swą podróż pozostawiwszy za sobą wszelkie wspomnienia dnia wczorajszego. Zacznijmy rozumieć siebie po raz pierwszy.

Pozostawiam Państwa z tymi cytatami i dziękuję bardzo za uwagę.

Poprzedni artykułPowróćmy do tradycji, czyli jak medycyna akademicka podważa alternatywne metody lecznicze
Następny artykułDzień Niepodległości w USA
Lucjan Wesołowski
Lucjan Wesołowski - absolwent Uniwersytetu Łódzkiego na wydziale filologii polskiej. Muzyk – kompozytor i multiinstrumentalista. Jego muzyka instrumentalna została wydana w różnych krajach na ponad 20 płytach kompaktowych. Napisał ilustrację muzyczną do 8 spektakli teatralnych i wiele piosenek, wydanych na kilku płytach. W latach 80. był znany jako wykonawca poezji śpiewanej (główna nagroda na festiwalu „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie w roku 1984). W latach 1993-2014 mieszkał we Włoszech, gdzie prowadził firmę międzynarodowego pośrednictwa biznesowego. Zajmuje się duchowością Wschodu od lat 70. Spędził ponad rok w ośrodkach jogi i buddyjskich w Niemczech, Włoszech, Indii i Polsce. Publikował artykuły dla prasy polskiej i włoskiej na tematy muzyczne i duchowe. Autor książki pt. „Moje ABC duchowości”. Prowadzi warsztaty rozwoju osobowości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here