Piecze marcowe słońce. Kroczę świetnie utrzymaną promenadą wzdłuż morza w tej małej metropolii. Nigdy przedtem o niej nie słyszałem. Powietrze jest suche wiatrem, toteż nie myślę o tym, iż mieszkańcy Estapony zwani są w Andaluzji kąśliwie „los culitos mojados“, czyli „mokre pupki“. To przezwisko to aluzja dotycząca dawnego sposobu uprawiania drzew figowych przy morzu. Wszędzie tu pięknie – między Malagą a Gibraltarem.
Zostawiam na boku tę anekdotę, gdyż zaczynam oddalać się od linii wspaniałej plaży (jest 21 km plaż na terenie gminy Estapona!), wchodząc centralną „Avenida Juan Carlos I.“ do miasta. Ten monarcha łaskawie rządzi z dala, ale to z kolei dotyczy sposobu jego królewskiego rządzenia.
Odkrywam (nigdy tu przedtem nie byłem) ayuntamiento, czyli nowy, pachnący wapnem, lakierem i farbami ratusz. Inauguracja z pompą i przemówieniami akurat – A.D. 2023. Fasada tego niemal sześcianu jest awangardowa. Podziwiam nie tylko ją, wślizgując się od parteru na piętra budynku. Windy funkcjonują. Oglądam biura z wizytówkami na szklanych drzwiach, ale jeszcze bez umeblowania. Ratusz in statu nascendi dzięki UE.
Opuszczam sterylny (jeszcze) budynek. Jest on w mych planach nadprogramowy. W mieście są inne atrakcje. Idę na główny plac Estepony (nazwa arabska miasta pozostała), czyli na Plaza de las Flores. Plac Kwiatów zachwyca spokojem. Można z dala od hałasu zjeść posiłek w restauracjach w cieniu wielkiego hotelu „El Pilar Andalucía“, noszącego na głowie dużą czapkę: to marmurowa kopuła, przypominająca zwieńczenie meczetów.
x x x x
Na placu jest biuro informacji turystycznej, świetnie wyposażone, tętniące podróżnymi, folderami i tutejszą młodzieżą, zwiedzającą akurat wystawę o matematyce i obliczającą złoty podział odcinka praktycznie na ramach obrazów, wystawionych na parterze. Malarstwo awangardowe też hołduje geometrii klasycznej. A może i nie?
Tu się dowiaduję o sposobie zwiedzania Estepony. Właśnie „delegación de turismo” opracowała w 2022 broszurki, z którymi w ręku można wedle upodobań podziwiać atrakcje, czyli wędrować za niewidzialnym sznurkiem. Zabieram. Przydadzą się. Są „specjalistyczne”, osobne broszurki o naturze, poezji, muralach, parkach i peryferiach Estepony.
Wybieram „trasy spacerowe” (a) poetów i (b) artystów proponujących murale, czyli podającą ciekawej publiczności sztukę „na talerzu”! Na ulicy, nie trzeba wchodzić do muzeów. Świetny pomysł władz lokalnych! Wyruszam w drogę uzbrojony w nęcące broszurki, smartfon oraz zdrowe nogi. Martwi mnie tylko informacja, iż „miejsc z poezją” jest 47 a „murali” na ścianach domów 62. Ba, nawet zachłanny turysta nie może tyle połknąć…No, przynajmniej parków jest mniej. Osiołkowi w żłoby dano…
Drastycznie powiedziałem sobie – zanalizuję dwa murale oraz dwa utwory poetyckie. Dedukcja i redukcja. Gdzieś muszę zmniejszyć apetyty. Idę ważną Calle Terraza. Wedle wskazówek broszury to tu jest „zagłębie” tych malowideł na ścianach. Od razu natrafiam na dzieło „Madre amorosa”, zatem „Czuła matka” – na kilka pięter. Autorem jest 50-letni Francisco Alarcón. Wielki mural nie pokazuje wbrew tytułowi matki, lecz plus minus 10-letnią córkę. Siedzi biednie ubrana przy skromnym stole. Na talerzu soczewica – symbol z Biblii. Córka spokojnie je łyżką prostą potrawę. Dla mnie to dzieło w skromnej tonacji bieli, szarości i czerni jest symbolem wdzięczności dla poprzednich pokoleń. Są dzieci, nie ma matek. A to one zadbały o wnuki i prawnuki. Pozostają w dobrej pamięci.
Trochę dalej, już blisko rozreklamowanego „Orchidarium”, przyciąga wzrok bardzo kolorowy mural: naga kobieta na błękitnym tle nieba akrobatycznie dźwiga się na jednej wyprostowanej ręce. Drugiej ręki nie widać. Jej bazą jest latająca wyspa, jak z filmu „Avatar”. Tkwiąc w powietrzu, jej ciało ma pozycję horyzontalną, jakby klęczała z głową na niewidocznej płaszczyźnie. Na jej poziomych plecach rosną drzewa. Na ich gałęziach uwijają się barwne szczęśliwe ptaki.
Symboliczny jest tytuł tego murala: „Żywić”, po hiszpańsku „Nutrir”. Ta „Ewa” czerpie energię z ziemi, przekazując ją dalej. Żywi następne pokolenia w łańcuchu nieustających metamorfoz. Ten kilkupiętrowy mural powstał w lipcu 2020. Autorką jest Samantha Jordaan z Johannesburga, Południowa Afryka. Drugie dzieło na kilka pięter o żywieniu.
Tyle bardzo fragmentarycznie przedstawionej sztuki malarskiej na ścianach bloków, domów, osiedli w mieście Estepona. Murale świetnie zbliżają artystów do widzów. Ci nie muszą iść do zamkniętych sal, lecz oglądają dzieła, pędząc rano do pracy lub wracając z zakupów w osiedlowej „Mercadonie”.
x x x x
Poezja – drugi rozdział kontaktu ze sztuką – też „czyha” wszędzie w zaułkach, zakrętach oraz zaściankach miasta Estepona. Najpierw natknąłem się na wiersz tutejszego poety i proboszcza. Pedro Villarejo znany jest tu powszechnie. Wchodzę na cichą uliczkę. Nazywa się Calle Cristo Rey, zatem „ulica Chrystusa Króla”. Pod tą tabliczką-wizytówką z nazwą ulicy, czytam wiersz „Cristo Rey” spod pióra księdza. Cytuję jedynie kawałeczek: „Treinta monedas y un beso, por cierto, quisieron quitarle la corona”. –”Trzydzieści monet i jeden pocałunek – to pewne – chciały pozbawić go korony”. Tych parę poetyckich myśli cytuje się zapewne tu podczas słynnych procesji w Wielkim Tygodniu.
Proboszcz na zdjęciach jest łysy (jego głowa zatem kojarzy mi się ze słońcem). Wydał też wspomnienia. Nazwał je „Ganancia de lo perdido”, czyli „Zysk tego co stracone”. W wywiadzie dla andaluzyjskiej gazety ciekawie mówi o postawie wobec śmierci: „Wiara bez przymiotników, niewinność wiedzy, iż życie ze swymi zgonami, następuje „wewnątrz” Miłości oraz pewność tego, co musi być wymyślone w słowie”. Tak mówi teolog, poeta, filozof, filolog, artysta. Refleksyjne…
Jaime Siles, ur. 1951, następny poeta, profesor filologii, tłumacz z języka niemieckiego. Przełożył skandalizującą powieść Arno Schmidta „Das steinerne Herz”. „Kamienne serce” to pierwsza powieść o ciężkim porodzie politycznym RFN/NRD (1949). Siles był dyrektorem Instituto Cervantes w Wiedniu. Po zwiedzeniu kościoła franciszkanów, schodzę do centrum Estepony po stromych schodkach w cieniu palm. Ale zatrzymuję się. Na ścianie domu na stoku, w połowie kamiennych schodów na ścianie dostrzegam sonet „Himno a Venus” – „Hymn do Venus”. Autorem jest właśnie J. Siles. Tu podaję jedynie pierwszą strofę, albo tetrastych – w fachowej nomenklaturze – oraz moje tłumaczenie:
Amor bajo las jarcias de un velero,
amor en los jardines luminosos,
amor en los andenes peligrosos
y amor en los crepúsculos de enero.
Miłość pod sieciami stateczku,
miłość w jaśniejących ogrodach,
miłość na niebezpiecznych peronach
oraz miłość w styczniowym półmroku.
Nie tylko w hiszpańskiej poezji miłość ma wiele twarzy…
Estepona ma 75 tysięcy mieszkańców, kusząc turystów tymi wyszukanymi atrakcjami – poezją oraz muralami. Nie tylko długa plaża z nęcącą wodą (latem), restauracje ze specjalnościami morza, pól i lasów, lecz także obcowanie ze sztuką i literaturą, bardzo wzbogaca ofertę miasta między Malagą a Gibraltarem.
x x x x
Chodzę dalej po Esteponie, odkrywając sporo parków i ich oryginalne nazwy. Starsi mieszkańcy mogą pójść albo do Parque de los Abuelos („Park Dziadków”) lub z wnukami do Parque de los Niños („Park Dzieci”). Śmieszne! Stoi również do spacerowej lub ławkowej dyspozycji „Park Konstytucji” (też w innych miastach Hiszpanii popularna nazwa), oraz oryginalny nazwą dla zieleni „Park Praw Człowieka”. Nigdzie indziej nie spotkałem takiej parkowej nazwy.
Jest również park o smutnych konotacjach: Parque Miguel Ángel Blanco (1968-1997). Tak, ten młody obiecujący polityk miał dopiero 31 lat, kiedy go porwała terrorystyczna organizacja baskijska ETA. Kiedy rząd nie uległ jej ultimatum i nie wypuścił więźniów ETA skazanych wyrokami już za krwawe akcje, zastrzelono go bez litości po 48 godzinach w San Sebastian. Rodzina przyszła po zwłoki. Klasyczny przykład bezwzględności walki politycznej bez pardonu.
80-letnia w roku 2023 baronowa Carmen Thyssen może poszczycić się w Estepona także parkiem swego imienia. Baronowa była modelką, Miss España, aktorką. Jest kolekcjonerką sztuki, wdową po miliarderze niemiecko-szwajcarskim. Miał bogate życie rodzinne. Carmen była jego piątą żoną. Leciwy mąż musiał być cholernie przystojny albo mieć gołębi charakter…Albo synteza? Pamiętam, iż jeździłem z Austrii do szwajcarskiego Lugano do Villa Favorita, gdzie nie mogłem się nasycić pięknem dzieł kolekcji Thyssen-Bornemisza. Jej kolekcja. Ale w 1992 roku baronowa przeniosła całość do Madrytu. W Szwajcarii płaciła zbyt wysokie podatki. Jej widzimisię. Byłem smutny a na nią zły. Dobrze, iż tego nie wie. Tak krążą myśli europejskie w Estepona, w Parque Carmen Thyssen.
Zwyczajowo nie dodaje się do jej nazwiska członu „Bornemisza”. Kto umie wymówić to trudne węgierskie nazwisko? A jest to stare, arystokratyczne nazwisko, oznaczające etymologicznie „Nie-Pił-Wina”. A dziś? Abstynencja raczej nie jest modna…
Wiesław PIECHOCKI, Estepona, Andaluzja, marzec 2023












