Dekompozycja obozu sanacyjnego po śmierci Józefa Piłsudskiego

2

23 kwietnia 1935 roku, równo 73 lata temu, prezydent Ignacy Mościcki z myślą o Józefie Piłsudskim, podpisał Konstytucję kwietniową wprowadzając ustrój prezydencki-autorytarny. Jakie miało to znaczenie dla kraju? Co stało się później? Warto na nowo prześledzić wydarzenia, które miały tak kolosalne znaczenie dla dalszych losów Polski.

Sytuacja polityczna w Polsce u schyłku życia Józefa Piłsudskiego:

            W połowie lat trzydziestych XX wieku wszystko wskazywało na to, że kraj nareszcie zacznie się rozwijać i dążyć w dobrym kierunku. Granice ojczyzny zostały zabezpieczone przed silnymi sąsiadami odpowiednimi układami o nieagresji, gospodarka zaś, będąca jak dotąd w złej kondycji, zaczęła powoli wychodzić z kryzysu ekonomicznego. Jeśli idzie o władzę, ta także się ustabilizowała i wydawała się panować nad sytuacją w kraju, tym bardziej, że ustrój państwa zmienił się znacznie od pierwszych lat niepodległości.

            U schyłku życia Marszałka ustanowiono nową konstytucję. Wprowadzała ona ustrój autorytarny w Polsce, ograniczając jednocześnie demokrację. Na czele państwa stanął prezydent Rzeczypospolitej, mający olbrzymią władzę i zwierzchnictwo m.in. nad parlamentem, rządem, sądami, siłami zbrojnymi i kontrolą państwową, odpowiadał zaś jedynie przed „Bogiem i historią”. Nie ma wątpliwości, co do tego, że stanowisko głowy państwa było stworzone dla jednostki wybitnej o ogromnym autorytecie, takiej jak Piłsudski. Niestety, posada ta była przygotowana już zbyt późno. Olgierd Terlecki podkreśla też, że:

Obserwując jego [Piłsudskiego] słabnięcie Mościcki, Sławek, Prystor, Jędrzejewicz (…) uznali za konieczność zmianę na stanowisku premiera; Kozłowskiego nie uważali za człowieka, nadającego się do szefowania rządowi w przypadku śmierci Marszałka. (…) Na fotelu premierowskim (…) zasiadł znowu Sławek[1].

            Od przewrotu majowego, stosunki międzynarodowe nie miały się najlepiej, aczkolwiek stopniowo się polepszały. Początkowy konflikt polsko-radziecki stopniowo zanikał. Podpisany później szereg paktów o nieagresji między Polską i ZSRR ocieplił znacząco relacje między tymi państwami.

            Litwa nie była już tak przyjaźnie nastawiona. Występowała na forum międzynarodowym przeciwko Polsce, ale ostatecznie, po dwukrotnych groźbach Piłsudskiego, Litwini nie tylko zaniechali wojny, ale i zapewnili, że chcą utrzymania pokojowych stosunków z ich większym sąsiadem. Skutkowało to jednak pogłębiającą się nieufnością i niechęcią między oboma krajami. Również w przypadku Niemiec sytuacja nie rysowała się szczególnie kolorowo. Dopiero podpisany w 1934 roku polsko-niemiecki pakt o nieagresji miał zapewniać o rozwiązywaniu konfliktów bez użycia przemocy.

Geneza i przyczyny rozpadu sanacji: sytuacja polityczna w Polsce:

            Śmierć Piłsudskiego w 1935 roku dała początek poważnemu kryzysowi w obozie rządzącym. Był on człowiekiem cieszącym się olbrzymim autorytetem, pomimo wielu niepopularnych posunięć. Marszałek nie zostawił po sobie testamentu politycznego, ale wiadome było, że jego następcą miał zostać Walery Sławek. Był on jednak skutecznie odsuwany od władzy przez część przywódców sanacji. W obozie zapanował zamęt i chaos. Wśród piłsudczyków brakowało wybitnej osobowości, która rządziłaby na wzór Marszałka. Urzędnicy i oficerowie z wielkim trudem osiągali jakikolwiek kompromis, podczas gdy wcześniej posłusznie wykonywali rozkazy Piłsudskiego. Władza, dotychczas skupiona w jednych rękach, została podzielona między przywódców sanacji i sprawowana chaotycznie, bez porozumienia i wspólnego celu. Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych został generał Edward Rydz-Śmigły. Brakowało mu jednak nie tylko doświadczenia Piłsudskiego, ale i choćby części charyzmy swego poprzednika. Ludzie nie darzyli go też takim autorytetem jak Marszałka. Ówczesny polityk(1925-wiceminister SZ, 1936-wiceminister Skarbu), Kajetan Morawski tak opisuje powstałą sytuację:

Nastąpiło więc co musiało nastąpić. Dyktatora zastąpili dyktatorzy. (…) Nie mógł Śmigły rozkazywać Beckowi, Mościcki Śmigłemu, Beck Kwiatkowskiemu i tak dalej, na wszystkich szczeblach. Wynikał dziwoląg: państwo autorytarne pozbawione nadrzędnego autorytetu[2]. 

            Dużym problemem dla sanacji stały się też wybory. Obóz pozbawiony swego przywódcy cieszącego się ogromnym autorytetem wśród społeczeństwa, nie mógł być już pewny zwycięstwa, pomimo faktu, iż nowa ordynacja wyborcza stawiała BBWR na lepszej pozycji niż inne partie. Wybory, 8 września 1935 roku, pomimo bardzo niskiej frekwencji wynikającej z braku zaufania do sanacji, wygrał jednak BBWR. Jak już wspomniałem, roszczący sobie prawo do posady prezydenta, ówczesny premier Walery Sławek, spotkał się ze sprzeciwem Ignacego Mościckiego, który nie zamierzał ustąpić ze swojego stanowiska. Z drugiej jednak strony, według Olgierda Terleckiego, Sławek sam zwlekał z przejęciem władzy, podczas gdy początkowo Mościcki był gotów do odejścia, a dopiero później zmienił zdanie. Niezgoda i ambicje obydwu polityków doprowadziły jednak do kolejnego sporu.

            Sam Rydz-Śmigły dostrzegł w konfrontacji między nimi szansę wzmocnienia swojej pozycji. Usunął więc Sławka z funkcji Prezesa Legionistów i zastąpił go pułkownikiem Kocem. Został też mianowany przez prezydenta na Marszałka Polski. Mościcki skłaniał się do przekazania swego stanowiska po skończonej kadencji w 1940 roku właśnie Rydzowi. Spotkało się to jednak z ostrym sprzeciwem posła gen. Żeligowskiego, który nie chciał dopuścić do zbliżenia tych dwóch polityków i „monopolizacji” władzy. Z powodu tego też protestu, został on zmuszony do ustąpienia ze swej funkcji.

            Co więcej, Sławek, nie przeczuwający zbliżenia Rydza z Mościckim, rozwiązał BBWR, tracąc jednocześnie pozycję lidera bloku. Chciał zastąpić go nową organizacją o nazwie POS (Powszechna Organizacja Społeczna), ale marszałek nie widział potrzeby jej powstania. Sytuację tą doskonale oddają słowa Adama Pragiera:

Sławek rozwiązał BBWR 30 października 1935 roki i przezornie nakazał spalić wszystkie akta. Przeżył jeszcze trzy lata z górą to harakiri polityczne, ale przestał być już czynnym elementem w walce Diadochów[3].  

            W wyniku wszystkich tych wydarzeń, sanacja uległa silnej polaryzacji i podzieliła się na obozy: prezydenta Mościckiego, Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych (od 11 listopada 1936 roku – marszałka Polski) Rydza-Śmigłego,(który „począł objawiać ochotę do zajęcia miejsca, jakie kiedyś miał Piłsudski”[4]) i niezależnego od nich Ministra Spraw Zagranicznych Becka. Część grupy „pułkowników” wysuwała antydemokratyczne koncepcje dążąc do likwidacji wszystkich partii opozycyjnych i propagowała treści faszystowskie, kult wodzostwa i nietolerancję mniejszości narodowych. Inaczej sprawę postrzegała tak zwana lewica sanacyjna, skłaniająca się ku liberalizmowi i porozumieniu z częścią opozycji(np. SL i PPS) oraz modernizacją przemysłu w Polsce. „Zamek” więc najczęściej kierował sprawami gospodarczymi, a grupa Rydza-Śmigłego – sprawami wewnętrznymi i wojskiem. Adam Pragier opisuje tą sytuację następująco:

Były dwa elementy samoistne w tej walce i dwa czy trzy pochodne. Elementami samoistnymi byli prezydent Mościki i gen. Rydz Śmigły, elementami mniej czy bardziej pochodnymi byli Beck, Kwiatkowski i gen. Składowski (następca Kościałowskiego na urzędzie premiera). (…) Dalej rządziło więc nie „prawo”, jak w chwili zwątpienia głosił Sławek, ale triumwirat, Mościcki-Rydz-Beck (…)[5].

            Pomimo swych porażek, Sławek miał dużo stronników zarówno w obozie rządzącym, jak i wśród opozycji. Popierali go nie tylko wicemarszałek sejmu, Tadeusz Schaetzel, czy były premier Leon Kozłowski, ale także konserwatyści z Arturem Tarnowskim na czele i po części (głównie przez różnice w światopoglądach – Sławek nie podzielał ich nacjonalizmu) „narodowi piłsudczycy” skupieni wokół pisma „Jutro Pracy”. Jak się później okazało, mimo, iż Sławek stracił dużą część swoich wpływów, pozostał na tyle silny, by skutecznie utrudniać pracę swoim przeciwnikom. W tej sytuacji, w maju 1936 roku marszałek i prezydent podjęli decyzję o utworzeniu nowej organizacji politycznej – Obozu Zjednoczenia Narodowego (OZN, potocznie nazywanym „Ozonem”) z Adamem Kocem na czele. Była to organizacja mająca typowo totalitarną strukturę, głosząca ideę silnego państwa i zasadę wodzostwa, gdzie wodzem był w tym przypadku Rydz-Śmigły. OZON był ugrupowaniem silnie nacjonalistycznym, opartym na wzorcach wojskowych. Józef Buszko opisuje Obóz następująco:

W porównaniu z BBWR program Ozonu był znacznie bardziej zachowawczy i miał strukturę opartą na wzorach organizacji totalitarnych, którą uosabiali m.in. mianowani kierownicy, obowiązani do bezwzględnego posłuszeństwa, do działania na rozkaz (…) Już od chwili swego powstania stał się Ozon terenem ostrych rozgrywek politycznych. Kurs jego kierownictwa na totalizację życia politycznego napotkał zacięty opór całego obozu demokratycznego[6].

            Następnie powstał też klub parlamentarny OZN, który miał na celu skupienie wszystkich piłsudczyków pod swoim sztandarem. Koncepcja ta spotkała się jednak z kolejną porażką, a to za sprawą oporu wielu zwolenników płk. Walerego Sławka. Ponadto, przyspieszyło to tworzenie się grup opozycyjnych w parlamencie. Do „Ozonu” przystąpiło więc tylko część ugrupowań piłsudczykowskich, tworzących w sumie 1/3 wszystkich parlamentarzystów. W efekcie, silna pozycja Sławka w parlamencie zniszczyła plany Rydza, które miały na celu kontrolę obu izb. Jeszcze przed powstaniem OZN-u, rozeszły się ponadto w parlamencie wieści o rzekomo przygotowywanym przez Rydza-Śmigłego faszystowskim zamachu stanu, który miałby się rozprawić z prezydentem i opozycją. „Ozon” napotkał ponadto wiele innych przeszkód – nie tylko ze strony opozycji, ale również i części sanacji, która utworzona w grupy zwane „zamkową” i „naprawiaczy”, skutecznie sprzeciwiała się totalitarnym działaniom Obozu. W tej sytuacji, Rydz w porozumieniu z Mościckim, przekazał kierownictwo w „Ozonie” bardziej liberalnemu Stanisławowi Skwarczyńskiemu. Nie zapobiegło to jednak wielu kolejnym nieporozumieniom – w samym „Ozonie” doszło do sporu między zwolennikami odwołanego płk Adama Koca, a nowym prezesem Obozu, co jedynie pogorszyło i tak napiętą już sytuację.

            Politykom brakowało wiary w ideę OZN-u, w jednostkę na tyle charyzmatyczną, która skupiłaby wokół siebie wszystkie strony konfliktu i stanęła na czele państwa. Sytuacją potwierdzającą te słowa jest chociażby fakt, iż oficjalnie popierający OZN wicepremier Kwiatkowski, nieoficjalnie prowadził rozmowy z opozycją. Również ugrupowanie „Jutro Pracy”, wchodzące początkowo w skład „Ozonu”, z czasem przeszło do opozycji wobec niego i dołączyło do zwolenników Sławka. Zarysowane jeszcze za czasów Piłsudskiego różnice w kierunkach politycznych działaczy sanacji, teraz uwidoczniły się na tyle wyraźnie, że opinia publiczna śmiało nazywała to zjawisko „dekompozycją” obozu sanacyjnego. Coraz więcej działaczy OZN-u przechodziło do opozycji, przeciwstawiając się faszystowskim dążeniom ich ugrupowania, coraz więcej też przerzedzały się szeregi prorządowych związków zawodowych. Dochodziło też do sytuacji, kiedy to całe organizacje i koła piłsudczyków zaczęły formować opozycję do warstwy rządzącej.

            Kolejne silne starcie ugrupowań politycznych miało miejsce 18 czerwca 1938 roku. Wtedy też, żegnający zmarłego marszałka Sejmu (Stanisława Cara), Tadeusz Schaetzel, solidaryzując się z gen Lucjanem Żeligowskim, zrezygnował w demonstracyjny sposób wraz z sześcioma innymi posłami z członkostwa w Komisji Wojskowej. Jego mowa była silnie nacechowana zarzutami wobec Rydza i stanowiła wyzwanie dla OZN-u. Następnie wybór Walerego Sławka na nowego marszałka Sejmu miał uświadomić Obozowi jego wciąż silną pozycję w państwie. Ponadto, coraz bardziej prawdopodobne stawało się już od dawna planowane narodzenie Powszechnej Organizacji Społecznej, na czele której mógłby stanąć płk Sławek. Prezydent i marszałek dobrze zdawali sobie sprawę, że posiadający tak silne poparcie w Sejmie Walery Sławek może pokrzyżować ich plany. Postanowili więc rozwiązać sejm i rozpisać nowe wybory. Czyniąc to, odwlekli znacznie jego plany i skutecznie pozbawili go tak silnego poparcia, jakim się cieszył. W wyniku swojej porażki, Walery Sławek popełnił samobójstwo strzelając sobie w usta, co wywołało duże poruszenie w całej Rzeczpospolitej. W całym obozie miały miejsce coraz to większe tarcia, które prowadziły do licznych sporów niszczących sanację i kraj od wewnątrz.

            Tuż przed II Wojną Światową doszło do załagodzenia napiętych stosunków między ugrupowaniami. Mimo to, politycy wciąż nie potrafili współpracować w celu wzmocnienia obrony naszego kraju. Prezydent Mościcki wywołał niemalże awanturę swoimi butnymi słowami: „Nam tu na Zamku łydki nie drżą”[7]. W chwili wybuchu II Wojny Światowej, Mościcki i Rydz-Śmigły postanowili mianować jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w Polsce na Generalnego Komisarza Cywilnego przy Naczelnym Wodzu w randze ministra, płk Wacława Kostka-Biernackiego. Mimo, iż wydarzenie to zostało w znacznym stopniu przyćmione przez wybuch wojny, Stanisław Mackiewicz opisuje je następująco:

Rydz mianował Kostka ministrem w chwili wybuchu wojny, w tej chwili, kiedy cały naród polski składał na ołtarzu ojczyzny swój patriotyzm, swój entuzjazm, swoje poświęcenie bez granic. W roku 1914 w chwili wybuchu wojny, Wilhelm II powiedział: ‘Nie chcę wiedzieć od tej chwili o żadnych partiach’ i wyciągnął dłoń do socjalisty i republikanina Scheidemanna, Mikołaj II przyjechał do nienawistnej mu Dumy i miał łzy w oczach z rozczulenia. Rydz wyraził swój stosunek do społeczeństwa przez nominację Kostka-Biernackiego kata z Brześcia i Berezy[8].

Geneza i przyczyny rozpadu sanacji: Polityka zagraniczna i Józef Beck:

            Polityka zagraniczna Polski była prowadzona niemalże zupełnie niezależnie przez ówczesnego MSZ, Józefa Becka. Miał on tyluż zwolenników, co i przeciwników, jak i zresztą znaczna większość polityków z otoczenia Józefa Piłsudskiego. Według Mariana Eckerta, autora Historii politycznej Polski lat 1918-1939,  „Beck uważał się za strażnika myśli politycznej Piłsudskiego, podtrzymywał legendę, iż jest jedynym dyplomatą, któremu Marszałek przekazał wytyczne w sprawie prowadzenia polityki zagranicznej”[9]. Starał się też zachować równowagę w stosunkach między naszymi sąsiadami: ZSRR i Niemcami. Niestety, z biegiem czasu, polityka ta okazała się nieskuteczna. Oskarżany był głównie o prowadzenie polityki proniemieckiej i antyfrancuskiej. Jednak, gdy potęga Niemiec wzrosła, Polska zacieśniła swe więzi z Francją i Anglią. Mimo to, sojusznicy ci nie mieli najmniejszego zamiaru angażować się w napięcia na kontynencie.

             Sam prezydent Ignacy Mościcki miał wypowiedzieć się na temat Becka w sposób następujący: „mamy takiego ministra spraw zagranicznych, że go nam cała Europa zazdrości!”[10] Wszystko wyglądało jednak nieco inaczej. Niemiecka dyplomacja oczerniała Polskę na forum międzynarodowym. Sam Józef Beck nie starał się zbytnio w kreowaniu dobrego wizerunku Rzeczpospolitej. 17 marca 1938 roku przedstawił Litwie ultimatum, w którym zażądał nawiązania stosunków dyplomatycznych pod groźbą użycia środków przymusu. Pomimo tego, że Litwa nawiązała wtedy stosunki z Polską, przeciwko RP wystąpiły: ZSRR i Francja.

            Józef Beck spowodował też włączenie Zaolzia do Polski kosztem Czechosłowacji, tuż przed jej aneksją przez Niemcy, co odbiło się szerokim echem w Europie jako akt brutalnego ataku, a rząd polski w swojej zaborczości został porównany do niemieckiego. Po zajęciu Sudetów, uwaga Niemiec skupiła się na Polsce. Minister spraw zagranicznych Niemiec, Ribbentrop, pomimo wysuniętych żądań w kierunku Polski, zaproponował jej przystąpienie do Paktu Antykominternowskiego. Beck odrzucił propozycję Niemiec i podpisał układy o wzajemnej pomocy militarnej z Francją i Anglią. Przeciwnicy Becka obarczają go o jego twarde stanowisko w stosunku to żądań niemieckich w sprawie Gdańska. W swoim słynnym przemówieniu, 5 maja 1939 roku, Józef Beck miał powiedzieć:

Słyszę żądanie aneksji Gdańska do Rzeszy, z chwilą, kiedy na naszą propozycję, złożoną dn. 26 marca wspólnego gwarantowania istnienia i praw Wolnego Miasta nie otrzymuję odpowiedzi, a natomiast dowiaduję się następnie, że została ona uznana za odrzucenie rokowań – to muszę sobie postawić pytanie, o co właściwie chodzi? Czy o swobodę ludności niemieckiej Gdańska, która nie jest zagrożona, czy o sprawy prestiżowe, czy też o odepchnięcie Polski od Bałtyku, od którego Polska odepchnąć się nie da! (…)Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor[11].

Skutki rządów sanacji bez Józefa Piłsudskiego:

            Skutków rządów sanacyjnych po śmierci Józefa Piłsudskiego jest wiele, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Po pierwsze, pomimo, iż w Polsce ukształtował się system autorytarny, pozostawił on jednak dużo swobód obywatelskich, działalność partii politycznych, czy też instytucji demokratycznych w kraju. Ponadto, konstytucja kwietniowa ujmowała państwo jako dobro wspólne wszystkich obywateli. Należy też wspomnieć, iż nie doszło do totalizacji życia kraju. Minusami konstytucji były zaś: jednolita i niepodzielna władza prezydenta, oraz popieranie elitaryzmu, który łamał zasadę demokracji. Społeczeństwo coraz krytyczniej też oceniało rząd oraz politykę gospodarczą i społeczną państwa. Zaistniała niespójność władzy była wynikiem odrębnej polityki Mościckiego i Rydza-Śmigłego.

            Nastąpił także duży wzrost wpływu wojska na życie polityczne kraju, nazywane generalicją. Również działalność „Ozonu” miała negatywne skutki, ponieważ szerząc poglądy faszystowskie i lansując hasła wymierzone w mniejszości narodowe, zwiększał on nienawiść tych mniejszości do narodu polskiego. Aparat państwowy nie przeciwstawiał się też na coraz to kolejnym atakom prawicy na mniejszości, na tle narodowościowym bądź religijnym. Dopiero w obliczu zbliżającej się wojny, większa część narodu zapomniała o dawnych sporach i skupiła się na jednym – przygotowaniu obrony kraju. Do dużych plusów sanacji należała za to działalność wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego (później też minister przemysłu i handlu), twórcy Centralnego Okręgu Przemysłowego. Znacznie wzrosła produkcja przemysłowa (od 1935 do 1938 o około 30%) i zapoczątkowano wiele nowych gałęzi wytwórczości. Wzmocniono też potencjał obronny Polski, co skutkowało jednak w zmniejszeniu wzrostu gospodarczego kraju.

            Ponadto, podjęto wiele prób ku zmianie polityki zagranicznej i częściowo się to udało, poprzez podpisanie odpowiednich paktów o nieagresji. Brak elastyczności w stosunkach z Niemcami i ZSRR doprowadził jednak do kolejnego rozbioru Polski. Ówczesna prasa pisała: „Żadnych rozmów, w żadnym trybie, o żadnej granicy Polski, żaden rząd Polski prowadzić z nikim nie będzie”[12]. Czy jednak ta stanowczość była dla Polski korzystna?

Podsumowanie i ocena sanacji:

            Ciężko oceniać sanację, ze względu na jej dużą kontrowersyjność i mozaikę postaci w niej zawartą. Bilans jej rządów jest też niejednolity. Sam Józef Piłsudski utracił zaufanie do dużej części swoich współpracowników i nie rozstrzygnął jednoznacznie problemu sukcesji. Po jego śmierci, owym współpracownikom zabrakło autorytetu, by wcielić w życie konstytucję kwietniową i w rezultacie, władza, która miała być skupiona w jednych rękach, została podzielona w niekorzystny dla kraju sposób.

            Pozostał więc system wodzowski, który „chwiał się” bez wodza o takiej charyzmie jak Piłsudski. System autorytarny mógł jednak pomóc w realizowaniu danego programu reform, usprawnić działanie instytucji i zwiększyć szybkość reagowania na wydarzenia. Poza tym większość państw europejskich była wówczas krajami autorytarnymi lub totalitarnymi. Wielu też zarzucało nowo obranemu marszałkowi Rydzowi-Śmigłemu porzucenie linii politycznej swego poprzednika.

            Wśród następców Piłsudskiego przeważyła też żądza władzy, która negatywnie odbiła się na kraju. Należy jednak pamiętać, iż nie wszystko malowało się w tak czarnych barwach. W dwudziestoleciu międzywojennym Polska była krajem zniszczonym i mocno zróżnicowanym gospodarczo, potrzebny był więc czas na naprawę kraju. Z drugiej jednak strony zapomniano, że każdy kolejny rok pokoju działał na korzyść Niemiec, których potencjał wojskowy rósł znacznie szybciej niż siły obronne Polski. Pozostają dwa pytania, na które nie jest łatwo udzielić jednoznacznej odpowiedzi: czy te dwadzieścia jeden lat niepodległości zostało dobrze wykorzystane? I po drugie: czy czasu pokoju było dla Polski zbyt dużo, czy też zbyt mało?


[1] Olgierd Terlecki, Z dziejów Drugiej Rzeczypospolitej, Kraków 1985, s. 291-292.

[2] Ibidem, s. 299-300.

[3] Włodzimierz Suleja, Piłsudski i sanacja w oczach przeciwników, Warszawa 1998, s. 205.

[4] Ibidem, s. 206.

[5] Ibidem, s. 206.

[6] Józef Buszko, Historia Polski 1864-1948, Warszawa 1984, s. 323.

[7] Tomasz Serwatka, Historia mało znana, „Gazeta Wolni i Solidarni: Dziennik Polonii w Kanadzie”, 16 październik 2006, <http://www.gazetagazeta.com/artman/publish/article_14972.shtml>.

[8] Włodzimierz Suleja, op. cit., s. 263.

[9] Marian Eckert, Historia polityczna Polski lat 1918-1939, Warszawa 1985, s. 148.

[10] Tomasz Serwatka, op. cit., <http://www.gazetagazeta.com/artman/publish/article_14972.shtml>.

[11] Wikipedia Wolna Encyklopedia, Józef Beck, 13 listopada 2006, <http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Beck>.

[12] Cezary Frąc, Rządy sanacji, „Życie Świata: Dzieje Świata”, Poznań 2000, nr 151.

Poprzedni artykułKISZONE OGÓRKI, please!
Następny artykułLewa noga o krok za daleko…
Paweł Rogaliński
Paweł Rogaliński jest politologiem, filologiem, rzecznikiem prasowym organizacji pozarządowej oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską w Londynie poświęconą popularności politycznej w krajach anglojęzycznych. Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

2 KOMENTARZE

  1. „Mościcki skłaniał się do przekazania swego stanowiska po skończonej kadencji w 1940 roku właśnie Rydzowi” – Kwiatkowskiemu, Kwiatkowskiemu… Przynajmniej w 1938-39. Jak było wcześniej? Nie wiem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here