KISZONE OGÓRKI, please!

2

 <WSPÓŁAUTOREM PONIŻSZEGO ARTYKUŁU JEST MGR MONIKA ROGALIŃSKA>

Anglicy pokochali jedzenie z Polski! Coraz więcej z nich zakłada sklepy wyłącznie z produktami znad Wisły. A klienci to nie tylko Polacy…

Tuż za polską falą emigracji podążyły nasze rodzime produkty. Dość dużo jest mowy o „polskich półkach” w supermarketach, czy też nowo otwartych firmach naszych rodaków, promujących kulturę i tradycję wprost z RP. Czy jednak rodowity Brytyjczyk jest w stanie prowadzić „Polską Spiżarnię”, sprzedając nasze produkty nie tylko emigrantom, ale i Anglikom, którym zasmakowała środkowoeuropejska żywność? Dowodem na to jest Geoff Wood, który opowiada o swoim pomyśle stworzenia właśnie takiego sklepu.

Geoff, skąd pomysł na otwarcie sklepu z polską żywnością?

Od ponad dwudziestu lat prowadzę firmę sprzątającą. Pracujemy dzień w dzień, czyszcząc powierzchnie biurowe w okolicznych przedsiębiorstwach. Zatrudniam około czterdziestu pracowników, którzy codziennie odwiedzają naszych klientów i pomagają im doprowadzić ich biura do porządku. Zajmuję się też zaopatrywaniem pobliskich firm w niezbędne środki czystości, takie jak papier toaletowy, ręczniki papierowe, mydło w płynie, czy też płyn do podłóg. Przez ostatnie pięć lat zatrudniłem wielu Polaków, z którymi zdążyłem się zaprzyjaźnić. Kiedy rozmawiałem z nimi, skarżyli się, że jedną z największych przyczyn tęsknoty za ich krajem jest brak tradycyjnego, polskiego jedzenia. Ponieważ posiadam sklep w centrum miasta Braintree, pomyślałem, że mógłbym pomóc osobom znad Wisły odnaleźć w Anglii choć cząstkę Polski, której im tak bardzo brakuje. Otworzyłem więc „Polską Spiżarnię” w maju zeszłego roku.

Jak wielu jest Polaków w Braintree?

Sądzę, że około dwa tysiące osób z RP mieszka tu na stałe, lub przynajmniej na rok, dwa. Pracują tu, podejmują też studia. Trzeba przyznać, że są jednymi z najlepszych pracowników, dlatego nie mają problemów ze znalezieniem posady dla siebie. To właśnie moi pracownicy pomogli mi najbardziej w otwarciu sklepu. Ich porady były dla mnie wówczas bezcenne.

Kim są Twoi klienci? Czy to wyłącznie Polacy, czy też może i Anglicy?

Z początku miałem wielką nadzieję na zyskanie klientów głównie wśród Polaków. Później jednak okazało się, że nie tylko oni są zainteresowani produktami z Europy Środkowo-Wschodniej. Większość, rzecz jasna, stanowią Polacy i jest ich około 75%. Ale już co piąty nasz klient to Brytyjczyk, a co dwudziesty to cudzoziemiec ze Wschodu.

Czy próbowałeś polskich potraw?

Tak, często jem polskie jedzenie.

Co o nim myślisz? Czy jest podobne do angielskiego?

Polska żywność jest znacznie zdrowsza od Brytyjskiej. Dużo w niej warzyw, sałatek… Anglicy wolą kupować gotowe jedzenie, które jest niezdrowe i dużo starsze od tego przyrządzanego przez Polaków w domach.

A które polskie produkty sprzedają się najlepiej?

Są to głównie ogórki kiszone, różnego rodzaju wędliny oraz soki, które znacznie różnią się w smaku od miejscowych.

Który produkt znad Wisły Anglicy cenią sobie najbardziej?

Anglicy kupują głównie kiełbasy i mięso z Polski. Cenią je znacznie bardziej od angielskiego.

Produkty, które sprzedajesz, są bardzo dobrej jakości. Skąd wiesz, które z nich importować? Czy w wyborze pomagają Ci pracownicy z Polski, czy też sami klienci proszą o sprowadzenie ich ulubionych artykułów żywnościowych?

Pomagają i jedni i drudzy. Dlatego też oferujemy produkty najbardziej renomowanych marek, takich jak: wędliny z Sokołowa, dania mięsne Pudliszek, soki Kubuś i Tymbark. Gdy tylko któryś w klientów pyta o produkt, którego nie mamy w asortymencie, natychmiast staramy się go sprowadzić.

Nie boisz się, że supermarkety mogą zaoferować większą gamę produktów z Polski?

Działamy już od roku. Mamy naszych stałych klientów. Co więcej, sprzedaż jest bardzo duża. Wielkie supermarkety nie stanowią dla nas konkurencji, bowiem oferują głównie mały asortyment tanich, ale jednocześnie słabej jakości produktów. Czasami myślę, że pewna część Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii robi zakupy w tańszych supermarketach, co jest spowodowane chęcią oszczędzania zarobionych tu pieniędzy. Tuż po otwarciu „Spiżarni” nie sprzedawaliśmy piwa, czy wódki i wielu Polaków narzekało, że brak ich w naszym sklepie. Teraz, kiedy oferujemy również wyroby alkoholowe, to sięgają po nie głównie moi rodacy. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony ze sklepu i kto wie, być może w niedalekiej przyszłości otworzę kolejny punkt „Polskiej Spiżarni”?

Dziękuję za rozmowę.

            Polacy na emigracji nareszcie zyskali możliwość kupienia swoich ulubionych, polskich produktów. Wracając z pracy, będą mogli liczyć na taki sam posiłek, jak w ich rodzinnych stronach. Pijąc zsiadłe mleko i zajadając kiszone ogórki poczują się jak w Polsce. W domowym zaciszu pozwolą sobie na chwilę zapomnienia. Anglicy zaś wreszcie spróbują to, co przez wieki tracili. Ich kuchnia, niezbyt dobra, nie może się równać z daniami z naszego kraju. Teraz Wyspiarze będą mogli zasmakować choć części naszych rodzimych produktów znad Wisły. Ale na schabowego i pierogi muszą jeszcze trochę poczekać…

 ————————————————————————————

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W CZASOPIŚMIE „RYNKI ZAGRANICZNE”

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here