Jeżeli by ktoś ograniczył się do mechanicznej ekstrapolacji obecnych zagrożeń i na tej podstawie chciałby zarysować perspektywy dla ludzkości w XXI wieku, to musiałby dojść do nieuchronnego i logicznego wniosku, że wszyscy żyjemy w „pożyczonym czasie” i wszyscy wchodzimy w „pożyczoną przyszłość”. Taka przyszłość nie istnieje. Przyszłość po prostu trzeba sobie wypracować. Nikt nam jej nie da, nikt nam jej nie zapewni. Im wcześniej to sobie uświadomimy i im wcześniej do jej budowy przystąpimy, tym większa pewność uniknięcia różnorodnych pułapek, jakie stwarza rozwój współczesnej cywilizacji.
Nic więc dziwnego, że świadomi zagrożeń globalnych ludzie biją na alarm. Ukazało się już wiele raportów, słychać było wiele ostrzeżeń. Praktyka polityczna nadal pozostaje daleko w tyle za myślą intelektualną i alarmistycznymi glosami ekspertów. Akcje ratunkowe, jak dotąd, mają ograniczony charakter. Ograniczony – w sensie przeznaczanych na ten cel środków, i ograniczony – w sensie zasięgu geograficznego.
To, co człowiek zdewastował, w zasadzie potrafi odbudować. Jeżeli technika coś zniszczyła, technika powinna to przywrócić. To prawda, że cywilizacja na swoje negatywne i destruktywne skutki. Ale przyniosła ona człowiekowi oczywiste korzyści. Czy w związku z ubocznymi, negatywnymi skutkami współczesnej cywilizacji człowiek powinien poszukiwać „nowej cywilizacji” – jak doradzają nam niektórzy uczeni na świcie? Nie sądzę, byśmy potrzebowali radykalnie innej cywilizacji. Potrzebna nam jest taka, która potrafi redukować do minimum negatywne zjawiska i zagrożenia. Czy jest to możliwe? Wdzięczny to temat do dyskusji.
W chwili obecnej mamy następującą sytuację. Powiększa się liczba zagrożeń. Wzrasta także ich skala i zasięg. Te zagrożenia docierają do świadomości stosunkowo wąskiej grupy ludzi, ale są sygnałem ostrzegawczym, który daje początek ruchom społecznym. Pojawiają się projekty rozwiązań. W tyle za tym wszystkim pozostaje praktyka, czyli przeciwdziałanie zagrożeniom, zwłaszcza w skali globalnej.
Istnieje potrzeba rozbudzania globalnej świadomości wśród społeczeństw wszystkich krajów. Chodzi o to, by coraz więcej ludzi na świecie zdawało sobie sprawę z globalnych wymiarów istniejących zagrożeń, z faktu, że rozwiązanie wielu problemów wymaga nie tylko lokalnego, regionalnego, ale globalnego podejścia. Chodzi o stworzenie globalnej presji społecznej na rzecz wyeliminowania obecnych i nowo pojawiających się zagrożeń.
Budowa świadomości globalnej jest procesem długim i niełatwym. Trudność polega nie tylko na konieczności przełamywania głęboko zakorzenionego myślenia kategoriami nacjonalistycznymi, regionalnymi, plemiennymi, czy wręcz przysłowiowo parafialnymi. Trudność w rozbudzaniu świadomości globalnej wynika przede wszystkim z sytuacji społecznej, gospodarczej i politycznej znacznej części ludzkości. Jeżeli dziś setki milionów ludzi głoduje, a liczba głodujących rośnie, jeżeli niektórzy ludzie żyją dziś w nędzy i zacofaniu, cierpiąc niedostatek żywności, mieszkań, odzieży, opieki lekarskiej, oświaty i bez perspektywy na poprawę swego losu – to trudno szukać u nich zrozumienia dla zagrożeń globalnych, skoro największe zagrożenie ma dla nich charakter lokalny.












