Za chlebem

0

<W ARTYKULE WYWIAD Z CZŁONKIEM ZARZĄDU NBP I DYREKTOREM DEPARTAMENTU ZAGRANICZNEGO NBP, DR PAWŁEM SAMECKIM>

 

Nie chodzimy do lekarzy, bo ci już dawno siedzą w Anglii, nie jeździmy po autostradach, bo nie ma kto ich zbudować, nie wykorzystujemy też środków przyznanych z Unii Europejskiej, bo nie ma chętnych na wyciągnięcie po nie ręki. To jakieś nieporozumienie? Ależ skąd, to tylko Polska.

   Równie często dają się słyszeć skargi na bardzo niskie zarobki i złe traktowanie w pracy, jak i na zacofanie światopoglądowe kraju, będącego w „ogonie” państw Unii Europejskiej niemalże pod każdym względem. Polacy emigrując, uciekają z tak zwanego Ciemnogrodu, czy decydują o tym wyłącznie aspekty ekonomiczne, takie jak słabo płatna praca lub jej brak? Bezrobocie było do całkiem niedawna jednym z najuciążliwszych problemów polskiej gospodarki. Politycy cieszyli się z emigracji, mogli bowiem przypisać sobie zasługę znalezienia pracy tysiącom Polaków. Teraz, gdy masa młodych ludzi w sile wieku ucieka z kraju, nie ma kto pracować w najbardziej potrzebnych sektorach niezbędnych do rozwoju ekonomii kraju. I znów zaskoczony rząd staje przed dylematem, co zrobić, aby zachęcić rodaków do powrotu. Problem tkwi jednak w tym, że brakuje mu nie tylko silnych argumentów, by przekonać do tego tych Polaków, co już wyjechali, ale by jeszcze zatrzymać kolejne tysiące tych, co właśnie zamierzają wyjechać.

   W ostatnich latach w mediach było głośno o ogromnych zyskach wynikających z transferu pieniędzy zarobionych za granicą a następnie spożytkowanych w rodzimej Polsce. Nikt nie dostrzegł jednak drugiej strony medalu. Postaram się więc przedstawić problem emigracji zarówno z dobrej, jak i tej złej strony. Specjalnie dla potrzeb tego artykułu, wywiadu zgodził się udzielić mi członek zarządu NBP i dyrektor Departamentu Zagranicznego NBP, dr Paweł Samecki. „Polska traci na emigracji, gdyż osoby emigrujące nie powiększają polskiego PKB”, więc tempo jego wzrostu spadnie i to znacznie. Ponadto, emigracja, zmniejszając liczbę ludzi zdolnych do pracy, wymusza wzrost płac, a co za tym może iść, wzrost cen. Na całe szczęście Ci, którzy mają już pracę, nie są tak skorzy do wyjazdów jak reszta. Groziłby nam wówczas poważny w skutkach odpływ kadr, taki, jak jest obecnie widoczny na przykład w zawodzie lekarza. Są już jednak podejmowane próby, aby te ubytki uzupełniać obcokrajowcami. Czy więc emigracja może w jakikolwiek sposób zagrozić polskiej gospodarce? Paweł Samecki uspokaja: „W skali gospodarki polskiej migracja nie osiągnęła rozmiarów niepokojących. Poważny problem występuje w krajach bałtyckich (2 – 2,5 raza większa skala migracji), ale nie u nas”.

   Nie wszystko jednak maluje się w tak ciemnych barwach. Wyjazd Polaków za granicę ma też swoje plusy. Po pierwsze jest to najlepszy sposób na pozbycie się tak bardzo niewygodnej rzeszy bezrobotnych, która nie pasowała zbytnio do chlubnych dokonań naszej władzy. Nie dość, że nie są bezrobotni i nie pobierają zasiłków, to jeszcze, jak już zresztą wspomniałem, często wysyłają z zagranicy do kraju zarobione przez siebie pieniądze. Te zaś są spożytkowane w Polsce z korzyścią dla naszej gospodarki. Również całkiem istotną zaletą jest to, że przebywający głównie na Wyspach Polacy poszukują na półkach sklepowych rodzimych produktów, które są eksportowane tam coraz większym strumieniem. A przy okazji i Anglicy przyzwyczajają się do naszych marek, kupując je coraz częściej, przez co wzrasta nasz krajowy eksport w dość dużym tempie. Sprzedajemy więc nie tylko swoją pracę, ale i produkty i dzięki temu poziom rozwoju gospodarczego Polski z resztą Europy Zachodniej zostanie wyrównany w przeciągu kilkunastu lat. I ostatnią zaletą, którą ciężko jednak zauważyć gołym okiem, jest coraz to większa liberalizacja poglądów naszego społeczeństwa poprzez przebywanie z obcokrajowcami z Europy Zachodniej.

   „Tendencja emigracji utrzyma się, sądzę, że przez co najmniej kilka lat, a może i kilkanaście, ale ma ona dynamikę gasnącą” – powiedział w trakcie wywiadu dr Samecki. Co zaś sądzą o emigracji młodzi Polacy? Są oni w tej kwestii dość podzieleni. Ci, którzy chcą wyjechać, narzekają głównie na polską biurokrację, słabe pensje oraz zacofanie gospodarcze i światopoglądowe kraju. Dlatego też wybierają kraje zachodnie. Aleksandra, studentka filologii angielskiej i zarazem zwolenniczka wyjazdów w celach zarobkowych, stwierdza: „Anglia to inne perspektywy, inny świat. Tam ludzie są traktowani podmiotowo, a nie przedmiotowo. W Anglii byle pracownik fabryki może pozwolić sobie na godne życie, nie to, co u nas…”, w tym momencie urywa, po czym dodaje po chwili zastanowienia: „Nie ten poziom… Możliwe, że za jakiś czas w Polsce będzie lepiej. Ja jednak nie mam zamiaru zmarnować sobie życia czekając, kiedy to się stanie”.

   A pomijana milczeniem kwestia niespokojnej sceny politycznej w Polsce? Czy i ona może wpływać na decyzje naszych rodaków o pozostaniu za granicą? Według dra Pawła Sameckiego „czynnik polityczny jest trzeciorzędny w podejmowaniu decyzji o wyjeździe lub powrocie. Ani spokojna, ani niespokojna scena polityczna nie przesądzi o skali tego zjawiska, ani o decyzjach powrotu. Decydują tutaj perspektywy i nadzieje na możność znalezienia zatrudnienia 2-3-4 razy lepiej płatnego, względy rodzinno-towarzyskie i kulturowe oraz możliwości poznawcze”. Jeśli niespokojną scenę polityczną interpretowalibyśmy jako mnożące się afery polityczne, wzajemne oskarżenia o korupcję, czy zaciekłą walkę polityków o miejsca w organach państwowych, to rzeczywiście mogą mieć one trzeciorzędny wpływ na decyzję o opuszczeniu kraju, gdyż, mimo, że społeczeństwo jest zmęczone obecnym stanem rzeczy, to jednak bardziej ogranicza się do zobojętnienia niż do rzeczywistej odrazy do władz. Skutki nieudolnego działania polityków mają jednak odzwierciedlenie również w kwestiach gospodarczych, na przykład w formie wysokich podatków, dużej biurokracji, szerzącego się łapownictwa czy nieprzychylnego prawa dla przedsiębiorców. A te cechy z pewnością mają już istotne znaczenie dla wyboru miejsca pobytu.

    Czy są więc jeszcze tacy, którzy nie chcą wyjechać za granicę? Jak najbardziej. Pogląd taki prezentowała w rozmowie ze mną Monika, 18-letnia uczennica liceum: „Nie zamierzam nigdzie wyjeżdżać, tu jest moje miejsce. W przyszłości chcę tu pracować, założyć rodzinę, mieć dom… Nie wyobrażam sobie wyjazdu do zupełnie obcego mi kraju, do ludzi o innej kulturze, historii i języku. Myślę, ze ciężko byłoby mi się odnaleźć w tym nowym świecie. Poza tym kocham mój kraj i jaki by nie był, chcę być z nim na dobre i na złe. Stawiam na pierwszym miejscu rodzinę, przyjaciół i otaczających mnie ludzi, z którymi nie chcę się rozstawać”.

   Takich osób jak ona jest jednak coraz mniej, za to coraz to więcej krajów Unii zachęca młodych Polaków do emigracji zarobkowej. I coraz więcej z nich zaczyna ze sobą konkurować o siłę roboczą z Polski. W szranki z Wielką Brytanią i Irlandią stanęły już: Dania i Finlandia, przebijając atrakcyjnością oferty pracy z tych dwóch pierwszych. Młody rodak, nawet niezbyt dobrze wykształcony, ma w czym przebierać. Kto zaś uzupełni luki kadrowe w naszym kraju? Próby sprowadzenia bezrobotnych Rumunów spełzły na niczym, gdyż ci ostatni wcale nie chcą u nas pracować za niewiele większe pieniądze. Lepszym pomysłem jest już powrót do kraju Polaków przesiedlonych niegdyś z terenów II RP do Kazachstanu, a jest kogo przesiedlać, bo mieszka tam obecnie około 500 tysięcy osób polskiej narodowości. Ale będzie to raczej kropla w morzu potrzeb, ponieważ nie sądzę, aby starania naszych władz były na tyle duże, by udało się sprowadzić do kraju choć ułamek z tej liczby.

         Czy w świetle powyższych przykładów, bylibyśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie: jakie kroki mogłyby być podjęte, aby zachęcić Polaków na emigracji do powrotu do kraju? Stworzenie nowych, dobrze płatnych miejsc pracy, wprowadzenie ulg podatkowych, czy też może jakaś inna forma zachęty? „W Unii Europejskiej mamy swobodę przepływu osób (przynajmniej teoretycznie), zatem nie ma wielkich szans, by te zachęty były skuteczne. Jeśli Polska i jej gospodarka będzie się prawidłowo rozwijać, to zjawisko emigracji stopniowo wygaśnie, nie mają sensu próby jego administracyjnego ograniczania” – odpowiada dr Samecki. Musimy więc cierpliwie czekać i starać się rozwijać, a unikać cofania się w przeszłość. Wtedy też z pewnością rodacy sami powrócą do rodzinnego gniazda, bo przecież wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here