Lustracja, czyli polowanie na czarownice w XXI wieku

0
Akta IPN, autor fotografii: Adrian Grycuk, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Poland license.

Polowanie na czarownice rozpoczęło się na masową skalę, kiedy to papież Mikołaj V nadał inkwizycji prawo do wykonywania egzekucji na osobach oskarżonych o stosowanie czarów. Specjalnie w celu wykrywania czarownic, powołano cały system prokuratorsko-śledczy oraz lekarski. Według katolickiego włoskiego dziennika Avvenire lustracja w Polsce przypomina owe średniowieczne obrzędy. Tym razem PiS nadało prawo IPN-owi do ?polowania? na byłych UB i SB-ków. 

W 1945 roku, tuż po ?wyzwoleniu? Polski przez ?zwycięski pochód na Zachód Armii Czerwonej?, utworzono Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, potocznie nazywane Urzędem Bezpieczeństwa ? organ całkowicie i ślepo podległy władzom radzieckim. Poza wpisaną w nazwę ochroną rządu i ustroju, MBP kontrolowało między innymi Milicję Obywatelską, Straż Pożarną, Wojska Ochrony Pogranicza itp. Co więcej, było ono odpowiedzialne za wywiad, kontrwywiad i zwalczanie ?wrogów ludu?. Początkowo agentów UB rekrutowano spośród kryminalistów z czasów II RP, gdzie tępiono komunizm, z tzw. przedwojennych ?mętów społecznych? oraz najuboższych. Później pozyskiwano ich do współpracy szantażem, obietnicami awansu czy pieniędzmi. W ten sposób, z czasem agentura stała się na tyle rozpowszechniona, że stanowiła około 10% dorosłego społeczeństwa. Psychoza strachu przed opozycją była na tyle silna, że władze, chcąc kontrolować wszystkie sfery życia obywateli, do 1954 roku zapisały w ?rejestrze elementu przestępczego i podejrzanego? prawie 6 milionów osób.

Dwa lata po rozwiązaniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego powołano do życia nowy organ ? Służbę Bezpieczeństwa PRL, działającą do końca demokracji ludowej. Miała ona zapewnić porządek publiczny i utrwalenie władzy komunistycznej na terenie Polski. Czy była to organizacja przestępcza? Właśnie takiej definicji domagają się politycy PiS. Biorąc pod uwagę znaczenie słowa przestępczość, nie można go użyć w odniesieniu do SB. Niewykluczone jednak jest to, że był to aparat terroru.

Trudno też w całej aferze lustracyjnej nie zauważyć IPN-u, czyli Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, która powstała pod koniec roku 1998. Niestety, organ państwa powołany w dobrej wierze szybko został zamieniony w rózgę na opozycję, w stracha na wróble, którym straszy się wszystkich i wszędzie. Istnieje wiele wątpliwości co do samego IPN, który jest oskarżany o bezkrytyczne przyjmowanie materiałów SB jako wiarygodnych źródeł. Poza tym stał się on narzędziem osiągania politycznych celów i ?trampoliną? dla historyków instytutu chcących wypromować własne nazwiska. Kardynał Józef Glemp sam określił IPN w niezbyt pochlebny sposób: ?Trudno dzisiaj z całą powagą myśleć o IPN. O tym, że jest on wyrocznią i źródłem informacji o obywatelach dla całego państwa. To jest stanowczo za mało, bo to jest zbyt brudne i zbyt powierzchownie dotykane, a jest to ogromna plama na współczesnym pokoleniu, które musi się z tego podnieść?.

Słowa kardynała Glempa nie robią jednak dużego wrażenia na politykach Prawa i Sprawiedliwości. Projekt ustawy dotyczącej deubekizacji zakłada szereg licznych kar za dawną współpracę z komunistami. Wśród nich zakłada się, iż byli agenci otrzymaliby najniższą możliwą emeryturę w wysokości 600 złotych i zakaz obejmowania stanowisk publicznych przez najbliższe 10 lat. Te ostatnie zaś to nie tylko posada ministra czy dyplomaty, ale również i stanowisko pracownika naukowego, szefa banku czy dyrektora szkoły. Ustawa ta ma na celu odsunięcie od ważnych funkcji w państwie dawnych agentów i niejaką zemstę dawnej prawicowej opozycji na nich. Od wykonania wszystkich swoich zamierzeń powstrzymuje naszych parlamentarzystów już jedynie Trybunał Konstytucyjny, który z pewnością zakwestionuje co poniektóre projekty ustaw. Inaczej mogłoby się to przerodzić w niekontrolowany odwet prawicy na swych odwiecznych przeciwnikach.

Lustracja sięgnęła tak daleko, że są nią objęci nawet dziennikarze (tylko ci urodzeni przed 1 sierpnia 1972 rokiem). Środowisko to, jak dotąd będące dość spójne, tak zwana ?czwarta władza?, teraz zaczyna się dzielić w obliczu problemu dotyczącego jego samego. ?Prawicowi? dziennikarze nawołują do lustracji i krytykują swoich kolegów po fachu, którzy zlustrować się nie chcą : ?Argumenty przeciwników dziennikarskiej lustracji są w gruncie rzeczy miałkie i można je sprowadzić do powiedzenia: ?nie, bo nie?. Ich wyrazicielami są głównie ludzie związani z lewicą, a więc środowiskiem, które dość mocno ?umoczone? ma potencjalnie najwięcej do stracenia?. Przewodnik katolicki dodaje zaś, że aż 60 procent dziennikarzy to byli współpracownicy SB. Ci zza drugiej strony barykady nie pozostają dłużni: Jan Lityński podkreśla, że ?nie przyniesie to piekła, natomiast spowoduje krzywdę wielu ludzi?. Również Tomasz Lis na łamach Rzeczypospolitej pisze: ?Lustracja jest elementem budowania w Polsce państwa strachu. Państwa szantażu?. Poza całą tą awanturą, Jacek Żakowski w TV4 zauważył dość istotny fakt ? mianowicie prawo w Polsce nie definiuje w jasny sposób, kto jest dziennikarzem, a kto nim nie jest?

Nieco bardziej jednogłośne w sprawie lustracji są uczelnie wyższe. Znany spec od poprawnej polszczyzny, prof. Jan Miodek powiedział: ?Liczę na solidarność moich kolegów. Musimy przemówić jednym głosem. Najgorsze, co możemy teraz zrobić, to dać się podzielić?, później zaś mówi o lustracji w następujący sposób: ?To będzie bardzo przykra operacja. Uważam, ze zgotujemy sobie piekło?. Również Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich uznała, że ?przepisy dotyczące składania oświadczeń lustracyjnych budzą zastrzeżenia natury prawno-konstytucyjnej i stawiają osoby poddane lustracji przed trudnymi dylematami moralnymi?. Mimo wielu zastrzeżeń, uczelnie mają zamiar podporządkować się prawu. Czy jednak ?polowanie? na SB-ków na wyższych uczelniach to dobry pomysł? Tak jak w przypadku Uniwersytetu Gdańskiego, gdzie rektor i dziekan są podejrzani o współpracę z PRL-owską agenturą, nie przynosi to żadnych korzyści, poza ?oczyszczeniem? środowiska akademickiego. Za to mogą być widoczne dość poważne straty poniesione poprzez podkopywanie autorytetu uczelni przez IPN, który często dysponuje dokumentami zawierającymi poważne błędy.

Pomocy w odpowiedzi na pytanie: czy całe to zamieszanie jest potrzebne, nie znajdziemy nawet w Kościele. Duchowni są skrajnie różnie nastawieni do tego procederu i spierają się jak nigdy dotąd. Radio Maryja aż grzmi w krytyce lustracji duchowieństwa: ?dostęp do IPN mają tylko skandaliści (?) i tak w ?państwie prawa? panuje bezprawie, a Episkopat dał się zapędzić różnym rozbójnikom politycznym do narożnika. Ani prawo państwowe, ani konkordat w ogóle nie działają?. Z drugiej strony, Ks. Isakowicz- Zaleski żałuje, że dekomunizacja nie została przeprowadzona wcześniej – od razu w 1990 roku. Teraz jest on wciąż zwolennikiem ujawnienia wszystkich akt SB i ma żal do innych duchownych, że go za to szkalują. Społeczeństwo polskie w sondażu przeprowadzonym przez GfK Polonia jest zdania, że duchowni, którzy współpracowali z SB powinni ustąpić z ważnych stanowisk w Kościele. Wśród przeciwników jakiejkolwiek lustracji wśród duchowieństwa są przeważnie osoby ubogie, w podeszłym wieku, z wykształceniem podstawowym oraz wyborcy LPR i Samoobrony.

Zagranica również nie pozostała obojętna. Ewy Thompson w dzienniku Washington times chwali dekomunizację i porównuje ją do denazyfikacji w Niemczech. Uważa, iż ?w Polsce dawno należało to zrobić?. Z kolei Kjell Albin Abrahamsson ze Szwedzkiego Radia podaje, iż ?Superlustracja jest częścią polowania prawicowego rządu na komunistów i tajnych agentów?. Podobny ton wypowiedzi mają rosyjskie Wiedomosti ? przedstawiają one dekomunizację w Polsce jako ?polityczne narzędzie w rękach braci-bliźniaków?, które doprowadziło jedynie do rozłamu w społeczeństwie polskim. Następny w kolejce był niezależny bułgarski dziennik Dnewnik. Nazwał on lustrację ?wymuszoną moralnością? i podobnie skrytykował całe zajście. Zachód Europy również nie wystaje z szeregu. Włoska Gazeta La Stampa także nie jest zbyt łaskawa dla władz polskich. Całe zjawisko przedstawia jako ?największą czystkę polityczną w polskiej historii?. Nazwała też działania wezwanej do pomocy Unii Europejskiej bezradnymi, gdyż nie ma zapisu w unijnej dyrektywie zabraniającego dyskryminacji na tle politycznym. Rzeczniczka komisarza ds. pracy, Cristina Arigho wyraziła żal w imieniu Komisji Europejskiej z powodu obecnej sytuacji w Polsce. Władze RP wydają się jednak pozostawać głuche na głosy z zagranicy. Chęć wypełnienia misji dekomunizacji jest zbyt silna, aby ktokolwiek mógł ją zatrzymać samymi argumentami.

Lustracja wydaje się być na tyle potężnym narzędziem w rękach partii rządzących, że za żadną cenę nikt nie zamierza z niej zrezygnować. Czemu jest aż tak pożądana? Odpowiedź jest prosta ? oskarżając przeciwników politycznych o współpracę w reżimem komunistycznym, jednocześnie się ich niszczy. Niszcząc konkurencję zaś zyskuje się puste, pozostawione miejsce w elektoracie, które niegdyś do niej należało. Nie robiąc wiele, można z łatwością zyskać duże poparcie społeczeństwa, nawet, gdy było ono początkowo przeciwne lustracji, gdyż w oczach ludzi to właśnie ta partia pozostanie jedyną uczciwą.

Lech Wałęsa powiedział ostatnio, iż ?lustracja potrzebna jest małym ludziom? i, że jest to ?zemsta słabych ludzi?. Najistotniejsze jest jednak to, że każdy kij ma dwa końce ? atakując opozycję, władza atakuje również swych sprzymierzeńców ? Kościół rzymskokatolicki. A ten nie będzie długo czekać, gdy jego autorytet zostanie mocno naruszony przez nową ustawę. Będzie musiał się bronić, a ponieważ najlepszą obroną jest atak, nie tylko zerwie niepisaną współpracę z władzami, ale i postara się ich oczernić i obarczyć całą winą za zamieszanie. Pomysłodawcy lustracji stąpają po coraz bardziej grząskim gruncie i nie zdając sobie sprawy z możliwych skutków, coraz zajadlej atakują wszystkich wokoło wymyślając kolejne ustawy.

?Stało się tak jak powiedział mądry doktor Fabula: Bazyliszek spojrzał w zwierciadło i wzrokiem swym jadowitym się zabił? ?

Poprzedni artykułZa chlebem
Następny artykułPrawie jak służby specjalne
Paweł Rogaliński
Paweł Rogaliński jest politologiem, filologiem, rzecznikiem prasowym organizacji pozarządowej oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską w Londynie poświęconą popularności politycznej w krajach anglojęzycznych. Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here