Współcześni dyktatorzy

0
Wiktor Pszonka Ukraina
Ukraiński prokurator Wiktor Pszonka, będący do niedawna u boku Wiktora Janukowycza, kazał namalować sobie portret w stroju rzymskiego cesarza.

Zaczyna być zastanawiająca przyczyna tak nagłego i zmasowanego przeciwstawiania się wszystkim tym osobnikom, których przyjęliśmy nazywać „dyktatorami”. Będąc przy tym temacie, to chciałbym zaraz dopowiedzieć, że z uwagi na cały szereg niezbyt ciekawych wydarzeń, które zaistniały na arenie światowej i które między innymi zostały wywołane właśnie dzięki istnieniu tych „naszych dzisiejszych dyktatorów”, to wydaje się, że z uwagi na powyższe, powinniśmy ich traktować i na nich spoglądać nieco inaczej…

Osobiście uważam, że XXI wiek stał się wiekiem, w którym pewne określenia i stereotypy zaczynają zatracać swoje znaczenie. Tym samym,”zacierają się” pewne ślady i wartości, które dotychczas jeszcze uchodziły za słuszne i ze wszech miar trafne i celne.

Dyktator w Republice Rzymskiej był to urzędnik nadzwyczajny (extraordinarius), któremu przyznawano władzę absolutną na okres maksymalnie sześciu miesięcy, aby zapobiegał nadzwyczajnym kryzysom (np.podczas ciężkiej wojny lub wewnętrznych rewolt). Wybór dyktatora należał początkowo do komicjów centurialnych. Później powoływany był przez konsulów na polecenie senatu i był to jedyny urząd w Republice Rzymskiej, na który mianowano, a nie wybierano. Dyktator powoływał dowódcę jazdy (magister equitum), który w czasie wojny dowodził jazdą, podczas gdy dyktator stał na czele piechoty. Oznaką nieograniczonej władzy dyktatora było 24 liktorów towarzyszących mu nawet w samym mieście. Do legendy przeszedł Lucjusz Kwintus Cineinnatus – rolnik, którego w 458 p.n.e obwoływano dyktatorem podczas wojny z ludem Ekwów. Po jej zakończeniu natychmiast zrezygnował z urzędu i powrócił do pracy na roli”.

Lecz to był rok 458. Natomiast my żyjemy w XXI wieku . I co ciekawe, że wczytując się w treści przekazanych nam (j.w.) informacji, śmiało można by powiedzieć, że różnice, które dzielą ówczesnych „dyktatorów” od obecnych, polegają w zasadzie tylko na nazewnictwie… Bowiem w świecie, w którym obecnie żyjemy, w zależności od  szeregu istniejących potrzeb, czy też tak zwanych „okoliczności”, czy nazywając to jeszcze inaczej „zależności”, przyjęło się nazywać tych dzisiejszych (najwyższej rangi) „mężów stanu” w różny sposób. Jednak najczęściej przylega do nich tytuł prezydenta. Oczywiście, że nie wszystkich prezydentów (i nie tylko prezydentów) z tak zwanego „cywilizowanego”, jak i „niecywilizowanego” świata, należałoby posądzać o skłonności dyktatorskie.

Często wydarzenia na świecie nie są zbyt zadowalające i pomyślne dla nas. Wystarczy w tym miejscu „tylko” wspomnieć o nie tak dawno wszczętych dążeniach do demokracji i wolności słowa takich narodów, jak Tunezyjczycy, Egipcjanie czy Libijczycy). Jak wiemy, ich dążeniem i celem, między innymi, było zniesienie dyktatury, zlikwidowanie korupcji oraz wprowadzenie zasad demokracji i poszanowania praw człowieka.

Dyktatura – władza jednostki lub grupy społecznej, oparta na sile.
Dyktatura proletariatu – przejęcie władzy politycznej przez partię, uważane przez komunistów za nieodzowny etap na drodze do ustanowienia społeczeństwa bezklasowego”
„Dyktator – człowiek mający nieograniczoną władzę, władca absolutny (por. autokrata; tyran ; despota.

– Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego.

W odniesieniu do minionego okresu czasu, w którym w Europie pojawiał się niejeden dyktator (Hitler,Stalin), można by powiedzieć, że i obecnie w umysłach co niektórych europejskich prezydentów (a być może, że nie tylko prezydentów) jeszcze tkwią ambicje dyktatorskie (np. prezydent Białorusi – Aleksander Łukaszenko). I, jak wynika z ostatnio napływających informacji, które dotyczą prezydenta Rosji W. Putina, to okazuje się, że (na podstawie zaistniałych wydarzeń – Krym,Ukraina) niektórzy polityczni eksperci oraz rosyjscy obywatele już nazywają go dyktatorem.

Jak się okazuje, w innych rejonach tego świata, można natrafić na podobnie myślących ludzi. Mam tutaj na uwadze lidera Korei Północnej Kim Dzong Una, który nieustannie jest zajęty ukazywaniem swojej „siły militarnej”, pragnąc tym sposobem przypominać całemu światu o tym, że Północna Korea należy do grona tych państw, które posiadają broń atomową. Okazuje się, że premier rządu Izraela – Benjamin Netanyahu, nie starając się czuć dyktatorem, tylko premierem swojego państwa, również stara się samowolnie podejmować decyzje w sprawie Palestyny czy Iranu.

Nie będąc politykiem, to dosyć często zadaję sobie takie oto pytanie, jak to jest możliwe, aby takie małe państwo, jakim jest Izrael (liczy sobie zaledwie 8 mln obywateli), miało decydować między innymi i o tym, czy i kiedy Palestyna uzyska status państwa. I podobnie, zadaję sobie pytanie jak to jest możliwe, aby Izrael miał decydować o „przyszłych losach Iranu”. To znaczy państwa, które liczy sobie 78 mln ludności. W tym miejscu przypomnę, że Izrael, podobnie jak i Korea Północna, należy do grona mocarstw, które posiadają bombę atomową. Natomiast Iran (który jest mocarstwem, ale nie atomowym), takiej broni nie posiada.

Oczywiście, że w chwili obecnej trudno byłoby sobie wyobrazić, aby w XXI wieku w Europie tego rodzaju „dyktatorska jednostka” miała prawo bytuI właśnie w tym momencie zaczyna się pojawiać pewne niebezpieczeństwo. Prawda jest bowiem taka, że z chwilą, gdy dana jednostka jest żądna władzy, po przejęciu przez nią danego stanowiska, zaczyna dochodzić do wniosku, że trzeba i należy w dalszym ciągu być u steru władzy. I właśnie z tą chwilą w umysłach co niektórych dyktatorów wytworzyło się przekonanie o konieczności i potrzebie nieustannego zasiadania na „swoim ulubionym tronie”.

Jedyny sposób, dzięki któremu może zaistnieć możliwość uporania się w danym państwie z wszelkiego rodzaju formą dyktatury (nawet i w takim państwie, w którym są przestrzegane czy to w sposób pozorny, czy też w sposób rzeczywisty, wszelkiego rodzaju zasady demokratyczne) jest możliwy do zrealizowania, w drodze ustanowienia czasokresu sprawowania władzy na okres dwóch np. czteroletnich kadencji.

Odnoszę wrażenie,że znajdujemy się na końcu ustrojowej drogi, której mimo usilnych starań i zabiegów już nie jesteśmy w stanie naprawić. To znaczyłoby, że ta ustrojowa droga przestaje być reformowalna. Moje wrażenia wynikają zarówno z nie tak dawno ujawnionego kryzysu finansowego, jak i z tak zwanej sprawy greckiej, której skutków, jak i sposobu jej zakończenia,niestety ale jak dotychczas,to nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć. Z ogromnym niepokojem obserwuję nieodpowiedzialne poczynania prezydenta Rosji W. Putina, oraz z drugiej strony, nie w pełni przeze mnie zrozumiane działania poszczególnych europejskich polityków wobec zaistniałych wydarzeń.

Dokąd zmierza Europa?

Osobiście uważam, że uzyskanie oczekiwanych i koniecznych rezultatów nie wiedzie poprzez połowiczne wydłużanie czasu istnienia tego ustroju. Bowiem prawda jest taka, że aby móc wyjść z tych niezwykle trudnych i to zarówno gospodarczych, jak i finansowych zawirowań, (pragnąc w dalszym ciągu pozostać przy istniejącym ustroju), to należy go po prostu w sposób gruntowny zreformować! Jeśli nie, to należy znaleźć inną formy ustrojową, która  by się okazała bardziej odpowiednia wobec zachodzących wydarzeń, które niesie ze sobą XXI wiek. Być może, że jeszcze nie wszyscy spośród tych, którzy nami rządzą, są tego świadomi, że nadszedł już najwyższy czas, by zacząć używać nowego sposobu myślenia, oraz nowego sposobu rządzenia nie tylko w naszym kraju, ale na całym świecie. Jednocześnie należy pamiętać o tym, że żaden ustrój nie trwa wiecznie. www.erdmannjohannes.de

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here