Wojciech Pomykało: Uzupełnienia mojej biografii. Tajemnicze wyznania anonimowego pułkownika lotnictwa radzieckiego w czasie mojej pierwszej wizyty na radzieckiej ziemi (1948 r)

0

Po przywitaniu mnie na radzieckim lotnisku w Moskwie z czekającym na moją osobę przedstawicielem Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaźni Radziecko- Polskiej (2) zaczęła się nasza rozmowa od mojego odpowiadania na postawione mi natarczywe pytania przez osobę mnie witającą (3). Dla przykładu były to pytania : skąd taki mój mundur który w tej chwili noszę (4) i dlaczego właśnie mimo mojej młodości zostałem delegowany i przybyłem na tak ważne zebranie Towarzystw Przyjaźni z ZSRR z całego świata i na dodatek na którym podobno mam przemawiać w imieniu Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Odpowiadając na ten cały zestaw pytań zadanych mi na początek mojej pierwszej wizyty na radzieckiej ziemi poinformowałem Pana Pułkownika który na pierwsze spotkanie ze mną też przybył w mundurze ale pułkownika wojskowego lotnictwa radzieckiego, że jestem, asystentem – jak się szybko miało okazać – znanego mu osobiście dobrze prof. dr. hab. Adama Schaffa. Ale też, że jestem upoważnionym przedstawicielem ZG TPPR i osobiście Sekretarza Generalnego tej organizacji Tadeusza Książka. Natomiast zarząd tej organizacji zobowiązał mnie do wygłoszenia na wspomnianym zebraniu przemówienia. Mundur natomiast wojskowy i to lotniczy nosze dlatego że choć Wojsko Polskie oddelegowało mnie na cywilną uczelnie i na cywilne studia to służę nadal w jednostce wojskowej Wojska Polskiego skąd (Cytadela Warszawska)dojeżdżam na studia do uczelni cywilnej w Warszawie ale państwowej. Wspomniana wymiana poglądów kontynuowana była już w taksówce wiozącej nas obu do hotelu gdzie miałem zamieszkać w okresie mego pobytu w Moskwie co spowodowało, że pierwsze „lody” między mną o czekającą na lotnisku na mnie osobą zostały całkowicie przełamane i nawet mimo drastycznej różnicy wieku między nami zostaliśmy wyraźnie szybko nowymi przyjaciółmi. Taką przynajmniej deklaracje złożył mój opiekun zaraz po naszym poznaniu na nowej, całkowicie dla mnie moskiewskiej, – i – zarazem radzieckiej ziemi. Natomiast już w czasie podróży do hotelu nawiązaliśmy pierwsze, przyjacielskie kontakty z moim radzieckim gospodarzem. Na pytanie jak mam na imię chętnie poinformowałem, że Wojtek i od tej chwili Pan Pułkownik chętnie się w rozmowie ze mną posługiwał moim imieniem. Natomiast ja miałem kłopoty z ustaleniem nazwiska Pana Pułkownika ale tęż z ustaleniem jego imienia były wyraźne kłopoty z nazewnictwem jego osoby więc stanęło na tym, że do mojego nowego opiekuna zwracałem się nazywając go „towarzyszem pułkownikiem”, co okazało się najlepszym rozwiązaniem, które takie już pozostało w czasie całej naszej znajomości w Moskwie, ze wspomnianym moim pierwszym opiekunem na radzieckiej ziemi. Tym bardziej, że ja nie mogłem się nadziwić pięknie a zwłaszcza całkowitej inności w stosunku do Warszawy (mego rodzinnego miasta)nowo oglądanego przeze mnie grodu z okien pozyskanej taksówki. Połączone ze słuchaniem opowieści mego przewodnika i opiekuna o obronie miasta które hitlerowski agresor w czasie II mógł już w swoich okopów pod moskiewskich oglądać przez lornetki, ale który żywy nie mógł się o krok posunąć w jego stronę ani piechotą ani czołgiem ani czymkolwiek ani jakim innym sposobem przesuwania się do przodu. Natomiast szybka jazda zamówionej przez mojego opiekuna taksówki stała się powodem mojego pierwszego ówczesnego mocnego, wrażenia powstałego w pierwszych godzinach poznawania przeze mnie słynnej Moskwy. Pułkownik opowiadał już w trakcie jazdy taksówką , że w czasie jej obrony w okresie II wojny światowej był ranny dwa razy ale nie chciał ani dnia leżeć dłużej niż tego wymagało leczenie w szpitalu i zawsze wracał na front gdzie był ówcześnie artylerzystą. A Pana mundur lotniczy? – pytałem nieśmiało. To już mundur jednostki lotniczej gdzie mnie później przydzielono z którą dotarłem do samego Berlina ale nie jako pilot ale jako oficer pełniący ważną funkcje w pułku lotniczym. Początek opowieści mojego znajomego o jego udziale w II wojnie światowej przerywały moje pytania jak nazywa się ta ulica którą mijała właśnie nasza taksówka oraz moimi zachwytami jej niebywałej urody.

W nowo odkrywanej przeze mnie Moskwie, budziły mój szczególny zachwyt szerokie ulice i niezwykle zróżnicowane kształty domów. Obok bloków mieszkalnych stały potężne gmachy instytucji i tutejszych urzędów. Anonimowy pułkownik zarządził, że do hotelu, w którym miałem się zatrzymać w okresie mojego pobytu w Moskwie pojechaliśmy dookoła, koniecznie przejeżdżając przez ulice najbliższą wobec Placu Czerwonego, przy którym się mieścił Kreml i Mauzoleum Lenina. Anonimowy pułkownik zatrzymał nawet taksówkę przed zamkniętą częścią ulicy prowadzącej do Placu przed Kremlem, abyśmy mogli wysiąść i zobaczyć choćby z daleka panoramę najważniejszej części Moskwy w postaci Placu Czerwonego, Kremla i leninowskiego Mauzoleum. Do hotelu dojechaliśmy wczesnym popołudniem i dość szybko zostałem zarejestrowany na podstawie paszportu, wyrobionego zaledwie na kilka dni przed moim przylotem do Moskwy. Potem wspomniany mój „gospodarz” zlecił mi, abym szybko zjechał z 6 piętra na parter i poprosił o informację o hotelu w postaci jego reklamy, którą miało dysponować recepcja hotelowa.. Zabrałem z recepcji hotelu szybko jego prospekt reklamowy oraz mapę Moskwy i wróciłem do mojego pokoju hotelowego. Okazało się, że pan pułkownik jemu tylko właściwym sposobem otworzył moją walizkę i szukał czegoś w moich rzeczach. Na mój widok specjalnie się nie speszył, natomiast stwierdził, że „bezpieczeństwo jest przede wszystkim.” Potem zeszliśmy na obiad do restauracji hotelowej, w której nie pytając mnie o zdanie, mój gospodarz zamówił dwa kieliszki koniaku i wodę mineralną. Próbowałem się wymigać z wypicia wspomnianego zamówienia kaniankowatego, ale pułkownik stwierdził, że bez wypicia kieliszka zamówionego koniaku mój pobyt w Moskwie oraz moje wystąpienie na tak ważnym zjeździe na pewno się nie udadzą się. Ponieważ i bez tego miałem wielką tremę zgodziłem się wypić zamówiony kieliszek, ale przy następnym nie tylko gorąco protestowałem, ale twardo odmówiłem spożycia następnego kieliszka jakiegokolwiek alkoholu. Pułkownik był nawet z tego zadowolony i wypił koniak z obu kieliszków, którego przy obiedzie zamówienie powtórzył kilkakrotnie. W czasie obiadu, mój rozmówca kazał sobie dokładnie opowiedzieć skąd pochodzę, co robił mój ojciec i matka, z jakiej klasy i warstwy społecznej pochodzili i zapytał też o podobne dane dotyczące mojej matki, i ojca oraz bardzo szczegółowo interesował się moim pochodzeniem społecznym, aresztowaniem w Kozienicach mego ojca i mnie przez gestapo, zmyleniem śladów moich okupacyjnych prześladowców i tym samym o szczegóły mojej ucieczki z gestapo do babci i dziadka. To nie była tylko zarządzona przez mego opiekuna ogólna opowieść na wspomniane tematy, to było dokładne śledztwo, w którym ogólniejsze moje informacje konkretyzowane były poprzez zadanie mi bardzo szczegółowych pytań. Z dodatkowymi szczegółowymi pytaniami dotyczącymi poszczególnych spraw spotkałem się wiele razy w czasie tego obiadu. Pułkownika niezwykle interesowała przede wszystkim denuncjatorka organizacji politycznej w której działał w czasie hitlerowskiej okupacji mój ojciec. A ze swej strony unikałem szczegółów przekazywania informacji o współpracy mego ojca obok wywiadu radzieckiego z wywiadem brytyjskim. Realizowane na podstawie wywiadowczej współpracy radzicko-brytyjskiej. Wiedziałem dużo więcej na te tematy, zwłaszcza dotyczące organizacji, w której działał ojciec, ale nie uważałem za stosowne zbyt dokładnie informować o tym mojego ówczesnego rozmówcę. Natomiast uważałem za potrzebne szerzej i dokładnie opowiedzieć, -mojemu rozmówcy-jaką wspaniała radziecką telegrafistkę zrzucono pod koniec wojny do Puszczy Kozienickiej. Jak pomagałem jej w zakonspirowaniu wraz z radziecką radiostacją w Kozienicach, która przekazywała wiadomości o rozłożeniu jednostek niemieckich wzdłuż frontu przebiegającego na linii rzeki Wisłą na której zatrzymał się latem 1944 r. front radziecko-niemiecki. Ten ostatni temat interesował ze szczególną dokładnością mojego rozmówcę, który skrytykował mnie za to, że nie zgodziłem się na propozycję po II wojnie światowej podjęcia nauki w szkole kadetów NKWD w Leningradzie. Wręcz stwierdził, że była głupotą, taka odmowa, bo po takiej szkole bardzo wielu chłopców podejmuje odpowiednie studia i zostaje generałami tej organizacji, która ich do pracy i życia odpowiednio przygotowuje.

Już w drugiej części wspomnianego obiadu, gdy mój opiekun wypił odpowiednią ilość alkoholu i wspólnie zjedliśmy zarówno zupę jak i drugie danie, zaczęły się pod moim adresem szczegółowe pytania na temat moich poglądów politycznych. Przede wszystkim pułkownik spytał mnie czy wiem, ze wokół powstania Wojska Polskiego na terenie ZSRR po wyprowadzeniu oddziałów polskich organizowanych przez gen. Andersa poza ZSSR toczyły się zwłaszcza wśród lewicowo zorientowanych Polaków ostre spory na temat charakteru udziału zbrojnego Polaków w walce z hitlerowskim najeźdźcą. Jedni Polacy uważali, że osoby ich narodowości powinni wstępować do Armii Radzieckiej i walczyć z hitlerowskim najeźdźcą w polskich batalionach działających w radzieckich pułkach. Inni uważali, że powinna powstać Armia Polska walcząca u boku Armii Radzieckiej z hitlerowskim okupantem. W tym miejscu poprosiłem mego rozmówce, aby odpowiedział na pytanie jakie było jego stanowisko w tym sporze, jeśli brał w nim udział.

Mój rozmówca na dłuższą chwilę zatrzymał się chwile na odpowiedzi na to moje pytanie (pytania). Na dodatek pochwalił się, że uczestniczył w tym sporze i brał w nim aktywny udział. Podobnie jak jego ówczesny przyjaciel Jakub Berman, który opowiadał się za tym, aby Polacy uczestniczyli w walce z agresorowi hitlerowskiemu w ramach batalionów usytuowanych w radzieckich pułkach albowiem –jego zdaniem-tylko taka organizacja czynu zbrojnego Polaków która dawała im realne szanse wniesienia odpowiedniego wkładu do zbrojnej walki z hitlerowskim najeźdźcą. Na moje pytania z tego zakresu mój rozmówca odpowiedział nie ukrywając, że nie tylko o efektywność bezpośrednio walki zbrojnej w tak proponowanym rozwiązaniu dotyczącym udziału Polaków w walce z hitlerowcami na froncie chodziło, ale też, że było to związane z projekcją przyszłych rozwiązań ustrojowych, dotyczących Polski i Polaków już w powojennej rzeczywistości. Ostatecznie zgodził się mój rozmówca, że według propozycji lokalizujących Polaków nie w odrębnej armii a w batalionach działających w pułkach radzieckich, było przyjęcie zasady, że w powojennym rozwiązaniem problemów ustrojowych naszej ojczyzny, miało być powołanie Polski jako XVII Republiki ówczesnego Związku Radzieckiego. Nie bardzo rozumiejąc w pełni całego wykładu mego rozmówcy, a zwłaszcza tej jego część, spytałem czy w ramach tej koncepcji nie przewidywano po II wojnie światowej powstania na ziemiach polskich odrodzonego państwa polskiego, jako względnie samodzielnej struktury państwowej, a tylko kreacje mojej ojczyzny jako republiki polskiej względnie autonomicznej, ale wchodzącej w skład Związku Republik Radzieckich. Wspomniany mój rozmówca uznał, że taki wniosek z przedstawionej koncepcji polskich batalionów w radzieckich pułkach jest logicznym rozumieniem tej koncepcji i inteligentnym odczytaniem planów przyszłościowych części Polaków mieszkających ówcześnie w ZSRR. Zdaniem mego rozmówcy nie oznaczało to nić złego z punku realizacji interesów narodu polskiego Następnie nastąpiło dłuższe rozwinięcie uzasadnienia racjonalności tej koncepcji przez uznanie, że Polska Republika Radziecka miała lepszą szansę być szybciej odbudowanym terytorium, niż wtedy, gdy powstawała osobna i względnie niezależna państwowość polska po II wojnie światowej. Innym argumentem –mego ówczesnego rozmówcy na rzecz takiego rozwiązania było to, że przynależność Polski do ZSSR jako jednej z republik do Związku Radzieckiego, lepiej gwarantowało zabezpieczenie Polski przed jakimikolwiek atakami zewnętrznymi, niż wtedy, gdy Polacy, mieli tworzyć odrębną państwowość, połączoną z odpowiednimi paktami ZSRR, ale w końcu stanowiącymi inne państwo niż państwowa struktura radziecka.

Przyznam szczerze, że wszystkie informacje wspomnianego pułkownika na temat różnych orientacji generalnych w sprawach różnych fundamentalnych dla przyszłości narodu polskiego w tym części osób znajdujących się w czasie wojny na terytorium ZSRR, uznających się za Polski i Polaków, były dla mnie prawdziwą rewelacją. Nigdy wcześniej nie miałem informacji ani w rozmowach z ojcem, ani radziecką radiotelegrafistką, że w ZSRR funkcjonowali ludzie, którzy po II wojnie światowej nie chcieli odrodzonego, samodzielnego państwa polskiego, tylko widzieli jako optymalne rozwiązanie dla Polski, jej odrodzenie jej po II wojnie światowej jako XVII Republiki Radzieckiej. Dlatego musiałem nieco ochłonąć, aby zadać mojemu rozmówcy następne pytanie ignoranta, który po raz pierwszy dowiaduje się o wspomnianych sprawach. Czy dużo było takich Polaków a ściśle dawnych obywateli Polski przebywających wtedy w ZSRR, którzy podobnie jak mój rozmówca za optymalne rozwiązanie naszych problemów narodowych uważali odrodzenie naszej ojczyzny po II wojnie światowej jako XVII Republiki Radzieckiej ?

Odpowiedź mego rozmówcy była prosta. Nikt na ten temat nie prowadził ówcześnie żadnych badań. Nie można odpowiedzieć, ilu byłych obywateli Rzeczpospolitej Polskiej przebywających na terenie ZSRR w czasie II wojny światowej i ilu mieszkających na ziemiach polskich chciało po II wojnie światowej odrębnego, choć sojuszniczego z ZSRR państwa, a ilu w tej sprawie było zdania przeciwnego. Natomiast można powiedzieć, że dość duża liczba osób, a zwłaszcza znaczna część osób racjonalnie myślących i dbających o interesy narodu polskiego, zdaniem mojego rozmówcy jednoznacznie opowiadała się ówcześnie za polską XVII Republiką Radziecką i praktycznie dążyła do realizacji takiej koncepcji. Na tym tle postawiłem nowe pytanie: jeśli tak dużo osób chciało takiego rozwiązania, które było bliskie sercu mego rozmówcy, to dlaczego władze radzieckie na czele z J. Stalinem przejęły inne rozwiązanie? Odpowiedzi mego rozmówcy na to pytanie nie doczekałem się, natomiast usłyszałem jak wielkie autorytety umysłowe opowiadały się za tym rozwiązaniem którego on do dziś dnia jest zwolennikiem i żałuje, że takie rozwiązanie nie zostało ostatecznie przyjęte do realizacji. Wśród tych osób, które-zdaniem mego rozmówcy opowiadały się za takim rozwiązaniem przede wszystkim mój rozmówca wymienił Jakuba Bermana. Uznał przy tym, że ta osoba była nie tylko zwolennikiem takiego rozwiązania, ale miała tego rozwiązania sporą liczbę gorących stronników, z reguły w wśród ludzi bardzo rozwiniętych umysłowo i mogących stanowić podstawę rozwoju naszej ojczyzny, zwłaszcza realizowaną w ramach struktury radzieckich republik. Mój rozmówca wymienił wśród takich osób Edwarda Ochaba, Romana Zambrowskiego i kilkudziesięciu innych komunistów polskich, przedwojennych obywateli państwa polskiego, z reguły żydowskiego pochodzenia, którzy opowiadali się za takim rozwiązaniem problemów ustrojowo – państwowych narodu polskiego po II wojnie światowej. Cały czas jednak skoncentrował się i zachwycał się przywódcą grupy osób o takich poglądach Jakubem Bermanem, o którym natomiast ja wtedy usłyszałem po raz pierwszy. Natomiast mnie interesowało pytanie, skoro była taka wola czołowych postaci na czele z Jakubem Bermanem z emigracji z Polski w ZSRR i było to zdaniem mojego rozmówcy najlepszym rozwiązanie, to dlaczego J. Stalin przyjął inne rozwiązanie i wyraził zgodę na początek na stworzenie terytorium ZSRR polskiej dywizji, a potem polskiej armii, która od Lenino do Berlina walczyła z hitlerowskim okupantem, a nawet jej przedstawiciele zetknęli obok radzieckiej flagi, flagę Polską na zdobytym najważniejszym budynku Niemiec w Berlinie?

Rozmówca mój okazał się dobrze przygotowany na takie pytanie i mówił, że w dużej mierze o takim przebiegu tej sprawy oraz o decyzjach J. W. Stalina w tej kwestii zadecydowała jedna osoba. Był nią Wanda Wasilewska, która miała osobisty dostęp ówczesny zarówno do J. Stalina, jak i innych członków Biura Politycznego ówczesnego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i to ona –zdaniem cytowanego mojego ówczesnego rozmówcy -przekonała J. Stalina i innych członków radzieckiego kierownictwa, że trzeba odrzucić projekt Jakuba Bermana i powołać na początku dywizję, a potem sformułować armię, a nawet dwie armie polskie, walczące z hitlerowskim okupantem u boku armii radzieckiej w czasie II wojny światowej. Następnie zaś w wyniku zwycięstwa Armii Radzieckiej nad hitlerowcami, utworzyć na ziemiach polskich rząd, co prawda zależny i w dużej mierze podporządkowany rządowi radzieckiemu, ale funkcjonujący poza strukturą państwową ZSRR. W ten sposób w wyniku działania jednej kobiety i kilku jej sojuszników, zamiast rozwiązania optymalnego, które dałoby szansę szybszego, niż obecny rozwiązania problemów odbudowy i rozwoju Polski, przyjęto gorsze rozwiązanie, mniej efektywne z tego zakresu, ale dużo lepsze niż sytuacja w której naród polski był w niewoli hitlerowskiej.

Byłem wstrząśnięty przekazanymi informacjami i poglądami czynnego w armii radzieckiej pułkownika lotnictwa, który nie ukrywał swego krytycznego stosunku do rozwiązań dotyczących statusu mojej ojczyzny, ukształtowanej w nowej rzeczywistości powstałej i ukształtowanej po II wojnie światowej. Nie miałem jednak wtedy specjalnie dużo czasu na rozmyślanie na ten temat, bo na drugi już dzień miałem wystąpić przed międzynarodowym gronem przedstawicieli towarzystw przyjaźni z narodami radzieckimi całego świata i miałem gorące pragnienie wypaść w tym wystąpieniu jak najlepiej i jak najbardziej atrakcyjnie przedstawić Towarzystwo Przyjaźni Polsko Radzieckiej poprzez to wystąpienie. Powoli dopiero jak się położyłem do snu w hotelu, suma informacji radzieckiego pułkownika dochodziła do mojej świadomości i postanowiłem, że zaraz po powrocie do kraju i przy kolejnym wyjeździe do Łącka z Władysławem Broniewskim (5), przepytam go na te wydarzenia i okoliczności, z którymi zapoznał mnie bezimienny pułkownik. Od początku jednak niezależnie od informacji i stanowiska w tych sprawach wspomnianego pułkownika, bardziej mi odpowiadał kierunek dążeń W. Wasilewskiej, niż J. Bermana, albowiem uważałem, że optymalnym rozwiązaniem w powojennej rzeczywistości było powołanie względnie niezależnego państwa polskiego na naszych ziemiach ojczystych, niż ukształtowanie na terenie ZSSR republiki będącej częścią składową szerszej struktury radzieckiej a tym samym państwa o ograniczonej suwerenności, w o wiele większym ograniczeniu, niż miało to miejsce w wypadku tej struktury, która była rzeczywistością powojennej Polski powstałej po wyzwoleniu ziemi polskiej przez Armię Radziecką w czasie II wojny światowej. Jednakże nie polemizowałem z poglądami bezimiennego pułkownika, raczej byłem bowiem skupiony wtedy na jak najlepszym przygotowaniu mojego wystąpienia na wspomnianym zjeździe towarzystw przyjaźni z narodami radzieckimi, niż na analizowaniu tych wielkich sensacji pułkownika, które wtedy od niego usłyszałem. A które były dla mnie wielkim zaskoczeniem.

Rzeczywiście na drugi dzień rano wraz z innymi delegatami na wspomniany zjazd mieszkającymi w tym samym hotelu, zostaliśmy ze wspomnianym pułkownikiem dowiezieni przysłanymi samochodami z innymi delegatami na wspomniane posiedzenie których część mieszkała też w tym hotelu do pięknego pałacu, pamiętającego jeszcze czasy przedrewolucyjne, gdzie odbywało się wspomniane zebranie, na którym dopuszczono mnie po paru wcześniejszych przemówieniach do głosu jako reprezentanta Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaźni Polsko – Radzieckiej, dając mi na to wystąpienie zaledwie 10 minut. Natomiast po moim wystąpieniu, prof. Artobolewski, przewodniczący Zarządu Głównego Przyjaźni Radziecko – Polskiej ( odpowiednika Przyjaźni Polsko – Radzieckiej), przyszedł do mnie i złożył mi gratulacje z racji bardzo emocjonalnego i miłego oraz wartościowego –jego zdaniem-pokazania w przemówieniu podstaw przyjaźni pomiędzy moim narodem i narodami radzieckimi. Natomiast ja podziękowałem za tą ocenę, ale zaskoczyłem mego rozmówcę moją prośbą o możliwość krótkiego poznania wymarzonej przeze mnie radzieckiej Syberii. Zaskoczenie wielkiego Polaka, ale czołowego już ówcześnie radzieckiego uczonego było wielkie i choć nie obiecał mi od razu takiej możliwości, jednak ostatecznie wywiązał się z mojej prośby i po raz pierwszy w życiu zobaczyłem wtedy Syberię. Moja miłość do Bajkału miała swój wtedy dobry początek. Był to początek bardzo długiej przygody życiowej w ramach której odwiedziłem Syberie wielokrotnie a moje zakochanie w Bajkale zdominowało wszystkie inne moje terytorialne zakochania.

 

Weryfikacja przez dr. Leona Szyfmana sensacji przywiezionych z mojej pierwszej w życiu podróży do ZSSR.

Zaraz na drugi dzień po przyłoicie z Moskwy, bo już po godz. 10 byłem w Katedrze Materializmu Dialektycznego i Historycznego Akademii Nauk Politycznych w Warszawie mieszczącej się przy ulicy Wawelskiej gdzie wówczas pracowałem .Natomiast na miejscu w Katedrze zastałem tylko Cyntię Lidańską – naszą sekretarkę katedry, a zarazem asystentkę prof. Adama Schaffa, która zarazem z Michałem Radkowskim została laureatką specjalnego konkursu, który wyłonił trzech nowych asystentów profesora ze zrealizowanego wcześniej ogólnodostępnego konkursu na to stanowisko. W tym mnie powołując na to stanowisko jako dopełnienie tej trójki. Przywitała mnie Cyntia gorąco i z niekłamaną sympatią. Ciekawa była moich wrażeń z podróży na radziecką ziemię. Barwnie opowiedziałem jej o przylocie do Moskwy, powitaniu mnie przez pułkownika – anonima, o obfitych obiadach i udanym moim przemówieniu na Zjeździe Towarzystw Przyjaźni z Narodami Radzieckimi z całego świata. Cyntia słuchała mnie uważnie, zadawała wiele pytań o Moskwę, a potem, kiedy się dowiedziała o mojej wyprawie w głąb ZSRR, też o słynną Syberię. Potem przyszedł mgr Jerzy Wierzchowski, starszy asystent prof. Schaffa i zmuszony zostałem jemu powtarzać w obecności Cyntii to samo, co jej opowiedziałem wcześniej. Jednak poprosiłem go na bok, a ściśle do pokoju asystenckiego, w którym starałem się coś bliżej dowiedzieć o sporach wśród Polaków zamieszkałych radziecką ziemię w czasie II wojny światowej, ale pan Jerzy niewiele na ten temat wiedział. Pozostało mi tylko czekać na dr Leona Szyfmana, starszego asystenta i wykładowcę filozofii marksistowskiej w naszym zakładzie, aby od niego dowiedzieć się więcej, albowiem rozbudzone zainteresowania przez wspomnianego pułkownika – anonima, chciałem jak najszybciej zaspokoić. Rzeczywiście przed samym południem zjawił się wspomniany dr. Leon Szyfman i skierowałem do niego w obecności wszystkich innych pracowników sformułowane poprzednio pytania pod adresem mgr Jerzego Wierzchowskiego. Doktor L. Szyfman nie chciał na ten temat ówcześnie rozmawiać, tylko zaprosił mnie na drugi dzień do siebie do domu, gdzie jego zdaniem będziemy mieli lepsze warunki szerzej porozmawiać na tematy zawarte w moich przekazanych mu wstępnie pytaniach. Tak też się stało. Okazało się, że wspomniany Leon Szyfman mieszka na ulicy Złotej w Warszawie, niedaleko mieszkania na ulicy Hożej mojego kuzyna płk. Jana Wiśniewskiego, do którego wcześniej już trafiłem i który zaopiekował się mną jako sierotą którego matka okazała się przyjaciółką mojej matki która ówcześnie już nie żyła.. Ówcześnie w zburzonej w większości Warszawie nie było trudno znaleźć położonej przy ulicy Marszałkowskiej, ulicy Złotej i samotnie stojącego domu z mieszkaniem dr Leona Szyfmana. Nastąpiło to zaraz na drugi dzień po wspomnianej rozmowie. Dr L. Szyfman mieszkał w dość dużym mieszkaniu, a w jednym pokoju miał od podłogi aż po wysoki sufit wielką ilość zebranych książek. I to w wielu językach.

Mojego rozmówcę na początku interesowało jak udało mi się trafić na tak reprezentacyjne posiedzenie jak zjazd stowarzyszeń przyjaźni z narodami radzieckimi i to wspomnianych stowarzyszeń z całego świata. Wyjaśniłem mojemu rozmówcy, że nastąpiło to na skutek nawiązania kontaktów z mgr Tadeuszem Książkiem- sekretarzem generalnym Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaźni Polsko – Radzieckiej. A czy to Twój znajomy? – zapytał zdziwiony pan Leon. Teraz to znajomy,-odpowiedziałem ale przed moją wizytą u niego kilka miesięcy temu już jako asystenta naszego wspólnego szefa prof. A. Schaffa, to znajomym moim nie był. Wtedy dopiero poznaliśmy się. Nawiązałem z nim kontakt i w dużej mierze z mojej inicjatywy pojechałem do ZSRR na wspomniany zjazd stowarzyszeń przyjaźni z całego świata. natomiast na samym zjeździe gdzie udało mi się poprosić prof. Artobolewskiego (imienia nie pamiętam ), abym mógł przy okazji tej mojej wizyty odwiedzić Syberię. Samego Artobolewskiego – zdziwił się dr L. Szyfman. Wyjaśniłem, że do wspomnianego prof. Artobolewskiego, będącego przewodniczącym Towarzystwa Przyjaźni Radziecko – Polskiej, zatem odpowiednikiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko – Radzieckiej, dostałem list od Tadeusza Książka, który mu wręczyłem na wspomnianym zjeździe ale on był wcześniej uprzedzony o moim przyjeździe na wspomniane zebranie.. Natomiast po moim przemówieniu poprosiłem go o możliwość odwiedzenia Syberii. Dr Leon Szyfman nie mógł wyjść z podziwu, że w takim młodym chłopcu było tyle inicjatywy, pewności siebie i zdolności realizacji założonych celów. Tylko podziwiać – powtarzał kilka razy mój rozmówca w trakcie tej mojej pierwszej wizyty w jego domu. ( w którym odwiedziłem go jeszcze kilka razy).Ale ja chciałem głównie zweryfikować u tak kompetentnego człowieka jak dr L. Szyfman te sensacje i tajemnice, o których mi opowiadał płk – anonim na suto zakrapianych tylko dla niego naszych wspólnych kolacjach i obiadach, które odbyliśmy pierwszego dnia mego pobytu na radzieckiej ziemi w Moskwie.

Dr L. Szyfman był zdumiony moimi pytaniami. Ja zaś pytałem o bardzo trudne sprawy ówcześnie ale i współcześnie.(celowo współcześnie przemilczane) Zapytałem po pierwsze, czy prawdą jest, że gdy na terenie ZSRR na skutek porozumienia J. W. Stalina i W. Sikorskiego odbywała się rekrutacja do armii polskiej, która od początku dowodzona była przez gen. W. Andersa, i, że wtedy polscy komuniści, którzy grupowali się na ziemi radzieckiej wokół polskiego komunisty Jakuba Bermana, całkowicie bojkotowali realizację tej inicjatywy polskiego rządu usytuowanego w Londynie. Ponieważ dr L. Szyfman prosił, abym sformułował wszystkie pytania, to zadałem od razu następne pytanie, dotyczącego tego, czy prawdą jest, że po wyprowadzeniu za zgodą rządu radzieckiego wojska polskiego z ziemi radzieckiej, czołowi komuniści polscy na czele z Jakubem Bermanem zaproponowali J. Stalinowi sformułowanie polskich batalionów w radzieckich pułkach, jako specyficzny sposób na wnoszenie przez Polaków mieszkających na ówczesnej ziemi radzieckiej ich wkładu wojskowego w odparcie agresji hitlerowskiej na ZSRR i tym samym rozgromienie hitlerowskiego agresora. Pytałem też czy prawdą jest, że ta propozycja takiego rozwiązania udziału przedstawicieli narodu polskiego w walce z agresją hitlerowską, ściśle skorelowana była z propozycją J. Bermana i innych komunistów polskich, usytuowania po II wojnie światowej Polski jaklo XVII Republiki Radzieckiej. Inne pytanie dotyczyło tego, czy prawdą jest, że obok propozycji komunistów polskich na czele z J. Bermanem, też komunistka polska Wanda Wasilewska, sformułowała wobec propozycji Bermana inny sposób zapewnienia udziału przedstawicieli narodu polskiego, mieszkających na ziemi radzieckiej w walce z hitlerowskim okupantem. A mianowicie, nie utworzenie polskich batalionów w radzieckich pułkach, a stworzenie polskiego pułku, a potem armii na ziemi radzieckiej, złożonej z wszystkich Polaków i Polek chcących walczyć z hitleryzmem, a w późniejszym czasie, utworzenie względnie samodzielnego państwa polskiego na ziemiach od Bugu do Odry i od Bałtyku do Tatr. Oczywiście państwa polskiego powiązanego ścisłym sojuszem przyjaźni i współpracy z ZSRR i ściśle rzeczywiście współpracującego z radziecką państwową podstawą jego istnienia ale nie będącego XVII Republiką Kraju Rad.

Dr L. Szyfman był zdumiony zakresem moich pytań, ale też ich specyficzną treścią, opartą na faktach, o których wówczas do dnia dzisiejszego w naszej ojczyźnie się specjalnie nie pisało i nie mówiło. Skąd u Ciebie taka znajomość tych spraw? -pytał zdumiony moimi pytaniami dr L. Szyfman. Wszystkiego tego dowiedziałem się od wspomnianego płk. –anonima, -odpowiedziałem który całe popołudnie i wieczór nie tylko mi opowiadał o tych sprawach jako przez siebie nie tylko zasłyszanych, ale który w wielu w rozmowach na te tematy po prostu brał udział tak jak w przedstawionych wydarzeniach też brał bezpośredni udział. Dr L. Szyfman dziwił się, że wspomniany rozmówca tyle mi naopowiadał i to o sprawach, o których często się mało pisze, a nawet mówi we współczesnych czasach. Uznał też, że trzeba przyznać, że mój rozmówca był nie tylko kompetentny, ale na dodatek dość obeznany w tematach o których mi opowiadał. Faktycznie z inicjatywy polskiego rządu londyńskiego sformułowano na terenie ZSRR dość dużą armię polską pod kierownictwem W. Andersa, którą następnie za zgodą J. Stalina, a na wniosek W. Sikorskiego- premiera rządu londyńskiego RP – została przez wspomnianego Andersa wyprowadzona z ziemi radzieckiej do ówczesnych kolonii brytyjskich na bliskim Wschodzie, a która potem wzięła udział w inwazji wojsk sprzymierzonych dążących do pokonaniu osi włosko – niemieckiej na terenie Półwyspu Apenińskiego. Prawdziwa też zdaniem Szyfmana była przekazana mi informacja, że komuniści polscy przebywający w ZSRR, należący do komunistycznej partii rozwiązanej przez Komintern w 1938 roku, z zarzutem przeżarcia wspomnianej polskiej partii komunistycznej przez agenturę polskich kapitalistycznych sił policyjno – wojskowych, odnosili się do kreacji tej armii nie tylko krytycznie, ale totalnie wrogo i nie uczestniczyli masowo i w szerszym zakresie w jej powstawaniu i rozwoju. Natomiast były jednostki ze społeczności polskiej o poglądach lewicowych którzy nie tylko do tej armii wstąpiły ale razem z nią opuściły ziemie radzicką i znalazły się w koloniach brytyjskich na bliskim wschodzie. A potem obok armii angielskiej wyzwalały Włoch od tutejszych i napływowych faszystów. Do takich należy dla przykładu wybitny , współczesny poeta polski Władysław Broniewski z którym razem przygotowujecie na jednym z kilku kursów robotników na dyrektorskie stanowiska. A więc lepiej niż ja o tych sprawach on potrafi Ci opowiedzieć. Zwłaszcza, że o ile wiem trochę o wspomnianym poecie to zapewne Ci opowieści na te tematy nie odmówi

Jeśli chodzi o Jakuba Bermana to jest on po II wojnie światowej czołowym członkiem Biura Politycznego rządzącej PZPR-objaśnił mi na tej konsultacji dr Leon Szyfman. O nim lepiej niż ja opowie Ci nasz wspólny szef prof. dr. hab. Adam Schaff. Na tym skończyła się nasza rozmowa dotycząca mojej wizyty w ZSSR i usłyszanych tam sensacji na temat kulisów narodzin PRL. Nigdy więcej w naszych rozmowach do tych spraw nie wracaliśmy.

 

Pod znakiem nowej próby zweryfikowania sensacji pułkownika-anonima przez znanego poetę Władysława Broniewskiego

Wiedziałem, że współuczestnik moich systematycznych podróży do Łącka gdzie zlokalizowany był jeden z robotniczych kursów przygotowujących jego uczestników do pracy na kierowniczych stanowiskach w polskich fabrykach nie odmówi mi podzielenia się ze mną wspomnieniami z jego pobytu w czasie II wojny światowej na radzieckiej ziemi i weryfikacji przywiezionych z radzieckiej ziemi sensacji. Wybitny polski poeta Władysław Broniewski w czasie naszych samochodowych podróży przydzielonym nam samochodem lubił mnie dużo młodszemu pasażerowi wspólnych podróży opowiadać o swoim życia i ważnych jego wydarzeniach. Już wcześnie jego opowieści o pobycie w ZSSR zajmowały w tych opowieściach znaczące miejsce. Teraz razem miałem szanse dokładniej podpytać poetę o interesujące mnie sprawy. Już w czasie najbliższej wspólnej jazdy do Łącka zadałem pierwsze pytanie mojemu towarzyszowi samochodowej podróży: czy jako człowiek o orientacji lewicowej, nie miał oporów przed wstąpieniem do armii gen. Andersa, a zwłaszcza przed opuszczeniem razem z nią terytorium ZSRR, zamiast walczyć u boku armii radzieckiej ze wspólnym wrogiem? Rozmówca wyjaśnił mi wtedy, że dla niego było wszystko jedno jaka była armia polska, która formułowana była z ideą walki z hitlerowskim najeźdźcą, bo liczyła się tylko możliwość podjęcia walki zbrojnej z hitlerowskim okupantem na dowolnej ziemi a szczególnie z perspektywą jej kontynuacji na naszej ziemi ojczystej. Jako młody człowiek –stwierdził mój rozmówca -wstąpiłby do każdej polskiej armii formowanej w ZSRR, której celem sformułowania miała być walka zbrojna z hitlerowskim najeźdźcą wcześniej dokonanej napaści na ziemie polskie, a w czasie wstępowania do armii polskiej na ziemi radzieckiej na ZSRR ziemie polskie brutalnie okupujący. Wszystko inne –zdaniem mego rozmówcy-było nieważne. Liczyła się tylko możliwość podjęcia skutecznej walki z hitlerowskim najeźdźcą na naszą ojczyznę tym razem toczącego śmiertelny bój z krajem radzickim. Zdaniem mojego rozmówcy, do wybaczenia i zapomnienia kwalifikowało się nawet to, że we współdziałaniu z hitlerowskim najeźdźcą rozbioru Polski na rozkaz Stalina dokonał ówczesny ZSRR. To była historia. Natomiast najważniejsza była wtedy współczesność. I przyszłość Dlatego bez jakichkolwiek wahań mój rozmówca wstępował do stworzonej na podstawie porozumienia Stalina z Sikorskim, ówczesnym premierem polskiego rządu na ojczyźnie, do armii polskiej, którą organizował i przygotowywał do walki z hitleryzmem gen. Władysław Anders. W przeciwieństwie do kilku znajomych Polaków znajomych mego rozmówcy o lewicowych poglądach i inaczej rozumiejących interesy narodu polskiego, odniósł się mój rozmówca do decyzji wyprowadzenia z terenów ZSRR armii polskiej na bliski wschód. Osobiście W. Broniewski –stwierdził w tej rozmowie, że nie cieszył się z takiej decyzji, ale też nie sprzeciwiał się jej i nie rezygnował na tej podstawie ani z noszenia polskiego munduru, ani z możliwości walki z hitleryzmem na innym niż rosyjskie terytorium froncie. Dlatego też z pewnymi rozterkami, ale bez decyzji wystąpienia wojska Polskiego utworzonego w ZSRR, pomaszerował pod dowództwem W. Andersa poza ZSRR, a potem włączył się do intensywnej walki o wyzwolenie Włoch z hitlerowskiej okupacji.

Jeśli w tej części naszej rozmowy przekazane przeze mnie informacje dotyczące decyzji wyprowadzenia armii polskiej z ZSRR przez Sikorskiego i Andersa nie budziły u mojego rozmówcy wątpliwości, to przekazane przeze mnie informacje o zamiarach Jakuba Bermana i komunistów polskich utworzenia na radzieckiej ziemi polskich batalionów w radzieckich pułkach i niechęci wspomnianych komunistów do utworzenia polskiej armii u boku armii radzieckiej, wywołały zupełnie inną już reakcję, niż wcześniejsze pytania dotyczące wstąpienia W. Broniewskiego do armii dowodzonej przez W. Andersa i wyprowadzenia tej armii z radzieckiego terytorium. Sensacją dla niego w tej rozmowie było tez to, że na czele komunistów polskich opowiadających się za udziałem Polaków w walce zbrojnej, wyłącznie w batalionach polskich wchodzące w skład radzieckich pułków, był Jakub Berman. Podobnie jak konsekwencja tego w postaci przyjętego założenia, iż w wyniku II wojny światowej, miała powstać nie Polska o ograniczonej suwerenności, a Polska będąca XVII Republiką Radziecką funkcjonującą w strukturze ZSRR. Inną dla niego sensacją było to, że też komunistka polska Wanda Wasilewska wbrew komunistycznej większości swoich kolegów, nie tylko zaproponowała, ale doprowadziła do decyzji umożliwiającej Polakom o lewicowej orientacji ale też wszystkim innym w tym części komunistów polskich, powołanie zrazu dywizji, a potem armii polskiej walczącej u boku armii radzieckiej, aż do rozgromienia hitlerowskiego najeźdźcy łącznie z zajęciem u boku armii radzieckiej Berlina. Okazało się, że o wszystkich tych problemach w sposób ograniczony i dość jednostronny poinformowany był mój ówczesny rozmówca. Twierdził natomiast, że musi rozszerzyć swoją wiedze na te tematy albowiem taka wiedza zupełnie inaczej kreuje podstawy do rozumienia dziejów najnowszych naszej ojczyzny i kształtu stosunków polsko – radzieckich.

Nasza wstępna rozmowa w aucie w czasie jazdy samochodem z Warszawy do Łącka pociągnięta została przez mojego zaszokowanego moją informacją rozmówcę i została przedłużona przy powrocie do Warszawy do rozmowy z nim ale już w jego domu w Warszawie. W każdym razie z rozmowy tej wynikało, że W. Broniewski opowiadał się szczerze, otwarcie i jednoznacznie za umacnianą współpracą polsko – radziecką, jako ważną podstawą naszych narodowych interesów po II wojnie światowej, ale był całkowicie przeciwny swoistej filo-radzieckiej, który parę lat po II wojnie światowej niektórzy znani mu młodzi ludzie próbowali wnieść na piedestał na tutejszym uniwersyteckim terenie. Nie podzielał ich poglądów i orientacji.

Przypisy:

  1. W 2022r. wydałem nowy wariat mojej autobiografii pod tytułem „Tajemnice profesora pedagogiki” Wydawnictwo Fundacji Innowacja” Warszawa 2021r.W publikacji tej celowo pominąłem kilka drastycznych elementów moje biografii które zamierzam uzupełnić w jej nowym wydaniu ale wcześniej przedstawić je Czytelnikom „Przeglądu Dziennikarskiego” a tym samym aby dokonać ich czytelniczej weryfikacji. Ten tekst to jedno z takich uzupełnień wspomnianej mojej biografii. Jest to tym ważniejsze, że brakuje współcześnie na te tematy rzetelnych publikacji naukowych. Czekam na reakcje czytelników ”Przeglądu Dziennikarskiego” na moje publikacje na te temat. Proszę je przysłać na mój adres internatowy: wojtekfranciszek @ wp.pl. Za najciekawsze listy do mnie na te tematy prześlę autorom korespondencji dotychczasowe wydanie mojej biografii.

2.Wyjazd ten miał miejsce w 1948 r.

  1. Auror tego tekstu od wczesnej młodości sporządza zapisy ważnych wydarzeń jego życia i na tej podstawie przedstawia obecnie ich przebieg.
  2. W tym czasie byłem kapralem podchorążym delegowanym na studia wyższe a ściśle do Akademii Nauk Politycznych (ówczesnej uczelni państwowej w Warszawie )w z Oficerskiej Szkoły Wojsk Technicznych Lotnictwa a więc nosiłem mundur wojsk lotniczych odpowiedniego koloru.
  3. Jako pracownik Katedry Materializmu Dialektycznego i Historycznego Akademii Nauk Politycznych w Warszawie dojeżdżałem– do miejscowości koło Płocka gdzie był zlokalizowany jeden z kursów przygotowujących robotników na stanowiska dyrektorów zakładów przemysłowych. Wykładałem im filozofie marksistowską. Dojeżdżałem tam samochodem razem ze znanym poetą Władysławem Broniewskim który wykładał na tym kursie historie literatury.
Poprzedni artykułKsiążki warte polecenia: „Poezja Rainera Marii Rilkego w tłumaczeniu W. Hulewicza”, „Metanoia” Z. Kosiorowskiego, „Rymy poważne i niepoważne” R. Lipczuka
Następny artykułPiramidy na ustrońskiej Równicy
Wojciech Pomykało
Prof. dr hab. Wojciech Pomykało - pedagog, doktor habilitowany nauk społecznych w zakresie pedagogiki, nauczyciel akademicki Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie, specjalista w zakresie teorii wychowania. Specjalizuje się m.in. w antropologiczno-filozoficznych podstawach edukacji oraz interdyscyplinarnych studiach dotyczących kształtowania osobowości człowieka XXI wieku. Od kilkudziesięciu lat zajmuje się problematyką teorii wychowania ze szczególnym uwzględnieniem kreacji wizji człowieka, a zwłaszcza Polki i Polaka nadchodzących czasów. W wieku 19 lat zdał z pierwszą lokatą egzamin konkursowy na asystenta prof. Adama Schaffa ( ówczesnego czołowego polskiego filozofa) i podjął pracę w jego Katedrze. W 1972 roku ukończył studia na Akademii Nauk Społecznych w Warszawie. W 1976 uzyskał w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie stopień naukowy doktora. Jego praca doktorska była poświęcona determinantom kształtowania osobowości Polaka obecnych i nadchodących czasów. W latach 1961–1989 redaktor naczelny tygodnika „Oświata i Wychowanie”. Autor jedynej w Polsce po II wojnie światowej Encyklopedii Pedagogicznej, sprzedanej w nakładzie 150 tys. egzemplarzy. W latach 1996-2010 prof. W. Pomykało kierował stworzoną przez siebie Wyższą Szkoła Społeczno-Ekonomiczną w Warszawie. Od 2012 roku jest członkiem Komitetu Naukowego corocznej międzynarodowej konferencji prawników i innych przedstawicieli nauk społecznych, organizowanych w Sejmie RP przez Uniwersytet im. Jana Kochanowskiego w Kielcach poświęconych interdyscyplinarnie traktowanym prawom człowieka. Dnia 19 lutego 2021 r. w przeddzień 90 rocznicy urodzin, otrzymał od czołowego uniwersytetu w Kijowie „Ukraina” tytuł „Honoris Causa”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here