Wien, Fleischmarkt 7

0

Ten adres anonsuje dosłownie „Targ Mięsny“, ale ten tekst nie będzie mówił o rzeźniach, mięsożernych ludziach i wegetarianach. Po prostu jest to stara nazwa ulicy w centrum Wiednia. Tak nazywa się od XIII w. Mieści się tu od dawien dawna przykładowo również cerkiew prawosławna kościoła greckiego.

A 100 m od niej stanąłem na wąskim trotuarze, gdyż (vide tytuł) przy „Targu Mięsnym nr 7“ zachwyciła mnie fasada tego kilkupiętrowego domu. W Wiedniu można w wielu miejscach oglądać takie fasady, ale ta rzuca się w oczy „wypieszczeniem“ ornamentycyjnym. Stoję przed nią na przeciwległym chodniku, aby móc lepiej ją obejrzeć. Ulica nie należy do tych najszerszych i trzeba zadzierać głowę, by ten dom systematycznie i dokładnie, step by step, kontemplacyjnie obejrzeć. Szukam najlepszego punktu topograficznego, by globalnie oglądnąć to piękno.

Okazuje się, iż stoję w ważnym historycznie miejscu dla handlu austriackiego. Oczywiście korzenie (dosłownie!) tego handlu nie tkwiły tu, lecz w krajach zamorskich, koloniach administrowanych przez europejskie imperia. Tu, w tym domu, urodziło się i rządziło imperium firmy „Julius MEINL“ (wymowa „majnl“) od 1862 roku. To były czasy! Cesarz Franciszek Józef, nadzieja narodu, był młody, jego żona Sissi przepiękna, on jeszcze nie przegrał wojny z Prusami, wierzył w rozwój olbrzymiej monarchii austro-węgierskiej, zajmującej niemal ćwierć Europy.

Studiując oczyma fasadę, dowiaduję się wiele już z samych płaskorzeźb na niej. Wchłaniam historię. Reliefów jest trzy i od lewej tworzą niemal komiks dla tych, którzy wizualnie chcieliby prześledzić drogę ziarnka kawy od plantacji do filiżanki płynu w kawiarni.

Zadzieram głowę: patrzę na półnagiego robotnika na plantacji w Brazylii. Klęczy, zbierając ziarna kawy. Nad nim stoi też półnaga bogini handlu (ją upał też dotyczy), błogosławiąc powabnie robotnikowi przy znojnej pracy.

Z Afryki przewieziono do Brazylii w czasach handlu niewolnikami 37% czarnych robotników, przetransportowanych na kontynent obu Ameryk! Płynęli nie tylko do USA! Na drugiej płaskorzeźbie robotnik upycha ziarna zielonej kawy do worka. Na jutowym worku wypalono inicjały „JM“, gdyż to był transport przeznaczony właśnie do Austrii, do firmy „Julius Meinl“! Aby nie było wątpliwości. Nad zmęczonym robotnikiem stoją energiczni marynarze, czekając niecierpliwie na wypłynięcie ich statku wiozącego worki kawy z portu Santos (naprzeciw Rio de Janeiro) do austriackiego Triestu.

Trzeci ornament również pięknie wykonany ukazuje nam eleganckie damy i towarzyszących im panów, pijących aromatyczną kawę z porcelanowych filiżanek, importowanych z Chin. Cały ten trójczęściowy komiks ze stiuku pachnie znojną pracą, przebrzmiałą elegancją wiedeńskich salonów, frywolnych operetek oraz powabnego szumu jedwabnych spódnic.

A co świadczy o przeszłości tej pedagogicznej fasady?

Są to herby wykonane nader starannie z mozaiki wielokolorowej. Są to herby trzech europejskich metropolii: Hamburga, Triestu oraz Londynu.

Kawę bowiem wożono statkami z południowej Ameryki albo do Niemiec (Hamburg), albo do Wielkiej Brytanii (Londyn), albo do jedynego portu austriackiego, jakim był do czasu pożogi I Wojny światowej Triest.

Statek z Brazylii wpływał na Adriatyk i brał kurs na północ. Wenecja była zawsze włoska, ale Triest był austriacki. Do 1918 roku Austria miała dostęp do morza! Miała flotę nie tylko handlową, lecz również wojenną. Ale ten aspekt to już tempi passati… w dziejach Austrii.

Herby Londynu i Hamburga pozostały do dziś takie jak na fasadzie tej kamienicy, stojącej niedaleko od katedry św. Stefana. Natomiast zmienił się herb Triestu. Tu, zadzierając głowę, widzę w dolnej części herbu pionową lancę, włócznię, dzidę – jest ona do dzisiaj od dawna na nim. Natomiast Włosi usunęli u góry dumnego herbu Triestu dwugłowego czarnego orła austriackiej monarchii. Już orła tam w „rogu“ Włoch, bliziutko słoweńskiej granicy – nie ma. Orzeł musiał odlecieć z powrotem do Wiednia.

A tu w Wiedniu, wysoko pod dachem fasady odczytuję złote litery upamiętniające świetną firmę: „JULIUS MEINL‘S KAFFEE IMPORT“. Złoto jest o dziwo świeże, nie wyblakłe. Ponieważ tu nie mogę się napić kawy, idę pół kilometra dalej i minąwszy katedrę św. Stefana, wchodzę do najważniejszego adresu firmy: Am Graben. To największe delikatesy i kawiarnia „Meinl“. Tu kawa smakuje najbardziej snobistycznie.

Pijąc czarny aromatyczny napój, oglądam nowe logo firmy: podłużny fez, symbolizujący import kawy z egzotycznych terenów. Ten faz to jedyna pozostałość po innym klasycznym logo firmy: od 1924 roku był nim młody Murzynek w czerwonym fezie.

Ale w ramach political correctness usunięto Murzynka! Pozostał samotny fez z frędzelkiem. Nie wiadomo dlaczego. Nikt Murzynka nie obronił. Takie czasy. Tak działa „PC“, political correctness! Dla mnie ten skrót oznacza jedno: „Pukać Czoło“.

Poprzedni artykuł„Kochajcie milion razy mocniej naszą Ojczyznę Polskę, niżli ja ją kochałem”
Następny artykułJanusz Rajchman (1922-2011)
Wiesław Piechocki, doktor romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego, nauczyciel, autor publikacji, dziennikarz. Stopnie kariery w UW: asystent, starszy asystent, adiunkt. Studiował ponadto w Paryżu na Sorbonie, we Włoszech (Perugia) oraz w Rumunii (Braszow). W czasie PRL publikował tłumaczenia utworów następujących poetów: Luciana Blaga (z rumuńskiego) oraz Eugenio Montale (z włoskiego) w „Literaturze na Świecie“. W 1981 wyemigrował z powodów politycznych wraz z rodziną przez Norwegię do Austrii. W latach 1982-2012 pracował jako nauczyciel w jedynym liceum w Księstwie Liechtenstein, w stolicy Vaduz. Nauczał w języku niemieckim francuskiego, łaciny oraz włoskiego. Wiesław Piechocki jest autorem: „Mini-Rozmówek Francuskich“, 1979; zbioru reportaży „Okolice“, 2005 oraz wspomnień „Lustro mojego czasu“, 2022. Jego wiersze znalazły się w antologii „Poezja naszych dni“, 2023. Na emigracji zamieścił setki reportaży, esejów o kulturze i sztuce w periodykach polonijnych: „Nowy Kurier“ Toronto; „Nowy Dziennik“ Nowy Jork; „Jupiter“ Wiedeń; „Panorama Polska“ Edmonton; „Nasza Gazetka“ Zurych. W języku niemieckim zamieścił 530 artykułów o tematyce kulturalnej i historycznej oraz 50 artykułów całostronicowych o dynastii Liechtenstein w lokalnej gazecie „Volksblatt“, ukazującej się w Vaduz, stolicy monarchii w latach 2000-2010. W 2015 otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski od prezydenta Bronisława Komorowskiego na wniosek ówczesnego ambasadora RP w Bernie, Janusza Niesyto. W latach 1981-2018 mieszkał z rodziną na zachodzie Austrii, blisko granicy z Liechtensteinem i Szwajcarią, od 2018 mieszka w Wiedniu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj