Dla mnie Autorka – pani Krystyna Gucewicz – była dotąd przede wszystkim znakomitą poetką. Równie doskonałą w publicystyce. Podziwiałem Jej niespożytą energię, gdy i ja pisywałem w Expressie Wieczornym. Ona wtedy niepodzielnie rządziła w Gazecie „kulturą”, wyznaczając swoim pisaniem trendy jej rozwoju w Warszawie ( i nie tylko !). Jak widać – ze swego zapału i talentu nie straciła nic! Przeciwnie, tym razem bryluje niezwykle ciekawą prozą, czego dowodem jest Jej najnowsza książka – „Wakacje gwiazd w PRL”.
Polecam tę książkę WSZYSTKIM (zwłaszcza tym, którzy nie pamiętają tamtych „niesłusznych” czasów, ale i tym, którzy je przeżyli). Książka jest po części satyrą, a przede wszystkim kroniką towarzyską i swego rodzaju dokumentem literackim „historycznej” wagi. Opisuje, jak artyści w „PRL-u” spędzali wakacje!
Tę wielostronicową opowieść czyta się jednym tchem! A wcześniej ogląda zawarte w niej zdjęcia, pochodzące nie tylko z archiwum autorki.
Krystyna Gucewicz zdradza w książce przeróżne „tajemnice” z życia popularnych w przeszłości sław ze świata kultury, które mimo tego, że działały w PRL-u, pozostaną na zawsze WYBITNYMI ARTYSTAMI, gdyż nie da się ich, ot tak po prostu wykreślić z „panteonu” polskiej kultury. No, bo czy da się – przykładowo – pominąć Kopalińskiego, który naprawdę był wielką osobowością, a ludzie uganiali za jego książkami! Nie da się również skreślić Marii Dąbrowskiej – pisarki cenionej jeszcze przed wojną, a nie tylko w PRL-u!
W tej plejadzie opisanych przez autorkę gwiazd spędzających swoje urlopy znajduje się także m.in. Maryla Rodowicz, Stefania Grodzieńska, Barbara Wachowicz, Bogusław Kaczyński, Wojciech Młynarski! Wspaniały jest opis jego „zagubienia się w Kościeliskiej”. Gucewicz ironizuje z tego wydarzenia, jak ongiś potrafił to robić np. Witold Gombrowicz!
Niezwykle sugestywnie opisany też został w książce niezapomniany (nadal żywy poprzez swoją spuściznę) Eryk Lipiński, kiedyś red. nacz. „Szpilek” i twórca Muzeum Karykatury w Warszawie!
Gucewicz przypomina jego słynny dowcip, jak „Góral przemyca przez granicę walizkę gipsowych główek Lenina…
Po co wam to? – pyta celnik. – Jak to po co? Mam strzelnicę w Poroninie…
Zresztą Muzeum Lenina w Poroninie „zwiedzało i odwiedzało” wielu turystów. Niektórzy z nich przysięgali – według Krystyny Gucewicz – „że wisiał tam zegar z kukułką, z którego co godzinę z okienka wyskakiwał Lenin, wołając: – A kuku, a kuku!”
Gucewicz przypomina też, jak to Eryk Lipiński zasłynął kiedyś zabawną prowokacją w jednej z gazet. Do kącika turystycznego przysłano rysunek pomnika Lenina z gołą głową ( jak wiadomo – Lenin chodził zawsze w czapce „leninówce”), więc musiała być… dorysowana.
W druku ukazał się wtedy w tej gazecie Lenin z dwiema czapkami, tę drugą trzymał w ręku…
Brawo Autorce za „TAAAKIE” przypomnienia! Jest w książce dużo tego typu anegdot. Zawsze była dziennikarką bardzo odważną; krytyczną wobec rzeczywistości, zwłaszcza wtedy, gdy pisała w Expressie „o kulturze”. Dziś szczególnie to doceniam i podziwiam!
W Jej „krzyżowym ogniu” znalazł się też m.in. Ernest Bryll, który swego czasu zręcznie zrymował w latach 60. ( także ODWAŻNIE) bożonarodzeniową malowankę „Po górach, po chmurach”. Jasełka Bryllowe przeszły zatem „do historii”, nie tyle z powodów artystycznych, co dla opowiadanej przygody biblijnego Adama z „wołem”. Woła grał wtedy Adam Michnikowski, Adama zaś – Mieczysław Czechowicz! A widownia szalała, gdy ta para pojawiała się na scenie!
Dlaczego o tym piszę? Gdyż warto sięgnąć po książkę, z której wynika, że TYCH „ODWAŻNYCH” i opisanych w książce artystów było bardzo wielu, znanych m.in. z ówczesnego telewizyjnego KABARETU STARSZYCH PANÓW.
Nie zabrakło więc w książce takich sław, jak m.in. Wiesław Gołas, Bohdan Łazuka i… dziesiątki innych osób, wówczas NIEZWYKLE lubianych i podziwianych, a którzy POPULARNYMI pozostali do dziś!
Ci wspomniani artyści jeździli przede wszystkim do Zakopanego! Spotkać ich można było na Krupówkach, w Atmie (u Szymanowskiego) i w wielu innych znanych i dziś miejscach.
Zakopane (I TAK POZOSTAŁO DO DZIŚ) nie tylko w PRL-u było „tyglem i maglem”, … miejscem licznych romansów, o których autorka także… donosi. Przypomina wydarzenia, którymi wtedy żyła „cała” Polska. Tam ciągle „coś się działo” (szczególnie w słynnym domu ZAIKS-u – „Halamie”), w nim nawet Magda Zawadzka z Gustavem Holoubkiem brali ślub, który miał być … „wielką tajemnicą” (a plotkowali o nim wszyscy).
Był jeszcze jeden taki DOM, w którym spotykali się wtedy wszyscy – „Harenda”, choć Zakopane ma nadal wiele takich sławnych adresów!
Nawet Chałubiński, Szymanowski, Kasprowicz, Makuszyński, Helena Modrzejewska, Henryk Sienkiewicz bywali w nich, jak się to kiedyś mówiło na „wywczasach”! (A Albert Chmielowski na modlitwach! – dodaje Krystyna Gucewicz).
Nie zabrakło też w książce opowieści o księdzu Tischnerze, który mawiał (cytuję Go za Autorką), że…
„Góralskie prawdy som trzy –
prawda,
tyz prawda i…
gówno prawda.
Amen”!
Nie tylko do Zakopanego jeżdżono w PRL-u, ale też np. do Ciechocinka. Stamtąd – przypomnę (tzn. przypomina autorka) – pochodził m.in. super duet (duo – jak napisała Gucewicz), który „bawił cały kraj” (Rinn i Czyżewski).
Przed laty Ciechocinek zafundował sobie nawet Festiwal Piosenki i Kultury Romów.
Ulubionym miejscem wyjazdów były też „w tamtych czasach” Karkonosze. Szczególnie do modnych Cieplic, Szklarskiej Poręby czy Karpacza. Podróże w tamte urokliwe miejsca Polakom (nie tylko artystom) WESZŁY W KREW! Co potwierdza choćby dowcip z książki Autorki:
W pociągu kandydat na sanatoryjnego Casanowę uwodzi pasażerkę.
– „Proszę pana, niech pan nie będzie taki natarczywy!
– Nie mam wyjścia, spieszę się – wysiadam na następnej stacji…”.
Gucewicz przypomina wiele takich żartów, i choć mają „taaaką” brodę, powtórzę je za Autorką; ot choćby ten „ze słynnej kanapy” Marii Fołtyn:
Halka (którą grywała na festiwalach wakacyjnych Maria Fołtyn) śpiewa w rozpaczy:
„– A dziecko tu, a ojciec tam!
Z widowni odzywa się wzruszony widz: – Nie płacz panna, biorę dziecko na wychowanie”
Albo: Młody pianista pyta nauczyciela muzyki: „– Panie Profesorze, jak mam to grać? – Dobrze!”.
Tego rodzaju dowcipy krążyły po „Kudowie, Polanicy, Dusznikach, Lądku” (też ongiś popularnych w Sudetach Kurortach). W nich królowała nie tylko Fołtyn, ale i niezapomniana Miecia Ćwiklińska. Potem Santor, a jeszcze później (albo wcześniej Maria Koterbska). Na jej śpiew kołysała się cała Polska: „w rytmie swinga”.
Odszedł Gomułka – wspomina Krystyna Gucewicz – przyszedł Gierek, a z nim „lekki zefirek” Zachodu: banany, coca-cola. W mediach (JAK DZIŚ W „JEDYNCE”) …sukcesy, osiągnięcia… Bawił wtedy nawet taki żarcik: „Radio nadaje trzy rodzaje wiadomości: informacje prawdziwe (kiedy podaje czas); prawdopodobne (do tych zalicza się prognozę pogody) i …nieprawdopodobne, CZYLI WSZYSTKIE POZOSTAŁE!!!
Zachęcam PT Czytelników do sięgnięcia po książkę Krystyny Gucewicz! Znajdziecie w niej Państwo „radę”, jak w małym fiacie posadzić 4 osoby? Normalnie – dwie z przodu i dwie z tyłu!
To znakomita lektura na pozostałe dni wakacji. A także odpowiedź na pytanie: kiedy w Polsce będzie lepiej?
Kiedy na czekoladzie Wedla napiszą – „ DAWNIEJ 22 LIPCA”! (Wtedy, o zgrozo – przypomina Autorka– wszystko sprzedawano w Polsce na kartki. Takie „historie” przemyca Krystyna Gucewicz między wierszami, pisząc o naprawdę wspaniałych artystach PRL-u.
Znalazła nawet miejsce na …Nikifora z Krynicy! Na KIEPURĘ i Martę Egerth, którzy krążyli między Warszawą – Krynicą, Hollywood, Berlinem i Paryżem.
Gucewicz utrwala nie tylko ich legendę, o której nie powinniśmy zapomnieć. Jest i o Grażynie Brodzińskiej i Mieczysławie Ptaku. O Himilsbachu i Maklakiewiczu! Marku Piwowskim i jego „Rejsie”. Jest i Karin Stanek ze swoim „Autostopem”. (Będzie wiózł nas dziś ten wóz (…)!
Osobiście ucieszyłem się, gdy znalazłem w książce Autorki wieści o świnoujskiej FAMIE (którą kiedyś współorganizowałem).
Podsumuję książkę przypomnieniem nieśmiertelnego Grechuty (nie dokazuj, miła, nie dokazuj, przecież nie jest z ciebie znowu taki cud …) A WŁAŚNIE, ŻE JEST! – Myślę o książce Krystyny Gucewicz!
Dzięki pani Krystyno za te przypomnienia, za Opole, Sopot i wiele innych festiwali! „Ale było i się zmyło!”. – Nie, dzięki pani NIE ZMYŁO SIĘ!
JEST NAWET KAZIMIERZ NAD WISŁĄ w pani książce, który też bardzo ukochali najwięksi polscy artyści (i to nie tylko w latach 70.).
Słowem – polecam WSZYTKIM Pani dzieło! O “barwnym” życiu w czasach socjalizmu, o Tymie, który wszystko wiedział LEPIEJ! O Stefanie Kisielewskim, który NIKOMU (jak Pani, pani Krystyno) NIE PRZEPUSZCZAŁ! (Walił zawsze „prosto z mostu”).
Śmiech to zdrowie – napisała Pani – ale to był śmiech „przez łzy”. A dziś wydaje się, że wszystko tak …szybko przeminęło! Powoli zapominamy, że piliśmy kawę „po turecku”, po czym wyjadało się „nieszczęsne” fusy, a kawę z expressu można było dostać tylko w barku Hotelu Europejskiego. Oby się już nigdy nie powtórzyły słowa, które także Pani przypomina. „Łatwo nie było, w sklepach pustki. Pyta naiwny: – Gdzie można znaleźć kawę? – W encyklopedii pod literą K”.
A jednak …„w Polskę idziemy…” śpiewał w kabarecie Dudka niepowtarzalny Wiesław Gołas!
O TAKICH ARTYSTACH I CZASACH jest to książka. Proszę pani Krystyno o dalsze jej części!
—
Krystyna Gucewicz: Wakacje gwiazd w PRL. Cały ten szpan, s. 446, br. Wydawnictwo „Muza”, Warszawa 2021. Książkę otwiera cytat (z „Buszującego w zbożu” J.D. Salingera „Lepiej nigdy nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie – zaczniecie tęsknić”. Ale było, minęło – i przypomnieć sobie warto (Karol Czejarek).











