Mój powrót do MKiS na dyrektora departamenu książki. Autobiografia Karola Czejarka, cz. 14

2

Pod koniec lata 1987r. trwały przygotowania do DNI KULTURY WARSZAWY w Moskwie. Zamierzaliśmy TAKIE DNI – jako władze Warszawy – zorganizować także w Pradze, Budapeszcie, Sofii, Berlinie Wschodnim i Zachodnim, w Paryżu i Helsinkach. W przededniu rocznicy swoich urodzin miałem ciężki wypadek samochodowy. Wracając wieczorem z pracy, zderzyłem się swoim wartburgiem z tramwajem i wylądowałem w szpitalu na Hożej, gdzie uratowano mi życie.

Gdy przebywałem już na rehabilitacji w Konstancinie, odwiedził mnie ówczesny wiceminister kultury i sztuki Kazimierz Molek i w imieniu min. Aleksandra Krawczuka i swoim, zaproponował powrót (po wyzdrowieniu) z Urzędu Miasta do Ministerstwa Kultury na dyrektora departamentu książki, na co oczywiście zgodziłem się! Zaszczytną funkcję objąłem z dniem 1 lutego 1988r.

Było dla mnie satysfakcją to, że moja droga zawodowa – od praktykanta w księgarni poprzez Składnicę Księgarską (a w COMUK byłem również dyrektorem Wydawnictwa COK) – doczekała się takiego uhonorowania!

Nawet w najskrytszych marzeniach nie zakładałem, że spotka mnie taki ZASZCZYT – zajmowanie się problematyką KSIĄŻKI w skali kraju!

Nigdy wcześniej, ani później nie otrzymałem tylu życzeń, wyrażanych najczęściej w formie …OCZEKIWANIA ode mnie na nowej funkcji konkretnych działań, m.in. od Andrzeja Wasilewskiego i Michała Jagiełły (z PIW-u), także od pani Barbary Przybyłowskiej, która w PIW-ie jako zastępczyni red. nacz. zajmowała się „przekładami”, oraz od p. Zofii Rybickiej – kierowniczki działu tłumaczeń literatury niemieckiego obszaru językowego. Życzenia nadesłali też: Andrzej Kurz (szef Wydawnictwa Literackiego), Jerzy Ziołek (dyr. Wydawnictwa Poznańskiego), nawet Stanisław Bębenek (prezes „Czytelnika”, choć „Czytelnik” – jako wydawnictwo spółdzielcze – nie podlegało Resortowi).

Gratulacje, które sprawiły mi satysfakcję otrzymałem też od Wiesława Rogowskiego – pisarza, z którym współpracowałem jeszcze w Szczecinie (red.nacz. „Głosu Szczecińskiego”), a potem w Warszawie (red. nacz. „Głosu Pracy” i jednocześnie przewodniczący Komisji Kultury CRZZ).

Napisali do mnie też i odwiedzili w departamencie: Jerzy Putrament i Jan Koprowski (z Tygodnika „Literatura”), Władysław Machejek – red. nacz. „Życia Literackiego” i jego zastępcy: Wojciech Pykosz i Bogdan Rogatko.

Gratulacje i życzenia złożyła mi też Zenona Macużanka (ówczesna redaktor naczelna dwutygodnika „Nowe Książki”). Nawet kilka dni po rozpoczęciu nowej pracy odwiedził mnie w moim gabinecie sam min. Krawczuk (JAKO PISARZ – jak wtedy podkreślił – a nie minister, choć wcześniej wręczał mi nominację).

Życzenia i gratulacje otrzymałem też od Wojciecha Żukrowskiego, Haliny Auderskiej, Jerzego Safjana, Piotra Kuncewicza i wielu innych znanych i cenionych pisarzy ze Związku Literatów Polskich, „prywatnie” także od pisarzy ze Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, m.in. od Jana Józefa Szczepańskiego. Napisał również kard. Franciszek Macharski, oczekując ode mnie „nowego i realnego” wsparcia wydawnictw kościelnych, której to Radzie wówczas przewodniczył.

Gremialnie odwiedzili mnie wtedy w budynku MKiS przy Krakowskim Przedmieściu także księgarze, z Tadeuszem Hussakiem, prezesem Stowarzyszenia Księgarzy Polskich, Kazimierzem Majerowiczem – dyr. nacz. Zjednoczenia Księgarstwa i moim b. szefem w Składnicy Księgarskiej – dyr. Bronisławem Palimąką na czele, życząc mi, abym nie zapomniał o zawodzie, z którego wyrosłem, co solennie im przyrzekłem i słowa oczywiście dotrzymałem.

Do dziś dumny jestem z faktu, że przyszło wtedy lub pisało do mnie naprawdę bardzo wiele osób (w tym także moi poprzednicy, panowie Skarżyński i Paciorkowski); odwiedził nawet Jan Dobraczyński oraz Bogdan Suchodolski – przewodniczący Narodowej Rady Kultury. Wszyscy ONI oczekiwali, że m.in.:

– pogodzę podzielone środowisko literackie (Stowarzyszenie Pisarzy Polskich ze Związkiem Literatów Polskich),

– zapewnię sprawne funkcjonowanie wydawnictw w Polsce i zadbam o to, aby:

– oficjalnie dopuszczono do publikacji także wydawnictwa z tzw. wówczas II obiegu (I TO SIĘ STAŁO),

– zwiększono produkcję papieru dla książek (gdy obejmowałem departament – w jego strukturze znajdował się także nadzór nad produkcją papieru i drukarniami w Polsce –(z wyjątkiem DSP w Warszawie),

– dokończono budowę nowej Biblioteki Narodowej na Polach Mokotowskich.

Domagano się także generalnego remontu „Domu Literatury” przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i Domów Pracy Twórczej Literatów w Oborach i Zakopanem.

Oczekiwano ode mnie wsparcia finansowego ze strony MKiS tzw. „nakładów deficytowych”, w tym tomików poetyckich i debiutów literackich,

– ograniczenia cenzury w pracy i działania Wydawnictw! (Co też nastąpiło, jak i wykonanie wymienionych wyżej oczekiwań).

Ponadto rozwiązane zostały problemy związane z podręcznikami szkolnymi, także publikacjami naukowymi, a zwłaszcza podręcznikami naukowymi!

Odpowiednie wsparcie uzyskały publikacje wydawnictw kościelnych, a środowisko wydawniczo-autorskie, bibliotekarskie (jako że biblioteki wtedy także znajdowały się w zakresie czynności dep. Książki).

W MKiS – dla realizacji powyższych postulatów – powołany został m.in. Fundusz Literatury i Socjalny dla środowiska literackiego.

Realnie zwiększone zostały możliwości zakupu nowości wydawniczych przez biblioteki publiczne!

Rozwiązana została kwestia opieki zdrowotnej i ubezpieczenia pisarzy.

Stosowne wsparcie środowisko pisarzy uzyskało też we współpracy z zagranicą, a księgarstwo nie zostało – jak wtedy planowano – połączone z RSW PRASA-KSIĄŻKA-RUCH!

 Wiele oczekiwań kierowały do mnie: Stowarzyszenia – tłumaczy, autorów, polskie Oddziały SEC i PEN-Clubu, które bardzo ostro krytykowały wówczas władze za zaniechania, opieszałość i zaniedbania wobec środowiska pisarsko-wydawniczego, w tym także za niedoinwestowanie drukarń w nowoczesne maszyny drukarskie oraz zakładów produkujących papier.

NIE WYMIENIĘ WSZYSTKIEGO, czego ode mnie z chwilą powrotu do MKiS oczekiwano. Podjąłem wszystkie w/w zagadnienia, gdyż były od dawna także moimi życzeniami i pewnie dlatego dano mi … szansę ich realizacji, którą podjąłem z pasją nie tylko w SŁUŻBIE KSIĄŻCE, ale naszej polskiej KULTURY, przecież liczącej się w świecie!

I z ręką na sercu mogę po latach powiedzieć, że bardzo dużo UDAŁO SIĘ ZREALIZOWAĆ. Z tych „życzeń” powstał plan działania, który zaakceptowało kierownictwo Resortu!

A zaczęliśmy z min. Kazimierzem Molkiem (którego jak najserdeczniej wspominam!) od starań, by znieść cenzurę wobec wydawnictw oraz stworzyć projekt nowego prawa autorskiego!

Jednym z naszych pierwszych działań było m.in. powołanie IZBY KSIĄŻKI, swoistej RADY składającej się z przedstawicieli Wydawców, ZLP i SPP i innych związków twórczych w obszarze książki, jak np. SKP (Stowarzyszenia Księgarzy Polskich), SBP (Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich), SAP (Stowarzyszenia Autorów Polskich), Tłumaczy i itd., itp.

Swoje zamierzenia (po ułożeniu ich w plan) jak zwykle konsultowałem szeroko z tzw. środowiskiem kultury, a szczególnie literacko-wydawniczym i księgarsko-bibliotecznym.

Udało się włączyć (i jak się okazało, od tamtej pory na stałe) dorobek polskich Wydawnictw do największych dotychczas na świecie Targów Książki, odbywających się nadal rokrocznie we Frankfurcie nad Menem. Zaznaczaliśmy też swoją obecność na WSZYSTKICH innych Targach Książki w świecie: w Lipsku, Moskwie, Buenos Aires i innych. Nie zaniedbując własnych – Warszawskich – w Pałacu Kultury i Nauki.

Na Targach we Frankfurcie nad Menem uzyskaliśmy wtedy dużą pomoc ze strony ówczesnego dyrektora Niemieckiego Instytutu Polskiego w Darmstadt – wybitnego znawcy i tłumacza literatury polskiej na j. niemiecki – Karla DEDECIUSA!

A wszystko to działo się w czasie, który był wówczas POLITYCZNIE bardzo trudny! Szczególnie od momentu, gdy dostałem „nadzór” ze strony „Solidarności” w osobie Jana Boguty. A ministra Krawczuka zastąpiła Izabela Cywińska. Znałem nową panią minister wcześniej, kiedy w Poznaniu była dyrektorem teatru, ale wtedy była zupełnie inną osobą! Z chwilą, gdy została ministrem w rządzie RP, stała się realizatorką gwałtownych zmian ustrojowych ( w kulturze potrzebne są ewolucyjne)! Np. ode mnie żądano wtedy likwidacji niemal wszystkich dotychczasowych tradycyjnych firm wydawniczych, na co NIE MOGŁEM I NIE CHCIAŁEM SIĘ ZGODZIĆ!

Zostałem więc zobowiązany do konsultowania wszystkich swoich projektów i zamierzeń (nim trafiały na kierownictwo resortu) z JANEM BOGUTĄ. Współpraca z nim układała się nawet dobrze, gdyż był Kimś z „branży” i naprawdę znał się na sprawach wydawniczych; wcześniej był szefem jednego z podziemnych wydawnictw – „Nowa”.

Zmienił się także wówczas wiceminister nadzorujący bezpośrednio mój departament. Min. Molka zastąpił w randze dyr. gen. MKiS pan Karpiński, człowiek apodyktyczny, prawnik, który na szczęście długo – podobnie, jak min. Cywińska – nie utrzymał się na stanowisku. Lecz, nim odeszli ze swych funkcji, zdążyli mnie odwołać z pełnionej funkcji, wręczając zwolnienie z pracy w MKiS ze skutkiem natychmiastowym!

Ale nie prosiłem panią Minister o nic i nie odwoływałem się od tej decyzji. Wyrok brzmiał: proszę od jutra nie przychodzić do pracy! Wszystko odbyło się w majestacie ówczesnego prawa (a raczej BEZPRAWIA), ale stało się i musiałem zacząć swoje życie zawodowe od nowa. Po raz kolejny!

Całe szczęście, że miałem swój zawód, byłem magistrem filologii germańskiej (po ukończonych studiach na Uniwersytecie Poznańskim) oraz świeżo upieczonym doktorem NAUK HUMANISTYCZNYCH Uniwersytetu Szczecińskiego w zakresie literaturoznawstwa! Ale mimo wszystko znalazłem się Z DNIA NA DZIEŃ w bardzo niekomfortowej sytuacji życiowej!

Ale wrócę jeszcze do swojej pracy w departamencie książki:

była niezwykle trudna (i nie do policzenia w godzinach), lecz ciekawa, a wręcz pasjonująca. Gdyż wiele udało mi się zrobić dla środowiska literackiego, w ogóle pisarskiego – dla autorów, tłumaczy, a PRZEDE WSZYSTKIM dla WYDAWNICTW, dla środowiska bibliotekarstwa, w ogóle dla rozwoju czytelnictwa i dla KSIĘGARSTWA!

W trakcie pełnienia „tamtej” funkcji poznałem setki nowych wspaniałych ludzi, których w żaden inny sposób bym nie poznał!

Wiele wówczas zadzierzgniętych przyjaźni przetrwało do dziś, jak choćby z Bogdanem Gustowskim (księgarzem i autorem „moich” wystaw książkowych), ze Zbigniewem Kosiorowskim, wydawcą i pisarzem ze Szczecina, Janem Koprowskim, a obecnie Jego synem – SZYMONEM (również jak Ojciec- pisarzem, a do tego świetnym rysownikiem), Marią Jaremek (księgarką i bibliotekarką, jeszcze z okresu „szczecińskiego”).

Do dziś cenię kontakty, m.in. z prof. Andrzejem Lamem (wybitnym tłumaczem, znawcą literatury polskiej i niemieckiej), Stanisławem Nyczajem (poetą, prezesem kieleckiego oddz. ZLP), Zbigniewem Okoniem – poetą (i…regionalistą z Rejowca, znawcą kultury polskiej Ziemi Lubelskiej), oraz z WIELOMA INNYMI; przy czym wymieniam w tym momencie tylko osoby żyjące i nadal aktywne.

Do grona bliskich i wspierających moje działania, należeli wówczas, m.in. Jan Edmund Osmańczyk, Wilhelm Szewczyk, Władysław Machejek, Bogdan Rogatko, Michał Sprusiński, Wojciech Pykosz, Andrzej Wasilewski, Krzysztof Gąsiorowski, Andrzej Strzelecki, Wojciech Siemion, Andrzej Kreutz-Majewski i naprawdę wielu innych, „najwspanialszych ze wspaniałych” (nie tylko dla mnie) pisarzy, wydawców, bibliotekarzy, księgarzy, publicystów, „BEZ RESZTY” oddanych Polsce LUDZI, WYBITNYCH INTELEKTUALISTÓW i TWÓRCÓW. Ale było, minęło…

W moich codziennych kontaktach byli oczywiście także politycy, a wśród nich i tacy, których zapamiętałem z jak najlepszej strony, przyjaznych sprawom ogólnie rzecz ujmując – kultury. Wymienię wśród nich, m.in. Henryka Hubera, z którym kontaktowałem się jeszcze w czasie swego pobytu w Szczecinie, a także później w Warszawie, gdy był najpierw zastępcą red. nacz. Wydawnictwa „Książka i Wiedza”, a potem szefem Wyd. Interpress; a jeszcze później polskim dyplomatą w Moskwie.

W mojej pamięci pozostanie też wiceminister Kultury i Sztuki Tadeusz Kaczmarek, Tadeusz Kielan, Krzysztof Kostyrko, Waldemar Świrgoń, ministrowie: Żygulski, Krawczuk, Tejchma, Motyka.

Zaliczam do tych osób także prezydentów Warszawy – Bolesławskiego, Szymborskiego i Dębickiego.

Spotkałem w departamencie książki znakomitych współpracowników, WSZYSTKICH, którzy w nim pracowali na czele z Kazimierzem Kochańskim, który był moim nieocenionym zastępcą, „do bólu” lojalnym, niezwykle pracowitym i inicjatywnym, znającym środowisko literackie i problematykę wydawniczą. Dziękuję Edwardowi Palińskiemu, który skutecznie z p. Bilińskim pracował – jako wicedyrektor mojego departamentu – na rzecz rozwoju bibliotek i czytelnictwa oraz budowy nowej Biblioteki Narodowej.

Wraz z moim przyjściem do departamentu wprowadziłem następujące porządki organizacyjne:

– w każdy poniedziałek wszyscy zbieraliśmy się u mnie w gabinecie, by określić zadania na kolejny tydzień (i rozliczyć się z dokonań tygodnia poprzedniego); wzajemnie też poinformować o napotykanych w trakcie realizacji zadań – problemach.

Każdy z moich współpracowników pracował (w ramach przydzielonych mu czynności) całkowicie samodzielnie, a gdy potrzebował mojej decyzji – miał do mnie dostęp niemal natychmiast, poprzez telefon wewnętrzny (z pominięciem sekretarki, zresztą znakomitej p. Lidii Karwacińskiej), który odbierałem osobiście.

Niezależnie od tego miałem zwyczaj codziennie rano (jeśli byłem w ministerstwie, a nie w delegacji) między 8:30 a 11:00 przejść się po pokojach i porozmawiać niemal z każdym o prowadzonych przez niego sprawach. (Sprawy sporne rozstrzygaliśmy zawsze kolektywnie, w większym gronie osób – często także i z doproszonymi z zewnątrz specjalistami z zakresu wydawnictw, produkcji papieru, modernizacji drukarń, zagadnień z zakresu bibliotekarstwa czy księgarstwa itd. itp.).

Ponadto z moim bezpośrednim przełożonym (gdy tylko był w gmachu ministerstwa) – wiceministrem Kazimierzem Molkiem, uzgadniałem sprawy, które wymagały jego akceptacji, bądź konsultacji. Często po godzinie 17:00.

Nie chcę dzisiaj zrzucać na nikogo winy lub po latach oskarżać kogokolwiek, ale nie do przyjęcia przeze mnie była – po zmianach osobowych w kierownictwie MKiS – propozycja ew. dalszej współpracy, oczywiście po podpisaniu nowej „lojalki” i zgody na likwidację wszystkich dotychczasowych „państwowych” wydawnictw, z wydawnictwem szkolnym, naukowym, PWRiL-em, PZWL-em na czele!

Żądano ode mnie też przekazania Domu Literatury przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie (jego tradycja sięgała jeszcze czasów Stefana Żeromskiego czy Jarosława Iwaszkiewicza) siedziby ZLP – Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich. NA TO WSZYSTKO NIE MOGŁEM SIĘ ZGODZIĆ! I NIE ZGODZIŁEM. Tak, jak na ew. rozwiązanie ZLP; stąd za swój sukces uważałem tylko jego czasowe zawieszenie, a nie rozwiązanie. Ale to nie było żadne bohaterstwo ani moje polityczne „widzimisię”. Tak po prostu uważałem w myśl zasady, że KULTURA, ZWIĄZKI TWÓRCZE, DZIALNOŚĆ KULTURALNA powinna być APOLITYCZNA! I tego przeświadczenia do dnia dzisiejszego, kiedy piszę te słowa (maj 2021) NIE ZMIENIŁEM! (Co w konsekwencji na pewno też zaważyło na zwolnienie mnie z pracy w MKiS oraz odwołanie ze stanowiska dyrektora departamentu Książki I Bibliotek.

Biblioteki bowiem stanowiły wtedy (i stanowią nadal) naturalne przedłużenie działalności wydawniczej. Kupują spore ilości nowości wydawniczych, udostępniając je mniej zamożnym czytelnikom, a wtedy także – po rozszerzeniu wachlarza swych zakresów gromadzenia książek – studiującym zaocznie ludziom i młodzieży. Zadbali o to,m.in.- mój zastępca ds. Bibliotek – dyr. Edward Paliński ze swoimi współpracownikami ( z p. Lucjanem Bilińskim na czele). DZIEKUJĘ WAM PANOWIE ZA TO.

Także swoim zastępcom, którzy w okresie mojej pracy w departamencie nadzorowali produkcję papieru w Polsce i rozwój (szczególnie ich technicznego doposażenia) DRUKARNI, zwanymi też nadal Zakładami Poligraficznymi (które Polska miała i MA znakomite)!

Jeszcze o kilku szczegółach po powrocie do pracy w Ministerstwie Kultury. Otóż pracę w departamencie zacząłem też od spotkania się z wszystkimi wydawnictwami w kraju na zebraniu ogólnym, poprzedzonym moim „roboczym” spotkaniem w każdym Wydawnictwie oddzielnie.

To samo dotyczyło też objazdu wszystkich oddziałów ZLP, jak i spotkań roboczych ze stowarzyszeniami autorskimi, tłumaczy, nowo powstałym Stowarzyszeniem Autorów Polskich, Polskim PEN-Clubem i SEC.

Nie udała mi się próba roboczych rozmów ze SPP, z ich strony była pełna ignorancja prób nawiązywania współpracy i kontaktów. Słuchali TYLKO WYTYCZNYCH I POLECEŃ płynących ze strony Związku Zawodowego SOLIDARNOŚĆ! Ale w swojej naiwności sądziłem, że to się KIEDYŚ ułoży! Do dziś – niestety – nie ma współpracy między obydwoma związkami! Ale zostawmy politykę, a wróćmy jeszcze do SPRAW WSPÓLNYCH w obszarze książki!

Chodzi o to, aby cena książki nie była obciążona nieustannie zmieniającymi się cenami papieru, usług poligraficznych, benzyny, prądu itp., a po prostu była niższa, a przez to dostępna dla młodej inteligencji, ludzi uczących się, DLA KAŻDEGO CZYTAJĄCEGO pragnącego poszerzać swoje horyzonty.

Aby istniała możliwość dofinasowania (poprzez Ministerstwo Kultury), wartościowych dzieł naukowych i oświatowych, podręczników szkolnych i akademickich, debiutów literackich, klasyki polskiej i obcej, książek służących nauczaniu j. obcych.

Chciałoby się, aby do witryn księgarskich i do półek bibliotecznych i domowych (ZWŁASZCZA DOMOWYCH!) wróciły – dostępne w każdej chwili – leksykony, różnego rodzaju słowniki, encyklopedie. A Pana Ministra Kultury i Sztuki (teraz także „dziedzictwa narodowego”) namawiam (tak, jak się buduje np. stadiony, udziela stypendiów sporowcom), na zainicjowanie, wzorem wcześniejszych różnych serii wydawniczych – BIBLIOTEKI STULECIA, składającej się z książek polskich i obcych, które w XX i XXI wieku stały się KANONEM wiedzy i życia.

Kiedyś miesiąc MAJ był miesiącem książki, DZIŚ WSZYSTKIE MIESIĄCE W ROKU POWINNY BYĆ „miesiącami książki”!

Traktujmy pracę z książką, jako coś niesłychanie ważnego i potrzebnego. Jako kluczowy problem polityki kulturalnej.

Stwórzmy nową – w każdym wydawnictwie – „Bibliotekę domową”, która do końca połowy tego wieku zapełni nasze półki: encyklopedią powszechną, SŁOWNIKAMI JĘZYKA POLSKIEGO, także słownikami dwujęzycznymi naszych sąsiadów + języka angielskiego; poradnikami życia codziennego i zawodowymi, a może też wybranymi dziełami literatury polskiej i obcej, które uczynią z nas (RZECZYWIŚCIE, a nie na papierze lub w intencjach) społeczeństwo OTWARTE, TOLERANCYJNE, WSPÓŁLIDERUJĄCE UNII EUROPEJSKIEJ I SZUKAJĄCE WSPÓŁPRACY Z INNYMI NARODAMI ŚWIATA!

A może przywrócić też dawny blask weekendowym kiermaszom książki?

Ciąg dalszy nastąpi…

…i będzie miał tytuł

„Postanowiłem zostać nauczycielem”

Poprzedni artykuł„Wakacje gwiazd w PRL” – Krystyna Gucewicz (recenzja)
Następny artykułEliminacje MŚ: Kolejni rywale do pokonania…
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

2 KOMENTARZE

  1. Zwykły śmiertelnik nie ma pojęcia ile mrówczej pracy wymaga kultura, jak i tu otwiera się puszka Pandory. Jednak dorobku, dumy, satysfakcji, spełnienia żadna gadzina nie zniweczy, przeciwnie wyzwoli gotowość do nowych wyzwań. Cenny, ciekawy dokument czasów.

  2. Zwykły śmiertelnik nie ma pojęcia ile mrówczej pracy wymaga kultura, jakie zdarzenia otwierają puszkę Pandory. Jednak dorobku, satysfakcji, spełnienia nie unicestwi żadna gadzina, przeciwnie wyzwoli gotowość do nowych wyzwań. Cenny, ciekawy dokument tamtych czasów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here