USA: klub prezydentów

0
55
Autor zdjęcia: Cezary P, Creative Commons Attribution-Share licence

Nazwa „Klub Prezydentów’ niewiele ludziom mówi. Co najwyżej tym, którzy latają samolotami kojarzyć się może z ekskluzywnymi salonami wypoczynkowymi na ważniejszych lotniskach międzynarodowych („Presidents Club”). Tymczasem Klub Prezydentów w Stanach Zjednoczonych jest nieformalną instytucją, w skład której wchodzą urzędujący prezydent oraz żyjący byli prezydenci USA. Jest to instytucja bardzo wpływowa, ale równocześnie nie osadzona ani w konstytucji amerykańskiej, ani w żadnym akcie prawnym. Jest to jednak instytucja zarówno prestiżowa, jak i skuteczna w działaniu.

Idea powołania „Klubu Prezydentów” zrodziła się w dniu zaprzysiężenia Dwighta Eisenhowera na prezydenta, 20 stycznia 1953 r. Zgodnie z tradycją Eisenhower zaprosił na tę uroczystość żyjących poprzedników. Było ich wówczas dwóch, Herbert Hoover oraz Harry Truman. Ci dwaj siedząc na platformie inauguracyjnej wdali się w rozmowę. W pewnym momencie wywiązała się między nimi następująca rozmowa:

– Uważam – powiedział Hoover do Trumana – że powinien pan utworzyć klub byłych prezydentów.

– Znakomicie. Pan będzie przewodniczącym, a ja sekretarzem klubu – odrzekł Truman.

Tak zrodziła się idea „Klubu Prezydentów”. W praktyce pomysł ten zrodził się wcześniej w 1945 r., kiedy w kwietniu 1945 r. po śmierci Franklina Delano Roosevelta na fotelu prezydenckim zasiadł wówczas wiceprezydent Truman. Truman był w lipcu i w sierpniu 1945 r. w Europie. Widział zniszczenia wywołane wojną i cierpienia głodującej ludności. Truman walczył na froncie w czasie I wojny światowej i pamiętał misje humanitarne pod przewodnictwem Hoovera. Teraz po zakończeniu II wojny światowej pomyślał, że Europa potrzebuje Super Hoovera, który stanie na czele programu amerykańskiej pomocy żywnościowej dla Europy.

Kiedy Truman dowiedział się, że Hoover przyjechał do Waszyngtonu, zaprosił go do Białego Domu. Był rok 1945. Hoover po raz pierwszy od 1933 r., kiedy opuścił Biały Dom znalazł się w swojej dawnej rezydencji. Hoover był wyjątkowo niepopularny. Obciążano go za wielki kryzys przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Dlatego był mile zaskoczony zaproszeniem ze strony nowego prezydenta i jego ofertą powrotu do służby publicznej. Siedmedziesięciojednoletni wówczas Hoover stanął na czele misji amerykańskiej pomocy żywnościowej dla Europy i krajów pozaeuropejskich. W czasie tej misji w 1946 r. spotkał się z 7 królami, 36 premierami i papieżem. W 1947 r. Hoover stanął na czele komisji do spraw reorganizacji władzy wykonawczej. W wyniku rekomendacji tej komisji wzmocniona została władza prezydencka m.in. poprzez utworzenie CIA, Krajowej Rady Bezpieczeństwa, Departamentu Obrony i Rady Ekonomicznych Doradców.

W ten sposób narodziła się w praktyce idea „Klubu Prezydentów”. Truman doszedł do wniosku, że w interesie kraju leży potrzeba wykorzystania doświadczeń byłych prezydentów. W przeszłości byli prezydenci, po opuszczeniu Białego Domu nie angażowali się na ogół w działalność publiczną. Tylko dwóch byłych prezydentów wróciło do działalności publicznej: John Quincy Adams (1825-1829) wybrany został członkiem Izby Reprezentantów i Howard Taft (1909-1913), który został prezesem Sądu Najwyższego USA. Większość pozostałych popadała w zapomnienie, a niektórzy nawet w ubóstwo.

Nie wszyscy prezydenci byli szczęśliwi w Białym Domu. Wspomniany William Taft mawiał, że „praca prezydenta polega głównie na otwieraniu różnych wystaw i targów oraz na ściąganiu turystów do miasta”. Biały Dom Taft określił mianem najbardziej osamotnionego miejsca na świecie. Tomasz Jefferson określił prezydenturę jako „świetne nieszczęście”, przynoszące „nieustanną harówkę i codzienną utratę przyjaciół”. „Cztery lata mojego najbardziej nieszczęśliwego życia, były to cztery lata prezydentury” – stwierdził John Adams. Prezydent Warren Harding szczerze wyznał – „wiedziałem, że to stanowisko przerasta mnie”. Harry Truman określił Biały Dom „miłym więzieniem, niemniej jednak więzieniem”. Teodor Roosevelt mówił mając na myśli Biały Dom, że to straszne mieszkać i pracować pod tym samym dachem. Mimo to, chętnych do ubiegania się o prezydenturę nigdy w Stanach Zjednoczonych nie brakowało.

Prezydenci opuszczają Biały Dom z ogromnym doświadczeniem i wiedzą. Aż dziw bierze, że dopiero po drugiej wojnie światowej zaczęto korzystać z rad i działania byłych prezydentów. Byli prezydenci nie mają wprawdzie władzy, ale mają ogromne wpływy, kontakty i możliwości aktywnej działalności.

Dlatego „Klub Prezydentów” jest instrumentem pozwalającym wykorzystać dla interesów Stanów Zjednoczonych wszystkie atuty, jakie posiadają byli prezydenci. Urzędujący prezydent ma swoją pieczęć z napisem „Pieczęć Prezydenta Stanów Zjednoczonych”. Gdyby „Klub Prezydentów” chciał zaprojektować swoją pieczęć, to jak piszą N. Gibbs i M. Dufty w książce „The Presidents Club”, powinny wokół tej pieczęci znaleźć się trzy słowa: „współpraca, konkurencja i pocieszenie”.

Co skłania we współczesnych czasach urzędującego prezydenta do współpracy ze swoimi poprzednikami niezależnie jak wcześniej ze sobą rywalizowali i spierali się? Każdy nowy prezydent, kiedy wprowadza się do Białego Domu, rozpiera go duma zwycięzcy i przekonanie, że w zwycięskiej rywalizacji prawyborczej i wyborczej udowodnił, że jest najlepszy i posiada własne recepty na rozwiązanie problemów kraju i świata. Po pewnym czasie odczuwa osamotnienie w Białym Domu, pojawiają się nieprzewidziane nowe trudne problemy, a wokół są tylko doradcy-potakiwacze. Prezydent coraz bardziej odczuwa potrzebę skonsultowania się, zasięgnięcia rad ludzi, którzy spędzili więcej czasu w Gabinecie Owalnym i być może mogą podsunąć rozwiązania trudnych spraw. Zaprasza więc urzędujący prezydent swych poprzedników na rozmowę, pojedyńczo lub wszystkich razem. W ten sposób zaczyna funkcjonować „Klub Prezydentów”.

Byli prezydenci niezależnie od przynależności partyjnej uważają, że mają swój patriotyczny obowiązek służyć swoją wiedzą aktualnemu prezydentowi. Chodzi również o obronę prestiżu urzędu. To jest sprawa ponadpartyjna. Poza tym, jeżeli urzędujący prezydent ma napięte stosunki z przeciwną partią to może wykorzystać byłego czy byłych prezydentów z partii przeciwnej do załagodzenia sporu.

„Klub Prezydentów” był szczególnie aktywny w sprawach międzynarodowych. Kennedy np. konsultował się z Eisenhowerem po nieudanej inwazji na Kubę, w czasie tzw. inwazji w Zatoce Świń w 1961 r. Nixon doradzał Clintonowi w sprawie polityki amerykańskiej wobec Rosji. Carter w porozumieniu z prezydentem Clintonem w 1994 r. udał się do Korei Płn., z którą Stany Zjednoczone nie utrzymywały stosunków dyplomatycznych, z rekonesansową misją. Z kolei, kiedy w maju 2009 r. północni Koreańczycy skazali dwie dziennikarki amerykańskie za nielegalne przekroczenie granicy, Obama prosił Clintona by udał się do Penianiu i wynegocjował zwolnienie obu Amerykanek. Misja zakończyła się powodzeniem.

Byli prezydenci czasami udzielają rad swoim następcom również w sprawach mniejszej wagi. Tan np. Eisenhower nauczył Kennedy’ego jak szybko wejść i wyjść z helikoptera. Lyndon Johnson pokazał Nixonowi, gdzie trzymać w Białym Domu taśmy z tajnymi nagraniami. Gerald Ford instruował Cartera, który nie znał dobrze Waszyngtonu, jak poruszać się po stolicy i z kim utrzymywać kontakty. Nixon doradzał Reaganowi kogo powołać, a kogo nie do rządu. Reagan uczył Clintona jak prezydent prawidłowo powinien salutować.

W szczególnie dogodnej sytuacji był Bill Clinton w czasie swojej prezydentury (1993-2001). Mógł zasięgać rad aż u 5 byłych prezydentów: Nixona, Forda, Cartera, Reagana i George’a H. W. Busha. Był to najliczniejszy „Klub Prezydentów” od czasu gdy w Białym Domu zasiadł w 1861 r. Abraham Lincoln. Nic więc dziwnego, że często okres prezydentury Clintona określa się mianem złotego wieku „Klubu Prezydentów”.

Za prezydentury Obamy „Klub prezydentów” składał się z Cartera, G. Busha seniora, Clintona i G. W. Busha. Obama korzystał z ich rad, zwłaszcza z rad Clintona. Oni zaś, nawet republikańscy prezydenci, nie krytykowali demokraty Obamy. Poprzednik Obamy, George W. Bush powiedział w 2009 r.: „On zasługuje na moje milczenie. Nie będę tracił czasu na krytykowanie go”.

„Klub Prezydentów” funkcjonuje w dyskrecji. Byli prezydenci, niezależnie w jakim składzie się zbierają, zachowują daleko idącą prywatność, a nawet tajność rozmów. Dzieląc się doświadczeniami i współpracując ponad podziałami partyjnymi, byli prezydenci mogą się przyczynić do większej skuteczności polityki wewnętrznej i zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Polscy prezydenci powinni skorzystać z doświadczeń swych amerykańskich odpowiedników.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWschód a słońce w południe, czyli przemyślenia artysty
Następny artykułMieczysław Wejman – wybitny grafik i malarz
Longin Pastusiak
Prof. dr hab. Longin Pastusiak - politolog, amerykanista. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarskim Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Wydziale Spraw Międzynarodowych University of Virginia w Stanach Zjednoczonych. W latach 1963-1993 pracował w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Od 1978 r. profesor nadzwyczajny, a od 1986 r. profesor zwyczajny. W latach 1994-2005 Profesor Uniwersytetu Gdańskiego. W latach 1985 -1988 Prezes Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Poseł Ziemi Gdańskiej w Sejmie I, II, III kadencji (1991-2001). Wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP oraz przewodniczący stałych delegacji Sejmu i Senatu do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO oraz do Zgromadzenia Parlamentarnego Unii zachodnioeuropejskiej W latach 2002-2004 wiceprezydent Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. W latach 2001-2005 marszałek Senatu V kadencji. Profesor w Akademii Finansów oraz w Wyższej Szkole Zarządzania i Prawa w Warszawie. Obecnie jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, gdzie jest Dyrektorem Instytutu Spraw Społecznych i Stosunków Międzynarodowych. Prof. Longin Pastusiak wykładał na uczelniach polskich i zagranicznych. Doctor honoris causa uczelni polskich i zagranicznych. Prof. dr hab. Longin Pastusiak jest autorem ponad 700 publikacji naukowych w tym ponad 90 książek. W 2015 r ukazały się następujące książki prof. L. Pastusiaka: * Polacy w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydenci USA w anegdocie. Od Trumana do Obamy, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydent dobrych intencji. Polityka zagraniczna Baracka Obamy, Oficyna Wydawnicza “Adam”, Warszawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here