Wschód a słońce w południe, czyli przemyślenia artysty

0
21

„Kiedy Zachód badał Boga i jego istotę, posługując się narzędziami logiki, filozofii i metafizyki, to Wschód z pokorą przyjmował Jego potęgę, będąc świadomym swojej marności”.

Początek czerwca. Stoję na drodze wśród pól żyta, których kraniec dotyka zielonej głębi lasu. Wokół mnie rozległa przestrzeń, w której malują się geometryczne rytmy pól w kolorach żywej i soczystej zieleni, dojrzewającej żółci łanów pszenicy, jarzącego się fioletu kwitnącego w zbożu kąkolu. Przytulone do siebie drzewa rzucają cień na małe, drewniane domy, ustawione na horyzoncie. Słońce iskrzy się na bladym błękicie porannego nieba. Przestrzeń, przestrzeń, oddycham przestrzenią. Ta przestrzeń jest jak powiew wielkiego oceanu. Wystarczy cofnąć czas, aby ujrzeć tutaj ocean wielkiej Rosji.

Mieszkam w modrzewiowym domu postawionym na owalnych, polnych głazach, w sadzie pełnym starych jabłoni. Drzewa rodzą jabłka, jakie Henryk pamięta z dzieciństwa. Kuraszewo – mała wioska oddalona o 16 kilometrów od Hajnówki i o 200 kilometrów od Warszawy. Jednak tutaj, podobnie jak w Rosji, wszystko jest dwoiste. Płyną dwa różne strumienie czasu: jeden cerkiewny, zgodny z kalendarzem juliańskim, drugi świecki, według kalendarza gregoriańskiego. Różnica pomiędzy nimi wynosi zaledwie 14 dni, i to wystarczy, żeby znaleźć się w innej rzeczywistości. A jeżeli jest się starowierem, to czas odmierzamy od stworzenia świata, według kalendarza bizantyńskiego, i mamy rok 7512.

W Nowoberezowie, przez które droga prowadzi do Kuraszewa, stoją dwie cerkwie. Jedna jest murowana, krągła, świecąca bielą ścian i pokryta zielonym dachem. Ta cerkiew pamięta wyprawę Napoleona na Rosję. Druga jest mniejsza, drewniana, połyskująca chłodnym, cynowym dachem. Obie zaskakują przybyszów, ponieważ zostały wykonane na miarę niepojętego ogromu Boga, a jednocześnie na rozmiar człowieka. Są miniaturowym modelem boskiego uniwersum. Zostały przeniesione z Bizancjum, jednak pozbawione wyraźnych cech monumentalizmu. Tutaj styl ten został przystosowany do nowych okoliczności, do skali innego nieba i światła, do innej wizji horyzontu, styku nieba i ziemi. Będąc w Kuraszewie lub Nowoberezowie, uczestniczę w konfrontacji pomiędzy greckim a rzymskim Kościołem, i nasuwają mi się refleksje.

Kiedy Zachód badał Boga i jego istotę, posługując się narzędziami logiki, filozofii i metafizyki, to Wschód z pokorą przyjmował Jego potęgę, będąc świadomym swojej marności. Zachód budował strzeliste katedry, z wieżami sięgającymi Tronu Pańskiego, a Wschód dążył do uzyskania bliskości misterium i Pax Christiana. Porównań i skojarzeń jest znacznie więcej.

Polacy wraz z chrześcijaństwem przyjęli model świata i wszechświata już skonstruowany. Za Odrą był już gotowy styl w architekturze, sztuce, piśmiennictwie. Wszystko było wyniosłe a nie wzniosłe, starano się dorównać skali i wielkości samego Boga. Należy wspomnieć o dekoracyjnym i ilustracyjnym malarstwie, dominującym w sztuce zachodniego katolicyzmu, w którym tak mało jest sfery sacrum. Prawosławie zaś zachowało swoją naiwność, baśniowość, alogiczność. Likwidowało to odwieczny ludzki lęk między czasem a wiecznością. Stąd nadzwyczajna uroda cerkwi, promieniujących pięknem ofiary i dziękczynienia.

Ikona stworzona przez św. Andrzeja Rublowa, jako czysty ruski styl ikonopisania, stała się prawdziwym klejnotem tej ofiary. Trzeba w dodatku przypomnieć, że ikona nie jest obrazem o treści religijnej, lecz Świętych Obcowaniem, okiem do Królestwa Niebieskiego, modlitwą Wstawienniczą, Dziękczynieniem i Pośrednictwem. Ale jeżeli należy do sfery sztuki, to tylko przez talent, jakim Bóg obdarował malarza ikon.

Mam wewnętrzne poczucie, że Kazimierz Malewicz mógł tylko urodzić się w Rosji. Co to ma wspólnego z ikoną? Ma i to nie tylko, zaryzykuję nawet twierdzenie, że obrazy Kazimierza Malewicza posiadają podobne mistyczne ziarenko. Bliżej mi do tego mistycyzmu Wschodniego niż do logiki Katolicyzmu Zachodniego. Cieszę się, że w polskim malarstwie jest Jerzy Nowosielski, tak mało rozumiany przez zachodnich koneserów. Zachodnia Europa ma dopiero przed sobą odkrycie Kuraszewa, jak i duchowości Wschodu.

Zafascynowałem się Kuraszewem. Znalazłem tu także zachwyt dla ludzi, ich serdeczności, otwartości i języka. Potwierdziło to mój podziw dla Wschodu, jaki miałem od zawsze. Mam nadzieję, że stereotyp pomijania tego, co pochodzi i płynie do nas z tamtego kierunku, ulegnie zmianie. Wiem jedno, że trzeba chronić takie Kuraszewo i inne miejsca mu bliskie. Jestem tam bardzo często, o każdej porze roku. Cieszy mnie biel szronu na gliniastych polach, różowe światło na warstwach czekoladowej ziemi, kiełkująca zieleń wczesnowiosenna, przemijające zbyt szybko złoto pól oraz rudość pejzażu jesiennego. Znalazłem tu nowe kolory, materię, linie i punkciki. Rysuję, maluję obrazy, Bóg wie, jak długo jeszcze, ale niech trwa to moje Kuraszewo, niech szczęśliwie trwa.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułLiga Mistrzów 1/4 finału: Real kontra Juventus
Następny artykułUSA: klub prezydentów
Andrzej Fogtt
Andrzej Fogtt – malarz, grafik, rzeźbiarz, teoretyk sztuki. Mieszka i tworzy w Warszawie. Ukończył studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu pod kierunkiem Magdaleny Abakanowicz i prof. Zdzisława Kępińskiego. Jest autorem projektu wizji architektonicznej „Wieży Jedności Europejskiej”, która miałaby stanąć w Warszawie (jako symbol wspólnoty ludzkiej i współpracy narodów w służbie pokoju, z wykorzystaniem kultury i sztuki jako porozumienia ponad podziałami), a także „Bramy Świata” dla Chin. Reprezentował Polskę na Biennale w Wenecji w 1984. W 2009 roku odebrał Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Artysta podarował obraz "Ostatnia wieczerza" (1987) papieżowi Janowi Pawłowi II. Dzieło trafiło później do Seminarium Duchownego w Olsztynie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here