Tadeusz Drozda: „Telewizja służy propagandzie, a ludzie oglądają filmy na platformach streamingowych”. Wywiad

11

Karol Czejarek: Panie Tadeuszu Szanowny; od wielu lat jest Pan znanym i niezwykle cenionym satyrykiem! Ale też znakomitym konferansjerem, aktorem, twórcą wielu programów telewizyjnych i autorem znakomitych tekstów! Nie ukrywam, że zawsze należałem do Pana fanów, wspominając m.in. „Dyżurnego Satyryka Kraju”, „Śmiechu warte” czy popularną swego czasu „Herbatkę u Tadka”! Ostatnio jednak mało Pana w TV i w ogóle w życiu publicznym. Dlaczego?

Tadeusz Drozda: Jest to najczęściej zadawane mi pytanie przez przypadkowo napotkanych rodaków, bo ja mimo apeli premiera nie utknąłem pod kołdrą, obserwując z wypiekami na twarzy TVP Info. W moim już dość długim życiu uodporniłem się od wszelkiego rodzaju apelowania i tak – od Gomułki do Morawieckiego – apele te zwykle okazywały się nieskuteczne.

I na tak zadawane pytanie, zwykle odpowiadam pytaniem: a jaką telewizję Pan ogląda? I tu zazwyczaj pada odpowiedź: żadnej! Na tym przeważnie kończy się wymiana uprzejmości i potem zaczynamy narzekać. Chcąc jednak, by czytelnicy nie rzucili się na telewizory, aby gdzieś znaleźć Drozdę, od razu odpowiadam, iż ostatnią telewizją, w której mnie jeszcze tolerowano była Superstacja, ale w wyniku reformy tejże wyrzucono grupkę (Michalik, Wątły, Drozda, Żakowski) przez co program stacji, która była SUPER przestał być super. Z telewizji publicznej natomiast wywalił mnie kiedyś niejaki Wildstein, na samym początku swojej prezesury, i tak pozostało mi tylko YOUTUBE, bo sam siebie mogę wyrzucić stamtąd, kiedy chcę.

Jestem jednak, jak każdy zawodowiec, człowiekiem leniwym, toteż jak nikt mnie nie goni, to ciężko mi się zabrać do nagrywania. Gdyby czytelnicy Pańscy na mojego maila: [email protected] wysłali do mnie błagania, że bez Drozdy żyć im nie sposób, to ja obiecuję „poprawę”.

Występów estradowych władza niemalże zakazała, bowiem okazało się, że ludzie na bazarach i w kościołach się nie zarażają, a na koncertach i na cmentarzach tak.

 

Karol: Zatem kieruję Pana apel do naszych PT Czytelników, a ja pierwszy wpisuję się na listę postulującą o powrót Pana do telewizji. Niekoniecznie publicznej. Są stacje komercyjne, które oglądam i zazwyczaj znajduję w nich wszystko, czego oczekuję: rzetelną informację, dobrą publicystykę, także kulturę i sport. Myślę, że ma Pan jakąś gotową propozycję, którą tą drogą chciałby zgłosić stacjom niepublicznym?

Tadeusz: Moją propozycją jest TADEUSZ DROZDA. Zrobiłem w swoim życiu ponad tysiąc programów telewizyjnych i każdy zawodowiec pracujący w TV wie, czego się spodziewać po tym facecie. Nigdy nie rozpoczynałem współpracy od pisania konspektów, od razu robiłem program, który stacja oceniała już jako produkt. Za każdym razem był to mniejszy lub większy sukces, a kiedy program mi zdejmowano, były to zawsze przyczyny „pozamerytoryczne”. Kiedyś nawet w Radiu Dla Ciebie robiłem audycje na żywo przez rok. Były to 10-minutowe wejścia na antenę od 9.10 do 9.20 i czy byłem w Polsce, jechałem samochodem, czy byłem za granicą – zawsze dotrzymywałem terminów. Raz nawet nadawałem z ulicy w Szanghaju, bo w restauracji, w której jadłem kolację, był za słaby sygnał. Dzisiaj podobny program mógłbym robić w telewizji, każdy ma przy sobie kamerę i nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić z tego wartość dodaną. Poza tym jest taniej.

 

Karol: Panie Tadeuszu, super propozycja – ciekaw jestem, czy po naszej rozmowie ktoś do Pana napisze, to znaczy „zamejluje” z konkretną ofertą, czego z całego serca życzę! A kolejne moje pytanie do Pana jest takie:

Czy sądzi Pan, że dziś, w tym niezwykle trudnym pandemicznym czasie, jest miejsce na satyrę?

Tadeusz: Miejsce na satyrę jest zawsze, człowiek ma w sobie ciągotę do żartów. Podobno w getcie warszawskim do końca działały kabarety. Aż takiej sytuacji nie mamy, inną sprawą jest publikacja wymyślonych przez satyryków tekstów. U nas telewizje dla świętego spokoju unikają takich programów. Natomiast satyra kwitnie w internecie, bardzo ostra, często na granicy hejtu. Krótkie satyryczne teksty są wypowiadane na licznych demonstracjach. Drobny niewinny ptak o nazwie kaczka doczekał się ogromnej ilości lepszych lub gorszych tekstów. Innym problemem jest egzystencja satyryków, którzy z uprawiania zawodu jeszcze niedawno żyli nieźle, teraz prawdziwą satyrę uprawiać można jedynie sobie a muzom, chyba że ktoś zostanie zaproszony do świetnej audycji „W tyle wizji”, gdzie podobno nieźle płacą.

 

Karol: Zgadzam się z Panem, SATYRA (pisana przez duże S), zawsze miała swoje miejsce w społeczeństwie. Aby jej twórcy, tacy jak Pan, byli wśród nas obecni nie tylko po to, by rozweselać, ale – ostrzegać nas przed „głupstwami”, których tak wiele KAŻDEGO DNIA. Czy zgadza się Pan ze mną? A może jeszcze „poszerzy” to znaczenie satyry w życiu każdego człowieka?

Tadeusz: Jak ktoś się uprze to może pisać satyrę przez duże S, tak samo określać można literaturę, taniec, teatr, muzykę itd. Ja zawsze pisałem małą literą. Satyrykiem jest każdy. Od dziecka mamy w sobie krytyczne spojrzenie na otaczający nas świat. Niewielu jest tak bezczelnych, by robić sobie z tego źródło dochodów. Tak zwane „rodaków rozmowy” (bo zwykle są zaimprowizowane skecze kabaretowe i w miarę spożycia płynów stają się bardziej błyskotliwe) – to czysta satyra. Myślę, że już niedługo doczekamy czasów, kiedy wszystkie rozmowy ludzi będą nagrywane (teraz nagrywani są nieliczni). Jak już powstanie taka baza, to ktoś skonstruuje centralny komputer, który będzie wychwytywał najdowcipniejsze fragmenty.

W Polsce oczywiście taka maszyna podlegałaby Ministerstwu Kultury i czegoś tam jeszcze. Dobrym wykształceniem dla zawodowego satyryka jest politechnika. Mnie się udało skończyć jedną z lepszych – wrocławską. Politechnika uczy logicznego myślenia, tam nie ma oszustwa, albo coś jest prawdą, albo nie. Gdyby Jarosław Kaczyński był inżynierem, żylibyśmy w innym kraju.

 

Karol: Panie Tadeuszu, super odpowiedź! Dziękuję za tę „wykładnię”, dzięki niej jeszcze bardziej doceniam Pana twórczość i podejście do zagadnienia satyry. Niech Pan ją uprawia przez małe „s”, ja pozostanę „przy dużym” (przynajmniej w tych „gorących” dniach, spowodowanych nie tylko pandemią…).

Pewnie, jak zwykle będę miał po ukazaniu się naszej rozmowy dużo telefonów. Ludzie będą chcieli wiedzieć: GDZIE AKTUALNIE MOŻNA PANA ZOBACZYĆ I POSŁUCHAĆ?

Tadeusz: Najprostsza odpowiedź brzmi: NIGDZIE. Postaram się dzisiaj nagrać kolejny mój wideofelieton i umieszczę na YOUTUBE. Jest to jedyne miejsce, gdzie coś czasami z siebie wyrzucam. Czekam może na jakiś telefon z niezależnego radia lub telewizji, ale póki co – zdani jesteśmy na pomysłowość p. Morawieckiego i kolegów jego.

 

Karol: To smutne, aby po ponad 50-letniej obecności na estradzie i w telewizji, nie mieć dziś żadnych propozycji! Zatem popieram Pana apel i zwracam się do Czytelników PD, aby skorzystali z oferty Artysty, który – jak mnie zapewnił – dałby się zaprosić z kabaretem pt. „50-KA”. I tu pytanie: do kogo ew. CHĘTNY na Pana występ ma się zgłosić?

Tadeusz: Do pani Małgorzaty Pawłowskiej – jej telefon 602 316 210 lub mailowo [email protected]

 

Karol: Panie Tadeuszu, a co z takimi (NIEZAPOMNIANYMI) programami, jak wspomniane wcześniej:

”Herbatka u Tadka”, „Śmiechu warte”, „Dyżurny Satyryk Kraju” czy „Drozda na weekend”,cieszącymi się wcale nie tak dawno wielką popularnością i ogromną sympatią widzów?

Tadeusz: To już historia. Myślę, że „Kabaret Starszych Panów” też by dzisiaj nie znalazł miejsca na antenie. Jak już wcześniej napisałem – moja publika raczej nie ogląda telewizji; telewizja służy propagandzie, a ludzie oglądają filmy na platformach streamingowych. Pozostaje sport, bo tego, póki co – nie da się wcześniej nagrać.

 Kiedyś pisałem felietony do gazet, ale się jakoś urwało i też czekam na telefon.

 To czekanie wypełnia mi gra w golfa, pływanie, jazda na rowerze i kibicowanie przed telewizorem.

 

Karol: Teraz i ja najchętniej oglądam wielkie toury: de France, Giro i Vueltę i czekam na polskie sukcesy! Mamy dobrych kolarzy lecz nie mamy POLSKIEJ drużyny (tylko z Polakami!). Ale na razie zostawmy to. Chciałbym wierzyć, że w wyniku tej rozmowy odezwie się do Pana telefon, a może i konkretna propozycja?! Natomiast mam do Pana kolejne pytanie (jako germanista) z zupełnie innej półki: czy pamięta Pan, jak kiedyś (choć to było kilka ładnych lat temu) spotkaliśmy się w pociągu intercity do Berlina?

Tadeusz: I co w związku z tym?

 

Karol: Ja jechałem wtedy na seminarium nt. Biografii polsko-niemieckich; przez kilka minut rozmawialiśmy na ten temat, a wracam do niego, aby zapytać o Pański stosunek do Niemców i szerzej – do Unii Europejskiej?

Tadeusz: Mój stosunek do Unii Europejskiej wynika jakby z mojego życiorysu. Uznałem kiedyś, że jestem szczęśliwcem i KTOŚ pode mnie ułożył historię naszego kraju. Kiedy byłem już bardzo dojrzały historia dała mi kolejny prezent w postaci Unii. I już myślałem, że to się nie zmieni. Dla mnie Unia jest jak powietrze, bez którego nie da się żyć. Oglądając jednak przedwojenne kroniki filmowe z Niemiec, za łeb się złapałem, że można ogłupić do tego stopnia cały naród. Miliony ludzi z chęcią domagało się unicestwienia. Kilka osób może zgłupieć, ale cały naród? Dzisiaj Niemcy to już inny kraj i gdyby patrzeć historycznie na stosunki nasze z innymi krajami, na stare konflikty, to zostalibyśmy sami na europejskiej arenie. Niestety ten czarny scenariusz staje się coraz bardziej realny.

 

Karol: Panie Tadeuszu, cieszę się, że myślimy podobnie! Co w związku z tym radziłby Pan dziś rządzącym? W ogóle narodowi? Także w sprawie pandemii czy protestów kobiet; co na to KRAJOWY SATYRYK POLSKI?

Tadeusz: Mamy w Polsce bardzo dużo mądrych ludzi, którzy dzięki mediom nie ukrywają bardzo mądrych rad, ale Polacy wszystko wiedzą lepiej. Cała nasza historia, to historia głupoty. Niczego zatem nie będę radził, bo i tak NIKT nie posłucha. Przekonanego samobójcy nikt nie przekona.

 

Karol: I niech to będzie pointa naszej rozmowy. Bardzo Panu dziękuję!

 

Rozmawiał: Karol Czejarek

Poprzedni artykułBrzuch, który pokochamy
Następny artykuł„Nieludzki ustrój” Marka Migalskiego – omówienie
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

11 KOMENTARZE

  1. Drogi Karolu!
    Dziękuję za SUPER – FAJNY, wywiad z Tadeuszem Drozdą – artystą, satyrykiem, wymiecionym z naszego życia kulturalnego, przez „dobrą zmianę”. Dlaczego tej klasy artysta zostaje wyrzucony na aut? Bo Pan Tadeusz
    jak mało kto potrafi wychwytywać paradoksy naszej codzienności. Jego koncerty to gęsta mieszanka humoru z gatunku stand-up i programu muzycznego. Stroni od wulgaryzmów i przebieranek, jego recitale to występy z klasą, wyczuciem ale nie bez scenicznego nerwu! W często aktualizowanych monologach doskonale oddaje surrealizm polskiego życia w jego wszelkich przejawach i sferach. Uwielbiany w równym stopniu przez rodaków w kraju jak i za granicą.
    Bawi Polaków już od niemal pół wieku. Niemijającą popularność zawdzięcza umiejętności improwizacji, obserwacji i wrodzonemu talentowi kabaretowemu. Jego ogromny wkład w historię polskiego kabaretu to także współpraca z takimi ikonami polskiej sceny kabaretowej jak Jan Kaczmarek, Jerzy Skoczylas, Bohdan Łazuka, Janusz Rewiński.
    Niedawno przeczytałem gdzieś ciekawą wypowiedź Drozdy: Kiedyś – wspominał – Pan Tadek, w ogóle nie musiałem się przedstawiać ani w urzędach, ani w pociągu, ani w hotelach. Prowadziłem bowiem popularne telewizyjne programy, takie jak “Śmiechu warte” w TV publicznej, czy też “Dyżurny satyryk kraju” w Polsacie. Z czasem do tego doszła w telewizyjnej Dwójce “Herbatka u Tadka”. – Drozdy było wszędzie pełno, bo w telewizji Drozda, w radio Drozda, i w lodówce Drozda – ironizował nieco na swój temat zapytany o współczesną jego rozpoznawalność. – Dziś już skromności nabrałem. Niedawno przyjechałem do jakiegoś hotelu i mówię dzień „dobry, tu mam rezerwację u was w hotelu”, a Pani mnie na to. „A przepraszam bardzo, a pańskie nazwisko..?”, i ja wtedy „Oho, za mało człowieka w mediach” – i zacząłem się przedstawiać.
    Zatem ja Jan Chruśliński, wpisuję się na listę postulującą o powrót Pana Tadka do telewizji. Niekoniecznie publicznej. Są stacje komercyjne, które tak ja Karol Czejarek, oglądam i zazwyczaj znajduję w nich wszystko, czego oczekuję: rzetelną informację, dobrą publicystykę, także kulturę i sport.
    Jeszcze raz dziękuję Tobie Karolu za ciekawy wywiad, a redakcji „Przeglądu Dziennikarskiego za publikację wywiadu. Takich artystów jak Pan Tadek, trzeba przypominać i popularyzować.

  2. Drogi profesorze. Miałem dobre wejście w Nowy Rok, ponieważ zaraz po odpaleniu komputera natknąłem się na Pański wywiad z Tadeuszem Drozdą. Spotkanie nostalgiczne, łza zakręciła mi się w oku, ale w końcu towarzyszył nam kilkadziesiąt lat i zmiękczał swoim satyrycznym talentem ciężką glebę naszej codziennej egzystencji. Pewnie i w dzisiejszych warunkach świetnie by się spisywał, niestety poczucie humoru obecnych depozytariuszy „narodowej” wrażliwości dalekie jest od prawdziwych oczekiwań co najmniej połowy społeczeństwa. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni również dzięki wywiadom, które przypominają jak wiele osobowości świata kultury prowadzi żywot w cieniu niesłusznego zapomnienia. Gratuluję bardzo ciekawej rozmowy i życzę dalszych sukcesów na elektronicznych „łamach” przeglądu dziennikarskiego. Szymon Koprowski

  3. Też lubiłem zabawne występy pana Tadeusza Drozdy w telewizji. I szkoda, że jest tam teraz nieobecny. Ale … ja nie po to zabieram głos, żeby tylko chwalić … Zgoda, telewizje manipulują, podobnie jak i inne media. Jednak nie ma wątpliwości, że media w Polsce prezentują szerokie spektrum poglądów, i lewicowych, i prawicowych, i innych. A jeśli teraz część polskiej prasy zmienia zagranicznych właścicieli na polskich, to też dobrze. Pozostanie przecież wiele innych mediów krytycznych wobec obecnej władzy i obecnej polskiej rzeczywistości (ich prawo). Takiego pluralizmu nie ma natomiast choćby w Niemczech, gdzie wszystkie (prawie wszystkie) media mówią tym samym głosem.

    Zgoda, można nie lubić kontrowersyjnych „Wiadomości” TVP, ale czy telewizje komercyjne są naprawdę rzetelniejszym źródłem informacji, jak to sugerują moi szanowni Przedmówcy? Śmiem wątpić. Może Polsat, ale na pewno nie TVN, który uprawia zgrabne manipulacje, choćby przez dobór materiałów, nagłaśnianie jednych a przemilczanie innych faktów.

  4. Szanowny Panie profesorze, nie będę spierał się z Panem o potrzebę zachowania szerokiego spektrum poglądów w telewizji, ponieważ jestem zwolennikiem wolności wyrażania myśli bez jej reglamentowania. Jest jednak pewien „szczegół”, który powoduje, że TVP, w końcu telewizja narodowa opierająca działalność na finansach pochodzących z opłat abonamentowych, nie jest już tak pluralistyczna jeśli chodzi o treści i wartość emitowanych programów. Jedynie transmisje sportowe pozbawione są elementów indoktrynacji. Ale to zdecydowanie za mało! Rada programowa TVP nie przejmuje się szerokim spektrum intelektualnym swoich widzów i jednocześnie swoich udziałowców poprzez opłacanie abonamentu. Od kilku lat obserwuje obniżenie poziomu, schlebianie gustom mało wymagającym, karmienie nas byle czym. Pomijam programy katolickie, są widzowie, szczególnie starsi, dla których to jedyna okazja brania udziału we mszy świętej. Ale potem to już „istna wyprzedaż garażowa” naszej „zacnej” telewizji. Pomijam programy polityczne, które obrażają moją inteligencje, w tym czasie wolałbym obejrzeć jakiś ciekawy film albo odpocząć przy dobrej muzyce. No cóż… Proponowane filmy znam na pamięć, niektóre oglądałem jeszcze będąc w liceum ( sto lat temu ), inne to znowu knoty produkowane gdzieś w zamorskich „hollybudach” a jedyne co trzyma jeszcze poziom to Teatr Telewizji posiłkujący się powtórkami sprzed wielu lat. Muzyka to: „Jaka to melodia”, „Muzyka, taniec, zabawa” z obowiązkowym udziałem gwiazd disco polo, a zagęszczaczem tej brai są seriale o numerach odcinków powyżej trzech tysięcy. Nie wytrzyma tego żadna wrażliwa natura. A zakupienie przez Orlen rękami Pana Obajtka, czyli przez PiS i dla PiSu, części regionalnego rynku mediów jest zapowiedzią rozlania tej mało strawnej „pożywki” na cały kraj. Na koniec powinienem sam sobie przypomnieć, że w demokracji większość ma rację, tylko że tak zwana „większość” to tylko połowa społeczeństwa. Łączę wyrazy szacunku: Szymon Koprowski.

  5. W pełni popieram opinię pana Tadeusza Drozdy. Od ponad 40 lat płacę przymusowy abonament rtv, ale od ponad 20 nie oglądam polskiej telewizji państwowej, bo przestała być atrakcyjna, a nade wszystko od kilku lat to platforma dezinformacji i propagandy jednej partii, jak w PRL. Na szczęście są jeszcze media niepaństwowe i Internet, którego oferta jest na tyle szeroka, że można TVPiS-owskiego badziewia nie oglądać a takiegoż radia nie słuchać. W zasadzie powinno się móc nie płacić abonamentu, który w istocie – biorąc pod uwagę ofertę mediów tzw. publicznych – jest haraczem o cechach wyłudzenia. Mam nadzieję dożyć do 75 roku życia, aby móc wreszcie nie płacić za coś, co nie jest warte ŻADNEJ opłaty.

  6. Szanowni Panowie, mam wrażenie, że jednak zbyt surowo oceniają Panowie telewizję publiczną. Bez trudu można wymienić wiele ciekawych wartościowych programów w TVP. A że są też oferty „lekkie”, że są seriale, filmy (bez reklam!), to co w tym złego? A programy informacyjne? Pomijając mało przekonujące wieczorne „Wiadomości”, codziennie są przecież interesujące programy publicystyczne, gorące debaty, oczywiście z udziałem przedstawicieli różnych opcji politycznych. Bez ograniczania wolności wypowiedzi!
    Panów irytuje TVP (nie ma wszak przymusu oglądania …), innych (w tym mnie) drażni TVN! I dobrze, jest wreszcie demokracja, jest pluralizm.
    W tym miejscu nie mogę się powstrzymać przed nawiązaniem do obecnych smutnych wydarzeń w USA. I nie chodzi tylko o ten godny potępienia chuligański atak na Kapitol, ale jeszcze bardziej o skandaliczne blokowanie wypowiedzi urzędującego prezydenta. Kto następny będzie ocenzurowany, zakneblowany, teraz kolej na Europę? Coś niebywałego i przerażającego, co prowadzi w kierunku zdominowania świata przez korporacje powiązane z jedną opcją polityczną!
    A my się zastanawiamy, czy w polskiej telewizji powinna być muzyka disco polo …

  7. Karolu,
    dzisiaj, czytając „Przegląd Dziennikarski”, przeczytałem – kolejny już raz – rzeczowy, realistyczny, ukazujący „narodową” prawdę o współczesnej Polsce, bardzo mądry Twój wywiad z Tadeuszem Drozdą oraz komentarze Jana Chruślińskiego, Szymona Koprowskiego, Ryszarda Lipczuka, Szymona Koprowskiego i Tomasza Pszczółkowskiego.
    Za motto mojej refleksji na temat Twojego wywiadu z Tadeuszem Drozdą mógłbym podać pointową odpowiedź Tadeusza Drozdy z Waszej rozmowy.
    Na Twoje pytanie kończące wywiad:
    „Panie Tadeuszu, cieszę się, że myślimy podobnie! Co w związku z tym radziłby Pan dziś rządzącym? W ogóle narodowi? Także w sprawie pandemii czy protestów kobiet; co na to KRAJOWY SATYRYK POLSKI?”
    Tadeusz Drozda odpowiedział:
    „Mamy w Polsce bardzo dużo mądrych ludzi, którzy dzięki mediom nie ukrywają bardzo mądrych rad, ale Polacy wszystko wiedzą lepiej. Cała nasza historia, to historia głupoty. Niczego zatem nie będę radził, bo i tak NIKT nie posłucha. Przekonanego samobójcy nikt nie przekona”.
    Wszak – co stwierdza w Twoim wywiadzie Tadeusz Drozda (pomińmy walor satyryczny jego wypowiedzi) – Występów estradowych (i wiele innych rzeczy, np. pochodów, wieców, protestów itp. itd. – przypis mój) władza niemalże zakazała, bowiem okazało się, że ludzie na bazarach i w kościołach się nie zarażają, a na koncertach i na cmentarzach tak”.
    Natomiast – co podkreśla Tadeusz Drozda – „Drobny niewinny ptak o nazwie kaczka doczekał się ogromnej ilości lepszych lub gorszych tekstów”.
    Cóż!!! „Gdy wieje wiatr historii – cytuję z pamięci K. I. Gałczyńskiego – ludziom jak pięknym ptakom rosną skrzydła, a trzęsą się portki pętakom”.
    Dzisiaj w Polsce wciąż – jak stwierdza Tadeusza Drozda – „zdani jesteśmy na pomysłowość p. Morawieckiego i kolegów jego”.
    Ja dodałbym, że jest to pomysłowość „narodowa”, jak wszystko co „narodowe” robią „p. Morawiecki i koledzy jego” oraz jego „narodowy” kolega wicepremier.
    Tu znowu cytat z Tadeusza Drozdy:
    „Kilka osób może zgłupieć, ale cały naród?”
    Kończąc, znowu odwołam się do wypowiedzi Tadeusza Drozdy:
    „Mój stosunek do Unii Europejskiej wynika jakby z mojego życiorysu. Uznałem kiedyś, że jestem szczęśliwcem i KTOŚ pode mnie ułożył historię naszego kraju. Kiedy byłem już bardzo dojrzały historia dała mi kolejny prezent w postaci Unii. I już myślałem, że to się nie zmieni. (…) gdyby patrzeć historycznie na stosunki nasze z innymi krajami, na stare konflikty, to zostalibyśmy sami na europejskiej arenie. Niestety ten czarny scenariusz staje się coraz bardziej realny”,
    Przytaczam powyższą wypowiedź, aby wyrazić głębokie i niezłomne przekonanie, że dzięki takim wywiadom jak Twój z Tadeuszem Drozdą, już nigdy nie „zostaniemy sami na europejskiej arenie” i że już nigdy nie spełni się „ten czarny scenariusz”.
    „Dla mnie Unia (tak jak dla Tadeusza Drozdy – przypis mój) jest jak powietrze, bez którego nie da się żyć”.

    Zbigniew Waldemar Okoń

  8. Dziękuję bardzo za niezwykle interesujące komentarze. Mam jednak jedno pytanie do Prof. Ryszarda Lipczuka:

    Czy uważa Pan Profesor, że nawoływanie do/podjęcie próby zamachu stanu mieści się w granicach wolności słowa i demokracji?

    Nie pytam o ocenę decyzji Twittera – to osobna kwestia. Pytam o zachowanie prezydenta Donalda Trumpa i treść jego wiadomości.
    Za odpowiedź serdecznie dziękuję.
    Kłaniam się i pozdrawiam

  9. Panie Redaktorze!
    Na pewno trudno pochwalić próby podważenia wyniku wyborów przez prezydenta Trumpa, który zachęcał swoich zwolenników do demonstracji, mówiąc o skradzionych wyborach. Nie wiemy, jaki był jego prawdziwy cel, prawdopodobnie nie liczył się z tak gwałtownym przebiegiem zdarzeń, w których swój udział mieli (podobno) nie tylko jego zwolennicy. W każdym razie przez swoje apele do tych gorszących wypadków niewątpliwie się przyczynił. Ważne też, kto odpowiadał za ochronę Kapitolu, komu więc zależało, żeby do takiej sytuacji dopuścić?
    Ale równie trudne – a nawet trudniejsze – do zaakceptowania są tamte próby zablokowania na mediach społecznościowych jeszcze urzędującego wówczas prezydenta. To zły znak dla wolności słowa, nie tylko w Stanach Zjednoczonych. W kontekście objęcia urzędu przez nowego prezydenta pozostaje nam jednak zachować (umiarkowany!) optymizm.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here