Szkoda, że nie będzie już dodatku „Przez granice”. Rozmowa z jego redaktorem Bogdanem Twardochlebem

0
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Karol Czejarek: – Otrzymując ostatni raz, jak pan napisał, a było to w listopadzie 2019 roku, comiesięczny dodatek „Kuriera Szczecińskiego”, zatytułowany „przez granice”, myślałem, że to żart. Ale minął miesiąc, a kolejny numer rzeczywiście nie pokazał się w mojej skrzynce. Panie redaktorze, co się stało? Czyżby powodem było widoczne w ostatnich miesiącach pewne „napięcie” w stosunkach między naszymi krajami? Dlaczego dotychczasowi sponsorzy „zakręcili” panu (to znaczy „Kurierowi Szczecińskiemu”) kurek z dofinansowaniem pisma? Dziwne to tym bardziej, że spełniało ono niebywałą rolę na pograniczu, zwłaszcza w Euroregionie Pomerania: dokumentowało normalność między Niemcami a Polakami we wszystkich niemal dziedzinach – od gospodarczej po kulturalną, i przynosiło wiadomości o efektach współpracy. Panie Bogdanie, redaktorze, inicjatorze tego „dodatku” – co się stało? Zgodził się pan na rozmowę ze mną na ten temat, zatem szczerze i bez owijania w tzw. „bawełnę”: dlaczego nie ukażą się już „przez granice”?

Bogdan Twardochleb: – Cieszę się, że tak wysoko ocenia pan skromny comiesięczny dodatek do codziennej gazety regionalnej, jaką jest „Kurier Szczeciński”. W dwóch wersjach językowych, polskiej – „przez granice” i niemieckiej – „über die grenzen”, dodatek ukazywał się przez dwa lata, korzystając z dofinansowania rządu Berlina, a dokładniej – tu użyję nazwy niemieckiej – Senatsverwaltung für Wirtschaft, Energie und Betriebe, czyli (w oficjalnym tłumaczeniu na polski) – Administracji Senackiej ds. Gospodarki, Energii i Zakładów Miejskich, a mówiąc inaczej – ministerstwa, w którego gestii są m.in. sprawy porozumienia Partnerstwo Odry, któremu dodatek chciał towarzyszyć.

Karol Czejarek: – Tym bardziej nie rozumiem jego likwidacji, zwłaszcza że kontynuował pan wieloletnią tradycję różnych „Kurierowych…” stron tematycznych i dodatków, poświęconych sprawom polsko-niemieckim.

Bogdan Twardochleb: – Tradycję stron i dodatków, będących już to własnymi inicjatywami „Kuriera…”, już to efektem współpracy z dziennikiem „Nordkurier” (Neubrandenburg), czy też ze Stowarzyszeniem Gmin Polskich Euroregionu „Pomerania”, które przez pięć lat dofinansowywało dodatek „przez granice”, ukazujący się wówczas tylko w wersji polskojęzycznej. Gdy współpraca z Pomeranią się skończyła, po kilku miesiącach poszukiwań partnera, rozpoczęliśmy ją z ministerstwem rządu (Senatu) Berlina. Muszę powiedzieć, że zarówno z Pomeranią, jak i – mówiąc skrótowo – z Berlinem, współpraca ta była bardzo ciekawa i myślę, że pożyteczna.

Karol Czejarek: – Była bardzo pożyteczna, gdyż zarówno w Polsce, jak i w Niemczech brakuje systematycznej informacji o sprawach polsko-niemieckich, adresowanej do tzw. przeciętnego odbiorcy, zwykłego obywatela, a państwo to robiliście. Media zajmują się sprawami polsko-niemieckimi doraźnie, przy okazji wydarzeń ważnych bądź ekscytujących, w związku z tym wzajemna społeczna wiedza o sąsiadach jest w obu krajach zatrważająco nikła, przy czym w Polsce jest z tym chyba gorzej niż w Niemczech. A wiedza ta jest szczególnie potrzebna na pograniczu, gdzie codziennie tysiące ludzi przechodzi granicę, gdzie społeczeństwa po prostu się mieszają, gdzie powstaje prawdziwe kulturowe pogranicze, co jest fenomenem. Ten wyjątkowy w dziejach polsko-niemieckich i europejskich proces powinno się skrupulatnie dokumentować i opisywać.

Bogdan Twardochleb: – Ma pan absolutną rację. Na pograniczu rodzą się nowe i nowoczesne społeczne stosunki polsko-niemieckie, powstają dwujęzyczne rejony, jak np. w okręgach Löcknitz (Vorpommern) czy Gartz (Brandenburgia). Ze względu na dziedzictwo historii są to wciąż procesy bardzo wrażliwe, wymagające tego, co Niemcy ładnie nazywają „betreuen”. W naszym dodatku chodziło o to, żeby o tym informować i tymi ważnymi sprawami i procesami medialnie się opiekować.

Karol Czejarek: – Jednak finansowanie dodatku właśnie się skończyło. Czy to znaczy, że „Kurier…” zrezygnuje z informowania o tym, co dzieje się na pograniczu?

Bogdan Twardochleb: – Umówiłem się z kierownictwem redakcji, koleżankami i kolegami, że nadal będzie to robił, aczkolwiek w innej formule i bez wersji niemieckojęzycznej.

Karol Czejarek: – To bardzo dobrze, ale szczerze mówiąc, nie będzie to już to samo, zwłaszcza, że zabraknie formy dwujęzycznej. Nie odpowiedział pan jednak na pytanie, czy zamknięcie dofinansowania nie było związane z pewnym widocznym napięciem w stosunkach polsko-niemieckich?

Bogdan Twardochleb: – Nic mi o tym nie wiadomo, wiem natomiast, że jeśli coś się zaczyna, to także się kończy. Niezależnie od tego, napięcie w stosunkach polsko-niemieckich jest oczywiście wyczuwalne, a problemu tego nie można było uniknąć także w różnorakich rozmowach o dodatku. Dawał o sobie znać w artykułach, choć nie miało to żadnego wpływu na prace redakcyjne. Niestety, napięcie między stolicami rzuca cień także na pogranicze. Cieniem na pograniczu kładzie się też działalność partii oraz grup narodowych i nacjonalistycznych w obu krajach, manifestujące się choćby hasłami „Polska dla Polaków” i „Deutschland den Deutschen”. Można podać przykłady polsko-niemieckiej współpracy tych ugrupowań. Dwa lata temu polscy nacjonaliści zorganizowali w samym centrum Szczecina, na pl. Grunwaldzkim, manifestację przeciw uchodźcom, na którą zaprosili grupę z nacjonalistycznej organizacji „Freie Pommern”. Na szczęście jednak grupy nacjonalistyczne nie decydują o sytuacji pogranicza, aczkolwiek ich aktywność jest zauważalna. Gdy patrzy się na stosunki polsko-niemieckie w perspektywie ogólnej, wyraźnie widać, że pogranicze żyje w dużej mierze własnym życiem i swoimi sprawami. Chce być przyjazne i otwarte, choć ze względu na owe napięcia przeżywa po raz pierwszy swego rodzaju próbę sił. Oby jej atmosfera szybko przeminęła, nie przynosząc szkód.

Karol Czejarek: – Dziękuję panie redaktorze za szczerość.

Bogdan Twardochleb: – Dodam, że owe napięcia nie były na szczęście przyczyną likwidacji dodatku. Powody są według mnie inne.

Karol Czejarek: – Jakie mianowicie?

Bogdan Twardochleb: – Wypowiem wyłącznie swoje zdanie. Gdy zaczynała się współpraca z Berlinem, wydawało się, że znajdziemy formułę, siły i finanse na to, by dodatek rozwijać, żeby miał większą objętość niż cztery strony gazety raz w miesiącu, bowiem – jak pan powiedział – wciąż zbyt mało jest rzetelnej i systematycznej informacji o sprawach polsko-niemieckich. Dobrze widać to dziś, gdy – znów pana zacytuję – pojawiły się „pewne napięcia”. Sądzę, że wynikają one w dużej mierze z braku informacji, a co za tym idzie – ze zwyczajnej niewiedzy, sprzyjającej resentymentom i poglądom skrajnym. Takiej nowej formuły nie udało się znaleźć. Jeśli nadto ma się świadomość, że nie ma szans, by udało się to zrobić w jakiejś najbliższej przyszłości, to trzeba się zatrzymać, rozejrzeć wokół, pomyśleć. Najgorsze byłoby popaść w rutynę, a co za tym idzie – w marazm. Wciąż więc mam nadzieję, że powstanie kiedyś czasopismo, papierowe czy internetowe, które będzie inne niż na przykład świetny berliński magazyn „Dialog”, redagowany od lat przez Basila Kerskiego, które będzie skupiało się na sprawach polsko-niemieckich i europejskich widzianych właśnie z pogranicza, z tego fascynującego regionu od wyspy Uznam po tzw. polsko-niemiecko-czeski trójstyk granic na południu. Zresztą dziś, gdy mieszają się ludzie i kultury, a proces ten będzie się nasilał, wszyscy w Europie żyjemy de facto na pograniczach. Dlatego też refleksja o doświadczeniach pogranicza polsko-niemieckiego jest tak ważna.

Karol Czejarek: – Życzę panu spełnienia marzeń o takim czasopiśmie.

Bogdan Twardochleb: – Dziękuję, choć pewno lepiej robiłby to ktoś młodszy ode mnie. Proszę pozwolić, że naszą swobodną rozmowę zakończę trochę pompatycznie. Chcę powiedzieć, że pogranicze jest żywym laboratorium polsko-niemieckiej współczesności. Jest jednym z filarów dobrego polsko-niemieckiego sąsiedztwa, a co za tym idzie – europejskiego pokoju. Musimy dbać o tę wciąż delikatną roślinę.

Karol Czejarek: – Trafnie pan to sformułował. Proszę jeszcze przedstawić szerzej naszym Czytelnikom w kilku zdaniach waszą gazetę „Kurier Szczeciński”, bo ona jest swego rodzaju ewenementem. Ja osobiście w Szczecinie przeżyłem lata 1948-1973. Już wiele lat w Szczecinie nie mieszkam, ale wciąż myślą i wspomnieniem wracam do tego miasta i regionu. „Kurier” prenumeruję i czytam niezmiennie od tamtego czasu, aż trafiłem kiedyś na redagowany przez pana dodatek.

Bogdan Twardochleb: – Jestem zwykłym dziennikarzem, na dodatek od niedawna na emeryturze, a o gazecie powinni mówić jej prezesi i redaktorzy naczelni. Dlatego powiem krótko: „Kurier…” to najstarsza polska gazeta na Pomorzu Zachodnim. Ukazuje się od początku października 1945 roku, a od kilkunastu lat jest spółką z o.o., której udziałowcami są jej pracownicy. „Kurier…” działa poza koncernami prasowymi, jako samodzielny i niezależny podmiot gospodarczy. Wśród gazet codziennych w Polsce jest to dziś rzeczywiście ewenement. Mogę więc powiedzieć tak: my, właściciele „Kuriera Szczecińskiego”, jesteśmy dla gazety sterem, żeglarzem, okrętem. Na wszystko, co jest związane z działalnością firmy i gazety, możemy wydać tyle pieniędzy, ile sami zarobimy. Również sami decydujemy o tym, co i jak piszemy. Są wśród nas ludzie w różnym wieku, o różnych poglądach politycznych (także w sprawach polsko-niemieckich), lecz dogadujemy się, tworząc – moim zdaniem – gazetę wyjątkową w polskim krajobrazie codziennej prasy regionalnej. Nie jest nam łatwo, lecz sami decydujemy, jak się w tym krajobrazie poruszać.

Karol Czejarek: – Dziękuję, dziękuję, dziękuję za szczerość rozmowy! Za trafne – moim zdaniem – i przekonujące odpowiedzi! Chciałbym jeszcze zapytać pana, czy kiedykolwiek będziemy sprawy polsko-niemieckie traktować „ jako normalne”? To znaczy, na takim samym poziomie zaufania (po tym wszystkim, co w latach okupacji niemieckiej przeżyliśmy), jak przykładowo z Francuzami, Brytyjczykami, Włochami. Pan wie, co mam myśli. Czy, aby tak było, nie należałoby znaleźć jakiegoś „przedmiotu” w każdej szkole – w Niemczech i równolegle w Polsce – na którym problemy wciąż określane jako „trudne”, byłyby omawiane i dyskutowane? Przecież młode pokolenia powinny wiedzieć o tym, jak było. I aby to, co było, już nigdy nie miało miejsca! Pytam o to także w kontekście „znikającego” z rynku pańskiego „przez granice”. Wciąż nie mogę się pogodzić z tym, że tego dodatku, tak niezwykle cennego dla kształtowania tzw. „normalności”, o którą pytam, już nie będzie!

Bogdan Twardochleb: – Przedmiot w szkole? Myślę, że nie, bo w szkołach jest już za dużo przedmiotów. Kto zresztą miałby takie lekcje prowadzić, skąd wziąć specjalistów? Zresztą los polsko-niemieckiego podręcznika do historii dobitnie dowodzi, jak trudno dla spraw, o których Pan mówi, znaleźć nowe miejsce w szkole. Czas dla nich powinien znaleźć się na mądrze prowadzonych zajęciach z historii, literatury, wychowania obywatelskiego (jakkolwiek je nazwać), języków polskiego, niemieckiego, innych także, na geografii, etyce, religii (w sensie religioznawstwa), na szkolnych wycieczkach, spotkaniach etc. etc. Po drugie – sądzę, że sprawy polsko-niemieckie są już dziś – zwłaszcza na pograniczu – traktowane jako normalne, aczkolwiek jest to normalność specjalna, o wyjątkowej czułości i wrażliwości, której towarzyszy jakiś podskórny lęk, żeby ktoś jej nie zepsuł, nie zniszczył, nie zrujnował tego dobra, które w polsko-niemieckich sprawach dokonało się i dokonuje. Ktoś to znaczy nacjonaliści po obu stronach granicy. Choć oni są przeciwko Unii Europejskiej, to korzystają np. z unijnej swobody podróżowania i nawiązywania kontaktów i współpracują transgranicznie, co szybko skończyłoby się, gdyby zdobyli władzę. Oczywista, że podskórny lęk nie przyniesie niczego pozytywnego. Potrzebne jest działanie pozytywne w formie np. szeroko rozumianej edukacji ustawicznej, immanentnie wpisanej w życie społeczne, polityczne, kulturalne, działalność fundacji, stowarzyszeń związków religijnych, partii politycznych, mediów. Niemcy dobrze wiedzą o co chodzi, mają m.in. centrale kształcenia politycznego, VHS-y, media naprawdę publiczne, etc. etc. U nas jest znacznie gorzej. Jest więc co robić. I jeszcze jedno- trzeba umacniać w Polsce nowoczesne niemcoznawstwo, także na pograniczu, a zwłaszcza w Szczecinie. Na koniec naszej rozmowy powtórzę w tym kontekście: wciąż mam nadzieję, że na pograniczu powstanie czasopismo, które będzie skupiało się na sprawach polsko-niemieckich i europejskich, zajmując się także problemami, o których właśnie rozmawiamy. Powinni je tworzyć młodzi ludzie. Rzecz jasna, korzystając z doświadczeń, wiedzy i rozwagi starszych, lecz będący znacznie bardziej od nich mobilni, „otrzaskani” w Europie, posługujący się nowoczesnymi metodami komunikacji.

Karol Czejarek: Bardzo dziękuję panu za rozmowę!

Poprzedni artykułIle kosztuje nas samochód w 2019 roku?
Następny artykułChiny odkrywają Europę Środkowo-Wschodnią
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here