Szewska pasja megalomaństwa

0

Czy młodzieniec, czeladnik szewski, po ukończeniu tylko  4 lat wiejskiej szkoły, może zbudować sobie luksusowy pałac o długości 240 m, posiadający 480 kryształowych żyrandoli, 1100 sal oraz kosztujący 1,8 miliarda dolarów USA? Oczywiście! To co brzmi jak bajka, jest możliwe i zostało zrealizowane w Bukareszcie, począwszy od 1984. Ale dzięki czemu? Dzięki komunistycznemu systemowi braku kontroli. Nawet w tym aspekcie komunizm udowadnia, iż jest totalitarny… Nie pierwszy raz stoję przed tym pałacem szaleńca. Słońce świeci, ale nadciąga burza.

Pierwszy sekretarz Koministycznej Partii Rumunii, Nicolae Ceauşescu (wymowa: ni-ko-LA-e czau-SZES-ku) udowodnił, iż gigantyczny projekt zrodzony w jego głowie można urzeczywistnić. Kazał w stolicy Rumunii, Bukareszcie, zbudować taki pałac i rozkaz wykonano w latach 1984-89. Zresztą w tym momencie miał władzę absolutną, więc nikt nie mógł mu się w demokratyczny lub inny rozsądny sposób przeciwstawić. Nicolae był od 1967 roku: (1) szefem jedynej partii w kraju, czyli komunistycznej, (2) przewodniczącym Rady Państwa, (3) głównodowodzącym sił zbrojnych i (4) głową państwa. Szewska pasja, czyli namiętność, doprowadziła go do szczytów władzy.

Co do wykształcenia, przeżył w prymitywnej ławce jedynie 4 lata w „skróconej podstawówce”, jak wspomniałem. Nie wiedząc, co to jest „matura”, stał się doktorem ekonomii w 1966 (urodził się 26 stycznia 1918), przy czym ktoś dopisał na jego dysertacji uwagę fără frecvenţă, czyli „bez uczęszczania na wykłady i zajęcia”. Geniusz nie potrzebuje wykładów. Przecież zda wszystkie egzaminy. Miał 48 lat zatem, kiedy dosięgnął laurów doktora nauk ekonomicznych. Pomagała mu w tym widocznie również przysłowiowa szewska pasja…

 

N C – N C – N C – N C

 

Żarty na bok. Karierze młodego szewca pomógł po 1945 roku fakt, że po królu w Rumunii nastąpił jednopartyjny system polityczny. A Nicolae był za młodu dwukrotnie aresztowany, przesiedział się za agitację i propagandę komunistyczną przed 1939. Istotnie, takie agitowanie nie pasuje do monarchii. W celi – i to mu pomogło najbardziej – przypadkiem siedział z tow. Gheorghe Gheorghiu-Dej (GGD-wymowa GJORgje GJOR-gju deż). Ten przejął stery totalitaryzmu komunistycznego w chaotycznej Rumunii po rozpadzie monarchii i zlikwidowaniu tendencji faszystoidalnych. Kiedy G.G.D. umarł w marcu 1965, zupełnie już formalnym procederem był wybór Nicolae na szefa partii. Nastąpiło to kilka dni po zgonie G.G.D.  Na horyzoncie nie było kontrkandydata.

Rozpoczął się nieprzerwany lot do nieba, czyli furkot skrzydeł i zaszczytów bez granic.

Nicolae C. miał wtedy za sobą już parę wysokich stopni zasługi: był wiceministrem obrony i od kilku lat  członkiem Biura Politycznego Partii Robotników Rumuńskich. Ceauşescu przemianował ją samowolnie od razu na Komunistyczną Partię Rumunii (PCR). Czy zatem wierzył w już osiągnięty stopień rozwoju wspołeczeństwa, czy też wytyczył tą nazwą nowy cel? Nikt nie pytał ani oponował. Aura nietykalności zaczęła działać. Boskość imperatorów rzymskich zaczęła być cechą wiejskiego szewca.

 

N C – N C – N C –  N C

 

Jako romanistę, bardzo ciekawił mnie język rumuński, najbardziej wschodnie leżące na mapie Europy dziecko matki łaciny. Niesłychanie ciekawe słownictwo, gramatyka, kopalnia złota dla filologów. Pierwszy raz byłem w Rumunii w 1971 roku na zaproszenie znajomego lekarza, będącego dyrektorem szpitala dla dzieci psychicznie chorych. Poznałem prowincję tego kraju, codzienne życie intelektualistów w okręgu Hunedoara

Drugi pobyt miał charakter naukowy. Latem 1974 przebywałem dwa miesiące w Braszowie na uniwersytecie, gdzie wśród innych obcokrajowców studiowałem język, historię i cywilizację rumuńską. Nawet wystąpiłem jako aktor-amator w sekwencji sztuki granej przez studentów obcokrajowców (mieliśmy siłą rzeczy nie-rumuński akcent) pod tytułem „O scrisoare pierdută” – „Zgubiony list”. Jest to komedia napisana w 1884 roku. Autorem jest Ion Luca Caragiale.

Dodam, iż moja żona ma silne powiązania z Rumunią, gdyż jej matka urodziła się w Besarabii, wtedy w Królestwie Rumunii. Teraz to Mołdawia, osobny kraj. Moja teściowa urodziła się tam w polskiej rodzinie. Tych było sporo w tej bałkańskiej enklawie. Tam nad Dniestrem mówi się po rumuńsku. Kolebka mojej teściowej stała w mieście Tighina, teraz Bendery.

Ja w Warszawie byłem wtedy na uniwersytecie studentem wspaniałej znawczyni Rumunii, dr Haliny Mirskiej-Lasoty (1930-2006), autorki m. i.  „Słownika pisarzy rumuńskich”. Potem opublikowałem artykuł naukowy w „Cahiers roumains d’études littéraires“ (1977-4), wydawanym przez uniwersytet w Cluj. Wreszcie w rumuńskim zeszycie miesięcznika „Literatury na Świecie” zamieściłem w PRL moje tłumaczenia wierszy niezwykłego poety. Lucia Blaga był dyplomatą za czasów królestwa, pisał wiersze, przesiąknięty metafizyką prawosławia. Celowo usunięto go w cień za czasów komunizmu. Parę lat temu odkryłem przypadkiem jego pomnik w Estoril, mieście blisko Lizbony.

 

N C – N C – N C – N C

 

Kiedy zacząłem pobyt filologiczny w Braszowie latem 1974, Ceauşescu od trzech miesięcy był prezydentem a od 9 lat Pierwszym Sekretarzem partii komunistycznej. Sam się obrał. Ludzie przycichli z przerażenia. Coraz ciszej kursowały dowcipy, gdzie w puencie ON był idiotą. Sam zaczął kolekcjonować tytuły doctor honoris causa jako koryfeusz nauk ekonomicznych w trakcie podróży po świecie. Powstawały nowe dowcipy przeciw niemu. Jego żona Elena była chemiczką i również zaczęła zbierać należne jej zaszczyty w jej branży. Kiedy ten duet przybywał do kraju „X”, przywódcy tego kraju przygotowywali tytuł doctoris causa dla nich, aby godnie uczcić tytanów intelektu oraz zrobić przyjemność byłemu czeladnikowi sztuki szycia butów. Jedni są łasi na szacunek w siódmym niebie, inni na władzę w siedmiomilowych butach. A Witkacy twierdził w „Szewcach”: „-But to absolut!”

Nicolae zasłynął na świecie w 1968 roku, kiedy to ZSRR zaatakował niecnie Czechosłowację. Sowieci kazali wojskom z innych krajów pod ich okupacją od 1945 wziąć udział w tej napaści, nazywanej ohydnie w Moskwie bratnią pomocą. Ale Nicolae C. nie wysłał armii rumuńskiej na zdobycie Pragi i Bratysławy! Tym automatycznie zaskarbił sobie laury wszystkich komentatorów politycznych świata nie-komunistycznego: „No proszę, Rumunia pokazała wszystkim, iż można nie być do końca posłusznym rozkazom z Kremla.  Nie trzeba klękać przed dyktatem ZSRR!”

Zaczął uchodzić za odważnego komunistę, stawiającego czoło Moskwie i dążącego do własnej drogi politycznej między Dunajem a Karpatami.

Tylko że w Rumunii było coraz gorzej, coraz dłuższe kolejki po artykuły spożywcze w sklepach, coraz więcej sfrustrowanych ludzi, chcących uciec na Zachód, coraz drastyczniejsze represje wobec obywateli myślących inaczej… Ale tego nie było widać z perspektywy felietonów politycznych w gazetach Zachodu!

W tym samym czasie N.C., szef partii, kolekcjonował oficjalne tytuły:

Tytan Tytanów, Syn Słońca, Geniusz Karpat i parę innych. Jeden tytuł był pikantny.

Mianowicie faszystowski dyktator rumuński z łaski Hitlera, Ion Antonescu, używał w czasie wojny do 1945 tytułu Conducător, czyli „Wódz”… Ten tytuł przejął teraz oficjalnie Nicolae! On jako Führer Rumunii! Nikt nie protestował. Nikt nie śmiał protestować… Za kulisami sprawdziło się tylko francuskie powiedzenie les extrêmes se touchent – „skrajności się dotykają”… Komunizm to lustrzane odbicie faszyzmu!

Po jego przemówieniach, trwających niemal tak długo jak te Fidela Castro na Kubie, następnego dnia wszystkie gazety w Rumunii musiały przedrukowywać cały tekst tych bezsensownych monologów, których nikt nie czytał. Akapity były przedzielone na łamach prasy uwagami w nawiasach: zebrani przerwali oklaskami; niemilknący aplauz; wszyscy wstają; burzliwe brawa, itd.

Najgorszy był fakt, iż te didaskalia były prawdą! I tak przez ćwierć wieku w Europie!

 

N C – N C – N C – N C

 

Za nieposłanie wojska rumuńskiego do Czechosłowacji, w 1971 otrzymał N.C. w trakcie wizyty oficjalnej w Bonn „Sonderstufe des Grosskreuzes des Verdienstordens der Bundesrepublik Deutschland”, czyli „Szczególny Stopień Wielkiego Krzyża Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec”. Z tego był dumny on, żona i dzieci.

Para Elena i Nicolae miała troje dzieci – dwu synów i córkę. Po puczu 25.12.1989, kiedy ich  zastrzelono – ojca-tyrana, pałacowego megalomana i jego żonę, od razu zaaresztowano dzieci, pozbawione nagle tak dotychczas cennego parasola.

Najstarszy Valentin, jedyny żyjący jeszcze z trójki potomstwa, rocznik 1948, jest fizykiem i wielkim działaczem sportowym – wielki fan klubu „Steaua”, czyli „Gwiazda”. Nie udowodniono mu nielegalnego korzystania z dóbr, należnych ludowi a przejętych przez rodziców. Żyje na wolności. Córka Zoia (ur. 1949) była matematyczką, tak zdolną, iż latami całymi była dyrektorem Instytutu Matematyki Uniwersytetu Bukareszteńskiego. Tam nikt oczywiście nie mógł być mądrzejszy od niej. A jak mógł, to ukrywał tę przykrą wadę. Ładna Zoia miała za sobą skomplikowane życie prywatne, małżeństwa, afery, rozwody. Paliła namiętnie papierosy. Umarła w szpitalu na raka płuc w 2006.

Też nie żyje najbardziej krnąbrny beniaminek, czyli Nicu, urodzony w 1951 roku. Jemu udowodniono w sali sądowej nagminne wręcz korzystanie z przywilejów nazwiska Wszechwładnego Ojca. Wyrok – 20 lat więzienia. Przesiedział tylko kilka lat. Za kratkami tkwił człowiek, który przedtem po pijanemu zabił parę osób, nie gardził narkotykami, gwałcił bezkarnie kobiety. W celi stawał się piano piano wrakiem człowieka. Przewieziono go do największego szpitala w Wiedniu (AKH), gdzie zmarł w 1996 roku oficjalnie z powodu  marskości wątroby. 

 

N C – N C – N C – N C

 

O tym wszystkim myślę, patrząc na olbrzyma, czyli na pałac wspomniany na wstępie, nazwany przez Nicolae Palatul Poporului – Pałac Ludu. Dookoła mnóstwo przestrzeni, luz urbanistyczny. Czuć nieposkromiony rozmach. Komunizm robi wszystko dla ludu. I tylko dla ludu. Kult ludu… Nigdy dla kultu jednostki! Teraz ten kolosalny budynek na wzgórku przede mną o 300 000 m²  powierzchni użytkowej, ważącym 4 miliardy ton (dlatego zapada się 6 mm rocznie), mający 40 wind, budowany przez 300 architektów dozorujących postęp robót, już nie nazywa się „dla ludu”. Na planach miasta widzę słowo: Palatul Parlamentului, a zatem „Pałac Parlamentu”. Istotnie, od 1994 jest tu siedziba Izby Deputowanych (sejm), a od 2005 obraduje tu również Senat.

Olbrzym nie jest całkiem skończony, styl delikatnie nazwano eklektycznym, czyli stylistycznie nie wiadomo co to jest. Słynna główna architektka, Anca Petrescu, wyznaczona przez Wodza, już dawno nie żyje, dyktator też nie, rozstrzelany z żoną gdzieś w koszarach.

Patrzę na słynny balkon. Ceauşescu miał z niego przemawiać plus minus wiosną 1990 w trakcie inauguracji. Nie zdążył. Lud się pomścił spontanicznie rozstrzelaniem go parę miesięcy wcześniej. Ale za to z tego balkonu przemawiał do fanów Michael Jackson w 1992 roku. Zrobił słynne faux-pas. Zaczął jak Ceauşescu „I love you, people!”, ale całe zdanie  brzmiało „I love you, people of Budapest!”. Wrzucamy zatem M. Jacksona za karę do worka z osobami, mylącymi chronicznie dwie stolice, Węgier i Rumunii, Budapeszt i Bukareszt. Znawcy wiedzą – są różnice między nimi!

Patrzę też na antidotum tego dziwacznego potwora. Powstał architektoniczny kontrast!  Na lewo od Pałacu Parlamentu, bardzo blisko buduje się antidotum, czyli zwycięstwo religii prawosławnej. Olbrzymia świątynia! Też nie jest gotowa. Tu powstaje cały kompleks architektoniczny cerkwi o nazwie: „Catedrala Măntuirii Neamului Românesc”, zatem „Katedra Zbawienia Narodu Rumuńskiego”.  To będzie gigantyczna cerkiew. Zwycięstwo religii nad widzimisię dyktatora! Patrzę na potężne kopuły, dzwonnicę i główny obiekt. To odpowiedź religijna na lata uciemiężenia odtąd dominującego prawosławia w tym kraju. Wreszcie zatriumfowała religia. Katedra miała być gotowa jesienią 2018. Wszystko ze składek ludności. Obszedłszy Pałac Ceauşescu, symbol komunizmu, pukam do prowizorycznej bramy, by dowiedzieć się o postępach na budowie. Cud, że ją znalazłem. Nie istnieje jeszcze w przewodnikach. Nikt nie otwiera. Nikt też mnie nie oczekiwał. Lasciate ogni speranza… Opuszczam piękny Bukareszt. Nie leży nad Dunajem. Autostradą A-2 do miasteczka Fiteşti. Tam przycumował „mój” statek. Płynę dalej, do delty Dunaju,  życząc pięknej Rumunii świetlanej przyszłości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here