Powieść jest o tym, co Autorowi – którego polecam szczególnej uwadze PT Czytelników – doskwiera u ludzi, pośród których żyje.
Denerwuje go ich postępująca degradacja duchowa, zmiana najdelikatniejszej sfery naszego życia, jaką jest nasze wnętrze, wrażliwość i wszelkie inne uczucia.
Denerwuje się brakiem umiejętności analizowania warunków zewnętrznych, ze stosunkami międzyludzkimi na czele.
Przeszkadza mu i „dawanie”, i „branie” tego, co najprostsze, naskórkowe i pozbawione głębszych wartości, jest za to kolorowe, głośne, rzucające się w oczy. I o tym jest najnowsza powieść „Jaśmin Babel rusza w świat”. Książka na wskroś współczesna, atakująca naszą osobowość, spychaną – zdaniem Autora – „w coraz głębszą otchłań…”.
Według Koprowskiego (Szymona, nie mylić z Janem Koprowskim, który był jego ojcem) współczesne osobowości zamierają, więdną, degenerują się, a na ich powierzchnię wydostają się (jak wulkaniczna lawa) elementy mało wartościowe, przykuwające uwagę innych swoją widowiskowością i krzykliwością autoreklamy lub zwyczajnie ordynarną agresją.
Zdaniem Szymona Koprowskiego – dotyczy to także ludzi wykształconych, ze specjalizacją zawodową, a wśród nich również (na szczęście nie wszystkich) aktorów, pisarzy, lekarzy i „każdego stąpającego po tej ziemi człowieka”.
To ostre słowa i stwierdzenia, z którymi jednak trudno się nie zgodzić.
Już na pierwszej stronie swej powieści, Szymon Koprowski pisze o traktowaniu bliźnich w sposób pozbawiony jakiejkolwiek, a przynajmniej głębszej refleksji, szufladkujący i skazujący ich na egzystencję w mentalnych gettach określonych grup społecznych. Dotyczy to również bohaterów tej książki – państwa Bablów.
Autor pisze:
… „Hortensja i Armin, wśród sąsiadów mieszkających na tej samej ulicy, uchodzili za dziwaków i odmieńców, już choćby ze względu na rzadko spotykane imiona. Nie byłoby w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę głębokie przywiązanie do tradycji katolickiej, gdyby nie pojawiające się coraz częściej Seleny, Andżeliki, Alany i inne podobnie brzmiące imiona wywodzące się z krajów uchodzących w naszej ojczyźnie za synonimy bogatego, szczęśliwego życia. A tu Hortensja i Armin. Mało tego, Armin to drugie imię Babla, bo pierwsze to Jaśmin. Dziwactwo! Czy to pasuje mężczyźnie? Raczej nie. Po prostu nie wypada!” (Patrz dalej strona 5 i 6 powieści).
Jaśmin Babel i jego żona Hortensja są ludźmi wykształconymi, ale z wieloma brakami w sferze duchowej.
On – niespełniony filolog, obrażony na uniwersytecki światek asystent, a właściwie profesorski chłopiec na posyłki, zrywa z uczelnią i postanawia zostać pisarzem. Nie pragnie, lecz postanawia, żeby środowisku zagrać na nosie.
Zamyka się w swoim gabinecie i niezmordowanie pisze i pisze…
Jednak z wysiłku, zrodzonego z uczucia zranionych ambicji, niewiele wynika. Staje się zaledwie przeciętnym literatem, nie rozwija się. Rozdęte ego, brak samokrytycyzmu i jeszcze wielu niezbędnych elementów budujących wrażliwość twórczą, nie pozwala mu zauważyć, jak z uporem brnie w ślepą uliczkę. (strona 37, 38 i 39.)

W konsekwencji przegrywa z kretesem nie tylko swoje życie literackie, ale też małżeńskie. Opamiętuje się dopiero po śmierci żony, a właściwie „dzięki” niej.
Niestety za późno!
Zmarła Hortensja odwiedza go teraz w jego snach, jako głos pojawiający się w jego świadomości. Ulega jej namowom, burzy wszystko co osiągnął, sprzedaje mieszkanie i rusza w świat …”szukać siebie nowego”.
Nie wdając się w szczegóły, wydaje mi się, że zamiarem Szymona Koprowskiego było ukazanie w swojej powieści destrukcji w każdej dziedzinie życia, powodowanej niechlujnością postępowania, zachłannością oraz brakiem dystansu do samego siebie i innymi karygodnymi zaniechaniami!
Hortensja, mimo że w sumie oddana jest mężowi, nie ingeruje jednak w jego życie, bo tak jest jej wygodniej. Sama realizuje się poza domem, szczególnie w sferze erotycznej…
Jednak i ona, i Jaśmin nie walczą ze sobą.
Teoretycznie są nawet zgodną parą, ale tylko teoretycznie.
Jak zwykle w takich przypadkach opamiętanie przychodzi za późno, uaktywnia się po dramatycznych wypadkach, niepozwalających już odwrócić biegu zdarzeń i naprawę zmarnowanych lat.
W przypadku Jaśmina, z mroku niepamięci wychodzą grzechy dzieciństwa, brak sumiennej socjalizacji i nadzoru dorosłych nad rozwojem emocjonalnym.
Autor (nie odkrywam tu „Ameryki”, bo to rzecz znana w psychologii od dziesiątków lat) chce przypomnieć dzisiejszemu światu, że to co zostało zmarnotrawione, zaniedbane i niedocenione w dzieciństwie, ubodzie swoimi rogami niedorobionego dorosłego. Stąd scena z Puchatkiem, jego wulgarna, pełna pretensji i oskarżeń przemowa w sennym lesie (patrz strona – 84, 85, 86). Zacytuję fragment z tych stron:
„…nikt nie kazał ci porzucać najwierniejszych przyjaciół, jakby nas nie łączyło nic ważnego. A to przecież nieprawda. …No to posłuchaj Jaśminie, co mam ci do powiedzenia…
Zafundowałeś sobie podróż obnażającą wszystkie twoje niedoskonałości. Ledwie ją rozpocząłeś, a już dałeś się przeczołgać przez nieczystości, pośród których żyjesz, tylko nie wiem, dlaczego do tej pory nie raczyłeś ich zauważyć, skoro zawsze myślałeś o sobie „jestem inny, wrażliwszy”.
W tekście Autora zawarte są też oskarżenia wobec kościoła instytucjonalnego i jego niektórych, odrażających przedstawicieli: pazernych, żądnych władzy absolutnej nad duszami wiernych, zblatowanych z władzą świecką, pozostawiających de facto, maluczkich ze swymi problemami samym sobie…
Pozbawieni prawdziwego przewodnictwa duchowego i wyraźnych przykładów przyzwoitego zachowania, demoralizują się ostatecznie, pozostając jednocześnie w przekonaniu, że stanowią uprzywilejowaną część społeczeństwa, która uważa, że powinna narzucać innym własne, jedynie słuszne poglądy.
…Nie zdają sobie sprawy, że to z gruntu fałszywe i niszczące przekonanie. Przykładem destrukcyjnej roli zmanipulowanego społeczeństwa wobec nieprzystających do realiów zakłamanej codzienności, jest w powieści Sardynka, „kurwiszon” wyhodowany przez bezkarnych notabli małego miasteczka, bez sprzeciwu rodziców, ku uciesze miejscowej społeczności.
Sardynka, w sumie bardzo utalentowana, bystra, naprawdę inteligentna, ale słaba psychicznie, płaci za swoje marzenia straszną cenę – zostaje najzwyklejszą k…ą, co nie znaczy, że nie ma w niej wielkiej wrażliwości. (Patrz strona – 139, 141)
W tym miejscu znów zacytuję Autora:
…”Boże, jaka ja byłam głupia! Jak mogłam godzić się na takie życie?!…
Skracając poniższy wywód dopowiem, jak na to reaguje Autor:
… „Uspokój się, dziewczyno, czasu nie odwrócisz, a na przyszłość zapamiętaj jedno: nigdy nie mów na głos o tym, co cię spotkało, a już broń Boże, co sama o sobie myślisz. Ludzie natychmiast to wykorzystają przeciw tobie…”. (Strona 133)
Reasumując: Analizowana dziś przeze mnie powieść – to jest po prostu mocno doprawiona historia o nas, o naszej mentalności. Szczerze zapraszam do jej przeczytania – przykuwa uwagę od pierwszej, do ostatniej strony. Zapraszam też do ew. podyskutowania o jej treści (po to, m.in. jest rubryka „opinie” znajdująca się pod recenzją).
Jeśli chodzi o moją osobistą ocenę Autora, to podoba mi się jego styl pisania. Cechujący problematykę głębokich uczuć, teraźniejszych, świeżych, ale także dotykających przeszłości.
Każde zdanie zawiera w sobie jakąś prawdę, opisane zdarzenia (nawet te z pogranicza fantastyki, a jest ich sporo w powieści) jest przedstawione tak, jakby był ich świadkiem, uczestniczył w nich, pozostawiając swój głęboki ślad.
Zaletą prozy Koprowskiego jest to, że nie stosuje żadnych barw ochronnych, nie rozmywa swoich przekonań, nie unika trudnych i bolesnych tematów. Jestem zachwycony jego dotychczasowymi osiągnięciami, życząc dalszego powodzenia.
P.S. Szymon Koprowski jest absolwentem ASP we Wrocławiu. Od 10 lat zajmuje się – wg mnie bardzo udanie – beletrystyką. Wydał, m.in. „Dybuka z ulicy Piotrkowskiej”, „Requiem dla Wrocławia” oraz „Uszy van Gogha”.
—
Szymon Koprowski: „Jaśmin Babel rusza w świat”, Oficyna Wydawnicza „ATUT”, s. 183, br., okładkę na podstawie rysunku Stefana Żechowskiego zaprojektował i wykonał Bartosz Harlender, Wrocław 2022 (Książka jest do zdobycia w kilkunastu księgarniach internetowych)










