Stosunki polsko-czechosłowackie po konferencji w Monachium. Współpraca wywiadowcza i utworzenie Legionów Czeskiego i Słowackiego w Polsce

0

Autorzy tekstu: Monika Kaźmierczyk, płk w st. spocz. dr Mieczysław Starczewski

 

Stosunki polsko-czechosłowackie w okresie międzywojennym nie układały się najlepiej, można powiedzieć iż cechowała je zimna wojna. Oba państwa wiele łączyło, ale wiele też dzieliło. Gospodarka polska o charakterze rolniczo-przemysłowym i czechosłowacka o przemysłowo-rolniczym mogły dobrze się uzupełniać. Ściślejsza współpraca ekonomiczna obydwu państw mogła być nie tylko zaporą dla gospodarczej ekspansji Niemiec w stosunku do tych państw, ale też powstrzymującą rewizjonistyczne dążenia terytorialne zachodniego sąsiada. Oba państwa graniczyły ze sobą na długości 984 km i wzajemnie nie stanowiły dla siebie zagrożenia.

Kierownictwo polityczno-wojskowe Czechosłowacji nie podzielało jednak polskiego poglądu o zagrożeniu niemieckim obu państw. Dlatego przeciwni byli ściślejszej współpracy polityczno-wojskowej, aby nie zostać wciągniętym w ewentualny konflikt niemiecko-polski. Błędnie zakładali, że ewentualna ekspansja niemiecka na wschód nie obejmie ich kraju a skierowana zostanie przez Polskę na wschód. Politycy czechosłowaccy zapomnieli o 3 milionowej mniejszości niemieckiej mieszkającej w Sudetach. Błędnie oceniali, że Niemcy się o nią nie upomną. Nie tylko nie zapomnieli, ale dokonali tego na drodze pokojowej, czyli na konferencji w Monachium 29 IX 1938 r. gdzie: Anglia, Francja, Włochy i III Rzesza zawarły układ, który upoważniał Niemców do aneksji części obszaru Czechosłowacji, zamieszkałego przez ok. 3 mln Niemców. Według prof. Marka Kazimierza Kamińskiego doprowadził do tego Edward Beneš, który zadeklarował w połowie września 1939 r. Francji i Anglii gotowość do odstąpienia III Rzeszy terenów przygranicznych, pod warunkiem ultimatum tych państw. Chciał z premierem Milanem Hodżą wywołać wrażenie, że zostali zmuszeni do ustępstw terytorialnych w wyniku nacisku tych krajów na Czechosłowację.

Rząd polski wykorzystał tę sytuację, ale wbrew obiegowej opinii nie współdziałał z III Rzeszą, lecz podjął samodzielne działania i zażądał od Czechosłowacji zrzeczenia się Zaolzia 30 IX 1938 r. Czechosłowacja je zaakceptowała. 2 X 1938 r. żołnierze polscy [ Grupa Operacyjna licząca ok. 36 tys.] pod dowództwem gen. dyw. Władysława Bortnowskiego wkroczyli na teren Zaolzia. Oficjalnie włączone zostało do województwa śląskiego dekretem prezydenta RP Ignacego Mościckiego 11 X 1938 r. Jego zajęcie spotkało się z poparciem większości polskiego społeczeństwa.

W ilustrowanym Kuryerze Codziennym z 5 X 1938 r. czytamy o uroczystościach w Krakowie po przyłączeniu Zaolzia do Polski. 2 X 1938 r. odbyła się w tym mieście wielka manifestacja na Rynku Głównym, a w dniu następnym odprawione zostało uroczyste nabożeństwo przez ks. biskupa dra Rosponda w asyście licznego duchowieństwa i przy udziale kapituły katedralnej. Nabożeństwo zakończyło się „… uroczystem Te Deum przy dźwiękach Zygmunta i odśpiewaniu przez obecnych na nabożeństwie Boże coś Polskę”. Dźwięki Zygmunta obwieściły światu powrót Zaolzia do Macierzy.

Robotnika huty trzynieckiej Franciszek Wantuła wspomina „my szli ku Cieszynu pieszo z kwiatami. W Cieszynie już było masa ludzi z okolicznych wiosek a wszyscy z kwiatkami witać polski wojsko. Tyle ludzi z kwiatkami toch jeszcze nie widzioł, no i jak my prziszli ku mostu nad Olzą to prowie się zaczyło, dwo czescy generałowie z biołymi paskami na czapkach oddawali w pokorze Zaolzie polskim oficyróm.”

Natomiast część opinii międzynarodowej skrytykowała Polskę za zajęcie Zaolzia i bezpodstawnie zarzuciła jej współpracę z III Rzeszą. Nie uwzględniła ona faktu, że o losach Czechosłowacji zdecydowały rządy mocarstw europejskich [Francja, Anglia, Włochy, III Rzesza] a nie Polska.

Zajęcie Zaolzia przez Polskę było pozornym sukcesem, ponieważ nienajlepsze do tego czasu stosunki sąsiedzkie między obu państwami uległy dalszemu pogorszeniu. Zjawiskiem dosyć powszechnym była tu niechęć a nawet wrogość ludności czeskiej do tworzonej administracji polskiej. Tym samym doprowadzono do pogłębienia konfliktu między dwoma państwami oraz ludnością polską i czeską na Śląsku Cieszyńskim. Kierownictwo państwowo-wojskowe nie uwzględniło zwłaszcza skutków ewentualnego upadku Czechosłowacji, jej zajęcia przez III Rzeszę i ich wpływu na poziom bezpieczeństwa Polski. Polska utraciła sąsiada, czyli stworzyła warunki III Rzeszy do okrążenia Polski z trzech stron.

W przeciwieństwie do czechosłowackiego kierownictwa politycznego, dowództwo czechosłowackich sił zbrojnych dostrzegało realne zagrożenie niepodległości kraju przez III Rzeszę. Pod koniec 1937 r. podjęło nieoficjalne rozmowy z przedstawicielami Wojska Polskiego, np. attache wojskowy w Rumunii ppłk. Duda próbował podjął takie rozmowy z attache wojskowym Polski w tym kraju ppłk. dypl. Tadeuszem Zakrzewskim w początkach 1938 r. Czechosłowackie dowództwo wojskowe zaproponowało powołanie unii polsko-czechosłowackiej, czyli m.in. utworzenie jednego organizmu państwowego, z jednym dowództwem wojskowym. Ppłk Duda zwrócił uwagę, że takie rozwiązanie było by najlepsze dla obydwu państw, ponieważ stworzyły by bardzo zdrowy i uzupełniający się pod względem ekonomicznym organizm państwowy, który stałby się potęgą w Europie Środkowej. Według oceny czechosłowackiej oba państwa stworzyły by potęgę od Bałtyku do Morza Czarnego. W przypadku rezygnacji Polski z unii zmuszona zostanie Czechosłowacja podporządkować się wpływom III Rzeszy, ponieważ jej kierownictwo polityczno-wojskowe nie wierzy w skuteczną pomoc Francji i Anglii. Rozmowy prowadzone były też w Moskwie pomiędzy szefami attachatów Polski i Czechosłowacji, ale zostały przerwane

Słusznie uwagę zwraca prof. Marek Kazimierz Kamiński, że Edward Beneš ponosi w pełni odpowiedzialność za klęskę państwa czechosłowackiego w 1938 r., ponieważ popełnił dwa podstawowe błędy, które dyskwalifikowały go jako polityka. Po pierwsze nie uwzględnił oceny dowództwa wojskowego o zagrożeniu niepodległości przez III Rzeszę a po drugie nie dopuścił do sojuszu polityczno-wojskowego z Polską. Oba państwa mogły przeciwstawić się III Rzeszy, ponieważ ich siły zbrojne były wówczas w stanie ją pokonać.[1] Nienawiść Beneša do Polski miała miejsce już przed końcem I wojny światowej i jego stosunek nie uległ zmianie w okresie międzywojennym, w przeciwieństwie do dowództwa czechosłowackiego, które dążyło do sojuszu polityczno-wojskowego obu państw. Odrzucona przez Edward Beneš propozycja polska współpracy polityczno-wojskowej spowodowała, że kierownictwo polityczno-wojskowe Polski zakazało dalszych kontaktów z przedstawicielami armii czechosłowackiej.

Natomiast faktem jest, że Czechosłowacja w okresie międzywojennym dążyła do czechizacji ludności polskiej na Zaolziu i to różnymi metodami. Środki prowadzące do tego celu nie odbiegały od stosowanych przez Niemców wobec Polaków, chociażby na Śląsku Opolskim, np. wymuszanie na rodzicach posyłania dzieci do szkół czeskich [niemieckich], jeśli nie chcieli stracić pracy, zmuszanie do zapisywania się do różnych organizacji czeskich, akcja represyjna wobec aktywnych działaczy sprawy polskiej itd. Akcja ta w okresie międzywojennym nie przyniosła efektów na taką skalę, jakiej oczekiwał rząd czechosłowacki. Teren ten nie tylko dobrowolnie, ale najczęściej pod przymusem opuściło ok. 10 tys. Polaków.

Z kolei po zajęciu Zaolzia przez Polskę podobne metody zastosował strona polska. Cel to spolonizowanie tego obszaru. Już w październiku 1938 r. zamknięto czeskie szkoły i biblioteki, rozwiązano czeskie organizacje społeczne, kulturalne, sportowe itp. Czeskich urzędników, działaczy społeczno-politycznych a nawet gospodarczych, ludność czeską osiedloną po 1918 r. [nie tylko], zmuszano do wyjazdu z tego terenu. Ok. 8 tys. czeskich robotników zwolniono z pracy do XI 1938 r. Wielu z nich z rodzinami wyjechało do Czechosłowacji, ponieważ nie posiadali środków do życia. Przymusowo spolszczano czeskie nazwiska, zwłaszcza tych osób, które prowadziły działalność gospodarczą, ponieważ odmawiano przedłużenia lub wydania koncesji na jej kontynuowanie lub rozpoczęcie.

W tym też czasie podjęło rozmowy z Węgrami o współpracy wojskowej i w przyszłości wspólnej granicy. Węgrzy zaproponowali wspólne działania wojskowe skierowane przeciwko Czechosłowacji celem zajęcia Rusi Zakarpackiej, czemu sprzeciwiła się Polska. Podczas rozmów czerwcowych 1938 r. nie osiągnięto porozumienia. Podobnie było 8 IX 1938 r. w Warszawie, gdzie uczestniczyli płk: Rezsö Andorka (szef Oddziału II Sztabu Generalnego Węgier), gen. bryg. Wacław Stachiewicz (Szef Sztabu Głównego WP), płk dypl. Tadeusz Pełczyński (Szef Oddziału II WP). Strona węgierska proponowała wspólną akcję, zaś strona polska wyrażała zgodę na wymianę informacji o siłach zbrojnych Czechosłowacji i kontakty robocze. W kilka dni później [ 16 IX 1938 r.] rząd polski zaproponował Węgrom osłonę przez Wojsko Polskie [WP] ich działań zbrojnych na Rusi Zakarpackiej, jej przyłączenie i autonomicznej Słowacji. Brak jednoznacznej pozytywnej odpowiedzi rządu węgierskiego wpłynął na rezygnację z prowadzenia dalszych negocjacji o układzie politycznym i wojskowym między obu państwami. Polska zaproponowała wówczas m.in. wspólne akcje dywersyjne na Rusi Zakarpackiej. Węgrzy zaakceptowali polską propozycję i rozpoczęli przygotowania do akcji dywersyjnej na Rusi Zakarpackiej, aby odzyskać swoje ziemie etniczne. Premier Węgier Bela Imrédy wyznaczył na szefa politycznego tej akcji Miklósa Kozmę [były minister spraw wewnętrznych] a na dowódcę wojskowego płk. dypl. Sándora Homloka [ szef Oddziału V Sztabu Generalnego] w dniu 1 X 1938 r. W dwa dni później rząd węgierski zażądał od rządu czechosłowackiego podjęcia doraźnych decyzji politycznych na korzyść ludności węgierskiej oraz rozpoczęcia rozmów m.in. o terenach spornych. Węgrzy nie czekając na odpowiedź strony czechosłowackiej przystąpili 6 X 1938 r. do działań dywersyjnych na terenie Rusi Zakarpackiej, lecz bez większych sukcesów. Działania węgierskie wsparła Polska, której dowództwo wojskowe nakazało zorganizowanym patrolom i oddziałom przystąpić do działań dywersyjnych, które rozpoczęto w nocy z 22 na 23 X 1938 r. Akcji tej nadano kryptonim „Łom”. W tym też czasie dyplomacja polska prowadziła w stolicach europejskich akcję zmierzającą do zaakceptowania przyszłej wspólnej granicy polsko-węgierskiej. III Rzesza i Włochy zażądały kategorycznie wstrzymania węgierskiej akcji wojskowej na Rusi i ostro zaprotestowały 20 XI 1938 r. Zaskoczony rząd węgierski próbował zmienić tę decyzję, ale bez powodzenia. W zaistniałej sytuacji rząd węgierski zrezygnował z kontynuacji działań dywersyjnych na Rusi Zakarpackiej, o czym poinformowano stronę polską, która 25 XI 1939 r. zaprzestała ich prowadzenia. Dopiero w III 1939 r. Węgry zajęły Ruś Zakarpacką. Tym samym Polska osiągnęła wspólną granicę z Węgrami, która odegrała jakże ważną rolę we IX 1939 r. i w następnych miesiącach. [2]

W czasie trwania akcji „Łom” rząd polski wystąpił z żądaniami terytorialnymi wobec Słowacji [3]. 25 października 1938 przedstawił je władzom autonomicznej już wtedy Słowacji polski konsul generalny w Bratysławie, które zgodziły się na podjęcie rokowań. 1 XI 1938 r. polski poseł w Pradze dr Kazimierz Papée przekazał ministrowi spraw zagranicznych Czechosłowacji Františkowi Chvalkovskiemu oficjalną notę w sprawie postulowanych zmian granicznych na obszarze Spiszu i Orawy, głównie przyłączenia do Polski linii kolejowej biegnącej z Mostów Śląskich do Zwardonia (czadeckie), Jaworzyny Spiskiej ze Ździarem oraz kilka małych korekt granicznych na Spiszu. 15 listopada 1938 r. rozpoczęła pracę 35 osobowa Komisja Delimitacyjna, która miała na celu ustalenia dokładnego rozgraniczenia pomiędzy Polską a Słowacją. Pod koniec listopada 1938 r. Komisja zakończyła prace i podpisano układ delimitacyjny pomiędzy Polską a Czechosłowacją 30 XI 1938 r. w hotelu „Maraton” w Zakopanem. Do Polski włączono teren o powierzchni 226 km² [bez Ździaru]. Decyzja ta była nie tylko nie przemyślana, ale w znaczący sposób pogorszyła dobre stosunki polsko–słowackie, zaś we IX 1939 r. podjęli działania bojowe przeciwko Polsce z III Rzeszą. [4]

Część żołnierzy czeskich i słowackich nie zaakceptowało utraty części obszaru na rzecz III Rzeszy i zaczęło nielegalnie przekraczać granicę z Polską. Akcja ta nasiliła się wiosną 1939 r., na co zwraca uwagę prof. Josef Byrtus [ m.in. doradca rządu czeskiego do spraw współpracy polsko – czeskiej, konsul generalny Republiki Czeskiej w Katowicach w latach 1994 – 1998 i 2003 – 2007]. W rozmowie z red. Stanisławą Warmbrand stwierdził, że Polska udzielała pomocy uchodźcom czeskim i słowackim już po zajęciu Sudetów przez III Rzeszę[5]. Z terenu tego granicę zaczęli przekraczać Żydzi oraz Niemcy i Austriacy przeciwni polityce hitlerowskiej, którzy wcześniej wyemigrowali do Czechosłowacji. Z upływem czasu przedostawała się do Polski nie tylko ludność, lecz czechosłowaccy działacze polityczni, którzy udawali się dalej na emigrację na Zachód, np. ks. Jan Šrámek [późniejszy premier emigracyjnego rządu czechosłowackiego], senator Vojta Beneš (brat prezydenta Edvarda Beneša].

Kolejarze czescy w pasie przygranicznym na Zaolziu z Polską pomagali przedostać się do Polski głównie czeskim żołnierzom i oficerom już po Układzie Monachijskim. Ślązacy pospieszyli im z pomocą, łącznie z wojewoda śląskim Michałem Grażyńskim, który wcześniej zajmował stanowisko anty czeskie. Aktywnie wspierał czeskich uchodźców oraz Stanisława Ligonia dyrektora katowickiej rozgłośni radiowej, który z jego inspiracji udostępnił rozgłośnię dla Konsulatu Czeskiego z Krakowa [w 1936 r. Konsulat w Krakowie zamknięto a w rok później w Katowicach. W 1938 r. uruchomiony ponownie w Krakowie]. Czesi mogli nadawać audycje dla swojej ludności z tej rozgłośni, inspirować ją do zachowania tożsamości narodowej, oporu, przedostawania się żołnierzy do Polski celem utworzenia oddziału czeskiego itd. Grażyński według prof. Byrtusa nie tylko aktywnie wspierał czeskich uchodźców, ale swoją postawą zasługuje na upamiętnienie, na rzetelne opracowanie historyka, bo m.in. Śląsk zawdzięcza jemu totalną rozbudowę, rozmach, polonizację zakładów przemysłowych.

Warto podkreślić, że Grażyński miał odwagę sprzeciwić się Józefowi Beckowi – ministrowi spraw zagranicznych w sprawie współpracy z przedstawicielami czeskimi, m.in. utrzymywał kontakt z konsulem czeskim w Krakowie i udzielał jemu pomocy. W pomoc dla uchodźców czeskich i słowackich zaangażował się też kościół katolicki na Śląsku oraz w Krakowie, łącznie z kardynałem Augustem Hlondem. Na uwagę zasługuje pomoc udzielona przez Urzędu Miasta Katowic-inspiratora powstania Komitetu Pomocy, który zwrócił się z prośbą o pomoc finansową do działających w Katowicach: placówek konsularnych [m.in. Konsulatów Honorowych: Belgii, Danii, Estonii, Finlandii, Hiszpanii, Łotwy, Rumunii, Szwecji i Wicekonsulatu Wielkiej Brytanii], dziennikarzy, Kościoła, przedsiębiorców, banków, wojewody itd. Prezydent Katowic Adam Kocur [m.in.: przyczynił się do rozwoju miasta, spolszczenia administracji samorządowej miejskiej, inicjator budowy gmachu Muzeum Śląskiego] w budynku Urzędu, przy ulicy Młyńskiej, przeznaczył nie tylko pokoje dla tego Komitetu, ale wyznaczył swojego pełnomocnika mgr Makowskiego do tego Komitetu celem utrzymywania kontaktów z urzędem a jednocześnie został w nim szefem administracyjnym powstającego funduszu. Warto podkreślić, że wojewoda Grażyński przeznaczył dla potrzeb uchodźców dom wycieczkowy „Przelot” przy ulicy Mickiewicza oraz pensjonat „Wypoczynek Katowice”. Makowski na działalność tego Komitetu i pomoc dla uchodźców czeskich i słowackich pieniądze pozyskiwał z różnych źródeł, z tym też z konsulatów, zwłaszcza angielskiego.

Z kolei pełnomocnik dyrekcji PKP na Śląsku wspierał nieformalnie i nieoficjalne przejazdy pociągami czeskich żołnierzy. Wśród nich był ppłk. Ludwik Svoboda [ późniejszy premier Czechosłowacji 1968-1975]. Natomiast mgr. Makowski pozyskał do współpracy z Komitetem gen. bryg. Jana Sadowskiego–dowódcę 23. DP [od końca VIII 1939 r. dowódcę Grupy Operacyjnej „Śląsk”], który też włączył się w pomoc dla uchodźców. Także Straż Graniczna umożliwiała nieoficjalnie czeskim i słowackim żołnierzom i oficerom przekraczanie granicy, którzy przedostawali się do Katowic lub Krakowa.

W Katowicach sprawami uchodźców zajmował się początkowo, wyznaczony przez dowództwo czeskie. ppor. Rudolf Sliva, którego po pewnym czasie zastąpił por. Jan Kaleta. Obaj oficerowie współpracowali z Urzędem Miasta i z Komitetem Pomocy oraz funduszem pomocy. Por. Kaleta prowadził prace administracyjne i ewidencyjne, czyli zajmował się ewidencją uchodźców wojskowych z uwzględnieniem stopnia wojskowego, krótko charakteryzował przebieg służby wojskowej, wykształcenie wojskowe, specjalizację itd. Dane te przekazywano polskiemu kontrwywiadowi wojskowemu, który dokonywał dalszych sprawdzeń, aby wyeliminować tych wojskowych Czechów i Słowaków. którzy zostali pozyskani przez III Rzeszę do współpracy lub agentów wywiadu niemieckiego. Niektórzy uchodźcy zgłaszali zagrożenia rodziny w Czechach lub na Słowacji. Wówczas strona polska starała się udzielić pomocy tej rodzinie i ściągnąć ją do Polski. Dotyczyło to głównie rodzin wojskowych pochodzenia żydowskiego.

Pracownicy wywiadu polskiego zwerbowali do pracy wywiadowczej oficerów czeskich [m.in.: por Miloslav Valenty , por. Miloslav Kašpara, Karel Pecina], którzy przedostali się do Polski w II dekadzie marca 1939 r. Uczestniczyli w blisko dwutygodniowym szkoleniu wywiadowczym w Katowicach i Sosnowcu wraz z dwoma jeszcze oficerami czeskimi. Podczas tego szkolenia uczyli się: języka polskiego, metod szyfrowania, używania tajnego atramentu, martwych skrzynek oraz organizacji Wehrmachtu itd. 9 kwietnia 1939 r. przewiezieni zostali pociągiem w pobliże granicy z Protektoratem, którą przekroczyli bez problemu. Miesięcznie pracownicy wywiadu polskiego przesyłali im przez Bogumin 1500–2000 koron. Działali na znanym sobie terenie, czyli w rejonie miejsca zamieszkania, np. Kašpar w Pradze i w Czechach, pozostali na Morawach.

Por. Kašpar obserwował m.in. wojsko niemieckie w Pradze oraz lotnisko w Hradcu Králové. Zbudował siatkę wywiadowczą w oparciu o swoją rodzinę, np. jego brat był inżynierem łączności i pracował w praskiej filii Siemensa, zajmując się naprawą telefonów. Dzięki temu miał możliwość odsłuchiwania rozmów m.in. w centrali policji w Pradze, o czym informował brata. Z kolei jego wuj był pracownikiem ministerstwa komunikacji i miał dostęp do informacji o ruchu wojsk niemieckich. Te informacje przesyłał do Polski. Obserwację sił niemieckich prowadziła pozostała czwórka, która spotykała się co pewien czas się w wynajętym mieszkaniu przez por. Valentę w Pradze. Wymieniali się zdobytymi informacjami o siłach wojskowo-policyjnych, uzbrojeniu, nastrojach ludności itd., które przesyłali do Polski. Pod koniec VIII 1939 r. przekazała rodzina por. Kašparowi, że o północy 29 sierpnia Wehrmacht przejmuje transport i jego zarząd na obszarze Protektorat. W tej sytuacji poinformował pozostałych członków grypy wywiadowczej i w nocy 27 VIII 1939 r. przekroczyli granicę Kašpar, Valenta i Pecina. Zaraz skontaktowali się z polskimi pracownikami wywiadu. Poinformowali ich, że siły niemieckie koncentrują się pobliżu granicy z Polską oraz przekazali wiadomość o podpisaniu niemiecko-sowieckiego paktu o nieagresji. Po przekazaniu tych informacji skierowano ich do obozu w Bronowicach Małych.

W pasie przygranicznym członkowie wywiadu polskiego i czeskiego utrzymywali kontakty. Kurierką była m.in. żona dyrektora huty Trzyniec, przewożąca dokumenty dotyczące tych rodzin, które zagrożone były w Czechach. Rodziny te sprowadzano do Polski.

Z kolei poselstwo i konsulat czesko-słowacki w Warszawie i w Krakowie odmówiły zdania swoich placówek przedstawicielom III Rzeszy po utworzeniu Protektoratu Czech i Moraw. Nadal prowadziły swoją działalność. Na początku kwietnia 1939 r. utworzono z ich inicjatywy w Krakowie Stowarzyszenie Emigrantów Czechosłowackich a pod koniec tego miesiąca powstała w tym mieście tzw. Grupa Wojskowa (Vojenská skupina), której dowódcą został ppłk Ludvík Svoboda. Przy pomocy polskich dyplomatów przybył do Polski 23 maja 1939 r. generał broni Lev Prchala.

Uwagę zwraca fakt, że po zajęciu Czechosłowacji przez III Rzeszę i utworzenia Protektoratu Czech i Moraw w połowie marca 1939 r nielegalnie zaczęli przekraczać granicę coraz liczniej żołnierze czescy i słowaccy, w tym kadra oficerska i pracownicy wywiadu. Pomocy, o czym już pisałem, udzielało nie tylko społeczeństwo polskie, ale śląskie i krakowskie władze administracyjne oraz WP. Żołnierze polscy, jak stwierdził w rozmowie ze współautorem ppłk. dypl. Władysław Steblik [szef Wydziału Ewidencyjnego Oddziału II sztabu armii „Kraków” od 22 III 1939 r. a od 13 IX 1939 r. szef tego oddziału] odczuli tragedię rozbioru Czechosłowacji jak własną i z najwyższą sympatią oraz życzliwością odnosili się do czechosłowackich i słowackich wojskowych. Włączyli się aktywnie w tę pomoc i wraz z przedstawiciele władz na tym obszarze nawiązali kontakty z konsulatem Czechosłowacji w Krakowie i w porozumieniu z nim umieszczano ich początkowo w Domu Turysty przy Oleandrach, a następnie oddano im do dyspozycji koszary w Bronowicach Małych na obóz przejściowy. Kolejny obóz przejściowy zorganizowany został w Leśnej koło Baranowicz.

Część czeskich i słowackich żołnierzy po krótkim pobycie w Polsce podjęła decyzję dalszej emigracji na Zachód. Przedostało się tam ponad 1150 żołnierzy. Z obozu w Bronowicach Małych 85 lotników czeskich i 8 słowackich wyraziło chęć wstąpienia do lotnictwa polskiego. Ochotników tych skierowano do Centrum Wyszkolenia Lotniczego w Dęblinie, gdzie przechodzili specjalistyczne szkolenie. Wśród nich byli Josef František, Josef Balejka, Matějem Pavlovič. Plut. František został instruktorem lotnictwa w utworzonej Eskadrze Szkolnej Obserwatorów w Centrum Wyszkolenia Lotnictwa nr 1 Dęblinie. Z części lotników utworzono Czesko-Słowacką eskadrę rozpoznawczą. Natomiast 477 lotników odpłynęło statkami polskimi do Francji.

Nie można pominąć współpracy wywiadu polskiego i czeskiego oraz sieci dywersyjnych obu państw, która zapoczątkowana została wiosną 1939 r. z inspiracji płk. Františka Moravca. 14 marca 1939 r. czyli na dzień przed wkroczeniem wojsk niemieckich do Pragi, odleciał do Londynu z grupa oficerów czechosłowackiego wywiadu wojskowego, która zabrała z sobą najważniejsze materiały dotyczące pracy wywiadowczej. Z Londynu zaczęto kierować siecią wywiadowczą w Protektoracie i podjęto decyzje o nawiązaniu współpracy z wywiadem polskim. Zapoczątkowało je spotkanie mjr. dypl. Tadeusza Szumowskiego-kierownika Referatu „Zachód” Oddziału II Sztabu Głównego WP [SG WP] z ppłk. Prokopem Kumpoštem – czechosłowackim attaché wojskowym w Warszawie oraz z jego zastępcą mjr. Alexandrem Fritscherem, którzy wkroczeniem wojsk niemieckich do Czech pozostali w Polsce [odmówili powrotu do Pragi i kontynuowali swoją działalność w Polsce]. Poinformowali mjr. dypl. Szumowskiego, że ich przełożeni z Londynu wyrazili gotowość współpracy z wywiadem polskim. Celem uzgodnienia tej współpracy przybył 9 V 1939 r. do Warszawy mjr Josef Bartík, który pełnił funkcję szefa wydziału obrony w czechosłowackim Oddziale II Sztabu Głównego. Przekazał on list swojego przełożonego płk. Moravca do płk. Mariana Smoleńskiego, szefa Oddziału II SG WP. Podczas spotkania, w którym ponadto brał udział ppłk Kumpošt, zgłoszona została propozycja udziału żołnierzy czechosłowackich u boku lub w składzie wojsk polskich w przypadku wybuchu wojny z Niemcami. Oddziały te miały być dowodzone przez oficerów czeskich i słowackich .

Czesi, jak ustalił prof. Dariusz Dąbrowski, deklarowali przekazywanie posiadanych materiałów wywiadowczych dotyczących sił armii niemieckiej przebywających w Czechach i na Słowacji [ tzn. o ich liczebności, uzbrojeniu, zaopatrywaniu, szkoleniu itd.] oraz z obszaru III Rzeszy a ponadto zobowiązywali się do zorganizowania i przeprowadzania akcji sabotażowo-dywersyjnych na terenie Protektoratu. Proszono o ułatwienie wojskowym czeskim i słowackim przekraczanie granicy bez ryzyka oraz o ułatwienie łączności z krajem. Podczas prowadzonych rozmów mjr Bartík przekazał płk. Smoleńskiemu niemiecką tajną instrukcję sabotażowo-dywersyjną dla mniejszości niemieckiej mieszkającej poza granicami III Rzeszy, czyli dla V Kolumny. Ponadto poinformował, że polski szyfr dyplomatyczny jest znany Niemcom. Informacja na temat złamania polskiego szyfru została zlekceważona przez władze polskie. O wynikach rozmów zameldowano gen. bryg. Wacławowi Stachiewiczowi – szefowi Sztabu Głównego WP, który m.in. wyraził zgodę na rozpoczęcie współpracy wywiadowczo-dywersyjnej. Strona czeska rozpoczęła przekazywanie informacji wywiadowczych z terenu Protektoratu. Do koordynacji działań wyznaczony został mjr Bronisław Gorgolewski. Współpraca dotyczyć miała trzech zagadnień: ewakuacji byłych wojskowych czechosłowackich do Polski, wykorzystania czeskiej sieci wywiadowczej na terenie Czech i Moraw oraz organizacji dywersji i sabotażu na terenie Protektoratu i Słowacji. Kolejna wizyta mjr. Bartíka w Polsce miała miejsce w czerwcu 1939 r. Między innymi 19 czerwca spotkał się on z szefem Wydziału Wywiadowczego Oddziału II SG płk. Stefanem Meyerem, który zaproponował intensyfikację współpracy wywiadowczej, w tym włączenie działających na terenie Polski pracowników wywiadu czechosłowackiego pod „opiekę” polskiego Oddziału II.

Uwagę zwraca fakt, że wczesną wiosną na terenie Polski organizowała się czeska centrala wywiadowcza o kryptonimie „Drak”. Do jej zadań należało gromadzenie informacji na temat III Rzeszy dzięki przybywającym do Polski uciekinierom z b. Czechosłowacji i własnej sieci agenturalnej zorganizowanej w Niemczech. Uzyskane informacje drogą radiową lub poprzez kurierów przekazywano kierownictwu wywiadu czechosłowackiego w Londynie. Centrala ta utrzymywała kontakt z wywiadem polskim.. Organizacja posiadała swoich wywiadowców w Cieszynie (skąd utrzymywano kontakt z agentami z terenu Ostrawy i okolic), Katowicach (z kontaktami na pracowników kolei na Morawach i planowanymi na Słowacji) oraz w Bielsku (kontakty na Słowację). Najważniejsza komórka centrali „Drak” umieszczona była w Krakowie, w której działał mjr Fritscher, zajmujący się utrzymywaniem kontaktu z ruchem oporu utworzonym na terenie byłej Czechosłowacji i działalnością wywiadowczą, Z kolei ppłk Alois Fišera odpowiedzialny był za prowadzenie kartoteki wywiadowczej oraz przesłuchiwanie ochotników wojskowych. Jednocześnie przystąpiono do tworzenia organizacji podległej „Drak” o charakterze dywersyjno-sabotażowym, której nadano kryptonimem „Perun”. Kierownictwo Ekspozytury 2. Oddziału II sceptycznie oceniało możliwość wykorzystania do działań sabotażowo-dywersyjnych na terenie Czech miejscowego ruchu oporu. W VII 1939 r. por. Stanisław Machnicki wyjechał z jego polecenia do Protektoratu, celem zorientowania się w możliwościach prowadzenia działań dywersyjnych przez konspirację czeską. Ocena była pozytywna, bo nie tylko potwierdził istnienie organizacji konspiracyjnej, która jest w stanie przeprowadzać akcje sabotażowo-dywersyjne, ale przekazał jej prośbę o dostarczenie materiałów wybuchowych. Materiały te przekazano komórce czeskiej „Perun” w Cieszynie, gdzie organizatorem przerzutu broni i materiałów wybuchowych z Polski do Protektoratu był kpt. František Klvaňa.

Informacje wywiadowcze dostarczane przez Czechów o wzrastającym zagrożeniu Polski przez III Rzeszę były ignorowane przez MSZ. Zarazem wywiad polski przekazywał lakoniczne ustalenia wywiadowi czeskiemu. 3 VIII 1939 r. mjr Bartik w opracowanym referacie do przełożonych stwierdził, że współpraca wywiadowcza ma jednostronny charakter, czyli Czesi dostarczają informacje wywiadowcze w przeciwieństwie do wywiadu polskiego, który w ograniczonym zakresie przekazuje wywiadowi czeskiemu. Warto zwrócić uwagę, że wywiad polski sprawdzał niektóre napływające ustalenia wywiadu czeskiego. Początkowo nie miały większej wartości, lecz z upływem były coraz wartościowsze. Na ten fakt zwrócił uwagę płk. Moraviec w liście do płk Smoleńskiego z 14 sierpnia 1939 r. pisząc iż w załączniku przesyła niektóre informacje jako dodatek do materiałów wysłanych dnia 25 lipca 1939 roku, „mając nadzieję, że będą ważnymi dla Pana i że będą użyteczne […]. Oczywistym było dla mnie, że chęć współdziałania wywiadowczego i jego praktycznego przeprowadzania nie będzie traktowana z Pana strony jako przejaw koniunkturalizmu, lecz jako dowód z mojej i mojej grupy strony, że obecny okres i oczekiwane wydarzenia wymagają najściślejszej przyjaźni i najwęższej współpracy między moim i Państwa narodem”. Współpraca obu wywiadów trwała do agresji III Rzeszy na Polskę.[6]

Pod koniec VIII 1939 r. kierownictwo państwowe i wojskowe było przekonane o agresji III Rzeszy na Polskę. Dokonało ono reorientacji w stosunku do przebywających na terenie naszego kraju żołnierzy czeskich i słowackich. 3 września ogłoszono w radiu, że z dniem 1 września 1939 r. prezydent Ignacy Mościcki na wniosek ministra spraw wojskowych gen. dyw. Tadeusza Kasprzyckiego wydał dekret o utworzeniu Legionów Czeskiego i Słowackiego w Polsce. W dniu tym gen. broni Prchala zawarł umowę z prezydentem RP Ignacym Mościckim o ich sformułowaniu. Prezydent podpisał tego dnia dekret, zaś Naczelny Wódz marsz. Edward Śmigły-Rydz zwrócił się z odezwą do żołnierzy czeskich i słowackich, w której wzywał do wspólnej walki z agresorem hitlerowskim. Czytamy w niej „ … Żołnierzu czeski i słowacki! Odwieczny wróg ludów słowiańskich rozpoczął barbarzyński atak na nasze najświętsze prawa do wolności i niepodległości. Pogwałcone i zdeptane zostały wszystkie umowy i zobowiązania pokojowe. Wróg podstępnie, wbrew woli ludów, okupował Czechy i Słowację oraz brutalnie napadł na naród polski, który z bronią w ręku do ostatniego tchnienia walczyć będzie „za wolność naszą i waszą”[…]. Dekret Prezydenta Rzeczypospolitej o utworzeniu legionów czeskiego i słowackiego winien stać się dokumentem historycznym, który zapoczątkuje nasz wspólny żołnierski wysiłek w walce o niepodległość. Niech będzie on również trwałą podstawą przyszłej twórczej współpracy pokojowej naszych bratnich narodów […]. Na ziemiach polskich tworzone są obecnie legiony czeskie i słowackie, których naczelne dowództwo obejmuje doświadczony bojowy żołnierz generał broni Lew Prchala. Ze względów wojskowych tworzyć one będą na razie jednolitą formację wojskową, która ramię w ramię z wojskiem polskim walczyć będzie za waszą i naszą wolność aż do zwycięstwa…”. Dowództwo Legionów Czechów i Słowaków mieściło się początkowo w Krakowie w ich konsulacie przy ul. Potockiego. W wyniku postępu wojsk niemieckich i zagrożenia tego miasta przeniesione zostało do Leśnej. Dowódcą Legionów został gen. Lew Prchala, jego zastępcą ppłk Svoboda a oficerem łącznikowym ppłk. Adolf Dostal

Ośrodek w Leśnej dowództwo polskie wyznaczyło na miejsce tworzenia Legionów, którego komendantem został płk Karol Zborowski, zaś oficerem łącznikowym mjr Henryk Smotrecki. Początkowo znajdowało się w nim ponad

600 żołnierzy czeskich i słowackich, w tym 129 oficerów, którzy uczestniczyli w szkoleniu wojskowym. Liczba żołnierzy wzrosła do 682 [ochotnicy z Wołynia]. Wyposażeni zostali w karabiny i broń maszynową. Wobec zagrożenia ziem wschodnich RP przez najeźdźcę, żołnierze tego Legionu rozpoczęli ewakuację transportem kolejowym w kierunku granicy z Rumunią i dotarli 18 IX 1939 r. do Podhajec. Dzień wcześniej Rosjanie uderzyli na Polskę. W tej miejscowości doszło do podziału w Legionie. Część żołnierzy z generałem Prchalą na czele przedostała się m.in. przez Trembowlę do Rumunii, zaś pozostali pod dowództwem zastępcy dowódcy Legionu ppłk Svobody poddali się Rosjanom i zostali internowani.

Z kolei obóz w Bronowicach Małych przeznaczony został do przyjmowania zgłaszających się do wojska Czechów i Słowaków. W obozie tym znajdowało się ok. 200 ochotników. W wyniku odwrotu Armii „Kraków” na nowe pozycje nad Nidę i Dunajec już w nocy z 3 na 4 IX 1939 r. podjęto decyzję o ewakuacji obozu 4 IX 1939 r. W tym dniu ochotnicy czescy i słowaccy pod dowództwem kpt. František Divoky eszelonem wyjechali do Leśnej, gdzie dotarli 12 IX 1939 r. Obóz ten był już zlikwidowany i pociągiem odjechali w kierunku południowo-wschodnim, przyjeżdżając do Delatyn 18 IX 1939 r. pieszo wyruszyli do Kut i w dniu następnym przekroczyli granicę z Rumunią, gdzie zostali internowani przez władze rumuńskie. Natomiast nieliczna grupa Czechów i Słowaków pozostała w tym obozie, aby przyjmować napływających jeszcze uciekinierów. Rozbita została przez Wehrmacht w czasie odwrotu wraz z 6. Dywizją Piechoty dowodzoną przez gen. bryg. Bernarda Monda.

Warto zwrócić uwagę, że po wybuchu wojny obronnej Polski we IX 1939 r. uczestniczyli w niej piloci, m.in. plut. Josef František, który wykonywał od 16 IX 1939 r. loty rozpoznawcze na nieuzbrojonych samolotach szkolnych [m.in. RWD-8] dla dowództwa obrony Łucka. Podczas tych lotów 19 i 20 IX 1939 r. obrzucił granatami pozycje niemieckie w rejonie Kamionki Strumiłowej .[7]

Do Polski przedostało się około 3 – 4 tys. czeskich i słowackich ochotników-wojskowych. Większość z nich odpłynęła statkami polskimi do Francji. Pozostający w Polsce otoczeni zostali opieką i pomocą przez władze administracyjne i wojskowe oraz ludność cywilną. Do WP jako Legionów Czechów i Słowaków wstąpiło ok. 1000 żołnierzy.

Jednoznacznie trzeba stwierdzić, że Polska nie uczestniczyła z III Rzeszą w rozbiorze Czechosłowacji, chociaż pozornie można odnieść takie wrażenie. Z dokumentów jednoznacznie wynika, że współdziałania z Niemcami w tym zakresie nie było. Polska domagała się Zaolzia od Czechosłowacji, bo obszar ten bezzasadnie znalazł się w jej granicach po I wojnie światowej. Konflikt w okresie międzywojennym między tymi państwami sprowadzał    się w zasadzie do Zaolzia. Rozwiązany został na przełomie września i października 1938 r. w fatalnie wybranym czasie przez Polskę.

Po zajęciu Zaolzia przez Polskę w X 1938 r. panowała niechęć a nawet wrogość ludności czeskiej do tworzonej administracji polskiej, która objęła też koło polonofijskie. Sytuacja taka trwała do wiosny 1939 r., kiedy to nastroje uległy zmianie i pojawiły się pierwsze próby współdziałania ludności czeskiej z polską w przypadku wojny polsko-niemieckiej. Zarazem Polacy udzielali pomocy uciekinierom byłej armii czechosłowackiej do naszego kraju, utworzyli dwa ośrodki przejściowe dla nich, stworzyli warunki do szkolenia , zaś kierownictwo polityczno-wojskowe podjęło decyzję o utworzeniu Legionów Czeskiego i Słowackiego do wspólnej walki z siłami hitlerowskimi.

Od wiosny 1939 r. podjęły współpracę wywiady polski i czeski oraz kierownictwa ich sieci dywersyjnych. Nie przyniosła ona zamierzonych efektów w trakcie działań wojennych we IX 1939 r., ale przyczyniła się do zbliżenia emigracyjnych władz polskich i czechosłowackich.

 

Autorzy tekstu: Monika Kaźmierczyk, płk w st. spocz. dr Mieczysław Starczewski

[1] Strona polska składała stronie czechosłowackiej propozycje odnośnie wspólnego układu wojskowego. Czesi kategorycznie odmawiali; z jednej strony mieli poparcie Rosji sowieckiej, a jednocześnie uważali, że jeżeli podejmą współpracę z Polską, to uwikłają się w konflikt z Niemcami. Odmienne stanowisko prezentowało dowództwo wojskowe sił czechosłowackich. Wyżsi dowódcy wojskowi armii czechosłowackiej poprzez gen. Jana Serg̬ěja Ingra przekazali Edwardowi Benešowi gotowość przeciwstawienia się agresywnym działaniom III Rzeszy w 1938 r. Beneš nakazał aresztować gen. Ingra, aby nie dopuścić do konfrontacji zbrojnej. Z kolei gen. Ludvik Krejč-szef sztabu armii uważał, że siły zbrojne obu państw są wyrównane, zaś rozbudowywany system fortyfikacji od 1935 r. może powstrzymać uderzenie sił przeciwnika i zadać im dotkliwe straty. Siły czechosłowackie w 1938 r., czyli w okresie pokojowym liczyły ok. 200 tys. żołnierzy, zaś po zmobilizowaniu wzrosłyby do 1 250 000 ludzi. W przypadku mobilizacji podwajano liczbę dywizji piechoty (z 17 do 38). Zorganizowano 4 dywizje „szybkie”, każda składająca się z brygady pancerno-motorowej i brygady kawalerii. Ponadto istniały liczne pododdziały osłony granic i fortyfikacji, które intensywnie rozbudo­wywano. Lotnictwo dysponowało blisko 1 700 samolotami. Natomiast III Rzesza posiadała ok. 3 000 samolotów i pięć dywizji pancernych. Armia czechosłowacka po przeprowadzonej powszechnej mobilizacji 23 IX 1939 r. liczyła 45 dywizji, zaś Niemcy posiadali wówczas 47 dywizji w gotowości bojowej. W przypadku sojuszu z Polską siły sojusznicze wzmocnione zostały by przez Polskę o ponad 1 300 000 żołnierzy [m.in. o 39 dywizji], ok. 800 samolotów, ponad 200 czołgów średnich i ponad 500 tankietek, 100 samochodów pancernych, ponad 3 400 dział różnych typów itd. Jednocześnie siły niemieckie rozwinięte były by wzdłuż granicy z Polską i Czechosłowacją. Prawdopodobnie III Rzesza nie podjęła by agresji na koalicyjne siły zbrojne tych państw, bo została by pokonana, tym bardziej iż Polska też rozbudowywała system fortyfikacji. Kierownictwo polityczne Czechosłowacji na czele z Benešem nie zamierzało podjąć walki, lecz zaakceptować uzgodnione wcześniej z Francja i Wielką Brytanią zmiany terytorialne na rzecz III Rzeszy.

[2]. Warto zwrócić uwagę, że przekroczenie granicy rumuńskiej przez rząd i Naczelne Dowództwo Polacy potraktowali jako ucieczkę z pola walki. Szczególnie ostro był krytykowany marsz. Edward Śmigły-Rydz. 9 XII 1939 r. w rozmowie z Melchiorem Wańkowiczem w Dragoslavele powiedział marszałek: ,, … Sądziłem, że wojska przejadą do Francji. Były nawiązane kontakty. Ach, ten nieszczęsny Droit de Passage”. Dwa tygodnie później powiedział: Rozpoczynając wojnę rozumiałem dobrze, że będzie ona z konieczności przegrana na froncie polskim, który uważałem za jeden z odcinków frontu antyniemieckiego. Polska zrobiła maksymalny wysiłek w przygotowaniach do wojny, wysiłek tym większy, że prawie niezależny. Sojusznicy bardziej niż Polska zlekceważyli niebezpieczeństwo wojny i prawie w niczym Polsce nie pomogli. (…) we wrześniu Polska walczyła sama, walczyła jak najlepiej i wbrew zbyt pochopnym lub świadomie wrogim opiniom, cały naród i wojsko walczyły z niebywałym zacięciem i heroizmem tym skuteczniejszym, że w świadomości nieuniknionej klęski. Gdyby nie wystąpienie ZSRR, wierzę, że można było przeciągnąć wojnę przynajmniej drugie tyle, zadać Niemcom znacznie większe straty”.

To przez granicę z Rumunią i z Węgrami nie tylko wycofali się żołnierze, ale też przekraczała ją ludność cywilna. Pomimo jej obsadzenia przez Rosjan ( pograniczne wojska NKWD), to ucieczki indywidualne trwały przez wiele miesięcy. Według ustaleń Grzegorza Łubczyka na Węgrzech znalazło się ok. 140 000 polskich uchodźców (wojskowych i cywilów z dziećmi). Uwagę zwraca fakt, że rząd węgierski Pála Teleki i komisarz rządowy ds. uchodźczych dr. József Antall senior wraz z ludnością cywilną udzielili im wszechstronnej pomocy. Polaków umieszczono w 140 obozach dla internowanych , gdzie mogli swobodnie je opuszczać. Cywilów zakwaterowano w 114 miejscowościach na terenie całych Węgier Z kolei działająca ambasada polska w Budapeszcie zorganizowała akcję „Ewa”, dzięki której wielu wojskowych ewakuowano do tworzącego się Wojska Polskiego we Francji. Do wiosny 1940 r. m.in. do Francji i Syrii przedostało się ok. 110 000 Polaków, oczywiście przy milczącej aprobacie władz węgierskich. W 1942 r. było już tylko ok. 7 000 wojskowych w 25 miejscowościach na Węgrzech Szczególne duże zasługi w ratowaniu Polaków położył dr József Antall i Henryk Sławik-prezes uchodźczego Komitetu Obywatelskiego.

[3] Spór graniczny dotyczył nie tylko Zaolzia, ale też północnego obszaru Spiszu i Orawy. Część tych terenów przekazała Polsce 28 lipca 1920 r. Rada Ambasadorów. Z 71 wsi Polska uzyskała 13 wsi na Spiszu i 14 na Orawie. Natomiast Liga Narodów nie uwzględniła polskich postulatów włączenia Jaworzyny Spiskiej i Ździaru, które pozostały przy Czechosłowacji na mocy jej decyzji z 12 III 1924 r. W Krakowie oba państwa ją zaakceptowały 6 maja 1924 r., gdzie podpisały protokół o przebiegu granicy. Przebieg tej granicy zatwierdziła Rada Ambasadorów 5 IX 1924. Rząd polski ocenił decyzję Rady Ambasadorów jako niekorzystną dla Polski, co miało też wpływ na konfliktu między obu państwami w okresie międzywojennym. 

[4] 1 IX 1939 r. Słowacja bez wypowiedzenia wojny, we współdziałaniu z III Rzeszą, uderzyła na Polskę. Armia słowacka zmobilizowała 51 306 mężczyzn, z tym iż w składzie Armii Polowej było 12 642 osoby i podporządkowana została 14 Armii dowodzonej przez gen. płk. Wilhema Lista. Jej 1.Dywizja Piechoty dowodzona przez gen. II rangi Antona Pulanicha zajęła bez walki m.in. Zakopane, Nowy Targ. Początkowo Słowacy utworzyli swoje posterunki żandarmerii, m.in. w Zakopanem. Wkrótce zorganizowali je też Niemcy, zaś Słowacy swoje zlikwidowali.

Straty armii słowackiej w czasie działań wojennych miały wynieść: 18 żołnierzy zabitych, 46 rannych oraz 11 zaginionych. W rzeczywistości były wyższe, ale brak wiarygodnych dokumentów nie pozwala na ich ustalenie. Armia słowacka wzięła do niewoli 1350 żołnierzy polskich. Naczelny dowódca wojsk słowackich gen. František Čatloš został odznaczony Krzyżem Żelaznym I klasy za udział w wojnie przeciwko Polsce. 17 X 1939 r. Adolf Hitler podjął decyzję o przekazaniu Słowacji polskiej Orawy i Spisza wraz z miejscowościami przejętymi przez Polskę w 1938 r. Słowacja zajęła obszar 810 km² wraz z 54 miejscowościami.

[5] Z prof. Josefem Byrtusem –konsulem generalnym Republiki Czeskiej w Katowicach w latach 1994 – 1998 i 2003 – 2007 rozmawia Stanisława Warmbrand – materiał przesłała autorowi red. S. Warmbrand; S. Warrmbrand. Przez zieloną granicę do Katowic [w:] Kronika Katowicka nr 42. Katowice wrzesień 2016, s. 6

 

[6] Płk. Prokop Kumpošt [awansowany w VII 1939 r. do tego stopnia] wycofał się ze swoimi współpracownikami ze Sztabem Głównym WP we IX 1939 r. i przekroczył z nim granicę z Rumunią 17 września, gdzie kontynuował konspiracyjną działalność wywiadowczą. Współpraca wywiadów obu państw i ich konspiracyjnych sieci sabotażowo-dywersyjnych nie przyniosła zamierzonych efektów w trakcie działań wojennych we IX 1939 r., ale przyczyniła się do zbliżenia emigracyjnych władz polskich i czechosłowackich.

 

[7] Plut. František odleciał 22 IX 1939 r. z polecenia dowództwa samolotem z lotniska w Kamionce Strumiłowej do Rumunii, gdzie został internowany, podobnie jak inni piloci czescy. Ten gościnny kraj opuścił po kilku tygodniach i przedostał się do Francji a następnie Wielkiej Brytanii. Dowództwo polskie awansowało go do stopnia sierżanta i skierowało 2 sierpnia 1940 do dywizjonu 303 przebywającego na lotnisku Northolt. Brał udział w bitwie o Wielką Brytanię, gdzie w ciągu miesiąca zestrzelił aż 17 samolotów i 1 prawdopodobnie. Odmówił przejścia do dywizjonu czechosłowackiego, stwierdzając iż jest polskim lotnikiem. Odznaczony VM V klasy i 4–krotnie Krzyżem Walecznych. Zginął podczas powrotu z lotu patrolowego 8 października 1940 r. Pośmiertnie awansowany do stopnia podporucznika.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here