Różnorodność – największe wyzwanie XXI wieku

0
Paweł Rogaliński, Nyamko Sabuni, Mara CarfagnaUnia Europejska stoi przed wieloma poważnymi wyzwaniami – kontynent słabnie, jego społeczeństwo starzeje się, a dla kandydującej od dwóch dekad Turcji wciąż daleka droga do członkostwa w UE. Czy różnorodność to remedium na nasze kłopoty?
 
Wielokulturowość za wszelką cenę?
Niedawny, listopadowy szczyt Komisji Europejskiej w Sztokholmie poświęcono głównie zagadnieniom dyskryminacji. Poruszone tam treści były bardzo istotne dla przyszłości Europy, jednak główny nacisk położono na dość dyskusyjne rozwiązania. Mianowicie bez uwzględnienia konkretnej sytuacji i cech narodowych danego społeczeństwa, zachęcano wszystkich pracodawców do wprowadzenia parytetów i zatrudnienia możliwie najróżniejszej „mieszanki” pracowników. Na ulotkach KE wielokrotnie powtarzano: „Podejmując działania na rzecz różnorodnej siły roboczej (…) podnosisz stopień zadowolenia z pracy osób zatrudnionych w Twojej firmie”. W tym kontekście niejednokrotnie wskazywano na muzułmanów i osoby ciemnoskóre, a pracodawcom proponowano kierowanie się kluczem wielokulturowości. Wszystkie rady udzielone przez Komisję idealnie pasują dla różnorodnych społeczeństw Europy Zachodniej, na przykład Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Ale czy można w identyczny sposób traktować każdy kraj członkowski UE? Czy homogeniczne społeczeństwo Polaków wpisuje się w tę uniwersalną „receptę na sukces”?
Sondaże, dane…
Badania przeprowadzone przez Komisję Europejską wskazują, że Polska to kraj jednolity, pod każdym względem odbiegający od średniej unijnej (która wykazuje silne zróżnicowanie narodowościowe i etniczne). Jednocześnie, problem rasizmu jest u nas dwukrotnie mniejszy niż w pozostałych krajach Unii. Dlaczego tak się dzieje? Podczas gdy w RFN blisko 20 proc. społeczeństwa to imigranci, a w Wielkiej Brytanii liczba „obcych” dochodzi w niektórych rejonach do ponad 40 proc. ogółu, Polacy nie muszą martwić się o masowy napływ przyjezdnych. Poza tym, kiedy Niemcy czy Brytyjczycy konkurują o pracę i mieszkanie z obcokrajowcami, z pewnością nie jest im łatwo pogodzić się ze swoją częstą przegraną. Gdy więc pracodawcy zwalniają swoich rodaków i na ich miejsce zatrudniają tańszych i niejednokrotnie lepiej wykształconych imigrantów, nietolerancja rodzi się sama. I wówczas żadne argumenty nie przekonają ich do korzyści płynących z wielokulturowości. Tego typu problem w Polsce niemalże nie istnieje.
Turcja w Unii – jak się przygotować?
            Warto wyjaśnić, że nasz kraj nie jest oazą tolerancji i można jej zarzucić na przykład homofobię. Można nawet uznać, że istnieje tu również leksykalny antysemityzm, bowiem polskie słowo „Żyd” jest bardzo często wykorzystywane w charakterze pejoratywnym. Poza historycznymi naleciałościami, realny rasizm jest słabszy niż w krajach wielokulturowych. Patrząc na polskie społeczeństwo przez pryzmat przyszłej akcesji Turcji do Unii i doświadczeń imigracyjnych Europy Zachodniej, należy zastanowić się, czy Polacy nie znajdą się wkrótce na miejscu dzisiejszych Niemców czy Brytyjczyków. Jeśli tak się stanie i pewnego dnia Turcy zapukają do drzwi kraju nad Wisłą, Polacy powinni być światopoglądowo przygotowani na ich przyjęcie. Może się jednak wtedy okazać, że propagowana przez Komisję Europejską promocja zatrudniania obcokrajowców jest nie do końca trafiona i w części państw Unii nie spełnia swojej roli. Stworzony przez ekspertów uniwersalny plan walki z dyskryminacją w przyszłości może nawet pogorszyć sytuację, bo pracodawcy zachęceni do stworzenia wielonarodowego zespołu pracowników, będą skorzy do zwalniania części swoich rodaków i zatrudniania w ich miejsce obcokrajowców. Nietrudno się domyślić, jaki może być finał takiej gwałtownej i szeroko zakrojonej zmiany.
Jak być powinno?
            Przyjęcie Turcji oraz krajów bałkańskich do Unii jest nieodzowne i nie powinno być zbytnio odwlekane w czasie. Jednak połączenie odmiennych kultur i religii powinno być poprzedzone odpowiednim przygotowaniem światopoglądowym społeczeństw całej 27-ki. Nie da się ukryć, że obecne propagowanie tolerancji przez Komisję Europejską w zachodniej części kontynentu jest nie do przecenienia. Jednak w krajach takich jak Polska – niedoświadczonych i dziewiczych pod względem masowego napływu imigrantów, taktyka Unii może się nie sprawdzić. W tym przypadku powinno się zredukować ilość sloganów i nienamacalnych argumentów, a postawić na więcej dokładnych informacji. Do takich mogą z pewnością należeć dane, że polskie społeczeństwo się starzeje i wkrótce (w ciągu kilkunastu-kilkudziesięciu lat) zabraknie nam młodych rąk do pracy. W konsekwencji zbyt dużej liczby emerytów w stosunku do osób pracujących, cały nasz system czeka poważne załamanie. Aby temu zapobiec, musimy szybko wypełnić lukę w niedoborze młodego pokolenia. Dzięki akcesji Turcji, stanie się to możliwe. Ten 72-milionowy kraj nie tylko sam zyska na przyłączeniu do Unii Europejskiej, ale też zaoferuje całej Europie rzeszę swoich młodych, dobrze wykwalifikowanych pracowników.
Parytet za wszelką cenę?
            Warto przyjrzeć się obecnej formie walki z dyskryminacją. Czy wybieranie w biznesie pracowników według klucza rasy, płci, wyznania czy orientacji seksualnej ma sens? Czy sztucznie wygenerowana różnorodność w firmie musi się sprawdzić? A może najlepiej zapomnieć o nieistotnych w pracy cechach każdego człowieka i wyłonić tych najlepiej wykwalifikowanych? Porzućmy dyskryminujące parytety i pozwólmy pracować osobom o najlepszych kwalifikacjach i wiedzy. Wówczas moglibyśmy zapomnieć o nic nieznaczącym, procentowym wyliczaniu reprezentacji każdej mniejszości i skupić się na jakości wykonywania pracy. Z czasem mało kto by pamiętał o utopijnym wydzielaniu miejsc pracowniczych poszczególnym grupom społecznym. Nikt nie zwracałby już uwagi na to, czy zatrudniamy u siebie Turka, Polaka, osobę niepełnosprawną, kobietę czy też transwestytę. Tylko w ten sposób mamy szansę na najlepszą wydajność pracy, silny rozwój gospodarczy oraz realną walkę z dyskryminacją, bez wprowadzania sztucznych podziałów. Jak mówi znane w Polsce hasło propagujące równość: „Najpierw jesteśmy ludźmi. Dopiero potem narodami”.
_______________
POLISH ZONE, 03.2010, s. 10.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here