Dziennikarze uważali Rosalynn za bardzo wpływową Pierwszą Damę. Wkrótce stwierdzili, że nawet przemawia w imieniu prezydenta. „Ona i ja — wspomina Carter w swoich pamiętnikach — omawialiśmy wiele ważnych zagadnień (…) poza ściśle tajnymi zagadnieniami bezpieczeństwa wiedziała, co się dzieje w Białym Domu. Kiedy było to konieczne, otrzymywała informacje od personelu zajmującego się sprawami wewnętrznymi czy też bezpieczeństwa narodowego. Było to dla mnie bardzo pomocne, ponieważ pozwoliło omawiać z nią ważne kwestie i formułować moją opinię”. Carter konsultował z żoną m.in. takie sprawy jak: uwolnienie zakładników amerykańskich przetrzymywanych w Teheranie, rozmowy amerykańsko-izraelsko-egipskie w Camp David w 1978 r. i wiele innych problemów, zarówno wewnętrznych, jak i zagranicznych.
Zbigniew Brzeziński potwierdza w swoich pamiętnikach duży wpływ Rosalynn na męża: „Jej wpływ na męża był duży. Carter — przynajmniej wobec mnie — nie wstydził się do tego przyznać. Byli do siebie batdzo przywiązani. Kiedyś, późnym wieczorem, gdy musiałem osobiście wręczyć Cattetowi jakieś opracowanie, znalazłem go w domowym kinie — Carter i Rosalynn, siedząc na kanapie i trzymając się za ręce, oglądali jakiś film. Powiedział mi też, że każdego wieczoru czytają razem jakiś rozdział z Biblii i że (typowe dla jego ustawicznego dążenia do rozszerzenia wiedzy) podczas pierwszego roku prezydentury czytali ją po hiszpańsku, by poprawić znajomość tego języka.
Jako mąż Carter był może przesadnie zaborczy. Pamiętam księżycową noc na jachcie w zatoce Rio de Janeiro. Rozmawiałem z Carterem, gdy nagle poprosił Rosalynn do tańca. Na parkiecie byli tylko we dwoje, posuwając się wdzięcznie w takt muzyki, reszta towarzystwa, łącznie z brazylijskim ministrem spraw zagranicznych, przyglądała się. Zdecydowałem, że nie chcę grać roli dworzanina i odbiłem Rosalynn. Podczas tańca zaproponowałem jej, abyśmy po przybyciu do portu wybrali się wszyscy do nocnego klubu.
Gdy skończyliśmy taniec, zwróciła się do męża: «Jimmy, Zbig proponuje, abyśmy wybrali się do nocnego lokalu. Dobrze?». Carter spojrzał na nią zimno, rzucił okiem na mnie i bardzo powoli i dobitnie wycedził: «Rosalynn, jeżeli masz zamiar iść do nocnego lokalu ze Zbigiem, nie mam nic przeciw temu». (Poszliśmy… wszyscy troje).
Rosalynn potrafiła być równie nieustępliwa, jak czarująca i pełna wdzięku. Uważam, że jedną z najbardziej niesprawiedliwych i całkowicie niezasłużonych napaści na Carterów był artykuł Hugh Sideya w tygodniku „Time”, wychwalający rzekomy powrót kultury do Białego Domu wraz z nadejściem Reaganów. Rosalynn zapewniała Białemu Domowi zarówno wdzięk, jak i ciepło, robiła to bez popisywania się pozycją, władzą czy — jak się ostatnio widzi — bogactwem. Dla Cartera była oparciem, źródłem pogody i zdrowego rozsądku. Kiedykolwiek pojawiała się jakaś ważna kwestia, przysłuchiwała się w milczeniu dyskusjom, a później dzieliła się z mężem swoimi poglądami”.
Bliscy współpracownicy prezydenta zwracali uwagę na wysoki stopień koordynacji poglądów między małżonkami. Oboje rozumieli się bez słów. Pewien dziennikarz, który przeprowadził oddzielne wywiady z obojgiem małżonków, później skomentował, że „miał do czynienia z dwoma Jimmy Carterami”. „Zawsze pracowaliśmy razem nad wszystkim” — pisała później Rosalynn w swoich pamiętnikach. Carter również przyznał, że konsultuje z żoną ważniejsze decyzje i słucha jej rad.
Matka Cartera, Lilian, doceniała wpływ Rosalynn na męża. Powiedziała kiedyś: „Jeśli chcę, aby Jimmy coś zrobił, proszę o to Rosalynn. Jest ona jedyną osobą, która może zrobić z Jimmym wszystko, co chce. On słucha jej. Uważa, że ona posiada wielki umysł”. Dwaj bliscy współpracownicy Cartera, Hamilton Jordan i Jody Powell, również potwierdzili, że najlepszym sposobem namówienia na coś Cartera jest uprzednie pozyskanie Rosalynn.
Rosalynn przyznała, że w wielu sprawach nie zgadza się z mężem, ale odmówiła ujawnienia, o jakie sprawy chodzi. Później w swoich pamiętnikach napisała np., że była przeciwna karze śmierci (…).
***
Powyżej zaprezentowany został fragment książki pt. „Panie Białego Domu”
Autor: prof. Longin Pastusiak
Liczba stron: 848
Wydawnictwo: Bellona









