W styczniu 2018 r. minął pierwszy rok prezydentury Donalda Trumpa. Ten pewny siebie i egocentryczny prezydent nie mógł jednak celebrować tej rocznicy w swoim stylu ponieważ zbiegła się ona z impasem budżetowym demokratów i republikanów w Kongresie w rezultacie czego instytucje rządowe USA musiały zamknąć swoją działalność do czasu uchwalenia budżetu.
Pierwsza rocznica prezydentury Donalda Trumpa 20 stycznia 2018 r. nie dała mu powodów do satysfakcji. Zbiegła się z impasem budżetowym w Kongresie. Również notowania prezydenta zarówno w kraju jak i zagranicą nie były dla niego zadowalające. Według sondażu Gallupa aprobata dla przywództwa amerykańskiego w 134 krajach spadła z 48% w 2016 r. do 30% na początku 2018 r. „Washington Post” obliczył, że w pierwszym roku prezydentury Donald Trump skłamał ponad 2000 razy, średnio 5, 6 razy dziennie. Nic więc dziwnego, że pierwszy rok urzędowania w Białym Domu kończył się dla niego niską aprobatą 40% i wysoką dezaprobatą 55%.
W ciągu pierwszego roku prezydentury Trump podpisał 118 ustaw uchwalonych przez republikański Kongres. Niestety, większość z nich nie miała istotnego znaczenia.
Społeczeństwo amerykańskie było podzielone w czasie kampanii wyborczej. Podziały te jeszcze bardziej pogłębiły się w czasie rocznej prezydentury Trumpa mimo jego obietnic, że będzie starał się doprowadzić do jedności Amerykanów. Do sukcesów jego prezydentury należy zaliczyć m.in. obniżkę podatków zwłaszcza dla najbogatszych i zniesienie różnych regulacji w gospodarce. Prezydentowi sprzyjała dobra koniunktura gospodarki, niskie bezrobocie. Prezydent podjął próbę uregulowania polityki imigracyjnej, ale napotkał na przeszkody ze strony władzy sądowniczej. Nie udało się prezydentowi obalić „Obamacare” – programu rozszerzenia dostępu do opieki zdrowotnej. Nie przysporzyły autorytetu prezydentowi jego wulgaryzmy i uwagi o rasistowskim i ksenofobicznym wydźwięku.
Trump nie potrafił dobrze zarządzać Białym Domem. Zmiany personalne wokół prezydenta były rekordowo wysokie. Trump jako prezydent nie potrafił i nie chciał skorzystać z doświadczeń swych poprzedników w Białym Domu. Demonstrował dużą pewność siebie i nie przyznawał się do błędów.
Mimo braku obycia międzynarodowego Trump aktywnie zaangażował się polityką zagraniczną. Przy tym nie przedstawił jakiś znaczących inicjatyw na forum międzynarodowym. Skoncentrował się na wizytach zagranicznych w czasie których prezentował swoje hasło „Ameryka przede wszystkim”. Zapewniał swoich rozmówców, że Stany Zjednoczone są bastionem globalnej stabilności i reprezentantem zachodnich wartości. Uskarżał się przy tym, że świat wykorzystuje Amerykę a Stany Zjednoczone ponoszą główne koszty obrony demokracji i pokoju na świecie. Żądał on od sojuszników w NATO zwiększenia wydatków na obronę.
Polityka Trumpa przyczyniła się do obniżenia prestiżu Stanów Zjednoczonych w świecie i obniżenia wiarygodności USA jako sojusznika. W czasie prezydentury Trumpa Ameryka stwarzała wrażenie, że kieruje większą uwagę na sprawy wewnętrzne. Świadczyły o tym m.in. decyzje o wycofaniu się z paryskiego porozumienia, o zmianach klimatycznych, z układu o transpacyficznym Partnerstwie, o wycofaniu się z UNESCO i zmniejszenie składki na rzecz ONZ oraz na pomoc gospodarczą dla zagranicy. Zapowiedź Trumpa o przeniesieniu ambasady USA z Tel-Awiwu do Jerozolimy skomplikowała jeszcze bardziej proces pokojowy na Bliskim Wschodzie. Trump przypisał sobie sukcesy w walce z ISIS, choć nie tylko Stany Zjednoczone walczyły z ekstremizmem islamskim. Zaszokował kraje Afryki obraźliwymi wypowiedziami na temat Afrykanów. Zmieniał swoją opinię na temat Rosji i Chin, od przyjaznej do wrogiej. Opowiadał się za wzrostem budżetu obronnego, modernizacją sił zbrojnych i lansował hasło: „fire and fury”. Tym hasłem groził m.in. Korei Płn. jeżeli nie wstrzyma dalszego rozwoju swego programu rakietowo-nuklearnego.












