Strona główna Hobby Kultura Rok 2024 w Szczecinie – Rokiem Jacka Nieżychowskiego

Rok 2024 w Szczecinie – Rokiem Jacka Nieżychowskiego

0

Rada Miasta na wniosek Jacka Jekiela, dyr. Opery na Zamku w Szczecinie oraz rodziny założyciela pierwszego po II wojnie światowej teatru muzycznego w Szczecinie ustanowiła rok 2024 – Rokiem Jacka Nieżychowskiego.

Tę decyzję przyjęłam z ogromnym entuzjazmem. Młode pokolenie tak naprawdę nic nie wie o Jacku Nieżychowskim. Był aktorem, śpiewakiem operetkowym, artystą kabaretowym, przedsiębiorcą, menadżerem, dziennikarzem, organizatora życia kulturalnego w Szczecinie.

Urodził się w majątku we wsi Chlewo, w obecnym powiecie ostrzeszowskim, który to majątek w czasie przedwojennym stanowił własność rodziny Nieżychowskich, wywodzącej się ze starej szlachty Żubrów Wielkopolskich, herbu Pomian, której ród sięga początków r. 1324. Był synem Kazimierza Nieżychowskiego h. Pomian (1892-1987), majora WP i Aleksandry Nieżychowskiej z d. Sieradzka (1900-1978). Miał dwie siostry bliźniaczki: Barbarę, późniejszą śpiewaczkę, solistkę Operetki Śląskiej w Gliwicach i Annę, redaktor muzyczny w Polskim Radiu dla Zagranicy. Dzieci wychowywały się w dostatku, rodzice dbali o ich wykształcenie. Jacek był ulubionym synem mamy i dzieckiem wielu talentów. Posiadł szeroką wiedzę, władał kilkoma językami, grał na kilku instrumentach i z powodzeniem uczył się śpiewu u słynnej Ady Sari.

Potem przyszły złe czasy wojny, okupacji, a po wojnie nastał bolszewicki system. W latach 40. podjął pracę urzędnika samorządowego w Sandomierzu i Nowym Sączu. Jednocześnie kończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki w Warszawie. W 1942 r. mając dziewiętnaście lat ożenił się z Ewą Barbacką, córką Stanisława Barbackiego i Zofii Stückfeld von Wittig.

W 1944 urodziła im się córka Magdalena. Następnie zamieszkali w miejscowości Szczyrzyce, w powiecie Limanowa, gdzie Jacek Nieżychowski został dyrektorem browaru w Klasztorze Cystersów, prowadzonym przez zakonników. W 1946 r. przyszła na świat córka Aleksandra.

 W 1947 r. wraz z żoną i córkami przybył na tzw. Ziemie Zachodnie. Stawił się w Urzędzie Repatriacyjnym i został zatrudniony jako kierownik działu w Urzędzie Morskim. Rodzina zamieszkała w Szczecinie przy ul. Ogińskiego. W 1949 r. urodziło się im trzecie dziecko, syn Tomasz. W latach 1949-1952 Jacek Nieżychowski pełnił funkcję asystenta w Wyższej Szkole Ekonomicznej, następnie został dyrektorem Technikum Eksploatacji Żeglugi i Portów.

W końcu diametralnie zmienił swoje zainteresowania. Nauka śpiewu u wybitnej śpiewaczki i jego wrodzone zdolności zaowocowały zatrudnieniem Jacka jako solisty Operetki Śląskiej
w Gliwicach (1954-1956), gdzie zdał eksternistyczny egzamin aktorski. Zadebiutował na scenie gliwickiej 14 grudnia 1954 r. Uczył się śpiewu również u Janusza Popławskiego w Gliwicach i u Ludmiły Szuster w Szczecinie.

W 1956 założył Teatr Muzyczny w Szczecinie, gdzie piastował urząd dyrektora naczelnego
i kierownika artystycznego teatru (1956-1959). To jemu zawdzięczamy powstanie Teatru Muzycznego, którego premiera Krainy uśmiechu Franza Lehára odbyła się 25 stycznia 1957 r. w dawnej Sali ZBM (Zakładu Budownictwa Miejskiego) przy ul. Bohaterów Warszawy. Posiadając dar perswazji szybko przekonywał władze do akceptacji swoich pomysłów.

W wydanej w 1997 r. publikacji 40 lat Szczecińskiej Sceny Muzycznej[1] Jacek Nieżychowski tak wspominał po latach tamten okres:

 (…) „Działo się to w pamiętnym 1956 roku. W żadnej innej sytuacji, w innym czasie nie mógłby w taki sposób powstać teatr, jak właśnie Szczeciński Teatr Muzyczny (…). Idea powstania zawodowego teatru muzycznego zakiełkowała w nocy z 4 na 5 lipca 1956 roku, w korytarzu wagonu sypialnego na trasie Szczecin-Gdynia. Jadąc na cykl letnich występów naszego teatru, czyli Państwowej Operetki Śląskiej, spotkałem pana Romana Szechtera, wówczas wiceprzewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie, wielkiego melomana i działacza z prawdziwego zdarzenia”.

 Także Walerian Pawłowski swoimi słowami przybliżył to zdarzenie:

 (…) „Więc jak to się zaczęło? W październiku Anno Domini MCMLVI, czyli mówiąc po ludzku 1956, trzem szczecińskim muszkieterom jęły się roić mrzonki o stworzeniu ni to teatru muzycznego, ni to operetki, w każdym razie czegoś, co gra, śpiewa, tańczy i gdzie jest wesoło”.

Dalej, po wymienieniu Wielkiej Trójki (Jacka Nieżychowskiego, Aleksandra Rotsteina
i Bogdana Żuralskiego) dodał:

 (…) „Panowie ci wystartowali z niczego, ale za to mądrze. Bo jeśli się nie ma finansów, wówczas najlepiej założyć Towarzystwo! A że każdemu Towarzystwu potrzebny jest zarząd, przeto i TPTM-owi (Towarzystwu Przyjaciół Teatru Muzycznego) takowe przydano ciało. Cóż to był za imponujący organ! Przede wszystkim sam pan magister Rotstein. Spirytus movens wielu kulturalnych poczynań na terenie miasta”[2].

Według Aleksandry, córki Jacka Nieżychowskiego, było czterech muszkieterów, ponieważ należało uwzględnić, po krótkim prezesowaniu Henryka Rozpędowskiego – również Romana Szechtera, przewodniczącego Zarządu.

Jacek Nieżychowski mówił: „Gdy sukces zaistnieje, to i chrzestnych ojców przybywa”, gdyż wkrótce na zaproszenie odwiedził Komendanta Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej, pułkownika Henryka Mąkę, który zgodził się oddać tymczasowo salę milicji przy ul. Potulickiej”. Lokal ten, w niezbyt okazałych murach, służył operetce za scenę niemal ćwierć wieku.

 Jako aktor wystąpił w następujących operetkach:

– 25 stycznia 1957 r. w premierze operetki – Kraina uśmiechu Franza Lehára w roli gen. por. h. Lichtenfelsa. Libretto: L. Herzer, F. Löhner, przekł. Fontana, kier. muz. M. Lewandowski, insc. i reż. Edmunda Waydy, scenogr. W. Wysznacki, choreogr. M. Nikandrow, wystąpił na scenie pierwszej siedziby Towarzystwa Miłośników Teatru Muzycznego przy ul. Bohaterów Warszawy. Chineczkę zagrała młodziutka Irena Brodzińska, a Lizel, siostrę Su Czonga – Helena Hofmanówna.

– 31.12.1957 r. wystąpił też w premierze operetki Jeana Gilberta Cnotliwa Zuzanna. Libretto: K. Haffner, R. Genée, przekł. J. Tuwim, kier. muz. J. Wiłkomirski, reż. E. Wayda, scenogr. J. Kondracki, choreogr. S. Miszczyk.

– 10 maja 1958 r., już na scenie przy ul. Potulickiej wcielił się w rolę Aleksego, st. kelnera
w operetce Moulin Rouge w reż. Edmunda Waydy.

– 1.12.1958 r. w operetce Wiktor i jej huzar Paula Abrahama, w reż. Edmunda Waydy wystąpił w roli Bella Perkelty, burmistrza Doroszmy.

– 29.01.1959 w premierze operetki Zaczęło się w banku. Libretto: wg L. Fodora – C. Łuczewicz, T. Trzciński, kier. muz. W. Pawłowski, insc. i reż. J. Maciejowski, scenogr. J. Szeski, choreogr. M. Nikandow, Jacek Nieżychowski swoje umiejętności aktorskie pokazał, wcielając się w postać Hrabiego Sternheima, radcy nadzorczego Universalbanku w Wiedniu.

 W marcu 1959 r. bez jakiegokolwiek uzasadnienia pierwszy dyrektor Jacek Nieżychowski został zwolniony ze stanowiska. Po latach, w publikacji wydanej 40 lat Szczecińskiej Sceny Muzycznej takimi słowami wspominał to wydarzenie:

(…) Po przedstawieniu Zemsty nietoperza w nowej sali na Potulickiej na bankiecie przemówił I Sekretarz PZPR; zakończył zdaniem – „Dyrektorze, dopóki ja jestem macie moje pełne poparcie, nic się wam złego stać nie może”. Sekretarza wkrótce zabrakło, przyszedł następny, a ja w marcu 1959 roku zostałem po prostu z teatru wyrzucony, bez żadnych wyjaśnień. Było już 3 lata po październiku i mnóstwo nowych, żądnych posad i sławy towarzyszy.

Następnym dyrektorem przez dwa lata (1959-1961) był Mieczysław Krzyński, który potem przeniósł się do Gdyni. Znaczącym i najdłużej sprawującym funkcję dyrektora (1961-1968) był Edmund Wayda, śpiewak, reżyser, o dużym doświadczeniu i rutynie, zarazem wykonawca wszystkich pierwszoplanowych ról męskich. Razem z Edmundem Waydą z Gliwic przywędrował zespół artystów, w tym młodziutka Irena Brodzińska (później żona Edmunda Waydy) i występujące gościnnie wprawdzie, ale często, primadonny o głośnych nazwiskach, Halina Hoffmanówna[3], Ewa Krasiejko i Wanda Polańska. Premierowe przedstawienie Johanna Straussa Zemsta nietoperza w reż. Edmunda Wajdy odbyło się 10 maja 1958 r.

Zmarły w 2004 r. Walerian Pawłowski, dyrygent Filharmonii Szczecińskiej w latach (1951-1986), wspaniały felietonista, w 1997 r. we wspomnianej wyżej publikacji, tak wspominał to miejsce:

(…) „10 maja 1958 zabrzmiały pierwsze takty Straussowskiego arcydzieła operetki nad operetkami, wykonywanej dziś na czołowych scenach operowych Zemsty nietoperza. A działo się to w gmachu przy ul. Potulickiej, na własnych śmieciach! Rozumiecie państwo? U siebie!”.

I kolejny fragment cytatu Waleriana Pawłowskiego:

(…) W kanale orkiestrowym, mogącym z trudem pomieścić pięciu ludzi, siedziała w pełnym składzie orkiestra, interpretująca w osobliwych warunkach Lehárowskie dzieło. Siedziało? O tak! I to jak jeszcze! Koncertmistrz skrzypiec, sadowiąc się na ramionach flecisty, stosował mistrzowskie uniki przed suwakiem puzonu, zaś „pędzlujący” dyrygent musiał bardzo uważać, by batutą nie zawadzić o niektóre detale primadonny. To były tak zwane pionierskie czasy!”.

 Z okazji 40-lecia szczecińskiej sceny muzycznej, na łamach „Głosu Szczecińskiego z 24 stycznia 1997 r., Roman Wolf[4], skrzypek i koncertmistrz podzielił się wspomnieniami, na temat warunków, w jakich wówczas grała orkiestra:

 (…) Kiedy powstała operetka, nikt z nas nie pytał w jakich warunkach będziemy pracować i za jakie pieniądze. Chcieliśmy tworzyć coś nowego, radosnego, co przyciągnie ludzi. Ale mimo wszystkich tych niedogodności, te wszystkie lata na Potulickiej wspominam najmilej. Graliśmy po trzydzieści spektakli. Rodzinny obiad jadało raz w tygodniu. (…) Orkiestra naszego teatru muzycznego składała się w większości z muzyków grających jednocześnie w filharmonii, a na przykład przedstawienia Krainy uśmiechu i inne prowadzili dyrektorzy filharmonii Marian Lewandowski i Józef Wiłkomirski.

 Jacek Nieżychowski w roku 1961 został dyrektorem i kierownikiem artystycznym Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Imprez Artystycznych „Estrada”. W tym samym roku pojechał do Sopotu z misją ściągnięcia zespołu „Czerwono Czarni”, założonego przez Franciszka Walickiego. Po udanych rozmowach i podpisaniu umowy z Wojewódzkim Przedsiębiorstwem Imprez Artystycznych, zespół „Czerwono-Czarni” na długie lata stał się szczecińskim zespołem. Powstawały i przyjeżdżały do Szczecina też inne zespoły: „Niebiesko Czarni”, „Czerwone Gitary”, „Trubadurzy” i in., a potem pojawił się wyjątkowy i uwielbiany muzyk indywidualista – Czesław Wydrzycki „Niemen”.

W 1962 r. zorganizował Festiwal Młodych Talentów i do Szczecina zjechała się młodzież całej Polski. Był wieloletnim prezesem Okręgowego Związku Tenisowego, więc było mu łatwo zorganizować próby na kortach Szczecińskiego Klubu Tenisowego i w Teatrze Letnim w Parku Kasprowicza. Festiwal dokonał pokoleniowej zmiany w polskiej muzyce rozrywkowej. Jak dokładnie odbył się ten Festiwal – z podaniem nazwisk zgłoszonych uczestników i składu jurorów – opisuje Andrzej Szpak[5] na s. 74-89 swojej książki Muzyczny Szczecin lat 60.[6]. Podczas II Festiwalu Młodych Talentów w 1963 r. wszystkie angielskie piosenki były śpiewane po polsku.

Do trzeciego Festiwalu Młodych Talentów już nie doszło. Jacek Nieżychowski po latach wspominał, że ówczesny pierwszy sekretarz partii głównodowodzący Polską Ludową (PRL) Władysław Gomułka dostał ataku szału i krzyczał donośnym głosem „Co tam się wyprawia
w tym Szczecinie?!”[7].

„Nad Jackiem Nieżychowskim pojawiły się czarne chmury, były szykany ze strony ówczesnych władz szczecińskich, donosy jednego z członków zespołu „Czerwono-Czarni” jak
i afera w hotelu Gryf”[8].

W 1968 na terenie kortów prowadził kawiarnię artystyczną i w tym samym roku założył
z kolegami (Kazimierzem Grześkowiakiem, Tadeuszem Chyłą, Krzysztofem Litwinem, Andrzejem Zakrzewskim) zespół kabaretowy „Silna Grupa pod Wezwaniem”. Zespół zasłynął występami estradowymi m.in. na Festiwalu w Opolu zdobywając nagrodę dziennikarzy. Jednak i tym razem po jednym z koncertów o podłożu politycznym grupa zostaje zawieszona. Po pewnym czasie władza odwiesiła grupę i wtedy popularność kabaretu niezmiernie wzrosła.

Przez dwa lata (1977-1979) Jacek Nieżychowski występował z Andrzejem Rosiewiczem m.in. w Opolu i Sopocie. Swoje artykuły publikował w miesięczniku Twój Styl.

W 1981 r. wyjechał do USA, gdzie zastał go stan wojenny. Spotkał tam Magdalenę Nowak
i podjęli wspólną decyzję pozostania w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Magdalenę poślubił po śmierci pierwszej żony w 2003 r.

 W 1997 r. odbyła się w Szczecinie uroczystość związana z 40. rocznicą utworzenia Operetki w Szczecinie. Zaproszony Jacek Nieżychowski przyjechał z Chicago, z Hanoweru – Edmund Wayda, z Krakowa – Wanda Polańska, z Warszawy – Grażyna Brodzińska. W koncercie galowym Potulicka obok wielu sław wystąpiła Wanda Polańska.

Po powrocie w 1997 r. do ukochanej ojczyzny, osiedlił się w Świnoujściu, bo – jak mawiał – „Świnoujście jest miastem położonym najdalej od Warszawy”[9]. Tam prowadził działalność gospodarczo-rozrywkową, pisał felietony i w 2000 r. wydał książkę Kuchnia ziemiańska – błogosławione cztery pory roku. W 2000 r. został uhonorowany medalem Za zasługi dla miasta Szczecin. W 2005 r. powstał film dokumentalny obrazujący życie i karierę Jacka Nieżychowskiego pt. Pan Jacek Nieżychowski. Graf von Habe Nichts (hrabia Nie Mam Nic) zrealizowany przez zespół TVP Szczecin.

Zmarł 23 maja 2009 r. w Świnoujściu w wieku 85 lat. 29 maja został pochowany w kwaterze 47B-20-1 na Cmentarzu Centralnym. I tu moja gorzka refleksja, dlaczego nie w Kwaterze Zasłużonych?!

 Jacek Nieżychowski to był Ktoś! Był entuzjastą, człowiekiem o niesamowitej pasji, wytrwałości, z głową pełną pomysłów.

 Na wniosek rady Miasta w 2011 r. w miejscu dawnego basenu przeciwpożarowego przy ul. Św. Barbary w Szczecinie powstał skwer im. Jacka Nieżychowskiego. Szczecin dużo Jemu zawdzięcza – radość i uśmiech widzom, czyli arie z operetek, które na zawsze zagościły
w Szczecinie, a Festiwal Młodych Talentów zainspirował i ukierunkował muzycznie tysiące młodych muzyków.

W 90. rocznicę urodzin Jacka Nieżychowskiego w Operze na Zamku odbył się „Wieczór wspomnień” poświęcony tej niezwykłej i barwnej, chociaż ciągle niedocenianej postaci, o czym poinformował weekendowy „Kurier Szczeciński” nr 21 z 31.01-2.02.2014, natomiast na łamach „Moje Miasto Szczecin” ukazała się rozmowa z Aleksandrą Nieżychowską-Stankiewicz, córką Jacka Nieżychowskiego, z którą rozmawiała Bogna Skarul. W tym samym roku Marek Osajda, ówczesny redaktor „Kuriera Szczecińskiego” zrealizował film dokumentalny Człowiek renesansu.

 29 stycznia 2024 r. pierwszy dyrektor Operetki Szczecińskiej obchodziłby 100-lecie urodzin. W Roku Jacka Nieżychowskiego w Szczecinie zaplanowano wiele wydarzeń.

 27 marca 2024 r. w południe na Jasnych Błoniach odbył się wernisaż wystawy poświęconej Jackowi Nieżychowskiemu. Pomysł wystawy wyszedł od dyr. Opery na Zamku, Jacka Jekiela
i Komitetu Organizacyjnego. Przybyli m.in. Jacek Jekiel, przedstawiciele Urzędu Miasta, dziennikarze i fotoreporterzy. Wystawę wspaniale przygotowała Szczecińska Agencja Artystyczna, a zdjęcia wyeksponowane na niej pochodzą z archiwum rodzinnego Tomasza Nieżychowskiego, Ewy Chomicz-Nieżychowskiej, a także syna siostry Jacka, Barbary – Macieja Zarudzkiego. W tym czasie dopisała pogoda, więc i wśród spacerowiczów wystawa wzbudziła duże zainteresowanie.

Po oficjalnych przemówieniach, wywiadach, obejrzeniu wystawy, wspólnych zdjęciach ze znajomymi i rozmowach o wrażeniach, jakie wystawa na nas wywarła, ja i moja przyjaciółka Barbara Kubiak udałyśmy się z Panią Ewę Chomicz-Nieżychowską do jej posiadłości przy ul. Ujejskiego. Przy posesji powitał nas dobrze wychowany pies Burbon. Spotkanie w otoczeniu członków rodziny Jacka Nieżychowskiego, na które byłyśmy umówione już dwa tygodnie wcześniej, upłynęło nam w przemiłym nastroju pełnym wspomnień i anegdot.

W salonie, przy kawie, swoje wspomnienia o ojcu, oczywiście w tle z muzyczną frazą snuli: syn Tomasz i córka Aleksandra, synowa Jacka, Ewa oraz żona Jacka, Magdalena Nieżychowska. Rozmowom przysłuchiwał się Marek Gryglewicz, znajomy Tomasza. Otrzymałam pozwolenie na robienie zdjęć i nagrywanie rozmów. Moje amatorskie filmiki stanowią żywą dokumentację z tego spotkania.

Tomek, w wieku sześciu lat spędzał w Teatrze Muzycznym razem z ojcem godziny na próbach i wkrótce znał na pamięć niemal wszystkie libretta operetek. Potem edukację muzyczną zdobył ucząc się w Państwowej Szkole Muzycznej I st. im. Tadeusza Szeligowskiego przy ul. Wojska Polskiego 115, a także w Państwowej Szkole Muzycznej II st. im. Feliksa Nowowiejskiego w Szczecinie przy ul. Staromłyńskiej 13. Następnie studiował na Wydziale Elektrycznym Politechniki Szczecińskiej.

Fizyczne, dowcip, talent muzyczny, grę na fortepianie syn odziedziczył po ojcu. Próbkę gry zaprezentował nam podczas tego spotkania, co spotkało się z aplauzem nie tylko moim i Basi Kubiak, ale również całej jego rodziny. Ojciec Tomasza, uwielbiał grę w brydża. Miał usposobienie nieprzejmowania się w sytuacjach trudnych. Gdy syn nawet w dorosłym wieku wpadał w poważne tarapaty, ojciec przyjmował to ze stoickim spokojem, po czym zawsze starał się znaleźć rozwiązanie. Te wspomnienia o ojcu wywołały wzruszenie na twarzy syna.

Na moje pytanie, czy ojciec wpływał na wykształcenie swoich dzieci – syn odparł, że w jego przypadku nie musiał. Następnie zagrał na pianinie fragment z refrenem z operetki Baron Cygański J. Straussa „Wielka sława to żart …” oraz kilka utworów muzycznych z filmów i seriali telewizyjnych, w których wystąpił jego ojciec: m.in. w Lalce, Polskich drogach, Kochajmy syrenki, Przygody Dobrego Wojaka Szwejka. Syn Tomasz mieszka w Szczecinie, ponadto posiada pałac w Gadomiu koło Golczewa.

 Młodsza z córek, Aleksandra Nieżychowska-Stankiewicz wracając wspomnieniami do swoich młodych lat spędzonych w otoczeniu muzyki, dodała, iż często w domu śpiewała
z pamięci arie poszczególnych operetek. Mając 10 lat znała na pamięć wszystkie operetki.

W 1960 r. do Szczecina przyjechała Ada Sari i korzystając z gościny w domu Nieżychowskich wysłuchała głosu 14-letniej Oli. Zawyrokowała, że córka Jacka ma piękny koloraturowy sopran, co potwierdziła wpisem w czerwonym pamiętniku Oli. „Kochanej przyszłej primadonnie z życzeniami wielkich postępów w śpiewie a później ładnej kariery”. Szczecin, dn. 21/XI 1960. Ada Sari. Do pamiętnika młodej Oli wpisało się kilkanaście sław, m.in. Lucjan Kydryński z żoną Haliną Kunicką, Michaił Burano, Mieczysław Wojnicki, Anna German i in.

Pani Aleksandra przybliżyła nam atmosferę domu rodzinnego przy ul. Ogińskiego, pełnego artystów, którzy na początku korzystali z gościnności państwa Nieżychowskich, wzbogacając ją cytowanymi anegdotami. Będąc dzieckiem obserwowała rodziców, więc zasady savoir-vivre nie było jej obce. Gdy przybywali nowi artyści, bardzo chętnie w podobny sposób ich witała.

Ojciec próbował narzucić kierunek studiów obu córkom. Po zdaniu matury w 1963 r, grzeczna córka Aleksandra musiała studiować kierunek elektryczny na Politechnice Szczecińskiej, bo tak zadecydował ojciec. Na pytanie córki: – Tato, a co ja mam wspólnego
z elektrycznością? – odparł: Córko, przecież grasz na pianinie, a po studiach będziesz mogła sobie zaprojektować elektryczne pianino! Po usłyszeniu tych słów, ja, pisząca te słowa i Basia Kubiak oniemiałyśmy z wrażenia; jakże trafne pomysły kłębiły się w głowie ojca Aleksandry. Córka oczywiście skończyła kierunek elektryczny i po ośmioletniej pracy w Katedrze Elektrotechniki jako asystent, zmieniła kierunek działalności zawodowej. Wraz z mężem założyła firmę zajmującą się projektowaniem i wykonywaniem odzieży dla pań puszystych.

W czasie studiów należała do chóru Politechniki Szczecińskiej pod batutą Jana Szyrockiego[10]. Po wielu latach, odbył się zjazd absolwentów wydziału elektrycznego Politechniki Szczecińskiej, a gwoździem programu zjazdu był popisowy koncert chóru złożony z byłych chórzystek i chórzystów.

Starsza córka, Magdalena buntując się, zaskoczyła ojca podjętą bez jego woli decyzją; wybrała sobie kierunek studiów – nie inżynierię ekonomii, jak zalecał ojciec – lecz ekonomię. Po nieudanych dwóch związkach małżeńskich wyjechała w 1979 r. do USA. Tam poznała
i poślubiła Wieńczysława Wagnera, prof. prawa na Uniwersytecie w Detroit. Gdy zachorowała na raka, mama i siostra pojechały do chorej Magdaleny i były przy niej aż do jej śmierci w 1990 r. Potem obie wróciły do Szczecina.

Pani Aleksandra Nieżychowska-Stankiewicz, z czułością wspomina również swoją mamę Ewę z d. Barbacką, córkę Stanisława Barbackiego (1888-1939), stryjecznego brata Bolesława Barbackiego (1891-1941), urodzonego w Nowym Sączu, znanego polskiego malarza portrecisty, działacza społecznego, pedagoga, aktora i reżysera. Bolesław Barbacki zginął tragicznie rozstrzelany przez hitlerowców w pobliskich Biegonicach[11]. „Mama była wszechstronnie wykształconą osobą, obytą w świecie muzyki. W 1937 r. studiowała w Belgii języki obce. Znała bardzo dobrze języki: łacinę, niemiecki, francuski, angielski i prowadziła prywatne kursy językowe”.

Aleksandra przypomniała sobie pewne spotkanie, bodaj w Saloniku u Anny Neugebauer, gdzie usłyszała od dawnej uczennicy hymny pochwalne o swojej mamie, która uczyła wówczas w Technikum Łączności języka francuskiego i angielskiego. Także wnukowie Jacka Nieżychowskiego, synowie Aleksandry, Rafał i Michał z czułością wspominają swoją inteligentną babcię, bliską im sercu i pomagającą w nauce.

Magdalena Nowak, druga żona Jacka Nieżychowskiego, będąc jeszcze maturzystką, postanowiła studiować prawo, ale przerwała te studia na rzecz sztuki. Przystąpiła do egzaminu eksternistycznego z aktorstwa w Warszawie. Zapewne to sztuka przyciągnęła do siebie tych dwoje osób. Potem był wspólny wyjazd na występy do USA. Na początku żyli bardzo biednie i z trudem mogli się utrzymać. Dopiero gdy pomysłowy „Dobromir” czyli Jacek wpadł na pomysł założenia firmy remontowo-budowlanej, sytuacja uległa poprawie.

 Nie rezygnując z działalności artystycznej, utrzymywał kontakty i bywał na różnych wydarzeniach kulturalnych. Wraz z Magdaleną założył program radiowy „U Magdy
i Jacka”. Współpracował z polonijną prasą, m.in. kierował chicagowską edycją nowojorskiego „Nowego Dziennika”. Swoje felietony publikował pod pseudonimem Pomian.

Dalszy ciąg wspomnień przy obiedzie snuła Ewa Chomicz-Nieżychowska, częstując nas zupą o nazwie „Solianka”, którą jedliśmy po raz pierwszy i byliśmy zachwyceni wykwintnym jej smakiem. Opowiedziała nam o wspólnych wyjazdach wypoczynkowych z mężem Tomaszem i zdarzającymi się dowcipnymi sytuacjami. Od czasu do czasu kilka zdań wtrącił również, Jacek, syn Tomasza i Ewy, wnuk Jacka.

Obie przeszłyśmy potem do gabinetu i w komputerowym archiwum wybrałyśmy zdjęcia Jacka Nieżychowskiego, które następnie wysłała na mój adres mailowy.

Pani Ewa, prezydent Lions Club International Szczecin Jantar jest niezwykle zapracowaną osobą. To Stowarzyszenie skupia m.in. prawniczki, lekarzy i kobiety biznesu. Od wielu lat prowadzi działalność kulturalną, organizuje aukcje i inne akcje charytatywne, którego celem jest zebranie środków na rzecz pomocy potrzebującym. W Dniu Kobiet 2024 r. Lions Club International Szczecin Jantar za zebrane środki zakupił dla hospicjum samochód, który znacznie ułatwi działanie w terenie.

 ***

Po tej wspaniałej uczcie dla ciała i ducha wracam do wydarzeń związanych z Rokiem Jacka Nieżychowskiego. 16 kwietnia 2024 r., w ogrodzie Willi Lentza, przy deszczowej i zimnej pogodzie odbyło się uroczyste posadzenie drzewka magnolii. Obok umieszczono pamiątkową tabliczką, że jest to magnolia Jacka Nieżychowskiego. Na tę uroczystość, oprócz rodziny Jacka Nieżychowskiego przybyła wiceprezydent Urzędu Miasta Szczecin Alicja Rogaś, dyr. Opery Jacek Jekiel, Urszula Chęcińska z Uniwersytetu Szczecińskiego i wielce szacowni goście.

8 czerwca, w ogrodzie Willi Lentza odbyło się plenerowe wydarzenie Śniadanie na trawie dedykowane Jackowi Nieżychowskiemu. Obowiązki pana domu czynił lubiany aktor szczeciński scen Konrad Pawicki, wcielając się w rolę byłego właściciela rezydencji Augusta Lentza. W atmosferze lat 60. XX wieku wysłuchaliśmy koncertu kwartetu smyczkowego – muzyka z czasów Augusta Lentza. Lucyna Boguszewska zaśpiewała popularne arie operetkowe, które nierozerwalnie kojarzyły się z operetką przy ul. Potulickiej. Koncert A Radwan i M. Starnawskiego zaprezentował muzykę rozrywkową lat 60., porywając do tańca kobiety ubrane w stosownych strojach. Przeboje tamtych lat zachęciły do tańca obecną na śniadaniu rodzinę Jacka Nieżychowskiego. Po zwiedzeniu Willi Lentza wraz z przewodnikiem, obejrzeliśmy film o Jacku Nieżychowskim.

Na mieszkańców Szczecina czeka jeszcze wiele wydarzeń związanych z Rokiem 2024 Jacka Nieżychowskiego, o czym mowa będzie przy następnej okazji.

Korzystałam z następujących materiałów:

– Maria Jaremek, Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Francuskiej Oddział w Szczecinie, Szczecin 2022.

– Wojciech Korda, Mocne uderzenie po szczecińsku, Szczecin 2013.

– Walerian Pawłowski, 40 lat Szczecińskiej Sceny Muzycznej. Jubileuszowe impresje, Szczecin 1997.

– Krystyna Pohl, W krainie czaru i uśmiechu, czyli dwie dekady Teatru Muzycznego na Potulickiej, Szczecin 2018.

– Bogna Skarul, Zwariowane pomysły mojego ojca. Rozmowa z Aleksandrą Nieżychowską-Stankiewicz, córką Jacka Nieżychowskiego, w: Moje Miasto Szczecin, nr 4 (275), s. 6 z 30 stycznia 2014.

– Andrzej Szpak, Muzyczny Szczecin lat 60. Szczecin 2020.

– Wieczór wspomnień w operze, (mos), w: „Kurier Szczeciński” nr 21, 31—2.02. 2014.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_Barbacki

www.wendellaffield.com/ewa-eva-barbacka-my-mothers-lost-friend-from-wwii/

https://www.czczaplinski.com/post/portret-z-histori%C4%85-jacek-nie%C5%BCychowski

 

[1] Walerian Pawłowski, 40 lat Szczecińskiej Sceny Muzycznej. Jubileuszowe impresje, Szczecin 1997, s. 39.

[2] Aleksander Rotstein miał dwóch synów też wykształconych muzycznie.

[3] Helena Maria Hofman (1926-2022) po mężu Wolf.  O tej śpiewaczce operetkowej i pedagogu napisałam książkę pt. Helena Wolf i jej muzyka, Warszawa 2013, 139 s., [il. kolor].

[4]  Roman Wolf   (1930-2017) – skrzypek, pierwszy koncertmistrz orkiestry Teatru Muzycznego przy Potulickiej,
a potem w Operze na Zamku. Funkcję tę pełnił rekordowo długo – 35 lat. Grał też w orkiestrze Filharmonii Szczecińskiej od 1952 do 1964, z dwuletnią przerwą (1957-1959) wyjechał wtedy do Łodzi, gdzie otrzymał angaż
w Orkiestrze Polskiego Radia pod dyr. Henryka Debicha. W orkiestrach scen muzycznych Szczecina grał do 1990 r. i w wieku 60 lat przeszedł na emeryturę.

[5] Andrzej Szpak – wokalista, kompozytor, skrzypek, gitarzysta basowy, pianista. Ukończył Szkołę Muzyczną II stopnia w klasie skrzypiec i Studium Nauczycielskie na wydziale wychowania muzycznego. Od 2011 organizuje koncerty, w których wykonuje twórczość Czesława Niemena. Od r. 2018 współpracuje z włoską piosenkarką Faridą. W 2019 założył Stowarzyszenie Pamięci Czesława Niemena w Szczecinie.

[6] Andrzej Szpak, Muzyczny Szczecin lat 60. Szczecin 2020, s.503.

[7] Wojciech Korda, Mocne uderzenie po szczecińsku, Szczecin 2013, s. 106.

[8] Tamże.

[9] Tamże, s. 108.

[10]  Jan Szyrocki (193102003) – inżynier, muzyk i nauczyciel akademicki. W l. 1952-2003 dyrygent i dyrektor artystyczny Chóru Akademickiego Politechniki Szczecińskiej.

Więcej w:   https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Szyrocki

[11] O Bolesławie Barbackim, w:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_Barbacki

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj