Strona główna Hobby Kultura Rendez-vous, czyli spełnione chłopięce marzenia. Sylwetka Bogdana Frankiewicza

Rendez-vous, czyli spełnione chłopięce marzenia. Sylwetka Bogdana Frankiewicza

0

 Trzydzieści lat byłam członkinią Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Francuskiej i w latach 90. XX w. miałam zaszczyt poznać Bogdana Frankiewicza, który także był członkiem TPPF. Impulsem do przygotowania referatu o człowieku zafascynowanym kulturą i literaturą francuską, poliglocie, szczecińskim archiwiście i działaczu społecznym stała się publikacja opracowana przez Ryszarda Markowa pt. Bogdan Frankiewicz. Szczecinianin z wyboru. Pamiętnik[1]. Publikacja ta została wydana w 2025 roku przez Stowarzyszenie Archiwistów Polskich.

 Ryszard Markow, animator kultury, dyrektor teatrów, archiwista i wieloletni działacz SAP został depozytariuszem oryginału pamiętników przyjaciela, którego poznał w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Po dwudziestu latach od jego śmierci (zmarł 2003 roku), postanowił w ramach obchodów Jubileuszu 60-lecia Stowarzyszenia Archiwistów Polskich Szczeciński Oddział AP wraz z Zarządem Głównym tę spuściznę po przyjacielu upublicznić.

 Paweł Gut – wiceprezes Stowarzyszenia Archiwistów Polskich ds. naukowych i społecznych, przewodniczący Szczecińskiego Oddziału SAP – w obszernym rozdziale „Biografia archiwalna Bogdana Frankiewicza” informuje, że autor pamiętnika, to jeden z najbardziej zasłużonych archiwistów pracujących w Szczecinie, ogólnie na Pomorzu Zachodnim. Dokument ten – jak podkreśla Paweł Gut – jest świadectwem czasów, przedstawia życie twórcy, ale i otaczający świat, w tym wydarzenia II wojny światowej, a następnie okres powojenny, aż po początek lat 60. XX wieku widziane oczyma dziecka, młodzieńca i dorosłego mężczyzny, działającego na polu zawodowym a także społecznym. Działał m.in. w Towarzystwie Rozwoju Ziem Zachodnich, Szczecińskim Towarzystwie Kultury, Towarzystwie Wiedzy Powszechnej Oddział w Szczecinie i Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Francuskiej.

 Mój referat – zawiera te artefakty wybrane z pamiętnika Bogdana Frankiewicza, w których wspomina, że szczególnie umiłował język, literaturę i kulturę francuską. Jego powojenne życie upłynęło na podtrzymywaniu przyjaźni z kolegami i koleżankami z czasów szkolnych oraz na nieustających podróżach po Polsce. Jednak spełnieniem marzeń młodego Bogdana była Francja.

 Dzieciństwo, dorastanie i nauka

 Bogdan Frankiewicz przychodzi na świat 3 sierpnia 1923 roku w Kostrzynie Wielkopolskim. Jego rodzice, Irena z domu Pilarczyk i Czesław Frankiewicz mają jeszcze córkę Marię, o trzy lata młodszą od Bogdana. Ojciec, pracując jako urzędnik techniczny w Polskich Kolejach Państwowych utrzymuje rodzinę.

 W zeszycie I (z datą 4 lutego 1934) jedenastoletni chłopiec notuje: Zaraz po obudzeniu wstałem i wyjąwszy z kieszeni swej marynarki niebieski notesik – zanotowałem swój pierwszy wiersz. Po chwili dodaje – od tego czasu datuję moją twórczość.

 Po ukończeniu 6 klasy szkoły podstawowej w roku 1936 zostaje przyjęty do państwowego Gimnazjum w Nakle nad Notecią. Rok później, 5 czerwca 1937 roku zapisuje: „Bardzo często rodzina przeprowadzała się z miasta na wieś lub odwrotnie. Między innymi mieszkaliśmy w Chełmie, Chełmży, Unisławiu i Osieku”.

Chłopiec dużo czyta, szczególnie literaturę i poezję:

 Pierwszy wiersz francuski, „Excursion”, napisałem w 1937 roku. Pisałem tych wierszy więcej. Bardzo łatwo je układałem, może nawet łatwiej niż wiersze polskie. Język francuski bardzo lubiłem i nim specjalnie się interesowałem.

 W zapisie z 16 czerwca 1938 roku piętnastoletni młodzieniec informuje, że w Wyrzysku odbywa się powiatowa uroczystość wręczenia karabinów maszynowych dla armii, zakupionych na dozbrojenie armii ze środków zgromadzonych przez komitet powiatowy Funduszu Obrony Narodowej z darowizn społeczeństwa. Uroczystość zaszczyca swą obecnością Marszałek Edward Śmigły-Rydz.

Miałem zaszczyt widzieć z bliska Marszałka Polski, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Bardzo się ucieszyłem, mogąc widzieć najwyższego żołnierza polskiej armii – wodza. Serce jakoś podniosło się, a duch mój zmężniał.

 Bogdan, w momencie wybuchu II wojny światowej kończy trzy klasy gimnazjum. Jednak nie zaniedbuje nauki. Cały czas pogłębia swoją wiedzę. Z kolegą z tej samej klasy pobierają lekcje u swojego profesora Krygiera. Lekcje te z czasem przekształcają się w przyjazne rozmowy na różne tematy, które bardzo chłopców dokształcają. Dowiadują się o takich rzeczach, których nie było w programie szkolnym.

 W Osieku, 17 stycznia1940 roku notuje:

 Co lubię? Specjalnie lubuję się w książkach, naukowych lub literackich. Nadzwyczaj lubię pisać. Gdy tylko mam czas. Dla spędzenia czasu wystarczy mi ołówek i jakiś zeszycik, a już mama zajęcie. Potrafię wśród książek przesiedzieć cały dzień. Interesuje mnie kultura oraz literatura obcych narodów. (…) Bardzo cenię ludzi znających kilka języków. A więc literatura i języki – to lubię.

 Od grudnia 1939 do maja 1940 dwa razy w tygodniu uczęszcza na lekcje do szkoły niemieckiej, nauka języka nie sprawia mu kłopotów i odnosi duże postępy. W trudnych wojennych latach pisze wiersze, a w nich, szczególnie w chwilach zwątpienia, podtrzymuje wytrzymałość i hart ducha. Pisze wtedy takie wiersze jak: Dzień w Dobrzyńcu”, Serce i żal” dodając przy tym – „Były one nieco humorystyczne, dla ukrycia żalu za minionymi chwilami z lata 1939 roku. (…) Pisuje do mnie kolega szkolny Edward, przebywający na robotach pod Szczecinem”.

 Mój bohater lubi muzykę. Sam nauczył się grać na fortepianie rodziców. W swoim pamiętniku notuje, że w muzyce można wyrazić wszystko, co się odczuwa. Muzykę ceni tak samo jak literaturę. Uwielbia też chodzić do kina. Udaje mu się nawiązać kontakt z jednym kolegą szkolnym, i w osiemnastą rocznicę swoich urodzin wybiera się razem z nim i swoją siostrą Marią[2] do Piły do kina. Bogdan jest niespokojnym duchem, wciąż potrzebuje towarzystwa kolegów i koleżanek.

 Od 1940 w ramach pracy przymusowej dwa lata spędza w zakładzie budowlanym i tartaku Wilhelma Bohlmanna w Wyrzysku. Ze względu na słaby stan zdrowia przeniesiony jest do pracy w biurze w charakterze gońca. W 1942 roku zostaje zwolniony z firmy budowlanej i zatrudniony jako pracownik pomocniczy w niemieckim Starostwie Powiatowym w Wyrzysku, gdzie pracuje w Wydziale Opieki Społecznej. W trakcie tej pracy wykrada formularze dokumentów urzędowych, które przekazuje konspiracji polskiej, ostrzega też osoby przed sterylizacją, a także dostarcza pomoc dla więźniów w Potulicach.

 21 listopada 1943 roku między innymi notuje że kończy się jego I zeszyt i kończy się rok 1943, a czwarty rok wojny: Jesteśmy na progu piątego roku wojny, oby ostatniego! Nikt nie wie, jakie będą święta Bożego Narodzenia, jakie nas jeszcze niespodzianki czekają.

W zeszycie II (z datą lipiec – sierpień 1944) notuje:

Tak mijał dzień za dniem, miesiąc za miesiącem. Posuwały się również wypadki wojenne. Daje się zauważyć wielkie natężenie i gromadzenie sił – do ostatecznych ciosów. Przygotowania do tego czynią obydwie strony. Rosja robi stale postępy. Już zajęła tereny polskie po Bug i szykuje się do ostatecznego skoku na Warszawę.

 W Warszawie 1 sierpnia 1944 roku wybucha nagle powstanie i utrzymuje się przez sześćdziesiąt trzy dni. Giną tysiące Polaków. Naprężenie wielkie. Czekamy, co to będzie. Naraz gazety przynoszą wieść, że powstanie warszawskie stłumione! Głowy nam opadły. Nadzieje Polaków stracone.

 W Pamiętniku Bogdana Frankiewicza mało jest zapisów o toczącej się wojnie. Te zapiski są odbiciem samopoczucia, osamotnienia i spustoszenia, jakie na życiu młodego mężczyzny poczyniła wojna. Na kolejnych stronach pisze o wojnie z perspektywy własnych przeżyć. Są to szczegóły dotyczące jego osobistej sytuacji w danym trudnym momencie. Co nie znaczy, że nie zaprzątają jego uwagę toczące się działania wojenne.

 3 sierpnia 1944 roku, w dzień jego urodzin, hitlerowcy wraz z tysiącem mężczyzn z powiatu wyrzyskiego wywożą go do obozu pracy w majątku Pusta Dąbrówka koło Brodnicy. Tam ciężko pracuje przy budowie umocnień ziemnych na granicy Prus Wschodnich. Ciężka praca nadweręża wątłą sylwetkę młodzieńca.

 Po wojnie, w maju 1945 roku powraca do szkoły średniej, początkowo w swoim przedwojennym gimnazjum w Nakle, a potem przenosi się do szkoły do Poznania, gdzie kończy liceum i zdaje maturę w 1946 roku. W pamiętniku jest kolejny zapis:

Bardzo dużo czasu poświęcałem czytaniu literatury polskiej. Znajdowałem w niej to, co mnie najwięcej interesuje. Lubiłem czytać życiorysy i twórczość poetów lub powieściopisarzy. (…) Moim zdaniem, literatura jest zbiorem uczuć i myśli poetów i pisarzy.

 Po wojnie rodzina wraca do Osieka. Bogdan jest jeszcze niezdecydowany jaki kierunek studiów wybrać i gdzie chce zamieszkać. Mała rodzinna miejscowość Osiek po wojnie staje mu się niemal pusta. Tęskni do kolegów, z którymi przyjaźnił się od szkoły podstawowej, a którzy teraz porozjeżdżali się po kraju. Pragnie kontaktu i gwaru rozmów.

 Jesienią 1946 zostaje przyjęty na studia na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Uniwersytetu Poznańskiego. Jednak rok później zmienia profil studiów i przenosi się na Wydział Humanistyczny – Sekcję Języków Obcych na kierunek – filologia romańska.

Piękny gmach Akademii Handlowej. Już przyzwyczaiłem się do niego, uczęszczając na wykłady Association Polono-Française. Jest nas dużo słuchaczy, łącznie z działem pracującym. (…) Chodzę także na lektorat języka angielskiego, gdyż pragnę znać trzy najważniejsze języki europejskie: francuski, angielski i niemiecki. Lecz one same, bez wykształcenia zawodowego, mało znaczą. Najbardziej jednak pokochałem język francuski i uważam go za drugi język ojczysty.

 Poznań, 25 lutego 1947

 Bardzo długa i ciężka zima w tym roku. Mróz trzyma bez przerwy już dwa miesiące, dochodził nawet do -30 stopni C. Niesłychane i nie notowane dotychczas mrozy na świecie, zamarzł Bałtyk i jego porty. (…) Leszek[3] wyjechał do Szczecina na Szkołę Inżynierską […]

 Dwudziestojednoletni Bogdan Frankiewicz odbywa trzydniową wyprawę do zniszczonego przez działania wojenne Szczecina, lecz jeszcze się wacha, czy tu właśnie chce zamieszkać. Wraca jednak do Poznania.

 W Pamiętniku jest zapis, że w kwietniu 1949 roku czyni starania o wyjazd na kursy wakacyjne do Francji. W Warszawie czas oczekiwania na wizę poświęca na czytanie lektur przygotowujących go do egzaminów z języka angielskiego i udziału w lektoracie języka włoskiego.

 W maju relacjonuje przebieg ogólnopolskiego Zjazdu Federacji organizacji studenckich, który przed Wielkanocą odbywa się w Poznaniu i jest pod dużym wrażeniem. Uczestniczą w nim studiujący w Polsce studenci zagraniczni m.in. z Wietnamu, Francji, Bułgarii, Albanii. W trakcie studiów otrzymuje stypendium rządu francuskiego (Ministerstwo Oświaty i Instytut Francuski) i w 1950 roku przebywa na rocznych studiach „Kultura i filologia francuska” (Diplome de la langue et civilisation française) na uniwersytecie w Lionie. Tam spędza Nowy Rok 1951. Opisuje codzienność akademicką, którą urozmaicają potańcówki i wycieczki autokarowe przez Alpy do Nicei, nad lazurowe wybrzeże i do Monte Carlo.

 Po powrocie do kraju, kontynuuje studia i jednocześnie pracuje. Najpierw w Centralnym Zarządzie Wytwórni Materiałów Budowlanych w Poznaniu, następnie ponad rok w biurze Bratniej Pomocy Uniwersytetu Poznańskiego na stanowisku referenta w Wydziale Kultury.

 20 grudnia 1951 roku zdaje egzamin magisterski. W 1952 roku podejmuje pierwszą pracę w charakterze wykładowcy języka polskiego i francuskiego w Seminarium Duchownym w Kruszewie i tam nadrabia braki w czytaniu.

Stale jeszcze „siedzę” w literaturze francuskiej. Wielu jest jeszcze autorów, których twórczość chciałbym poznać. Zapoznałem się już z twórczością Mauriaka, a teraz zainteresował mnie Blaise Cendrars, jego buja twórczość, a jeszcze bardziej pociągająca biografia, pełna przygód, podróży i poznawania pięknego świata.

 Wuja Bogdan i jego pamiętniki

 Ryszard Markow, w rozdziale „Wuja Bogdan i jego pamiętniki” wspominając swojego przyjaciela, udostępnia zapisy, które zawarte zostały w pięciu zeszytach z lat 1934-1961 z notatkami Bogdana Frankiewicza.

 Bogdan Frankiewicz od kilku lat mieszka w kawalerce na drugim piętrze kamienicy przy ul. Mariana Buczka (obecnie Marszałka Piłsudskiego 38), które otrzymał z przydziału. Może w nim spokojnie oddawać się pracy i lekturze albo pisaniu francuskich wierszy. Do archiwum mieszczącego się przy ul. Wojciecha ma przysłowiowy „rzut berem”. Po drodze wstępuje do księgarni Klubowej[4] i ucina sobie miłą rozmowę z kierownikiem Karolem Czejarkiem[5]. Gdy wybiera dłuższą drogę, wstępuje do księgarni-antykwariatu (w nieistniejącej już dziś kamienicy przy al. Wyzwolenia) i tam widuje się z księgarzem Janem Maziakowskim[6].

 Ryszard Markow w pierwszym akapicie tak opisuje jego mieszkanie:

 Mieszkanie o powierzchni ok. 27 m kwadratowych składało się z jednego pokoju, łazienki i przedpokoju, w którym obok zabudowanej szafy na garderobę wygospodarowane było miejsce dla dwupalnikowej kuchenki gazowej i maleńkiej chłodziarki. Pokój był widny, bo jego centralną ścianę na znacznej powierzchni wypełniały duże przeszklenia drzwi balkonowych. Pod oknem stał stolik i dwa foteliki, ulubione miejsce wypoczynku i rozmów z gościem. Centralnym punktem był ustawiony pod żyrandolem kwadratowy metrowy stół, służący w tym mieszkaniu za jadalnię i alternatywne stanowisko pracy z walizkową maszyną do pisania. Stojące pod ścianą biurko nadawało się do tej pracy mniej, ze względu na zalegające na nim dokumenty i rękopisy rozpoczętych artykułów i tłumaczeń. Można było przy nim co najwyżej napisać odręcznie list lub sporządzić notatkę z rozmowy telefonicznej. Stacjonarny telefon stanowił ważny element tego wyposażenia.

 Bogdana Frankiewicza cieszyło to skromne mieszkanie i nigdy nie narzekał na nie, ani nie myślał o jego zamianie na większe. Niewątpliwym walorem była lokalizacja w centrum miasta. W drodze do domu często spotykał znajomych z pracy, z prasy, z chóru, w którym się udzielał i z kościoła. Miał wielu znajomych, a ich krąg stale się powiększał. Opinia o nim potwierdza jego przyjazne usposobienie.

 Był mężczyzną dbającym o ubiór i formy. (…) Z powodu wady wzroku okulary były nieodłącznym elementem jego wizerunku. (…) Na twarzy niemal zawsze malowała się otwartość, życzliwość, pogoda ducha, dyskretny uśmiech, zachęta do rozmowy, zainteresowanie potencjalnym rozmówcą. W rozmowie z nim nie zauważyłem, by dawał do zrozumienia, że wie lepiej.

 W lipcu 1952 roku w trakcie pobytu u przyjaciół w Szczecinie podejmuje starania o zatrudnienie w miejscowym Wojewódzkim Archiwum Państwowym. Zostaje przyjęty na stanowisku kierownika Powiatowego Archiwum Państwowego w Stargardzie Szczecińskim. Tu dopada go wrześniowa melancholia, pisze, że rytm życia w zniszczonych miastach jest jakby spowolniony i mało inspirujący.

 Nie mogę się w nim odnaleźć, a nadto pogoda tak stale deszczowa pogłębia moją nostalgię. Przyglądam się ludziom i krainie pełnej mgieł z rzadka opromienionej przez słońce i uciekam przed udręką i ciągłym smutkiem. Staram się czytać, poznawać literaturę francuską, szukać odmiany w myślach pisarzy i w powieściach. (…) Pocieszyć mnie i odwieść od smutku może tylko język francuski.

 Po roku pracy w Stargardzie, z powodu trudności związanych z dojazdem pisze podanie o przeniesienie do Szczecina. Zostaje przyjęty na asystenta archiwalnego i kierownika Działu III akt przedsiębiorstw i innych instytucji gospodarczych Wojewódzkiego Archiwum Państwowego.

 Bardzo dużo podróżuje po kraju i kontaktuje się z przyjaciółmi. Po powrocie z Poznania w 1953 roku spotyka go niemiłe wydarzenie. Dociera do niego wtedy, że liczenie na przyjaźń jest błędem, nawet z kimś, kto wydaje się godny naszej miłości. Z kimś, kto przysięga ci miłość. Pisze dalej – jesteśmy tylko ludźmi szukającymi usprawiedliwienia dla naszych czynów i odruchów serca. Trudo jednak pogodzić się z tym, że ktoś odbiera ci to, co kochasz, co uwielbiasz. I dlatego przestałem polegać na przyjaźni i miłości …

 W moim sercu żył smutek, byłem sam. Nic nie zmienia się w mojej sytuacji. Pozostają mi jedynie samotne spacery, odwiedziny u znajomych, ale to wszystko. Wyjścia do teatru, kina czy na koncerty nie zastąpią mi prawdziwej przyjaźni, szczerych i dobrych rozmów.

 Rok 1955 w życiu Bogdana Frankiewicza przyniósł odmianę. Od 17 lipca do 20 sierpnia był tłumaczem w Warszawie na V Światowym Festiwalu Młodzieży i Studentów. Było to drugie jego wielkie wydarzenie po wyjeździe do Francji. Otrzymał przydział gości i wszyscy zamieszkali w hotelu „Polonia”. Jako pierwszego gościa dostał młodego Francuza Pierre Barthélemy – dyrygenta Opery Kameralnej („l`opera de chambre”) w Paryżu.

 (…). Przez kilka dni opiekowałem się młodym poetą francuskim, który na pamiątkę podarował mi swój tomik wierszy. Oprócz tego poznałem francuskiego piosenkarza i autora piosenek Francisa Lemarque`a i jego żonę. Oboje bardzo sympatyczni i bezpośredni. Piosenki Lemarque`a wykonywał m.in. Ives Montand. Tak samo mili byli goście Gerard Philippe i jego żona. (…) Było moc wrażeń. Wszystkie wycieczki poza Warszawę, na wieś lub do Żelazowej Woli. Ta ostatnia wywarła na mnie największe wrażenie. Na specjalnym koncercie grała Halina Czerny-Stefańska, Chwile słuchania muzyki przy cudnej sierpniowej pogodzie były wyjątkowym przeżyciem. Patrzyłem z wielkim przejęciem, gdy tylu różnych ludzi, z tylu różnych krajów, o różnych poglądach politycznych i wierzeniach religijnych stało jak skamieniałych, słuchając muzyki Chopina. (…) Czułem, że ta muzyka wszystkich połączyła w jedną rodzinę, w jedną myśl.

 Gdy w listopadzie 1955 roku zorganizowano również strukturę WAP w Szczecinie, Bogdan Frankiewicz obejmuje kierownictwo Oddziału III akt instytucji samorządowych, kościelnych, szkolnych, stowarzyszeń i organizacji. Ponadto pełni funkcję opiekuna archiwalnego dla 5 powiatowych archiwów państwowych w Białogardzie, Gryficach, Słupsku, Stargardzie i Szczecinku. Praca związana z poznawaniem historii i kultury ziem zachodnich satysfakcjonuje go całkowicie.

 26 maja 1956 roku notuje:

(…) Pisuję artykuły do miejscowej prasy. Opublikowano już kilka. Ostatnio wyszedł w Szczecinie tygodnik społeczno-literacki „Ziemia i Morze”. Zapoznałem się z jego zespołem redakcyjnym: literatką Marią Boniecką i kolegą ze studiów, również literatem, Ireneuszem G. Kamińskim.

 Oto zapis z 10 stycznia 1958 roku:

Minął 1957 rok i zaczął się nowy! Od tygodnia mieszkam już w nowym, własnym mieszkaniu, Nie chce mi się wierzyć, że to, o czym tak marzyłem, jest już realną rzeczą! Mam ładny pokój, przedpokój i łazienkę oraz balkon z ładnym widokiem. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę się gospodarzyć teraz na własnym. Jaka to wielka przyjemność!

 Kolejne stypendium Bogdan Frankiewicz otrzymuje w 1960 roku. Naczelna Dyrekcja Archiwów zawiadamia go, że przyznano mu półroczny staż do Paryża. Po przyjeździe 7 lutego melduje się w Grand Hotelu Moderne 33 rue des Ecoles. Cieszy się, bo to ta sama dzielnica, w której mieszkał przed 10 laty. Po tygodniu notuje w pamiętniku, że pracy w archiwum jest sporo. Znajduje jednak czas, by samemu bądź z zapoznanymi osobami wybrać się do kina, na koncerty i wystawy oraz na długie rozmowy do kawiarni.

 Bardzo szczegółowo opisuje pobyt w Paryżu, jak wyglądają poszczególne ulice, dzielnice, zwiedzane kościoły i inne interesujące zakątki kultury oraz wrażenia ze zwiedzania innych miast.

W każdą niedzielę zwiedzam inną dzielnicę i utrwalam sobie w pamięci już to, co widziałem przed 10 laty. (…) Zapominam niekiedy o Szczecinie, bo przyzwyczaiłem się tutaj. Znalazłem już sporo dokumentów dotyczących Polski. Na zakończenie stażu całą grupą, łącznie z uczniami z Ècole de Chartes, byliśmy na bardzo przyjemnej wycieczce w Orléans, Blois i Tours. W tych miastach zwiedzaliśmy archiwa oraz okoliczne zamki i pałace. Podobnie w Amboise, a w Menars położony nad brzegiem Loary pałac związany z Madame de Pompadour, gdzie nawet zrobiono nam fotografie do tamtejszego dziennika „La Nouvelle République”.

 28 kwietnia informuje, że jest zimno i w Paryżu obchodzą uroczystość 150 rocznicy urodzin Chopina.

 Wczoraj śpiewała Stefania Wójtowicz, dzisiaj transmitowano koncert orkiestry pod dyrekcją Stanisława Skrowaczewskiego. Był także w Paryżu teatr z Gdańska z przedstawieniem Leona Kruczkowskiego[7]. A więc Polaków tu nie brakuje!

 4 lipca tego samego roku, notuje, że parę dni temu otrzymał włoską wizę do Archiwum Państwowego we Florencji (Archivio di Stato Firence). Bardzo jest ciekaw tej podróży, do innego kraju, który zawsze chciał zobaczyć. Rzym, Florencja i Wenecja! Czeka też na wizę do Niemiec, bo ma zaproszenie do Ludwigsburga, Marburga i Hamburga.

 Po powrocie do kraju Bogdan Frankiewicz odbywa kolejne kwerendy zagraniczne. Tematem zbierania źródeł do dziejów kolonii francuskiej w Szczecinie w XVIII i XIX wieku zainteresował się już w końcu lat 50. XX wieku, popularyzując wiedzę o pobycie kolonistów francuskich na Pomorzu oraz o garnizonach francuskich w trakcie wojen napoleońskich na Pomorzu Zachodnim. W latach 1959-1961 temat „Kolonie francuskie na Pomorzu” był drugim tematem na napisanie przez niego doktoratu. Badania nad Hugenotami były jednym z argumentów w podaniu o staż w Paryżu w 1969 roku.

 W archiwum w Stargardzie, następnie w Szczecinie zajmuje się inwentaryzacją archiwaliów miejskich i administracji państwowej XIX i XX wieku w języku niemieckim. Porządkuje landraturę łobeską i Kolegium Szkolne Prowincji Pomorskiej, które zabezpiecza w Prezydium Powiatowej Rady narodowej w Łobzie. Awansuje na kolejne stopnie struktury naukowej archiwistów, zostając asystentem naukowo-badawczym, adiunktem naukowo-badawczym (1 maja 1965), a następnie adiunktem archiwalnym. Kwalifikacje zawodowe – warsztat archiwalny, historia i umiejętności językowe (angielski, francuski, hiszpański, niemiecki, włoski) doceniono także jego rzetelność, dokładność, pracowitość i sumienność.

 Czytając Pamiętnik, można odnieść wrażenie, że autor niewiele uwagi poświęcił kwestiom politycznym. Lecz w oddzielnym zeszycie bez tytułu[8] znajdują się bardzo istotne Jego rozważania z lat 1946-1947 dotyczące spraw polskich jak i innych państw Europy.

 W Archiwum Państwowym Bogdan Frankiewicz przepracował 47 lat, od września 1952 roku do przejścia na emeryturę w dniu 29 grudnia 1988 roku. Będąc na emeryturze, kontynuował tam pracę na ½ etatu nieprzerwane jeszcze przez kolejne dziesięć lat do lutego 1999 roku.

 Bogdan Frankiewicz – członek Szczecińskiego Oddziału Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Francuskiej

 Szczecińskie Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Francuskiej powołane zostało w dniu 8 marca 1947 roku z inicjatywy pierwszego prezydenta Szczecina, dr. inż. Piotra Zaremby po rozmowie z Jacques Leguèbe, konsulem Francji w Szczecinie. Na Walnym Zebraniu w dniu 19 listopada 1947 roku dr. inż. Piotr Zaremba został wybrany na prezesa. Wskutek sfingowanej przez władze sowieckie znanej afery szpiegowskiej, jakim był w 1949 pokazowy proces André Simona Gustave Robineau[9] – TPPF zlikwidowano w 1950 roku.

 Reaktywacja towarzystwa nastąpiła z inicjatywy prof. dr hab. Remigiusza Kojdera i Krystyny Łyczywek w 1988 roku. Z list obecności zachowanych i prowadzonych przez Krystynę Łyczywek wynika, że kulturą francuską interesowało się około 200 osób. Dr Bogdan Frankiewicz wypełnił deklarację TPPF w 1999 roku. TPPF działało jako luźne stowarzyszenie aż do 2007 roku, kiedy to szczeciński oddział został zarejestrowany w KRS. Z powodu perturbacji finansowych w Zarządzie Głównym TPPF w Warszawie, zarząd szczecińskiego oddziału zadecydował o samorozwiązaniu w 2018 roku.

 W latach 50. Bogdan Frankiewicz, pracownik Archiwum Państwowego w Szczecinie, chcąc zbadać źródła świadczące o bytności Francuzów w Łobzie, zwrócił się z prośbą do urzędników w Łobzie, ale nie otrzymał zgody. No cóż, polityczne nastawienie władz polskich do Zachodu w tym czasie nie było przychylne.

 Był aktywny na polu zawodowym i jako członek wielu towarzystw. Nieustannie badał wątki francuskie w Szczecinie i wygłaszał prelekcje, w tym także w TPPF związane z jego zainteresowaniami kulturą francuską.

 Po wielu latach, działając społecznie w szczecińskim oddziale TPPF pomagałam prezes Krystynie Łyczywek w porządkowaniu segregatorów zawierających dokumentację wejściową i wyjściową. 7 lutego 2002 roku nadszedł list z Łobza odręcznie napisany przez nauczyciela historii, Czesława Szawiela zaadresowany do prezes Krystyny Łyczywek. W liście dołączone zostało ksero najnowszego numeru „Łabuzia” o zgromadzonych informacjach z pobytu Francuzów w okresie wojen napoleońskich.

 Nadawca listu informuje, że w Łobzie, 7 listopada 1806 roku przebywały 4 szwadrony francuskich huzarów. Stacjonował także XII francuski pułk kirasjerów pod dowództwem kapitana Diot`a. Kapitan Diot pełnił funkcję dowódcy garnizonu w mieście i utrzymywał doskonały porządek w małym Łobzie. W 1808 roku dług miasta wobec armii francuskiej wynosił 250 talarów. Francuska komora finansowa w Szczecinie wysłała do Łobza oddział egzekucyjny dla ściągnięcia długów. Oto treść pisma francuskiego poborcy podatkowego na Pomorzu skierowanego do magistratu w Łobzie:

Mój Panie, otrzymałem raport, że od 20 listopada 1807 roku nie uczynił Pan nic dla wyegzekwowania nadzwyczajnych danin wojennych. Poleciłem Panu przesyłać pieniądze co tydzień. Wydaje mi się, że mojej przychylności, wyrażanej w formie odwołania oddziału egzekucyjnego, Pan nie zauważył. Proszę się nie dziwić, gdy wyślę następny oddział z bardziej stanowczymi rozkazami, o ile nie przełamie Pan swego systemu zwlekania, z którego jestem wysoce niezadowolony.

 Mam zaszczyt przesłać pozdrowienia L`Aigle.

 Fragment ponaglenia zawartego w tym liście pochodził od rezydującego w Szczecinie francuskiego komisarza-intendenta L`Aigle, który odpowiadał za sprawy gospodarcze.

 List Czesława Szawiela pozostał bez echa, ponieważ prezeska chyba nie była szczególnie zainteresowana tą sprawą.

 Postscriptum:

 Bogdan Frankiewicz był postacią bardzo zasłużoną i znaczącą dla historii i kultury miasta Szczecina i regionu. Był autorem kilkudziesięciu artykułów, kilku publikacji historycznych i naukowych Swoją pracę naukową godził z działalnością społeczną. Od września 1956 roku śpiewał w grupie tenorów w Chórze Państwowej Filharmonii w Szczecinie[10]. Występowała wtedy gościnnie z chórem Halina Mickiewiczówna[11]. Od października 1960 roku został chórzystą najsłynniejszego szczecińskiego Chóru Politechniki Szczecińskiej pod kierownictwem Jana Szyrockiego.

 Bardzo wysoko cenił sobie przyjaźń, lecz z czasem ulegał rozczarowaniu. Pozwolę sobie zacytować słowa Wiesława Myśliwskiego, który w swojej książce Ostatnie rozdanie tak o przyjaźni napisał: „Albo weźmy przyjaciół. Tych co prawda ma się najmniej. Do tego w miarę upływu czasu wykruszają się, a nowi coraz rzadziej, z coraz większym trudem przybywają, jako że przyjaźń jest owocem wymagającym długiego dojrzewania, ta najtrwalsza rodzi się przeważnie w młodości, kiedy to jeszcze z radosną ufnością otwieramy się na ludzi, bo później narasta w nas nieufność, która prowadzi do wniosku, że prawdziwa przyjaźń powinna przechodzić próbę wieczności”.

 Bogdan Frankiewicz zmarł 2 lipca 2003 roku w trakcie przygotowywania się do wygłoszenia referatu o holokauście szczecińskich Żydów w 1940 roku na sesji „Żydzi szczecińscy”, którą zorganizowali Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów Oddział w Szczecinie i Archiwum Państwowe w 27 czerwca 2003 r. Mimo wątłego zdrowia przeżył intensywnie niemal osiemdziesiąt lat.

 Pochowany został w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu w Poznaniu. W ekspozyturze Archiwum Państwowego w Strzmielu został uhonorowany tablicą pamiątkową, a na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie w 2007 posadzono w Alei Pamięci poświęcone mu drzewko.

 Maria Łopuch[12] jest autorką biogramu Bogdana Frankiewicza w Encyklopedii Pomeranica.pl.

 

 Maria Jaremek

 

Bibliografia:

„Bibliotekarz Zachodniopomorski” nr 4/2013 r. i „Bibliotekarz Zachodniopomorski” nr 3-

 4/2015 r. Urszula Wenta i in. ks. dr Jan Mazur.

Bogdan Frankiewicz, Francuz Francuzem, ale zaraz gmina, w: „Głos Szczeciński” z 1991 r. nr 23, s. 3.

Bogdan Frankiewicz, Duchowieństwo katolickie Pomorza i pogranicza pod uciskiem hitlerowskim, w: Przegląd Zachodniopomorski 1996, z. 4. s. 107-127.

Bogdan Frankiewicz, Źródła do dziejów Żydów na Pomorzu Zachodnim w zbiorach Archiwum Państwowego w Szczecinie, w: Szczeciński Informator Archiwalny 1997, nr 11, s. 81-85.

Encyklopedia Pomeranica.pl hasło Jan Maziakowski https://wikipedia.org/wiki/Jan_Maziakowski

Francuzi w Szczecinie w XVIII wieku, w: Encyklopedia Szczecina, Wydanie jubileuszowe z okazji 70-lecia polskiego Szczecin, STK, Szczecin 2015.

Paweł Gut, Biografia archiwalna Bogdana Frankiewicza (1923-2023), Szczecińskie Studia Archiwalno-Historyczne, Tom IV, Szczecin 2020.

http://ssah.szczecin.pl/files/SSAH_4_2020/09_SSAH_t._4_2020_Pawe%C5%82_Gut.pdf dostęp: 13.03.2026 r.

„Kurier Szczeciński” z 25 listopada 1996 r. (o założycielu Związku Esperantystów).

Jan Maziakowski o starych książkach i nowych, w: „Głos Szczeciński” z 15 października 1961.

 

Publikacje:

Bogdan Frankiewicz, Praca przymusowa na Pomorzu Zachodnim w latach II wojny światowej, Poznań 1969.

Bogdan Frankiewicz szczecinianin z wyboru. Pamiętnik, opracowanie Ryszard Markow, Stowarzyszenie Archiwistów Polskich, Warszawa 2025.

Maria Jaremek, Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Francuskiej Oddział w Szczecinie (1988-2018), Szczecin 2022.

Kronika Szczecina 1992/1993.

Kronika Szczecina 1997.

 

 Maria Jaremek, szczecinianka, była księgarka, bibliotekarka, dyplomowana nauczycielka. Autorka książek, publicystka. Członkini Koła nr 1 SBP przy Książnicy Pomorskiej w Szczecinie oraz Dyskusyjnego Klubu Książki przy Książnicy Pomorskiej, Stowarzyszenia Przyjaciół Książnicy Pomorskiej, Stowarzyszenia Instytut Królowej Jadwigi – Queen Jadwiga Institute z siedzibą w Warszawie. Pełny biogram Marii Jaremek w: Encyklopedia Pomeranica.pl

[1] Bogdan Frankiewicz. Szczecinianin z wyboru. Pamiętnik, Opracowanie Ryszard Markow, Stowarzyszenie Archiwistów Polskich Oddział w Szczecinie, Szczecin 2025, 256 s.

[2] Maria (1926-1996) – po wojnie wyszła za mąż za lekarza Kazimierza Bączyka (1926-2016). Profesora, specjalistę nefrologa, nauczyciela akademickiego. Wychowali dwie córki.

[3] Leszek, wł. Lech Frankiewicz, kuzyn Bogdana, syn Tadeusza i Stefanii (1923-2005). W 1947 roku zamieszkał z rodzicami w Szczecinie i podjął studia w Szkole Inżynierskiej. Założył rodzinę, miał troje dzieci. Jego ojciec, Tadeusz Frankiewicz (1896-1961) był bratem Czesława, ojca Bogdana Frankiewicza. Został pochowany z rodzicami na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.

[4] W 1956 roku nastąpiło otwarcie „Klubowej” 16/ Sz pod kierownictwem Henryka Malickiego.

[5] Karol Czejarek (ur. 10.08.1939 w Berlinie) – księgarz, dr germanista, tłumacz, autor licznych książek i artykułów. Zastępca redaktora Przeglądu Dziennikarskiwgo.pl

[6] Jan Maziakowski (ur. 25.08.1915 w Buszcze k. Lwowa – zm. 24.10.1976 w Szczecinie) – księgarz, antykwariusz, tłumacz, ławnik sądowy, działacz społeczny.

[7] W Teatrze Narodów przy Place Châtelet, Teatr Wybrzeże z Gdańska dał wówczas dwa przedstawienia sztuki Pierwszy dzień wolności w reżyserii Zygmunta Hübnera, scenografii Janusza A. Krassowskiego z obsadą aktorską m.in. Zbigniewa Cybulskiego, Edmunda Fettinga, Bogumiła Kobieli, Zdzisława Maklakiewicza i Mirosławy Dubrawskiej.

[8] Tytuł – Bogdan Frankiewicz Kronika wydarzeń 1946-1947 pochodzi od wydawcy, ponieważ kolejny zeszyt nie ma żadnego tytułu.

[9] Relacje polsko-francuskie, najpierw poprawne, stopniowo ulegały pogorszeniu m.in. za sprawą akcji szpiegowskich. Zaczęły się aresztowania w Polsce i we Francji. O ich przebiegu decydowały coraz bardziej resorty spraw wewnętrznych obu państw, w tym służby specjalne, a coraz mniej służby dyplomatyczne.

[10] Chór Mieszany Państwowej Filharmonii Szczecińskiej prowadził Stanisław Hrynkiewicz.

[11] W latach 80-tych Halina Mickiewiczówna często występowała w Szczecinie.

[12] https://pomeranica.pl/wiki/Bogdan_Frankiewicz

Poprzedni artykułWady serca i zalety na Olimpie cz. 8
Następny artykułWady serca i zalety na Olimpie cz. 9
Maria Jaremek
Maria Jaremek - absolwentka bibliotekoznawstwa i informacji naukowej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz podyplomowego studium etyki na Uniwersytecie Szczecińskim. Od 2016 r. publicystka Przeglądu Dziennikarskiego.pl. Pracowała 17 lat w księgarstwie. Bibliotekarka i dyplomowana nauczycielka etyki w szkołach ponadpodstawowych. Autorka kilkudziesięciu artykułów w prasie szczecińskiej, miesięcznikach pedagogicznych, bibliotekarskich, autorka pięciu książek, kilkunastu haseł w Encyklopedii Szczecina oraz Encyklopedii Pomeranica.pl. Członkini Queen Jadwiga Institute, Alliance Française, Stowarzyszenie Demokracja, Towarzystwa Przyjaciół Książnicy Pomorskiej i Dyskusyjnego Klubu Książki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj