Quo vadis Polonia?  – zniewolona Ojczyzno!

0

Obiecałem niedawno, że dla higieny własnej i Państwa czytelników, nie będę czas jakiś pisał o polityce i wynikających niej konsekwencji uderzających w zwykłych obywateli naszego kraju, jednak kilka smutnych, tragicznych wręcz wydarzeń z minionych tygodni zmusiło mnie do przerwania milczenia.

Wszystko zaczęło się od dramatu młodej, niespełna trzydziestoletniej kobiety, która ze względu na zagrożenie jej zdrowia ciążą, zażyła dozwoloną prawem tabletkę poronną. Jednak po pewnym czasie poczuła się źle, więc zgłosiła się do szpitala. Wydawałoby się, że postąpiła absolutnie logicznie. Szpitale i zatrudnieni w nich lekarze powinni nieść pomoc, ( salus aegroti suprema lex – zdrowie chorego prawem najwyższym ) tym bardziej że zażycie przez kobietę na jej własne życzenie tabletki poronnej jest zgodne z obowiązującym prawem, czyli, jak znowu podpowiada logika i powaga prawa stanowionego, takie postępowanie nie powinno być ani ścigane, ani zagrożone odpowiedzialnością karną. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że naiwność obywatelska nie zna granic.

Prawo prawem, konstytucja konstytucją, a w sprawach ciąż wszelakich decyduje lekarskie sumienie, czy raczej jego brak, a tak naprawdę strach przed konsekwencjami zawodowymi wynikającymi z podejmowanych decyzji. W związku z tym lekarz, zamiast pomóc kobiecie, zadbał o swoje tchórzliwe sumienie i powiadomił organa ścigania o niebywałej „zbrodni”, ( notabene zgodnej z prawem ) jakiej dopuściła się młoda kobieta. Natychmiast pojawiła się w szpitalu grupa operacyjna Policji, dokonała przeszukania „zbrodniarki”, poddali ją upokarzającym praktykom stosowanym choćby w więzieniach – musiała rozebrać się, robić przysiady i kaszleć. W jakim celu?! Rzecznik Policji odpowiedział, że w celu sprawdzenia czy podejrzana nie ukrywa w sobie, czyli w dwóch nader intymnych miejscach, jakichś niebezpiecznych… Nie określił jednak jakich. Dodatkowo zajęli jej telefon komórkowy i laptop bez jej wiedzy, pewnie w celu szukania powiązań ze światowym terroryzmem. No cóż, okazało się, że jedyni terroryści jacy się ujawnili,  przyjechali właśnie  z komendy. Po jakimś czasie przedstawiciel szpitala tłumaczył, że kobieta mogła planować samobójstwo, dlatego zdecydowano się na powiadomienie Policji. Szkoda tylko, że mając takie podejrzenie nie dotarł z grupą szturmową policyjny psycholog.

Nie zdziwiłbym się, gdyby któregoś dnia trafił do Sejmu projekt ustawy przewidujący karę dożywocia, lub w przypadkach udanego targnięcia się na własne życie, nawet kary śmierci! W końcu życie jest dobrem najwyższym, chronionym zgodnie z wyobraźnią jego obrońców.

W tym samym mniej więcej czasie, wychodzą na jaw efekty działalności mafii śmietnikowych. Okazuje się, że owi śmieciarze urządzili  w cudownych okolicznościach przyrody naszej Ojczyzny ponad czterysta mega składowisk chemikaliów przeznaczonych do utylizacji, liczonych w setkach tysięcy ton.

Niestety śledztwo ślimaczy się, a właściwie stoi w miejscu, być może dlatego, że wśród mafiozów śmieciowych nie ma kobiet łykającej tabletki poronne. A prokurator, który naprawdę ścigał przestępców, tropił i aresztował wielu z podejrzanych o udział w tym haniebnym procederze, został odsunięty i oddelegowany do jakichś innych, ważniejszych, wymagających prokuratorskiej twardości spraw.

Czy można się dziwić, że sprawnie myślący mają przeświadczenie, iż tropy tej niewiarygodnej hucpy prowadzą nie gdzie indziej, tylko do urzędu Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości w jednym? Tym bardziej że ci, którzy od kilku lat prowadzą śledztwo nie mogą ustalić od kogo pochodzą te groźne dla zdrowia i życia ludzkiego odpady, natomiast dziennikarze pozbawieni wielu narzędzi przynależnych wymiarowi sprawiedliwości, ustalili to w ciągu kilku miesięcy. Widocznie z jakichś ciemnych powodów zarządcom państwa polskiego nie zależy na wyłapaniu tych, którzy stoją za tym haniebnym procederem składowania w ponad czterystu miejscach bomb chemicznych.

Ciekawe jest także to, że w naszym, najsprawniejszym w NATO Ministerstwie Obrony, nie znalazł się ani jeden strateg, który by zauważył, że w związku z naszym udziałem w wojnie w Ukrainie, wystarczy rozwścieczyć Putina do tego stopnia, że wykorzystując ogólnie dostępną wiedzę o naszych gigantycznych składowiskach broni chemicznej, skieruje na nie kilkadziesiąt rakiet, a Ławrow z jadowitym uśmiechem przeprosi za tragiczny w skutkach błąd, ale wymuszony działaniami obronnymi przed ukraińskim nacjonalizmem. Kilkudziesięcioma rakietami można wywołać krajowy Armagedon. A jeśli ktoś nie wierzy, to przypominam, że  przecież spadło już na naszym terytorium kilka niezauważonych rosyjskich pozdrowień.

Ciekawe co na to NATO? Nie wiem… Choć wydaje mi się, że jesteśmy tak marginalnym państwem, że NATO na to jak na lato. Oczywiście nie twierdzę, że gdyby konflikt zza wschodniej granicy rozszerzył się na nasze terytorium, NATO nas nie obroni. Obroni! Szkoda tylko, że my sami, spadkobiercy glorii powstańczych zrywów, nie potrafimy, albo najzwyczajniej mamy gdzieś potrzebę obrony przed takimi rycerzami postępu jak Minister Ziobro, który nie robi nic w sprawie składowisk zagrażających życiu Polaków, ale legitymizuje swoją twarzą bój o ułaskawienie Mariki M. skazanej za chuligański napad na właścicielkę tęczowej torby niesionej przez poszkodowaną podczas Parady Równości w Poznaniu. Napad Mariki skutkował uszkodzeniem ręki afirmującej swoje przywiązanie do równości społecznej. Marika została za swój czyn skazana na trzy lata, i o dziwo mając prawo do apelacji nie skorzystała z niego.

Natomiast Minister Ziobro wraz z prawnikami Ordo Iuris, zbiegają o wymazanie kary i ułaskawienie. Twierdzą, że to sąd dokonał rozboju na Marice M., a nie ona na poszkodowanej, broniącej swej własności w niemiłych prawej stronie kolorach tęczy.

No cóż… Co tam Ruscy, co tam mafia i miliardowe straty, ważniejsze są tabletki poronne i prawny przekręt z uwolnieniem z więzienia skazanej zgodnie z prawem  przez niezawisły jeszcze sąd, młodej rozrabiary wywodzącej się spośród szeregów Młodzieży Wszechpolskiej. A skąd Ty się wywodzisz, czytelniku? Zastanów się dobrze…

Post scriptum

Niespełna trzy dni po napisaniu powyższego tekstu, niedaleko Zielonej Góry doszło do pożaru  dzikiego magazynu toksycznych odpadów, podobnego do opisywanych przeze mnie składów rozsianych po całej Polsce, tyle tylko, że ten który właśnie spłonął, stanowił zaledwie promil promila pozostałych, zgromadzonych na terenie kraju. Mimo małej skali zdarzenie to obnażyło totalny rozgardiasz i brak komunikacji między władzami: prezydentem miasta, wojewodą i panią marszałek. Jedni ogłaszali ewakuację 2500 tysiąca mieszkańców z najbliższej okolicy pożaru, ktoś inny na konferencji prasowej nazwał to dezinformacją w stylu Gazety Wyborczej, ponieważ brak jest zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi. Przed kamerami wystąpiła pani minister Moskwa i pan Ozdoba, nawołujący, żeby nie czynić z nieszczęścia okazji do gierek politycznych, po czym oboje, szczególnie pan Ozdoba, uderzyli w opozycję i jej rolę w tym pożarze, który poza tym, że z „winy Tuska”, w niczym nie zagraża społeczeństwu, nawet mimo wysokiego zadymienia Zielonej Góry. A kilkanaście godzin wcześniej słyszałem komunikaty o wysokim stężeniu w dymie bardzo toksycznych substancji i apel do mieszkańców miasta, żeby nie opuszczali swoich domostw do odwołania. Prawdę mówiąc nie trzeba nam specjalistycznych analiz dymu, żeby uzmysłowić sobie jego ogromną szkodliwości dla zdrowia, bowiem każdy z nas wie, ile set szkodliwych związków chemicznych zawiera jeden „głupi” papieros. A teraz proszę sobie wyobrazić pożar sto razy większego składowiska, powiedzmy niedaleko Warszawy albo Krakowa. No cóż, ale rządzący mają jedną tylko receptę na wszelkie nasze problemy – wyciąć w pień opozycję razem z Tuskiem, a wtedy nastanie na naszej ziemi prawdziwy raj, nawet jeśli „nieco” zadymiony.

Poprzedni artykułBanja Luka to wielka nauka
Następny artykułPożegnanie prof. zw. dr hab. Mariana Leczyka
Szymon Koprowski to prozaik i artysta plastyk. W 1976 ukończył Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Studiował na wydziale architektury wnętrz i wydziale projektowania ceramiki i szkła w pracowni Zbigniewa Horbowego i Ludwika Kiczury, gdzie obronił pracę magisterską. Po studiach poświęcił się ilustracji książkowej i rysunkowi. Miał wystawy indywidualne miedzy innymi we Wrocławiu, Łodzi, Pradze i Bratysławie (w Instytucie Kultury Polskiej), Monachium i Iserlohn. Działalność plastyczną łączył z literacką, co zaowocowało debiutem prozatorskim w 2008 roku, powieścią „Balkon na krańcu świata”. Do tej pory ukazało się siedem jego powieści, a następne są w drodze. Od 2019 roku piastuje funkcję wiceprezesa Dolnośląskiego Oddziału Związku Literatów Polskich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj