„Psu na budę”, czyli o sztuce w przestrzeni publicznej

0

Mieszkam w Polsce. Podróżuję po świecie od zawsze. Szczególnie w Europie są miejsca, gdzie moja dusza i ciało doznaje błogostanu z powodu doznań estetycznych. Włochy, jako kolebka tej cywilizacji, ale też Francja, Niderlandy, Niemcy, Hiszpania, Wielka Brytania, kraje skandynawskie. Dyskusja w tych krajach na temat Sztuki w przestrzeni publicznej jest bezsensowną stratą czasu, gdyż w tych państwach jest to rzecz naturalna, nazywana otoczeniem życia człowieka, który od pradziejów był wyczulony na piękno, niezależnie od warunków materialnych, w jakich żył. To wewnętrzne piękno, ta wrodzona potrzeba harmonii z naturą, urosła do rangi kultury wręcz o charakterze genetycznym. Można podziwiać dzieła najznakomitszych artystów świata nie tylko w obiektach architektury. Dzieła niekiedy monumentalne uświetniają place, parki, ulice, mosty. Od dzieł Greckich, Rzymskich, Romańskich, Gotyckich po dzieła współczesne, takich artystów, jak min: Michał Anioł Buonarotti, Rodin, Cenowa, Manzu, Picasso, Matisse, Dubuffet, Giacometti, Boccioni, Miro czy Henry Moore . Niezapomniane realizacje niedawno zmarłego Vlademirova Christo i jego opakowania mostu Pont Neuf w Paryżu czy budynku Reichstagu w Berlinie.

Dlaczego w Polsce mamy z tym takie trudności? Według danych z 2018 roku, opublikowanych przez Centrum Badań Uniwersytetu SWPS, ok. 60 tys. osób w Polsce stanowi tzw. środowisko artystyczne ( artyści, twórcy i wykonawcy). Wielu z nich jest bardzo utalentowanych, niekiedy o światowej renomie. Dlaczego ten potencjał artystyczny nie jest wykorzystany przez 38- milionowy Naród? Mam na myśli elity władzy. Dlaczego nasz kraj jest w przeważającej mierze oazą bezguścia i ignorancji?

Dlaczego sztuka tworzona w w kraju nad Wisłą jest marginalnie zauważana w świecie?

W Polsce na przestrzeni wieków liczne miasta , zamki, pałace, kościoły, domy szlacheckie były projektowane i wyposażane głównie przez architektów, artystów i rzemieślników zagranicznych. W XVIII i XIX wieku zaczęły pojawiać się coraz liczniejsze symptomy rodzimych kreatorów, którzy nauki odbywali we Włoszech, Anglii, Niemczech, Rosji i w innych, miłych stronach tego kontynentu. Klasy, mające wtedy władzę ekonomiczną i polityczną, zaszczepiały te idee na rodzimej ziemi. Utalentowana ludność chłopska naśladowała wzorce dworskie i pałacowe lub kościelne. W okresie zaborów wyrosły piękne kwiaty w polskiej sztuce, powstawały liczne zakłady wytwórcze i rzemieślnicze, a malarze, rzeźbiarze emanowali nowym stylem, transponując polskie motywy w ramach min. europejskiej Secesji. Również muzycy, pisarze i poeci, intelektualiści uprawiali coraz piękniejsze ogrody Polskiej Nauki i Sztuki.

Przed drugą wojną światową, w okresie niewielu lat Polski odrodzonej, pojawiła się liczna grupa entuzjastów, artystów, architektów i projektantów nawiązujących do awangardy europejskiej. Wysiłki tych zdolnych i śmiałych kreatorów znalazły zrozumienie i możliwości realizacji tych idei w świadomości elit zarówno finansowych, jak i politycznych.

Druga wojna światowa doszczętnie zniszczyła dorobek materialny i intelektualny. Czerwona gwiazda wbita w miasta i wioski przeorała niczym pług całą ziemię, zniszczyła struktury społeczne. Pozostałe żywe niedobitki dawnej elity naukowej i artystycznej zostały zwerbowane na służbę nowej władzy. Okres tzw. sztuki socrealistycznej nie tylko pozostawił Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, ale także wiele innych budowli, które były wyposażane w liczne rzeźby. Po słynnej wystawie w warszawskim Arsenale, z tych zgliszcz na spopielonych polach, zaczęły kwitnąć niekiedy wspaniałe artystyczne kwiaty. Władza zaczęła zdawać sobie sprawę, że elity naukowo-artystyczne są programowo i propagandowo bardzo potrzebne. Szczególnie w konfrontacji z wolnym Światem.

Nastąpił rozkwit szkolnictwa artystycznego, inwestowano w zakupy dzieł sztuki, stypendia, konkursy, wystawy krajowe i zagraniczne. Rozkwitła liczna pomnikomania bohaterów minionych walk, bohaterów czerwonego sztandaru, utrwalaczy władzy ludowej. Ale nie tylko. Działania środowisk twórczych, w tym liczni genialni twórcy awangardowi, wprowadzali w przestrzeń publiczną realizacje rzeźbiarskie, malarskie, tkackie. Dotyczyło to przestrzeni nowo budowanych hoteli, budynków użyteczności publicznej: szpitali, restauracji. Były też w tym zakresie realizacje groteskowe w postaci tzw. witaczy poszczególnych miast i wsi. Pamiętam słynny witacz miasta Konin, nazwany przez miejscową ludność „Jajami Wojewody”. Groteska przeplatana totalnym bezguściem, podlewanym przez gminne i miejskie komitety partyjne.

Na ten styl barokowo-pańszczyźniany nałożono sukienkę produkcji w postaci sztuki ludowej i artystów naturszczyków, politycznie nobilitowanych przez licznych działaczy. Były też zjawiska niezwykle wartościowe, jak realizacje Xawerego Dunikowskiego, Władysława Hasiora, Magdaleny Abakanowicz, Jolanty Owidzkiej, polskich twórców plakatu, działania Galerii EL w Elblągu, Artystów zwiazanych z Muzeum Rzeźby w Orońsku czy Pleneru w Osiekach, które gromadziły dzieła polskiej awangardy. Jednak – niestety – była to kropla w morzu budowanej architektonicznej tandety stemplowanej kuriozalnym blokowiskiem miast i wsi oraz coraz liczniejszym tandeto-kiczowatym budownictwem kościelnym, realizowanym przez domorosłych proboszczów, asów estetyki powiatowego episkopatu.

Z takimi dokonaniami wkroczyliśmy, jako dumny Naród, w Polskę Odrodzoną, lecz nadal odgrodzoną od kultury i estetyki europejskiej. Autostrada Wolności dała nam ogromny pęd transportowy, a iluzoryczna Wolność zachłysnęła się szybkim pomnażaniem dóbr. Poza transformacją ustrojową i gospodarczą, transformacja społeczna miała polegać na zmianie mentalności społecznej i zaakceptowaniu nowych reguł. Ludzie na szczytach władzy, wywodzący się z ruchu solidarności powiązanej z elitami dawnego aparatu, nie posiadali zarówno wiedzy, jak i indywidualnych, merytorycznych kompetencji do określenia, na czym te zmiany w sferze polityki społecznej mają polegać. Nikt nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, jakie ma być to państwo?

Walka o władzę i wpływy w przeważającej mierze przysłoniły tworzenie pryncypiów państwa prawa, które dzięki kręgosłupom moralnym przedstawicieli władzy ma być ostoją demokracji. Niestety przyszłość pokazała, że nie stworzono zarówno silnych podstaw prawnych, jak i wysokiego etosu na polskich uczelniach. Produkowały one magistrów, selekcja nie istniała ( i nie istnieje). Trzeba przyznać, że jakimś cudem, dzięki szczęśliwym decyzjom małego grona świadomych osób, dokonano włączenia nas w strukturę Unii Europejskiej, jednak wysiłki poszczególnych ekip politycznych okazały się niezmiernie płytkie i mało przewidujące w dziedzinie polityki społecznej. Nie obejmowały ludności biednej, po-pegeerowskiej, chłopo- robotniczej, kształtowanej przez socjalistycznego pana, jako wyrobnika bez własnej inicjatywy.

Jaki poziom świadomości ludzi – taka przestrzeń publicznych wartości, o sztuce nie wspominając.

Głównym elementem przemian ustrojowych był proces prywatyzacji, który objął ponad 75% przedsiębiorstw państwowych i spowodował rozkwit prywatnej inicjatywy. Rodzime i zagraniczne podmioty gospodarcze rozpoczęły wielką budowę. Ten rozwój został pozbawiony zarówno spójnej wizji i koncepcji, zarówno w zakresie prywatnej własności, jak i w zakresie własności publicznej. Chaotyczne decyzje, lub ich brak w przedmiocie powrotu do przedwojennej własności, gangsterska szarpanina na rynku obrotu ziemią i budownictwa, nie tworzyły w ludziach poczucia stabilnej wartości prywatnej i poszanowania wartości wspólnej, czyli publicznej. Rynek sztuki wszedł w sferę prywatnych gustów i kolekcji, państwowe zakupy do placówek muzealnych miały charakter w przeważającej mierze chaotyczny, z małymi wyjątkami, jak Muzeum Narodowe we Wrocławiu czy Muzeum Sztuki w Łodzi. Reszta działań skłaniała się do upodobań kolejnych dyrektorów Ministerstwa Kultury i Sztuki. Kościół porzucił wysoką kulturę i sztukę, którą traktował przedmiotowo w okresie Solidarności i stanu wojennego, jako przejmowanie rządu dusz, a w perspektywie tworzenia planu całkowitej władzy nad Polską i Polakami.

Konstytucyjny rozdział Państwa i Kościoła jest tylko na papierze. Realnie – Kościół zawłaszczał i zawłaszcza całkowicie przestrzeń publiczną. Realizuje ten program wszystkimi dostępnymi środkami, a liczba wykonawców jest porażająca.

Na poziomie rządowym oraz samorządowym nie istniał i nie istnieje żaden program powiązania inwestycji budowlanych w sferze prywatnej, jak i państwowej ze sztuką współczesną. Sporadycznie prywatni inwestorzy zamawiają obrazy lub rzeźby do swoich inwestycji. Nie istnieje żadne powiązanie na etapie projektu i planowania inwestycji z wyposażeniem ich w dzieła sztuki. Wydziały architektury licznych uczelni w Polsce też nie kształtują takiego klimatu koegzystencji sztuki i architektury. A przecież istnieją światowe wzorce w tym zakresie. Wystarczy przypomnieć aktualne do dziś idee BAUHAUSU.

Nie ma żadnej koncepcji, która ułatwiałaby istnienie sztuki w przestrzeni publicznej i to nie na zasadzie incydentu, ale na zasadzie partnerstwa, tworzenia świadomości publicznej. Na przykład odpis podatkowy lub 1-2 % środków inwestycyjnych, każdej inwestycji publicznej na wyposażenie tej instytucji w dzieła sztuki współczesnej byłby dobrym sposobem na wprowadzanie sztuki do obszaru publicznego. Artystom nie jest potrzebna łaska panów ministrów, którzy niekiedy uważają się za panów kultury polskiej. Za to potrzebne są zamówienia inwestorów i zdrowa konkurencja. W ten sposób tworzy się tradycję historyczną i buduje prawdziwy PATRIOTYZM. Sztuka tworzy „świadectwo” o danej społeczności, którą szumnie nazywa się dziedzictwem narodowym. Poszanowanie sztuki w przestrzeni publicznej jest z kolei elementem edukacji kulturalnej, tak ważnej dla rozwoju kapitału społecznego. Ale nie tylko własny głos w sztuce staje się atrakcyjnym partnerem dialogu międzynarodowego. MIEĆ WŁASNY GŁOS W SZTUCE – TO WIELKI KAPITAŁ!

Obecna epoka prawicowo-ludyczna wpuściła na arenę publiczną całe rzesze grafomanów, często na czołowe stanowiska państwowe, powiatowe i gminne. Nie nauka i kultura, tylko chamstwo i brawura. Władza z niebywałym tupetem wymusza stawianie w przestrzeni publicznej licznych koszmarów pomnikowych idoli swojej klasy. Niestety –robi to ręka w rękę z władzą kościelną, utrwalając na licznych placach miast i wsi swoją władzę. Plac przed grobem Nieznanego Żołnierza został zdominowany przez granitowy krzyż( jak na rogatkach każdej wsi) i czarne schody, czyli pomnik polskiej nonszalancji, a właściwie typowej polskiej głupoty, która doprowadziła do śmierci 96 osób katastrofy rządowego samolotu Tu-154. Przygląda się temu postać prezydenta z brązu, postawiona nie z umiłowania, tylko z partyjnego uzurpatorstwa.

Ale ta prawicowo-kościelna władza obecnie jest jeszcze bardziej sprytna. Zatrudnia wysoko wyspecjalizowane agencje zagraniczne do ujarzmiania i dezinformowania własnego ludu.

Wygrać wybory z hasłem „POLSKA W RUINIE” – to szczególnie wyrafinowana socjotechnika tworzenia oddanego ciemnogrodu, jedzącego z łapki za srebrniki.

A tymczasem przestrzeń publiczna sztuki dalej obfituje w pomniki, wszechogarniający bezmiar kiczu. Ostatnio grupa lokalnych lizusów stawia pomnik z brązu byłego ministra ochrony środowiska i zasobów naturalnych. Rzeźbiarz Jerzy Kalina stawia posąg przed gmachem Muzeum Narodowego: na środku fontanny wypełnionej krwawą wodą – monumentalna figura Jana Pawła II trzymającego głaz. Przekaz nie jest jasny (zapożyczony od znanego rzeźbiarza); możliwe, że św. pamięci Papież rzuca symbolicznie ten kamień w Polską Kulturę i Sztukę, a barwa wody przypominająca krew może symbolizować krew niewinnych małoletnich, gwałconych przez rodzimy kler.

Niezapomniany Friedrich Dȕrenmatt sugerował w sprawie pomników i ich doraźnej politycznej dewastacji, aby w miastach tworzyć magazyny głów i przykręcać je do korpusów, w zależności od koniunktury.

Na szczęście istnieją przykłady wolności sztuki, także w przestrzeni publicznej. Chociaż trzeba zaznaczyć, ich autorzy narażają się często na społeczny i instytucjonalny „ostracyzm”.

Maurizio Cattelan – światowej sławy włoski rzeźbiarz i twórca instalacji artystycznych, ustawił w bramie jednej z kamienic na terenie dawnego żydowskiego getta w Warszawie, klęcząca figurę Hitlera w geście modlitwy. Był też autorem wystawionej wcześniej w Zachęcie rzeźby Jana Pawła II przygniecionego meteorytem. Figura modlącego się, klęczącego Hitlera została przyjęta źle (Hitler nie ma prawa być tematem sztuki), a papieża przygniecionego meteorytem – postanowiło uwolnić od przygniatającego go kamienia dwoje posłów ZChN, uszkadzając dzieło podczas „akcji ratowniczej”.

W 2000 roku, również w Zachęcie, była prezentowana wystawa Piotra Uklańskiego pt. „Naziści”, przedstawiająca polskich i zagranicznych aktorów w nazistowskich mundurach. Wystawa miała być komentarzem do popkulturowej fascynacji nazizmem. Daniel Olbrychski szablą zaatakował zdjęcia, uwalniając się od „ciężaru” zdegenerowanej sztuki, łączącej jego osobę z narodowym socjalizmem. Na Poznańskiej Cytadeli w 2002r. udało się prywatnemu inwestorowi postawić wielką grupę kroczących postaci, ”Nierozpoznani” dzieło Magdaleny Abakanowicz, a Warszawie w 2010 r. postawiono grupę rzeźb pt. ”Rycerze okrągłego stołu”. Inwestorem było miasto Warszawa.

W 2019 roku z ekspozycji w Galerii Sztuki XX i XXI wieku Muzeum Narodowego w Warszawie, na wniosek Ministra Kultury, usunięto instalację video Natalii LL w związku z jej „gorszącym” charakterem. Nie wiadomo, czy Minister chciał tym czynem uchronić społeczeństwo przed demoralizacją, czy może tylko przed konsumpcją bananów?

Tym samym „System” powoli uwalnia nas w sztuce od wolności, od uniwersalizmu, od tolerancji, od otwartości, od nieszablonowości, od oryginalności, od eksperymentu, od odwagi.

Zmęczyłem się trochę przez te 70 lat i nie bardzo wierzę, że jakaś społeczna siła, w bliższej lub dalszej perspektywie, posprząta tę stajnię „Augiasza” i wprowadzi ład w Polsce. Przestrzeń publiczna nie tylko w Sztuce jest coraz bardziej spowita mgłą bezradności. Dodatkowo epidemia tę przestrzeń zatruwa. Nadzieja zawsze istnieje, ale rewolucja też potrzebuje precyzyjnej organizacji.

Co mi pozostaje? Zawsze w takich chwilach dzwoniłem do BOGA i zawsze otrzymywałem odpowiedź: Andrzeju, maluj i się do tego nie mieszaj. Właśnie tak ma być, to mój genetyczny eksperyment…

Tak, jak we wstępie napisałem…

PSU NA BUDĘ…..

Poprzedni artykułO trzech nowych książkach prof. Wojciecha Pomykało
Następny artykułCo „polsko-niemieckiego” planują zaprzyjaźnieni ze mną Niemcy z ost-west-forum Gut Goedelitz
Andrzej Fogtt
Andrzej Fogtt – malarz, grafik, rzeźbiarz, teoretyk sztuki. Mieszka i tworzy w Warszawie. Ukończył studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu pod kierunkiem Magdaleny Abakanowicz i prof. Zdzisława Kępińskiego. Jest autorem projektu wizji architektonicznej „Wieży Jedności Europejskiej”, która miałaby stanąć w Warszawie (jako symbol wspólnoty ludzkiej i współpracy narodów w służbie pokoju, z wykorzystaniem kultury i sztuki jako porozumienia ponad podziałami), a także „Bramy Świata” dla Chin. Reprezentował Polskę na Biennale w Wenecji w 1984. W 2009 roku odebrał Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Artysta podarował obraz "Ostatnia wieczerza" (1987) papieżowi Janowi Pawłowi II. Dzieło trafiło później do Seminarium Duchownego w Olsztynie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here