Potęga nowej edukacji

0

We can change the worldZreformowany system nauczania powinien radykalnie zmienić podstawowy wyznacznik współczesnej edukacji polegający na osiąganiu maksymalnej produktywności jej absolwentów, powinien zatem odejść od dyktatów rynkowych. Znacznie większy udział przedmiotów rozwijających wrażliwość na piękno i sztukę, sprzyjających dobrym relacjom, pozwalających zrozumieć świat i generalnie służących wszechstronnemu rozwojowi i wysokiej jakości życia, to cel długofalowy, którego nie da się w obecnych warunkach osiągnąć.

Nowa edukacja, o której skutkach będzie mowa, ma być przygotowaniem do daleko idących zmian jakie powinny nastąpić, aby szkoły i uczelnie odpowiadały współczesnym wyzwaniom. Jej założeniem jest minimalna ingerencja w panujący system kształcenia, co wyraża się postulowaniem objętościowo skromnego bloku przedmiotów. W niniejszej pracy spróbuję wykazać, że pomimo ograniczeń czasowych, nowe składniki nauczania mogą mieć wielką sprawczą moc. Jej potencjał wynika w głównej mierze z kształcenia umiejętności budowania poprawnych poglądów na rzeczywistość[1]. Dlaczego adekwatne odbicie świata w ludzkich umysłach jest tak ważne, postaram się pokrótce wyjaśnić. Dla przejrzystości temat ten podzieliłem na parę zagadnień, które przedstawiłem w kolejnych punktach.

Zmiany jakie mogą nastąpić pod wpływem zreformowanego nauczania to temat tak rozległy, że proponowana zwięzła praca może być tylko jego impresją. W niektórych kwestiach odsyłam do dzieł bardziej szczegółowych, inne czekają dopiero na opracowanie, ale najważniejszą treścią będzie ta, którą odkryje przed nami samo życie.

OGÓLNA WYDAJNOŚĆ MYŚLENIA

Sfera indywidualna

□          Podstawową cechą panującego stylu formułowania syntetycznych reprezentacji rzeczywistości, czyli poglądów, jest pochopność. Szybkie dochodzenie do konkluzji pociąga za sobą szereg niekorzystnych skutków. Można powiedzieć, że efektywne myślenie trwa tylko do momentu sformułowania stanowczej opinii lub oceny, gdyż angażowany następnie wysiłek skupia się na utwierdzaniu i obronie stanowczo powziętego zdania.

  Tak naprawdę skuteczność procesów myślowych wątpliwa jest już w fazie początkowej. Gdyby podczas aktywnego kształtowania poglądu odzwierciedlane były najważniejsze aspekty rozważanej sprawy, można by mówić o właściwym spożytkowaniu intelektu. Niestety pochopność z reguły wiąże się z braniem pod uwagę tego, co się komuś w danym zagadnieniu narzuca, a to wcale nie musi być najbardziej istotne. Zwykle jest czymś, co budzi najżywsze emocje, które z zasady są subiektywne.

  Jako niekorzystne należy także uznać skutki uboczne takiego postępowania. Obrona pochopnie powziętego zdania, które przez to mniej lub bardziej odbiega od prawdy (dlatego obrona jest niekonstruktywna), polega między innymi na niedostrzeganiu lub umniejszaniu faktów, które do niego nie pasują, a to sprzyja błędom w innych poglądach.

■          Osoba nauczona prawidłowego kształtowania ocen i opinii zachowuje się całkiem inaczej. Przede wszystkim wystrzega się ostatecznych konkluzji – przynajmniej do czasu, gdy upewni się, że uwzględniła wszystko co jest w danej sprawie istotne, ale i wtedy zachowuje gotowość do zmiany przyjętego zdania. Dzięki temu jej umysł może działać z pełną oraz konstruktywną wydajnością.

  Co więcej, budowanie poprawnego poglądu w jednym zagadnieniu, sprzyja dobrej jakości innych opinii. Składają się na to przynajmniej dwa efekty: Pierwszym jest doskonalenie własnych metod jakie wynika z wysuwania i sprawdzania roboczych hipotez. (Postęp polega między innymi na poznawaniu i eliminowaniu wpływu własnego subiektywizmu – chwilowych uczuć i utrwalonych skłonności). Po drugie, konsekwentna otwartość poznawcza[2] pozwala bez przeszkód przyswajać nadchodzące informacje (czyli bez odrzucania tych, które nie pasują do danej tezy), zaś niezdeformowana i generalnie szersza wiedza pomaga w zrozumieniu i ocenie innych tematów[3].

Sfera zbiorowa

Czy opisany zasadniczy wzrost wydajności myślenia lepiej wyedukowanych jednostek przełożyłby się na efekty społeczne? Czy nowa edukacja mogłaby tutaj coś równie istotnego wnosić? A może niedoskonałości indywidualnego myślenia jakoś się w dużych grupach znoszą? Poza tym dotyczą złożonych dziedzin, w których brak jednoznacznych sygnałów błądzenia, a te nie są domeną przeciętnych ludzi. W codziennych sprawach przecież sobie radzą, trudniejsze zostawiając poważnym instytucjom. W punkcie tym przyjrzę się takim kwestiom.

□          Pochopne myślenie, które jak można się łatwo przekonać, cechuje większość ludzi, pochodzi nie tylko z pośpiechu, ale i z innych znamion współczesności. W konkurencyjnym i pełnym zagrożeń świecie szybka satysfakcja jest wyjątkowo pożądana, nic więc dziwnego, że chętnie sięga się po świadomość, że się coś zrozumiało, czy trafnie oceniło – nierzadko nawet po przeświadczenie, że zrobiło się to lepiej od innych. To z kolei skutkuje niechęcią do ludzi inaczej myślących, a konfrontacja z nimi zamiast wzbogacenia, zwykle jeszcze bardziej polaryzuje i usztywnia poglądy.

  Z drugiej strony, równie zrozumiałe jest poszukiwanie potwierdzenia własnej słuszności w grupach osób o podobnych poglądach; również w całych systemach myślowych i instytucjach je reprezentujących, które oferują atrakcyjne i proste wytłumaczenie złożonych fenomenów życia. W takich zaś środowiskach swobodne i otwarte myślenie jest już tak trudne, że w praktyce niewykonalne.

  Co gorsza, do tego rodzaj wsobnych grup zaliczyć można wiele politycznych partii. Obawiam się, że sumaryczny potencjał intelektualny w strategicznych sprawach jest w nich niższy od pojedynczego człowieka. Mam na myśli przywódcę partyjnego, jeśli nie dopuszcza nieprawomyślności, zaś własny samokrytycyzm już i tak zredukowany przez pochopność, pozwala dodatkowo usypiać pochlebcom.

  A co z placówkami naukowymi, w których obowiązują racjonalne rygory? To w nich powinny powstawać rozwiązania dla kręgów władzy i to one powinny protestować, kiedy w rządzeniu źle się dzieje. Niestety dla decydentów bogiem nie jest obiektywna wiedza i twarda logika, lecz słupki popularności danego poglądu (albo i przesądu) wśród ich wyborców, a więc w społeczeństwie. Zresztą nauki społeczne służą w głównej mierze tym, którzy dają pieniądze, a te w coraz większym stopniu płyną od możnych tego świata. Tymczasem potentaci łakną przede wszystkim wiedzy jak pokonywać rywali albo jak wodzić za nos zwykłych ludzi, a z drugiej strony, jak odwodzić masy od wnikliwego myślenia.

■          Skonfrontujmy stan obecny z tym, co da się osiągnąć w społeczeństwie wyposażonym w nową wiedzę. Człowiek świadomy własnego subiektywizmu i ograniczeń, a z drugiej strony ogromnej złożoności obiektów realnego świata rozumie, że może się przybliżyć do prawdy jedynie cierpliwym zbieraniem informacji i wypróbowywaniem kolejnych modeli myślowych. Wiedząc jak łatwo może się „zapętlić” i wpaść w intelektualny zaułek, zdaje sobie także sprawę, że krytyczne opinie i odmienne punkty wiedzenia są niezastąpione. Dlatego chętnie rozmawia z ludźmi, zwłaszcza dysponującymi wiedzą i doświadczeniami, których nie posiada. Otwarta dyskusja osób, które mają różne poglądy nie z racji tego, że nauczyły się nie dostrzegać odmiennych połaci rzeczywistości, lecz przyjęły inny system aksjomatów jest doświadczeniem wzbogacającym. Chodzi nie tylko o wiedzę partnera, lecz także o twórczą inspirację wychodzącą poza informacje i poglądy jakie wspólnie posiadają.

  W przypadku większych grup, odpowiedni podział ról i zastosowanie techniki twórczego myślenia, wraz z wiedzą o dynamice ludzkich zbiorowości może zaowocować rezultatami, które daleko przekraczają sumę tego, co każdy członek mógłby w pojedynkę osiągnąć.

  Przyszli naukowcy, jako absolwenci szkół uczących całościowego myślenia, będą rozumieli priorytety współczesnego świata. Wiedzieliby, że nie zaniedbując nauk podstawowych należy wydatnie wzmóc wysiłek w obszarach o szczególnym społecznym znaczeniu, takich jak skuteczne metody wychowawcze i terapeutyczne. Skupiliby się także na wiarygodnych modelach rozwojowych uwzględniających stan naturalnych zasobów, klimatu i środowiska. Nie tylko dbaliby o własną rzetelność, lecz także aktywnie reagowaliby na próby dezinformowania opinii publicznej[4].

  W końcu w obszarze sprawowania władzy, od którego najwięcej zależy, do uprawiania polityki dopuszczani byliby ludzie o wybitnych umiejętnościach w zakresie poprawnego myślenia (a nie jak obecnie o wybitnej zdolności manipulowania ludźmi), zaś wyniki testów z tego zakresu byłyby podstawową informacją dla ich wyborców. Wiedza merytoryczna też jest oczywiście ważna, ale dużo istotniejsze jest rozumienie własnych ograniczeń oraz umiejętność korzystania z fachowych doradców i syntetyzowania ich wiedzy.

Jako konkluzję, dla podkreślenia przepaści jaka dzieli omówione typy zbiorowego myślenia, wspomnę o tym, że w przyszłym, czyli w wyedukowanym, a więc intelektualnie otwartym i dobrze zorganizowanym społeczeństwie, wystarczy aby jedna osoba zaproponowała dobre rozwiązanie, aby bez większych przeszkód wprowadzono je w życie.

□  W obecnych zaś warunkach najlepsza nawet koncepcja musi przejść cierniową drogę i nie ma pewności, czy będzie zastosowana. Pożyteczne i nie wdrożone do tej pory pomysły mogą bazować na wiedzy interdyscyplinarnej, której nie posiadają wąsko specjalizowani naukowcy. To stwarza ryzyko, że będą je kwestionowali zarówno zwykli ludzie, jak i fachowcy. Budując swoje wyobrażenia w obszarach, które przekraczają ich kompetencje, mogą uznawać takie rozwiązania za zagrażające własnym sądom. A jeśli pomysły te będą bardziej radykalne, niechybnie zderzą się z zachowawczo nastawionymi kręgami uprzywilejowanych elit, które dysponują siłą medialną.

KONSEKWENCJE ETYCZNE

            Radykalna poprawa jakości myślenia będąca skutkiem nowego nauczania nie jest celem samym w sobie. Przeobrazi ona świadomość, dzięki czemu będą mogły nastąpić głębokie zmiany w istotnych obszarach życia. Dla upewnienia, że będą to zmiany na lepsze, skupię się w tym punkcie na sferze etyki. Oddziaływanie zreformowanego nauczania rozważę na dwóch płaszczyznach: zła przejawianego przez jednostkę ludzką oraz jej wizji zła ogólnego, czyli zewnętrznego wobec niej. Zastrzegam na wstępie, że jest to szeroki temat, który w przyjętych ramach mógł być przedstawiony jedynie pobieżnie. Oznacza to ograniczenie się do wybranych, szczególnie istotnych aspektów.

Zło indywidualne

□          Dla stylu myślenia, którego szczególnie jaskrawą cechą jest pochopność, w swoich tekstach rezerwuję nazwę myślenie intencyjne, dla podkreślenia, że nie kieruje się wyłącznie obiektywizmem, lecz realizuje także pewne zamiary i potrzeby człowieka. (Między innymi zamiar osiągnięcia szybkich rezultatów, stąd pochopność). Spróbuję pokazać, w jaki sposób intencyjność wpływa na etyczną wartość czynów danego człowieka. Można powiedzieć, że jest filtrem dla wpojonych przez niego zasad, dopuszczając do głosu tylko niektóre albo redukując stopień ich przestrzegania. Bardziej obrazowo można to przedstawić jako selektywne okulary założone na oczy sumieniu, wpływające na to co jest ono w stanie dostrzec i ocenić. A oto krótkie uzasadnienie: Pochopność myślenia ograniczająca w czasie proces budowania poglądu, ogranicza tym samym analizę skutków własnych czynów. Z kolei intencyjność powoduje dopuszczanie do głosu świadomych potrzeb i nieświadomych impulsów, a zatem czynników naznaczonych egocentryzmem, nieraz także ukrytymi problemami. Weźmy przykład:

  Komuś słusznie wytknięto moralną błędność jego czynu, co dotknęło go to tak bardzo, że dalsze postępowanie z krytykującą osobą zdominowane zostało przez mściwy rewanż. Znamy takie przypadki, ale mało kto potrafi w nich dostrzec pochopność oceny wynikłej z nieproporcjonalnie silnej emocji powstałej u nadwrażliwego człowieka, a także intencyjne nakierowanie jego procesów myślowych na widzenie w „krytykancie” wyłącznie złych skłonności. (Umniejszanie jego dobrych cech i czynów może wynikać z chęci usprawiedliwienia nadmiernej pierwszej reakcji, a gdy coś takiego wystąpi, często samo się „nakręca” i utrwala). Jeszcze trudniej, gdyż wymaga to wiedzy z psychologii rozwojowej, rozpoznać bardzo prawdopodobne predyspozycje do takiego zachowania wywołane urazami z dzieciństwa (patrz dalej).

  Ogólnym efektem sprzyjającym nieprzyjaznym zachowaniom, albo ogólniej banalnemu, czyli nie ściganemu prawem złu, jest gromadzenie poczucia skrzywdzenia. Silna intencja poprawiania własnego samopoczucia może znacząco wypaczać ocenę swojego postępowania na tle innych osób. Przecenianie własnych wkładów w daną znajomość, wraz z niedoszacowywaniem czynów drugiej strony, nieuchronnie prowadzi do wrażenia, że jest się wykorzystywanym. A to może w pewnym momencie doprowadzić do kłótni, ta zaś przerodzić w poważniejszy konflikt, jeśli zminimalizuje się lub usunie z pamięci własne złe słowa, a przeceni słowa usłyszane. Stan ten może się okazać trwały, jeśli osoba, która bardziej zawiniła, na skutek wypaczenia obrazu zaistniałej sytuacji, domagać się będzie przeprosin od gorzej potraktowanego. Dodajmy, że gromadzenie krzywdy na drodze deformacji poznawczych (w postaci jej wyolbrzymiania albo wręcz fabrykowania) tłumaczyć może nie tylko kłótliwość i pieniactwo, lecz również trwałe wykorzystywanie ludzi.

  Gwałtowność kłótni albo powagę szkodzenia bliźnim nieraz wyjaśnia efekt nakładania się na aktualne poczucie skrzywdzenia krzywdy zaznanej w dzieciństwie ze strony nadmiernie wymagających lub karzących rodziców. (Ich z kolei postępowanie może tłumaczyć analogicznie wypaczone widzenie siebie oraz dziecka).

  Jeśli dziecko zaznało silniejszej krzywdy i było wręcz maltretowane, banalne zło kłótliwości i innych nieprzyjaznych zachowań może się zamienić w brutalne czyny wchodzące już w zakres zła karanego prawem. (Przestępczy skutek nastąpi również, jeśli rodzina dostarczała mu przestępczych przykładów, ale tu wychodzimy już poza zakres błędów poznawczych w innego rodzaju genezę zła, którą jest brak wpojenia pozytywnych zasad i wzorców postępowania).

■          Absolwenci nowej edukacji nauczeni rozważać wszystkie sprawy, a więc i własne czyny, możliwie wszechstronnie, będą wolni od poważniejszych fałszerstw sumienia, które prowadzą do szkodzenia ludziom. Dla tych, którzy w okresie edukacji nie będą w stanie opanować szkodliwej impulsywności i jednostronności w myśleniu, stworzona będzie możliwość kompensowania złych przeżyć z dzieciństwa. (Wyrównawcze zajęcie grupowe, w poważniejszych przypadkach również indywidualne). Dodatkowym zabezpieczeniem będzie wiedza o zdrowych zasadach wychowania. Skutki wzmocnienia zdrowia psychicznego oraz rozpowszechnienia wiedzy z psychologii rozwojowej odczuje naturalnie dopiero następne pokolenie, ale będziemy mogli być pewni, że w przyszłości w znacznie mniejszej liczbie rodzin będzie występowała fizyczna i moralna przemoc, a dużo częściej gościć w nich będzie miłość i zrozumienie. Osoby o szczęśliwym dzieciństwie nie będą nosiły w sobie utrwalonej krzywdy, ale coś przeciwnego, gdyż bagaż pozytywnych doświadczeń, a ten spowoduje, że bez kalkulowania zysków i strat chętnie będą obdarowywały ludzi przyjaźnią i pomocą. Wraz z wiedzą i umiejętnościami wynoszonymi ze szkół będzie to nie tylko zapobiegało złu nie ściganemu prawem, ale da solidne podstawy do ustanawiania satysfakcjonujących relacji oraz do innych przesłanek szczęśliwego życia.

  Choć poczucie szczęścia nie jest głównym celem zreformowanego nauczania, przyznać trzeba, że ów skutek uboczny byłby niebagatelny i także składa się na potęgę nowej edukacji.

Stosunek do zła ogólnego

□          W zrozumieniu zła, tak jak innych zjawisk, panujące intencyjne myślenie niezwykle przeszkadza. Na skutek pochopności w budowaniu wyobrażeń o świecie, każdy fenomen postrzegany jest w oderwaniu od innych[5], a to nie pozwala zrozumieć społecznej genezy zła. Brak wiedzy z psychologii nie pozwala z kolei wejrzeć w głąb ludzkiej natury i zrozumieć co „od środka” popycha ludzi do szkodzenia bliźnim. Co gorsza, w postrzeganiu przejawów zła występują silne emocje, a te dodatkowo sprzyjają pochopnym wnioskom, które zwykle prowadzą do domagania się surowych sankcji. Ktoś, kto próbowałby tłumaczyć, że przestępca czyni zło, gdyż sam jest jego ofiarą, zapewne ściągnąłby na siebie dużą część resentymentu. Między innymi to powoduje, że specjaliści, którzy jak mniemam, zdają sobie sprawę z prawdziwych przyczyn aspołecznych zachowań, nie znajdują posłuchu, zaś politycy, którzy postulują większą penalizację mogą liczyć na poparcie wyborców.

  Nie każda forma zła przypisywana jest konkretnym ludziom, tak jak ma to miejsce w przestępstwach, czy terroryzmie. Jednej bezosobowej sprawie przyjrzę się szczególnie:

  Zło instytucjonalne, czyli prokurowane przez oficjalne organy i ustawy państwa, jest czymś niemal w ogóle nie dostrzeganym. Nie bez powodu, oszczędzanie na najsłabszych członkach społeczeństwa przy okazji każdego kryzysu, co oznacza zbyt niskie zasiłki i renty, aby normalnie żyć, powoduje poważne cierpienia i przedwczesną śmierć niewinnych ludzi. Niejeden z tych, których do żywego oburzają pokazywane w mediach wychodzących na przeciw społecznemu zapotrzebowaniu drastyczne przejawy ludzkiej deprawacji, nie chce zrozumieć, że swoją obojętnością albo domaganiem się niższych podatków, walnie przyczynia się do nieszczęść powodowanych przez nędzę. Tym bardziej nie chcieliby wiedzieć kto jest ich prawdziwym sprawcą ci, którzy w widoku osób grzebiących w śmietnikach i koczujących bez stałego dachu nad głową znajdują kompensatę dla własnej skromnej egzystencji.

  Zakończę sprawą jeszcze bardziej drastyczną, choć wydawałoby się, że takiej już nie może być. Chodzi o globalne problemy, które zagrażają życiu nie tylko bezrobotnych, starych i schorowanych, lecz wszystkich ludzi. Zmiany klimatu, dewastacja naturalnego środowiska, czy skutki stosowania pestycydów, żywności przetworzonej genetycznie i innych ryzykownych metod zwiększania wydajności nie osiągnęłyby tak poważnego poziomu, gdyby politycy nie mieli rąk związanych poglądami swoich wyborców. A ci są w przeważającej części głusi na doniesienia o powadze i przyczynach tych problemów, za to dają bezkrytyczny posłuch pseudonaukowcom i samozwańczym specjalistom, którzy „demaskują” rzekome spiski klimatologów i ekologów. Intencyjność myślenia w sposób naturalny nasuwa się jako przyczyna. Proces myślowy zachodzący w zakamarkach umysłu – intuicyjny i trwający sekundy, a może tylko ich ułamki – nie jest trudny do wyobrażenia. Ludzie żyjący w ciągłym niedosycie spowodowanym przez wszechobecną konsumpcyjną propagandę, odruchowo odrzucają konieczność ograniczeń jakie pociągają za sobą np. kwoty emisyjne CO2. Nie rozumieją, że materialistyczne żądze nie są im wrodzone, lecz należą do potrzeb sztucznie wykreowanych, zaś próby ich uśmierzenia odbywają się kosztem potrzeb żywotnych. Zapracowywanie się dla zarobienia na kolejny gadżet podsuwany w reklamie nie daje czasu na nie wymagające żadnych, czy niemal żadnych kosztów obcowanie z przyrodą, z dziełami sztuki, czy na kontakt z bliskimi osobami. Krótko mówiąc, wspomniane ograniczenia wcale nie muszą pogorszyć jakości ich życia, za to dają dużo lepsze widoki na przyszłość.

■          Wychowankowie zreformowanych szkół bez trudu zrozumieją, że ludzkie zło nie jest jedynie wynikiem świadomych, moralnie błędnych wyborów (o takim myśleniu świadczy uparcie powtarzany przesąd o wolnej woli[6] oraz powiedzenie, że każdy jest kowalem swego losu), zaś logicznie z tego wynikające metody zwalczania zła w postaci kar i nagród, bez względu na ich rozmiar, nigdy nie doprowadzą do sukcesu. Zło jest częścią składową wielkiej machiny społecznej i tylko jej zrozumienie może wskazać drogę do bardzo znacznego jego ograniczenia. (Całkowite zlikwidowanie jest oczywiście fantasmagorią). Bez trudu pojmą, że nie można zmarginalizować przestępstw w świecie, w którym ludzie wychodzący z więzień nie są w stanie znaleźć pracy, z której mogliby żyć na przyzwoitym poziomie. Albo wręcz jakiejkolwiek, bo są kraje, w których nie mogą znaleźć zatrudnienia nawet ludzie całkowicie uczciwi. To samo z pogardzaniem biednymi, choćby nie wiadomo jak byli prawi, a z drugiej strony z adorowaniem bogatych – bez oglądania się na genezę ich majątków. (Ludzie są tak zaślepieni i zapatrzeni w swoje wizje, że nie dostrzegają nawet takich oczywistości!).

  W zakresie zła instytucjonalnego, a także jego międzynarodowego kuzyna – neokolonialnego wyzysku, zapobiegnie mu nie tylko całościowość eliminująca białe plamy w postrzeganiu, ale także rozwijanie empatii, na co istnieją skuteczne metody.

  Umiejętności emocjonalne pozwalające realistycznie wyobrażać własne doznania przy doświadczaniu różnych nieszczęść będą stanowiły dodatkową motywację, aby kosztem produkcji konsumpcyjnej silnej rozwijać medycynę i szerzej upowszechniać jej zdobycze. Podobnie z redukowaniem ryzyka wypadków komunikacyjnych i naturalnych katastrof (opuszczanie terenów zalewowych, czy sąsiedztwa wulkanów). Naturalnie to samo z globalnymi zagrożeniami, których eliminowanie z pewnością będzie podstawowym priorytetem lepiej wyedukowanego społeczeństwa.

SKUTKI WOLNOŚCIOWE

            Podejrzewam, że wielu czytających, którzy uwierzyli, albo własnymi przemyśleniami potwierdzili, że to co przytoczyłem jest słuszne, podejrzewa, że musi być w tym wszystkim jakiś „haczyk”. Coś, co jest ceną radykalnego wzrostu bezpieczeństwa – być może równie radykalną, jak np. skoszarowanie ludzi, pranie ich mózgów, czy inne formy zniewolenia zasadniczo ograniczające popełnianie moralnych błędów. To jednak w oczywisty sposób przeczyłoby duchowi tego o czym napisałem. Powiem więcej, wolność jest wartością, która wyjątkowo skorzysta na reformie edukacji, co postaram się pokrótce uzasadnić, zaczynając jak zwykle od opisu tego, co obecnie mamy.

□          Ludzie zamykający poglądy na bardzo niedojrzałych stadiach, zmuszeni są ograniczać swoje myśli do obszarów, które nie zagrażają ich słabo uzasadnionym sądom. Poruszają się w wąskich przestrzeniach jakie pozostawiają bariery oddzielające ich od niebezpiecznych skojarzeń[7], zaś ilość tych barier jest proporcjonalna do liczebności stanowczych opinii, jakie wyrażają w sprawach, które przekraczają ich kompetencje. Co prawda ćwiczą się jednocześnie w niedostrzeganiu tych ograniczeń, zakładając coś w rodzaju klapek na oczy, które pozwalają kluczyć przy zachowaniu złudzenia, że się porusza swobodnie i prosto.

  W konfrontacji z odmiennymi poglądami, trudno uznać za przejaw swobody konieczność stosowania obronnej demagogii, a tym bardziej uników – odwracania uwagi, zakrzykiwania, czy wręcz ucieczki z dyskusji, jeśli mimo wysiłków zaczyna być niebezpieczna dla własnych przekonań. Obserwacje takich ludzi pokazują, że ograniczenia te nie stanowią dla nich wyraźnego dyskomfortu, jednak wewnętrzny schematyzm i ubezwłasnowolnienie z pewnością nie przydaje wolności w świecie zewnętrznym, w którym w oparciu o posiadane poglądy dokonuje się ciągłych wyborów. Tym bardziej niebezpieczne są błędy, które łatwo mogą zaowocować wejściem w życiową pułapkę[8] (toksyczny związek, niebezpieczne zadłużenie, nałóg, itp.), która stanowi już duże albo nawet drastyczne ograniczenie wolności.

  Intencyjne myślenie, jak wspomniałem w punkcie 2, bardzo utrudnia rozpoznawanie źródeł własnego subiektywizmu. Tymczasem ukryte potrzeby i impulsy nietrudno wykorzystać do manipulowania nieświadomymi ludźmi, co samo w sobie stanowiłoby ograniczanie wolności. Ale jego skutki mogą być znacznie poważniejsze, jeśli na skutek manipulacji politycznych dochodzą do władzy nieodpowiedzialni ludzie i takież programy, a te mogą wszystkich wpędzić w pułapkę o bardzo poważnym zasięgu[9].

■          Osoby o wyzwolonych umysłach z pewnością będą potrafiły unikać takich problemów – zarówno w skali indywidualnej, jak i zbiorowej. Przede wszystkim zdemaskują tych, którzy co i rusz się chwalą, że dali nam wolność, tymczasem nie wiedzą nawet o czym mówią, gdyż najwyraźniej nie rozumieją pojęcia wolności. Dla apologetów wolnego rynku, wolność jest brakiem ograniczeń, widać więc jak bardzo się w swoim myśleniu zapętlili. Nie pojmują, iż bardzo wiele dóbr i dostępnych opcji, które mogą być przedmiotem wyboru w praktycznie realizowanej wolności, powstaje na skutek ustanawiania określonych restrykcji. Np. regulacji prawnych, które tworzą system funkcjonowania państwa. Albo fizycznych barier, w postaci budynków i dróg redukujących swobodę poruszania się, a jednocześnie definiujących miasto z jego mnogimi możliwościami[10].
Będą rozumieli, że zarówno rozwiązania pochodzące z epoki socjalizmu jak i wolnorynkowe prowadzą do gromadzenia niekorzystnych zjawisk. Te drugie wręcz nie mogą istnieć bez ustawicznego wzrostu, czyli bez zubożania zasobów, aż do całkowitej dewastacji grożącej hekatombą skutków, wśród których dojście do władzy dyktatorów, którzy drastycznie ograniczą wolność, będzie wariantem stosunkowo pomyślnym. Wynikiem tych konstatacji będzie ustanowienie ustroju, w którym równowaga i to występująca na wielu poziomach, zostanie wpisana w konstytucję[11].

ZAKOŃCZENIE

            Słyszy się nieraz, wypowiadane ze stanowczą rezygnacją, stwierdzenia, że „ludzie już tacy są” – nieracjonalni, omylni, egoistyczni, itp. Ale jakoś nigdy nie słyszałem abyśmy mówili o sobie, że jesteśmy niedomytymi analfabetami. A dlaczegóż mielibyśmy tak mówić, skoro w przytłaczającej większości tacy nie jesteśmy? Ale rodzimi się takimi, podobnie jak rodzimy się nierozsądni i egocentryczni, tyle że to pierwsze jest w toku nauczania i treningu czystościowego skutecznie korygowane, a drugie nie! Tymczasem nic nie stoi temu na przeszkodzie – tzn. nic konkretnego, poza mylnym przeświadczeniem, że tak już musi być.

  Szkoła uczy pisania i czytania na tyle skutecznie, że nawet, ci którzy potem nic już prawie w tym zakresie nie czynią, do końca życia czytają gazety, czy wypełniają urzędowe pisma. A spora część absolwentów czyta literaturę, pisze listy, czy pamiętniki i nadal się w tej sztuce rozwija. Zaś pewna część, bazując na tym co opanowali w szkołach, dochodzi w tej materii do prawdziwego artyzmu.

  Ja w sztuce skutecznego myślenia zapewne jedynie dukam – jeśli nadal trzymać się literackich analogii. Bo jestem jedynie samoukiem, który doszedł do miejsca w jakim jestem przypadkowymi meandrami losu. Ale mimo daleko idącej niedoskonałości potrafię wskazać remedia dla wielu zbiorowych problemów, które od wieków nie doczekały się rozwiązania. W takim razie jak będzie wyglądał świat, w którym poziom daleko wyższy osiągną tysiące, a nawet miliony ludzi, a niemal nikt nie będzie poznawczym analfabetą?! Również to uświadamia potęgę nowej edukacji.

A poza tym, ile jeszcze mylnych sądów o ludziach będzie się musiało zdezaktualizować, a także innych wytworów intelektu. Kiedy patrzę na świat wokół nas sądzę, że również ten przejaw mocy nowego nauczania powinniśmy przyjmować z nadzieją.

————————————

[1] Zdolności logiczne wspomagane są przez emocjonalne. Ich rolę wyjaśnię pokrótce w dalszej części tekstu. Opis wszystkich składników nowego nauczania można znaleźć w wielu moich pracach. Szczególnie godny polecenia jest sposób prezentacji zawarty w tekście Dobry zwiastun (2013 rok / 10 stron).
[2] Intelektualną otwartość zaprezentowaną na tle potocznie rozumianej otwartości opisuję w tekście Otwartość (2012 r. / 14 s.).
[3] Bardziej rozwinięte porównanie obu stylów myślenia można znaleźć w pracy Na progu przełomu (2014 / 6). Dość rozbudowana analiza procesu budowania poglądów, odwołująca się do analogii inwestowania, zawarta jest w tekście Czy można nauczyć mądrości? (2012 / 7).

[4] O roli i obrazie przyszłych nauk traktuje między innymi praca Twórcza redukcja (2010 / 23).
[5] Poglądy zamrożone w rozwoju nie rozrastają się w zazębiającą się wzajemnie całość.
[6] Nieporozumienia związane z wolną wolą człowieka w kontekście religijnym poruszam w dodatku do tekstu Na progu przełomu (2014 / 6+3). Problem oszukiwania sumienia w tym samym aspekcie zawarłem w dokumencie Opresja sumienia (2014 / 4).
[7] Zagadnienie barier mentalnych dość szeroko opisałem w pracy Niewidzialne bariery. U progu lepszego świata (2012 / 14).
[8] Liczne pułapki współczesnego życia omawia początek tekstu Ucieczka z pułapki (2013 / 15).
[9] Mega pułapka, w którą chcąc nie chcąc wpadają wszyscy ludzie, to główny temat tekstu Ucieczka z pułapki (2013 / 15).
[10] Zagadnienie wolności w kontekście politycznym dość szeroko omawia tekst Liberalizm a państwo (2004 / 32). Samo pojęcie wolności z jego wielowymiarowością przybliża esej Wolność – pomiędzy marzeniami a rzeczywistością (2008 / 4).
[11] System polityczny realizujący tę zasadę wstępnie opisałem w szkicu Ustrój przyszłości (2013 / 5).

Poprzedni artykułNowy porządek świata?
Następny artykuł„Michelle Obama. Biografia” [recenzja książki]
Witold Nowak
Witold Nowak jest absolwentem studiów ścisłych. Jego zainteresowania ludźmi i społeczeństwem były podyktowane potrzebą holistycznego zrozumienia świata i z czasem zaczęły dominować. Przez wiele lat traktował to jako bezinteresowne hobby, by w pierwszych latach nowego wieku opublikować kilka prac w "Obywatelu", "Forum Psychologicznym" i "Forum Europejskim". Wkrótce jednak zaczął tworzyć wyłącznie to, co odpowiadało jego zainteresowaniom. Twierdzi, że właśnie samodzielność i bezinteresowność umożliwiły mu dokonanie ważnych odkryć. Rezerwa, jaką obserwował, wynikająca z jego wykształcenia, pogłębiała jego wiedzę z psychologii poznawczej. Podobnie reakcje związane drażliwymi kwestiami, jakie poruszał. Jak mówi, trudne przeżycia, na jakie nie mają szans naukowcy, znani myśliciele, czy publicyści, przyczyniły się do wykrystalizowania wielu spostrzeżeń. Za najważniejsze z nich uznaje docenienie roli błędów poznawczych w niepożądanych zjawiskach społecznych. Oprócz tego zgłębiał takie zagadnienia, jak psychologiczna interpretacja polskiego kryzysu, rola edukacji w przeobrażeniach społecznych, obrona przed manipulacjami, przyszłość demokracji, globalne zagrożenia. Jego ambicją jest wyszukiwanie kluczowych treści i ich upowszechnianie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here