Polskość po angielsku

4

Emigracja zarobkowa z Polski do Wielkiej Brytanii osiągnęła kolosalne rozmiary. Rodacy na Wyspach pracują już nie tylko na najniższych szczeblach kariery zawodowej, ale coraz częściej sięgają po lepiej płatne, renomowane posady, zarezerwowane niegdyś wyłącznie dla Anglików. Nasuwa się pytanie – kto jest lepiej wykształcony? Słowianin znad Wisły, czy też Wyspiarz? O rozmowę na ten temat poprosiłem panią Mariannę, magister filologii angielskiej, obecnie nauczycielkę New Hall School, renomowanej szkoły z internatem w miejscowości Chelmsford w Anglii.  

Co skłoniło Panią do wyjazdu za granicę?

 Zdecydowałam się wyjechać wyłącznie ze względu na poziom zarobków, które w kraju są upokarzająco niskie. Pomimo przyjemności, którą dawała mi praca w Polsce, postanowiłam nauczać w Anglii za dużo wyższą płacę.

Czy praca nauczyciela jest dla Pani satysfakcjonująca? 

Tak. Praca w Polsce jest wyjątkowo satysfakcjonująca, mamy bardzo zdyscyplinowaną młodzież, chętnie uczącą się, dodatkowo zdolną i niejednokrotnie wybitną. Wszystkie te przemyślenia przyszły po moim wyjeździe za granicę. Myślę, że nauczanie w kraju przynosiło i prawdopodobnie będzie zawsze przynosić dużą przyjemność czy to w Polsce, czy w Anglii.

Czy zamierza Pani wrócić w rodzinne strony? Jeśli tak, to kiedy? 

Mój wyjazd za granicę opierał się na zdobyciu doświadczenia i zarobieniu pewnej ilości środków finansowych, aby po przyjeździe do Polski móc sobie pozwolić na kupno mieszkania czy samochodu. Oczywiście, zdecydowanie chcę wrócić do kraju, ponieważ to, co się słyszy o zagranicy, a to, czego się doświadcza, to dwie różne historie.

Na czym więc polegają te różnice? 

Uczę w angielskim college?u, jest to dość prestiżowa szkoła. Jej siedziba mieści się w szesnastowiecznej rezydencji królów Anglii, tak zwanym pałacu Beaulieu. Nie jest to pierwsza lepsza instytucja tego typu, jej standardy są bardzo wysokie. Mimo to różnice w nauczaniu są niezwykle duże na niekorzyść Anglików. Przed wyjazdem uczyłam w polskich szkołach państwowych i wiem, jaki jest tam poziom edukacji, jakie są wymagania i jakie podejście uczniów do przedmiotów. Polskie dzieci są bardzo zdyscyplinowane, chętne do pracy, świadome potrzeby wykształcenia. Ich angielscy rówieśnicy wprost przeciwnie. Do nauczycieli, a nawet dyrekcji szkoły nie mają żadnego szacunku. W ten sam sposób podchodzą do nauki, czego skutkiem jest bardzo płytka i powierzchowna wiedza wyniesiona po latach edukacji. Będąc Polką znam język angielski znacznie lepiej niż brytyjscy maturzyści. Ale problem niewiedzy nie dosięga tylko dzieci; w dużym stopniu dotyczy on również tutejszej kadry. Absolwent angielskiej wyższej szkoły, załóżmy o kierunku humanistycznym, pomimo braku kompetencji, naucza matematyki, fizyki czy chemii.

W czym więc tkwi problem szkół angielskich? A może to społeczeństwo jest winne takiemu stanowi rzeczy? 

Jesteśmy biedniejszym krajem niż Wielka Brytania, a więc musimy znacznie więcej pracować, by coś w życiu osiągnąć. Uczniowie New Hall School są dość zamożni, wielu z nich ma arystokratyczne pochodzenie, a ich przyszłość jest zapewniona już w tym momencie, więc po co się uczyć? Nawet ci Brytyjczycy, którzy nie zdobyli wyższego wykształcenia, mają poczucie zapewnionej przyszłości – dobrze płatnej pracy i godnego życia. W Polsce taka sytuacja niestety nie ma miejsca. Bez ukończenia odpowiedniej szkoły i znajomości minimum jednego języka obcego możemy znaleźć się bez pracy i dachu nad głową.

Czy Anglicy uczą się języków obcych? 

Jako przedmioty, języki obce oczywiście widnieją. Zdarzyła się jednak sytuacja, gdzie prowadziłam zajęcia języka francuskiego. Zapytałam uczniów, ile lat uczą się tego przedmiotu, gdyż nie byłam pewna, czy będę w stanie poprowadzić te ćwiczenia. Ja uczyłam się francuskiego około dwóch lat, oni zaś sześć. O dziwo byłam w stanie poprowadzić lekcję bez problemu, gdyż grupa była na znacznie niższym poziomie od mojego. Myślę, że w większości wypadków nauka języków obcych ma na celu zaimponowanie innym. Ostatnio dostałam propozycję, aby uczyć grupę dzieci angielskich języka polskiego. Nie sądzę, aby zdobyta wiedza okazała się być bardzo przydatna w ich przyszłym życiu, ale zawsze warto pochwalić się znajomością jakiegoś ?egzotycznego? języka, jakim jest dla nich na przykład nasza rodzima mowa. Propozycję prowadzenia lekcji odrzuciłam, ponieważ uważam, że nie byłabym w stanie uczyć tego przedmiotu kończąc jedynie filologię angielską. Teraz zastanawiam się nad tym, ponieważ nauczyciele przedmiotów ścisłych mogą w szkołach brytyjskich uczyć angielskiego, nie potrafiąc nawet dzielić słów na sylaby. Najzwyczajniej przychodzą do mnie, prosząc o radę. Dlatego też może i ja, bez odpowiedniego wykształcenia mogłabym nauczać polskiego?

Nastolatki w Polsce potrafią dość dużo powiedzieć o Wielkiej Brytanii. A jaką wiedzę o naszym kraju posiada brytyjska młodzież? 

Tamtejsze dzieci mają mało wiedzy o własnym kraju, a co dopiero o jakimkolwiek innym państwie. W trakcie lekcji, gdzie są poruszane tematy o Anglii, uczniowie nie potrafią odpowiedzieć na naprawdę proste pytania, gdyż nie posiadają elementarnej wiedzy z dziedziny geografii, czy historii Wielkiej Brytanii. Co do Polski, to sądzą oni, że zima trwa tam nieustannie, a śnieg prószy z nieba przez cały rok. Wielokrotnie słyszałam opinie, że to niemożliwe, aby było mi zimno w ?angielskie? lato, kiedy nad Wisłą mamy ciągle minusowe temperatury. Nastolatki często nie mają pojęcia, jaki klimat panuje w Polsce, gdzie jest położony nasz kraj; w tym wypadku można też wykluczyć jakąkolwiek wiedzę o naszej kulturze.

 Jeśli mówimy już o kulturze, który kraj pod jej względem Pani odpowiada? 

Nie chcę być postrzegana jako nacjonalistka, ale myślę, że Polska znacznie bardziej odpowiada mojemu trybowi życia. Uważam jednak, iż dobrym pomysłem byłby dla naszych rodaków tymczasowy wyjazd za granicę. Warto zdać sobie sprawę z faktu, jak bardzo narzekamy na rzeczy, które w naszym kraju całkiem nieźle funkcjonują, jak choćby służba zdrowia. Ta angielska bardzo dała mi się we znaki. Kiedy znalazłam się na pogotowiu, najpierw kazano mi czekać trzy godziny na spotkanie z lekarzem, później znów kolejne 2 godziny na pobranie krwi i wyniki badań. Nie ma znaczenia stan zdrowia pacjenta, każdy musi odczekać w kolejce wyznaczony czas. Jest to codzienna praktyka. Jeśli chodzi o banki i urzędy, to tam również biurokracja jest bardzo silnie rozwinięta. Gdy chcemy na przykład otworzyć konto w banku, musimy wcześniej pokonać dziesiątki problemów. Gdy wszystkie je już obejdziemy, okazuje się, że spotkanie z osobą, która jest odpowiedzialna za założenie danego typu konta, jest możliwe jedynie w soboty między 11:30 a 12:00. Jeżeli nie jesteśmy w stanie zjawić się w tym czasie w placówce, pozostają nam te same godziny w kolejnym tygodniu. Biorąc pod uwagę biurokrację i zupełnie niedorzeczne przepisy, których ?załatwienie? w Polsce nie zajmuje wiele czasu, w Anglii z każdej drobnostki możemy mieć duże problemy. Nasz kraj jest zdecydowanie znacznie bardziej ?przyjazny? pod tym względem. Co do restauracji, pubów i sklepów, to są one często zamykane o godzinie 17:30. W naszym kraju wiele sklepów jest całodobowych, centra handlowe otwarte są do godziny 21:00-22:00. Dodając do tego niesmaczne jedzenie angielskie, można powiedzieć, że nieporównywalnie przyjemniej jest żyć w Polsce niż za granicą.

Czy to oznacza, że wolałaby Pani mieszkać na stałe w Polsce niż w Anglii? 

Jedynym atutem przebywania za granicą to dobra płaca. Co do innych aspektów życia, to szala zalet przeważa na stronę Polski. Jako przykład weźmy wychowanie etyczne Brytyjczyków – ich obowiązkiem wręcz jest donoszenie jeden na drugiego. Jest to bardzo niesympatyczne, szczególnie w pracy. Co innego z Polakami. Nie jest prawdą to, że są oni źle nastawieni do swoich rodaków, nieuczciwie konkurują ze sobą o lepsze posady i tym podobne. Przeważnie okazują się to być bardzo pomocni ludzie. Kreowanie takiego obrazu o nich świadczy tylko o naszej alienacji, a nie o tym, że ten Polak za granicą rzeczywiście nie pomoże w potrzebie, bo to bzdura. Nie opieram swoich przemyśleń na jednym, czy dwóch przypadkach, ale na dziesiątkach poznanych przeze mnie osób z naszego kraju. Właśnie dzięki nim zaczynamy tęsknić za Polską. Trzyma nas tam praca, to jest fakt. Sądzę jednak, że powoli wszyscy będą wracać z Wysp, gdyż nie ma to jak żyć we własnym kraju, na swojej ziemi, z rodakami. Nie ma to jak żyć wśród własnej kultury. Bo tylko wracając na stare śmieci możemy się poczuć jak u siebie w domu.

Dziękuję za rozmowę. 

Dziękuję.

Jak widać, tymczasowa praca zarobkowa w Wielkiej Brytanii to świetny pomysł. Świetny, pod warunkiem, że nie zostaniemy na Wyspach zbyt długo i nie osiądziemy tam na stałe. Krzywdą dla naszych dzieci może okazać się posłanie ich do tamtejszych szkół, stojących na dużo niższym poziomie od tych w Polsce. Wynarodowienie naszych przyszłych pociech również nie pociąga za sobą dobrych skutków – stałyby się wyobcowane, bo przecież nie należałyby do środowiska ich otaczającego, ale też za bardzo różniłyby się od rodaków, by móc wrócić do Polski. Jedynym lekarstwem na zachowanie własnej tożsamości narodowej na obczyźnie jest więc pamięć. O tym, skąd pochodzimy. O tym, kim jesteśmy. I wreszcie o tym, kim zawsze będziemy.

Poprzedni artykułKoryto wyborcze
Następny artykułPrzyszłość partii lewicowych w perspektywie około 10 lat
Paweł Rogaliński
Paweł Rogaliński jest politologiem, filologiem, rzecznikiem prasowym organizacji pozarządowej oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską w Londynie poświęconą popularności politycznej w krajach anglojęzycznych. Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

4 KOMENTARZE

  1. „Będąc Polką znam język angielski znacznie lepiej niż brytyjscy maturzyści”- jak na nauczycielke to bardzo samoponizajace zdanie. Pani po studiach jezykowych porownuje sie do angielskiego maturzysty! Troche wstyd Pani nauczycielko!

  2. @a
    Żaden wstyd. Oczywiście w idealnym świecie nauczyciel powinien posługiwać się językiem znacznie lepiej niż uczeń. Ale weźmy pod uwagę fakt, że nauczycielka jest Polką. Osiągniecie znajomości języka (w tym np. akcentu, poziomu słownictwa itp.) takiego samego jak natywny jego użytkownik jest nierealne. Nawet najlepsi polscy angliści (np. nauczyciele akademiccy, tłumacze przysięgli itp.) nie są w stanie wypowiadać się w pełni swobodnie po angielsku (mimo, że wielokroć sprawiają takie wrażenie). Problem polega na tym, że nie jesteśmy w stanie nauczyć się tylu słów, ile zna rodowity anglik. To jednak żaden wstyd! Należy pamiętać, że polscy angliści po państwowych uniwersytetach mają dużo większy (niż „zwykli” native speakerzy) zakres wiedzy z dziedziny gramatyki, literatury, metodyki i słownictwa fachowego. Tym samym są lepiej przygotowani do nauczania angielskiego.
    Podsumowując – Polka uczająca Anglików j. angielskiego to bardzo duże osiągnięcie – proszę docenić jej poziom wiedzy nie tylko fachowej (wspomniana literatura, metodyka itp) ale i językowej!

    P.S. Proszę znaleźć anglistę, który bez zerkania w słownik przetłumaczy jakiś specyficzny tekst, np. „stonoga murowa cichutko chrobocząc weszła na płatek przebiśniegu i ukradkiem zerknęła na wdeptaną w ściółkę dżdżownicę”…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here