Polska polityka wschodnia: nadchodzące szanse i zagrożenia

4
Dotychczasowa polityka zagraniczna Polski wobec jej sąsiadów ze wschodu zakończyła się fiaskiem i powszechnym międzynarodowym niezrozumieniem. Jak powinny wyglądać nasze stosunki z Rosją, Ukrainą i Białorusią w ciągu następnych 10 lat?
Dotychczasowe relacje z niedźwiedziem
Zaczynając od bilateralnych stosunków z Rosją, charakteryzują się one wielką wrażliwością i silnym wpływem historii obu narodów na bieżącą politykę. Już w 1993 roku Rosja oprotestowała polskie dążenia do struktur NATO i bardzo nerwowo reagowała na wszelkie dalsze plany rozszerzenia tej organizacji na wschód. Zachowanie to nie było bezpodstawne – Rosjanie musieli z wielkim żalem patrzeć jak tracą kolejne byłe republiki radzieckie, które dotychczas były w zasięgu ich strefy wpływów. Stosowane pogróżki słowne ze strony Moskwy dodatkowo antagonizowały ją z pozostałymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Sytuację w relacjach obu krajów pogorszyła polska krytyka ataku Rosji na Czeczenię. W kolejnych latach spory te próbowano załagodzić, głównie za sprawą Aleksandra Kwaśniewskiego i Władimira Putina. Ocieplenie stosunków nie trwało jednak zbyt długo. Już w 2000 roku Bronisław Geremek wprowadził nową strategię wobec Federacji Rosyjskiej. Zakładała ona wspieranie demokratycznych dążeń państw postkomunistycznych przy jednoczesnym, przyjacielskim rozwiązaniu problemów historycznych z Rosją. Jak się okazało, w praktyce polityka ta była niemożliwa do zrealizowania, co jednak nie zniechęciło kolejnych polskich polityków do konsekwentnego jej praktykowania przez następne lata.
Oko za oko, ząb za ząb
Za swoje poparcie dla „pomarańczowej rewolucji” Warszawa zapłaciła bardzo wysoką cenę. Zrujnowanie dobrosąsiedzkich stosunków uwidoczniło się m.in. w nieprzychylnym dla Polski stanowisku Rosji w sprawach powstania warszawskiego oraz ludobójstwa w Katyniu. To, jak bardzo Kreml wziął sobie do serca nasze zachowanie, widać chociażby po ogłoszeniu 4 listopada świętem narodowym (data wyzwolenia Kremla spod polskiej okupacji w 1612 roku) oraz embargu na nasze produkty spożywcze. Odpowiedź RP to negocjacje z Amerykanami w sprawie zainstalowania w Redzikowietarczy antyrakietowej” oraz ostra krytyka Rosji za atak na Gruzję w 2008 roku. Dopiero nasza narodowa tragedia – katastrofa prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, powstrzymała wir wzajemnych ataków i zbliżyła do siebie oba kraje. Wiele bezprecedensowych dotychczas gestów ze strony najwyższych rosyjskich władz dało nadzieję na ponowne nawiązanie przyjacielskich kontaktów.
Najbliższe lata dla Polski i Rosji
Według większości sondaży i prognostyk, nasze najbliższe wybory prezydenckie zakończą się zwycięstwem Jarosława Kaczyńskiego bądź Bronisława Komorowskiego. W pierwszym przypadku oznacza to kontynuację linii politycznej tragicznie zmarłego prezydenta, a więc wspieranie Gruzji, krajów bałtyckich, Ukrainy oraz Białorusi, nawet kosztem pogorszenia relacji z Moskwą. W drugim przypadku głową państwa zostanie polityk lojalny wobec partii rządzącej, co powinno przynieść dalsze ocieplenie stosunków z Rosją i być może mniejszą wrażliwość na problemy innych krajów postkomunistycznych. Utrzymanie polityki na obecnym kursie to nadzieja na rozwiązanie dotychczas spornych polsko-rosyjskich kwestii historycznych oraz zintensyfikowanie współpracy gospodarczej. Skorzystałyby na tym obie strony – dla firm znad Wisły ponownie otworzyłby się ogromny rynek na wschodzie, a Polska mogłaby liczyć na wsparcie swojego większego sojusznika w kluczowych dla niej kwestiach gospodarczych. Rosja również zyskałaby wiele. Kurczącej się gospodarce tego kraju bardzo potrzeba otwarcia na rynki europejskie. Innym bardzo silnym argumentem jest potrzeba pilnej modernizacji Rosji, co będzie możliwe wyłącznie dzięki pomocy europejskich partnerów. Jak twierdzi dziennikarz gazety „Times” Roger Boyes: – Logiczną konsekwencją byłaby sytuacja, w której Polska w większym zakresie niż Niemcy pełniłaby rolę orędownika bardziej europejsko nastawionej Rosji. Oś Polska-Rosja-Niemcy może ukształtować nową europejską dekadę. W najbliższych 10 latach sednem europejskiej polityki będzie Rosja.
Nie bez znaczenia jest w tej sytuacji fakt, że Jerzy Buzek jest przewodniczącym Parlamentu Europejskiego a w lipcu 2011 roku Polska obejmie przewodnictwo UE.
Nihil citius senescit quam gratta
(Nic nie starzeje się szybciej niż wdzięczność)
            Drugim polskim sąsiadem ze wschodu, o którym należy wspomnieć, jest Ukraina. Nasze wzajemne relacje na przestrzeni dziejów również nie należały do najlepszych. Pomimo to, tuż po rozpadzie ZSRR, Polska jako pierwsza uznała niepodległą Ukrainę. W latach 2004-2005 bardzo mocno zaangażowaliśmy się w poparcie pomarańczowej rewolucji, choć konsekwencją takiej polityki było rosyjskie embargo. Nikt nie był wówczas w stanie przewidzieć, że dotychczas wdzięczny za pomoc Kijów, rok później również zakaże importu naszego mięsa. Niedługo potem prezydent Juszczenko wymierzył Polsce kolejny policzek – uznał zbrodniczą Ukraińską Powstańczą Armię za ruch wyzwoleńczy. Niezrażeni takim zachowaniem, kontynuowaliśmy swoje dotychczasowe działania jako nieformalny ambasador Ukrainy. Dzięki wysiłkom Warszawy, w 2009 roku zainaugurowano program Partnerstwa Wschodniego, co zostało odebrane w Moskwie jako polski atak na rosyjską strefę wpływów. Niestety i tym razem Ukraina nie potrafiła się odpowiednio zrewanżować – Wiktor Juszczenko w 2010 roku nadał Stepanowi Banderze (którego frakcja OUN-B dopuściła się ludobójstwa na Polakach) tytuł Bohatera Ukrainy. Choć sąd w Doniecku decyzję tę wkrótce unieważnił, niesmak pozostał. Dziś stosunki polsko-ukraińskie znów się unormowały.
Nieprzyjacielska Białoruś
            Po uzyskaniu niepodległości przez BSRR w 1991 roku, w obliczu narastającej zależności Białorusi od Rosji, stosunki na linii Warszawa-Mińsk były raczej chłodne. W efekcie stopniowej integracji obu sąsiadów, za naszą wschodnią granicą powstał twór o nazwie – ZBiR (Związek Białorusi i Rosji). W 2001 roku Polska, jako jedno z wielu państw, poddała w wątpliwość wygraną Aleksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich, co spowodowało dalsze oziębienie naszych relacji. Stosunki polsko-białoruskie pogorszyły się jeszcze bardziej w 2005 roku, gdy zaostrzyło się represjonowanie polskiej mniejszości. Mimo to, pokojowa polityka Warszawy dała wkrótce początek wspomnianemu już Partnerstwu Wschodniemu. Program nie zaowocował dotychczas w widoczną poprawę stanowiska Białorusi. W kolejnych latach, interwencje naszej dyplomacji w następstwie nieustających represji Polaków na Białorusi, również nie przyniosły widocznych rezultatów. Zdaniem opinii publicznej polityka wobec reżimu Łukaszenki niejednokrotnie była zbyt pobłażliwa. W 2010 roku Białoruś, jako jedyny kraj w sąsiedztwie, nie ogłosiła żałoby narodowej po tragedii 10 kwietnia, natomiast sam Aleksander Łukaszenka stwierdził, że winę za cały wypadek ponosi prezydent Kaczyński, gdyż to on podjął złą decyzję o lądowaniu.
Przyszłość – metoda kija i marchewki?
            Może się wydawać, że strategia stosunków Polski z Ukrainą i Białorusią była dotychczas źle opracowana i niespójna. Lata 2010-2020 powinny być wykorzystane w celu uzdrowienia partnerskich relacji z tymi państwami. Partnerstwo musi się jednak opierać na obopólnych korzyściach i pragmatyzmie. Nietrudno zauważyć, że stosowana dotychczas polityka wobec Ukrainy spowodowała wieloletnie, poważne straty po stronie Polski. Analizując wcześniejsze przykłady można dojść do wniosku, że nasz kraj stał się ofiarą własnej polityki. Dając dużo, nie otrzymywał w zamian wiele. Co więcej, postępowanie Białorusi i Ukrainy w wielu przypadkach świadczy o braku poszanowania dla swojego zachodniego sąsiada. Fakt ten sprawia, że cierpi na tym wizerunek Rzeczpospolitej w oczach świata, a w szczególności naszych partnerów z Unii Europejskiej. Aby w przyszłości zmotywować wspomniane dwa państwa do konstruktywnej współpracy, nie wystarczy wyłącznie polskie wsparcie polityczne i pomoc finansowa. Ostra krytyka i zdecydowane działania w niektórych przypadkach są nie tylko wskazane, ale wręcz konieczne.
Ita metes, ut seres
(Jak posiejesz, tak zbierzesz)
            Jeszcze przez wiele lat autokratyczna Białoruś i niestabilna Ukraina nie będą w stanie stworzyć z Polską relacji opartych na zaufaniu i stabilności. Kompromitacja „pomarańczowej rewolucji” uwidoczniła, jak bardzo niedoświadczone i nieobliczalne w swoich decyzjach mogą być demokracje wyłonione na ziemiach dawnych Kresów Wschodnich. W związku z powyższym Warszawa powinna szukać stabilnej przyjaźni głównie w Moskwie i Berlinie, bo dzięki niej będzie w stanie realnie wpływać na politykę całej Europy oraz zagwarantuje sobie bezpieczeństwo (np. energetyczne). Stworzenie, jak wspomniał Roger Boyes, osi Polska-Rosja-Niemcy, pozwoli nam odgrywać coraz istotniejszą rolę na arenie międzynarodowej. Ponadto, zadbanie zawczasu o dobre stosunki z Turcją, potencjalną przyszłą potęgą europejską (m.in. według politologa Georga Friedmana), może skutkować w zawiązaniu silnego bloku państw wspierających wzajemnie swoje interesy.
Polska potęgą XXI wieku?
            Jak przewidział dalsze losy Polski Friedman, rozsądna polityka może doprowadzić do przekształcenia się kraju nad Wisłą w regionalne mocarstwo. Nasza kultura może wkrótce ponownie stać się bardzo atrakcyjna na terytoriach historycznej I Rzeczpospolitej oraz na Bałkanach. Język polski jako obcy już dziś jest jednym z najczęściej nauczanych w Wilnie czy we Lwowie. Stworzenie podwalin pod swoiste Międzymorze byłoby realnym celem na najbliższą dekadę. Przy wsparciu naszych trzech potężnych partnerów – Niemiec, Rosji oraz Turcji, Polska mogłaby pomóc Ukrainie i Białorusi w ich drodze do stabilnej demokracji. Wielokulturowa, acz działająca wspólnie Europa Środkowo-Wschodnia stałaby się równie istotna na świecie, co zachodnia część kontynentu. Należy jednak stanowczo zmienić nasze postrzeganie obecnego świata. Głównym argumentem przy podejmowaniu wszelkich decyzji musi być interes naszego kraju i rodaków. Przy jednoczesnym poszanowaniu różnorodności kultur innych narodów, powinniśmy osiągnąć pewny sukces.

4 KOMENTARZE

  1. Text gładko napisany z dobrze przyswojoną poprawnością polityczną. Po 10.04 jednak  wg mnie powinno się pisać dwie wersje , jedna zakładałaby zamach druga katastrofę w Smoleńsku.
    Ciekawią mnie tez poglądy autora na 9/11. Mogę się  domyślać granicząc z pewnością jakie są, po przeczytaniu powyższego art.
    Pozdrawiam

  2. Piękne,gładkie słowa jakże dalekie od otaczającej nas rzeczywistości kreowanej przez mierne grupy ludzi zwanych tzw.elitą polityczną.Iluzja,fałsz,zakulisowe gry,dzielenie łupów i uśmiechy bądź srogie miny w świetle fleszy – oto prawdziwa polityka,najstarszy zawód świata tak jak wiadomej profesji kobiecy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here