Polonica (non) leguntur

1

Kto w Niemczech zajmuje się poważnie literaturą polską, trafia prędzej czy później na fakt jej relatywnie niewielkiej recepcji. Odczucie to pogłębia się, im bardziej idzie się wstecz. Najbardziej uderzającą jest opinia „Polonica non leguntur” (poloniców nie czyta się) ukuta przez Heinricha von Treitschkego, niemieckiego historyka z drugiej połowy XIX wieku. Kiedy studiuje się dziś niektóre dzieła popularnonaukowe autorów niemieckich, wrażenie to jakby nie mija. Za przykład wymieńmy dwie pozycje: Dietricha Schwanitza Bildung. Alles, was man wissen muss, Frankfurt/M. 1999! i Egona Friedlla Kulturgeschichte der Neuzeit, München 1996! Pierwszy z autorów nie wspomina słowem o twórczości Adama Mickiewicza, drugi ledwie półzdaniem, pomijając całkowicie pozostałych poetów polskich epoki romantyzmu. Podczas gdy inni europejscy poeci i pisarze, w tym rosyjscy, są obficie omawiani. Z drugiej jednakże strony nie można nie dostrzec starań i wysiłków slawistów niemieckich, czyniących tematykę polską przedmiotem swoich dywagacji. Dzięki inicjatywie krakowskiego wydawnictwa Universitas powstała seria publikacji autorów niemieckich, tłumaczonych na język polski, propagujących w obszarze języka niemieckiego problematykę polską. Serii nadano znamienne, bo odwrócone, motto: Polonica leguntur. Dla porządku wymieńmy kilka nowszych pozycji: Germana Ritza Poeta romantyczny i nieromantyczne czasy: Juliusz Słowacki w drodze do Europy…, Kraków 2011, Alfreda Galla Humanizm performatywny: polemika z filozofią w praktyce literackiej Witolda Gombrowicza, Kraków 2011 czy Gerharda Bauera Radość pytania: wiersze Wisławy Szymborskiej, Kraków 2007.

Wracając jednak do pytania: skąd te „przeoczenia”, niedocenianie kultury polskiej? Czy da się je wytłumaczyć często przytaczanymi opiniami, że:

  1. prądy kulturalne w Europie płynęły z Zachodu na Wschód, poprzez Niemcy;

2.rozwój kulturalny był odmienny: kultura niemiecka rozwinęła się jako mieszczańska, a polska jako szlachecka, a więc obie z różnymi perspektywami;

  1. reformacja w Niemczech opanowała właśnie te obszary, które graniczyły z katolicką Polską;
  2. polska literatura oświeceniowa, propagująca reformy konieczne do wzmocnienia śmiertelnie zagrożonego przez sąsiednie mocarstwa państwa, nikogo w Europie nie interesowała…

Wszystko to miało skutkować faktem, że na Zachodzie wytworzyło się przekonanie o prowincjonalności literatury polskiej i prowadzącym do jej (samo)izolacji ograniczeniu się do spraw narodowych. Problem jest oczywiście bardziej skomplikowany. Nie możemy zapominać zarówno o powinnościach kultury polskiej wobec najżywotniejszych interesów narodowych, jak i o „zewnętrznej izolacji“, jaką powodowała chociażby pruska Polenpolitik. A jakie były jej długofalowe skutki, możemy ocenić pamiętając o trudnej wspólnej historii. Przedstawienie wzajemnego oddziaływania stosunków polsko-niemieckich na dawną i współczesną recepcję kultury polskiej w Niemczech wymaga obiektywnego i empatycznego punktu widzenia na historię jednej i drugiej strony. Tym problemom poświęciłem obszerny esej „Polonica non leguntur – Polnisches liest man nicht. Zur Geschichte der schwierigen deutsch-polnischen Verhältnisses – ein (pro-polnischer) Essey“, który przygotowuję do druku. Na zaproszenie „Przeglądu Dziennikarskiego” przesyłam krótkie jego streszczenie, które z konieczności zawiera wiele znanych Polakom faktów.

Trzeba pamiętać o okresie od powstania listopadowego do „Wiosny Ludów“, gdy sympatie propolskie w Niemczech (z wyjątkiem Prus, gdzie to było zakazane) manifestowały się nie tylko w literaturze, tym jednorazowym zjawisku setek Polenlieder, ale i w pomocy materialnej udzielanej wielotysięcznej rzeszy emigrantów-tułaczy polskich, serdecznie witanych i gościnnie przyjmowanych w ich drodze do Francji. To współczucie i zrozumienie zblakło z czasem i górę wziął niemiecki egoizm narodowy; w parlamencie frankfurtskim nie było już więcej mowy o krzywdzie Polaków. Klęska liberalizmu w Niemczech szła ręka w rękę z wzrastającą germanizacją w zaborze pruskim. Sytuacja zaostrzyła się szczególnie w Poznańskiem, gdzie opór ludności polskiej przeciwko krokom władz pruskich skutkował w akcjach powstańczych 1846 i 1848 roku. Spoistość Polaków, masywnie poparta przez duchowieństwo katolickie, wzmocniła się obejmując wszystkie stany: szlachtę, mieszczaństwo i chłopów w obronie narodowych interesów. Od 1849 roku. organizowano się w kulturalnych, gospodarczych i politycznych zrzeszeniach. A gdy Kulturkampf połączył się z trwającą aż do wybuchu I wojny światowej antypolską polityką agrarną, mającą na celu szeroko zakrojoną akcję osiedlenie się Niemców w Poznańskiem, mieszczaństwo polskie odpowiedziało specjalnie stworzonymi instytucjami finansowymi, działającymi tak skutecznie, że liczba nowo osiedlonych polskich chłopów była o wiele większa niż niemieckich.

Otto von Bismarck, premier pruski od 1862 roku i kanclerz nowo powstałej Rzeszy Niemieckiej od 1871 roku, zaostrzył drastycznie polsko-niemiecki konflikt. Wychodząc z założenia, że patriotyzm Polaków stanowi zagrożenie dla egzystencji państwa pruskiego, dawał tym antypolskim uczuciom wyraz w prowadzonej polityce. Szczególnie perfidne było postępowanie władz w szkolnictwie, charakteryzujące się eliminowaniem obecności języka polskiego jako przedmiotu nauczania, nawet na lekcjach religii, co doprowadziło do słynnego strajku szkolnego we Wrześni. W większej skali powtórzyło się to kilka lat później, gdy 47.000 dzieci strajkowało przeciw zakazowi języka polskiego na lekcjach religii w całym Poznańskiem, na co władze pruskie na nowo bez skrupułów brutalnie zareagowały. Ta twarda polityka władz osiągnęła jednak, dzięki likwidacji analfabetyzmu, niezamierzony efekt większej identyfikacji narodowej polskiej ludności wiejskiej.

Wybuch I wojny światowej budził nadzieje w całym społeczeństwie polskim, bo teraz każda ze stron konfliktu potrzebowała lojalności „swoich“ Polaków i starała się pozyskać ich obietnicami co do przyszłości Polski. Gdy w styczniu 1917 roku amerykański prezydent Thomas Woodrow Wilson oświadczył, że odrodzenie niezależnej Polski jest jednym z warunków pokoju, stało się jasne, że to, co przed wojną było tylko marzeniem, nabiera realnego kształtu! Znany brytyjski historyk, Norman Davies, pisał, że często wkład niemiecki w dzieło odrodzenia Polski jest niedoceniany. Niemieckie i austriackie władze nie kierowały się oczywiście sympatią dla polskiej sprawy i z pewnością nie miały zamiaru zwracać polskich prowincji, ale niezaprzeczalnym faktem jest, że wyrażony pod koniec 1918 roku zamiar stworzenia niezależnego państwa polskiego, bez poczynionych podczas wojny przez Niemców kroków, byłby jeszcze bardziej zniechęcający. I tak Polska stała się, mimo jeszcze niepewnych granic, znów wolnym i niepodległym państwem! Ale decydującym faktorem, wg Oskara Haleckiego, było w długich latach bezpaństwowości, obejmujące zarówno kręgi konserwatywno-klerykalne jak i niebolszewicką lewicę, nieprzerwane dążenie Polaków, by odzyskać narodową wolność.

Ze względu na planowane odrodzenie państwa polskiego z (przeważająco) polską ludnością, co według dyrektywy prezydenta Wilsona należało do celów wojennych sojuszników zachodnich, ci decydowali o przebiegu granic zachodnich Polski. W Poznańskiem, gdzie i tak ⅔ ludności stanowili Polacy, powstanie w styczniu 1919 roku doprowadziło do przynależności całej prowincji do Polski. Natomiast Prusy Wschodnie wypowiedziały się przeważającą większością głosów za przynależnością do Niemiec. Inaczej przedstawiała się sytuacja na Górnym Śląsku, który został podzielony, co obie strony uważały za klęskę. Ten fakt powodował, że stosunki polsko-niemieckie zostały tak obciążone wynikiem śląskiego plebiscytu, że żaden rząd niemiecki nie ośmielił się pogodzić z tymi stratami terytorialnymi.

Mimo gwarancji traktatu wersalskiego i konstytucji polskiej, sytuacja pozostałych w Polsce Niemców – nagła zmiana z uprzywilejowanej pozycji do roli (co najmniej) niechętnie widzianej mniejszości narodowej – doprowadziła do znacznego zmniejszenia liczby Niemców w Polsce. Przykładowo z 3,9 % w 1921 roku do 2,1 % ogółu ludności w 1931 roku, z tendencją dalszego zmniejszenia. Nieszczęsną rolę grał w całej Europie nacjonalizm, prowadzący do nieprzestrzegania norm prawnych chroniących mniejszości narodowe oraz wzrastający ekstremizm.

1 września 1939 roku napadem Niemiec hitlerowskich na Polskę zaczęła się II wojna światowa, dla Polski nowy rozdział w historii, zwany przez Normana Daviesa „Golgotą“. Już w pierwszych dniach września było widoczne, ku czemu plany Hitlera zmierzają. Wykorzystując ofiary pojedynczych rozruchów antyniemieckich w Poznańskiem i w Bydgoszczy, propagandowo kolportowano informację (podobno na osobisty rozkaz Hitlera) o 58 tysiącach zabitych Niemców, by usprawiedliwić tym tysiące ofiar polskich w ramach planowanej akcji likwidacji polskiej warstwy rządzącej i inteligencji. Był to dopiero początek trwającego ponad 5 lat krwawego terroru, jakiego Niemcy hitlerowskie dopuszczały się na terenach okupowanych, w wyniku którego miliony Polaków i Żydów straciło życie.

Po tych strasznych latach trudno było wyobrazić sobie gorsze stosunki polsko-niemieckie. Po stronie niemieckiej panowało w pierwszej dekadzie powojennej jakby powszechne odurzenie i paraliż, klimat wyparcia i przemilczania, nie tylko u tych odpowiedzialnych za zbrodnie sprawców i ich pomocników, ale także u niemałego odsetka Niemców co najmniej moralnie współwinnych. Polskę postrzegano jako kraj, który zajął wschodnie prowincje niemieckie i był odpowiedzialny za przybycie milionów przesiedlonych Niemców. Stan ten trwał dłużej niż 10 lat, zanim „mur milczenia” załamał się i zaczął się rozrachunek z własną przeszłością, a w tym ze stanowiskiem społeczeństwa wobec Polski i nowej granicy na Odrze i Nysie. Początek uczyniły Kościoły obu krajów. Gdy pierwszy krok czołowych przedstawicieli Kościoła Ewangelickiego w 1954 roku nie znalazł odpowiednich reakcji, stworzono w roku 1958 tzw. „Akcję Znak Pokuty” („Aktion Sühnezeichen”), by jako znak prośby o przebaczenie w tych krajach, które najbardziej ucierpiały pod niemieckim terrorem, zbudować szpitale, kościoły, osiedla itp. Niemiecki Kościół Katolicki dopiero w 1960 roku zakończył swe zbyt długie milczenie w kwestii zbrodni hitlerowskich w Polsce. Dobitnie zabrzmiały słowa kardynała Juliusa Döpfnera, wzywającego Niemców do wielkich ofiar w imię pokoju i pojednania, także w sprawie granicy wschodniej. Dialog zapoczątkowano oficjalne z początkiem 1965 roku publikacją memorandum Ewangelickiego Kościoła Niemiec (EKD), w której wypowiadano się, choć jeszcze w zakamuflowany sposób, za uznaniem granicy na Odrze i Nysie. Przełomowym zdarzeniem był list biskupów polskich z 18 listopada 1965 roku, wręczony na II Vaticanum biskupom niemieckim przez kardynała Stefana Wyszyńskiego, ze słynnymi słowami: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Odpowiedź biskupów niemieckich była małoduszna, rozczarowująca zarówno w Polsce jak i w Niemczech. Odzwierciedleniem, w jakim stopniu nastawienie społeczeństwa niemieckiego wobec Polski zmieniło się, była akcja „paczki solidarności”. Szacuje się, że w latach 1981-1984, w okresie wielkiego kryzysu polityczno-ekonomicznego, w wyniku prywatnych inicjatyw wysłano z Niemiec Zachodnich około 14,4 milionów paczek z żywnością, odzieżą i lekarstwami. Również z wielką sympatią śledzono walkę „Solidarności” ze zmurszałym systemem komunistycznym. Przełom w stosunkach polsko-niemieckich zainicjowała oficjalna wizyta kanclerza Helmuta Kohla w Polsce w listopadzie 1989 roku (przerwana przez upadek muru berlińskiego), gdy podczas tzw. „mszy pojednania” pierwszy niekomunistyczny premier Polski powojennej, Tadeusz Mazowiecki, i kanclerz niemiecki, Helmut Kohl, objęli się braterskim gestem. Po zjednoczeniu Niemiec, któremu Polska nie była przeciwna, po (teraz oficjalnym) uznaniu granicy na Odrze i Nysie, po układzie o dobrym sąsiedztwie i po niemieckim poparciu dla członkostwa polskiego w Unii Europejskiej, wzajemne stosunki uległy daleko idącej poprawie. Dużo dobrego dzieje się dziś na różnych szczeblach, rządowych, regionalnych, a także prywatnych. Naturalną konsekwencją tego długotrwałego procesu zbliżania się społeczeństw jest ciągły, choć powolny, wzrost zainteresowania Polską, a tym samym jej kulturą, literaturą i sztuką. Wspomniana już seria krakowskiego wydawnictwa „Polonica leguntur” jest tego dobrym, ale nie jedynym przykładem.

Autor tekstu: Erhard Brödner

Komentarz prof. Karola Czejarka:

Kim jest pan Broedner? Znam Go od wielu lat, a poznałem na jednej z konferencji nt. Biografii Polsko-Niemieckich w Goedelitz (k. Drezna), brał także udział w jednej z sesji na ten temat w Pułtusku. W II części książki „Historia pamięcią pisana” (Pułtusk 2017) pod red. moją, prof. Tomasza G. Pszczółkowskiego i Axela Schmidta-Goedelitz jest m.in. jego wspaniały tekst pt.”Rysiek” (który szczerze polecam). Jest uroczym starszym Panem; ur. się w 1937 w Berlinie, maturę zrobił w Polsce, w której ma bardzo dużo przyjaciół i którą bardzo LUBI i w miarę często odwiedza. Ukończył studia prawnicze w Kolonii, a następnie – już jako rencista – drugie studium: historii wschodnioeuropejskiej i nowoczesnej oraz slawistyki, zdobywając tytuł magistra. Ma publikacje w języku polskim i niemieckim w magazynie kulturalnym „Zarys” oraz w polskim dwumiesięczniku historyczno-socjologicznym „Bunt młodych duchem”. Jest autorem wielu przekładów z języka polskiego. Przy okazji jak najserdeczniej Go pozdrawiam: Karol Czejarek

1 KOMENTARZ

  1. Drogi Karolu, przeczytałem z wielkim zainteresowaniem tekst pana Erharda Broendera z Twoim komentarzem. Polonica (non) leguntur powinna stać się obowiązkową lekturą „mędrców” z prawej strony, bowiem to oni z niebywałą lekkością szafują najgłupszymi zarzutami i wymyślonymi pretensjami wobec Niemiec, osłabiając dzisiejsze, w miarę poprawne stosunki między naszymi narodami, wypracowane mimo obu wojen światowych, nie wspominając czasów zborów i prób wynarodowiania. Niestety grupa zaślepionych niedouków ultra narodowo katolickiej proweniencji usiłuje sprowadzić nas do czasów, w których Polski nie było n mapie Europy. I pomyśleć, że wtedy nasz kościół przyczynił się do zjednoczenia społeczeństwa walczącego o wolność w powstaniach 1846 i 1848 roku. Łza się kręci w oku niestety tylko na wspomnienie, bo dzisiaj przyczynia się wyłącznie do rozwarstwienia i trwałego podziału polskiego społeczeństwa. Z wyrazami szacunku, Szymon Koprowski.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here