POLAKOŻERCY

6

<W ARTYKULE WYWIAD Z KONSULEM GENERALNYM RP W EDYNBURGU, ALEKSANDREM DIETKOWEM> 

 Agresywni, młodzi Brytyjczycy. Młodzi, chodzący często w grupach po kilka, kilkanaście osób. Nauczeni przez społeczeństwo, media, polityków a nawet policję, że to Polacy są przyczyną całego zła, które ich spotkało. Że to naród znad Wisły jest szarańczą, której trzeba się wyzbyć. Owi nauczyciele tylko wyrażają swoje poglądy. Nie zdają sobie sprawy, że w rzeczywistości nawołują masy do czynów. Bo co autorytet powie, to lud zrobi – przekona przybyszów, żeby wracali skąd przyszli.

 Co za dużo…

 Zwiększająca się liczba imigrantów na Wyspach powoduje coraz większy opór Brytyjczyków przed obcymi. Sama liczba Polaków w Wielkiej Brytanii wzrosła tak znacząco, że ciężko powiedzieć, ile obecnie wynosi. Z pomocą przyszedł Konsul Generalny RP w Edynburgu, Aleksander Dietkow, który zgodził się użyczyć dostępnych mu danych i posiadanej wiedzy, udzielając odpowiedzi na trapiące wielu pytania.

 Oceniamy, że w Szkocji przebywa około 70 tys. Polaków zaś w Irlandii Północnej , która też należy do okręgu konsularnego Konsulatu Generalnego RP w Edynburgu około 40 tys. Przed 1 maja 2004 oceniano iż przebywa tam 5-10 tys. Polaków powiedział szef placówki.

 Z porównania ilości tzw. rejestrowanych czynności konsularnych, ich liczba wzrosła w latach 2003-2007 aż dziesięciokrotnie. Tendencja ta się nadal utrzymuje – dodał.

 Psy szczekają, a karawana idzie dalej

 Czy Polacy na Wyspach tworzą społeczeństwo zamknięte? Wiele jest mowy o „polskich gettach”. Powstawały niezliczone ilości artykułów twierdzących, że „Polacy na Wyspach lubią tylko Polaków”. Brytyjski ekspert, prof. Ted Cantle uznał, iż pozwolono „by poszczególne grupy narodowościowe zaczęły prowadzić równoległe życia prawie bez kontaktu z główną społecznością”, dowodząc, że jego kraj przesadził z wielokulturowością. Jak jest jednak naprawdę?

 Polacy są generalnie ciekawi świata i otwarci na kontakty z miejscowymi społecznościami. Wiele zależy od motywów emigracji. Ci, którzy przyjechali na określony czas z motywacją żeby jak najwięcej zarobić a jak najmniej wydać, z reguły nie mają takich relacji z miejscowym środowiskiem jak ci co przyjechali na dłużej (życie towarzyskie jednak kosztuje). Barierą okazuje się brak znajomości języka – stwierdził Dietkow. Po chwili dodał:

 – Odwiedzam systematycznie rożnie skupiska Polaków. Żadne z tych spotkań nie jest wyłącznie polską imprezą. Polacy zawsze przychodzą ze swoimi szkockimi i irlandzkimi przyjaciółmi. Także lokalnym władzom zależy na integracji. Sprzyjają temu organizowane przez nie imprezy typu ?poznajmy się”.

 Gdy kota nie ma, myszy harcują

 Antypolskie skandale na Wyspach są stosunkowo częste. Szefowa policji hrabstwa Cambridge stwierdziła ostatnio, iż noszenie przez Polaków noży to „normalna sytuacja”, podobnie jak u Litwinów i Kurdów. Po chwili namysłu dodała, że trzeba tych ludzi „wyedukować”. Nieco wcześniej, jako zaciekła przeciwniczka emigracji, mówiła, że wzrost przestępstw jest spowodowany napływem cudzoziemców.

Źródło: http://battlebloggalactica.files.wordpress.com

Brytyjskiej policji przyklaskują media – jeden z największych i najstarszych dzienników na Wyspach, „Daily Mail”, opublikował w ciągu niecałych dwóch lat blisko 80 antypolskich artykułów. Wiktor Moszczyński ze Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii uznał, że gazeta „konsekwentnie i z rozmysłem oczernia emigrantów” i powoduje „nasilenia postaw ksenofobii i wzrostu napięć na tle narodowościowym”.

 Biorąc przykład z autorytetów, niektórzy postanowili „pomóc” w wygnaniu Polaków z Wysp. I tak pojawiła się antypolska strona internetowa Gar Jones’a z informacją o mieście w Walii: „Llanelli posiada 60 tys. mieszkańców, z czego blisko 10 tys. to Polacy. Zabierają nam miejsca pracy i nie mają szacunku dla miasta ani jego mieszkańców. Polacy wynocha!” Co więcej, w mieście Trowbridge można znaleźć na wielu budynkach graffiti „Polish Out”, lub „Spadajcie, mamy komplet”. Nie obce są też przypadki pobicia naszych rodaków przez agresywne grupy Brytyjczyków. W ten sposób, kiedy nie ma przysłowiowego „kota”, który ukróciłby ksenofobię, zapanowały powszechne polonofobia i rasizm.

 Nie taki diabeł straszny…

 Informacjom o wielkości problemu fizycznej agresji na Polakach zaprzecza konsul Dietkow:

Są to indywidualne przypadki, najczęściej związane z nadużyciem alkoholu . W niektórych środowiskach, zwłaszcza wśród ludzi najmniej wykształconych, jesteśmy postrzegani jako konkurencja w pracy. Kilka za dużo wypitych drinków i konflikt gotowy.

 I dodaje:

– Władze robią dużo aby zapobiec wszelkim zjawiskom dyskryminacji i nienawiści etnicznej . W Policji są specjalni oficerowie odpowiedzialni za kontakty z grupami etnicznymi. Są naprawdę skuteczni.

 Czas leczy rany

 Czy to więc wielokulturowość Brytanii jest problemem? Szef polskiej placówki w Edynburgu zaprzecza:

Poznawanie i przenikanie się wzajemnie wielu kultur tylko wzbogaca społeczeństwa. Przecież nie oznacza to utraty własnej tożsamości. Polski ?najazd” wywołał olbrzymie zainteresowanie naszym krajem. Polska nie jest już nieznanym krajem na obrzeżach Europy. Setki tysięcy Brytyjczyków odwiedziło już nasz kraj. Tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Edynburski, największa i najbardziej prestiżowa tego rodzaju impreza na świecie będzie zdominowana przez polskich artystów.

 Emocje wynikłe z gwałtownego wzrostu liczby Polaków na Wyspach z czasem opadną, a oba narody zaczną się akceptować. Jak podkreśla konsul Aleksander Dietkow, „wielokulturowość jest istotnym elementem polityki rządu” a korzyści z niej wynikłe są widoczne niemal natychmiast. Naszym zadaniem, jako społeczeństwa, jest jednak piętnowanie wszelkich aktów dyskryminacji. Nie można pozwolić, aby antypolonizm stał się chlebem powszednim, czy to na Wyspach, czy w jakimkolwiek innym kraju. Żeby już nigdy więcej w historii nie powtórzyły się słowa, które wypowiedział Otto von Bismarck: „Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia”.

  ————————————————————————————

POLISH ZONE, 08.2008.

Poprzedni artykułE-NAUKA: cały ś[email protected] w zasięgu ręki!
Następny artykułNa twardo czy na miękko?
Paweł Rogaliński
Paweł Rogaliński jest politologiem, filologiem, rzecznikiem prasowym organizacji pozarządowej oraz twórcą Przeglądu Dziennikarskiego. Od 2015 roku należy do prestiżowej grupy Światowych Odpowiedzialnych Liderów Fundacji BMW Stiftung Herbert Quandt. Za swoje osiągnięcia nagradzany na całym świecie, m.in. w Londynie, Berlinie, Rio de Janeiro, Warszawie, Brukseli i Strasburgu. Ukończył następujące kierunki studiów na Uniwersytecie Łódzkim: stosunki międzynarodowe: nauki polityczne, zarządzanie oraz filologię angielską, osiągając przy tym ogólnokrajowe sukcesy naukowe (m.in. Studencki Nobel). Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską w Londynie poświęconą popularności politycznej w krajach anglojęzycznych. Jego ostatnia książka pt. „Jak politycy nami manipulują. Zakazane techniki” (Wydawnictwo Sorus, Poznań 2013) z powodu dużej popularności doczekała się dodruku już w kilka miesięcy po wydaniu. Więcej na stronie oficjalnej: www.rogalinski.eu.

6 KOMENTARZE

  1. Ostatnio ogladalem jakis stand up i uslyszalem genialny tekst.
     
    "Poles…they are coming here (UK), with no skills, no english…and they are still able to take our jobs? Man…we sux"

Pozostaw odpowiedź Luca Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here