Na twardo czy na miękko?

0

  Postrzegamy ich jako jedynych „cywilizowanych" strażników świata, pilnujących globalnej demokracji, wszelkich cnót, uczciwości i rządów prawa. Mowa o dwóch mocarstwach: młodych, potężnych Stanach Zjednoczonych i ich starej już, ale wciąż silnej „matce" – Wielkiej Brytanii. Za pomocą mass mediów i powszechności kultury państw anglojęzycznych na innych kontynentach, kraje te kreują wizerunek swej polityki jako wieczną walkę o sprawiedliwość. Tymczasem kierują nimi głównie własne interesy prowadzone na granicy prawa. Wobec tego, jaką politykę zagraniczną powinna prowadzić Polska? „Twardą" i nieustępliwą, czy raczej „miękką", stawiającą nasz kraj w roli klakiera?

             Politycy amerykańscy już nieraz pokazali, że prowadzą podwójną politykę – oficjalną, aby zadowolić opinię publiczną oraz tajną do osiągania własnych celów. Po krwawej wojnie na Bałkanach, siły międzynarodowe postanowiły ukarać największych ludobójców i zbrodniarzy wojennych. Jednym z nich był Radovan Karadzić, prezydent Serbskiej Republiki Bośni i Hercegowiny. Aby nie dopuścić do dalszej eskalacji konfliktu, USA zawarło ze zbrodniarzem umowę, która gwarantowała mu wolność, byle tylko zniknął z polityki i usunął się w cień. Jednocześnie zaś, aby nikt nie posądził supermocarstwa o haniebne układy z ludobójcami, Stany Zjednoczone oficjalnie wyznaczyły nagrodę 5 mln dolarów za schwytanie Karadzicia i jego współpracownika, Ratko Mladicia. Bill Clinton z dumą powiedział, że „USA i sojusznicy przeciwstawili się etnicznym czystkom w Bośni i Kosowie, ten wiek nie kończy się więc nutą rozpaczy. Byłoby tak, gdybyśmy wiedzieli, że niewinni mężczyźni, kobiety i dzieci żyjące u granic państw NATO są wypędzani i mordowani tylko za to, że inaczej czczą Boga". Teraz, gdy emocje opadły, a Karadzić został schwytany i postawiony przed sąd, tajne układy z USA wyszły na jaw. Nic to jednak nie zmieni – Richard Holbrook, który miał również podpisać umowę i reprezentował w niej stronę amerykańską, wszystkiemu zaprzeczył: „dlaczego ktokolwiek miałby wierzyć zbrodniarzowi wojennemu"?

             Polityka Stanów i Wysp Brytyjskich zaważyła swojego czasu również na losach Polski. Podczas konferencji teherańskiej w 1943 roku, gdzie obradowali: Roosevelt, Churchill i Stalin, uzgodnili oni znaczne zmniejszenie obszaru Rzeczpospolitej i de facto oddanie jej pod „opiekę" ZSRR. Ten pierwszy powiedział nawet: „Nie dbam o to, czy kraje sąsiadujące z Rosją zostaną skomunizowane". Aby jednak prezydent USA nie stracił głosów Polonii w nadchodzących wyborach, utajniono ustalenia w tej kwestii. Na kolejnej konferencji, w Jałcie, oficjalnie „sprzedano" nasz kraj, będący sojusznikiem aliantów. Ale dwa mocarstwa nie potrzebowały już pomocy, w końcu były głównymi wygranymi w tej wojnie. Kiedy generał Anders zarzucił Churchillowi zdradę Polski, ten odpowiedział: „Mamy dzisiaj dość wojska i waszej pomocy nie potrzebujemy. Może pan swoje dywizje zabrać". Polityka uległości wobec Zachodu okazała się zgubna. Po haniebnych układach z tyranem i ludobójcą, Stalinem, nad Wisłą zapanował wyniszczający, kilkudziesięcioletni okres realnego socjalizmu. Obecnie, Izba Reprezentantów Kongresu USA wezwała rząd RP do „natychmiastowego uchwalenia" ustawy, która zapewniałaby zwrot lub rekompensatę w dużej części żydowskiego mienia zawłaszczonego w czasach nazistowskich i komunistycznych. Również znana na Wyspach Brytyjskich działaczka, baronesa Ruth Deetch poparła zdanie USA i skrytykowała Polskę za nie wypłacenie odszkodowań poszkodowanym Żydom.

             Atak na Polskę ze strony Stanów Zjednoczonych wywołał oburzenie wielu polityków. Zbigniew Girzyński, poseł na Sejm RP, stwierdził, iż jest to „dokończenie Jałty". I nie ma się czemu dziwić – przecież głównym poszkodowanym w tamtych czasach było właśnie Państwo Polskie, nie może więc poczuwać się do odpowiedzialności za zbrodnie hitlerowskie i stalinowskie. Tym bardziej, że wówczas USA i Wielka Brytania nie miały odwagi wspomnieć o odszkodowaniach za zawłaszczone przez komunistów majątki, bo ZSRR było potęgą, której nie można było drażnić. Nawet dziś, kiedy mowa o wynagrodzeniu Rzeczpospolitej za instalację tarczy antyrakietowej, Amerykanie twierdzą, że nie jest ono nam potrzebne. Stwierdzili, że drogi sprzęt do obrony kraju jest zbędny, gdyż i tak Polska nie zdołałaby odeprzeć ataku na przykład ze strony Rosji. Narastająca od kilkudziesięciu lat duma narodowa mocarstw zachodnich sięgnęła już niemal zenitu. Wylewny jingoizm, czyli angielska forma nacjonalizmu, tak powszechna w Stanach, jak i na Wyspach, ujawnia się chociażby w słowach George W. Busha: „Nasz naród został wybrany przez Boga, wyznaczony przez historię, aby być wzorem dla świata". Pomimo tych słów, prezydent USA był na otwarciu Igrzysk Olimpijskich w komunistycznym Pekinie, gdzie wszelka opozycja polityczna jest bezlitośnie tłumiona, a w Tybecie notorycznie łamane są prawa człowieka.

W czasach, kiedy interesy dominują nad realną walką o sprawiedliwość, Polska ma nie lada wyzwanie, by prowadzić odpowiednią politykę zagraniczną. Historia nauczyła nas, że Stany i „Anglia nie mają wiecznych wrogów ani wiecznych przyjaciół, mają tylko wieczne interesy". Dlatego też stosunki z tymi państwami powinny być dobrze przemyślane, a każdy krok przedstawicieli władz uprzednio przygotowany. Z jednej strony, by ich nie zrazić, z drugiej zaś, by nie kreować wizerunku Polski-wasala. Jak twierdził wybitny polityk Bronisław Geremek, nasza dyplomacja nie powinna być „twarda", bądź „miękka", ale mądra i skuteczna.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here