„Pogranicze” zamiast „Przez granice”. Rozmowa z jego redaktorem Bogdanem Twardochlebem

0

Karol Czejarek Karol: Panie Redaktorze, gratuluję NOWEGO, cotygodniowego dodatku w „Kurierze Szczecińskim” (to nic, że tylko 1 stronicowego), który zastąpił 4 stronicowy „przez granice”.

Proszę powiedzieć, co się stało z „przez granice” i jak Panu udało się zainicjować „Pogranicze”? (Czytelnikom PD wyjaśnię, że „Kurier Szczeciński” to chyba nadal jedyna w Polsce prawdziwie niezależna gazeta; bardzo popularna i od długich lat chętnie czytana przez odbiorców).

A jeśli chodzi o pana Redaktora Twardochleba (osobiście nie znamy się, ale czytam go regularnie), to chcę podkreślić, iż MA ZNAKOMITE PIÓRO I JEST ZNAWCĄ PROBLEMATYMKI POLSKO-NIEMIECKIEJ, zwłaszcza POGRANICZA. (Które, co tu dużo mówić, w dużym stopniu wpływa na jakość ogólnych stosunków pomiędzy naszymi krajami).

Bogdan Twardochleb Bogdan: – Bardzo dziękuję za miłe słowa pod moim adresem. Prawdę powiedziawszy chciałbym mieć znakomite pióro i chciałbym być znawcą problematyki polsko-niemieckiej, którą ustawicznie staram się poznawać. To ja podziwiam Pańską wiedzę, aktywność i Pańskie dokonania.

Karol: Muszę Panu przerwać, był Pan, jest i pozostanie dla mnie w tych sprawach autorytetem! I tego się trzymajmy.

Bogdan: – Wobec tego jeszcze raz bardzo dziękuję, pozostając jednocześnie przy swoim zdaniu. I – jeśli Pan pozwoli – na początek mała korekta: „Kurier Szczeciński” nie jest jedyną w Polsce prywatną gazetą codzienną. Jest jedną z kilku gazet codziennych, działających poza grupami medialnymi, co w Polsce jest ewenementem.

Karol: Dziękuję za to sprostowanie, wobec tego proszę jeszcze dwa/trzy zdania o Pańskiej gazecie.

Bogdan: – Powinni o tym mówić szefowie gazety. Ja powiem więc tylko krótko: „Kurier” jest spółką pracowniczą, czyli że sam sobie jest sterem, żeglarzem, okrętem, oczywiście na tyle, na ile współcześnie jest to jeszcze możliwe. W każdym razie sam ustala swój profil, zakres działalności, zadania, sam wybiera swoje władze, a dokładniej mówiąc – robią to udziałowcy spółki.

Karol: Czyli UDZIAŁOWCY są głównym organem władzy?

Bogdan: – Tak, jak zresztą w każdej spółce – główne decyzje podejmuje Walne Zgromadzenie Udziałowców.

Karol: Ale słyszałem, że u Was udziałowcami mogą być tylko pracownicy gazety o określonym stażu pracy? A jak od strony finansowej wygląda dziś taka gazeta, jak Wasza?

Bogdan: – Gazeta wydaje tyle pieniędzy, ile zarobi. Wśród tych zarobków bardzo ważne są oczywiście wpływy z ogłoszeń i reklam.

Karol: Są to zasady ogólnie znane. Ale wiadomo też, że dla gazet (nie tylko dla gazet) czasy są teraz bardzo trudne.

Bogdan: – Dziś (dodatkowo przez pandemię) jest to dosłownie czas walki o życie, czemu – już jako emeryt – przyglądam się z niepokojem i wspieram moją gazetę na tyle, na ile potrafię. Dodam jeszcze, że papierowe, główne wydanie „Kuriera…” jest kolportowana w całym województwie zachodniopomorskim, choć głównie w Szczecinie i okolicach. Gazeta ma też oczywiście swoją stronę internetową, e-wydanie, profil na facebooku. To jest standard.

Karol: Czyli „Kurier” czytany jest codziennie przez wiele tysięcy ludzi! Przyznaję, że ja – mimo, iż od wielu lat nie mieszkam już w Szczecinie – nadal czytam Waszą gazetę. Przejdźmy jednak do dodatku “przez granice”, poświęconego sprawom polsko-niemieckim, a głównie problemom pogranicza. Przestał ukazywać się ponad rok temu. Jaka była tego przyczyna?

Bogdan: – Dość prozaiczna: skończyło się dofinansowanie, a redakcja „Kuriera Szczecińskiego” nie mogła sama finansować czterostronicowego dodatku, czyli ponosić kosztów składu, druku, no i oczywiście honorariów autorskich, o co dotąd bardzo dbaliśmy.

Karol: Dodatek ukazywał się siedem lat: przez pięć lat – jak wiem – finansowo wspierało go Stowarzyszenie Gmin Polskich Euroregionu „Pomerania”, a przez ostatnie dwa lata – Administracja Senacka Berlina, wydział zajmujący się sprawami gospodarki i z tej racji koordynujący także działalność Partnerstwa Odry. Więc zadbał Pan – i SŁUSZNIE – że teraz ukazuje się przynajmniej jednostronicowy dodatek! Jest to bardzo ważne, gdyż „Kurier Szczeciński” od trzydziestu lat, inaczej mówiąc – od chwili wybicia się na samodzielność – systematycznie obserwuje problemy pogranicza, co zainicjowała ówczesna redaktor naczelna Hanna Więckowska-Machay.

Bogdan: To prawda: obserwowanie spraw pogranicza to jest decyzja redakcji. Moim zdaniem oczywista, bo Szczecin leży tuż przy granicy, a jako tworząca się metropolia, de facto ją przekracza, choć czas pandemii działa tu jak hamulec, a nawet bieg wsteczny. Chcę podkreślić, że oprócz zamieszczania bieżących informacji o wydarzeniach na pograniczu, „Kurier…” wydawał przez te lata także różne dodatki, jedno- bądź czterostronicowe, które były i są im poświęcone. Przez kilkanaście lat blisko współpracowaliśmy z dziennikiem „Nordkurier”, ukazującym się w Neubrandenburgu, a obejmującym swym zasięgiem wschodnią Meklemburgię i Pomorze Przednie, w tym pogranicze z Polską. Długo można by opowiadać o różnych wspólnych przedsięwzięciach obu naszych gazet – od nadawania imion lwom i międzynarodowe pokazy mody na wyspie Uznam, po różnorakie debaty o relacjach polsko-niemieckich. Wydawaliśmy też wspólnie czterostronicowy comiesięczny dodatek, którego wersja niemieckojęzyczna była w „Nordkurierze”, a polskojęzyczna w „Kurierze…”..

Karol: I jak – pamiętam – był to dodatek dla młodzieży. Obie wersje językowe miały wspólny i tak samo brzmiący po polsku i po niemiecku tytuł: „Jan Kurier”. Czy „Nordkurier” wycofał się z tej współpracy, bo jakoś nic pan o nim dotąd nie wspomniał? I jak pan myśli, dlaczego z dotychczasowego współfinansowania wycofała się Administracja Senacka Berlina, no i nasze Stowarzyszenie Gmin Polskich Euroregionu „Pomerania”? Proszę też o kilka słów o wspomnianym wyżej „Nordkurierze”!

Bogdan: – Czas biegnie, zmieniają się ludzie, technologie, upodobania, koncepcje, raz pieniędzy jest więcej, raz mniej – to wszystko ma także wpływ na media i na współpracę różnych instytucji z mediami. Uważam, że współpraca z „Nordkurierem”, gazetą także regionalną, także prywatną, mająca w obrębie swych zainteresowań także pogranicze, analogicznie jak „Kurier…”, była korzystna i bardzo pouczająca.

Karol: Zgadzam się z Panem Redaktorem! Proszę o konkrety.

Bogdan: – Z mojego punktu widzenia uzmysłowiła nam i kolegom z Niemiec, ile wspólnych przedsięwzięć moglibyśmy zrobić, lecz z drugiej strony – jak wiele jest różnic, które utrudniały, ba! – uniemożliwiały współpracę.

Karol: jakie różnice ma Pan na myśli?

Bogdan: – Jedna z różnic to finanse gazet: w Niemczech prasa sprzedaje się głównie w subskrypcji, a w Polsce – w sprzedaży detalicznej, choć Internet powoli modyfikuje i te przyzwyczajenia. Niemal powszechna subskrypcja powoduje, że w Niemczech gazety już na początku roku wiedzą, ilu mają subskrybentów, a tym samym, jaki jest ich roczny budżet, co więc mogą planować i jak zachowywać się na rynku, podczas gdy u nas gazety, zwłaszcza regionalne i lokalne, codziennie muszą skrupulatnie rachować, ile sprzedały egzemplarzy w kioskach i sklepach i jakie mają wpływy. Niekompatybilne są przy tym ceny druku, kolportażu, reklam, co powoduje na przykład, że niemożliwe jest organizowanie wspólnych kampanii reklamowych, wspólnej akwizycji ogłoszeń itp., itd. Dodajmy jeszcze, że w Niemczech już dawno usługi pocztowe znalazły się na wolnym rynku, co pozwoliło „Nordkurierowi” rozbudować własny kolportaż, który miał zawsze, a co więcej – poprzez gęstą sieć własnych kolporterów zorganizować także regionalne usługi pocztowe.

Gazeta jest więc – po pierwsze – niezależna od firm kolporterskich, dyktujących swoje warunki, a po drugie – jej kolporterzy codziennie rano pod drzwi czytelników przynoszą już nie tylko świeże gazety, lecz także listy i inną korespondencję. Nie wiem, jaka sytuacja jest teraz, ale kilka lat temu poczta „Nordkuriera” była w regionie, w którym gazeta jest czytana, sprawniejsza niż Deutsche Post i przynosiła gazecie niemałe zyski.

Karol: Można by jeszcze mówić o tym, jak bardzo różnią się zwyczaje czytelnicze w Polsce i Niemczech, czy o tym, jak inny jest język tzw. mediów opiniotwórczych…

Bogdan: – Tak, zgadza się! To wszystko sprawiło, że po jakimś czasie dobrej współpracy zauważyliśmy, że ma już jej rozwoju, a przeciwnie – jest jakaś stagnacja.

Karol: A to nigdy nie jest dobre.

Bogdan: – Chcę jednak podkreślić, że pomysł zarówno wydawania dodatków, poświęconych pograniczu, jak i współpracy z „Nordkurierem”, brał się i bierze z głęboko odczuwanego po obu stronach granicy niedostatku informacji o pograniczu i w ogóle o stosunkach polsko-niemieckich, o bieżącej sytuacji w obu krajach, różnicach kulturowych, innych modelach państwa, relacjach bilateralnych w kontekście europejskim.

Karol W pełni podzielam Pańską opinię!

Bogdan: – Ów niedostatek informacji powoduje, że do opinii publicznej często docierają informacje niesprawdzone, półprawdy i chwytliwa populistyczna propaganda, co psuje relacje polsko-niemieckie i jest wykorzystywane przez ugrupowania skrajne. „Kurier…”, na swoją miarę i siły oczywiście, poprzez dodatki, o których mówimy, chciał i chce to zmieniać. To, co udaje mu się robić, jest jednak kroplą w morzu potrzeb. Brakuje też dziennikarzy, którzy specjalizowaliby się w problematyce polsko-niemieckiej. O tych sprawach mówiło się wielokrotnie na spotkaniach nieistniejącego już niestety Polsko-Niemieckiego Klubu Dziennikarzy „Pod Stereotypami” i na polsko-niemieckich konferencjach medialnych.

Karol: Ma pan w związku z tym jakieś osobiste marzenia?

Bogdan: – Jeśli mogę tu mówić o swoich osobistych marzeniach, to powiem, że marzy mi się polsko-niemieckie czasopismo papierowe i internetowe, poświęcone problemom pogranicza, ujmowanym w kontekście stosunków między obu krajami, relacji europejskich i zwykłej ludzkiej potrzeby przekraczania granic. Według mnie powinno to być czasopismo sui generis pozytywistyczne, nastawione głównie na ciekawie przekazywaną informację, a więc na edukację ustawiczną, a konkretniej – szeroko rozumianą stałą edukację kulturową, historyczną i polityczną. W Polsce zwłaszcza dla edukacji politycznej wciąż jest mało zrozumienia, bo nadal kojarzy się ona z propagandą, a ostatnimi czasy skojarzenie te są niestety wzmacniane. W Niemczech jest inaczej, choć i tam nie brakuje populistów i demagogów. W Polsce polityczny gorset nakładany jest też na edukację historyczną i kulturową, w ogólne na edukację.

Karol: Populiści są po obu stronach granicy!

Bogdan: – Na koniec dodam jeszcze, że taka idea edukacyjna przyświecała również współpracy „Kuriera…” ze Stowarzyszeniem Gmin Polskich Euroregionu Pomerania i Administracją Senacką Berlina.

Karol: I co?

Bogdan: – Siły na realizację tego pomysłu okazały się jednak zbyt skromne. W każdym razie między Polską a Niemcami sprawnie przepływają towary i ludzie, choć pandemia mocno ogranicza zwłaszcza przepływ ludzi. A to dla mieszkańców pogranicza jest bardzo poważnym problemem, bo wciąż nie ma sprawnego przepływu rzetelnej informacji. Jest informacyjna dziura, szum i chaos. To duży kłopot!

Karol: Nie wchodźmy dalej w te „różnice” pomiędzy naszymi krajami, lecz na zakończenie naszej rozmowy chciałbym jeszcze zapytać Pana Redaktora: czy po koronawirusie wróci normalność i współpraca pomiędzy naszymi krajami, w tym potraktowanie „POGRANICZA” jako STREFY SPECJALNEJ oddanej ludziom po obu stronach granicy według ich potrzeb i wyobrażenia? W tym także powrotu do dwujęzycznych wkładek np. sobotnio-niedzielnych zarówno w Kurierze, jak i Nordkurierze? Co moglibyśmy zrobić w tej sprawie – Pan i ja – żeby tak się stało?

Bogdan: Myślę, że gdy pandemia minie, ruch przez granicę polsko-niemiecką szybko wróci do normalności, co nie znaczy, że znikną problemy, zwłaszcza te, o których mówiłem wyżej. Pandemia ujawniła zresztą nowe, np. jeśli chodzi o systemy zarządzania kryzysowego i opieki medycznej w obu krajach. Dodajmy do tego wydarzenia, które uwypukliły różnice w funkcjonowaniu prawa, rozumieniu praw człowieka, relacji państwo-Kościoły. Trzeba jeszcze pamiętać, że Polska jest państwem mocno scentralizowanym, m.in. w kwestii relacji międzynarodowych, podczas gdy w federalnych Niemczech, choć rząd federalny także ma tu głos decydujący, to jednak szerokie kompetencje w polityce zagranicznej mają również rządy landów – w wypadku pogranicza Meklemburgii-Pomorza Przedniego (Schwerin), Brandenburgii (Poczdam) i Saksonii (Drezno) – a nawet ośrodki komunalne. Pozytywne jest to, że restrykcje pandemiczne spowodowały znaczny wzrost aktywności różnych grup mieszkańców pogranicza, których one dotknęły. Trzeba mieć nadzieję, że ta aktywność nie osłabnie, gdy pandemia minie, i że te grupy nadal będą wywierały nacisk na polityków, by poważnie zaczęli interesować się pograniczem, jako – jak Pan to ujął – strefą specjalną, choć prawdę powiedziawszy – ono chce być strefą normalną, tworzącą swoją regionalną specyfikę. Co do dodatków do gazet codziennych czy wkładek tematycznych, poświęconych sprawom polsko-niemieckim bardzo trudno było by je wznowić bez poważnych subwencji czy inwestycji. Bowiem niezbędna jest stała informacja o tych problemach. Mówmy o tym i piszmy jak najwięcej.  

Karol: Dziękuję za rozmowę!

Bogdan: – To ja dziękuję za możliwość opowiedzenia o pograniczu.

Poprzedni artykułPraca w szczecińskim towarzystwie kultury (STK) była wielkim wyzwaniem. Autobiografia Karola Czejarka, cz. 8
Następny artykułPozory wolności
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here