Praca w szczecińskim towarzystwie kultury (STK) była wielkim wyzwaniem. Autobiografia Karola Czejarka, cz. 8

4

Ale i WIEKLĄ frajdą. Obarczona odpowiedzialnością za ożywianie życia kulturalnego województwa! Tworzeniem na odzyskanej „po wiekach” ZIEMI SZCZECIŃSKIEJ, zrębów nowej POLSKIEJ KULTURY.

Takie postawiono mi zadanie! Po uznaniu sukcesu Szczecińskiego Klubu Bibliofilów i „mojej ukochanej księgarni – Klubowej”, zaproponowano mi funkcję dyrektora Biura STK i jednocześnie sekretarza prezydium (zarządu Stowarzyszenia).

Był 1 stycznia 1966 roku, kiedy punktualnie o 10:00, zjawiłem się w siedzibie STK na Zamku. Czekali już (aby mnie wprowadzić „w nowy urząd”, na który się zgodziłem, a było to dla mnie zaszczytem), prezes STK, wojewoda szczeciński Marian Łempicki i członkowie prezydium: Henryk Huber i Władysław Daniszewski oraz mój poprzednik na tym stanowisku – Stanisław Krzywicki (nota bene: obecny prezes honorowy Stowarzyszenia!).

Zamek wyglądał wtedy dokładnie tak, jak na zamieszczonej przed tekstem fotografii (autorstwa p. Krystyny Łyczywek, która właśnie obchodzi 100-lecie!).

Było już czynne skrzydło „północne”, w którym dwa duże pomieszczenia otrzymało STK. Skrzydło „zachodnie”, którego odbudowę jeszcze kończono, choć już wyposażano wnętrza – było siedzibą Wojewódzkiego Domu Kultury.

Natomiast przyszłość skrzydeł: „południowego” i „wschodniego” była zaledwie przedmiotem ożywionej dyskusji, co do ich przeznaczenia; o rozpoczęciu odbudowy tej części Zamku nie było jeszcze mowy.

W podobnym „stanie” było wtedy całe województwo szczecińskie: w połowie zagospodarowane, ale oceniając dzisiejszy stan regionu – by uznać je W PEŁNI PRZYWRÓCONYM GOSPODARCZO I KULTURALNIE POLSCE – trzeba było czekać jeszcze wiele lat

W „kulturze” wówczas wszystko było w „powijakach”. Wymagało rozwoju, stabilizacji, a przede wszystkim kontynuacji działań, unowocześnienia bazy materialnej i tworzenia NOWEJ. Na szczęście w realizacji tego zadania nie byłem sam.

Od początku moje poczynania wsparł ruch społeczny, który dotąd był skupiony wokół księgarni „Klubowa”(jej prowadzenie objęła – po moim wskazaniu – księgarka z zamiłowania i wykształcenia, p. Irena Grodzieńska – Lendzion).

Ale wracając do odbudowy Zamku – większość środowiska humanistycznego skupionego w STK, postulowało wtedy przeznaczenie skrzydła wschodniego, na siedzibę Rektoratu przyszłego Uniwersytetu Szczecińskiego, a skrzydło południowe – od początku proponowałem na siedzibę wielofunkcyjnego Teatru Muzycznego – Opery. (Operetka Szczecińska mieściła się wówczas w pomieszczeniu zastępczym przy ul. Potulickiej). I TAK WŁAŚNIE SIĘ PÓŹNIEJ STAŁO! Można powiedzieć: marzenia się spełniają! Oczywiście nie same, a po trwającej latami pracy wielu ludzi, którzy widzieli w Szczecinie OKNO (nie tylko kultury), za którym znajduje się Polska. Zawsze chcieliśmy udowodnić, że w Szczecinie Polska się zaczyna, a nie kończy!

W skrzydle północnym, w którym znajdowało się STK, jedno z dwu przydzielonych nam pomieszczeń, zostało przeznaczone na biuro dla sekretarki i księgowej, a w drugim – sam zacząłem „urzędować”, przystosowując je jednocześnie na salę posiedzeń prezydium, różnych komisji STK oraz spotkań kameralnych związanych z działalnością Stowarzyszenia.

Dzięki koleżeńskiej współpracy z ówczesnymi dyrektorami WDK, którzy byli oficjalnymi administratorami Zamku (w osobach – najpierw Stanisława Orłowskiego, a później Tadeusza Możejki), mogłem korzystać w swoich działaniach z wszystkich innych, będących już w użyciu zamkowych pomieszczeń, w tym także z „dostojnej” Sali Bogusława, w której odbywały się m.in. „SEJMIKI i POSIEDZENIA RAD STK” i inne „Zjazdy” tematyczne organizowane przez Towarzystwo.

A wspominam o tym dlatego, iż od początku były to dla mnie bardzo dobre warunki do pracy i rozwinięcia skrzydeł!

Jestem za to wdzięczny wszystkim pracownikom WDK! Nigdy nie było między nami żadnej formalnej podległości, podobnie, jak z innymi dyrektorami czy pracownikami wojewódzkich instytucji kultury.

WSZYSCY CZULIŚMY SIĘ DZIAŁACZAMI STK! Tak, jak wszyscy pragnęliśmy POLSKOŚCI w każdej dziedzinie życia społeczno-gospodarczego! I obecności „kultury wojewódzkiej” na mapie kulturalnej kraju.

Mogłem zatem korzystać z samochodów WDK, przede wszystkim w wyjazdach do miast powiatowych i gmin, w których zacząłem tworzyć stowarzyszenia regionalne i społeczne komitety organizacyjne festiwali, jak: FAMA w Świnoujściu, Muzyki Organowej w Kamieniu Pomorskim, Chórów w Międzyzdrojach, Małych Form Teatralnych, Festiwalu Współczesnego Malarstwa Polskiego, Prezentacji Malarzy Krajów Socjalistycznych w Szczecinie oraz Krótkometrażowych Filmów Morskich w Szczecinie i Świnoujściu.

Przywiązywaliśmy do rozwoju tych imprez wielkie znaczenie, gdyż były zaczątkiem nowych (trwałych, jak się okazało) tradycji kulturalnych w województwie, łączących nas z krajem (gdyż były ogólnopolskie) i ze światem (gdy miały status „międzynarodowy”).

Dużą pomoc w ich rozwijaniu uzyskałem od pana Stanisława Krzywickiego, swojego poprzednika, który awansował na stanowisko dyrektora Wydziału Kultury w Miejskiej Radzie Narodowej w Szczecinie. Był w doskonałym kontakcie nie tylko ze mną, ale praktycznie z wszystkimi tworzącymi wówczas SZCZECIŃSKIE ŚRODOWISKO SPOŁECZNO-KULTURALNE, a szerzej – naukowo-humanistyczne. Ma wiele osiągnięć, jako wieloletni dyrektor „Książnicy Pomorskiej”, którą uczynił wielkim centrum kultury, na wzór Biblioteki Narodowej w Warszawie.

Bardzo dobrze układała się też od początku współpraca z dyr. wojewódzkiego Wydziału Kultury, którego szefem był pisarz, dziennikarz i społecznik, człowiek o wielkim sercu i możliwościach twórczych – WŁADYSŁAW DANISZEWSKI.

Biuro STK było zresztą od początku na Jego „garnuszku” finansowym: oprócz mnie – sekretarka (p. Krystyna Miklasz, którą po jakimś czasie zastąpiła p. Daria Prochacka) i księgowa – nieoceniona, wielce kompetentna i pracowita – p. Aniela Stopa). Wszyscy INNI (setki działaczy!), którzy brali udział w inicjatywach i działaniach STK czynili to SPOŁECZNIE, nie pobierając żadnych gratyfikacji finansowych.

Dlaczego wspomniane wcześniej festiwale oraz dokończenie pełnej odbudowy Zamku stały się od początku mojej pracy w STK tak ważnym celem działania? Gdyż niezależnie od swych funkcji kulturotwórczych pozwalały na uspołecznianie kultury. Stały się też źródłem naszych ambicji, aby tworzyć w województwie trwałe, instytucjonalne formy rozwoju kultury o randze ogólnopolskiej, a które łączyłyby szczecińskie środowiska twórcze z innymi regionami naszego kraju.

Po zakończeniu festiwali, np. FAMY – zapewnialiśmy udział wielu studenckim grupom artystycznym w tzw. „lecie kulturalnym” w pasie nadmorskim, podobnie chórom z festiwalu w Międzyzdrojach

FAMA np. po jej zakończeniu, zapewniała udział wiele studenckich grup artystycznych w tzw. szczecińskim „lecie kulturalnym” w pasie nadmorskim, podobnie i chóry z festiwalu w Międzyzdrojach, czy zespołów kameralnych i organistów występujących w Kamieniu Pomorskim! Podjęliśmy także próbę powtarzania co ciekawszych koncertów w Sali Bogusława na Zamku w Szczecinie, wyposażając wcześniej tę salę m.in. w nowoczesne, bardzo drogie (i o podobno bardzo dobre) organy.

Oczkiem w głowie od początku był Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej w Kamieniu Pomorskim. Wymagał nieustannego „dogadywania się” władz wojewódzkich (czytaj: działaczy skupionych w STK) z kierownictwem diecezji rzymsko-katolickiej w Kamieniu Pomorskim, gdyż do dziś odbywa się w zabytkowej katedrze (będącej śladem budownictwa słowiańskiego na Pomorzu Zachodnim), która przy okazji była restaurowana, podobnie jak jej organy – zabytek klasy zerowej. Wielką przysługę w tym „porozumiewaniu się” spełnił m.in. ceniony działacz STK – kustosz katedry ks. Roman Kostynowicz.

Kwestią sporną był np. aplauz publiczności w katedrze, po koncertach i wirtuozowskich popisach organistów z całego świata i naturalnie z Polski.

Ważnym celem było skupienie wokół STK szczecińskich (nie tylko!) środowisk twórczych: pisarzy, poetów, artystów plastyków, architektów, muzyków, aktorów, także innych specjalności, wiążąc ich poczynania z szeroko rozumianym ruchem działaczy lokalnych. I TO SIĘ UDAŁO! Pozwoliło na realizację hasła: ABY NASZE POWIATY ROZWIJAŁY SIĘ W BLASKU SZCZECINA, A NIE W JEGO CIENIU!

Artyści, teatry, filharmonia, częściej odtąd zaczęły „wyjeżdżać” w tzw. teren (nawet do gmin), z propozycjami upowszechniania swoich dokonań. Choć z czasem wielką popularnością cieszyły się też zorganizowane przyjazdy z odległych miejscowości do szczecińskich teatrów, operetki, filharmonii czy Muzeum Pomorza Zachodniego.

Silną rolę w STK odgrywał nadal ruch bibliofilski, muzealny, studencki, „zapalonych” historyków, chórzystów, bibliotekarzy i księgarzy, ludzi różnych profesji i zawodów. Dla nich KULTURA I NAUKA, JEJ ROZWÓJ i UPOWSZECHNIANIE, stanowiły ważny element ich społecznej działalności.

Płaszczyzną umożliwiającą takie działanie, było skupienie we władzach STK, w jego prezydium i radzie (również w poszczególnych sekcjach Stowarzyszenia) przedstawicieli władz administracyjnych – wojewódzkich, powiatowych, miejskich i innych z działaczami społecznego ruchu kulturalnego w województwie, często inicjatorami rozmaitych cennych przedsięwzięć, np. organizacji DNI KWIATÓW I OWOCÓW w Dębnie, konkursów związanych z estetyką miast, upiększaniem balkonów, parków i skwerów. A więc nie tylko czysto „twórczych”, ale traktujących pojęcie KULTURY w szerokim tego słowa znaczeniu.

Aby nie być gołosłownym – powołam się na konkretne nazwiska. Przewodniczącym prezydium STK był (wrażliwy na sprawy tworzenia nowych tradycji kulturalnych i szczerze oddany Towarzystwu) ówczesny wojewoda szczeciński – MARIAN ŁEMPICKI! Jego zastępcami (STK) byli wicewojewoda: Stefanik, a po jego „awansie do Warszawy” – Barczyk oraz bezgranicznie oddany województwu – HENRYK HUBER.

Ponadto w skład prezydium wchodzili m.in.: inż. arch. Korzeniowski, prof. Lesiński, późniejszy rektor Wyższej Szkoły Humanistycznej, Józef Matuszewski, lekarz, szef Uzdrowiska w Kamieniu Pomorskim, Stanisław Skarbiński, przewodn. Powiatowej Rady Narodowej w Myśliborzu, wspominamy wcześniej Władysław Daniszewski, dr. Hanna Skinder, wykładowczyni na Politechnice Szczecińskiej, Zbigniew Turkiewicz, ówczesny sekretarz Wojewódzkiej Rady Związków Zawodowych do spraw kultury (był autentycznym pasjonatem kultury w zakładach pracy), ja – jako sekretarz STK i jeszcze kilka innych osób. Razem PREZYDIUM stanowiło 15 osób.

Wszystkie decyzje były na ogół konsultowane z Radą STK, której skład stanowili przedstawiciele wszystkich regionalnych (powiatowych) stowarzyszeń społeczno-kulturalnych oraz przedstawiciele Sekcji STK: Historycznej, Studenckiego Ruchu Regionalnego, Dziejów Szczecińskich Rodzin w XX wieku, Festiwali, Rozwoju Środowisk Twórczych, Kultury Morskiej i inne. Przy czym nigdy, nikomu nie ograniczano udziału formalnej przynależności do danej struktury organizacyjnej w Radzie, Prezydium czy też w Sekcjach STK. Zebrania tych „ciał” miały zawsze charakter otwarty i dostępny dla każdego chętnego!

Jednak najwyższą władzą STK był (organizowany co dwa lata) SEMIK MIŁOSNIKÓW ZIEMI SZCZECIŃSKIEJ, poprzedzony w miarę możliwości powiatowym SEJMIKIEM KULTURY czyli Zjazdem Regionalnych Stowarzyszeń społeczno-kulturalnych!

Koncepcja tej struktury organizacyjnej miała charakter wielce demokratyczny i traktowana była przez wszystkich jej uczestników zawsze z NAWYŻSZĄ POWAGĄ! A uchwały poszczególnych gremiów – „najnormalniej w świecie” były po prostu realizowane!

Według mojej oceny (także z perspektywy minionych lat) koncepcja współpracy przedstawicieli władz z przedstawicielami tzw. ruchu społecznego była jak najbardziej słuszna, zmuszała tzw. władze do realizacji inicjatyw społecznych.

Jedną z nich była próba zatrudniania absolwentów szczecińskich wyższych uczelni w powiatach województwa szczecińskiego (z dużą pomocą RO ZSP w ramach Sekcji „Studenckiego Ruchu Regionalnego”). Służyły temu m.in. przydzielane stypendia studentom deklarującym podjęcie po studiach pracy w tzw. terenie.

STK otrzymywało każdego roku 1 milion złotych z tzw. nadwyżki budżetowej. A imprezy, które dodatkowo realizowaliśmy: jak np. ZJAZD PISARZY ZIEM ODZYSKANYCH, SEJMIK KULTURY MORSKIEJ oraz FESTIWAL KRÓTKOMETRAŻOWYCH FILMÓW MORSKICH były dodatkowo wspierane finansowo przez województwo, ministerstwo kultury oraz resort gospodarki morskiej!

Niepoślednią rolę w tym spełniali osobiście Min. Gospodarki Morskiej – Jerzy Szopa i jego doradca – Jerzy Dośla! Również dyrektorzy Stoczni Szczecińskiej, PŻM i innych przedsiębiorstw gospodarki morskiej i rybołówstwa, działających na terenie województwa szczecińskiego.

Środki, którymi dysponowaliśmy, były także wzbogacane z nadwyżek budżetowych powiatowych rad narodowych, realizowane za pośrednictwem regionalnych (POWIATOWYCH) stowarzyszeń społeczno-kulturalnych!

Za rozliczenie tych „dotacji” (w tym czasie były to poważne kwoty) przed organami kontrolnymi (kontrole były liczne, łącznie z kontrolą NIK, a taką mieliśmy) odpowiadały dwie osoby – moja pani księgowa, p. Aniela Stopa i ja, jako dyrektor biura STK. Podobnie było w powiatach. Transparentnie i z wielką odpowiedzialnością! Nigdy nie stwierdzono ŻADNYCH nieprawidłowości finansowych ( uważam to za wielki sukces mojego skromnego biura i współpracujących z nami przedstawicieli towarzystw regionalnych i komitetów organizacyjnych festiwali!).

Dziękuję za to WSZYSTKIM, którzy nie szczędzili swego wolnego czasu i bez dodatkowego wynagrodzenia pracowali z POTRZEBY SERCA – autentycznie społecznie, służąc rozwojowi kultury na Ziemi Szczecińskiej.

Dziękuję p. Henrykowi Mące, oddanemu bez reszty kulturze morskiej dziennikarzowi i pisarzowi. Kazimierzowi Kozłowskiemu (który dla FAMY wybudował m.in. amfiteatr w Świnoujściu), Stanisławowi Skarbińskiemu (za plenery plastyczne m.in. w Barlinku), Jerzemu Pobosze i Szczepanowi Kopycińskiemu (za współpracę z ruchem kulturalnym ZSP i Sekcją Studenckiego Ruchu Regionalnego), Donaldowi Paszkiewiczowi (za filmowe lato w Ińsku i dyskusyjne kluby filmowe na terenie województwa i w Szczecinie), Hannie Skinder (za przewodniczenie sekcji współpracy z ZSP i wyższymi i uczelniami), Janowi Szyrockiemu (za rozwój chóralistyki w Szczecinie i współorganizację festiwali w Międzyzdrojach), Stanisławowi Rymarowi i Stanisławowi Pieklakowi, Barbarze Kalińskiej i Kazimierzowi Sztajnertowi (za rozwój czytelnictwa i rozwój bibliotek), Józefowi Matuszewskiemu (za festiwale i Dom Pracy Twórczej w Kamieniu Pomorskim), Erazmowi Kuźmie, który wraz z Jerzym Mazurczykiem i Piotrem Zielińskim, zaangażowali się w powstanie Kwartalnika STK „Vineta”), Antonowi Żalowi (za powołanie i kierowanie Towarzystwem Miłośników Ziemi Pyrzyckiej), Barbarze Tkaczyk (za kulturę na wsi!), Magdalenie Bartosiak za pokierowanie ruchem ognisk artystycznych w województwie. Mikołajowi Szczęsnemu za dbanie o rozwój i upowszechnianie muzyki w placówkach kulturalnych.

Dziękuję Henrykowi Lesińskiemu za nieustanne lansowanie idei powstania Uniwersytetu Szczecińskiego, Mariuszowi Czarnieckiemu i Jarosławowi Szymkiewiczowi za konkurs „Dzieje Szczecińskich Rodzin” w XX wieku, Józefowi Plucińskiemu za opracowywanie materiałów źródłowych do dziejów Pomorza Zachodniego i zainicjowanie powstania Domu Naukowca dla badaczy regionu w Płotach, Zbigniewowi Pawlickiemu i Jerzemu Pieńkowowi (za koncerty kameralne przy „świecach i kawie” na Zamku w Szczecinie, Stanisławowi Krzywickiemu (za wspaniały amfiteatr w Parku Kasprowicza), Mirosławowi Joachimiakowi i Kazimierzowi Radomskiemu za „Roczniki Kamieńskie”, Tadeuszowi Możejce (za stworzenie koncepcji Gminnych Domów Kultury, tzw. GOK-ów i współpracę WDK z zawodowymi instytucjami Szczecina, Zbigniewowi Turkiewiczowi (za kulturę w zakładach pracy), Wiesławowi Rogowskiemu, Ryszardowi Liskowackiemu i Gwidonowi Kamińskiemu (za inicjowanie licznych publikacji regionalnych i sprzyjanie powstaniu szczecińskiego czasopisma społeczno-kulturalnego „Spojrzenia”, Zbigniewowi Czaplińskiemu i Henrykowi Prawdzie za udostępnianie łamów (w kierowanych przez siebie gazetach codziennych) problematyce STK i w ogóle problematyce „kultury” regionalnej.

Dziękuję dyrektorom szkół muzycznych: Synowcowi, Huebnerowi i jego Małżonce oraz panu Zarzyckiemu za pomoc w inspirowaniu powstawania filii szkolnictwa muzycznego w miastach powiatowych w całym województwie, a pani Misiornej-Fitz za zdynamizowanie działalności Towarzystwa Rozwoju Ognisk Artystycznych, po której szefową TROA została, wspomniana już Magdalena Bartosiak, prezes chóru Politechniki Szczecińskiej.

Wśród wyróżnionych nazwisk muszę też odnotować Stanisława Badonia, który przed Stanisławem Krzywickim dyrektorował Bibliotece Wojewódzkiej w Szczecinie i wyprowadził ją na czoło polskich bibliotek publicznych; podobnie jak dyrektor Władysław Filipowiak rozbudował Muzeum Pomorza Zachodniego przy ul. Staromłyńskiej w Szczecinie, dając się jednocześnie przekonać Wiktorowi Fenrychowi, aby stworzyć oddział morski tegoż muzeum (w budynku Teatru Współczesnego na Wałach Chrobrego). W planach STK było też stworzenie samodzielnego muzeum miasta Szczecina i podobnych placówek (począwszy od Izb Pamięci) w miastach powiatowych.

Panu Badoniowi Szczecin zawdzięcza też pozyskane (w wyniku przejęcia miasta przez Polskę w r. 1945) poniemieckich zbiorów bibliotecznych, które nie poszły na przemiał, a stanowią dziś poważną część zbiorów biblioteki uniwersyteckiej.

Mógłbym tę LISTĘ wydłużać w nieskończoność; ważne, że NIKT, NIGDY NIE ODMÓWIŁ MI WSPÓŁPRACY dla dobra i rozwoju odzyskanego Pomorza Zachodniego, z czego zawsze byliśmy wszyscy dumni i pracowaliśmy NAPRAWDĘ z pełnym oddaniem! (I nie myślało się przy tym o Polsce, jako Ludowej), a w ogóle o POLSCE, takiej, jaka wówczas była.

STK miało nawet swoją stałą rubrykę w „Głosie Szczecińskim” pod nazwą „Kronika STK”. O poczynaniach STK relacjonował także często „Kurier Szczeciński” i tygodnik „7 głos Tygodnia”, przekształcony w tygodnik „Jantar”.

Długa jest też lista wydawnictw regionalnych zainicjowanych i wydanych przez STK i regionalne stowarzyszenia społeczno-kulturalne. Wymienię tylko niektóre z nich: Roczniki Kamieńskie, Zeszyty Pyrzyckie, Z dziejów Ziemi Chojeńskiej.

Ideą STK było, aby pod egidą powiatowego towarzystwa kultury, każdy powiat miał swoje własne publikacje, (NIE TYLKO „ROCZNIKI”) obejmujące historię regionu i jego współczesny rozwój, ale wydawał też powieści i poezję swoim pisarzom czy utwory powstające z organizowanych konkursów na „utwór literacki”, „wspomnienia rodzinne” i inne.

Nic nie brało się „z powietrza”, było odzwierciedleniem postulatów społecznych, szczególnie terenowych, zgłaszanych na sejmikach społecznego ruchu kulturalnego w miastach powiatowych i mniejszych, a nawet miejsko-gminnych, jak np. w Mieszkowicach, Międzyzdrojach, Wolinie, Cedyni czy w Płotach.

Uczestniczyłem wraz z członkami Prezydium i Rady STK w wielu takich spotkaniach i przenosiłem „te postulaty” natychmiast na grunt ogólnowojewódzki, po przyjęciu ich oczywiście „do realizacji” przez prezydium STK, które odbywało się w każdy poniedziałek o godz. 16:00 w siedzibie STK.

Chodziło mi o stworzenie programu, który był przedmiotem obrad III Sejmiku Miłośników Ziemi Szczecińskiej. Sejmik zaaprobował też wtedy, moją wcześniejszą nominację na sekretarza prezydium STK. Od tamtej pory byłem nie tylko dyrektorem Biura, ale już formalnie członkiem władz Stowarzyszenia, w randze sekretarza prezydium STK!

Bardzo ciekawą formę dyskusji w czasie mojej pracy w STK, wymyśliło Towarzystwo Miłośników Ziemi Kamieńskiej. Tzw. „okrągłe stoły” (a było to w latach siedemdziesiątych ub. wieku!). Ludzie różnych środowisk konfrontowali własne poglądy z opiniami uznawanych autorytetów danego zadnienia. Materiały tych spotkań były następnie drukowane w „Rocznikach Kamieńskich” oraz w „Przeglądzie Zachodniopomorskim”, a wnioski przekazywane władzom województwa.

Różna też była tematyka posiedzeń lokalnych stowarzyszeń społeczno-kulturalnych, od nauk związanych z badaniem historii regionu, poprzez zabytki kultury, do roli inteligencji w społecznym ruchu kulturalnym.

Próbowałem niezmiennie kojarzyć społeczny ruch kulturalny z profesjonalną kulturą i nauką, z zawodowymi placówkami kultury, zwłaszcza teatrami i środowiskiem twórczym pisarzy, artystów plastyków, zawodowym ruchem muzealnym, jaki i ze szczecińskim środowiskiem kompozytorskim i muzycznym oraz wyższymi uczelniami Szczecina.

Oczkiem uwagi była też – współpraca domów kultury, bibliotek i muzeów ze społecznym ruchem regionalnym! Ona stanowiła bazę dla działalności tego ruchu. Także amatorskiego ruchu artystycznego w województwie, nad którym opiekę sprawowali profesjonaliści, za pośrednictwem Wojewódzkiego i Powiatowych Domów Kultury.

DOBRE słowo chciałbym w tym miejscu napisać o Marianie Łempickim – prezesie STK. Był naprawdę szczerze oddanym – jako WOJEWODA – rozwojowi regionalnej (a jednocześnie OGÓLNOPOLSKIEJ – jak zawsze podkreślał) kulturze.

Dzięki Niemu STK miało niezbędne środki finansowe, gdyż za dotacje, które jako wojewoda, nam z tzw. nadwyżki budżetowej zapewniał, można było REALIZOWAĆ niemal wszystkie inicjatywy podejmowane w kręgach działaczy społecznych.

Za JEGO przykładem szli też starostowie powiatów i burmistrzowie miast, a nawet wójtowie w gminach.

Panie Wojewodo, (Szefie, jak się do niego zwracałem) WIELKIE ZA TO DZIĘKI!

Pan Marian Łempicki (byłem tego wielokrotnie świadkiem), nie bał się decyzji wspierania STK w jego działaniach. A pełna odbudowa Zamku Szczecińskiego i działalność STK były Jego najważniejszymi celami! (Był też wielkim fanem rozwoju portu, stoczni, rybołówstwa morskiego, nawet …stoczni jachtowej i …piłkarskiej Pogoni Szczecin)!

Wspomógł mnie także osobiście w zdobyciu paszportu, na odwiedziny matki, gdy ciężko zachorowała w r.1970.

Wojewoda Łempicki był w ogóle kochanym, ciepłym Człowiekiem, Lwowianinem z urodzenia, Kimś, kto „w drodze” do Szczecina przeszedł doświadczenia repatrianta. Miał przyjazny – co pragnę podkreślić – stosunek do tego, co „poniemieckie”, tworząc jednocześnie na Ziemi Szczecińskiej NOWĄ POLSKĘ z pełnym oddaniem i przekonaniem!

 W Szczecinie w ogóle było trzech braci Łempickich, oprócz Mariana był Jerzy (profesor budownictwa lądowego i konstruktor na Politechnice Szczecińskiej) oraz Eugeniusz, który jako dr farmacji kierował Szczecińskim Zarządem Aptek (poznałem Go, ponieważ w swojej firmie znalazł zatrudnienie dla mojego śp. Ojca). W aptece dostała też pracę – po śmierci ojca – moja matka, nim wyjechała do RFN.

Cała „trójka” Łempickich była wcześniej (co też pragnę podkreślić) moimi – bardzo dobrymi – klientami w „Klubowej” i członkami Szczecińskiego Klubu Bibliofilów.

Śmieję się też do dzisiaj ze swego ówczesnego Szefa, gdyż poprosił mnie kiedyś, abym na posiedzenie Rady STK, napisał mu „małe” zagajenie; ale żeby się nie zorientowano, „że je czyta” napisałem mu na małym ruloniku, który rozwijał w dłoni w trakcie „przemawiania”. I zdarzyło się, że przeczytał je …aż trzykrotnie! Gdy doszedł do pewnego miejsca, wtrącił swoją jakąś śmieszną anegdotkę, a „rulonik” w międzyczasie zwinął mu się w rękach, więc zaczął „czytanie” od początku… A potem jeszcze raz…

„Szef”, nie odmówił mi nigdy czasu na rozmowę. Bardzo sobie to ceniłem! Słynne stało się Jego powiedzenie na pewnym spotkaniu z literatami, na którym powiedział:, ŻE JAK Z NIE KAŻDEGO PODANIA PADA GOL, tak z nie każdego pisania powstaje DOBRA KSIĄŻKA…

Współgospodarzem festiwali w Międzyzdrojach był m.in niezapomniany i NIEZASTĄPIONY założyciel Chóru Politechniki Szczecińskiej JAN SZYROCKI! Jako twórca Chóru Politechniki Szczecińskiej i później także „Słowików Szczecińskich” rozsławił ON Szczecin (i Polskę) w wielu krajach Europy i świata, rozśpiewał Szczecin, województwo i w dużej mierze Polskę. Naszym wspólnym marzeniem było m.in. aby koncerty chóralne w Międzyzdrojach (zawsze wielce udane), także organowe w Kamieniu Pomorskim powtarzane były następnego dnia w Sali Bogusława na Zamku!

Nie wiem, czy jestem w stanie w tym odcinku choć w części wymienić (a co dopiero opisać) wszystkie działania, które bez STK być może nigdy by nie powstały!

Ludzie będący zwolennikami tego ruchu przychodzili do nas z fantastycznymi pomysłami, które przechodziły w stadium realizacji!

Chcieliśmy tym samym WSZEM I WOBEC w kraju zwrócić uwagę, że Szczecin nie leży GDZIEŚ na końcu Polski, ale w Szczecinie się POLSKA – zaczyna!

Jeszcze o jednej ważnej inicjatywie na zakończenie tego odcinka chcę napisać: o wyjątkowo owocnej współpracy STK ze środowiskiem plastycznym. Które m.in. zaowocowało organizacją Ogólnopolskiego Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego w Szczecinie!

Bezpośrednia inicjatywa tego gigantycznego i WAŻNEGO przedsięwzięcia wyszła ze strony ZPAP (oddziału szczecińskiego Związku Polskich Artystów Plastyków), m.in. Z. Szumana i J. Brzozowskiego. Impreza o charakterze konkursowym odbywała się w okresie letnim w salach Zamku Szczecińskiego (będącego jednocześnie siedzibą regionalnego Biura Wystaw Artystycznych – BWA), co dwa lata, na przemian z Prezentacją Malarzy Krajów Socjalistycznych. O randze tego festiwalu, niech świadczy, że jego Grand Prix przyznano m.in. Alfredowi Lenicy, Eugeniuszowi Geppertowi, Józefowi Halasowi, Wiesławowi Garbolińskiemu i Andrzejowi Fogttowi.

Jedną z inicjatyw tego środowiska były też Plenery Bałtyckie, które uzyskały nasze wsparcie. Tak więc bywał w Szczecinie czas, kiedy stawał się „stolicą” współczesnego malarstwa polskiego! Wspomnę przy okazji jeszcze jednego wspaniałego artystę, który współkształtował wówczas moje myślenie o współczesnej sztuce, nazywał się ŁUKASZ NIEWISIEWICZ-LUNIE’. U niego w mieszkaniu-pracowni (przy ulicy Wojska Polskiego 44/4) poznałem znakomitego poetę (który chciał się przenieść do Szczecina, względnie Świnoujścia) Stefana Flukowskiego i Stanisława Marię Salińskiego.

Miałem w życiu w ogóle SZCZĘŚCIE do poznawania wielu WSPANIAŁYCH TWÓRCÓW, ludzi kultury i sztuki. Każdy z nich zostawił we mnie kawałek siebie.

DZIĘKUJĘ IM ZA TO. Po wielokroć! Nawet w klasie, do której chodziłem w liceum, pojawił się niebywały talent, z czasem działacz STK – JERZY KOŁACZ!

Moimi idolami byli też m.in. ze środowiska artystów plastyków: Guido Reck, Janina Kosińska, Jan Radkowski, Henryk Naruszewicz, Marian Nyczka, Kazimierz Cykowski, Ryszard Kiełtyka, Stanisław Biżek, Edmund Witkowski, Henryk Boehlke, Tadeusz Eysymont, Arkady Kondratski, Jan Kostkowski, Sławomir Lewiński, rzeźbiarz, a wśród art., fotografików: Krystyna Łyczywek i Stefan Cieślak, poetka Helena Raszka, i poeta Józef Bursewicz, historyk Pomorza Zachodniego Wojciech Myślenicki, ks. Roman Kostynowicz, kusztosz katedry w Kamieniu Pomorskim; rektor PAM Adam Krechowiecki, Józef Wiłkomirski, dyr. filharmonii, wydawca Leon Królak, dyrygenci i kompozytorzy Edmund Borowski, Ryszard Handke, Tadeusz Klimowski; reżyserzy: Tadeusz Bursztynowicz i Janusz Marzec; aktorzy m.in. Ewa Kołogórska, Wacław Ulewicz, Andrzej Kopyciński, archiwista Bogdan Frankiewicz, germanista Karol Koczy, arch. wnętrz Stanisław Jeziorański, muzyk Eugeniusz Kus.

Niespożytym działaczem był m.in. Stefan Marczyk, dyr. (po Józefie Wiłkomirskim) Filharmonii Szczecińskiej, jak i pisarze m.in. Franiszek Gil, Gwidon Kamiński, Stanisław Telega, Ryszard Liskowacki, Zbigniew Kosiorowski, Jan Papuga, Jerzy Pachlowski, Jerzy Grygolunas, Erazm Kuźma, Janusz Krzymiński, Adolf Momot; dziennikarze Alina Głowacka – Mąkoszowa, Stefan Janusiewicz, Henryk Mąka, Danuta Kret, Mariusz Czarniecki, architekt Stanisław Latour, mec. Roman Łyczywek, inicjator i szef Szczecińskiego Klubu Bibliofilów, którego „prawą ręką” był sędzia Zenon Zaniewicki.

Bez nich wszystkich (a było jeszcze wielu innych) NIE BYŁOBY STK!

Ciąg dalszy nastąpi

Tytuł kolejnego odcinka: „Jeszcze o STK i przejście do Wydziału Kultury PWRN”

Poprzedni artykułJózef Korol – podporucznik rezerwy organizatorem i komendantem Okręgu Śląskiego ZWZ
Następny artykuł„Pogranicze” zamiast „Przez granice”. Rozmowa z jego redaktorem Bogdanem Twardochlebem
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

4 KOMENTARZE

  1. A niektórzy twierdzą, że przed 1989 rokiem było kondominium i ruina! W tamtych czasach „zaliczyłem” 3 FAMY w Świnoujściu i nikt mi tego nie odbierze, co przeżyłem. Dzięki takim stowarzyszeniom jak STK i studenckiej organizacji ZSP. Trzeba o tym pisać, bo to jest dorobek kultury (teraz się mówi: dziedzictwo) i historia Polski. Brawo Autor!

  2. Z zainteresowaniem przeczytałem o ludziach, których znałem; wpadłem w ten STK-owski Świat i odmłodniałem – bardzo Ci dziękuję za tak świetne dokumentowanie tamtych wydarzeń, inicjatyw które ożywiałeś pasją i swoimi kompetencjami. Czekam też na kolejne odcinki PONAD CYKLISTYCZNE; wena Ci dopisuje i w recenzjach poezji i w rozmowach, jak w tej z Twardochlebem. Gratuluję.

  3. Szanowny Karolu nie tylko Szczecin, ale wiele miast na tzw. Ziemiach Odzyskanych, ale nie tylko, odbudowywano ze zniszczeń wojennych. Niestety, ale nie miały tego szczęścia i nie posiadały tej klasy działacza kulturalnego, jakim byłeś Ty Szanowny Karolu. Najczęściej funkcję te pełnili ludzie z nadania partyjnego, nie przygotowani do tej pracy i bez wykształcenia. W 1966 r. byłeś już znanym inicjatorem wielu przedsięwzięć kulturalnych w Szczecinie, zwłaszcza w Księgarni Klubowej. Władze tego miasta nie tylko doceniły tę działalność, ale słusznie doszły do przekonania, że rozwiniesz swoje umiejętności i inwencję twórczą [„skrzydła”] na nowym stanowisku, czyli dyrektora Biura Szczecińskiego Towarzystwa Kultury i jednocześnie sekretarza prezydium (zarządu Stowarzyszenia). Twoje osiągnięcia w rozwoju życia kulturalnego ZIEMI SZCZECIŃSKIEJ stanowią trwały wkład w rozwój kultury ogólnopolskiej. Na uwadze mam tutaj chociażby utworzone przez Ciebie Szanowny Karolu społeczne komitety organizacyjne festiwali, jak: FAMA w Świnoujściu, Muzyki Organowej w Kamieniu Pomorskim, Chórów w Międzyzdrojach, Małych Form Teatralnych, Festiwalu Współczesnego Malarstwa Polskiego, Prezentacji Malarzy Krajów Socjalistycznych w Szczecinie oraz Krótkometrażowych Filmów Morskich w Szczecinie i Świnoujściu. ZIEMIA SZCZECIŃSKA stała się inspiratorem działań kulturalnych w skali kraju. Jednym słowem właściwy CZŁOWIEK NA WŁAŚCIWYM MIEJSCU

  4. Ten odcinek jest opowieścią o Ogrodniku, który dostrzega potencjał w zwiędniętych, niechcianych, nierokujących sadzonkach. Pod wpływem Jego ręki, rozmów, które z nimi toczy, nabiorą większego wigoru niż te pierwotnie dorodniejsze, zadziwią ilością i smakiem owoców.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here