Od nauczyciela kontraktowanego do profesora Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Autobiografia Karola Czejarka, cz. 16

2

Któregoś dnia zapytała mnie żona, (która wspaniale redaguje wszystkie moje teksty, za co Jej jestem bardzo wdzięczny), ile jeszcze będzie odcinków? Nie wiem Dziadziczku (jak Ją nazywam), odpowiedziałem.

Na razie, po „opisaniu” swoich działań na rzecz KULTURY, pozostaje mi do opisywania moja działalność dydaktyczna; pisałem już o swojej pracy w szkołach średnich, stąd obecny odcinek poświęcam swej pracy w Instytucie Lingwistyki Stosowanej oraz Kolegium Języka Niemieckiego UW i w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Następny będzie o utworzonym przy AH w Pułtusku, Międzywydziałowym Centrum Badań Niemcoznawczych.

Koniecznie chciałbym też utrwalić w autobiografii swoją działalność publicystyczną i ukazać „drogę” moich przekładów, w tym przede wszystkim – Hansa Hellmuta Kirsta.

Do „opisania” pozostają mi jeszcze moje doświadczenia, jako tłumacza przysięgłego i działalność naukowo – badawcza, nade wszystko publicystyczno-recenzencka, jak i to, co mi się w życiu nie udało, więc naprawdę nie wiem ile jeszcze będzie odcinków?

To, że w ogóle piszę swoja autobiografię powstało się z inspiracji red. nacz. „Przeglądu Dziennikarskiego” dr. Pawła Rogalińskiego, który namówił mnie, do spisania swych „dziejów” i cieszę się, że go posłuchałem.

Największym wydarzeniem „na drodze” mojego „zadomowienia się” w pracy nauczyciela akademickiego, było otrzymanie z rąk (zmarłego w r. 2021) Rektora AH, prof. dr hab. Adama Koseskiego, powołania (z dniem 30 września 2011 roku) na stanowisko profesora nadzwyczajnego pułtuskiej Alma Mater”.

Do dziś jestem dumny z tej nominacji, choć droga do niej trwała ponad 20 lat! I okupiona została bardzo dużym wysiłkiem! Wiodła bowiem przez pracę w warszawskich szkołach średnich, a potem jako wykładowcy w Nauczycielskim Kolegium Języka Niemieckiego Uniwersytetu Warszawskiego, skąd „awansowałem” do Instytutu Lingwistyki Stosowanej UW. Równolegle zaowocowało to zatrudnieniem mnie się w Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Na tamtejszym Wydziale Pedagogicznym powstawała w tamtym okresie specjalizacja w zakresie: Dydaktyki Języków Obcych, do której organizacji działalności mnie doproszono.

W Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW (jak i Nauczycielskim Kolegium Języka Niemieckiego), najpierw pracowałem – i to przez kilka lat – na umowie zleceniu, potem jako wykładowca i st. wykładowca (dalej na umowie „śmieciowej”), aż po kilku latach uzyskałem etat adiunkta oraz zostałem wybrany (i powołany) na po. Kierownika Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego tegoż Instytutu. Ale po kolei:

Pracując już – po zwolnieniu mnie z MKiS – w liceach im. Goethego, św. Augustyna i im. Stefana Kisielewskiego, (przez jakiś czas także w prywatnej Szkole Podstawowej i Liceum przy ul. Hawajskiej), udałem się pewnego dnia do prof. Jana Czochralskiego (autora m.in. znakomitej „Gramatyki j. niemieckiego dla Polaków”) z pytaniem, czy nie znajdzie dla mnie pracy w kierowanym przez siebie wówczas Instytucie Germanistyki UW?

Nie znalazł, ale skierował mnie do pani prof. Elżbiety Zawadzkiej (obecnie Zawadzkiej-Bartnik) – dyrektor powstającego wtedy z Inicjatywy IG – Kolegium Nauczycielskiego Języka Niemieckiego UW.(Przy okazji podkreślę, że koncepcja utworzenia „kolegiów nauczycielskich”, których w Polsce powstało kilka – była pomysłem Pani Profesor!).

Po sprawdzeniu moich umiejętności językowych i zapoznaniu się z moim ówczesnym dorobkiem piśmienniczym – przyjęła mnie do pracy!

I tak rozpoczęła się moja „kariera” pracownika naukowo-dydaktycznego na UW i w AH. (Choć przed laty w Szczecinie pracowałem już i w Studium Nauczycielskim, i w Akademii Handlowej jako lektor j. niemieckiego, a zaraz po studiach – w szkole podstawowej na Golęcinie – jednej z peryferyjnych dzielnic Szczecina – odbywałem praktykę nauczycielską).

Tym razem moją praca na UW i AH trwała nieprzerwanie od lat dziewięćdziesiątych do roku akademickiego 2016/17 roku, po którym zdecydowałem się przejść na (jak się mówi) „zasłużoną emeryturę”.

Uczestniczyłem oczywiście nadal w wielu konferencjach naukowych, a przede wszystkim w pracach polsko-niemieckiej sekcji Stowarzyszenia ost-west-forum Gut Goedelitz oraz corocznej międzynarodowej konferencji nt. Ochrony praw człowieka, zainicjowanej przez prof. Jerzego Jaskiernię, obecnego dziekana Wydziału Prawa, Ekonomii i Administracji Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Pani profesor Zawadzkiej do dziś wdzięczny jestem za ówczesne „podanie mi ręki”, dzięki czemu znalazłem się w „stanie osobowym” pracowników naukowo-dydaktycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Dziś to „Kolegium” znajduje się w przystosowanym do tego, pięknym budynku (przy ulicy Niepodległości w Warszawie), ale wtedy, gdy zaczynałem w nim pracę, trzeba było jeszcze (nawet fizycznie) pomagać w jego organizacji: zdobywać meble, dowozić krzesła, organizować niezbędny sprzęt audiowizualny do prowadzenia zajęć. Intensywnie też poszukiwaliśmy wtedy książek do powstającej biblioteki naukowo-dydaktycznej Kolegium, skutecznie organizowanej – jak pamiętam – niebywale fachowo przez panią Teresę Warnawin.

Pani Profesor Zawadzka (profesor zw. i doktor habilitowany!) zaimponowała wtedy nie tylko mnie, ale wszystkim współpracownikom sprawnym kierowaniem tą niezwykle potrzebną instytucją, przede wszystkim w jej merytorycznym ukształtowaniu, jak i doborze wielu cennych współpracowników, w tym także osób z zagranicy, przede wszystkim z Niemiec.

I za to składam Jej niski pokłon, podziękowanie i uznanie! Także za Jej osobisty, znaczący dorobek naukowy (łatwy do znalezienia w Internecie), a przede wszystkim za wykorzystanie go w prowadzonym przez siebie Kolegium. W krótkim czasie udało się Jej nawiązanie współpracy z podobnymi Instytutami zagranicznymi, przede wszystkim niemieckiego obszaru językowego.

Dla mnie osobiście Kolegium było ogromnym „poligonem” doświadczeń, miejscem rzeczywistego „naukowego” wdrożenia się do zawodu wykładowcy uniwersyteckiego, a nade wszystko zdobycia doświadczeń w prowadzeniu zajęć ze studentami, nie tylko stacjonarnymi, ale i studiów zaocznych oraz podyplomowych. Często także z osobami pracującymi już w zawodzie nauczycielskim lub tłumacza.

Dzięki pani Profesor miałem też możliwość uzupełnienie swojej wiedzy dydaktyczno-pedagogicznej (także językowej) w słynnym ośrodku doskonalenia wiedzy pedagogicznej w Sonnenbergu w Niemczech (Sonnenberg International Centre – Internationaler Arbeitskreis Sonnenberg). W którym w roku 1991 rozszerzałem swą wiedzę dydaktyczną oraz znajomości kulturoznawczej niemieckiego obszaru językowego.

Miałem też wtedy możliwość praktykowania w Gimnazjum im. J.W. Goethego w Hildesheim oraz zapoznania się z systemem kształcenia nauczycieli (i to w kilku Landach) w środkowych Niemczech. I przyznam, że bardzo mi się ta wiedza przydała, szczególnie wtedy, gdy pracowałem na Wydziale Pedagogicznym Akademii Humanistycznej w Pułtusku (na którym osoby posiadające już licencjat, po studiach I stopnia, np. w Kolegiach Językowych, mogli zdobywać tytuły magisterskie!). Co było bardzo ważne, nie tylko dla ich dalszej kariery zawodowej, ale i nauczania języka niemieckiego w Polsce! (Które niestety dzisiaj jest w regresie).

W Kolegium prowadziłem przede wszystkim zajęcia praktyczne z j. niemieckiego, m.in. z fonetyki i gramatyki, a w końcowej fazie swej pracy – z „literatury” niemieckiego obszaru językowego.

Przy czym chciałbym podkreślić, iż nic GOTOWEGO nie spadło mi „z nieba”, a wszystko, za co potem m.in. przyznano mi tytuł profesora nadzwyczajnego AH, a wcześniej zatrudniono na stanowisku adiunkta w Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW trzeba było „naukowo” zdobyć i CIĘŻKĄ PRACĄ, nieustannie samemu ucząc się i wdrożyć „w życie” w pracy ze studentami.

Ale spodobała mi się ta praca „ciągłego samodoskonalenia w zawodzie germanisty”, polegająca na nieustannym pogłębianiu własnej znajomości językowej i jej praktycznego nauczania – opartego na podstawach naukowej dydaktyki i wiedzy literaturo i kulturoznawczej.

Zadowolenie sprawiało mi też nieustanne przebywanie na co dzień z wybitnymi znawcami przedmiotu, profesorami literatury, kultury, historii, gramatyki i innych przedmiotów niezbędnych dla wiedzy przyszłych nauczycieli – magistrów „do nauczania niemieckiego”. Nie tylko niemieckiego, ale i angielskiego, rosyjskiego, francuskiego czy hiszpańskiego, jak wtedy, gdy rozpoczynałem pracę w ILS.

Z ILS i z DJO w Pułtusku, ale i z Kolegiów Językowych, wyszło bowiem bardzo wiele absolwentów pracujących dzisiaj, nie tylko jako nauczyciele, ale i w dyplomacji, na placówkach handlowych, będących dzisiaj „ambasadorami” Polski we współpracy gospodarczej, politycznej i „kulturoznawczej” i to nie tylko z Niemcami, a także innymi krajami, i to nie tylko UE, ale wszystkimi, z którymi we współpracy bardzo ważna jest dobra znajomość języków obcych!

Dlatego, m.in. w ILS, każdy student wybiera sobie i doskonali się w co najmniej 2 językach (może i w więcej); a w Pułtusku początkowo nawet prace magisterskie były pisane i bronione w wybranym języku. (Szkoda, że potem zaniechano tej koncepcji. Nie udało mi się też powiązać obrony prac magisterskich z perfekcyjną znajomością przynajmniej jednego, a najchętniej dwóch języków obcych!). Ale i tak ZAWSZE będę chwalił PUŁTUSK za niezwykłe dokonania w kształceniu młodzieży Mazowsza, ale nie tylko, przede wszystkim pochodzącej z środowisk małych miast i gmin.

W nauczaniu studentów ILS, którzy jako pierwszy lub drugi język obcy, mieli w swojej specjalizacji tłumaczeniowej lub kulturoznawczej „niemiecki” nieustannie uczulałem ich na współpracę z Niemcami, opartą na wzajemnym partnerstwie i obustronnych korzyściach, pozwalającą „złagodzić” tragiczną polsko-niemiecką przeszłość. (Bo zapomnieć przeszłości się nie da!).

W każdym razie ZAWSZE dbałem o to, aby przekazywać wiedzę językową, literaturo i kulturoznawczą w kontekście historycznym, aby przebaczając Niemcom przeszłość, nasi studenci (przyszli absolwenci) popierali współpracę z każdym krajem na zasadach PEŁNEGO PARTNERSTWA i wzajemnych korzyści – zarówno obecnie, jak i w przyszłości! Aby już nigdy to, co było ZŁE we wzajemnych stosunkach polsko-niemieckich w przeszłości – już NGDY NIE SIĘ POWTÓRZYŁO!

Wdzięczny jestem obu dyrekcjom, zarówno ILS, jak i DJO w Pułtusku, za powierzenie mi m.in. wykładu monograficznego nt. globalizacji i UE. Przychodziło na nie zwykle bardzo dużo studentów, pragnących ze mną podyskutować na aktualne tematy związane z problematyką zajęć. Nigdy zresztą niczego nie podawałem „do wierzenia”, a do PRZEMYŚLENIA. Wiedza bowiem bogaci życie każdego człowieka, zwłaszcza, gdy można ją wykorzystać dla własnego dobra, swej rodziny, regionu, kraju będącego naszą Ojczyzną!

Czyniłem to także w stosunku do członków kierowanego przez siebie Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w ILS, w którym przez kilka lat, będąc adiunktem – pełniłem z wyboru koleżanek i kolegów i z poparciem dyrekcji Instytutu funkcję po. kierownika (za czasów m.in. dyrekcji pani prof. Duszak i profesora Kopczyńskiego), a także jako wicedyrektorów – prof. prof.: Hejwowskiego, Namowicza i Lukszyna).

„Po.” byłem dlatego, iż nie miałem habilitacji. A mimo tego wspierali mnie w dziele – powołania i rozwoju „mojego” Zakładu – także jego bezpośredni inicjator, prof. Jan Koźbiał, który niestety niedługo potem odszedł z ILS, tworząc własną Katedrę Studiów Interkulturowych Europy Środkowo-Wschodniej UW, której został dyrektorem; podobnie jak prof. Lukszyn – dyrektorem Katedry Języków Specjalistycznych UW.

Wsparcie – pracując w ILS i w Pułtusku – otrzymywałem też m.in. ze strony, niestety nieżyjącego już – prof. Jana Lewandowskiego – polonisty, który wykładając w ILS, uważał znajomość gramatyki i stylistyki polskiej, za bardzo ważną dla studentów studiujących języki obce (szczególnie w odniesieniu do tłumaczy). I miał rację!

W moim przejściu z Kolegium Nauczycielskiego do ILS wydatnie pomógł mi prof. Hubert Orłowski, b. szef Germanistyki UAM w Poznaniu, członek PAN, który polecił mnie prof. Tadeuszowi Namowiczowi, który był wtedy 1. z-cą dyrektora ILS UW. Dyrektorem naczelnym ILS był wówczas, jeden z najsłynniejszych polskich współczesnych germanistów – o międzynarodowej sławie – twórca ILS (!) – prof. dr hab. Franciszek Grucza, późniejszy przewodniczący Stowarzyszenia Germanistów Polskich. Zaakceptował On moje zatrudnienie w ILS!

Po Panu profesorze Namowiczu (po Jego niespodziewanej śmierci) – po kilku latach zajmowania się głównie zajęciami z przekładu pisemnego – przejąłem wykład z literatury i kultury niemieckiej.

Spełniła się w ten sposób przepowiednia mego niedoścignionego promotora pracy magisterskiej prof. Jana Chodery, który często mówił do mnie: „Panie Czejarek, jeszcze mnie pan kiedyś zastąpi w wykładzie literatury niemieckiego obszaru językowego w kontekście jej styku z literaturą słowiańską, a przede wszystkim polską!”.

Taki też miałem cel, podejmując się prowadzenia zajęć po prof. Namowiczu, (który prowadził je w duchu, wykreowanym przez prof. Choderę, kontynuowanym w Poznaniu przez prof. Huberta Orłowskiego, we Wrocławiu przez prof. Norberta Honszę oraz profesorów Karola Koczego i Jana Watraka w Szczecinie. Ten ostatni, wkrótce potem namówił mnie do podjęcia się przeze mnie (a był promotorem mojej pracy doktorskiej) do napisania rozprawy habilitacyjnej. Pozytywne opinie o niej wydali mi m.in. profesorowie Namowicz i Honsza, dopingując do otwarcia przewodu habilitacyjnego. Prof. Namowicz w trakcie jej pisania zmarł, zaś prof. Honsza do końca jej powstawania, wspierał aktywnie moje starania o formalne otwarcie przewodu, m.in. na Uniwersytecie Wrocławskim. (Za co Mu dziś – z odległości lat, mimo iż nie doszło do otwarcia przewodu – bardzo dziękuję).

Tematem mojej pracy była – ogólnie mówiąc – „antynazistowska i antywojenna twórczość” – Hansa Hellmuta Kirsta. Moja książka oparta na jej tekście, ukazała się w 2002 r. we wrocławskim Wydawnictwie „ATUT”.

O to, że nigdy nie doszło do przeprowadzenia mego przewodu habilitacyjnego, mam żal do swego byłego szefa – prof. Franciszka Gruczy, który mi w tym – choć do dziś nie wiem dlaczego – przeszkodził! A na moją interwencję u ówczesnego dziekana Wydziału prof. Władysława Figarskiego, ten oświadczył mi, że „Nie ma w Polsce recenzenta, który mógłby Pański wywód ocenić”?!` Nie ukrywam ogromnego rozczarowania, jakiego w tamtym czasie doznałem. Myślałem – powiem wprost, że coś takiego (NIEDOPUSZCZENIE DO PRZEWODU, BEZ OFICJALNEJ OCENY PRACY) nie może się zdarzyć na Uniwersytecie, a jednak!!!

Odpłaciłem tamtą „przygodę” udarem, z którego na szczęście wydostałem się (pozostając za to wdzięcznym pani dr Ałła Graban i panu doktorowi Tadeuszowi Mendlowi z Instytutu Neurologii w Warszawie. A moje serce „na nowo” wzmocnił ablacją i rozrusznikiem, m.in. p. dr Jacek Kuśnierz, pracujący wówczas w Centralnym Szpitalu MSW przy ul. Wołoskiej w Warszawie.

Dodam, że w okresie starania się o otwarcie przewodu habilitacyjnego i prowadzenie analizy badań twórczości H.H. Kirsta, powstały też inne w tamtym czasie moje „dokonania” (o charakterze naukowym), jak wydanie: gramatyki niemieckiej pt. „Gramatyka niemiecka dla ciebie” (w wydawnictwie „WAGROS”), ale przede wszystkim książki o twórczości Kirsta pt. „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”. I jeszcze wiele innych „drobniejszych” pozycji.

Gdy pracowałem już w Pułtusku, ukazały się dwa tomy biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, które zostały wydane przez Wydawnictwo Akademii Humanistycznej w Pułtusku (we współpracy z innymi redaktorami naukowymi, przede wszystkim prof. Tomaszem Pszczółkowskim oraz prof. Anną Warakomską, dr. Krzysztofem Garczewskim i panem Axelem Schmidtem, przewodniczącym stowarzyszenia „Ost-west-forum Gut Goedelitz”.

Akademia Humanistyczna wydała też moją (i prof. Tomasza Pszczółkowskiego) książkę „Polska między Niemcami a Rosją” dokumentującą (i komentującą) dwa seminaria naukowe, które na ten temat odbyły się w Gödelitz (Niemcy) oraz w Pułtusku.

W wyniku pewnego konfliktu w ILS – powstała na Wydziale Lingwistyki Stosowanej UW nowa Katedra„Języków Specjalistycznych”. Nie znam podłoża powstania tego konfliktu.

Mimo propozycji przejścia do nowej Katedry, pozostałem w ILS i do dziś swej decyzji w tej sprawie nie żałuję, popierając jednocześnie (wówczas jako członek Rady Wydziału) powstanie nowej, ważnej i potrzebnej Katedry, przy jednoczesnym zapewnieniu dalszej egzystencji ILS-owi. Traktowałem swoje podejście do tego zagadnienia, jako zwiększenie palety możliwości zdobywania kwalifikacji zawodu tłumacza języków obcych w naszym kraju.

Pani prof. Duszak (której jako pracownik pozostałem wierny) nie ma już dziś na naszym świecie, a z prof. Gruczą od tamtej pory więcej się nie spotkałem. (Takie jest „życie”, i dziś po latach, nie żywię już do niego urazu. Było – minęło, tym bardziej, iż pozostanie on „po wsze czasy” wybitnym uczonym w zakresie germanistyki, translatoryki i badań porównawczych w zakresie kulturoznawstwa).

W sumie jednak DOBRZE, a nawet bardzo dobrze wspominam okres swojej pracy w ILS! Szczególnie możliwości zawarcia znajomości merytorycznych kontaktów z wieloma wybitnymi znawcami przedmiotu, z których skwapliwie skorzystałem. Zawarte w tamtym okresie przyjaźnie trwają do dziś!

Nigdy też nie zapomnę korzystnej dla mnie współpracy z wieloma pracownikami ILS, m.in: z Markiem Nideckim, Włodzimierzem Korczem, Januszem Sikorskim, Dieterem Fladerem (z Berlina), prof. Krzeszowskim, Stefenem Moellerem, p. Magdą Olpińską, Hansem Jorgiem Schwenkiem, p. Katrzyną Malesą i wieloma, wieloma innymi.

Pracując w ILS, zaprzyjaźniłem się, współpracując z wieloma pracownikami Instytutu Germanistyki, przede wszystkim z prof. Tomaszem Pszczółkowskim, prof. Anną Warakomska, panem Hubertem Hajdukiem i świetnym znawcą gramatyki – Romualdem Chilmończykiem. Zaprzyjaźniłem się też, współpracując z redakcją redagowanego przez Instytut znakomitym pismem „Studia Niemcoznawcze” pod redakcją p. prof. Kolago i panią prof. Katarzyną Grzywką.

Wiele w moje życie „naukowe” wniósł też w tamtym okresie Karol Koczy, inicjator i 1. dyrektor Instytutu Germanistyki w Szczecinie oraz jego następcy: Jan Watrak (promotor mojej pracy doktorskiej) oraz prof. Ryszard Lipczuk.

W Pułtusku wiele zawdzięczam m.in. p. Barbarze Kiela, JM prof. Koseskiemu i jego zastępcy prof. Dygo, a zwłaszcza swoim dziekanom na Wydziale Pedagogicznym pani prof. Karney i pani prof. Bartnickiej!

Nie zapomnę współpracy z prof., prof.: Schrammem, Światłowskim, Grażyną Szewczyk, a nade wszystko z Norbertem Honszą. (Norbercie szanowny, nie udało Ci się mi pomóc z habilitacją; zapamiętam jednak Twoje osobiste w nią zaangażowanie. Dziękuję Ci!). Za to zostaną Twoje wspaniałe ksiązki poświęcone historii literatury niemieckiego obszaru językowego i pismo, które stworzyłeś, a nazywało się „Zbliżenia. Polska Niemcy”!).

Wszystkie przyjaźnie „naukowe” przeze mnie tutaj wspomniane były „męskie”, wymagały znawstwa przedmiotu, ciągłego doskonalenia swej wiedzy; nasze rozmowy ZAWSZE miały merytoryczny charakter i było to w tych spotkaniach NAJCENNIEJSZE!

Ciąg dalszy nastąpi i będzie miał tytuł

„Jeszcze o Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW oraz Akademii Humanistycznej w Pułtusku”

(gdyż nie udało mi się napisać w tym odcinku tego, co zamierzałem, a była to dla mnie praca o WIELKIM ZNACZENIU)

Poprzedni artykuł„Most Ikara” – Paweł Nowak (recenzja)
Następny artykułPodatek od nieruchomości – kogo dotyczy?
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

2 KOMENTARZE

  1. W Stanach większość osób w wieku „produkcyjnym”, średnio co 5 lat, zmienia nie tylko pracę, lecz również miejsce zamieszkania, doskonaląc rozwój własny i kraju.
    U nas rzadkość, wyjątki są, bo większość nie lubi podejmować nowych wyzwań, preferuje się bezpieczne ciepełko stabilizacji.
    Szczególnym miejscem jest areopag nauki. Tam lądują znakomitości. Twierdza nie jest hermetyczna, ma specjalne przejścia. Czasem odkrywają je osoby z długą listą zagranicznych stażów i skromnym dorobkiem, habilitacje zawierają teksty zaczerpnięte z podręczników dla studentów lub ich prac magisterskich. Nie wiadomo czy z tego właśnie grona wywodził się utytułowany recenzent, który negatywnie zaopiniował pierwszy artykuł młodego adepta nauki. Jakież było zdziwienie pana magistra kiedy po kilku miesiącach przeczytał swój artykuł z niewielkimi zmianami, opublikowany pod nazwiskiem surowego recenzenta.
    Historia nauki zna gorzkie doświadczenia obalających paradygmaty. Luminarzy to oślepia, śmiałek nie ma szans. Czy uznanie po latach (noble, profesury, doktoraty honoris causa) wynagradza zmarnowanie najlepszych lat życia?
    Tu pocieszający przypadek. Małostki małego człowieka nie zachwiały etosem pasjonata – autora biografii.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here