Obiecujące remedium

0

biznesmenŻyjemy w bardzo niedoskonałym świecie. Postęp cywilizacyjny odmienił ludzkie życie, jednak wszystkich złych zjawisk nie wyeliminował, a zamiast nich wprowadził nowe – niektóre jeszcze groźniejsze. Pomimo ogromnego wzrostu wytwórczości, głód dotyka duże obszary globu, a nędza występuje nawet w całkiem rozwiniętych. Tym, którym nie brakuje pieniędzy, świat oferuje możliwości wręcz oszałamiające, niestety tylko nieliczni mogą spełniać swoje zachcianki, pozostali muszą żyć w niedosycie rozbudzonych aspiracji.

Ale i najbogatsi nie są wolni od dużych problemów, gdyż również im zagrażają przestępcy, terroryści i wojny. Poważne przestępstwa wydają się być nieusuwalnym składnikiem naszego życia. Terroryzm po kolejnych kontrakcjach odradza się jak hydra – i to w coraz groźniejszych formach. Z kolei powrót wojny na teren Europy uświadamia, że konflikty zbrojne nie stały się bynajmniej anachronizmem. Nawet największe indywidualne bogactwa nie są także w stanie usunąć widmo kataklizmów jakie w opinii klimatologów i ekologów czekają za przysłowiowym rogiem, zagrażając życiu wszystkich ludzi. Co prawda nie brakuje głosów, które je lekceważą, ale czyż mogą uśmierzyć wszelkie lęki? Na domiar złego na takie obawy nakłada się już bezdyskusyjny ekonomiczny kryzys, a ten wydaje się nie mieć końca. W opinii niektórych ekspertów w obecnym stanie świata – zadłużenia, deprecjacji dolara, itp. – za pomocą ordynowanych środków w ogóle nie da się z niego wyjść (!)

            W powyższej sytuacji ten, kto potrafiłby wskazać realistyczną metodę istotnego ograniczenia złych zjawisk, mógłby liczyć na bezprecedensową chwałę. Cenimy odkrywców i wynalazców, a czym jest największy nawet postęp w jednej dziedzinie wobec bezpieczeństwa wszystkich ludzi oraz perspektywy niezaburzonego rozwoju całej cywilizacji?

            Z drugiej strony ci, którzy orientują się w realiach życia, zdają sobie sprawę, że nawet gdyby ktoś się taki znalazł, nie miałby drogi usłanej różami. Co gorsza, narastanie złych zjawisk powoduje, że z biegiem czasu miałby coraz trudniejsze zadanie. Aby podołać rosnącej nawale obowiązków i pracy, ludzie już teraz poświęcają swoje zdrowie, trudno więc im będzie znaleźć czas aby zrozumieć i docenić koncepcję, która jak się można spodziewać, nie byłaby prosta. Dlaczego tak o niej mówię? Bo tylko wyjątkowo złożone mogły pozostać w ukryciu. Albo też wyjątkowo drażliwe – co jeszcze gorzej by rokowało, gdyż ludzie nie wyrabiają się nie tylko czasowo, ale i emocjonalnie. (To także syndrom naszych czasów – rosnące stresy i wzajemna niechęć). Jeśli pojawi się prawdziwie zbawcza idea, będzie się musiała przebić przez powódź informacji, która także rośnie. Wśród nich nie brakuje pomysłów naprawczych – niestety w najlepszym razie cząstkowych, jeśli nie całkowicie daremnych. Za niektórymi stoją potężne siły i organizacje. Mogą nie tylko dezorientować opinię publiczną, ale wbrew swym rzeczywistym interesom, próbować dyskredytować rywala, jeszcze bardziej oddalając szansę ratunku.

            Osoba, która miałaby racjonalnie uzasadnione przekonanie, że jej pomysł jest dobry, nie miałaby jednak prawa się zniechęcać. Jej obowiązkiem byłoby zrobienie wszystkiego co w jej mocy, aby dotrzeć do ludzi z informacją, że istnieje wyjście z obecnego labiryntu. I właśnie coś takiego stało się moim udziałem. Jestem skromnym człowiekiem. Moje odkrycia nie były inspirowane wielkimi celami – doprowadziła do nich ciekawość świata i chęć jego zrozumienia. Niewygórowane wyobrażenia o samym sobie pozwalały gromadzić dorobek i rozwijać pomysły do zaawansowanych stadiów, gdyż długo nie poddawałem się myśli, że doszedłem do czegoś niezwykłego. Ale te same cechy bardzo utrudniają dotarcie do ludzi. Nie tylko nie posiadam charyzmy, ale nawet przeciętnej zdolności przekonywania, tymczasem jak głoszą psycholodzy, w przekazach znacznie bardziej liczy się forma – choćby osławiona mowa ciała – niż rzeczywista treść. Zadania nie ułatwia również fakt, iż moje rewelacje leżą w sferze, którą niemal każdy omija z daleka, a oprócz tego nie są proste. Mimo wszystko poczucie obowiązku oraz plastyczne wyobrażanie skutków własnego pomysłu, a z drugiej strony konsekwencji jego zaniechania, uchroniły mnie od zniechęcenia. (Również świadomość wyjątkowości mojej drogi intelektualnej, którą trudno powtórzyć). Z czasem znalazłem obiecujące remedium również na bariery jakie napotkałem. Teraz już mogę przedstawić dojrzały owoc długiego wysiłku i wielu trudnych doświadczeń.

Ponieważ wiem, że pierwszym skojarzeniem większości osób, które się z tym stykają jest utopia, zacznę od wymienienia właściwości tej koncepcji, które pozwalają z optymizmem patrzeć na szanse wprowadzenia jej w życie. Co więcej, właśnie na ich kanwie postaram się pokrótce powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.

CZYNNIKI SUKCESU

            Omawiana koncepcja posiada następujące cechy, które sprzyjają propagowaniu i realizacji:

a)    Jest tania – zwłaszcza w początkowej, decydującej fazie.

b)   Zrozumienie jej teoretycznych założeń, choć nie są proste, nie wymaga specjalistycznych studiów i nieprzeciętnych uzdolnień.

c)    Dodatkową zachętą dla wcielania jej w życie jest fakt, że realizuje wartości wysoko cenione przez ogół ludzi, zaś kontakt z tekstami omawiającymi jej treść daje wiedzę mającą duże praktyczne znaczenie.

Rozwinę te punkty szerzej:

Ad a) Podstawowy koszt można porównać do niezbyt odległego w czasie wprowadzenia do szkół przedmiotów związanych z informatyką. (Byłby nieco mniejszy ze względu na brak inwestycji sprzętowych). Mowa zatem o koncepcji edukacyjnej. Jej filozofią jest oddziaływanie pośrednie. Zamiast gotowych rozwiązań, dawałaby ludziom do ręki narzędzia, dzięki którym mogliby rozwiązywać problemy, które ich gnębią. Skąd pewność, że tak by właśnie było? Wiem to po sobie. Do nauczania proponuję składniki jakie spontanicznie sam opanowałem, a te pozwalają na wskazanie antidotów na podstawowe problemy cywilizacyjne. Jeśli wiedza ta stanie się udziałem ogółu wykształconych ludzi, specjaliści będą mieli bazę do znacznie bardziej wyrafinowanych rozwiązań, zaś ich realizacja nie napotka na barierę niezrozumienia ze strony społeczeństwa. (Obecni naukowcy mają wiedzę objętościowo bogatą, ale o wąskim zakresie. Tymczasem rozwiązania jakie dostrzegam bazują na wiedzy interdyscyplinarnej, dążącej do całościowego zrozumienia świata. Choć daleko jej do doskonałości, już bardzo dużo przynosi, a co będzie, gdy fachowe gremia pójdą z tym znacznie dalej? To daje pojęcie o możliwościach tego pomysłu. Warto także dodać, iż braki w obecnym wykształceniu skutkują niezdolnością do zakreślenia granicy własnych kompetencji intelektualnych. Na skutek tego wielu ludziom wydaje się, że wszystko co istotne wiedzą, przez co skłonni są deprecjonować nowe rozwiązania – np. takie jak te).

  Kiedy pożytki postulowanej wiedzy staną się powszechnie zrozumiałe, a z drugiej strony świadomość tego jak poważnie ciążą jej braki, naturalne będzie żądanie, aby najistotniejsze składniki opanowali rządzący politycy oraz ich doradcy. Dzięki temu na efekty reformy nie trzeba będzie czekać aż dorosną wykształcone w nowy sposób roczniki. Członkom dużych partii nie zabraknie pieniędzy na dokształcenie, zaś politykom mniejszych ugrupowań dla wyrównania szans warto zapewnić odpowiednie szkolenia. Nakłady te będą stosunkowo niskie. Jeszcze mniejszych potrzeba, aby znacząca część społeczeństwa zrozumiała pożytki omawianego rozwiązania – co jest niezbędne dla jego poparcia. Byłby to koszt niedużej książki. (Zacząłem taką pisać). Podstawowe elementy owej wiedzy już teraz dostępne są w tekstach opublikowanych w Internecie – oczywiście za darmo.

  Co prawda środki potrzebne do walki z przestępczością, dla zapobiegania terroryzmowi i wojnom, czy dla zmniejszenia ryzyka globalnych katastrof, będą zdecydowanie większe niż wymaga nowa edukacja, ale o ich zaangażowaniu zdecydują ludzie, którzy będą w stanie całościowo oceniać te sprawy. Przy obecnej świadomości pytaliby: Ile to wszystko kosztuje?, zaś w przyszłości zapytają również: Ile będzie nas kosztował brak takich rozwiązań?

Ad b) Teraz nieco więcej o teoretycznych trudnościach. Nie posiadam niezwykłych, ponadprzeciętnych uzdolnień, co gwarantuje, że to co pojąłem, zrozumieją i inni. Faktem jest, że na najistotniejsze dla tej koncepcji przedmioty psychospołeczne poświęciłem co najmniej dwa razy tyle czasu ile wymagają typowe uniwersyteckie studia. (Mam wykształcenie ścisłe). Ale dzięki temu byłem w stanie wyabstrahować objętościowo niedużą esencję treści, która może być wystarczająca. Kluczowa wiedza z psychologii poznawczej, która popularnie mówiąc, robi największą różnicę, jest wyjątkowo łatwa do samodzielnego zaobserwowania i weryfikacji. Wystarczy otworzyć oczy na oczywiste fakty. Niestety owe „wystarczy” nie jest wcale proste, o czym decydują bariery jakie tworzą się w umysłach nieprzygotowanych do tego osób, gdy spontaniczne procesy myślowe zderzają się z ogromną złożonością świata. To właśnie obecność barier i zahamowań powoduje, że bardzo wiele daje się uzyskać dzięki niewielkim treściom. Obrazowo mówiąc, nie trzeba człowieka mozolnie uczyć chodzenia – wystarczy rozwiązać mu nogi, wtedy nie tylko przestanie drobić, ale będzie mógł biegać (!)

Ad c) Rozwinę temat dodatkowych pożytków. Większość ludzi ceni prawdę i deklaruje, że w kształtowaniu poglądów opiera się na obiektywizmie. Nowe składniki edukacyjne znakomicie sprzyjają takim wartościom. Sprzyja im także poznawane tekstów omawiających reformę opartą na kształceniu. Ale zyskują nie tylko zasady:

• Poglądy, które wierniej odzwierciedlają rzeczywistość, pozwalają na podejmowanie celniejszych decyzji, te zaś lepiej realizują nasze cele i potrzeby. Dla przykładu, adekwatne poglądy w połączeniu z istotnymi elementami wiedzy o ludziach, pozwalają poprawiać stan relacji z bliskimi osobami – na przykład rozwiązywać nieporozumienia. To zaś może znacząco podnieść jakość życia.

• Uwolnienie umysłów spod więzów przydaje kreatywności, co może poprawić wyniki pracy zawodowej, zwłaszcza w dziedzinach wymagających twórczych uzdolnień.

• Lepsze poznanie własnego umysłu jakie płynie z kontaktu z tematyką reformy, bardzo sprzyja autonomii i osobistej wolności. Chodzi nie tylko o zdecydowanie większą swobodę myślenia, czyli o wolność wewnętrzną. Także o fakt, iż osoba, która lepiej rozumie własne emocje, a także ich wpływ na sposób myślenia, może się skuteczniej bronić przed manipulacjami ze strony innych ludzi.

TRUDNOŚCI

            Realizm koncepcji edukacyjnej jaką proponuję wynika z trzeźwego skalkulowania korzyści oraz nakładów i trudności jakie trzeba pokonać. Już teść WPROWADZENIA pokazała, że nie kreślę jednostronnego obrazu. Bez upiększeń prezentowałem w nim oczekiwane problemy z promocją. W tym punkcie skupię się na indywidualnych komplikacjach związanych z odbiorem tekstów dotyczących reformy.

            Nieco wcześniej mówiłem, że reforma edukacyjna realizuje zasadę kierowania się prawdą. Praktycznie wszyscy ją deklarują, ale niemal każdy odległy jest od tego ideału. Tymczasem jak dowodzę, błędy w kształtowaniu poglądów mają walny udział w problemach jakich wszyscy doświadczamy. Z jednej strony fakt ten uświadamia potencjał rozwiązania redukującego błędy poznawcze, z drugiej zaś zapowiada proporcjonalne do niego komplikacje. Są one związane z tym, że ludzie sądzą, iż JUŻ kierują się prawdą, przez co są zupełnie nieprzygotowani na rozpoznawanie niedostatków we własnych poglądach i w metodach ich formowania.

  Warto sprecyzować o jakie poglądy chodzi, gdyż nie we wszystkich obserwuje się znaczące niedostatki. Mowa o takich, które dotyczą złożonych spraw, i w których nie ma ewidentnych sygnałów błądzenia. Przykładem mogą być poglądy na temat ekonomii i polityki oraz na kwestie wychowawcze. Sądzę, że wystarczy dłuższa chwila zadumy, aby uświadomić sobie, że to właśnie one decydują o obrazie naszego życia – mimo, że uchodzi to zwykle uwadze.

            Trudności jakie napotkałem w odbiorze moich prac znacząco pogłębiły moją wiedzę i były dla mnie tym, czym jest odwiert lub odkrywka w pracy geologa. Dlatego na ich przykładzie opowiem o prawidłowościach ogólnego zasięgu. Pomimo tego, że pisałem o bezprecedensowych możliwościach reformy, a także o pożytkach płynących z poznawania jej treści, reakcje na moje teksty dalekie były od euforii, a nawet aprobaty. Wielu znajomych ochłodziło kontakty, a niektórzy je całkowicie zerwali. Osoby, które zgodziły się czytać moje prace, przetrzymywały je coraz dłużej. Gdy wyjawiali swoje opinie, zdradzały nieadekwatne do ich inteligencji niezrozumienie, a więc zahamowania. Oprócz tego tendencyjnie skupiali się na niedociągnięciach, co uniemożliwiało ogarnięcie i zrozumienie treści. (Nieliczne wyjątki wśród czytelników dowodziły, że to co piszę daje się pojąć. Nie chodzi zatem o nieumiejętność tłumaczenia. Wykluczyć można również istotne rzeczowe błędy, gdyż krytycy nie byli w stanie ich wykazać).

  Z czasem zacząłem rozumieć, co się za takimi postawami kryło. Niektórzy już na wstępie nabierali przekonania, że Ktoś Taki nie mógł osiągnąć tego, czego nie dokonali naukowcy parający się społecznymi dziedzinami. Inni wyrokowali, że nawet jeśli mam rację, jestem za słaby, aby się z tym przebić. Jedno i drugie zniechęcało do wysiłku poznawania spraw jakie poruszam. Co ciekawe, zdawali się być głusi na tłumaczenie, że największa nawet zasób informacji z ograniczonego obszaru nie pozwala zrozumieć spraw, które ją przekraczają, w związku z tym moja niekoniecznie wielka, ale wielodyscyplinarna wiedza mogła się okazać skuteczniejsza od prezentowanej przez specjalistów. Ignorowali także to, że poparcie choćby jednej osoby o dużym autorytecie może nadać promowaniu dużego impetu. Ich zachowanie było przykładem tego, iż pochopnie powzięte poglądy mają skłonność do samorzutnego utrwalania, przez co z upływem czasu stają się bardziej oporne na kontrargumenty.

  Utrwalanie poglądów w sferze intelektu tłumaczyć można jako skutek nieświadomego manipulowania odbieranymi informacjami. Polega to m. in. na przyjmowaniu do wiadomości głównie tych, które służą przyjętej tezie, przez co moc jej potwierdzenia stopniowo rośnie; również na wielokrotnym powtarzaniu, i w konsekwencji wzmacnianiu, ścieżki skojarzeń, które do niej doprowadziły. (To ostatnie zdradza istnienie barier mentalnych nie pozwalających wyjść poza określony myślowy obszar). W sferze emocji do usztywniania skłania fakt, iż odkrycie własnego błądzenia z biegiem czasu staje się coraz bardziej przykre.

  To co zaobserwowałem na własnym podwórku, w codziennym życiu występuje na masową skalę. Nieadekwatne poglądy uparcie trwają bynajmniej nie wbrew upływającemu czasu, ani wbrew naruszaniu zdrowego rozsądku, ale właśnie z obydwu wskazanych powodów (!!). Niestety dotyczy to również wielu systemowych rozwiązań organizujących nasze życie, co jest jedną z poważniejszych przesłanek dla rozpowszechnienia treści, które zapobiegałyby temu efektowi.

To co napisałem powyżej nie jest pełną listą trudności. Zahamowania i błędne kojarzenia tłumaczą problemy ze zrozumieniem moich prac, a co ze schładzaniem stosunków? Obserwowana w odbiorze moich tekstów pochopność w formułowaniu poglądów jest czymś, co nie tylko znacząco ogranicza odbiór informacji wpływających na ich treść. W opinii lub ocenie, jeśli jest spontaniczna i pobieżna, decydujący głos zazwyczaj mają jawne potrzeby i ukryte skłonności danej osoby, przez co formułuje poglądy w taki, czy inny sposób dla siebie wygodne. Tym trudniej się oczywiście ich wyzbyć. (Oczywiste jest również to, że im bardziej są wygodne, tym silnej deformują obraz rzeczywistości, a zatem tym większe powodują szkody). To tłumaczy łatwy do zaobserwowania, lecz nie koniecznie rozpoznawany, a tym bardziej odpowiednio interpretowany fakt powszechnego posługiwania się demagogią oraz innymi niemerytorycznymi chwytami (argumenty siły, ad personam, itp.) – w dyskusji, czyli w konfrontacji z odmiennymi zdaniami. Osoby w tak wygodny albo wręcz niezbędny dla siebie sposób kształtujące poglądy (niektóre przekonania dostarczają przyjemność albo ulgę przez co uzależniają), w żaden sposób nie mogą się przyznać do pomyłki, w związku z czym z reguły nie ustępują ani na jotę. A co się dzieje, jeśli natrafią na kogoś biegłego w argumentowaniu, kto będzie próbował wytykać im erystykę i błędy? W sukurs przychodzą uniki w postaci odwracania uwagi, czy „zamulania” dyskusji albo całkiem dosłowna rejterada pod byle jakim pretekstem. (Najprostszym jest naturalnie brak czasu). Po tym co napisałem nie trudno chyba zrozumieć motywy odsuwania się od kogoś, kto proponuje do czytania teksty, w których mowa o błędach w konstruowaniu przekonań. Uderzają one już nie w pojedynczy pogląd, lecz w całe ich zbiory!…

KŁADKA NAD PRZEPAŚCIĄ

Bilans zysków i strat eliminowania błędów we własnych poglądach oraz w metodach ich formowania jest na ogół zdecydowanie dodatni. (Na ogół, czyli statystycznie rzecz ujmując, gdyż czasami jakiś błąd może mieć pozytywne konsekwencje. Poza tym niektóre mylne poglądy przynosić mogą trwalszą korzyść – np. gdy usprawiedliwiają wykorzystywanie innych ludzi. Zwykle jednak osłabiają otoczenie tego kogoś, co może na niego źle wpływać, albo jak błędy wychowawcze z wieloletnim opóźnieniem odbiją się w przykrych zachowaniach jego dzieci. Jeszcze bardziej odwleczone w czasie mogą być np. skutki beztroskiego eksploatowania zasobów naturalnych. Jeśli nawet oszczędzą pokolenie egocentrycznych ludzi, nie ominą ich dzieci, czy wnuki, przynosząc szkodę tym, których nie chcieliby krzywdzić). Problem leży jednak tym, że osoba nawykła do wybiórczych, powierzchownych ocen, stykając się z tematyką błędów poznawczych, widzi lub odczuwa wyłącznie złe strony. Można próbować konstruować teksty poświęcone temu tematowi w taki sposób, aby wiedza o pożytkach docierała do świadomości na tyle szybko, aby przeważała złe emocje lub skojarzenia. Mimo wszystko przypomina to chodzenie po polu minowym. A może być też tak, że dana osoba już „wyleciała w powietrze”, czyli powzięła stanowcze przekonanie, że autor nie może mieć racji – zanim poznała jego dzieło.

Po wielu frustrujących doświadczeniach zrozumiałem, że potrzebne jest uniwersalne rozwiązanie. Powinno bazować na bezdyskusyjnej zasadzie i wywodzić z niej logiczne wnioski, którym nie da się zaprzeczyć. Te zaś powinny doprowadzić do dostrzeżenia konieczności udoskonalenia lub naprawy własnej sfery poznawczej. Dopiero po realizacji tego wniosku – przynajmniej do akceptowalnego minimum – dana osoba byłaby zdolna rzeczowo odbierać i oceniać teksty poświęcone reformie. Przedstawię teraz pomysł realizujący ten schemat – przyznam, że jeszcze nie testowany:

  Punktem wyjścia byłoby zapytanie, czy interlokutor opiera swoje poglądy na prawdzie. Negatywna odpowiedź oczywiście eliminowałaby go z rozmów na poważne tematy. Pozytywna otwiera drogę do prezentacji następującego rozumowania: Ktoś, kto dąży do obiektywnego odzwierciedlania i rozumienia rzeczywistości nie może ignorować wiedzy o błędach popełnianych w tej materii. Mogłoby temu towarzyszyć wskazanie kryteriów rozmijania się z prawdą, które są tyleż proste do zauważenia, co powszechne. (M. in. wspomniane wcześniej niemerytoryczne argumentowanie. Ale może nim też być silna chęć ucieczki od takich tematów). Po takim przygotowaniu można poinformować rozmówcę, że wiedzę błędach i ich eliminowaniu oraz o innych sposobach doskonalenia metod poznawczych w zakresie formowania poglądów znajdzie w niektórych moich tekstach. (W szerszym wymiarze będzie zawarta w przygotowywanej książce i w planowanych jej kontynuacjach). Ktoś, kto ma podstawy sądzić, że jego obecne metody mogą być niewłaściwe, przez co grożą rozmijaniem się z prawdą, ma do wyboru dwie drogi: albo zmierzyć się z tą tematyką, albo przyznać się, że wcale nie dąży do obiektywizmu, co powinno skutkować zaniechaniem wypowiadania stanowczych opinii w ważnych sprawach. Innych uczciwych alternatyw nie ma. (Pokrętnych może być więcej. Można kwestionować wartość tych opracowań bez kontaktu z nimi – np. apriorycznie kwestionując autorytet autora. Albo też czytać je z wybiórczym albo nawet twórczym skupianiem się na niedostatkach).

  Kluczowy w takim przedsięwzięciu jest problem czasu. Mając go bez ograniczeń można wyjaśnić każdą wątpliwości i wyjść z każdego ślepego zaułka. Niestety właśnie jego wydaje się najbardziej brakować. Ktoś, kto unika dyskusji albo lektur tłumacząc się tym niedostatkiem, ma dobrą okazję, aby przekonać, czy, albo w jakim stopniu, potrafi myśleć intencyjnie, czyli naginać fakty i ich interpretację do z góry założonej tezy – a więc krótko mówiąc, wyrzekać się obiektywizmu i prawdy. A jeśli faktycznie nie trwoni czasu na błahe sprawy albo wręcz nie wyrabia się z obowiązkami, wziąć może pod uwagę fakt, że udoskonalanie własnego myślenia jakie płynie z tekstów o reformie, może doprowadzić do lepszej organizacji własnych poczynań. A zatem lektura ta byłaby inwestowaniem własnego czasu po to, aby go mieć w przyszłości więcej. W szerszym wymiarze, poznawanie zasad reformy może skutkować jej popieraniem albo nawet pomocą w promocji. Byłoby to inwestycją w zmiany systemowe, a te jak piszę w niektórych tekstach, nie mogą nie przynieść zasadniczej ulgi w tej materii, gdyż nadmiar pracy i obowiązków jest zasadniczą przyczyną ludzkiego dyskomfortu, którą w pierwszej kolejności należy usuwać. Tym bardziej, że jest przeszkodą dla wszelkich poczynań wymagających czasu dla ich zrozumienia, a tych w przyszłości potrzeba nie mało, aby oddalić widmo globalnych nieszczęść. I znów wyraziste podsumowanie: Jeśli ludzie nie poświęcą czegoś z przedsięwzięć, które uważają za żywotne, nierozwiązane globalne problemy – choćby obecny kryzys ekonomiczny – mogą doprowadzić do zaprzepaszczenia całego ich wysiłku. Z mojej wiedzy wynika niezbicie, że tylko radykalne i jak najszybsze otwarcie ludzkich oczy na rzeczywisty i niezwykle niepokojący stan świata, zapobiegnie nadchodzącym kataklizmom. W tym zaś reformy jaką postuluję nie da się niczym zastąpić. (W zasadniczych ramach, bo co do szczegółów i optymalizowania treści, wymagać będzie wiele pracy i udziału specjalistów).

            Pojedyncza osoba, choćby nie wiem jak czuła się odpowiedzialna i jak bardzo starała przekazywać innym wiedzę o tym, że istnieje dobry sposób na ich bolączki i lęki, nic nie wskóra. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy i póki sił nadal będę czynił, aby czytelnicy moich prac identyfikowali się z takim celami i brali je za swoje. Ale nie tylko odpowiedzialność za los swoich bliskich i swój własny jest do podzielenia. Również chwała dla tych, którzy nie ulękną się trudnych tematów i wspólnym wysiłkiem przygotują i wylansują reformę programów edukacyjnych.

Poprzedni artykuł„Michelle Obama. Biografia” [recenzja książki]
Następny artykułRestauracja „Mugg & Bean” w Abu Zabi (recenzja)
Witold Nowak
Witold Nowak jest absolwentem studiów ścisłych. Jego zainteresowania ludźmi i społeczeństwem były podyktowane potrzebą holistycznego zrozumienia świata i z czasem zaczęły dominować. Przez wiele lat traktował to jako bezinteresowne hobby, by w pierwszych latach nowego wieku opublikować kilka prac w "Obywatelu", "Forum Psychologicznym" i "Forum Europejskim". Wkrótce jednak zaczął tworzyć wyłącznie to, co odpowiadało jego zainteresowaniom. Twierdzi, że właśnie samodzielność i bezinteresowność umożliwiły mu dokonanie ważnych odkryć. Rezerwa, jaką obserwował, wynikająca z jego wykształcenia, pogłębiała jego wiedzę z psychologii poznawczej. Podobnie reakcje związane drażliwymi kwestiami, jakie poruszał. Jak mówi, trudne przeżycia, na jakie nie mają szans naukowcy, znani myśliciele, czy publicyści, przyczyniły się do wykrystalizowania wielu spostrzeżeń. Za najważniejsze z nich uznaje docenienie roli błędów poznawczych w niepożądanych zjawiskach społecznych. Oprócz tego zgłębiał takie zagadnienia, jak psychologiczna interpretacja polskiego kryzysu, rola edukacji w przeobrażeniach społecznych, obrona przed manipulacjami, przyszłość demokracji, globalne zagrożenia. Jego ambicją jest wyszukiwanie kluczowych treści i ich upowszechnianie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here