Nowa książka Henryka Martenki. „Czas przeszły odnaleziony, czyli Polak, Niemiec – dwa bratanki…”

2

Książka ukazała się kilka dni temu, więc postanowiłem natychmiast o niej napisać! Bo rzecz jest interesująca, nawet bardzo. Zawiera wybór felietonów autora, a… chyba NIKT INNY w Polsce NIE POTRAFI W TEJ CHWILI LEPIEJ UŻYWAĆ TEJ FORMY JAK MARTENKA!

Te felietony drukowane były w ostatnich latach w Niemczech, w polskim dwutygodniku „Samo życie” w Dortmundzie – mieście słynnej Borussi, drużyny Bundesligi, w którym mieszka też bardzo wielu Polaków i obywateli RFN – polskiego pochodzenia. Zresztą bardzo wielu z nich ma podwójne obywatelstwo: niemieckie i polskie i niezależnie od tego są jednocześnie Europejczykami, gdyż oba nasze kraje są członkami UE, a to przywilej tej przynależności.

Jako germanista i obywatel UE jednocześnie – bardzo bym chciał, aby podtytuł książki Martenki „Polak Niemiec dwa bratanki” stał się kiedyś rzeczywistością. Ale na razie – przynajmniej tak to oceniam – daleko do tego stanu. Wciąż złowrogie wspomnienia przeszłości dominują nad TAKĄ PERSPEKTYWĄ, ale dlaczegóżby NIE MIAŁOBY SIĘ KIEDYŚ SPEŁNIĆ TO ŻYCZENIE?

Martenka, opisując różne współczesne relacje „polsko-niemieckie” – jak sam stwierdza – używa „formy felietonu, jako sprawdzonej zasady papierka lakmusowego”. Innymi słowy – próbuje rozpoznać „kwasy i zasady” tego, co dzieje się po obu stronach Odry – od… religii i obyczaju, poprzez gospodarkę i kulturę – po… „kwestie strategiczne”.

Jak w lustrze odbijają się więc w Jego felietonach zagadnienia, o których wciąż mówi się i u nas, i w Niemczech, a zastosowana przez niego metafora wydaje się być realnością. Zmusza do zastanowienia się i… przyznania autorowi racji.

Książka przedstawia stosunki polsko-niemieckie w XX wieku! Głównie takie, które stawiały nas przeciwko sobie, a które wciąż bulwersują. Czyni to – moim zdaniem – po to, aby ZŁO, jakie dotknęło nas Polaków ze strony Niemców, już NIGDY się nie powtórzyło.

Na szczęście książka Martenki nie składa się wyłącznie z pesymistycznych treści, jest w niej też ogromnie dużo humoru cechującego specyficzny styl pisania autora. Ale przede wszystkim jego ZNAWSTWO i KOMPETENCJA we wszystkich poruszanych tematach. Również ogromna wiedza: polityczna, historyczna i współczesna o Niemcach i Niemczech. JEST WIRTUOZOSTWO – jak trafnie ujął to we wstępie do książki – Matthias Kneip, współpracownik Niemieckiego Instytutu Polskiego w Darmstadt (postanowiłem w związku z tym przeprowadzić z nim oddzielną rozmowę, na którą się zgodził. Poprosiłem red. nacz. PD Pawła Rogalińskiego, aby ukazała się równolegle z tą recenzją, gdyż podjąłem w niej zagadnienia zainspirowane wcześniej przez autora, a stanowiące jej rozwinięcie).

Książkę Martenki czyta się jednym tchem! Felieton za felietonem, jakby to był „kryminał”, a nie tylko skomentowane przez autora fakty! Jest w niej też sporo punktów stycznych, które zbliżają dziś Polaków i Niemców, jak np. piłka nożna! (Ale nie tylko).

Zapytałem autora, skąd czerpał wiedzę dotyczącą poruszonych tematów? Odpowiedział mi szczerze – z niemieckiego Internetu i niemieckiej prasy codziennej! Musiał zatem wykonać gigantyczną pracę, wyławiając te najważniejsze (SPORNE I ZBLIŻAJĄCE) we współczesnych stosunkach polsko-niemieckich.

Gratuluję autorowi wielkiej umiejętności trafnej analizy i znakomitego stylu pisania! (Potwierdza to zresztą w swoich cotygodniowych felietonach w „Angorze”, od których już od lat zaczynam lekturę każdego nowego numeru tego ciekawego – pod wieloma względami – tygodnika). Gratuluję mu też wcześniejszych książek o tej tematyce, do których słowa wstępne pisały dotąd takie znakomitości, jak: Zygmunt Broniarek, Krzysztof Mroziewicz, Wiesław Władyka czy Beata Ociepka. Teraz czyni to po raz pierwszy Niemiec – wspomniany już przeze mnie Matthias Kneip.

To, co można by książce „zarzucić” (choć to nie jest merytoryczne spostrzeżenie) – to jej objętość, gdyż liczy blisko 600 stron i – czytając – trudno utrzymać ją w dłoniach. Książka mogłaby też być lepiej „zszyta”, mieć większą czcionkę, może też jakieś ilustracje, i być w twardej oprawie. Podnoszę te uwagi, gdyż jest ważnym „literackim” dokumentem naszych stosunków z Niemcami, a przede wszystkim naszego myślenia o współczesnych Niemcach.

Martenka pisze np. o Magdzie Goebbels, która w pełni przytomności umysłu, zamordowała własne dzieci – chyba ze strachu przed nieuchronną karą za to, że była „I damą” III Rzeszy, pokazując się wielokrotnie z Hitlerem publicznie, a de facto symbolizuje „masę” anonimowych zwolenników NSDAP!

Martenka opisuje też w jednym ze swych felietonów berlińską wystawę (sprzed kilku lat) poświęconą powstaniu warszawskiemu. A jej wymowa była taka: „Polacy nam wybaczyli – bo my przyznaliśmy się do winy”! Tak powiedział prez. Gauck. Przyznanie się do winy – zdaje się mówić autor, to jedna sprawa, ale „z tym wybaczeniem”, to chyba przesada? Gdyż o tym nie da się zapomnieć, tak jak o holocauście i Auschwitz!

Chodzi o to, aby te straszne zbrodnie nigdy się już nie powtórzyły, a to wymaga odpowiedniego uczenia historii i u nas, i u nich. Ta wiedza będzie zawsze potrzebna pokoleniom właśnie po to, aby NIC Z TEGO, CO BYŁO – NIGDY SIĘ NIE POWTÓRZYŁO! Od lat domagam się, jako ten, który przeżył i przesiedlenie, i wypędzenie w 1945 r., doznał wielu upokorzeń z powodu swego zaangażowania w proces normalizacji stosunków we wszystkich możliwych kwestiach polsko-niemieckiego „pojednania”. (Świadomie zamiast słowa pojednania używam pojęcia NORMALIZACJI w warunkach, w których każda współpraca, a nawet przyjaźń powojennych pokoleń jest możliwa i pod dachem UE – OCZEKIWANA).

Tymczasem społeczeństwo niemieckie (o czym osobiście wielokrotnie się przekonałem) nadal kojarzy powstanie warszawskie z powstaniem w Getcie i zapomniało już o wielu innych aspektach brutalnej okupacji niemieckiej czy świadomej likwidacji polskich elit w latach 1939-1945. Z tego punktu widzenia to dobrze, że książka z wielu przykładami o tych zbrodniach została opublikowana. Przypomina i rozszerza wiedzę o dobru i złu między Niemcami a Polakami! Bo tylko PRAWDA (stale przypominana) i wspólne potępienie tych faktów, służyć będzie pełnej normalizacji wzajemnych stosunków – „raz na zawsze”! I dlatego książka Martenki jest tak WAŻNA! Powinna być czytana przez możliwie największy krąg czytelników w Polsce, a po jej przełożeniu – także w Niemczech! Pan doktor Kneip powinien się podjąć jej przełożenia na niemiecki.

Henryk Martenka: „Czas przeszły odnaleziony, czyli Polak Niemiec dwa bratanki…” ze wstępem dr. Matthiasa Kneipa; „Samo Życie”, Dortmund 2014-2018, Bydgoszcz 2020, br., S. 587, Wydawca, realizacja poligraficzna „Margrafsen”. (W cyklu: „Polak Niemiec dwa bratanki” dotąd ukazały się: „Fajki diesel i szparagi”, 2006; „Kolczyki małej Friedy”, 2008; „Kabanosy czy Westerplatte”, 2011; „Jak Cię widzą, tak Cię piszą”, 2014

Poprzedni artykułMatthias Kneip. Rozmowa z Autorem wstępu do książki Henryka Martenki „Czas przeszły odnaleziony – czyli Polak, Niemiec – dwa bratanki…”
Następny artykułPrzekaz Eckharta Tollego – współczesnego przewodnika duchowego
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

2 KOMENTARZE

  1. Drogi Karolu! Przeczytałem Twój tekst o nowej książce Martenki i rozmowę z Matthiasem Kneipem. Pisząc o Martence znakomicie i ze znawstwem tematów polsko niemieckich zachęcasz do przeczytania tej pozycji. Podoba mi się, że mówiąc o trudnej historii i pojednaniu, używasz formy normalizacja, nie pojednanie, czy wybaczenie. To bardzo ważne, bo nadużywanie nieprzemyślanych „hura” określeń, tylko rozmywa i fałszuje obiektywny obraz stosunków między naszymi krajami. Byłoby wspaniale gdyby stosunki oficjalne nie odbiegały od prywatnych, ciepłych, bardzo często przyjacielskich, mimo tkwiącej z tyłu głowy całej złej spuścizny okresu lat trzydziestych i czterdziestych. Trzeba mieć nadzieję, że będzie tak, jak to wyprzedza Henryk Martenka: Polak Niemiec, dwa bratanki. Rozmowa z Kneipem też świetna, prowadzisz ją jak zwykle swoimi, bardzo dobrymi torami. Zestawienie Martenki i Kneipa, przyszłych bratanków, to znakomity pomysł. Szkoda tylko, że Niemcy na hasło: co wiesz o Polsce, wymieniają nazwiska głównie sportowców. Ale może tak ma być? Co nie udaje się w gabinetach ministerialnych, świetnie wychodzi w klubach sportowych. Z wielkim poważaniem – Szymon.

  2. Panie Redaktorze, przeczytałam Pańską recenzję najnowszej książki Henryka Martenki i jestem pod wrażeniem poruszanych przez Pana zawartych w niej kwestii. Ta recenzja zachęca do przeczytania samej lektury, co zresztą niebawem pewnie uczynię. Zgadzam się Panem dr., że jak na zbiór felietonów jest zbyt „opasła”, bo mnie zawsze felietony kojarzą się z lekką literaturą, a tu autor zaserwował czytelnikowi poważną tematykę ubraną w w osobistą formę. Cóż, zapewne chciał felietony drukowane przez lata w „Angorze” wydać w jednym tomie, a wyszło z tego „tomiszcze” – trudno się dziwić.
    Na marginesie pozwolę sobie na własną dygresję. Żyjąc od 1949 roku w Szczecinie, nie dostrzegam wyraźnych niechęci Polaków do Niemców, ani Niemców do Polaków. Moi rodzice, mimo przebywania na przymusowych robotach w Niemczech, nie mieli do nich uprzedzeń. W latach 80. nawiązał się kontakt pomiędzy rodziną gospodarza, u którego wtedy pracowała moja mama. Przysyłali mamie paczki, serdeczne listy, zdjęcia etc.
    Moja córka i zięć od ponad dwudziestu lat przyjaźnią się z w podobnym wieku rodziną niemiecką ze Schwedt oraz małżeństwem z Poczdamu. Przyjeżdżają do Szczecina w odwiedziny i moja córka z zięciem i ich synem też są zapraszani do nich. Ich syn, a mój już dorosły wnuk uczył się w liceum w Schwedt oraz studiował w Berlinie.
    Pod Filharmonią Szczecińską prawie co tydzień stały niemieckie autokary, w których na koncerty przyjeżdżali Niemcy. Ja z kolei w latach 2000-2004 jeździłam co dwa miesiące do Berlina na koncerty do Filharmonii von Karajana, do Koncerthausu i do obu oper. Piszę to, by podkreślić zgodne współżycie po obu stronach granicy. Współpraca polsko-niemiecka na szczeblu samorządowym również miała się dobrze, choć teraz, w czasie pandemii znacznie została ograniczona.
    I jeszcze dorzucę kilka zdań do pańskiej rozmowy z dr. Matthiasem Kneipem, autorem wstępu zrecenzowanej przez Pana książki Henryka Martenki. Bardzo merytoryczna rozmowa i bardzo interesująca postać z powojennego niemieckiego pokolenia. Na tę sympatię do Polski i Polaków zapewne miała wpływ – tylko pozazdrościć – jego osobista znajomość z poetą T. Różewiczem. Starania dr. Matthiasa Kneipa na pewno zaowocują tłumaczeniem tej książki na język niemiecki. Bardzo będę ciekawa wówczas recenzji ze strony niemieckich krytyków. Czy również będą tak interesujące i bezstronnie potraktowane. Tego Panu dr. Matthiasowi Kneipowi, sobie i przyszłym czytelnikom z całego serca życzę. Z poważaniem – Maria Jaremek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here