Mediów publicznych zapowiadana naprawa

2

Reforma, czy likwidacja? Próba leczenia, czy zaoranie?  Pacjent po intensywnych kroplówkach rządowych (system dopłat), sygnalizuje właśnie (w tzw. sprawozdaniu abonamentowym) możliwe komplikacje z rozliczeniem misji[1]. W toczącej się już kampanii wyborczej nie wzmacnia to prestiżu tych, którzy w ostatnich trzech latach dosypywali grosza z budżetu dla wzmocnienia mediów narodowych. Siła oddziaływania TVP SA oraz Polskiego Radia SA nie wzrosła bowiem od takiego nadmiaru misyjności, wręcz przeciwnie; straciły one na wiarygodność jako media mało pluralistyczne, odzwierciedlające głównie poglądy jednej opcji politycznej.

 Sądząc po publikacjach z ostatnich tygodni oraz ilości konferencyjnych inicjatyw[2], uzdrowieniem mediów „od dawna już nie publicznych”, zainteresowana jest głównie opozycja i sprzyjające jej redakcje. Mnożą się pomysły jak „przywrócić je obywatelom” i na powrót przysposobić do mówienia prawdy, nie raz już przecież „zatraconej w polityczno-partyjnej służalczości”. Do tej pory nie rozstrzygnięto jeszcze kwestii głównej: uzdrawiać, czy likwidować? A poza tam, najpierw należy wygrać wybory, co i tak nie gwarantuje poparcia dla  jednego z kilku projektów ustawy regulującej „na nowo” ustrój mediów publicznych, ich zadania misyjne i sposób kontroli, zapewniający tym mediom niezależność i bezstronność.

 Obawiać się można, że hasło TVP niezależne od władzy,  wywołuje u niektórych polityków (bez względu na przynależność partyjną) z trudem skrywany sprzeciw. Brak pewności, jaką też wolę polityczną – w tym względzie – objawi zwycięska w jesiennych wyborach koalicja rządowa, zakładając, że wygra je obecna opozycja. Zechcą rewolucji, czy znów poprzestaną na cząstkowej nowelizacji ustawy o rtv? Problem to istotny, zwłaszcza w kontekście znanych nam zaprzeszłych eksperckich opracowań, związanych z tworzeniem kolejnych wersji „nowego  ładu medialnego”. Projekty powstawały – białe i zielone księgi – ale do ich realizacji wciąż brakowało owej „woli politycznej”. Było o czym pisać, co dyskutować (na kanwie tamtych projektów), chodziło wszak o wzmacnianie demokracji, dbałość o niezależność wolnych mediów; o uwolnienie ich od nacisków partyjnych poprzez odebranie politykom instrumentów do ręcznego sterowania zarządami i radami nadzorczymi. Zaznaczająca się już od roku 2002 tendencja polityków, by zwiększać wpływ na władze akcyjnych spółek radiowych i telewizyjnej, gwałtownie przybrała na sile w roku 2006. Jednak  po 2007 roku i zmianie ekipy rządzącej oraz kosmetycznym (cząstkowym) naprawianiu ustawy przez koalicyjny rząd PO-PSL, media te już nie powróciły do takiego stanu niezależności, jak miało to miejsce w pionierskich latach 90-tych ubiegłego wieku; w okresie transformacji ustrojowej i tuż po[3]; natomiast po roku 2015 stały się tym, czym są obecnie: „propagandową tubą rządową”, jak twierdzi opozycja.

Bez względu na partyjne barwy i składane deklaracje, politycy nie zatracili atawistycznej wręcz dążności do podporzadkowania sobie mediów publicznych. I na tym, niestety, zasadza się owa „wola polityczna” aktywistów partyjnych tak w Polsce, jak i we wszystkich europejskich państwach. Z tym, że dojrzałe demokracje jakoś sobie (i dla pożytku publicznego) radzą z ograniczaniem takich przypadłości. Powyższa konstatacja mogłaby sugerować, że nie ma już czego w Polsce poprawiać, reformować, reanimować; należy media publiczne zlikwidować. I co? Rzucić je na stół do zagospodarowania przez podmioty prywatne, komercyjne, albo oddać politykom? Proszę przypomnieć sposób podziału łupów po likwidacji majątku RSW Prasa-Książka-Ruch; rzecz to bardzo pouczająca. Inny wzór, wprowadzony w latach 90. przez Berlusconiego we Włoszech (RAI Uno i następne programy do rozdziału dla poszczególnych pięciu partii, z tym, że dla rządu oczywiście hegemon: RAI Uno), zdecydował o maksymalnym upartyjnieniu tych stacji telewizyjnych i powolnej utracie wiarygodności u odbiorców. Berlusconi wspierając się  wolą polityczną, przeforsował w parlamencie cząstkową nowelizację ustawy medialnej – tej, która w latach 1990-92 była jednym ze wzorców (obok ustawy francuskiej) dla ukształtowania demokratycznych podstaw ładu medialnego w Polsce. Zniszczył tym samym demokratyczny pierwowzór, tworząc jego karykaturę[4]. Dopiero po kolejnym i ostatecznym już upadku rządów Berlusconiego, reanimowane media publiczne we Włoszech odzyskały publiczny charakter i sporą dozę obiektywizmu. Znamy też skutki inicjatyw medialnych węgierskiego autokraty, premiera Orbana, które niestety nadal trwają i szokują w UE[5].

O obecnym kształcie mediów publicznych w Polsce zdecydowała wola większości parlamentarnej, głosującej w czerwcu 2016 roku za przyjęciem nowego modelu ich funkcjonowania, w tym utworzeniem Rady Mediów Narodowych, przypisując jej niektóre uprawnienia konstytucyjnie umocowanej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Stenogram z dwudniowych obrad Sejmu (21-22.06.2016) wart jest i dziś uważnej analizy. „Naszym głównym celem jest, po pierwsze, rzeczywiście pluralizacja ciała, które jest swego rodzaju radą powierniczą nad mediami publicznymi – objaśniał wówczas Krzysztof Czabański, sekretarz stanu w MKiDN. – Czyli ta Rada Mediów Narodowych ma charakter częściowo

 rady powierniczej i częściowo takiej rady nadzorczej nad mediami publicznymi”[6]. Czas pokazał jak ową radę skrojono. Dokonująca się za sprawą tego organu „rzeczywista pluralizacja”, skutkuje obecnie w Polsce m.in. bardzo niskim poziomem zaufania społecznego do mediów narodowych  oraz ich krańcowym upolitycznieniem[7].

Wspomniana parlamentarna dyskusja, ukierunkowana głównie na krytykę KRRiT – której wówczas przewodniczył Jan Dworak i to on składał w Sejmie sprawozdanie z rocznej działalności Rady – ujawniła równocześnie kilka grzechów popełnionych wobec niezależności mediów publicznych przez polityków ustępującej w 2015 r. koalicji. Kilkadziesiąt stron stenogramu ze wspomnianych obrad warto więc przeanalizować przed złożeniem ostatecznego projektu ustawy o „przebudowie mediów publicznych i ich uspołecznieniu”[8]. Dokument aktualnie upubliczniony, przedyskutowany w październiku 2022 r. na posiedzeniu Komisji Kultury i Środków Przekazu, przygotowany przez ekspertów znanych z wcześniejszych kilku wyśmienitych ekspertyz (m.in. zawartych w tzw. Białej i Zielonej Księdze), w wielu miejscach przypomina tamte opracowania; słuszne i potrzebne. A nawet konieczne. I oby nie podzielił losu wcześniejszych projektów. Nie kto inny przecież jak Jan Dworak (m.in. członek i przewodniczący KRRiT w latach 2010-2016, a także współautor wspomnianych ekspertyz), przypomniał na październikowym posiedzeniu komisji senackiej, „że żaden z dotychczasowych projektów reformy mediów publicznych nie został zrealizowany”[9]. Obecny projekt zakłada m.in. likwidację Rady Mediów Narodowych (powołuje ona i odwołuje zarządy i rady nadzorcze) i w to miejsce proponuje utworzenie Rady Powierniczej (z kompetencją wskazywania składów zarządów, które zatwierdzałaby KRRiT), wprowadza nowe zasady finansowania poprzez utworzenie Funduszu Misji Publicznej zasilanego składką audiowizualną ściąganą wraz z podatkiem PIT/CIT. W Radzie Powierniczej miałyby zasiadać osoby rekomendowane przez uczelnie, samorządy, organizacje pozarządowe i środowiska twórcze. Wprowadza się zatem szereg zmian systemowych, organizacyjnych i społecznych, wraz z  sugestią połączenie radia z telewizją oraz likwidacji autonomii rozgłośni regionalnych.  Zainteresowanych reformą i możliwą realizacją postulatu „media publiczne trzeba będzie zbudować od zera”, odsyłam do publikacji „Politycy, odczepcie się od mediów” na łamach „Pressa” (https://www.press.pl).

 Autor w przeszłości uczestniczył w pracy różnych zespołów eksperckich, projektujących „nowy ustrój mediów publicznych”. Kilka własnych propozycji w tym zakresie zawarł  w dwóch monografiach naukowych („Radiofonia publiczna” 1999, „Dysjunkcje misji” 2008). Doświadczał braku stabilności prawa oraz skutków wielu cząstkowych nowelizacji Ustawy o rtv w czasie pełnienia funkcji prezesa zarządu i redaktora naczelnego Polskiego Radia Szczecin SA (1993-2006); obecnie nie ukrywa już swego zniechęcenia do rozwiązywania – jak się obawia – kwadratury koła. Wszakże opowiada się za kompleksową i dogłębną reformą TVP SA i PR SA oraz szesnastu regionalnych spółek radiowych, a nie ich likwidacją. Uważa przy tym, że powrót do obowiązującej w PRL-u koncepcji połączenia radia i telewizji w jedną strukturę prawno-ekonomiczną – co skutkować będzie likwidacją autonomii rozgłośni regionalnych, tak ważnych w demokratyzacji lokalnych społeczności – przyniesie więcej szkód, niż pożytku. Oczywiście ułatwi ona zarządzanie i kontrolę CAŁOŚCI z jednego decyzyjnego miejsca; z Warszawy. To może się podobać wszystkim politykom, łatwiej bowiem upilnować niepokornych, a żaden rząd takich nie lubi.

 

[1] „W ub.r. Telewizja Polska zanotowała 117,5 mln zł. straty w realizacji misji publicznej wobec 3,9 mln zł nadwyżki rok wcześniej”, co oczywiście (uw. autora) nie zapowiada straty bilansowej za cały 2022 r. i może być różnie interpretowane, również jako przykład zwiększenia środków na programy misyjne, wszakże wskazana „strata” nie świadczy o trwałej stabilności finansów TVP). Vide: https://www.wirtualnapolska.pl

[2] Ostatnio m. innymi: „Likwidacja czy reforma? Media publiczne w Polsce”, Wydz. Nauk Polit. i Dziennikarstwa oraz Ośrodek Badań i Edukacji Europejskiej UAM, Poznań 18-19 maja 2023 r.

[3] Problemom tym autor poświęcił szereg publikacji, również na łamach „Przeglądu Dziennikarskiego”, np.: w art.: „Degeneracja społecznej funkcji mediów” – z dn. 12.03.21. https://przegladdziennikarski.pl

[4] Z. Kosiorowski: Dysjunkcje misji, Książnica Pomorska i SRP, Szczecin-Poznań 2008, s. 102.

[5] Vide: „Pluralizm mediów po węgiersku” – z dn. 5.12.2019 r. https://przegladdziennikarski.pl

[6] Wypowiedzi na posiedzeniach Sejmu w dniu 21.06.2016 (1. dzień obrad), vide: https://www.sejm.gov.pl.

[dostęp z dn.10.05.2023]

[7] Vide: Postrzeganie telewizyjnych programów informacyjnych i publicystycznych. [W:] https://www.cobos.pl. [dostęp z dn. 10.11.2022]

[8] Vide: Społeczny projekt reformy mediów publicznych [W:] https://www.senat.gov.pl [dostęp z dn. 10.05.2023]

[9] Tamże.

Poprzedni artykułGondolierzy po australijsku
Następny artykułBarbara Kubiak – od edukacji w Technikum Chemicznym do konserwacji książek i malarstwa
Dr Zbigniew Kosiorowski, prof. nadzw. ZPSB – prozaik, dziennikarz, autor licznych reportaży radiowych, prasowych i słuchowisk. Ukończył studia wyższe polonistyczne (UAM, Poznań) i podyplomowe: prawa autorskiego (UJ, Kraków), krytyki artystycznej (WSNS, W-wa), a także w dziedzinie zarządzania, doradztwa finansowego i budowy strategii spółek (SGH, W-wa). Doktorat z ekonomii w zakresie nauk o zarządzaniu (SGH, W-wa). Współzałożyciel i redaktor naczelny Wydawnictwa GLOB (1984-1990), czasopism: Morze i Ziemia (1978-1981) i Między Innymi (1985-1989). W latach 1990-2006 prezes i redaktor naczelny Polskiego Radia Szczecin SA. Medioznawca i ekspert prawa autorskiego, profesor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu, autor monografii naukowych m.in.: Radiofonia publiczna (1999), Dysjunkcje misji (2009), podręczników cyfrowych do nauczania online: Gospodarowanie kapitałem ludzkim (2011) i Ochrona własności intelektualnej (2011), a także kilkudziesięciu artykułów naukowych z dziedziny zarządzania. Założyciel i dyrektor Szczecińskiej Szkoły pod Żaglami (1987-2003), kapitan jachtowy. Wydał ponad 20 pozycji książkowych, m.in.: W pętli (1985), Gnilec (1986), cykl powieści młodzieżowych Przez cztery oceany (1986-1990), Archipelag odpływów (2010), Desant (2013), Kamień podróżny (2016) i Zapadnia (2018).

2 KOMENTARZE

  1. Panie Zbigniewie, a może pokusił by się Pan o analizę obecnej sytuacji medialnej w Polsce po nielegalnym przejęciu TVP PR i wszystkich regionalnych ośrodków telewizyjnych i radiowych. Jak Pan oceni ich „pluralizm” (?) polityczny i ich skrajne, niespotykane dotychczas, upolitycznienie po postawieniu w rzekomy stan „likwidacji”.

  2. Szanowny Panie (Mietku?),
    praca medioznawcy wymaga uważnej lektury wielu gazet i czasopism, słuchania i oglądania radia i telewizji w szerokim spektrum ofert programowych, analiz porównawczych, udziału w badaniach naukowych i konferencjach, wgłębiania się w zmieniający się stan właścicielski mediów oraz niestabilne prawo; trzeba mieć końskie zdrowie, dobry słuch i wzrok, by sprostać wymogom rzetelnego medioznawstwa. Po ukończeniu 80. lat przestałem się nim zajmować. Tekst z czerwca 2023 roku był moim ostatnim (prasowym) tekstem „medioznawczym”. Ten rozdział swojej aktywności skwitowałem książką „Rewersał. Reminiscencje ze świata mediów, własności intelektualnej i literatury” (Książnica Pomorska, Szczecin 2023 r.) To już zamknięta dla mnie karta. Panu zaś, jak domniemam, nie brakuje energii i chęci do formułowania nie tylko zachęt, jak ta, którą Pan do mnie skierował. Zajmowane do niedawna pole pozostawiam Panu do uprawy. Zadawane przez Pana pytania są warte odpowiedzi.
    Z poważaniem
    Zbigniew Kosiorowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj