Meandry polityki Obamy w Afganistanie

0
Autor zdjęcia: Cezary P, Creative Commons Attribution-Share licence

Prezydent Obama odziedziczył po George’u Bushu dwie wojny – w Iraku i Afganistanie. Zapowiedział, że stopniowo będzie wycofywał wojska amerykańskie z Iraku, natomiast będzie wzmacniał obecność wojskową w Afganistanie. O ile wojnę w Iraku, Obama od początku uważał za niesłuszną to wojnę w Afganistanie uważał za słuszną walkę z terroryzmem i opowiadał się za przesunięciem uwagi i środków amerykańskich z Iraku na Afganistan. W końcu lutego 2009 roku Obama oświadczył, że oddziały bojowe USA zostaną wycofane z Iraku do września 2010 roku. Natomiast do 31 grudnia 2011 roku miało zostać tam ok. 50 tysięcy żołnierzy, którzy mieli szkolić armię iracką, chronić placówki amerykańskie oraz inne obiekty.

1 lipca 2011 r, zgodnie z porozumieniem między Waszyngtonem i Bagdadem wojska amerykańskie wycofały się z miast irackich do swoich baz. Plan ten został opracowany przez administrację Busha, ale realizował go rząd Obamy. Pojawiły się jednak obawy, że może to doprowadzić do zaostrzenia aktów terrorystycznych, ponieważ siły irackie mogą sobie nie poradzić z atakami.

Obama, zanim jeszcze został prezydentem, głosił pogląd, że zagrożeniem z powodu terroryzmu jest nie Irak, ale Afganistan. W marcu 2009 roku ogłosił nową strategię wojny w Afganistanie. Mówił, że Stany Zjednoczone są tam po to, aby pokonać Al-Kaidę. Należy odwrócić korzystny dla talibów trend, bowiem ryzyko przegranej jest realne, ale konsekwencje porażki mogą okazać się katastrofalne. Dlatego Obama wyszedł naprzeciw postulatom dowódców wojskowych i wysłał do Afganistanu 21 tysięcy żołnierzy, w tym 4 tysiące żołnierzy, których zadaniem jest szkolenie armii i policji afgańskiej. Obama mówił także, że w przeciwieństwie do polityki Busha w Afganistanie jego rząd więcej wysiłku włoży w budowę demokracji i społeczeństwa obywatelskiego.

W wywiedzie dla telewizji CBS w programie „60 Minutes” 22 marca 2009 r. Obama mówił o potrzebie opracowania „strategii wyjścia” z Afganistanu, ale nie sprecyzował, na czym ma ona polegać. Celem misji Stanów Zjednoczonych w Afganistanie – powiedział prezydent – „jest stworzenie takich warunków, aby Al Kaida nie mogła zaatakować Stanów Zjednoczonych, interesów amerykańskich i naszych sojuszników. To jest nasz priorytet”.

Obama w ramach nowej strategii w Afganistanie uważał, że należy podjąć rozmowy z umiarkowanymi talibami do takiego dialogu zachęcał też rząd prezydenta Karzaja oraz żołnierzy amerykańskich.

W związku z przeciąganiem się wojny w Afganistanie i brakiem perspektyw na stabilizację sytuacji w tym państwie, zaczęły pojawiać się w Stanach Zjednoczonych i w różnych krajach poglądy, że Afganistan może być dla Obamy tym, czym był Wietnam i wojna wietnamska dla Lyndona B. Johnsona, zmuszając go do rezygnacji z ubiegania się o drugą kadencję. Ta analogia nie w pełni jest prawdziwa. W szczytowym okresie Amerykanie mieli w Wietnamie około 500 000 żołnierzy i stracili ponad 50 000 ludzi. W Afganistanie w listopadzie 2009 roku przebywało ok 70 000 żołnierzy amerykańskich, a straty wynosiły od początku wojny w 2001 roku ok. 900 żołnierzy. Jak więc z powyższego wynika, wojna wietnamska odcisnęła się znacznie większym piętnem na życiu wewnętrznym USA aniżeli wojna w Afganistanie. Faktem jednak jest, że ta przeciągająca się wojna jest piętą achillesową Baracka Obamy.

Szczególnie niepokoiło administrację amerykańską pogranicze pakistańsko-afgańskie, gdzie talibowie mieli swoje bazy. Waszyngton naciskał na Pakistan, aby wojska tego kraju podjęły bardziej zdecydowane działania przeciwko talibom na terytorium Pakistanu. W tym celu USA zdecydowały się zwiększyć pomoc wojskową dla Pakistanu. Prezydent Asif Ali Zardani powitał decyzję z zadowoleniem i powiedział, że 1,5 miliarda dolarów rocznie do 2013 roku „scementuje stosunki Pakistanu i USA”.

Prezydent Obama znajdował się pod nieustanną presją ze strony dowódców wojskowych w Afganistanie o zwiększeniu liczby żołnierzy amerykańskich lub innych form zaangażowania w tym kraju. Czasami ulegał im. Ponadto w administracji Obamy istniały wewnętrzne podziały odnośnie polityki i strategii w Afganistanie. Wynika to z ujawnionych tajnych depesz WikiLeaks. Różnice te dotyczyły m.in. oceny prezydenta Afganistanu Hamida Karzaja.

Obama wiele mówił o dyplomacji, ale do Afganistanu wysłał czasowo w grudniu 2009r. dodatkowo 30 000 żołnierzy amerykańskich i zwiększył też liczbę ataków lotniczych na talibów. Według sondażu „USA Today” i Gallupa przeprowadzonego w grudniu 51% Amerykanów aprobowało tę decyzję, 40% było przeciwnych, a 9% nie miało zdania. Obama w swym orędziu o stanie państwa wygłoszonym 27.01.2010 r. zapowiedział, że wojnę w Iraku zakończy w 2010 r. Prezydent pochwalił się także sukcesami w walce z Al-Kaidą. Oceny te okazały się zbyt optymistyczne.

Administracja Obamy naciskała na sojuszników z NATO aby zwiększyli swoje zaangażowanie militarne w Afganistanie ponieważ z formalnego punktu widzenia była to operacja Sojuszu Północnoatlantyckiego. Te naciski w wielu wypadkach okazały się skuteczne.

Na początku grudnia 2010 r. Obama złożył okrytą tajemnicą trzy i pół godzinną wizytę w Afganistanie dla podreperowania morale żołnierzy amerykańskich. W bazie Bagram dziękował zgromadzonym tam niespełna czterem tysiącom żołnierzy za służę, za ofensywną walkę przeciwko talibom. Prezydent zapowiedział, że za rok zacznie się przekazywanie odpowiedzialności Afgańczykom. Obama nie spotkał się tym razem z prezydentem Hamidem Karzajem. Odbył z nim jedynie krótką 15-minutową rozmowę telefoniczną.

22 czerwca 2011r. Obama optymistycznie ocenił, że Stany Zjednoczone osiągnęły swoje cele w Afganistanie i w związku z tym uznał, że czas na stopniowe wycofywanie wojsk amerykańskich z tego kraju. Zapowiedział więc, że do końca 2011 wycofa 10 000 żołnierzy a następne 20 000 powróci następnego lata. W ten sposób Obama zdecydował się wycofać z Afganistanu tylu żołnierzy, ilu sam posłał w grudniu 2009 r. Obama zdawał sobie sprawę, że społeczeństwo amerykańskie jest w większości przeciwko tej wojnie. Według sondażu CBS News w październiku 2011 r. 58% Amerykanów uznawało, że Stany Zjednoczone nie powinny uczestniczyć w tej wojnie, a 35% było odmiennego zdania.

Na początku maja 2012 r. Obama przybył z trzecią od objęcia prezydentury wizytą do Afganistanu. Potwierdził wycofanie 23 000 żołnierzy do końca lata i powiedział „nie zbudujemy stałych baz w tym kraju ani nie będziemy patrolować miast i gór. To będzie zadaniem Afgańczyków”. Porozumienie jakie Obama podpisał z prezydentem Karzajem zdaniem Obamy otwiera „nowy rozdział w stosunkach między Stanami Zjednoczonymi i Afganistanem”. W czasie spotkania z Karzajem w Białym Domu 11 stycznia 2013r. Obama zapewnił prezydenta Afganistanu, że Amerykanie, będą nadal walczyć w Afganistanie, ale ich obecność „będzie różniła się od dotychczasowej… będziemy szkolić, pomagać i doradzać”. Obama podkreślił, że afgańskie siły zbrojne powinny teraz odegrać wiodącą rolę w działaniach zbrojnych. Zapewnił również Obama swego gościa, że Stany Zjednoczone będą na dłuższą metę partnerem „silnego i suwerennego Afganistanu”. W końcu 2014r. Afgańczycy „będą w pełni odpowiedzialni za swój kraj i wojna będzie miała swój odpowiedzialny koniec”. Obaj prezydenci poinformowali, że wyeliminowali przeszkody, które blokowały rozmowy w sprawie bilateralnego porozumienia o bezpieczeństwie, co pozwoliłoby Stanom Zjednoczonym utrzymać niewielkie siły po 2014 r. Obama z naciskiem podkreślił, że porozumienie pozwoli zachować żołnierzom amerykańskim immunitet gdyby naruszyli prawo afgańskie. Karzaj powiedział jednak, że w tej sprawie musi zasięgnąć opinii narodu afgańskiego czy immunitet nie narusza suwerenności Afganistanu.

16 grudnia 2013 r. ogłoszono w Waszyngtonie raport oceniający pierwszy rok nowej strategii Obamy w Afganistanie. W Afganistanie stacjonowało wówczas ok. 150 tys. żołnierzy NATO, w tym 100 tys. Amerykańskich. Przedstawiając raport Obama powiedział „jesteśmy w lepszej pozycji dając naszym wojskom w Afganistanie wsparcie i środki, których potrzebują w realizacji ich misji. Obama nadal dość skutecznie nakłaniał sojuszników NATO, aby w większym stopniu angażowali się w operację wojskową w Afganistanie.

Stany Zjednoczone wynegocjowały z Afganistanem porozumienie w ramach którego po wycofaniu do końca 2014 sił NATO w Afganistanie pozostałoby ok 10 tys. żołnierzy amerykańskich, których zadaniem byłoby wsparcie władz afgańskich, by ponownie do władzy nie doszli talibowie, jak miało to miejsce po wycofaniu się Rosjan na początku lat 1990-tych. Karzaj oświadczył, że podpisze porozumienie dopiero po wyborach i postawił pewne warunki. Poddenerwowany tym stanowiskiem Obama przesłał Karzajowi list, w którym zapewniał, że żołnierze USA nie będą wkraczać do domów afgańskich z wyjątkiem gdy pojawi się zagrożenie dla zdrowia i życia Amerykanów. Poddenerwowany odmową Karzaja podpisania porozumienia, Obama w rozmowie telefonicznej z prezydentem Afganistanu 25 lutego 2014 r. poinformował go, że polecił armii amerykańskiej zaplanować całkowite wycofanie się z Afganistanu do końca roku. Porozumienie o długoterminowym bezpieczeństwie, podpisano dopiero po wyborze nowego prezydenta Afganistanu Ashrafa Ghani. Porozumienia podpisali 30.09.2014 r. w imieniu USA ambasador James B. Cunningham, a w imieniu władz Afganistanu nowy doradca do spraw bezpieczeństwa Hanif Atmar. W myśl porozumienia, po zakończeniu misji bojowej NATO, 31 grudnia 2014 r. w Afganistanie pozostanie 9800 żołnierzy amerykańskich oraz 2000 żołnierzy NATO.

„Jesteśmy w Afganistanie dłużej niż oczekiwało wielu Amerykanów” – powiedział prezydent 27 maja 2014r. przemawiając w Ogrodzie Różanym Białego Domu. Przedstawił wówczas plan pozostawienia w Afganistanie do końca roku 9.800 żołnierzy. W tym momencie w Afganistanie przebywało 32 000 żołnierzy amerykańskich. Równocześnie prezydent dodał, że Stany Zjednoczone zachowają pewne zobowiązania militarne w tym kraju do końca 2016r. „Nie tylko możemy w sposób odpowiedzialny zakończyć naszą wojnę w Afganistanie – powiedział Obama – i osiągnąć cele, które nas zaangażowały w tę wojnę, ale możemy otworzyć nowy rozdział amerykańskiego przywództwa w świecie. Prezydent słusznie zauważył, że „Amerykanie przekonali się, że trudniej jest zakończyć wojnę niż ją rozpocząć… Tak się kończą wojny w XXI wieku”. „Musimy uznać – powiedział – że Afganistan nie jest doskonałym miejscem i nie jest naszym zadaniem uczynić go takim. O przyszłości Afganistanu muszą zadecydować sami Afgańczycy”.

Decyzja Obamy o wycofaniu wszystkich wojsk amerykańskich z Afganistanu do końca 2016 r. spotkała się z krytyką m.in. ze strony przewodniczącego Council on Foreign Relations Richarda Haassa oraz ze strony byłego dyrektora CIA i NSA gen. Michaela Haydena. Obaj uznali decyzję prezydenta za arbitralną i stwierdzili, że Obama wysyła zły sygnał rządowi Afganistanu i talibom. Grozi to powstaniem w Afganistanie sytuacji podobnej do sytuacji w Iraku.

Również republikanie zwłaszcza reprezentujący konserwatywne skrzydło tej partii negatywnie ocenili decyzję Obamy wycofania wszystkich wojsk z Afganistanu. Były wiceprezydent Dick Cheney określił decyzje Obamy jako „głupią” i „niemądrą” a samego Obamę jako „najsłabszego” prezydenta od czasu Franklina Delano Roosevelta.

Sondaż przeprowadzony w maju 2014 r. przez „Huftington Post” ukazał, że 31% Amerykanów z zadowoleniem przyjęło decyzję Obamy o utrzymaniu części żołnierzy amerykańskich do 2016 r. natomiast 35% opowiedziało się za natychmiastowym wycofaniem wojsk z Afganistanu. Interesujące, że w tym sondażu 40% ankietowanych wyrażało pogląd, że wysłanie wojsk do Afganistanu w 2001 r. było błędem, a 36% nie zgodziło się z takim poglądem. 24% ankietowanych nie miało poglądów w tej sprawie.

Przemawiając 28 maja 2014 r. w Akademii Wojskowej West Point prezydent powiedział, że zakończył wojnę w Iraku i zamierza zakończyć wojnę w Afganistanie i zdziesiątkować Al-Kaidę na pograniczu pakistańsko-afgańskim. Obama uznał za duże osiągnięcie fakt, że Stany Zjednoczone przeszkoliły setki tysięcy żołnierzy afgańskich, które teraz starają się zapewnić stabilizację wewnętrzną kraju. Z tą stabilizacją to w Afganistanie różnie bywa. Jest dezercja z armii afgańskiej i są przypadki ataków na żołnierzy z innych państw NATO. Kiedy Obama powiedział kadetom, że są „pierwszymi od 11 września 2001 r. rocznikiem, który nie zostanie wysłany by walczyć w Iraku i w Afganistanie, kadeci nagrodzili te słowa burzliwymi oklaskami.

Ostatni poniedziałek maja w Stanach Zjednoczonych jest świętem państwowym „Memorial Day” upamiętniającym żołnierzy, którzy zginęli w czasie służby wojskowej. Początki tego święta sięgają czasów Wojny Domowej (1861-1865), kiedy zaczęto honorować żołnierzy poległych w wojnie secesyjnej.

Z okazji tego święta prezydent Obama postanowił spotkać się z żołnierzami amerykańskimi przebywającymi w Afganistanie. W tajemnicy opuścił Biały Dom i 25 maja 2014r. wylądował w bazie amerykańskiej Bagram pod Kabulem. Prezydentowi towarzyszyła grupa współpracowników, w tym doradczyni spraw bezpieczeństwa narodowego Susan Rice. Była to czwarta wizyta prezydenta Obamy w Afganistanie. Ostatnia miała miejsce 1 maja 2012r. W maju 2014 r. w Afganistanie przebywały ciągle 32 tysiące żołnierzy amerykańskich. Wojna w Afganistanie toczyła się przez prawie 13 lat i była najdłuższą wojną w historii Stanów Zjednoczonych.

Obama spotkał się z żołnierzami amerykańskimi i przy burzliwych brawach zapewnił ich, że są ostatnią zmianą przebywającą w Afganistanie. W związku z krytyką opieki nad weteranami prezydent obiecał im, że uczyni wszystko by ułatwić im przejście ze służby wojskowej do życia cywilnego. Obama odwiedził żołnierzy przebywających w szpitalach oraz odbył naradę z dowódcami. Natomiast nie spotkał się z prezydentem Afganistanu Hamid Karzajem ani dwoma rywalami do prezydentury Abdullah Abdullachem i Ashraf Chanim, którzy prowadzili w tym czasie kampanię wyborczą.

Po powrocie do Waszyngtonu Obama oświadczył 27 maja, że doprowadzi „najdłuższą wojnę amerykańską do odpowiedzialnego zakończenia”. Wówczas, w maju 2014 r. w Afganistanie przebywało 32000 żołnierzy amerykańskich. Prezydent zapowiedział, że w 2015 r. w Afganistanie pozostanie 9800 żołnierzy amerykańskich, a w 2016 r. pozostanie około tysiąca żołnierzy dla ochrony ambasady USA i kontynuowania współpracy z siłami zbrojnymi Afganistanu. „Nadszedł czas by zmienić naszą politykę zagraniczną, która przez ostatnią dekadę skoncentrowana była na wojnach w Afganistanie i w Iraku” – powiedział prezydent. Żołnierze amerykańscy od 2015 r. będą szkolić, doradzać armii afgańskiej, pomagać jej w walce z terroryzmem i Al Kaidą. Obama natomiast nie wspomniał o walce z talibami. Walkę z talibami miała prowadzić armia afgańska. Obama uzależnił realizację tych planów od wejścia w życie Bilateralnego Porozumienia o Bezpieczeństwie (CBS) miedzy USA i rządem Afgańskim, które zostało uzgodnione w listopadzie 2013 r. Ustępujący ze stanowiska prezydent Afganistanu Hamid Karzaj odmówił podpisania tego porozumienia i oświadczył, że powinien podpisać je jego następca.

Republikanie, którzy z reguły byli przeciwni redukcji obecności militarnej Stanów Zjednoczonych w świecie ocenili stanowisko prezydenta błąd i jako „triumf polityki nad strategią”. Obama wyjaśnił, że Amerykanie przekonali się, że łatwiej rozpocząć wojnę niż ją zakończyć dodając, że „zdajemy sobie sprawę, że Afganistan nie stanie się idealnym miejscem, ale nie jest zadaniem Amerykanów uczynienie go takim”.

W związku z walkami wewnętrznymi w Iraku republikanie uważali, że Stany Zjednoczone nie powinny wycofywać swoich wojsk z Afganistanu. Twierdzili, że po wycofaniu wojsk w Afganistanie powstanie taka sama sytuacja jaka miała miejsce w Iraku: nasiliłyby się ostre konflikty etniczne i religijne, w wyniku których zginęło tysiące osób. Obama jednak w sierpniu 2014 r. oświadczył, że dotrzyma terminu wycofania wojsk amerykańskich z Afganistanu.

W czasie Świąt Bożego Narodzenia 2014 r. Barack Obama przebywający na urlopie na Hawajach spotkał się z żołnierzami piechoty morskiej w bazie Kaneohe na Hawajach. W swoim wystąpieniu prezydent zapowiedział koniec 13-letniej misji bojowej w Afganistanie. Dzięki tej misji – powiedział Obama – „jesteśmy bezpieczniejsi. Afganistan nie będzie już źródłem ataków terrorystycznych”. Prezydent przyznał, że była to misja bardzo kosztowna nie tylko dla Amerykanów. Tylko Amerykanie stracili ok. 2200 żołnierzy i wydali na tę wojnę ponad bilion dolarów.

Mimo tych kosztów i wysiłków sytuacja w Afganistanie jest nadal trudna i niestabilna.

Wojna w Afganistanie była dla Stanów Zjednoczonych kosztowna pod wieloma względami. Politycznie nie służyła poprawie wizerunku Stanów Zjednoczonych. Finansowo była znacznym obciążeniem dla budżetu USA. Według szacunkowych danych wojna w Afganistanie od 2001r. do połowy 2014r. kosztowała podatników amerykańskich 735 767 200.000. Koszty te nadal rosną. Obliczono, że podatnik amerykański płacił statystycznie co godzinę na wojnę w Afganistanie 10 dolarów.

Stany Zjednoczone poniosły również straty w ludziach. Do połowy 2014 r. w Afganistanie zginęło ponad 2175 żołnierzy amerykańskich, z tego 575 za prezydentury George’a W. Busha. Jak więc z powyższego wynika w ciągu 4 pierwszych lat prezydentury Obamy zginęło więcej żołnierzy amerykańskich aniżeli w ciągu 8 lat rządów Busha.

Poprzedni artykułChiny odkrywają Europę Środkowo-Wschodnią
Następny artykułKrystyna Łyczywek – menadżer i artystka fotografii (w sierpniu 2020 roku będzie miała 100 lat!)
Longin Pastusiak
Prof. dr hab. Longin Pastusiak - politolog, amerykanista. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarskim Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Wydziale Spraw Międzynarodowych University of Virginia w Stanach Zjednoczonych. W latach 1963-1993 pracował w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Od 1978 r. profesor nadzwyczajny, a od 1986 r. profesor zwyczajny. W latach 1994-2005 Profesor Uniwersytetu Gdańskiego. W latach 1985 -1988 Prezes Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Poseł Ziemi Gdańskiej w Sejmie I, II, III kadencji (1991-2001). Wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP oraz przewodniczący stałych delegacji Sejmu i Senatu do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO oraz do Zgromadzenia Parlamentarnego Unii zachodnioeuropejskiej W latach 2002-2004 wiceprezydent Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. W latach 2001-2005 marszałek Senatu V kadencji. Profesor w Akademii Finansów oraz w Wyższej Szkole Zarządzania i Prawa w Warszawie. Obecnie jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, gdzie jest Dyrektorem Instytutu Spraw Społecznych i Stosunków Międzynarodowych. Prof. Longin Pastusiak wykładał na uczelniach polskich i zagranicznych. Doctor honoris causa uczelni polskich i zagranicznych. Prof. dr hab. Longin Pastusiak jest autorem ponad 700 publikacji naukowych w tym ponad 90 książek. W 2015 r ukazały się następujące książki prof. L. Pastusiaka: * Polacy w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydenci USA w anegdocie. Od Trumana do Obamy, Bellona, Warszawa 2015. * Prezydent dobrych intencji. Polityka zagraniczna Baracka Obamy, Oficyna Wydawnicza “Adam”, Warszawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here