Maria Jaremek: nowym księgarniom brak działań na rzecz upowszechniania książek

0
Fot. Radio Szczecin

Rozmowa z Marią Jaremek, księgarką, bibliotekarką, nauczycielką dyplomowaną, autorką tekstów

Zawsze można było coś zrobić pożytecznego dla książki, jej sprzedaży i rozwoju czytelnictwa!

Karol Czejarek: – Poświęciła mi pani obszerny artykuł publikując „Moje życie polsko-niemieckie” m.in. w „Przeglądzie Dziennikarskim”, jak i w „Przeglądzie Zachodniopomorskim”. Napisała Pani też o mnie „notkę” do Aneksu Encyklopedii Szczecina, (Suplement do wydania jubileuszowego z 2015 r., STK, Szczecin 2019) . Za te fakty jestem oczywiście Pani bardzo wdzięczny. Ale zapytam nieskromnie, dlaczego Pani wybrała m.in. mnie, jako temat swego „pisania”?

Maria Jaremek: – Panie Profesorze, dodam jeszcze, że mój tekst o Panu z zamieszczonymi w nim licznymi zdjęciami (także z okresu pańskiej kariery kolarskiej), ukazał się również na łamach „Bibliotekarza Zachodniopomorskiego” nr 3-4/2018.

To tym bardziej dziękuję!

 A na pytanie, dlaczego wybrałam Pana jako m.in. temat swego pisania, odpowiem tak: gdy w październiku 1967 r. podjęłam pierwszą pracę w księgarni Domu Książki „Zamkowa” w Szczecinie, był Pan już znaną postacią „szczecińskiej” kultury – jako kierownik, niedaleko znajdującej się od „Zamkowej” – księgarni „Klubowa”. Był Pan również „duszą” powołanego w 1964 r. Szczecińskiego Klubu Bibliofilów (który powstał pod egidą Szczecińskiego Towarzystwa Kultury). No i był Pan znanym kolarzem, a ja od zawsze (i chyba na zawsze) pozostanę fanką kolarstwa.

–  Szkoda, że nic wtedy o tym nie wiedziałem?!

–  Zazdrościłam też Panu, że Pana księgarnia uchodziła wtedy za najlepszą w mieście! (Też chciałam w takiej pracować).

–  To czym Pani zdaniem się wyróżniała?

–  Tym, że odbywały się w niej spotkania z pisarzami i naukowcami, zebrania poświęcone rozwojowi szczecińskiej humanistyce i wykłady, jak tworzyć nowe polskie tradycje kulturalne, w odzyskanym po wiekach Szczecinie.

Organizował Pan też w „swojej” księgarni wystawy, koncerty i konkursy!

Do Pańskiego Szczecińskiego Klubu Bibliofilów należała wtedy cała elita środowiska kulturalnego, naukowego oraz dziennikarskiego Szczecina na czele ze znanymi w mieście prawnikami – z mec. Romanem Łyczywkiem i sędzią Zenonem Zaniewickim.

U Pana spotkać można było (i porozmawiać) ówczesnych luminarzy szczecińskiej kultury i nauki np. pana profesora Henryka Lesińskiego – dyr. ówczesnego Archiwum Państwowego (późniejszego rektora Wyższej Szkoły Nauczycielskiej, przekształconą w Wyższą Szkołę Pedagogiczną).

Prof. Lesiński był też wówczas członkiem Komisji Organizacyjnej Uniwersytetu Szczecińskiego, a następnie dziekanem Wydziału Humanistycznego tej uczelni!

Był Pan w tamtych latach gospodarzem licznych spotkań szczególnie ze szczecińskimi pisarzami oraz miejscowego środowiska artystów plastyków i aktorskiego. I stał się Pan swoistym łącznikiem Klubu Bibliofilów z władzami miasta.

–  Dziękuję za taką ocenę! Nawet nie przypuszczałem, że po latach – wszystkie te fakty – pozostały jeszcze w pamięci ludzi Pani pokolenia.

 „Głos Szczeciński” np. (1-2 maja 1965 r.) pod nagłówkiem „Najszlachetniejsze hobby” informował m.in. iż „Od kilku dni w księgarni „Klubowej” obok najnowszych wydań książkowych, pachnących jeszcze farbą drukarską, zobaczyć można książki i druki z wieku XVI, XVII, XVIII, drukowane w 30 sławnych oficynach Pomorza Zachodniego a także pierwsze egzemplarze szczecińskich gazet z roku 1945 r.”.

–  Tak, tego typu wystawy też organizowaliśmy. Była to już wtedy siódma kolejna wystawa Klubu Bibliofilów STK. Klub, który zrzeszał ponad 70 ludzi związanych wspólną pasją – miłością do książek, kolekcjonerstwem rzadkich wydań i starych druków!

Ale Pani Mario szanowna, choć rzeczywiście wiele działo się wówczas w „mojej” księgarni, ale robiłem to nie dla rozgłosu własnej osoby, ale podniesienia rangi szczecińskiego środowiska kulturalnego wobec reszty kraju, a także wobec Niemców, których zaczęło przyjeżdżać coraz więcej do Szczecina, do szczecińskich teatrów, filharmonii, wystawy na Zamku, podziwiali także wydarzenia mające miejsce w „Klubowej”.

–  Panie Profesorze – proszę mi nie przerywać, bo jeszcze nie skończyłam swojej „oceny” Pańskiej placówki, która stała się swoistym CENTRUM KULTURY!

A jednocześnie był Pan znanym (dobrze zapowiadającym się w każdym razie – w skali ogólnopolskiej – kolarzem), ale wracając do księgarstwa – księgarnia „Zamkowa” (położona w sąsiedztwie redakcji „Kuriera Szczecińskiego”, najstarszego dziennika Pomorza Zachodniego, ukazującego się nieprzerwanie od 1945 r., który też rozpisywał się o Panu miała ambicję być podobnym miejscem, do którego przychodzili czytelnicy nie tylko po konkretną książkę, ale także – wzorem pańskiej księgarni – na organizowane i u nas wystawy autorstwa pana Bogdana Gustowskiego. My też organizowaliśmy spotkania z autorami! Ale daleko było nam do Pańskiej i Pańskiej „Klubowej” popularności.

–  O jak to dobrze, że wspomniała Pani pana Bogdana Gustowskiego! Był niespożyty w swoich pomysłach artystycznych na rzecz upowszechniania książki.

A jak Pani nazywała się wtedy „z domu”?

–  Mielnicka. Maria Mielnicka.

 Przykro mi, ale rzeczywiście nie pamiętam Pani z tamtego okresu; natomiast doskonale przypominam sobie Pani szefa, kierownika „Zamkowej” p. Romana Bielańskiego, który podjął wówczas rywalizację. Podobnie uczyniły to inne znane wtedy w Szczecinie księgarnie, m.in „Piastowska”, „Pod Arkadami” i jeszcze inne, w których z czasem też zaczęły działać „Kluby Miłośników Książki”, tyle, że nie pod patronatem STK, a przedsiębiorstwa „Domu Książki”. Ja wyłamałem się z tego szyku, wspierając tym samym rozwój szczecińskiego społecznego ruchu regionalnego, który rozwijał się z inicjatywy społecznej, ale łączył wysiłki ówczesnych władz z ludźmi niezależnymi od nich, szczególnie tzw. wolnych zawodów. To spowodowało, że na II Sejmiku Miłośników Ziemi Szczecińskiej wybrano mnie na sekretarza prezydium STK i powołano na dyrektora Biura Szczecińskiego Towarzystwa Kultury.

– Panie Profesorze, ja byłam wtedy bardzo młoda i na początku niezbyt dobrze się orientowałam w tej całej strukturze kulturalnego życia Szczecina. Ale zanim wrócę do STK (które działa do dziś!) – małe sprostowanie. Moją szefową w „Zamkowej” w 1967 r. była p. Eugenia Kondratowicz, a nie pan Bielański. Była zaprzyjaźniona z p. Ireną Lendzion, późniejszą (po Panu) kierowniczką „Klubowej”. Natomiast od p. Henryka Malickiego (wcześniejszym – przed Panem – kierownikiem „Klubowej”) zdołałam się dowiedzieć o wcześniejszej historii księgarni mieszczącej się przy Hołdu Pruskiego 8, w której wówczas pracowałam

–  To przypomnijmy ją króciutko, bo mało, kto o niej dziś pamięta?!

 Otóż w 1946 r. nastąpiło otwarcie księgarni prywatnej „Czytelnik”, a jej pierwszym kierownikiem był p. Perzyński, który do Szczecina przyjechał z Warszawy. Zmieniali się szefowie „Czytelnika”. Pan Henryk Malicki – od którego to wszystko wiem – przejął tę księgarnię po p. Arbaszewskim i pracował w niej do lipca 1949 r. Stamtąd przeszedł do księgarni „Klubowej” przy pl. Lotników 16.

Po upaństwowieniu księgarstwa w 1950 r., dotychczasowa księgarnia „Czytelnik” przy placu Hołdu Pruskiego 8 otrzymała nazwę „Zamkowa” i wtedy rzeczywiście przejął ją p. Roman Bielański. Potem, gdy zaadaptowano pomieszczenia znajdujące się dosłownie na rogu tego budynku przy pl. Hołdu Pruskiego 8 powstała w nich Wojewódzka Księgarnia Wysyłkowa, a jej kierownikiem został p. Roman Bielański.

–  To była „barwna” postać?!

Pana (śp.) Romana Bielańskiego pamiętają do dziś szczecinianie, a szczególnie bibliotekarze.

–  Dlatego, gdyż Księgarnia Wysyłkowa realizowała zamówienia na książki do filii Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej i bibliotek instytucji kulturalnych i naukowych znajdujących się w mieście i w całym województwie. Natomiast w księgarni „Zamkowej” szefowała po Panu Bielańskim p. Eugenia Kondratowicz.

–  Dziękuję Pani za to sprostowanie, które przy okazji przypomina dni „rodzenia się” polskiego księgarstwa w odzyskanym po wiekach POLSKIM Szczecinie!

Ale proszę jeszcze powiedzieć, jak wspomina Pani tamto księgarstwo („pierwszej” pracy) w porównaniu z dzisiejszym?

–  Wspominam BARDZO MIŁO! Marzyłam wprawdzie o studiach, ale realizację marzeń zostawiłam na później. Rozpoczęłam pracę w księgarstwie, by nie być ciężarem dla rodziców.

–  Czyli mamy podobną drogę życiową.

–  Wiem o tym, bo znam dziś Pańską biografię, a wracając do przerwanego wątku – wtedy

moją bezpośrednią przełożoną – w okresie stażu „księgarskiego” – była zastępczyni kierowniczki p. Alina Bachowska. Cudowna osoba, która posiadała dar zjednywania sobie młodych ludzi, przyszłych adeptów księgarstwa. Pod jej skrzydłami praca w księgarni była ciekawa, a codzienne zdobywanie umiejętności sprawiało radość.

A Pan zostawił wyraźny ślad po sobie, który do dziś jest legendą wśród „starych” księgarzy, że można było i w poprzednim systemie uczynić tak wiele dla polskiej kultury!

–  Dziękuję Pani z tę ocenę! Ale, czy nie przesadza Pani?

–  Nie, nie przesadzam; do dziś podziwiam Pańskie działania, które w dużym stopniu i mnie ukształtowały! Swoją wiedzę o Pańskiej działalności mam obecnie możliwość uzupełnić przeglądając archiwalia STK. W latach 1964-1965 sekretarzem STK (od powstania Stowarzyszenia) był Stanisław Krzywicki, ale zaraz po nim – Pan!

Jestem na etapie gromadzenia materiałów do monografii o księgarstwie szczecińskim, i właśnie p. Stanisław Krzywicki (też bardzo zasłużona postać dla szczecińskiej kultury), były dyrektor WiMBP im. Stanisława Staszica (od 1994 r. nosi nazwę „Książnica Pomorska”), zaproponował mi, abym pomogła prof. Tadeuszowi Białeckiemu (obecnemu redaktorowi naczelnemu „Encyklopedii Szczecina”) dokonać selekcji zbiorów STK. I tak natrafiłam na bezcenne materiały o szczecińskiej kulturze lat 50/60 i późniejszych ub. wieku, w tym i o powiatowych towarzystwach społeczno-kulturalnych.

–  Do dziś cieszę się, że udało się wówczas powołać w każdym powiecie regionalne towarzystwo kultury i skupić wokół zagadnień kultury wielu wspaniałych działaczy na rzecz tworzenia w Szczecińskiem nowych tradycji kulturalnych. W każdym razie z rozrzewnieniem wspominam dziś tamte lata, dla których punktem wyjścia była KSIĄŻKA!

 Choć były to trudne lata, były bardzo ekscytujące. Moja praca z książką w „Zamkowej” była dla mnie prawdziwą szkołą życia! Gdy później doszły obowiązki rodzinne, a po kilku latach jeszcze studia, wybrałam pracę w bibliotece środowiskowo-medycznej przy Klubie „Remedium”. Pracowałam też w szkolnej bibliotece Zespołu Szkół Samochodowych w Szczecinie, gdzie dodatkowo dyrektor przydzielił mi wychowawstwo na pół etatu w internacie. Wszędzie – od pierwszej pracy w księgarstwie (17 lat pracy), potem pięć lat w Remedium, a następnie w bibliotece szkolnej i jako nauczyciel etyki w XIV LO – aż do przejścia na emeryturę w 2007 roku towarzyszyła mi jednak książka, i tą pasją „zarażałam” swoich uczniów i środowisko, w którym żyłam.

–  Gratuluję Pani tej kariery pracy z książką! Tym bardziej, iż do dziś jest Pani związana z bibliotekarstwem i księgarstwem! Pisze na ich temat artykuły i książki. Ale zapytam Panią – korzystając z okazji naszej rozmowy – jakie zmiany nastąpiły w szczecińskim księgarstwie od czasu, kiedy w r. 1973 wyjechałem ze Szczecina do Warszawy, gdzie zaproponowano mi funkcję zastępcy dyrektora Centralnej Składnicy Księgarskiej.

–  Od tamtego czasu w Szczecinie wiele się zmieniło. Państwowe Przedsiębiorstwo „Dom Książki”, które swoim zasięgiem obejmowało województwo szczecińskie i koszalińskie i kierowało siecią 55 placówek księgarskich, z czego w samym Szczecinie istniały 24 księgarnie – zostało rozwiązane! Oprócz stałych księgarń w Międzyzdrojach i Świnoujściu co roku od maja do września, uruchamiane były też księgarnie tzw. sezonowe: w Dziwnowie, Łukęcinie, Międzywodziu, Pobierowie, Pogorzelicy i w Wisełce. Ten okres pracy wspominam z sentymentem, gdyż poznałam wtedy wielu pisarzy, poetów i twórców kultury, którym tam wówczas organizowaliśmy WIECZORY AUTORSKIE. Niewiele NIESTETY pozostało po tamtej działalności, gorzej, że niczym NOWYM w zakresie upowszechniana książki, ich nie zastąpiono.

Teraz książki kupuje się głównie w molochach handlowych typu Galaxy, Kaskada, Carrefour, w których funkcjonują również duże sieci księgarskie jak EMPiK, Świat Książki czy Matras, który likwidując swoje księgarnie wyprzedawał niedawno książki z 90 procentowym upustem?!

–  Czyli tęskni Pani za księgarniami w jakich MY pracowaliśmy, zaczynając NASZĄ służbę dla kultury?

–  Tak tęsknię! Dawne księgarnie miały swój własny, niepowtarzalny klimat, jaki np. panował w Pańskiej – też już nieistniejącej księgarni Klubowej. Te księgarnie miały wtedy także swoich stałych klientów, czy jak kto woli – czytelników. Gdy księgarstwo zostało sprywatyzowane i księgarnie (o których rozmawiamy) niemal do zera zniknęły z mapy miasta, zapomniano też i o „starych” zasłużonych księgarzach! Stąd moje obecne działania starające się ich przypomnieć!

–  Czy chciałaby Pani jeszcze coś, do tego, co już zostało powiedziane dodać?

–  Tak to, że przede wszystkim zmienił się profil sprzedaży. Podkreślam SPRZEDAŻY. Nowym placówkom brak działań na rzecz UPOWSZECHNIANIA KSIĄŻKI! Pozytywnym wyjątkiem jest działająca w Szczecinie od 2014 roku księgarnia, a właściwie kluboksięgarnia, „Fika”, wielokrotnie wyróżniana i nagradzana. Wyspecjalizowana w literaturze dla młodych czytelników. To miejsce dla wolnych myśli, poznania nowych przyjaciół, miejsce na warsztaty, czas na kawę lub kakao. Przychodzą tam całe rodziny, ponieważ dorośli też mają do dyspozycji wybór literatury. „Fika” jest nieformalnym domem kultury, centrum literackim dla młodych czytelników.

–  Pani Mario szanowna, niech Pani znajdzie w tym gąszczu narzekań coś pozytywnego!

 Honor dawnego księgarstwa szczecińskiego obecnie podtrzymuje pan Jacek Paszkowski, dawny księgarz z ul. Krasińskiego, prowadząc z żoną od 2013 r. niedużą księgarnię „Sedina” na rogu al. Wyzwolenia i ul. Felczaka.

To ciekawe miejsce na obecnej kulturalnej mapie Szczecina, ale takich miejsc „z klimatem” – jest stanowczo za mało.

W „Sedinie” nadal odbywają się ciekawe spotkania m.in. poświęcone historii miasta. Podobne organizuje dziś też „Książnica Pomorska”!

–  Dobrze, że Pani wspomniała w tym momencie o „Książnicy”, to wielka wspaniała instytucja (z której Szczecin może być i słusznie jest dumny), proszę o kilka zdań „od siebie” o tej wspaniałej instytucji w kontekście organizowanego przez nią m.in. sympozjum „Ludzie książki Pomorza Zachodniego”, które Książnica organizuje już od 2013 roku!?

 Książnica Pomorska to najbardziej cenna instytucja naukowa gromadząca, opracowująca i udostępniająca książki w postaci papierowej i w formie audiobooków, czasopisma oraz zbiory specjalne (płyty, nuty, mapy, obrazy, rękopisy, listy, pamiątki rodzinne itp.). „Dom Książki” zawsze ściśle współpracował z WiMBP w organizowaniu spotkań autorskich, majowych kiermaszów książki, imprez rocznicowych i kulturalnych. W latach 1955-1974 dyrektorem WiMBP był Stanisław Badoń, a od 1974 – Stanisław Krzywicki.

W jej „Muzeum Literackim” (którym kieruje p. Jolanta Liskowacka) znajdują się m.in. pokonkursowe wspomnienia pt. „Dzieje szczecińskich rodzin”, konkursu, który jeszcze Pan zainspirował w czasie swego pobytu w Szczecinie.

Są też pamiątki i listy Stanisława Ignacego Witkiewicza do żony Jadwigi.

Jest i ogromny księgozbiór podarowany przez prof. Henryka Markiewicza. Są również archiwalia Zbigniewa Herberta, Konstantego I. Gałczyńskiego, Witolda Wirpszy i jego żony Marii Kureckiej i wielu, wielu innych.

Książnica Pomorska o statusie naukowym jest miejscem spotkań autorskich, konferencji naukowych, imprez kulturalnych, wernisaży malarskich i fotograficznych.

Jest w Książnicy także „Biblioteka Niemiecka” i „Medioteka Języka Niemieckiego”.

Na uwagę zasługuje też Dział Udostępniania Zbiorów dla osób niedowidzących, który prowadzi działania kulturalne dla osób niepełnosprawnych wzrokowo.

Ale wracając do Pańskiego pytania o cykl spotkań pod nawą sympozjum „Ludzie książki Pomorza Zachodniego”, to inicjatywa Cecylii Judek, będącej wówczas na stanowisku sekretarza naukowego i pełniącej funkcję przewodniczącej Zachodniopomorskiego Oddziału Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich (Bibliotekarz Roku 2017), z inspiracji ks. dr. Jana Mazura, duszpasterza środowisk twórczych (w 2001 r. laureat Złotego Ekslibrisu), który zauważył istnienie wielu ciekawych „szaleńców” na punkcie książki, a których pamięć warto zachować dla potomności.

–  I co?

–  Otóż wysłuchałam wielu referatów o bibliotekarzach, wydawcach, archiwistach, drukarzach, antykwariuszach, ale zabrakło mi w tym cyklu księgarzy?! Ten zawód w świadomości społeczeństwa przestał istnieć, teraz się mówi o sprzedawcach książek, a przecież wiem, z jakim oddaniem księgarze ci zaraz po wojnie pracowali w repolonizacji Szczecina. Postanowiłam to zmienić. Pierwszy mój referat wygłoszony na IV sympozjum w dniu 15 maja 2016 r. traktował o rozwijającym się księgarstwie od czasu założenia w 1945 r. przez Leona Królaka Spółdzielni Wydawniczej „Polskie Pismo i Książka” i upaństwowienia księgarstwa w 1950 r. aż do momentu, gdy po zmianach ustrojowych na podst. zarządzenia Wojewody Zachodniopomorskiego z dniem 30 czerwca 2000 r. przedsiębiorstwo zostało sprywatyzowane.

Podjęłam postanowienie, iż ilekolwiek wystąpię na tym sympozjum, to głównie będę przedstawiać sylwetki szczecińskich księgarzy, o których dziś mało kto pamięta.

 Proszę więc przypomnieć ważniejsze wątki – Pani zdaniem – z historii szczecińskiego księgarstwa po roku 1945.

 „Kiedyś z książką się żyło” – i takie przeświadczenie towarzyszyło mi przez całe siedemnaście lat pracy w księgarstwie.

„Teraz z książki się żyje, bo książka stała się zwykłym towarem”.

„Kiedyś książkę się sprzedawało, teraz trzeba nią handlować”.

Te cytaty zaczerpnęłam z opracowania „Księgarstwo” Grzegorza Majerowicza, zasłużonego warszawskiego księgarza, nauczyciela wielu pokoleń księgarzy. Początki powojennego księgarstwa to lata 1944/45-1950. Okres odbudowy ze zniszczeń wojennych i rozwój działalności księgarstwa prywatnego, spółdzielczego i państwowego. Wielki wkład w rozwój szczecińskiego księgarstwa wniosła w 1945 r. Spółdzielnia Wydawnicza „Polskie Pismo i Książka”, która dysponowała czterema placówkami; przy al. Wojska Polskiego 41 i 134, przy Parkowej 64 i Sikorskiego 7. Założycielami spółdzielni była grupa więźniów obozu koncentracyjnego Mathausen-Guzen: L. Królak, M. Sławiński, W. Szałek, Cz. Piskorski i Z. Niewiada. Równolegle w Szczecinie rozpoczęły działalność inne prywatne księgarnie: Józefa Karpika przy ul. Królowej Jadwigi 24 oraz założona przez nauczycieli spółdzielnia „Oświata” przy ul. Wielkopolskiej.

W 1948 r. było w Szczecinie liczącym wówczas 73 tys. mieszkańców, 11 księgarń.

W latach 1950-1958 kształtuje się narzucony przez władze państwowe scentralizowany model księgarstwa państwowego; następuje praktycznie wyeliminowanie księgarstwa prywatnego i spółdzielczego.

Pod koniec tego okresu, w latach 1958-1989 następuje liberalizacja niektórych przepisów; umożliwiła ona powstanie nielicznych jeszcze prywatnych księgarń (głównie antykwariatów).

W 1950 roku, niektórzy księgarze jak Edward Szczęsny, Wincenty Szałek, Henryk Malicki przeszli automatycznie do P.P. „DK” i dalej realizowali się w tym zawodzie.

Jednym z pierwszych dyrektorów P.P. „DK” w Szczecinie był 26-letni Andrzej Teofil Polaczek, zatrudniony na tym stanowisku w latach 1950-1952. Był najmłodszym dyrektorem tej branży w Polsce. Niemal czterdzieści lat dyrektorem naczelnym był Janusz Sułkowski. Zmarł nagle w 1990 r. nie doczekawszy emerytury. Wicedyrektorem był stateczny i ułożony p. Stanisław Wójcik. W P.P.”DK” z czasem zatrudniali się księgarze z wykształceniem wyższym, a kto takiego nie posiadał a miał ambicje, to podejmował studia zaoczne na Uniwersytecie Szczecińskim lub na UAM w Poznaniu. To moja i Pana profesora Alma Mater, z tą różnicą, że ja kończyłam ją dwadzieścia lat później.

Wielu byłych księgarzy zasługuje na przypomnienie.

Tekst „Leon Królak i Spółdzielnia Wydawnicza „Polskie Pismo i Książka” opracowała p. Urszula Wenta z Książnicy Pomorskiej i został opublikowany w „Bibliotekarzu Zachodniopomorskim nr 3-4/2015.

O Leonie Królaku pisali też inni autorzy. Wiem, że sylwetkę Edwarda Szczęsnego w referacie „Edward Szczęsny (1920-1989) księgarz i kronikarz” przedstawiła w 2015 r. p. Aleksandra Skiba z Książnicy Pomorskiej. W swoich wystąpieniach brałam pod uwagę dawnych księgarzy jeszcze żyjących, w tym p. Henryka Malickiego.

–  Pan Malicki był moim „pierwszym kierownikiem”, to za Jego „czasów” podjąłem, zaraz po maturze – 1 września 1956 r. – pracę w „Klubowej”. Przepraszam, że przerwałem Pani wywód.

–  Otóż p. Malicki zgodził się chętnie, ale los chciał inaczej, było nam dane spotkać się w przytulnej kawiarni, ale tylko raz.(Zmarł 16 sierpnia 2018 r.). Jak zwykle w takich chwilach utrwalam aparatem fotograficznym moich rozmówców. Cieszę się, bo doznał kilka chwil radości, że nie całkiem został zapomniany.

Kolejne moje referaty będą o dawnych księgarniach i o księgarzach, bo, jak słusznie zauważył wspomniany ks. dr Jan Mazur – istniało wielu ciekawych „szaleńców” na punkcie książek, księgarzy, których pamięć warto zachować dla potomności. A takich w tym zawodzie nie brakowało. Nie liczyli się z czasem poświęcając go książce, ani nie pytali za – ile?

–  Pięknie powiedziane, Pan Malicki też był takim „szaleńcem”, pozwolił mi działać (wiele mu zawdzięczam) – ale proszę kontynuować swoją opowieść!

–  Po roku, po wielu rozmowach z zaprzyjaźnionymi księgarzami zdecydowałam, że bohaterem mojego referatu na VI sympozjum w 2018 r. będzie właśnie Pan Profesor, były księgarz, znany do dziś w szczecińskich kręgach ludzi kultury, nie tylko kultury, bo i sportu i także jako KTOŚ kto w Warszawie – kontynuował rozpoczęte w Szczecinie dzieło swego życia.

 Tak, dziękuję Pani. W Warszawie – jak już wspomniałem zacząłem od wicedyrektorowania Centralną Składnicą Księgarską, potem było dyrektorowanie COMUK-owi (Centralnemu Ośrodkowi Metodyki Upowszechniania Kultury), a po nim zostałem dyrektorem Departamentu Plastyki MKiS. Stamtąd przeszedłem – jako dyrektor Wydziału Kultury – do Urzędu m.st. Warszawy, by zakończyć swoją „służbę” państwowej kulturze jako dyrektor Departamentu Książki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, do którego ponownie ściągnął mnie pisarz – wtedy Minister Kultury i Sztuki – Aleksander Krawczuk.

–  Ale po roku 1990 zaczyna Pan kolejny – moim zdaniem – owocny etap w swoim życiu zawodowym – podejmuje pracę na Uniwersytecie Warszawskim, w Nauczycielskim Kolegium Nauczania Języka Niemieckiego UW, w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora i kontynuuje swoją wieloletnią przygodę z tłumaczeniem literatury niemieckiej na język polski. Czyli przez całe swoje dorosłe życie jest Pan w służbie kultury i pracuje z książką.

–  Tak, zgadza się! Wszystko zaczęło się od „Klubowej”. Ale to nie Pani rozmawia ze mną, tylko ja z Panią. Więc zapytam, wracając do księgarstwa szczecińskiego jeszcze o – wspomnianego już na początku naszej rozmowy – Pana Bogdana Gustowskiego, jedynego w swoim rodzaju artysty – plastyka, który m.in. „w mojej Klubowej”, był duszą plastyczną wszystkich spotkań, wystaw i Szczecińskiego Klubu Bibliofilów.

Co porabia teraz ten ZASŁUŻONY dla księgarstwa i kultury Człowiek? Czy zamierza Go Pani – w ramach swej obecnej działalności w „Książnicy” – także przypomnieć? No i – nie dokończyła Pani wcześniej swojej myśli o Panu Malickim, czy powstało już o Nim także jakieś opracowanie?

 Niestety, nie powstało, jednak znając życie, które składa się z wielu przypadkowych chwil, mniemam, iż kiedyś natknę się na materiały o Panu Malickim i także napiszę o nim!

Natomiast Pana Bogdana Gustowskiego ujęłam w swoim referacie „Szczecińscy księgarze P.P. „Dom Książki 1950-1998”, wygłoszonym podczas IV sympozjum w 2016 r. (tekst ten z licznymi fotografiami ukazał się w „Bibliotekarzu Zachodniopomorskim” nr 3-4/2016) na stronach 41-67. Dodam jeszcze, że przygotowałam również biogram Pana Bogdana Gustowskiego, który ukazał się w 2019 r. w Suplemencie do Encyklopedii Szczecina wydanej w roku 2015.

Zgadzam się też z Panem profesorem, że pan Bogdan Gustowski zasługuje na oddzielne przypomnienie. W maju 2020 roku, na VIII sympozjum „Ludzie książki Pomorza Zachodniego” w Książnicy, postaram się opracować Jego sylwetkę. MA NA SWYM KONCIE naprawdę wiele sukcesów. W trakcie pracy zawodowej zaprojektował też wiele ekslibrisów, plakatów i dużych plansz reklamowych!

– Pan Bogdan Gustowski prowadził też „kroniki”. Siedem takich kronik – jak wiem – przekazał kilka lat temu do Książnicy Pomorskiej.

 Tak, przekazał i ja już do tych kronik dotarłam. To niesamowita kopalnia wiedzy o szczecińskim księgarstwie i życiu kulturalnym Szczecina.

Obecnie Pan Bogdan Gustowski jest na emeryturze i czuje się spełniony. Spotkaliśmy się po latach; było to dla mnie bardzo owocne spotkanie, bo otrzymałam Jego prywatne archiwalia, liczne rękopisy, sprawozdania, fotografie i inne materiały z okresu Jego pracy zawodowej i społecznej w Stowarzyszeniu Księgarzy Polskich.

–  Pewnie i też fotografie z jego wystaw i książkowych kiermaszów majowych organizowanych w różnych częściach miasta: m.in. w al. Wojska Polskiego, w parku Żeromskiego przy pomniku Adama Mickiewicza, w al. Jedności Narodowej (obecnie al. Jana Pawła II), w Parku Żeromskiego i parku Kasprowicza, przy pl. Żołnierza Polskiego i na Wałach Chrobrego.

 Tak, i fotografie, które są bardzo cenne. Są to m.in. fotografie ze spotkań autorskich w pańskiej byłej księgarni „Klubowej”, także w „mojej” „Zamkowej” i w innych księgarniach i instytucjach. Są też cenne fotografie z pierwszych kiermaszów z lat 1957/1958. To naprawdę dziś materiały unikatowe i niezwykle cenne.

–  Pani Mario szanowna, dziękuję Pani za tę rozmowę. Życzę Pani spełnienia wszystkich jeszcze zamierzeń! Niech je Pani wymieni jeszcze w kolejności:

–  Panie Profesorze, to ja dziękuję za zaszczyt porozmawiania z Panem. Najważniejsze moje zamierzenia to jeszcze dwie monografie, nad którymi obecnie pracuję: jedna o szczecińskim małżeństwie muzycznym Helenie i Romanie Wolfach, a druga właśnie o historii powojennego księgarstwa na Pomorzu Zachodnim.

 

 

P.S. Moja rozmówczyni, mgr bibliotekoznawstwa, ukończyła też Podyplomowe Studium Etyki na US i – przez 20 lat pracowała w szkołach jako nauczycielka bibliotekarka i nauczycielka etyki. Udziela się społecznie w Szczecińskim Towarzystwie Kultury, jest członkinią Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich i Klubu Dyskusyjnego Książki przy Książnicy Pomorskiej, oraz członkinią szczecińskiego oddziału Alliance Française; opublikowała m.in. biografię primadonny operetek polskich – „Helena Wolf i jej muzyka” (2013) i opracowała redakcyjnie tomik poezji Henryka Różańskiego, szczecińskiego malarza „OTO JA. Słowa i obrazy” (2015)

Poprzedni artykułHenryk Martenka o Konkursach Pianistycznych im. Ignacego Jana Paderewskiego
Następny artykułPuryzm językowy w Polsce
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here