„Lustro mojego czasu” – Wiesław Piechocki (recenzja)

0

Książka, którą chcę zaprezentować, ma charakter autobiograficzny. Jej autorem jest mieszkający w Austrii polsko-austriacki dziennikarz Wiesław Piechocki. Autor urodził się w listopadzie 1947 roku w Pyskowicach na Górnym Śląsku, niedaleko Gliwic. I tam nasz bohater spędził swoje dzieciństwo, wśród polskich osadników i wśród Niemców, którzy na Śląsku pozostali. Po maturze w pyskowickim liceum został studentem romanistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Po studiach filologicznych ukończył studia doktoranckie, zrobił doktorat, został pracownikiem Instytutu Romanistyki UW. Jednak smutna, zniewalająca rzeczywistość PRL-u spowodowała, że marzący o dalszej naukowej karierze dobrze zapowiadający się naukowiec zdecydował się na odważny krok, żeby wraz z żoną i córeczką opuścić kraj. W lipcu 1981 roku wyjechał (legalnie) do Norwegii, a stamtąd już nielegalnie dotarł do Austrii. Tam poprosił o azyl. Po trudnych początkach znalazł pracę w jedynym liceum Księstwa Liechtenstein w Vaduz, ucząc po niemiecku języka francuskiego i łaciny, a sporadycznie również innych języków, jak włoskiego i rosyjskiego. Przez ponad trzydzieści lat dojeżdżał do szkoły niemal codziennie z miejsca zamieszkania w zachodniej Austrii. W roku 1990 otrzymał obywatelstwo austriackie, obecnie mieszka – korzystając z zasłużonej emerytury – w Wiedniu.

Ważne miejsce zajmuje w jego życiu praca dziennikarska i pisarska, setki artykułów, recenzji, sprawozdań, wywiadów dla prasy polonijnej w Kanadzie, USA, Austrii, Szwajcarii, zbiór reportaży „Okolice” (książka ukazała się w Polsce w roku 2005), ponadto (w języku niemieckim) setki tekstów w „Volksblatt” w Liechtensteinie i sporadyczne publikowanie w prasie szwajcarskiej. Teksty z zakresu historii, kultury, sztuki … O tym Piechocki w swojej książce wspomina jedynie na marginesie – informacje o jego dorobku dziennikarskim uzyskałem bezpośrednio od samego autora już podczas pisania mojej recenzji.

To tylko suchy zarys losów autora, który na swojej skomplikowanej drodze życia spotykał wielu interesujących ludzi i był uczestnikiem wielu ciekawych wydarzeń. W niniejszej autobiografii nie kryje swoich porażek, ale też opowiada o swych sukcesach. W opowieści Piechockiego dominuje optymizm, pewien rodzaj satysfakcji z tego co udało mu się osiągnąć, a również zadowolenia z sukcesów jego rodziny – z karier zawodowych, naukowych jego trzech córek.

Co do „części polskiej” życiorysu, na pewno godne uwagi są jego refleksje z pobytu w okresie dziecięcym i młodzieńczym na Śląsku. Sporo miejsca poświęca okresowi „warszawskiemu”, gdzie mieszkał w domu studenckim na „słynnej” ulicy Kickiego na Pradze. Tutaj mam do autora moje „pretensje”, że zbyt zdawkowo potraktował tzw. wydarzenia marcowe z roku 1968. A przecież właśnie tam na ulicy generała Kickiego wiele się działo: akcje studenckie „Prasa kłamie!”, represje wobec studentów opozycyjnych (i nie tylko opozycyjnych), a również wobec administracji akademika. Dlaczego akurat na tym epizodzie się zatrzymałem? Ja też byłem – dokładnie w tym samym czasie – w latach 1965 1970 mieszkańcem tego akademika. Nie byliśmy co prawda bliskimi kolegami, jednak ja kolegę Piechockiego z tamtego okresu kojarzę, on – jak się okazało – nie przypomina sobie mojej tam bytności. Dopiero teraz – dzięki innemu koledze z Kickiego, mieszkającemu w Niemczech, podobnie jak ja, germaniście – doszło do ponownego nawiązania znajomości z Wieśkiem, tym razem korespondencyjnej, wiadomo – mailowej.

Ciekawe, że autor już jako student i młody pracownik naukowy nie ograniczał się do pilnego studiowania i badań naukowych nad językami, interesował się teatrem, nawiązał współpracę z redakcją „Dialogu”, wystąpił też w telewizyjnym „Tele-Echu” Ireny Dziedzic, spotkał tam Joannę Szczepkowską, aktorkę, która do historii Polski przeszła później słynnym zdaniem, że dnia 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm. Jego miłość do teatru nie ograniczała się tylko do oglądania spektakli. Już na emigracji zdarzyło mu się – w Szwajcarii, że sam wystąpił dwa razy – jako aktor i scenarzysta (ułożył scenariusz w języku niemieckim!) – na deskach teatru, raz na scenie Teatru Uniwersyteckiego w Zurychu, innym razem w Peterhanskeller w Winterthur.

Ciekawie opowiada Piechocki o jakże trudnych początkach w Austrii, o satysfakcji, kiedy udało mu się wreszcie znaleźć zatrudnienie w małej firmie tekstylnej, gdzie pokornie musiał wykonywać proste prace malarskie i wysłuchiwać opowieści o przeżyciach wojennych swojego szorstkiego szefa. Dopiero z czasem przyszły pewne osiągnięcia zawodowe, dydaktyczne, dziennikarskie. Nieskuteczne okazały się próby uzyskania etatu naukowego na zachodnich uczelniach. Autor opowiada o specyfice miniaturowej monarchii Liechtenstein i o swoich uczniach ze szkoły średniej, niektórzy z nich zostawali potem ministrami w Księstwie i utrzymywali kontakt ze swoim byłym nauczycielem.

Są też refleksje o tożsamości narodowej, również tej dotyczącej jego samego: Mam w kieszeni dwa paszporty: polski i austriacki, kim teraz jestem, kim powinienem się czuć? Nie znajduje na to jednoznacznej odpowiedzi.

Posługując się metaforą Kopciuszka i macochy pisze Piechocki: „Metaforyczna macocha – Polska Ludowa – nie opuszczała mnie na chwilę, przytulając znienawidzonymi partyjnymi rękami do twardego łona, każąc milczeć w trakcie defilad, akademii ku czci, referatów na zjazdach partyjnych” (s. 336). Czułem się – pisze – wręcz wypychany z ojczyzny, wypychany z domu. Przez cały czas od momentu emigracji w 1981 roku nienawidził tej „ludowej” macochy, która go wydaliła i przez to nie pozwoliła mu kontynuować kariery naukowej. Ale po latach spędzonych na emigracji, „w Alpach, wśród tubylców mówiących po niemiecku (Niemcy, Austria, Szwajcaria i Liechtenstein)” nagle zauważył, że przestał nienawidzić macochy o imieniu PRL! Przyszła faza obojętności, a następnie już na etapie emerytury faza … miłości. Usłyszał głos rozsądku: „Wiesławie, przestań żyć z negatywnymi odczuciami wobec PRL. Ta twoja niby-macocha spowodowała twoje szczęśliwe życie! Przeżyłeś tyle dobrego, dzięki niej osiągnąłeś tyle sukcesów zawodowych na obcym! Emigrancie! Bez komunistycznej macochy nigdy nie poznałbyś swojej aktywnej, hardej natury. Nigdy nie poznałbyś pozytywnego scenariusza swojego jedynego życia na globie ziemskim. To macocha wiodła cię niewidzialną ręką po ostrych meandrach emigracji! To ona tkwi u źródeł twoich osiągnięć i sukcesów twoich dzieci na emigracji!”. Autor zaczął więc po latach rozstania kochać swoją własną metaforyczną macochę…

Z książki wyłania się obraz życia niezmiernie bogatego, życia pokazanego „w lustrze czasu”, na tle dziejącej się rzeczywistości w Polsce i w nowej ojczyźnie. Dewizy autora to: Jedem Anfang wohnt ein Zauber inne, czyli „W każdym początku tkwi cud” oraz Fortuna fortes adiuvat, czyli „Szczęście pomaga (tylko) odważnym” (s. 394).

Cała opowieść utrzymana jest w spokojnym tonie, bez epatowania czytelnika swoimi przeżyciami czy wyrafinowanym językiem. Przeważają zdania krótkie, łatwe w percepcji, z wyważonym (bez wulgaryzmów, co w naszej prozie taką oczywistością nie jest …) a jednocześnie bogatym słownictwem. Książka jest łatwa w czytaniu, autor ma świetne pióro! To nie jest suchy, sprawozdawczy styl, pełno tu różnych figur retorycznych, metafor, dygresji.

Lektura warta polecenia dla czytelników zarówno starszego, jak i młodszego pokolenia.

Wiesław Piechocki: Lustro mojego czasu, Warszawa: Borgis 2021, 440 s. (recenzja)

Poprzedni artykułMonika Kaźmierczyk. Pragnę powrócić do życia
Następny artykułNie palę Moskwy
Ryszard Lipczuk
Prof. dr hab. Ryszard Lipczuk – germanista, językoznawca, pracownik naukowy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (w latach 1970–1993) i Uniwersytetu Szczecińskiego (1993– 2018). Ukończył studia germanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim (1970), tam też obronił rozprawę doktorską (1977). Habilitacja w roku 1986 na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1990 prof. nadzw., w r. 2002 uzyskał tytuł profesora, 2004 prof. zw. Na Uniwersytecie Szczecińskim pełnił w latach 1993–1997 i 2005–2012 funkcję dyrektora Instytutu Filologii Germańskiej, w latach 1993–2015 był kierownikiem Zakładu Języka Niemieckiego tegoż Instytutu. Od 1.X.2018 prof. emerytowany. Redaktor naczelny serii naukowej „Stettiner Beiträge zur Sprachwissenschaft” (od r. 2008) wydawanej w Hamburgu. Jest autorem licznych monografii naukowych, artykułów, recenzji, redaktorem i współredaktorem kilku słowników polsko-niemieckich, leksykonów i podręczników do nauki języka niemieckiego. Poza tym: autor trzech tomików reportaży (m.in. „Germanista w podróży”, „Sławni ludzie Trasy Romantycznej”) i czterech tomików rymowanek (m.in. „Limeryki i inne wybryki”, „Wybryki rymowane nowe”). Występował z referatami i wykładami gościnnymi w Tokio, Vancouver, Wiedniu, Graz, Angers, Sztokholmie, Gandawie, Lubljanie, Arhus oraz (wielokrotnie) w Niemczech. Homepage: http://lipczuk.univ.szczecin.pl Facebook: https://www.facebook.com/RLpubl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here