Od kilku lat Łódź wydaje pieniądze lekką ręką, decydując się na drogie, luksusowe wręcz zakupy. Niektórzy przedstawiają je nawet jako sukces, pomijając przy tym problem poważnego zadłużenia miasta, rosnącego w zastraszającym tempie. Obecnie bowiem Łódź jest jednym z najbardziej zadłużonych miast w Polsce.
Ostatnio urzędnicy miejscy zakupili 16 drzewek na ulicę Piotrkowską za – bagatela – 155 tysięcy złotych! Sprawą zajęła się prokuratura, gdyż padło podejrzenie o niegospodarność. To jednak nic w porównaniu z innymi inwestycjami. Setki milionów złotych kosztowały w tym roku m.in. budowa węzła multimodalnego przy dworcu Łódź Fabryczna, trasy Górna czy trasy W-Z. Kolejne wydane miliony to efekt dofinansowania dwóch stadionów oraz EC1.
Wszystkie te inwestycje realizowane są pod hasłem „Łódź buduje”. Należałoby jednak dodać do niego słowa: „na kredyt”. Gigantyczne wydatki w szybkim tempie zwiększają deficyt w miejskiej kasie. W 2002 roku zadłużenie Łodzi wynosiło 474 mln zł, a do końca b.r. ma ono wynieść blisko 2,6 mld zł – w przeliczeniu na jednego mieszkańca Łodzi będzie to obciążenie w wysokości aż 3840 zł! Łódź jeszcze nigdy nie była tak bardzo zadłużona.
Kto zapłaci za te wszystkie inwestycje? Kto spłaci kredyty opiewające na miliardowe kwoty? Odpowiedź jest prosta – my wszyscy. Łodzianie. A przynajmniej ta część z nas, która nie zdecyduje się na emigrację w poszukiwaniu pracy…












