La Salette. Odwracaliśmy głowy, by nie patrzeć w dół

0
165

Udaliśmy się w kilkunastogodzinną podróż do La Salette. W drodze towarzyszyły nam przepiękne pejzaże południowej Francji, okolice Tuluzy, historyczne zabytki położonego około 90 km od tego miasta Carcassonne. Z okien autokaru mogliśmy podziwiać zewnętrzne mury z basztami, bramami, barbakanem. Historia tego miasta sięga 3500 lat p.n.e. Sto lat przed naszą erą Rzymianie ufortyfikowali wierzchołek wzgórza. W tym okresie Carcassonne stało się ważnym punktem  strategicznym dla Rzymian. Główna część wałów obronnych pochodzi właśnie z tego okresu.

Dojechaliśmy do miasteczka Corps. Stąd, stromą i krętą alpejską drogą, jej piętnastokilometrowym odcinkiem pełnym serpentyn, dotarliśmy późnym popołudniem do Sanktuarium Matki Bożej Płaczącej w La Salette. Na tej górskiej trasie podziwialiśmy wspaniałe pejzaże Alp francuskich. Dla niektórych z nas obraz ogromnych górskich przepaści był przeżyciem zapierającym dech w piersiach, powodował też odruch zamykania oczu i odwracania głowy od widoków w dole, nawet pomimo ich piękna. Sanktuarium w La Salette znajduje się na wysokości 1800 metrów n.p.m. pomiędzy górą Planeau (1804 m), a zboczami Gargas (2208 m) i Chamoux (2198 m), i oddalone jest około 50 km od Grenoble.

Właśnie to miejsce miała wybrać sobie Niebieska Pani, by 19 września 1846 roku objawić się wiejskim pastuszkom – 15-letniej Melanii Calvat i 11-letniemu Maksyminowi Giraud. Matka Boża miała objawić się w tej alpejskiej wiosce w szczególnym okresie historii nie tylko Francji, ale i całej Europy. Druga połowa XIX wieku to początek ery przemysłowej, powstawania nowej klasy społecznej – proletariatu, czas wyzysku robotników w miastach i okres nędzy rolników na wsiach. To także czas zaniku wiary, zaniku praktyk religijnych, rozpowszechniania się wolnomyślicielstwa i materializmu praktycznego. Piękna Pani ukazała się pastuszkom tylko jeden raz (inaczej było w Lourdes i Fatimie). Według dzieci, podczas swojego objawienia się cały czas płakała i prosiła, by przekazały ludziom prośbę o codzienną, gorliwą modlitwę, przestrzeganie przykazania „pamiętaj, abyś dzień święty święcił”, o przemianę duchową, o życie zgodne z Ewangelią.

19 września 1851 roku biskup Philibert de Bruillard, sprawujący funkcję ordynariusza diecezji w Grenoble, ogłosił list pasterski, w którym przekazał, że objawienie się Matki Bożej w La Salette „posiada w sobie wszystkie cechy prawdziwości i że wierni mają uzasadnione podstawy uznać je za niewątpliwe i pewne”. 1 maja 1852 roku wspomniany biskup w nowym liście pasterskim zapowiedział budowę świątyni na górze La Salette. Prace nad budową trwały 13 lat aż do 1865 roku. W 1879 roku kościół został konsekrowany i podniesiony do rangi bazyliki mniejszej. Jej wygląd jest połączeniem stylu romańskiego i bizantyjskiego. W kościele znajduje się 800 miejsc siedzących.

W ołtarzu głównym znajduje się nietypowa postać Jezusa – Chrystus Pantokrator. Autorem tej figury, jak i wszystkich fresków w bazylice, jest współczesny francuski artysta Arcabas. Ciekawa jest rzucająca się w oczy asymetria w postaci Chrystusa. Przejawia się ona w różnicy wyglądu dłoni – lewa jest bardziej delikatna, niektórzy mówią, że kobieca, macierzyńska i  upatrują tutaj symbolu miłosierdzia bożego. Prawa zaś jest bardziej męska, co uważa się za symbol bożej sprawiedliwości. Podobną niesymetryczność można zauważyć w twarzy Jezusa. Lewa strona, bardziej gładka, jest symbolem macierzyństwa, a prawa symbolizuje człowieczeństwo Chrystusa i krzyż – symbol męki. Poniżej postaci Chrystusa Pantokratora znajduje się biała figura Matki Bożej – Pani z La Salette. Obok, po prawej stronie, zobaczymy charakterystyczny znak pobożności saletyńskiej, tzw. krzyż saletyński, który miała na sobie Matka Boża w chwili objawienia. Krzyż przedstawia ukrzyżowanego Chrystusa, po jego prawej ręce są obcęgi, a po lewej młotek. Ten ostatni, służący do przybijania, oznacza śmierć, zaś obcęgi, służące do wyciągania gwoździ,  symbolizują uwolnienie. Niektórzy tłumaczą te symbole w szerszym znaczeniu: młotek symbolizuje grzech, strach, nienawiść, brak miłości, obcęgi zaś – zmartwychwstanie, pokój serca, miłość.

W bocznej kaplicy znajduje się czarna granitowa płyta kryjąca za sobą serce Maksymina, który wierny przez całe życie orędziu z La Salette, w swoim testamencie napisał: „Moje serce Najświętszej Maryi Pannie”.  Po jego śmierci serce zostało złożone w tej bazylice, a ciało w rodzinnej miejscowości – Corps. W prawej nawie odnajdziemy kamienną płytę, pod którą znajduje się serce biskupa Philiberta de Bruillarda, który, jak wspomniałem wyżej, w 1851 r. zatwierdził objawienia. W tej nawie znajduje się też fragment kamiennej ławy, na której spoczywać miała Niebieska Pani w pierwszych chwilach objawienia.

Przy bazylice został wybudowany cały kompleks noclegowy obejmujący hotel dla 700 osób, liczne kaplice, sale cichej modlitwy i spotkań w grupach, sale audiowizualne, restaurację, kafeterię. Ze statystyk wynika, że do La Salette przybywa obecnie około 200 tysięcy pielgrzymów rocznie. Niezwykłe jest położenie bazyliki wśród szczytów alpejskich. Majestat gór, panująca cisza, piękno otaczającej przyrody, przyciągają coraz liczniejsze rzesze pielgrzymów i turystów, pośród których znaczącą część stanowią Polacy.

Powrotny zjazd stromą alpejską drogą odbywał się w szczególnym stanie emocji i napięcia chyba każdego z nas. Otóż wszyscy byliśmy pod wrażeniem bardzo osobistych wspomnień polskiego księdza podczas wieczornego nabożeństwa przed procesją z lampionami. Był on jedną z 24 osób, które przeżyły tragiczny wypadek polskiego autokaru 22 lipca 2007 r. w czasie powrotu pielgrzymki – organizowanej przez parafie na północy Polski – z sanktuarium w La Salette. Pokonując stromy odcinek drogi pomiędzy Grenoble a Gap, polski autokar wyjechał z ostrej drogi i runął z mostu w piętnastometrową przepaść, a potem zapalił się.  Śmierć poniosło 26 osób, a 24 zostały ranne.

Wzruszająca dla nas wszystkich była relacja tego kapłana. I dramat, i trauma, które przeżywa do dziś, podobnie jak chyba każda z tych ocalałych osób. I natrętne retoryczne pytanie: Boże, dlaczego ja ocalałem, a nie sąsiad z siedzenia obok, dlaczego ja? Potem dowiedziałem się, że w tym samym miejscu doszło do kilkunastu wypadków, w których śmierć poniosły 224 osoby. My zjeżdżaliśmy inną trasą, ale i tak mieliśmy w pamięci tamtą tragedię. Zapewne całkiem inaczej odbierają to czytający ten opis, a zupełnie inaczej wygląda to z perspektywy uczestnika tej wyprawy, który cały czas ma w pamięci te górskie stromizny i olbrzymie, nawet kilkudziesięciometrowe  przepaści.

W drodze powrotnej do Polski udało nam się zatrzymać na 2 godziny w miasteczku Ars, położonym około 40 km od Lyonu, słynnym dzięki św. Janowi Marii Vianney. Mieliśmy okazję zwiedzić bazylikę i plebanię Świętego – patrona kapłanów i proboszczów. W drugiej części refleksji  z Lourdes, opisując Kaplicę Pojednania, wspomniałem o pomniku św. Jana Marii Vianneya i dodawanym mu często epitecie „męczennik konfesjonału”. Podczas przygotowywania materiałów do tej ostatniej części pielgrzymkowych wspomnień w ramach cyklu „W perspektywie czasu, wśród życia dróg”,  znalazłem ciekawe określenie patrona kapłanów – „Mozart konfesjonału”. Nazwy tej użył Michał Gryczyński, teolog, publicysta i felietonista „Przewodnika Katolickiego”. To określenie patrona kapłanów i proboszczów, moim zdaniem, jest bardziej trafne. Nazwa „męczennik konfesjonału” brzmi trochę pejoratywnie. Przypomina raczej żmudny obowiązek, przymus wykonania zadania, jakiejś służby. Tym mianem – „Mozart konfesjonału” – należałoby także konsekwentnie obdarzyć i św. Ojca Pio z San Giovanni Rotondo. Pomoc w przemianie ludzkich sumień można więc traktować jako standardowe wysłuchanie, pouczanie, schemat, sztampę, albo jako swoistą wirtuozerię wskazówek i rad. Ta wirtuozeria, sądzę, wywodziła się w przypadku tych dwóch „Mozartów konfesjonału” z ich nieprzeciętnego daru, umiejętności wczuwania się w psychikę, duszę penitenta, empatii, prawdziwego zrozumienia ludzkiej grzeszności i ułomności, ojcowskiej surowości, ale i miłości dla tego, który upadł. A więc nie „męczennik”, a „wirtuoz”. Po zwiedzeniu bazyliki w Ars udaliśmy się w powrotną podróż do kraju.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPrzedświąteczny dialog ze sceptykiem
Następny artykułButy – kilka ważnych porad
Antoni Góral
Emerytowany nauczyciel j. niemieckiego i rosyjskiego. Ukończył filologię rosyjską w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Nigdy jednak wybór ten nie miał odzwierciedlenia w jego poglądach. Antoni Góral dystansuje się od polityki i postrzega siebie jako osobę apolityczną.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here