Moją najnowszą narrację (nie cierpię tego modnego określenia politycznej nowomowy), czyli opowiadanie, rozpocznę od stwierdzenia faktu, że to co mamy do powiedzenia rodzi się w głowie, czyli jest wynikiem skomplikowanych procesów wewnątrzmózgowych, na określonym indywidualnie, wysokim, przeciętnym, albo niskim poziomie intelektualnym. Usłyszałem ostatnio określenie w korporacyjnym slangu mówiące o tym, że głowa to hub innowacyjny, który wymaga bezustannego „apdejtowania” (aktualizowania stanu posiadania niezbędnej wiedzy), żeby możliwy był skuteczny dil celowany w najbardziej wypasione targety.
Przepraszam, ale ja wolę zwykłe przychody i jego koszty uzyskania, dochody (netto i brutto) salda: winien – ma, i podobne, stare jak pieniądz bolączki obywatelskie.
Czasami wpadają do mnie wnuki na dwie, trzy noce, i wtedy dopiero zaczyna się „jazda”! Oczywiście językowa. Zaglądają mi przez ramię na ekran laptopa i dogadują:
– Dziadek, co ty, nie umiesz szybciej scrollować? (przewijać tekst w dół lub w górę ekranu) A w ogóle ten twój „komp” to złom, prehistoria! Kicha, wszystko trwa za długo. Musisz zoptymalizować swoją stronę, może coś pomoże, ale najlepiej kup sobie coś nowego, na przykład Lenovo IdealPad trójkę. Masz tam 512 giga bajtów pamięci i ekran Full HD IPS, zainstalujesz sobie Netflixa i co będziesz chciał. My ci pomożemy. Dziadek, YOLO!, (YOU ONLY LIVE ONCE – żyje się tylko raz)) obudź się, musisz być SWAG, jesteś pisarzem, lansuj się!
Starałem się wyciszyć wnuki, bo wpadły do mojego pokoju w trakcie przepisywania ważnego tekstu.
– Dobra, chłopaki, pogadamy innym razem – wnuki wzdychają zrezygnowane i wychodzą mówiąc na odchodne:
– OK Boomer – w młodzieżowym slangu oznacza ironiczne: „Cicho, już dobrze, dziadku”. Po tych słowach znikają w pokoju gościnnym obok, i dopiero stamtąd dochodzi do moich uszu konwersacja godna kosmitów albo cyborgów. Uruchomiają swoje tablety gamingowe i „odlatują” w elektroniczną przestrzeń. No cóż, takie czasy. Obywatele cyfrowej cywilizacji muszą posługiwać się swoistym „Cyberesperanto”.
Trochę gorzej ma się sprawa języka klasy politycznej, zobligowanej, tak by się przynajmniej wydawało, do bycia awangardą i wzorem postaw w sferze moralności, etyki i także kultury. Afirmacja wymienionych cech bez w miarę poprawnej polszczyzny, może spowodować wyłącznie uśmiech politowania. Przecież nie da się z powagą i szacunkiem słuchać opowieści o:
„Smarfonach”, „Mylnym błędzie”, „Że zadziało się” (wydarzyło się) „Skuconej opozycji”, o „Poczebie dialogu”, o „Póltorej roku zmagań”, „Rządowych piniądzach” (swoją drogą, ciekawe skąd je biorą), o „Wiedzy, którą pozyskaliśmy, ale nie poszerzyła naszych horyzontów”, albo o „Ekstraordynaryjnej sytuacji implikującej wyniknięcie niespodziewanych następstw”.
To zaledwie kilka perełek stylistycznych sypiących się z ust sejmowych i terenowych działaczy z różnych opcji politycznych.
Oczywiście trudno ganić prostego posła za brak wykształcenia i wynikającą z tego faktu nieporadność językową, ale jeśli wybrany przez elektorat jego przedstawiciel mówi: „Kurde, nie bede sie godził na cwaniactwo, przekrentasy i tego, no…” – i rzeczywiście nie godzi się, bez względu na stronę barykady, po której dochodzi do nieuczciwości, to niech piętnuje je i obnaża tak, jak pozwala mu na to niedoskonały aparat werbalizacji myśli. Najważniejsza jest niekłamana uczciwość i poczucie odpowiedzialności wobec tych, którzy na takiego posła, czy posłankę głosują, mimo że wybrańcy nie są mistrzami polszczyzny. Niestety podobni do opisywanych, przedstawiciele suwerena, to chwalebne wyjątki.
Większość lokatorów „okrąglaka” przy ulicy Wiejskiej, pozwala założyć sobie obrożę finansową, będącą jednocześnie uciszaczem sumienia, na tę część umysłu, która odpowiada za umiejętność kojarzenia i oceny faktów, oraz wyciągania wniosków. Owa blokada czyni z ludzi, bywa że nawet nieźle wykształconych, bezrefleksyjne istoty głosujące na tak lub nie. Oczywiście nie chodzi o świadomy wybór, alternatywę, odrzucenie gorszej możliwości po odbyciu wewnętrznej walki. Nic z tego, owe tak, lub nie, wynika wyłącznie z partyjnych wytycznych, bowiem obowiązkiem ludoposłów nie jest myślenie lecz posłuszeństwo bez zagłębiania się w istotę powagi rzeczy poddawanych głosowaniu.
Oczywiście owa obroża jest formą zadośćuczynienia i środkiem uśmierzającym wewnętrzny dyskomfort posłów, jeśli w ogóle pojawia się u nich taka dolegliwość. A najważniejsze jest to, że ta forma zgodnego z prawem szalbierstwa, opłacana jest ze środków budżetowych, czyli z naszej krwawicy. Dlatego śmiało mogę powiedzieć, używając dosadnego kolokwializmu, że jesteśmy robieni w bambuko, albo, nazywając rzecz po imieniu, w ordynarnego, zwykłego ciula!
Ale oczywiście właścicielom naszego kraju nic nie psuje dobrego samopoczucia. Jak się bawić, to się bawić. W sejmowych restauracjach i innych jego podniecających zakamarkach, na ulicy, na stadionach i dobrze nagłośnionych placach. Mimo to czegoś im brak. Dlatego panowie z PIS zapragnęli bliższego kontaktu ze świątynią Terpsychory, w związku z czym współpracownik ministra Czarnka urządził ołtarz uciech, stół szwedzki, na scenie Opery Wrocławskiej, dla uczczenia swoich urodzin. Mało tego, gościem honorowym imprezy, w której uczestniczył sam pan minister, był „światowej sławy głos”, frontmen zespołu disco polo – „Bayer Full”, a szlagierem wieczoru, żadna tam aria z Cyganerii, tylko fenomen słowno muzyczny – „Majteczki w kropeczki”. Myślę, że spora część spośród tych, którzy obejrzeli krótką relację z tej imprezy, musiało z wrażenia nieźle poplamić sobie majteczki.
A teraz: Uwaga maturzyści! Jak widać MEiN nie próżnuje. Idą zmiany w arkuszu pytań z języka polskiego na egzaminy ustne. Radzę wykuć na pamięć strofy „Majteczek w kropeczki”, także w wersji chińskiej. Na wszelki wypadek…
Wracajmy na sejmowe korytarze. Przyłapany przez dziennikarzy pan poseł o bezczelnym wyrazie twarzy, na zadane przez nich pytanie o afery z przydziałem milionów z funduszu NCBiR, odpowiada:
– Oczywiście TVN chce zakrzyczeć doniesienia o przekrętach na kosmiczną skale za czasów Tuska. W 2013 roku…
– Ależ panie pośle, ja pytam o 2023 rok! A kto teraz rządzi?
– Ano pewnie, bo tak wam pasuje. A prawda jest taka, że Tusk i jego ekipa to najwięksi przekręciarze. Ale Dobra Zmiana da sobie z nimi radę, wszystkich rozliczymy!
I tak w kółko, o co nie zapytać, wszystko wina Tuska i Platformy Obywatelskiej. Trzeba przyznać, że to sprawny mechanizm. Wszystkie te idiotyzmy trafiają do przekonania wyznawców płaskiej ziemi, niebiańskiego pochodzenia Dobrej Zmiany i niemiecko żydowskiego spisku zawiązanego do spółki z Tuskiem, na szkodę Ojczyzny.
Najdroższa benzyna w dziejach kraju, i mimo że Orlen jest w rękach pana kunzenmachera Obajtka, importera rosyjskiej ropy, dzięki której Putin ma na rakiety rozwalające miasta ukraińskie w drobny mak, to okazuje się, że wszystko przez kogo? Wiadomo…
Inflacja, zamach bezideowców i zboczeńców na polskie szkoły, zamach na powagę kościoła katolickiego, flirt z Putinem, pogańską Europą i zdradzieckie kontakty z Niemcami, to wszystko Tusk! Ach, zapomniałbym o jeszcze jednym zamachu, tym razem na delikatne, słowiańskie żołądki. Trzaskowski z Tuskiem chcą nam odebrać wieprzowinę i wołowinę, a w kiełbachy i schabowe będą pakować robale! Wszystkie jakie im się nawiną w kraju, a także importowane z Afryki! Już czuję mdłości.
Ale być może największe „przestępstwo” Tuska i jego ekipy dopiero przed nami… Zwycięstwo w zbliżających się wyborach! To straszne! Najkoszmarniejszy sen Pana Prezesa!
No, ale cóż ,taka jest polityka. Musimy jednak brać pod uwagę, że Dobra Zmiana może potrwać następne cztery lata, chociaż wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią co innego. Mimo wszystko odpukuję w niemalowane drzewo, bo gdyby jednak, to MEiN może wprowadzić rewolucyjną zmianę w zasadach rekrutacji na wyższe uczelnie. Być może wystarczy wówczas okazanie legitymacji przynależności, a Uniwersytet Jagielloński, Warszawski czy jakikolwiek inny, stanie przed wami, młodzieży, otworem! Głowa do góry! Tylko zamiast czapek studenckich, jak to było w niesłusznych czasach, znakiem Alma Mater staną się majteczki w kropeczki. Gadeamus igitur…









