Prymitywne plagiaty w pracach studentów, pleniące się w prasie i zalewające internet nie zaznaczone zapożyczenia, ewidentne kradzieże własności intelektualnej we wszystkich dziedzinach życia (topione raz po raz w pianie niby walki o rzekomą wolność słowa), tak już spowszechniały, że pisanie o nich zdaje się banalnym napominaniem akademickiego zrzędy. Zwłaszcza w sytuacji bierności i braku skuteczności w zwalczaniu tej plagi przez powołane organy, które ciągle wyczekują na skuteczniejsze prawo. I unijne i krajowe. Moje teczki z opisami nowych przypadków kradzieży pęcznieją, więc mógłbym raz jeszcze, i jeszcze raz, wytknąć i pogrozić palcem. Ale to wskazujący palec i już nadwyrężony. Postanowiłem, że więcej ani słowa na ten temat. Zamiaru tego trzymałem się długo.
Dziś w doniesieniach ze świata potknąłem się o coś zupełnie świeżego, niebanalnego i wychodzącego poza ramy pospolitych wyobrażeń o zakresie ochrony utworów. Rozmach i perspektywa tego przyszłościowego przedsięwzięcia intryguje, a cel zniewala. Rzecz bowiem dotyczy sztucznej inteligencji, w co inwestują bogaci przedsiębiorcy i politycy na całym świecie. Działający już projekt generatora obrazów Stable Diffusion (tworzenie m.in. obrazów na zadany temat), zmodyfikowany i użyty w innej dziedzinie (jak przypuszczam), może zapewnić sukces nie tylko marszandom i galeriom nowoczesnej sztuki fotograficznej. Również konstruktorom, ale i kardiochirurgom, nie wspominając już o kompozytorach i wynalazcach. Jakkolwiek wspomagani przez AI wynalazcy jeszcze przed złożeniem wniosku o wydanie certyfikatu-patentu chroniącego ich oryginalny kształt np.: „krzywizny płata śruby okrętowej”, potknąć się jednak mogą o problem dozwolonego użytku utworów wcześniej funkcjonujących już w sferze publicznej, a przetrawionych dla ich potrzeb przez sztuczny mózg z rodziny np.: Eureka’23. W czym rzecz?
Firma Stability, twórca mega inteligentnej „maszyny AI”, do wytrenowania jej sztucznego mózgu wykorzystała „zdjęcia tysięcy, a może nawet milionów fotografów”[1] – i to bezprawnie, zdaniem amerykańskiej agencji Getty Images, która w tej sprawie pozwała Stable Diffusion o naruszenie praw autorskich. Ponoć założyciel firmy Stable Diffusion wyjawił kiedyś niebacznie, że w szkoleniu AI – inspirując się pracami fotografów z całego świata – stosował skompresowany plik zawierający ok. 10 TB fotografii zebranych z internetu[2]. Idąc tym tropem eksperci poddali badaniom 12 mln fotografii (z bazy 2,3 mld zdjęć) i stwierdzili, że prawie połowa z nich pochodziła ze stu internetowych domen, zaś Getty Images znalazła w tych ekspertyzach dowody na to, że w zbiorach są też fotografie stanowiące ich własność. I w związku z tym postawiła zarzut, że „Stability AI bezprawnie skopiowało i przetworzyło miliony obrazów chronionych ze szkodą dla twórców treści”[3].
Pozew rozpatrywać ma Sąd Najwyższy w Londynie. Obawiam się, że proces toczyć się będzie latami. Brak rozstrzygnięć w tej sprawie niepokoi zwłaszcza autorów i producentów, mniej użytkowników internetu. Głównymi problemami zdają się kwestie inspiracji, dozwolonego użytku, a jednocześnie zagadnień związanych z prawem do korzystania z utworów w kontekście procesów nauczania i edukacji. Ten ostatni problem zapewne zostanie wkomponowany w linię obrony, wszak pobierane pliki ze zdjęciami służyły do „treningu” czyli uczenia, edukacji, tworzenia sztucznej inteligencji AI. I wtedy wspomniany użytek (na tym etapie procesu „edukacyjnego”) mógłby ewentualnie znaleźć usprawiedliwienie.
Prawnicy Stability AI zarzucają powodowi, że „nie rozumie on technologii i prawa”[4]. Rzecz w tym, że obecnie mało kto poprawnie rozpoznaje taki dylemat (autorsko-prawny kontekst tworzenia sztucznych inteligencji), gdy technologie o kilka długości wyprzedzają istniejące i niemrawo nowelizowane prawa ochrony własności intelektualnej oraz własności przemysłowej.
Zdaniem ekspertów „brak regulacji sztucznej inteligencji jest barierą dla rozwoju innowacyjnych przedsiębiorstw”[5], co tylko w części zdaje się prawdą, bo dla firm takich jak Stability AI, nie stanowiło to raczej przeszkody. Zwłaszcza w sytuacji, gdy wciąż trwają starania „sklasyfikowania praw na sztucznej inteligencji”[6] przez Komisję Europejską, która słusznie wskazuje, że technologie oparte na sztucznej inteligencji mogą pobudzać gospodarkę i jakość życia, ale prac nad Dyrektywą AI LD jeszcze nie zakończyła. Jesienią ubiegłego roku Komisja przyjęła propozycję – jak czytamy we wspomnianej wyżej publikacji „Gazety ubezpieczeniowej” – przepisów dotyczących odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone przez systemy AI, co ma ułatwiać dochodzenia roszczeń o odszkodowanie. Choćby w przypadku potrącenia przez pieszego na pasach przez samochód autonomiczny albo szkód poczynionych przez dron sterowany AI. Zatem chodzi o dość wąski zakres ochrony zwłaszcza, że dyrektywa nie będzie (chyba) regulować odpowiedzialności kontraktowej „między podmiotami, które wiązała umowa (np.: jeśli firma kupi od dostawcy
usług IT system sztucznej inteligencji, który zawodzi)”[7]. Sprawa zatem dotyczy głównie stosowania systemów AI, a nie ich tworzenia; procesów przetwarzania danych, wykorzystywania rozpowszechnionych już utworów bez zgody autorów, zakresu dozwolonego użytku – dla systemów AI. Ten zakres ochrony – w sytuacji rewolucyjnych wręcz zmian towarzyszących tworzeniu nowoczesnych technologii – również wymaga nowych regulacji.
Na orzeczenie Sądu Najwyższego w Londynie w sprawie Getty Images c. Stability AI, czekać więc będą wszyscy, no, może poza niektórymi twórcami sztucznej inteligencji. W tym czasie (trwania procesu sądowego) stworzą oni wiele kolejnych projektów, korzystając z owego „niezrozumienia technologii i prawa”. Pewnie większość z nas na tym zyska, choć ewidentnie stracą autorzy.
Pojawia się i inny, najnowszy rodzimy przypadek z serii udziału sztucznej inteligencji w poprawianiu jakości życia; raczej uczniom, nie nauczycielom-polonistom nieuzbrojonym dotąd przez MEN do walki z robotami piszącymi wypracowania, i to ”w kilkadziesiąt sekund”[8]. Narzędzie dość jeszcze ułomne, choć już z rodziny AI, zwane ChatGPT, znalazło się w zasięgu ręki nieuków i domorosłych kombinatorów; jeszcze w szkolnych ławkach, a już chodzących na skróty. Szkoły sposobiąc się do „walki ze sztuczną inteligencją” – jak sugeruje autor cytowanego artykułu, a co brzmi szalenie niezręcznie – winne raczej szerzej sięgać po nowoczesne technologie wspomagające edukację i domagać się od ministra edukacji wyposażenia ich placówek w sztuczny mózg, powiedzmy typu ChatGPT-belfer, ale bez modułu ideologicznego. Opanowanie horyzontów obu narzędzi przez uczniów i ich nauczycieli uczyni tę walkę szlachetniejszą i przyczynić się może do ich dalszego rozwoju. Polonistom pozostanie, jak na razie, jeden (ale jakże skuteczny) oręż prorozwojowy: dyktando. I w tym nasza nadzieja.
—
[1] B. Pawlak, Twórcy generatora obrazów AI pozwani, [w:] https://next.gazeta.pl/next/, [dostęp z dn. 27.01.2023].
[2] Tamże.
[3] B. Pawlak, Twórcy generatora…
[4] Tamże.
[5] Brak regulacji…,[w:] „Gazeta ubezpieczeniowa” nr 5/23 z dn. 30.01.2023 r., s.13.
[6] Tamże.
[7] Tamże.
[8] Szkoły zbroją się do walki ze sztuczną inteligencją, [w:] http://www.onet.pl/ [dostęp z dn. 3.02.2023].












