Jeszcze o STK i przejściu do Wydziału Kultury PWRN. Autobiografia Karola Czejarka, cz. 9

3
Autor na zdjęciu z ówczesnym wojewodą Szczecińskim – Stanisławem Rychlikiem

Do listy nazwisk (rozpoczętej w poprzednim odcinku), „dorzucam” jeszcze kilkunastu zasłużonych działaczy! Wszyscy ONI tkwią nadal – mimo upływu lat – w mojej pamięci, jako ludzie bez reszty oddani służbie regionu, który z wyboru stał się dla nich (dla mnie też!) Ziemią Ojczystą, czyli – POLSKĄ!

Ale nim przejdę do tych nazwisk – chcę powiedzieć, że odetchnąłem z ulgą po zatwierdzeniu budżetu UE (w listopadzie 2020r.) i… nie było polskiego weta!

Stąd wierzę, że za środki, które bezzwrotnie otrzymamy z UE na przezwyciężenie pandemii, ostatecznie dogonimy kraje Europy Zachodniej i jeszcze mocniej przylgniemy do zachodnio-europejskich korzeni, z których wyrastamy.

Wierzę też, że te pieniądze przyczynią się do umocnienia praworządności w Polsce (gdyż taki warunek Komisja Europejska nam postawiła), a Polska na powrót stanie się jednym z liderów UE!

A wracając do listy zasłużonych działaczy STK, dołączam do niej osoby, które stanowiły forum Rady Towarzystwa wyznającego zasadę demokratycznego podejmowania decyzji. Zanim poszczególne inicjatywy trafiały pod obrady Prezydium STK, dyskutowane były przez Radę Towarzystwa. W STK wszystko było JAWNE I TRANSPARENTNE! Ta praktyka – konsultacji przed ostatecznymi decyzjami – przyciągnęła do STK bardzo dużo ludzi, gdyż WSZYSCY czuli się wtedy jednakowo ważni i współodpowiedzialni za podejmowane decyzje.

Niezapomniani pozostaną: Jacek Błędowski, Mariusz Czarniecki, Jarosław Szymkiewicz i Danuta Kret, jako publicyści dużo piszący o inicjatywach STK.

Również Henryk Mąka, jako współtwórca Szczecińskiego Klubu Marynistów i inicjator licznych działań na rzecz kultury morskiej. (A przede wszystkim autor ponad 50 książek „morskich”, za które można by mu przyznać tytuł: „Kraszewski polskiej marynistyki”).

Zawsze wspominać będę nieocenioną gotowość do działania Wiesława Rogowskiego i Ryszarda Liskowackiego, pisarzy o znaczeniu PONADREGIONALNYM, umacniającym rolę Pomorza Zachodniego ma mapie kulturalnej kraju, m.in. poprzez organizację w Szczecinie i wielu miastach powiatowych Zjazdu Pisarzy Ziem Zachodnich i Północnych oraz powołanie czasopisma społeczno-kulturalnego „Spojrzenia”.

Często wracam myślami do Jerzego Kubickiego, twórcy „Pantomimy Politechniki Szczecińskiej”, zespołu, z którym miałem zaszczyt przeżywać jego sukces (dla Szczecina, a jednocześnie dla Polski) na festiwalu w Oslo!

Nie sposób nie wspomnieć HENRYKA HUBERA – WIELKIEGO PATRIOTY ZIEMI SZCZECIŃSKIEJ, ale przede wszystkim jako współinicjatora koncepcji STK i społecznego ruchu kulturalnego w województwie.

Przy tej okazji muszę nadmienić, że wielu wspierających STK działaczy, wyjechało w latach 70. (po wydarzeniach GRUDNIOWYCH) ze Szczecina, wśród nich m.in. Henryk Huber, Wiesław Rogowski, Henryk Mąka, Michał Misiorny, Stefan Janusiewicz. Ci, którzy przybyli do Szczecina i ich zastąpili – nie mieli żadnego zrozumienia dla idei społecznego ruchu kulturalnego, jak np. Jerzy Łazarz.

Ale wracając do zasłużonych dla STK działaczy, muszę jeszcze wymienić Annę Paszkiewicz-Sawicką, współautorkę (z L. Chmielnik) kameralnego pomnika Bogusława X i jego małżonki – Anny Jagiellonki przy ul. Korsarzy. (Ich szczątki znajdują się w krypcie, chętnie odwiedzanej przez turystów w szczecińskim Zamku).

W Szczecinie warto zwiedzić znajdujący się na Cmentarzu Centralnym niezwykły pomnik „braterstwa broni”, autorstwa Sł. Lewińskiego (aktywnego działacza STK); dwie litery „V” symbolizują historyczne skrzydła husarskie – zwycięstwo nad Niemcami w drugiej wojnie światowej.

Wielce zasłużonymi w okresie mojej pracy w STK byli także: Ludwik Piosicki (grafik – projektujący exlibrisy), Czesław Piskorski (autor wielu opracowań turystyczno-krajoznawczych o regionie), Stefan Pleśnierowicz ( fotografik, dokumentujący piękno przyrody Pomorza Zachodniego) oraz niezapomniani artyści malarze: Adam Podhorecki – Czaplic i Jan Powicki. A także takie wybitne osobowości, jak Krzysztof Prawdzic, Zbigniew Puchalski, Maria Radomska-Tomczuk, Ryszard Rolka, Zygmunt Rychter, Edward Rymar, Stanisław Biżek, (autor m.in. Pomnika Tysiąclecia w Cedynii), Bolesław Sadaj, Ludwik Sandecki, Czesław Schabowski, Stanisław Siadkowski, Zdzisław Sośnicki, Joanna Spychalska, (współtwórczymi m.in. Festiwalu Współczesnego Malarstwa Polskiego w Szczecinie), Jan Stopyra, (przewodn. Towarzystwa Przyjaciół Szczecina i jednocześnie prezydent miasta Szczecina), Ireneusz Krzysztof Szmidt, (niezmordowany działacz Towarzystwa Kultury Teatralnej), Stanisław Telega, Stanisław Badoń, (inicjator rozbudowy Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej), Alfred Wielopolski, (autor wielu cennych publikacji historycznych poświęconych Pomorzu Szczecińskiemu), Stanisław Zajączek (działacz „zieleni” i inicjatyw z tym związanych w miastach i miasteczkach województwa szczecińskiego).

Moje sumienie każe mi w tej „kolekcji nazwisk” przypomnieć wielką aktywność m.in. Franciszka Gila, pisarza, Marię Jaremek, księgarza i bibliotekarkę dokumentującą dziś historię rozwoju księgarstwa polskiego w odzyskanym Szczecinie i…

zgrzeszyłbym, gdybym w tym spisie nie uwzględnił Henryka Kańskiego (choć do STK nie należał), ale był dyrektorem „mojego Pobożniaka” – Liceum przy ul. Henryka Pobożnego, w którym uzyskałem maturę. On w dużym stopniu przysposobił mnie do działalności społecznej, powierzając już „w szkole” z tego zakresu różnorodne zadania.

Jemu zawdzięczam, że nie wyrzucono mnie ze szkoły i pozostawiono stypendium, gdy „zerwałem” jedną z akademii szkolnych „ku czci”, ponieważ …zabierała nam, uczniom – „godziny”, w których mogliśmy korzystać z miejskiej pływalni…

Działalności STK był też oddany Edmund Kieszkowski, wieloletni korespondent PAP w Szczecinie, a następnie w Berlinie. Również Piotr Łapa, szef szczecińskich harcerzy, którego rodzice przyjaźnili się z moimi, a nasi ojcowie razem działali na emigracji w Związku Polaków w Berlinie.

Lansowanie przez STK idei powstania Uniwersytetu w Szczecinie wspierał też, wielokrotnie zabierając głos na ten temat w Sejmie, poseł Jan Edmund Osmańczyk, wybitny przedwojenny działacz polonijny w Niemczech. Również przyjaźnił się z moim śp. Ojcem, gdy wspólnie działali w Związku Polaków w Niemczech. Przy okazji przypomnę dwie jego znakomite książki, które wciąż „porażają” aktualnością: „Sprawy Polaków” i „Był rok 1945”!

Działaczką STK była też rzeźbiarka Anna Paszkiewicz, prof. medycyny Henryk Prochacki, red. Lesław Skinder, znany sprawozdawca sportowy i inż. Bohdan Skłodowski, ceniony architekt i działacz.

Koniecznie muszę też wspomnieć Krystynę Łyczywek, niezwykle aktywną działaczkę STK, a nie tylko Stowarzyszenia Artystów Fotografików Polskich i Amatorskich Stowarzyszeń Fotograficznych. Nieustannie zabiegała o rozwój środowiska fotograficznego. Dziś, tej ur. w 1920 r. (a więc mającej 100 lat) Artystce składam hołd za Jej osobiste dokonania twórcze, jak i społeczne. Także za jej książki, m.in. „Diaporama”, „Od kropli wody do oceanu”, „Rozmowy o Fotografii” i „Szczecinianie dawnych lat”! Oraz za godne reprezentowanie Polski (nie tylko Szczecina) na Międzynarodowych Kongresach Fotograficznych! Była autorką wspaniałej wystawy pt. „Osiedlajmy się na Ziemiach Zachodnich i Północnych”!

We władzach STK długo toczyła się dyskusja, czy wprowadzać członkostwo indywidulne i zbiorowe, ze składkami i legitymacjami Stowarzyszenia.

Osobiście byłem temu przeciwny, traktując zarówno swoją pracę w STK, jak i ciągle pozyskiwanych działaczy, jako służbę społeczną, a także wyraz szczególnego patriotyzmu i zaangażowania w rozwój kultury na Ziemi Szczecińskiej. A takiej działalności nie można „wyceniać” składką członkowską.

STK było spontanicznym ruchem społecznym, który mobilizował rzeszę ludzi do BEZINTERESOWNEJ SŁUŻBY NA RZECZ REGIONU, przede wszystkim w zakresie tworzenia polskich tradycji kulturalnych i stwarzając im możliwości dostępu do kultury, a twórcom i instytucjom – warunki rozwoju.

Ludzie podejmowali działania NIE DLA OSOBISTEJ KARIERY czy materialnych korzyści, lecz by ZIEMIA – którą po wiekach Polska odzyskała – znów BYŁA POLSKĄ!

Dlatego pragnę podziękować każdemu za partnerską współpracę, a przy okazji powiedzieć: że NA ZAWSZE pozostaną Państwo w mojej pamięci jako LUDZIE DOBREJ WOLI I WIELKIEGO SERCA !

Dziękuję także tym, których dotąd w swej autobiografii nie wymieniłem. Piszę ją bowiem z pamięci, a ta po latach czasami zawodzi.

Chcę PODKREŚLIĆ, iż dla upamiętnienia zasług i wysiłku mieszkańców REGIONU wybudowano ( także z inicjatywy STK) Pomnik Czynu Polaków! (Ukazujący dumnie wylot z gniazda trzech orłów STRZEGĄCYCH POLSKIEJ GRANICY NA ODRZE I NYSIE ŁUŻYCKIEJ)! Na szczęście, nasze obecne stosunki z Niemcami – w ramach Unii Europejskiej – nie są zagrożone i są świadectwem dobrosąsiedzkiej współpracy. I oby takimi pozostały.

Autorem tej wzniosłej rzeźby, stojącej u wejścia do Parku Kasprowicza przy ul. Piotra Skargi, jest wybitny rzeźbiarz GUSTW ZEMŁA, przy współpracy Eugeniusza Kozaka! (Choć osobiście wyobrażałem sobie lokalizację tego pomnika koło Zamku, gdzie kończy się trasa wjazdowa do centrum dzisiejszego Szczecina. Choć lokalizacja na Jasnych Błoniach jest równie piękna, żeby nie powiedzieć – najpiękniejsza!)

I na zakończenie, jeszcze o dwóch bardzo ważnych (dla nas „STK- owców”) działaniach dotyczących umacniania w świadomości Polaków MORSKOŚCI SZCZECINA!

Służyła temu m.in. idea Festiwalu Krótkometrażowych Filmów Morskich, którego inicjatorem był członek Rady STK, sędzia w st. sp. Zenon Zaniewicki (który przewodniczył społecznemu Komitetowi Organizacyjnemu, powołanemu przez prezydium STK).

Kiedyś filmy krótkometrażowe (nie tylko morskie) pokazywano w kinach w całej Polsce, jako dodatek przed filmami pełnometrażowymi! Była to szansa pokazania Polakom (poprzez kina) „morskość” Pomorza Zachodniego.

Ale był też inny cel (może jeszcze ważniejszy): zainteresowanie twórców (nie tylko filmowych) sprawami MORZA, gospodarki morskiej, stoczni i rybołówstwa.

Festiwalowi, oprócz konkursowych pokazów filmowych towarzyszył Sejmik twórców morskich, którym pokazaliśmy m.in., zakłady gospodarki rybnej, stocznię, a także przedłużenie portowe Szczecina – Świnoujście! Niewątpliwie wydarzeniem dla przybyłych twórców było też zapoznanie się z działalnością Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie, zwiedzanie portu od strony Odry i rejs ze Szczecina do Świnoujścia WODOLOTEM.

Festiwal sponsorowały m.in: Zjednoczenie Gospodarki Rybnej, Polska Żegluga Morska, Zarząd Okręgu Związku Marynarzy i Portowców i Kombinat Rybny „Odra” w Świnoujściu. A do jego organizacji włączył się także – Wojewódzki Zarząd Kin, Oddział „Filmosu” w Szczecinie oraz Wojewódzki Dom Kultury (gdyż wiele imprez towarzyszących organizowano w podległych mu merytorycznie terenowych domach kultury, a także w bibliotekach publicznych, szczególnie na terenie powiatów nadmorskich).

Wielkiego wsparcia festiwalowi udzielił nam Szczeciński Ośrodek Radiowo-Telewizyjny, a także Ministerstwo Żeglugi (poprzez nieocenionego p. Jerzego Doślę). Jako sekretarz STK miałem nawet „dostęp” do samego ministra żeglugi Jerzego Szopy, który parokrotnie przyjeżdżał do Szczecina (na zebrania komitetu organizacyjnego festiwalu)!

Większość festiwalowych filmów miała potem dużą oglądalność, m.in. „Kapitan kapitanów” Andrzeja Androchowicza, „Blisko naszych brzegów” Bohdana Czarnockiego, czy „Szczecińska Stocznia im. A. Warskiego” Jana Riessera; pamiętam też gości i wybitnych twórców, którzy przyjechali na festiwal: Sergiusz Sprudin, Mariusz Walter, Witold Giersz i Antoni Bohdziewicz! Zdradzę też, że marzyło nam się rozszerzenie tematyki kolejnych festiwali o piosenkę, malarstwo, fotografię i literaturę!

W STK zajmowaliśmy się również „mniejszymi” sprawami, ale kto wie, czy z punktu widzenia przekazu historycznego nie były ważniejszymi przedsięwzięciami od inicjowanych przez nas „wielkich” festiwali?!

Był nim np. konkurs pamiętnikarski: „DZIEJE SZCZECIŃSKICH RODZIN”! W jego wyniku nadesłano bardzo wiele prac wspomnieniowych, a nawet „literackich”, które dotąd nie zostały dostatecznie wykorzystane i opracowane, poza trzytomowym wydaniem książkowym Mariusza Czarnieckiego pt. „Tryptyk Szczeciński” i publikacjami „Z nadodrzańskiej Ziemi” oraz „Wspomnieniami mieszkańców Pomorza Zachodniego!

Są więc nadal niezbadaną „kopalnią” wiedzy o losach Polaków na ziemiach zachodnich.

Stąd namawiam obecne władze województwa, zarządy towarzystw naukowych i społeczno-kulturalnych, by zainteresować się zgromadzonymi, a niewykorzystanymi dotąd w pełni, pracami konkursowymi.

Proszę także Uniwersytet Szczeciński do ponownego zainteresowania się zgromadzonymi (w „Książnicy Pomorskiej”) pracami konkursowymi. I …wydania naukowej (a może też „beletrystycznej”) monografii, będącej świadectwem ciągłej obecności Polaków na Ziemi Szczecińskiej, mimo iż przez wiele wieków nie należała ona do „korony polskiej”. Polacy byli obecni na Pomorzu Zachodnim po odrodzeniu się państwa polskiego, po I wojnie światowej.

Wspomnę jeszcze o dwóch innych działaniach – „w moich” latach pracy w STK:

Pierwsze dotyczy próby zatrudniania absolwentów szczecińskich wyższych uczelni w powiatach województwa, po udzieleniu zainteresowanym specjalnych stypendiów, a

Drugie – włączania młodzieży starszych klas szkół średnich do działań w towarzystwach społeczno-kulturalnych miast powiatowych.

I wtedy właśnie, gdy wiele spraw było w pełnym „rozpędzie”, zaproponowano mi przejście do Wydziału Kultury Wojewódzkiej Rady Narodowej na jego szefa!

Przyjąłem oczywiście to zadanie! (Pozostałem nadal członkiem prezydium STK, zaś funkcję sekretarza i dyrektora Biura STK przyjął po mnie pan Fabiańczyk, którego wcześniej nie znałem).

Był rok 1970, a dokładnie 1 marca, kiedy „w locie” odebrałem od swego poprzednika na tym stanowisku, Władysława Daniszewskiego tzw. „niezałatwione sprawy”, które miał na swoim biurku. (Formalności trwały bardzo krótko: „znasz przecież Karolu wszystkie sprawy od dawna na bieżąco, powiedział do mnie, a w razie czego, wiesz gdzie mnie szukać; w dodatku pozostajemy obaj nadal w prezydium STK!”).

„Władku” – odpowiedziałem, gdyż od dawna byliśmy po imieniu – „dziękuję Ci za zaufanie i liczę na Twoją radę i pomoc”. „Masz to, jak w banku”, usłyszałem jego zapewnienie i tak rzeczywiście było!

Obejmując WYDZIAŁ – co pragnę podkreślić, nie zmieniłem nikogo z jego dotychczasowych pracowników, którzy jak i ich były szef, przyjęli życzliwie MOJĄ NOMINACJĘ z rąk ówczesnego wojewody – STANISŁAWA RYCHLIKA (na zdjęciu ze mną przed tekstem).

Moją podporą pozostali więc – p. Wojciech Myślenicki, którego dopiero po jakimś czasie zastąpił na funkcji mojego zastępcy Kazimierz Sztajnert, a po nim Ryszard Bobek (który okazał się być znakomitym ekonomistą), a wszyscy pozostali otrzymali ode mnie pieczątki „za dyrektora Wydziału” (co sprawiało u interesantów wrażenie, jakby byli „zastępcami dyrektora Wydziału”). Z mojej strony było to rzeczywiście dowodem udzielonych im przeze mnie pełnomocnictw w podejmowaniu decyzji w zakresie ich obowiązków!

„Pełnomocnictwa takie otrzymali: Mikołaj Szczęsny (odpowiedzialny w Wydziale za szkolnictwo artystyczne i instytucje muzyczne), Barbara Tkaczyk ( sprawowała nadzór nad domami kultury i rozwojem „kultury na wsi”), Andrzej Skarżyński ( zajmował się w Wydziale – BARDZO DOBRZE – sprawami organizacyjno-prawnymi) oraz Barbara Kalińska (odpowiedzialna za „rozwój czytelnictwa i bibliotek”).

Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków pozostał bez zmian inż. Stefan Kwilecki. Według mojej oceny – bardzo dobrze wywiązujący się ze swoich obowiązków! (Uratował m.in. Szczecin przed rozbiórką starej secesyjnej, poniemieckiej substancji mieszkaniowej i zastąpieniem jej budownictwem z tzw. „wielkiej płyty”).

Obejmując Wydział, zmieniłem jedynie jego adres, bowiem przeniosłem go z samodzielnego budynku, tzw. Stajni Zamkowej do gmachu głównego Urzędu Wojewódzkiego przy Wałach Chrobrego (aby zwolnione pomieszczenia przeznaczyć( będącemu wówczas jeszcze w zalążku) Instytutowi Germanistyki przyszłego US).

Byłem dumny, że nowy wojewoda – Stanisław Rychlik, (który nie był dotąd związany z STK) zaproponował mi dyrektorowanie Wydziałowi Kultury, co było dowodem docenienia efektów mojej działalności w STK.

O Stanisławie Rychliku, jako moim nowym przełożonym mogę się wyrazić wyłącznie pozytywnie; jako ekonomista nie wtrącał się „do kultury”, pozwalając mi wdrażać przyjęty na III sejmiku STK program jej rozwoju w województwie.

Ten program został ostatecznie zatwierdzony przez Sesję Wojewódzkiej Rady Narodowej, obradującej tylko w sprawach kultury (co było ewenementem w skali kraju!). A na sprawy wymagające dodatkowego ustalenia pan Wojewoda zawsze miał czas, podobnie jego zastępca – Stanisław Barczyk, dokooptowany w tamtym czasie jednocześnie na wiceprezesa prezydium STK.

Głównym akcentem naszego działania (mojego urzędowania w Wydziale) była przede wszystkim poprawa stanu bazy materialnej kultury w województwie, w tym teatru – „Polskiego” i „Współczesnego”, także Filharmonii i Teatru Lalek „Pleciuga”.

W naszym planie uwzględniona została także rozbudowa Muzeum Pomorza Zachodniego oraz Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej oraz kilku bibliotek powiatowych.

Celem podstawowym była jednak najszybsza i CAŁKOWITA odbudowa Zamku Szczecińskiego! A w nim m.in. budowa teatru muzycznego (opery)! W tym celu podjęto wiele specjalnych zadań, z powołaniem Społecznego Komitetu Odbudowy Zamku na czele.

W naszych planach uwzględniono budowę nowego teatru lalek oraz wielofunkcyjnej hali widowiskowej. Kilka lat temu, w tym miejscu, powstał NOWOCZESNY, PRZEPIĘKNY GMACH NOWEJ FILHARMONII SZCZECIŃSKIEJ. Piękny TEATR LALEK zbudowano już po roku 1990.

Zatwierdzony przez sesję Wojewódzkiej Rady Narodowej program dotyczył jednak nie tylko „inwestycji” (remontów i modernizacji obiektów kultury), ale także rozwoju bazy poligraficznej. Również poprawy warunków dla działalności Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Imprez Artystycznych, Biura Wystaw Artystycznych oraz szkolnictwa artystycznego.

Zostało określonych w nim wiele szczegółowych zagadnień związanych z ochroną zabytków, rozwojem i modernizacją sieci kin w województwie, także domów kultury w mniejszych miastach i gminach oraz dzielnicach Szczecina.

Wyrażono troskę o jeszcze większą niż dotąd dbałość o rozwój bazy bibliotek, księgarń i powstanie ognisk artystycznych (muzycznych i plastycznych) oraz budowę szkoły muzycznej w Stargardzie (wówczas jeszcze „Szczecińskim).

Planowaliśmy też powstanie tzw. wielofunkcyjnych „GOK-ów” – gminnych ośrodków kultury, łączących w sobie funkcje biblioteki, domu kultury oraz estrady i teatru, wraz z częścią kawiarniano- gastronomiczną w gminach naszego województwa. Przedsięwzięcie to budziło wiele kontrowersji, szczególnie ze strony bibliotekarzy, którzy wyrażali się krytycznie na temat łączenia ich z domami kultury.

Uchwała sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej uwzględniła też zmiany w organizacji i kierowaniu kulturą, a konkretnie – nakładała obowiązek konsultowania podejmowanych działań przez administrację kultury ze społecznym ruchem kulturalnym (nie tylko STK, ale i z powiatowymi towarzystwami społeczno-kulturalnymi oraz szczecińskimi oddziałami związków twórczych. TO BYŁO ABSOLUTNE NOWUM.

Przekazywałem oczywiście nasze projekty na naradach dyrektorów wojewódzkich wydziałów kultury rad narodowych w Ministerstwie Kultury, postulując nieustannie zwiększenie budżetu na realizację podjętych zadań. Udało się nawet spowodować przyjazd do Szczecina ówczesnego ministra kultury Stanisława Wrońskiego, który zaakceptował „na piśmie” z wojewodą (wtedy już Kuczyńskim) przekształcenie Muzeum Pomorza Zachodniego w Muzeum Narodowe, podobny status udało się uzyskać dla Biblioteki Wojewódzkiej, jak i Filharmonii Szczecińskiej, a to oznaczało przejęcie finasowania tych instytucji bezpośrednio z budżetu MKiS. Porozumienie to objęło też festiwale w Kamieniu Pomorskim (Muzyki Organowej) i w Świnoujściu (FAMA). Sukces był ogromny, gdyż dzięki temu mogliśmy zaoszczędzone w ten sposób środki przeznaczyć na inne cele, a zwłaszcza na poprawę bazy naszych placówek kultury i wyposażenie ich w nowoczesny sprzęt. Także na zakupy książek.

Jedną z bardzo ważnych decyzji SESJI było powołanie Wojewódzkiego i Powiatowych Funduszy Rozwoju Kultury, z których finansowano twórczość artystyczną i działalność upowszechnieniową miejscowych oddziałów związków twórczych, pisarzy, artystów plastyków, muzyków, aktorów, kompozytorów, bibliotekarzy i księgarzy oraz amatorskiego ruchu artystycznego!

Nadal naszym „oczkiem w głowie” pozostały, ujęte już teraz w programie rozwoju kultury, mające już swe znaczenie i rangę festiwale artystyczne w Międzyzdrojach oraz w Szczecinie; do tego „dorzucono” uroczyste inauguracje każdego roku we wrześniu otwarcia sezonu artystycznego i roku kulturalnego w powiatach i gminach!

W przyjętym programie uwzględnione zostały także „Majowe Dni Kultury”, sejmiki kultury w miastach powiatowych oraz „Dni Stargardu”, „Święta Owocobrania”, „Dni Morza” itp.

W realizacji tych zamierzeń nastąpiły dla mnie latem 1973 r. jednak smutne, a nawet dramatyczne wydarzenia.

Otóż niespodziewanie odwołano mnie z funkcji szefa kultury i to ze skutkiem natychmiastowym i zwolniono z pracy! A stało się to po wizycie mojej siostry i szwagra, którzy przyjechali do Szczecina z NRF w odwiedziny, po 16 latach niewidzenia się ze mną.

Odwołano mnie z ze stanowiska – bez rozmowy ze mną i bez podania przyczyny. Jakbym popełnił nie wiadomo jaki czyn?!

Bardzo przeżyłem ten moment! Kolejny raz „niemieckie pochodzenie” dopadło mnie i to w momencie mojej największej aktywności zawodowej…

Nawet moi koledzy, którzy wówczas byli na ważnych stanowiskach w województwie, unikali spotkania ze mną, dając do zrozumienia, że nic w mojej sprawie nie da się zrobić!

Sam szukałem też pomocy u Stefana Janusiewicza, Bolesława Klimczyka, nowego wojewody Kuczyńskiego (który zastąpił Stanisława Rychlika) i jego zastępcy Barczyka (który nastał po wicewojewodzie Stefaniku). Bezskutecznie!

Udałem się oczywiście także NOWYCH, przybyłych do Szczecina z Warszawy po wydarzeniach grudniowych, władz politycznych województwa, m.in. do Jerzego Łazarza. Na próżno!

Stąd po krótkim pożegnaniu się ze współpracownikami, na zawsze opuściłem budynek Urzędu Wojewódzkiego, w którym wielokrotnie wcześniej wyrażano pod moim adresem wyrazy uznania i padało dużo wzniosłych słów!

Pomocną dłoń podał mi wtedy ówczesny wiceminister kultury i sztuki Tadeusz Kaczmarek, do którego zadzwoniłem i o wszystkim opowiedziałem.

Po kilku dniach oddzwonił, proponując zatrudnienie w centrali „Składnicy Księgarskiej” na stanowisku I zastępcy dyrektora. Dorzucił jeszcze: „Wrócisz po prostu do swego zawodu! I… mam do Ciebie pełne zaufanie”.

Odetchnąłem z ulgą, ale mimo wszystko, był to dla mnie OKROPNY czas. Czułem się „jak zbity pies”, bo nagle uświadamiasz sobie, że ci, który wydają się być Twoimi przyjaciółmi – nie mają za grosz odwagi cywilnej przeciwstawić się NIESPRAWIEDLIWOŚCI.

Jedynie Karol Koczy przyszedł do mnie z propozycją, abym przyjął od niego dalsze kierowanie Studium Języków Obcych, którego był kierownikiem (co uzgodnił – jak mnie zapewnił z władzami uczelni – wówczas jeszcze – Wyższej Szkoły Handlowej).

Zadzwonił do mnie też red. Edward Kmiecik z propozycją, aby rozważyć objęcie funkcji polskiego korespondenta w NRD, gdyż on właśnie zamierza przejść na emeryturę.

Oczywiście z otwartymi rękoma przyjąłby mnie z powrotem „Dom Książki”! Irena Grodzieńska (moja następczyni) też chciała, abym wrócił do „Klubowej”!

I zgłosił się do mnie oczywiście pan Polak, u którego przed „wojskiem” mieszkałem na stancji (po wyjeździe matki do RFN) proponując, abym… wrócił do nich. Nie wiedział jak, ale bardzo chciał mi pomóc.

Także „Arkonia” rozważała, abym jako instruktor pracował dla nich, szkoląc młodych kolarzy. (A przy okazji – wznowił własną karierę. Miałem niewiele ponad 30 lat, więc teoretycznie było to możliwe).

Pozostała mi jeszcze możliwość wyjazdu do matki, do Niemiec, ALE TA OFERTA w ogóle nie była przeze mnie rozpatrywana! Oznaczałaby moją totalną klęskę wobec wcześniej podjętej decyzji POZOSTANIA W POLSCE i bycia Polakiem!

Zaufawszy zatem wiceministrowi Kaczmarkowi, wsiadłem do pociągu, aby w dniu 1 października 1973 roku, otrzymać od dyrektora Zjednoczenia Księgarstwa KAZIMIERZA MAJEROWICZA, w obecności Jego zastępcy Stasińskiego, prezesa Stowarzyszenia Księgarzy Polskich pana Hussaka, szefowej Działu Obrotu Księgarskiego pani Musiałowej i mojego NOWEGO bezpośredniego szefa (dyrektora „Składnicy Księgarskiej”) Bronisława Palimąki – oficjalne powołanie do NOWEGO ZADANIA! A brzmiało ono:

Panie Karolu, zrób pan coś, aby nowości wydawnicze trafiały do księgarń w całej Polsce w ciągu 1 (słownie JEDNEGO) tygodnia po ich wydaniu.”

„Spróbuję, odpowiedziałem, dziękując za zaufanie, jakie mi okazano”. I jeszcze tego samego dnia zabrałem się do realizacji nowego wyzwania, zostawiając za sobą „SZCZECIŃSKIE PRZYKROŚCI”!

Ciąg dalszy nastąpi

Tytuł kolejnego odcinka: „Składnica Księgarska”

PS.(Gdyby ktoś z Czytelników moich wspomnień chciał szczegółowo zapoznać się z programem, który realizowałem jako dyrektor Wydziału Kultury PWRN, to „opisałem” go w 4 numerze/1970 „Przeglądu Zachodnio-Pomorskiego”).

W trakcie pisania tego odcinka, dotarła do mnie wiadomość o śmierci Tadeusza Możejki, b. wieloletniego dyrektora Wojewódzkiego Domu Kultury w Szczecinie.

Bardzo pozytywnie oceniam współpracę z tym oddanym i znającym się na kulturze działaczem. Jego zaangażowanie i pomoc, pozwoliła STK na realizację wielu projektów, które bez udziału WDK i współdziałającego z nim systemem domów kultury, nigdy nie byłyby zrealizowane.

Dziękuję Ci Tadeuszu za aktywne i twórcze wcielanie w życie programu Szczecińskiego Towarzystwa Kultury; byłeś niezastąpionym członkiem Rady STK i cennym doradcą naszego Prezydium i jednocześnie moim osobiście. Dziękuję Ci za niezwykłą życzliwość, jaką mi okazałeś.

CZEŚĆ TWOJEJ PAMIĘCI!

Poprzedni artykułCo „polsko-niemieckiego” planują zaprzyjaźnieni ze mną Niemcy z ost-west-forum Gut Goedelitz
Następny artykułTaoizm
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

3 KOMENTARZE

  1. Szanowny Karolu, bardzo ciekawa, a miejscami dramatyczna opowieść o imponujących dokonaniach na polu kultury w ówczesnym Szczecinie! Zainteresowały mnie też wątki „germanistyczne”: przeprowadzka z przyzamkowej „Stajni” (w której zresztą – ale to już w późniejszych czasach – swoją siedzibę mieli germaniści, i gdzie też ja „urzędowałem”) oraz wspomnienie o docencie Karolu Koczym.

  2. Drogi Karolu, jak zwykle porywasz, opowiadając w sposób zajmujący o czasach nieustającego inwestowania talentu, wiedzy i zapału w tworzenie, i wspieranie rozlicznych inicjatyw kulturalnych, nie pomijając problemów uczelni wyższych Szczecina i ich życia akademickiego. Ale jest w tym odcinku wątek smutny, żeby nie powiedzieć tragiczny. Człowiek oddany bez reszty Szczecinowi nagle zaczął przeszkadzać, ktoś, jakiś mocno „życzliwy”, być może z najbliższego kręgu znajomych i pracowników Wojewódzkiej Rady Narodowej Szczecina uznał, że niemieckie korzenie Karola Czejarka eliminują go, jako zaufanego i kompetentnego pracownika! I tu rodzi się refleksja: Wydawało się, że czasy pozbywania się nie swoich z urzędów i ważnych stanowisk, to czasy minione. Otóż nie! I z tą jeszcze różnicą, że dzisiejsza władza posyłała na bruk z dnia na dzień, nie jednego „Czejarka”, tylko całe urzędy i wydziały, wraz z obsługą techniczną. Pocieszające jednak jest to, że dokonań takich ludzi jak Profesor Karol Czejarek i jemu podobnych nie da się żadnym sposobem wygumkować albo przypisać innym. Przyszłość należy do uczciwych. Serdecznie pozdrawiam.

  3. Szanowny Karolu jestem pod wrażeniem Twoich przeżyć. Z jednej strony mamy normalizację stosunków polsko-niemieckich [podpisanie układu 7 XII 1970 r. o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków, w którym RFN uznała granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej], zaś z drugiej nadal obowiązująca polityka antyniemiecka. Ktoś uczynny doniósł chyba do aparatu bezpieczeństwa o Twoich kontaktach z rodziną w RFN i jej przyjeździe do Ciebie. To wystarczyło władzom wojewódzkim w Szczecinie do odwołania natychmiastowego ze stanowiska. Przypuszczam, że decyzja była lokalna a nie z centrali w Warszawie [ chcieli uniknąć krytyki przełożonych za brak czujności]. Niestety przyjaciół poznaje się w biedzie. Nikt z rzekomych przyjaciół nie tylko nie stanął w Twojej obronie, ale udawał iż Cię nie znał i unikał wszelkich kontaktów z Tobą. Zachowanie stanowiska było nadrzędne. Czy od tamtego czasu w relacjach międzyludzkich nastąpiły zasadnicze zmiany-wątpię.
    Szanowny Karolu barwnie opisujesz swoją pracę, prezentujesz osiągnięcia, których z pewnością zazdrościli niektórzy współpracownicy i wykorzystali możliwość zwolnienia Cię ze stanowiska. Boleśnie odczułeś to zwolnienie z pracy, tym bardziej iż z ZIEMI SZCZECIŃSKIEJ uczyniłeś swoją pracą wiodącą placówkę kulturalną w kraju a znaną także poza jego granicami. Jednym słowem Twoje osiągnięcia w rozwoju życia kulturalnego w tym regionie stanowią zarazem trwały wkład w rozwój kultury ogólnopolskiej. Pomimo niesłusznego zwolnienia z pracy Szanowny Karolu wniosłeś się nad wyrządzoną Tobie krzywdę, wymieniasz i charakteryzujesz wielu zasłużonych działaczy nie tylko kultury, których nadal zachowałeś w pamięci, bo bez reszty oddani byli nie pracy, ale, jak stwierdzasz „ służbie regionu, który z wyboru stał się dla nich (dla mnie też!) Ziemią Ojczystą, czyli – POLSKĄ! Na uwagę zasługuje Szanowny Karolu urozmaicona forma przekazu, ukazująca specyfikę i warunki działania w tamtym okresie, która podporządkowana była mobilizowaniu ludzi do „BEZINTERESOWNEJ SŁUŻBY NA RZECZ REGIONU, przede wszystkim w zakresie tworzenia polskich tradycji kulturalnych i stwarzając im możliwości dostępu do kultury, a twórcom i instytucjom – warunki rozwoju. Ludzie podejmowali działania NIE DLA OSOBISTEJ KARIERY czy materialnych korzyści, lecz by ZIEMIA – którą po wiekach Polska odzyskała – znów BYŁA POLSKĄ!”. Szanowny Karolu wiernie służysz tej Ziemi-Polsce, bo ją wybrałeś i stałeś się Polakiem, co zawsze podkreślasz, chociaż urodziłeś się w Niemczech.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here