Jeszcze o Instytucie Lingwistyki Stosowanej oraz Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Autobiografia Karola Czejarka, cz. XVII

6

Dokończę dzisiaj „o ILS i AH”, gdyż w poprzednim odcinku nie zdążyłem powiedzieć wszystkiego, co zamierzałem i powinienem zostawić na piśmie w swojej autobiografii o tym ważnym dla mnie okresie mojej pracy; (kończącym „de facto” moją aktywność zawodową). Tak, życie minęło szybko!

Gdy piszę te słowa mam już 82 lata, stąd chciałbym przy okazji „przestrzec” WSZYSTKICH, aby nie spieszyli się z przejściem na emeryturę, na której ja jestem już kilka lat (mimo że dalej na brak zajęć nie narzekam).

Bo „czas emerytalny” to – smutny czas, charakteryzujący się stałym, niemal codziennym ubytkiem sił, a do głowy przychodzą myśli, czy w ogóle warto jeszcze cokolwiek podejmować, gdyż i tak WSZYSTKO SIĘ KIEDYŚ SKOŃCZY!

Ale to nie skarga, raczej potwierdzenie faktu, że wszystko w życiu ma swój początek i koniec. Ale ulegać pesymistycznemu nastrojowi NIE WOLNO! I ja mu też nie uległem. Wciąż mam jeszcze przed sobą ważne plany, m.in. marzę o dokończeniu tej autobiografii i napisaniu książki o życiu i twórczości Bronisławy Wilimowskiej.

W realizacji tego celu mam „na głowie” bratanicę Artystki – Elżbietę (TUNIĘ) Gajewską i Jej męża – Tadeusza Gadzinę. Obydwoje są profesorami zwyczajnymi Warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego; Tunia ponadto jest wybitną flecistką, zaś Tadeusz – nadal koncertującym szefem Kwartetu Wilanowskiego.

Pani Wilimowska była Artystką – Malarką, która moją rodzinę, mnie, moją żonę i dzieci – darzyła przez wiele lat wielką bezinteresowną przyjaźnią. A przede wszystkim była i pozostanie w historii naszej współczesnej kultury KIMŚ BARDZO ZNACZĄCYM.

Nadal otrzymuję zaproszenia na różnego rodzaju konferencje z propozycjami wygłaszania referatów czy napisania artykułów związanych z moimi profesjami: sztuką przekładu, metodyką nauczania j. obcych, znajomości tzw. „spraw niemieckich”, w tym szczególnie antynazistowskiej i antywojennej twórczości Hansa Hellmuta Kirsta, którego 9 powieści przetłumaczyłem, a zredagowałem ponad 30 pozycji w ramach serii jego „Dzieł zebranych”. (Napisałem też książkę o jego życiu i twórczości. Ale o tym będzie szerzej w jednym z następnych odcinków, który poświęcę w tylko swym przekładom i twórczości).

NO I …MAM „SWÓJ” „PRZEGLĄD DZIENNIKARSKI”, w którym – jak na razie – nadal mogę wypisywać się bez ograniczenia, za co jestem bardzo wdzięczny redaktorowi naczelnemu – dr. Pawłowi Rogalińskiemu, który uczynił mnie nawet swoim zastępcą w naszym – zyskującym coraz bardziej na popularności – miesięczniku internetowym.

Nie żałuję więc ani jednego dnia swego życia, które – po odejściu z MKiS – przepracowałem jako nauczyciel i wykładowca z młodzieżą, najpierw szkolną, potem studencką, a także z dorosłymi – w ramach kształcenia ustawicznego i studiów zaocznych oraz dyplomowych.

Od momentu przejścia do zawodu nauczycielskiego, moje życie toczyło się przede wszystkim wśród ludzi nauki (a mniej niż dotąd wśród artystów, pisarzy i polityków) czyli wybitnych pedagogów, literaturoznawców, niemcoznawców, tłumaczy przysięgłych i literackich. Krótko mówiąc – wśród lepszych ode mnie, z czego jestem bardzo dumny, bo od nich mogłem się czegoś nowego nauczyć, wzbogacając własną wiedzę, by tym skuteczniej przenosić ją potem „do głów” ludzi młodych, stojących dopiero na progu swego dorosłego życia!

Co nie oznacza, że nie pielęgnowałem zawartych „w przeszłości” PRZYJAŹNI. Nadal kontaktowałem się z pisarzami, artystami, społecznikami sprzed wielu odległych lat, kiedy byłem działaczem i pracownikiem kultury, a nawet z „czasów kolarstwa i służby wojskowej”.

Dla przykładu – do dziś np. pozostaję w przyjaznych kontaktach z dawnymi kolarzami, choćby z Marianem Hałuszczakiem, Januszem Hałdysem, Sławomirem Grzegorkiem, Jerzym Mikołajczykiem, Wojciechem Matusiakiem, Waldemarem Mosbaurerem, trenerem Zbyszkiem Borowskim i innymi, których znakomicie opisał w swej najnowszej książce, niedawno wydanej (2021r.), a zatytułowanej „Wygrać z samym sobą”, ongiś członek m.in. kolarskiej kadry narodowej LZS – Jan Chruśliński, wtedy rywal, a dziś serdeczny przyjaciel!

Moimi przyjaciółmi są też nadal koledzy ze szkoły podstawowej, średniej i z okresu studiów, jak m.in. Tadeusz Magiera czy Andrzej Gabriel.

Pracując jako NAUCZYCIEL w szkołach średnich, a potem jako wykładowca na wyższych uczelniach, każdego dnia miałem świadomość współodpowiedzialności nie tylko za kształcenie, ale i wychowanie powierzonej mi młodzieży. Której zresztą nigdy nie dawałem niczego do WIERZENIA, a zawsze tylko do PRZEMYŚLENIA.

Nie kazałem im uczyć się „na pamięć”, za to dbałem o to, aby rozumieli wykładane przeze mnie zagadnienia! A przede wszystkim mieli do poruszanych problemów osobisty stosunek i potrafili pogłębiać swą wiedzę w oparciu o źródła naukowe i „podpowiadane” im przeze mnie lektury!

Nawet ucząc gramatyki niemieckiej, w której każda następna reguła wynika z wcześniejszej, również nie polecałem wkuwania na pamięć! Wyjątkiem były jedynie rzeczowniki niemieckie, których uczyć się trzeba „z rodzajnikami i liczbą mnogą”!

Opisując w autobiografii te „wyznania”, sam sobie zadaję pytanie: jakim byłem nauczycielem?

Na pewno „normalnym”, nie wywyższającym się ponad innych, korzystającym z doświadczeń i teorii (także praktyki) znakomitych profesorów, którzy całe swoje życie (gdyż ja dopiero od roku 1990) poświęcili wyłącznie nauce, nauczaniu i sztuce tłumaczenia. (Tego uczyłem zarówno w Kolegium Nauczycielskim Języka Niemieckiego, jak i w Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW oraz w pułtuskiej Akademii Humanistycznej).

Przez jakiś czas prowadziłem też zajęcia w Katedrze Języka Niemieckiego „Wszechnicy Polskiej” – Szkole Wyższej TWP w Warszawie na germanistyce, którą inicjowałem we „Wszechnicy” wspólnie z prof. Stanisławem Czocharą.

Na szczęście spotkałem na swej drodze „nauczyciela i wykładowcy” wielu TAKICH, którzy byli dla mnie WZORCAMI! Pozwalali podpatrywać swą pracę w sposób nieograniczony i …przygotowali mnie do zawodu nauczycielskiego i tłumacza.

W Szkole Podstawowej (nr 19 w Szczecinie), była to polonistka i matematyk (i fizyk jednocześnie);

w Szkole Średniej – WIELKIE WRAŻENIE wywarł na mnie przede wszystkim mój wychowawca, doskonały polonista (późniejszy prezes ZO ZLP w Szczecinie i profesor zwyczajny na Uniwersytecie Szczecińskim) – ERAZM KUŹMA!

Ze Szkoły Średniej zapamiętałem: pana prof. Plucińskiego, który prowadził lekcje „wychowania obywatelskiego”, pana prof. Czarnotę (historyka), panie: prof. Maciejewską i prof. Tkaczyk (wspaniałe matematyczki) oraz „łacinnika” – którego przezywaliśmy „Cybuchem” (od nazwiska „Cybulski”). Był naprawdę „supernauczycielem”.

WZOREM do naśladowania stał się też dla mnie… dyrektor mojego „niezapomnianego” Liceum (przy ulicy Henryka Pobożnego w Szczecinie) pan Kański (który m.in. uratował mnie przed wyrzuceniem ze szkoły). We wdzięcznej pamięci pozostała mi też Jego (śp.) żona (która była wspaniałą bibliotekarką, zaszczepiła we mnie miłość do książki i księgarstwa. A ja rozpocząłem swą pierwszą zawodową drogę: od „gońca” w księgarni – do dyrektora departamentu Książki i Bibliotek w MKiS).

Autorytetami w szkole średniej byli też ( nazwisk już nie pamiętam): geograf (którego przezywaliśmy „Gnomon”), biolog („Bambuko”) i „wuefiści”, którzy zachęcili mnie do uprawiania kolarstwa. „Bóg zapłać” im WSZYSTKIM za to zaangażowanie się w mój rozwój umysłowy i fizyczny!

 

Nie zapomnę też NIGDY Państwa Polaków (Stanisława i Heleny), bo gdyby ich nie było, nie miałbym po wyjeździe matki i siostry (do Niemiec) gdzie mieszkać, co jeść i w co ubrać się.

Na Uniwersytecie Poznańskim, na którym studiowałem, WIEKIMI MOIMI AURYTETAMI stali się przede wszystkim profesorowie:

Jan Chodera,

Stefan Kubica i

Andrzej Bzdęga.

A ponadto – jeden z najwybitniejszych obecnie germanistów polskich, członek PAN – prof. dr hab. HUBERT ORŁOWSKI.

Profesorowie Chodera, Kubica i Bzdęga – to autorzy nadal najlepszego dotąd podręcznego słownika polsko-niemieckiego i niemiecko polskiego!

Jan Chodera był też promotorem mojej pracy magisterskiej – o „Retrospekcji w dramatach Gerharda Hauptmanna” i wprowadził mnie w arkana historii niemieckiej literatury i kultury w konfrontacji z polską, oraz „wyczulił” na kwestię pojednania i współpracy z Niemcami. (Polecam przy okazji Jego znakomitą książkę „O literaturze nienawiści i pogardy”)!

Stefan Kubica wprowadził mnie w świat dydaktyki i pedagogiki (w tych dziedzinach był wielkim specjalistą), zaś prof. Andrzej Bzdęga zapoznał mnie z gramatyką j. niemieckiego ( nie tylko „opisową”), której (razem z prof. Fossem) był wybitnym znawcą!

Wspomnianemu wyżej profesorowi Hubertowi Orłowskiemu zawdzięczam swoje pierwsze przekłady z języka niemieckiego na polski, przede wszystkim Georga Heyma. Również opracowanie wspólnej książki „Literatura wojenna pisarzy NRD” (pt. „Sonata wiosenna”). Wysoko sobie cenię Jego fundamentalną książkę „Literatura w III Rzeszy”. Z Jego inspiracji m.in. wynikły też moje późniejsze zainteresowania przekładami, m.in. powieści antynazistowskich Hansa Hellmuta Kirsta i zajęcie się takimi pisarzami jak m.in. Kurt Tucholsky, Anna Seghers czy Guenter Kunert i arcyciekawą „niemiecką literaturą emigracyjną XX wieku”! (Pisarzami, którzy nigdy nie pogodzili się z niemieckim nazizmem i nacjonalizmem – jak m.in. Stefan i Arnold Zweig, Lion Feuchtwanger, Henryk i Tomasz Mann czy Anna Seghers. Na temat jej życia i twórczości ukazała się w roku 1986 moja monografia wydana przez Wydawnictwo Poznańskie.

Hubert Orłowski – to też współtwórca fenomenalnej w swej wymowie Poznańskiej Biblioteki Niemieckiej. Warto zajrzeć do internetu, by więcej dowiedzieć się o tym wybitnym germaniście, także o Jego działalności na rzecz szkolnictwa wyższego. Ale przede wszystkim o Jego TWÓRCZOŚCI. Zwracam uwagę na zagadnienie „Polnische Wirtschaft” (polskiej „gospodarności”) i stereotypów polsko-niemieckich (i niemiecko-polskich).

A piszę o tym wszystkim dlatego, iż zaszczycony jestem faktem, że spotkałem „na swej drodze życiowej” tego wybitnego uczonego (jednocześnie WIELKIEGO PRACUSIA), który przez długie lata obdarzał mnie swoją serdeczną przyjaźnią.

W mojej WDZIĘCZNEJ pamięci pozostaje też wielu innych PROFESORÓW, jak m.in. Piotr Roguski, wspomniany już Stanisław Czochara, Ryszard Lipczuk, Wendelin Szalai, Jan Szczepański, Janusz Rohoziński, Dariusz Wojtaszyn, Bert Rehberg, Tadeusz Bieńkowski, Józef Barański i wielu jeszcze innych, w tym przede wszystkim Tomasz G. Pszczółkowski (który popierał moje starania habilitacyjne), jak również prof. Norbert Honsza. Nade wszystko wspominał będę (nieżyjącego już od kilku lat) KAROLA KOCZEGO, wspaniałego kolegę, przyjaciela, wykładowcę i profesora, życzliwego i szlachetnego człowieka. Również Jego następcę w kierowaniu szczecińską germanistyką – prof. JANA WATRAKA !

W Pułtusku – w tamtejszej Akademii, takim wzorem był dla mnie przede wszystkim jej Rektor, JM prof. dr hab. Adam Koseski! Oraz kolejne szefowe tamtejszego Wydziału Pedagogicznego, na czele z dziekankami tego Wydziału, (w którym mogłem „wyżywać się”, jako wykładowca) prof. prof. Kaney i Bartnicką!

(Dziękuję Im za zaufanie, jakim obdarzyły mnie, powierzając mi różne funkcje i zadania we współkształtowaniu programu „Dydaktyka Języków Obcych).

Wszystkim W/W za współpracę i koleżeństwo BARDZO DZIĘKUJĘ!

Do tej „listy” dołączam też prof. Mariana Dygo – prorektora AH, prof. Andrzeja Lama (który przełożył na polski m.in. całą postępową klasyczną i głęboko humanistyczną lirykę niemiecką)!

Również prof. Annę Warakomską (z UW), a z AH w Pułtusku – Janusza Bielskiego, Tadeusza Bieńkowskiego, Jana Lewandowskiego i… Kanclerza AH w Pułtusku, p. dyr. Bogdana Mroziewicza, jak i Szefową Pracowni Edukacji Elementarnej – panią dr Marię Szymańską oraz kierownika Zespołu Pracy, Organizacji i technologii informacji – pana dr. Roberta Błauta. Znakomicie się z Nimi wszystkimi współpracowało!

(Pani prof. Warakomskiej zawdzięczam, m.in. redakcję I cz. Biografii polsko-niemieckich, a przy okazji zaanonsuję Jej znakomitą książkę „Pamięć o przeszłości w prywatnych narracjach i historiografii” wydaną przez Wydawnictwo UW w 2017r.).

Nigdy też nie zapomnę WSPANIAŁEGO ZESPOŁU SEKRETAREK WYDZIAŁU Pedagogicznego w Pułtusku, także w ILS, na czele z panią mgr Katarzyną Mamrochą i sekretarką Pana Rektora Koseskiego – p. Elżbietą Stankiewicz oraz szefową sekretariatu, a wcześniej dziekanatu ILS – panią Marią Smulską!

Dziękuję swojej Żonie, że od lat, z tylko Jej właściwą cierpliwością, pomagała mi w przygotowywaniu się do zajęć (biorąc na siebie wszystkie obowiązki domowe) i wdzięczny Jej też jestem za to, że NADAL redaguje WSZYSTKIE MOJE TEKSTY.

Dziadziczku (jak Ją nazywam) z Serca Ci dziękuję! Za WSZYSTKO bardzo Cię kocham!

Dzięki Żonie w ogóle, udało mi się przetrwać trudny czas zmiany pracy (z urzędnika kultury i działacza na nauczyciela i wykładowcę) i zadomowić się wówczas w nowej dla mnie profesji – NAUCZYCIELSTWIE!

Wdzięczny też Jej jestem za to, że mogłem skorzystać z Jej doświadczeń kierowania szkołami i współdziałania z nauczycielami. (W jednym z kolejnych odcinków swojej autobiografii, napiszę o Niej więcej, poświęcając go przede wszystkim Jej sukcesom zawodowym i domowym), a także naszej kilkudziesięcioletniej już MIŁOŚCI.

Jej dokonania zawodowe, to m.in. śpiewanie i prezesowanie, słynnemu przed laty Chórowi Politechniki Szczecińskiej oraz dyrektorowaniu szkołom podstawowym – 303 na Ursynowie – (przyjaznej sztuce, sportowi i językom obcym), a wcześniej – Szkole Podstawowej nr 146 przy ul. Domaniewskiej w Warszawie, w której była najpierw nauczycielką muzyki, a następnie wicedyrektorką i dyrektorką. Współorganizatorką Szkolnej Galerii Artystycznej „ŻAR”!

Dydaktyka Języków Obcych tworzona na Wydziale Pedagogicznym w pułtuskiej Akademii Humanistycznej była wielką szansą (SPEŁNIONĄ!) dla absolwentów Nauczycielskich Kolegiów Językowych, pogłębiającą ich wiedzę na poziomie studiów II stopnia, kończących się przyznaniem im tytułu magisterskiego. A przede wszystkim „szkołą” poznania najnowocześniejszych metod nauczania języków obcych, które powinny być stale obecne w nauczaniu młodzieży szkół średnich ( nie tylko angielskiego, ale także rosyjskiego i niemieckiego, francuskiego i hiszpańskiego, najbardziej popularnych w Unii Europejskiej i na świecie)!

Wrócę w tym momencie jeszcze na moment do swojej samooceny,

„jakim sam byłem nauczycielem ?”

Na pewno byłem NAUCZYCIELEM I WYCHOWAWCĄ ( współczesna pedagogika wymaga jednego i drugiego) wyrozumiałym, cierpliwym, „kochającym swoich uczniów i studentów, ale wymagającym:

– jak najlepszego przygotowania do zajęć, aktywnego współdziałania ze mną, szczególnie na ćwiczeniach pozwalających zrozumieć nowy materiał,

– umiejętności prezentowania swej wiedzy i tłumaczenia słuchaczom np. zawiłości problemowych,

(są to szczególnie przydatne cechy dla osób podejmujących się zawodowo – po studiach – tłumaczenia ustnego, bądź nauczania INNYCH języka obcego) i…

– punktualności!!!

To na pewno nie jest kompletny kanon zasad, którymi się kierowałem w pracy z młodzieżą, studentami i dorosłymi. Zdarzały się sytuacje wyjątkowe, w których ZAWSZE trzeba widzieć przed sobą CZŁOWIEKA.

Podsumowując więc CZAS przepracowany na UW i w AH w Pułtusku – wspominam go jak najmilej i z wielkim rozrzewnieniem, ale było-minęło! A wspominam „z rozrzewnieniem” także dlatego, gdyż… zawsze marzyłem, aby śladem mojego śp. Ojca, pracować – jak On – na wyższej uczelni. Jemu ten zaszczyt przypadł na Uniwersytecie Berlińskim, mnie…

na Uniwersytecie Warszawskim i w Akademii Humanistycznej w Pułtusku!

Wdzięczny jestem za to memu LOSOWI.

Szczególnie praca w Pułtusku, w tamtejszej Akademii Humanistycznej (a zaczynałem ją, gdy jeszcze nie była „Akademią”, tylko „Wyższą Szkołą Humanistyczną”) szczególnie mnie satysfakcjonowała. Miałem bowiem świadomość, iż służy przede wszystkim „Polsce Powiatowej” i „Gminnej”! Była szansą dla młodzieży pochodzącej z małych miast i miasteczek, a nawet miejscowości „gminno-wiejskich”. I nie tylko z województwa mazowieckiego, ale z całego kraju!

Dawała im szanse wyrównania poziomu nauczania z uniwersytetami, znajdującymi się w Polsce w największych miastach: Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Łodzi, Szczecinie czy Wrocławiu.

Do Pułtuska przyjeżdżali MŁODZI z biedniejszych rodzin. Więc stale towarzyszyła mi myśl, że gdy z tytułami magisterskimi wrócą do swych regionów, wzbogacą zdobytą wiedzą swoje „Małe Ojczyzny”. Podobny cel mieliśmy, gdy pracowałem w Szczecińskim Towarzystwie Kultury, podejmując wówczas liczne działania, które w końcu dorowadziły do powołania Uniwersytetu Szczecińskiego!

(Nota bene – mogę się pochwalić, iż jestem jednym z pierwszych DOKTORÓW tego Uniwersytetu z zakresu nauk humanistycznych; którzy podobnie jak ja – obronili na tym Uniwersytecie swoje rozprawy doktorskie!).

Moja miała tytuł „Proza Anny Seghers: problematyka i typ bohatera zaangażowanego”, a jej promotorem był prof. dr hab. Jan Watrak, a recenzentami prof. Jakubietz z Lipska i znana polska germanistka – pani prof. Maria Kofta (wtedy już na emeryturze, a gdy zaczynałem studia, była jeszcze czynną wykładowczynią)! Miałem zaszczyt poznania też Jej syna, sławnego satyryka i piosenkarza – Jonasza.

Uroczystość nadania mi tytułu doktorskiego miała bardzo uroczystą oprawę i odbyła się na Zamku w Szczecinie, gdzie miał swoją ówczesną siedzibę Rektorat US.

A wracając do Uczelni w Pułtusku – muszę jeszcze podkreślić, iż – krzepła ona na moich oczach, skupiając w swych murach wielu wybitnych uczonych i specjalistów, nie tylko z dziedziny nauczania języków obcych.

Pułtuska Alma Mater „brylowała” także w innych dziedzinach, zwłaszcza w historii; „zatrudniała” wybitnych dziennikarzy, świetnych prawników, znających się na organizacji pracy i prawie administracyjnym!

Łączyła od początku swego istnienia nauczanie z wychowaniem, kulturą, sportem i patriotycznym zamiłowaniem do społecznikostwa – w myśl zasady :

czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci” czyli… zaowocuje w dorosłym życiu!

Dlatego tak boli, że dzisiaj (gdy piszę te słowa) TEJ UCZELNI JUŻ NIE MA! Powstała w jej miejsce inna, ale TO NIE TO SAMO! Nie żałuję jednak, że oddałem tamtej wiele lat swego „nauczycielskiego” życia.

Gdy pracowałem w AH, działał w niej m.in. Ludowy Zespół Artystyczny i Teatr Studencki „Zwierciadło”.

W budynku na Mickiewicza, gdzie znajdował się m.in. „mój” Wydział Pedagogiczny, była też znakomicie zaopatrzona księgarnia naukowa, dostępna także dla chętnych „z zewnątrz”; podobnie jak znakomicie zorganizowana, wyposażona w sprzęt, dysponująca pojemnym, merytorycznym księgozbiorem BIBLIOTEKA im. I Rektora WSH pana prof. Bartnickiego!

Uczelnia zachęcała też studentów do przystąpienia do Akademickiego Zrzeszenia Sportowego Akademii Humanistycznej – AZS AH! Co mnie, jako b. sportowcowi, szczególnie się podobało (stąd z nieukrywaną satysfakcją o tym przypominam, gdyż tak być powinno! W ZDROWYM CIELE, ZDROWY DUCH, to hasło nigdy nie powinno stracić na znaczeniu).

Gdy pracowałem w AH, w Ciechanowie działała też filia Uczelni – Wydział Turystyki, Hotelarstwa i Promocji Środowiska , wtedy powstało tam urocze arboretum drzew i krzewów, charakterystycznych dla roślinności Mazowsza. I jeśli dziś ktoś do Ciechanowa się wybiera, niech KONIECZNIE zwiedzi nie tylko odbudowany Zamek Książąt Mazowieckich, ale też ten jedyny w swoim rodzaju ogród! A potem uda się jeszcze do pobliskiej Opinogóry – do Centrum Polskiego Romantyzmu i pałacyku, który był siedzibą Zygmunta Krasińskiego!

Pułtusk w ogóle przekształcił się nie wiadomo kiedy z małego „zapyziałego” miasta – w centrum nauki (niewątpliwie również dzięki AH), dołączając tym samym swoim rozmachem do dużych ośrodków akademickich (które m.in. mieszczą się w dużych miastach).

Takie było też marzenie założycieli AH z profesorem Aleksandrem Gieysztorem, b. prezesem PAN i Rektorem UW, (a później dyrektorem Zamku Królewskiego w Warszawie) NA CZELE! Wielka mu część i chwała za to!!

„Na zakończenie” dzisiejszego odcinka jeszcze o Instytucie Lingwistyki Stosowanej UW, któremu też oddałem sporo lat ze swego „wykładowczego i naukowego (można tak powiedzieć) życia”.

Tyma bardziej, iż ILS jest nadal w pełnym rozkwicie!

Kontynuuje skutecznie dzieło swego założyciela (prof. Gruczy – seniora) i nieżyjących już dyrektorów: prof. Andrzeja Kopczyńskiego, Krzysztofa Hejwowskiego, Jurija Lukszyna, a PRZEDE WSZYSTKIM pani prof. Anny Duszak. I powiem wprost (nie dlatego, że w nim pracowałem), że nie ma w Polsce (a i w Europie trzeba by dobrze poszukać) drugiego – TAKIEGO wszechstronnego Instytutu, wliczając w to także (MIMO ŻE JEST SAMODZIELNA) Katedrę Języków Specjalistycznych UW, która wyłoniła się z ILS-u. ( ukończył ją także m.in. mój najmłodszy syn – Hubert, który kontynuuje moje germanistyczne zainteresowania, gdyż Roman jest dziennikarzem, a Ania – historyczką sztuki).

Ale nim dalej o ILS, jeszcze kilka zdań o b. Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Tym bardziej, iż refleksja, którą teraz przytoczę odnosi się także do ILS. Dotyczy ona studiów zaocznych i podyplomowych.

Studenci tej formy kształcenia, a więc „ZAOCZNI”, podobnie, jak i studenci stacjonarni wnoszą w życie polskiego środowiska studenckiego ogromny, pozytywny ferment intelektualny.

Wystarczy w weekendy, kiedy odbywają się zajęcia dla ZAOCZNYCH, udać się np. w pobliże gmachów uczelnianych, w których studenci w Warszawie czy w Pułtusku się spotykają, by gołym okiem stwierdzić, jak barwną i pozytywną grupę Ci ludzie tworzą!

Przy okazji -to także mój głos w obronie tej formy kształcenia, rozwijania różnorodnych form ustawicznego poszerzania wiedzy. Dla osiągnięcia tego celu wciąż jest wielu chętnych w naszym kraju.

Jest ona nadal bardzo potrzebna, jeśli SZYBCIEJ chcemy zmniejszać nasz dystans (we wszystkim – w tym także dotyczącym godności życia KAŻDEGO Polaka i Polki) do krajów najbardziej rozwiniętych.

Przyznaję, że w swojej praktyce nauczania zawsze zwracałem swoim podopiecznym uwagę na to zagadnienie, podkreślając, że EDUKACJA musi być PONAD WSZELKIMI PODZIAŁAMI POLITYCZNYMI.

Stąd zarówno w ILS, jak i w AH w Pułtusku, m.in. prowadziłem wykład monograficzny i zajęcia ze studentami na tematy związane z globalizacją i wiedzą o UE, także wykład o historii literatury i kultury niemieckiej w kontekście porównawczym z literaturą, kulturą i historią naszego kraju. (Nie zmienimy swego położenia geograficznego, dlatego musimy szukać porozumienia zarówno z symbolicznym Zachodem, jak i istniejącym Wschodem; ze wszystkimi krajami opowiadającym się NA ŚWIECIE za pokojowym rozwiazywaniem wszelkich konfliktów – TERAZ i w PRZYSZŁOŚCI.

Oto ideały, którym nadal (jak długo będę na tym świecie) zamierzam służyć. I przepraszam Czytelników swojej autobiografii, że wielokrotnie do tej sprawy wracam;

CHCIAŁBYM, ABY POLSKA BYŁA SZANOWANA nie tylko w Europie, ale i na świecie, a ostatnio – niestety – tak nie jest.

Odczuwam to m.in. po „temperaturze” korespondencji, którą otrzymuję od swych znajomych i przyjaciół (jeszcze). Także od b. członków współzałożonego przeze mnie w pułtuskiej Akademii Humanistycznej MIĘDZYWYDZIAŁOWEGO CENTRUM BADAŃ NIEMCOZNAZCYCH!

A teraz „na zakończenie” dzisiejszego odcinka wracam już tylko do ILS, mojej „Firmy”, w której praca pozostawiła mi NIEZAPOMNIANE WRAŻENIA I DUMĘ! A nawet, gdybym w nim nigdy nie pracował –Instytut ten ZASŁUGUJE na to, aby opowiadać o Jego dorobku i działalności jak najszerzej!

Jest bowiem placówką, z której wywodzi się wielu wybitnych współczesnych tłumaczy (jakże w Polsce nadal potrzebne jest ich kształcenie)! Zwłaszcza tłumaczy konferencyjnych, pisemnych i ustnych i to z dziedzin dziś bardzo preferowanych – języków fachowych i specjalistycznych, nie tylko literackich, w związku ze stale (OBY) zwiększającą się rolą Polski w międzynarodowej współpracy gospodarczej, naukowej, kulturalnej i wszelkiej innej, nie tylko politycznej.

Mury Instytutu – oprócz tłumaczy – opuściła rzesza nauczycieli języków: angielskiego, francuskiego, rosyjskiego, niemieckiego i hiszpańskiego! W ofercie dydaktycznej Instytutu od lat znajdują się też – o czym mało kto wie – studia podyplomowe dla tłumaczy, organizowane we współpracy z Komisją i Parlamentem Europejskim.

Większość absolwentów ILS legitymuje się dyplomem ze specjalnością tłumaczeniową, nauczycielską, czy kulturoznawczą. Niemal wszyscy absolwenci biegle znają co najmniej dwa języki obce (w mowie i w piśmie), (a często i więcej!). I chodzi o to, aby znali ich jak najwięcej.

Miał i ma nadal ILS wielu wspaniałych pracowników, by wspomnieć tylko profesorów m.in. Namowicza, Lukszyna, Koźbiała, Kielar, Krzeszowskiego, Lewandowskiego, także Sambora Gruczę (syna Franciszka), Wawrzyńczyka, Sikorskiego, Dakowską, Tryuk, Bartoszewicz czy „młodszych” rangą pracowników naukowych, jak m.in. Zuzannę Dzięgelewską, Tomasza Konika, Katarzynę Malesę, Magdalenę Olpińską – Mazurek, Andrzeja Zombirta, Waldemara Woźniakowskiego, Annę Walisiak, Olega Usenko, czy Jana Wawrzyniaka i wielu innych!

Miałem zaszczyt w Instytucie pełnić funkcję sekretarza i przewodniczego Komisji Egzaminów Wstępnych, Koordynatora Zespołu ds. Języka Niemieckiego, a nade wszystko po. Kierownika Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego.

Byłem też przez wiele lat członkiem Rady Naukowej ILS, jak też członkiem Rady Wydziału i kolegium kierowniczego ILS.

I na zakończenie: czego przede wszystkim uczyli się studenci ILS? – m.in. Teorii i praktyki komunikacji językowej, stylistyki języka polskiego, fonetyki …gramatyki, literatury i kultury studiowanych języków, a ponadto Translatoryki, Glottodydaktyki, do tego dochodziły wielogodzinne zajęcia ze znajomości praktycznej studiowanych języków, zajęć tłumaczeniowych itd. Itp.

Czego ja „uczyłem” w ILS-sie? Pani prof. dyr. Anna Duszak – powierzyła mi (po śmierci prof. Namowicza) wykład monograficzny i ćwiczenia z literatury i kultury niemieckiej; ponadto prowadziłem ćwiczenia z „tłumaczenia” (pisemnego i ustnego); miałem też zajęcia „z praktycznej znajomości j. niemieckiego”, no i prowadziłem przez wiele lat SEMINARIUM MAGISTERSKIE. (Pod moim kierunkiem w ILS- i w AH w PUŁTUSKU – powstało przez te lata KILKASET interesujących prac, ocenionych jako dobre, dobre + i bardzo dobre oraz „Z WYRÓŻNIENIEM”!

Szczerze życzę Instytutowi, w ogóle Uniwersytetowi Warszawskiemu – DALSZEGO WSPANIALEGO ROZWOJU. WSZYSTKIM, którzy pozwolili mi w tym „tyglu” nauki, wśród bardzo mądrych i wrażliwych ludzi przez wiele lat przebywać i nasiąknąć niepowtarzalną atmosferą, którą ŻYJĘ nadal – NAJPIĘKNIEJ DZIĘKUJĘ!!!

 

Ciąg dalszy nastąpi i będzie miał tytuł:

O Międzywydziałowym Centrum Badań Niemcoznawczych

Akademii Humanistycznej i współpracy ze Stowarzyszeniem

OST-WEST-FORUM GUT GOEDELITZ”

Poprzedni artykułSzymon Koprowski – wieczór autorski w Pokrzywnicy
Następny artykułPiotr Rubik: „Najpiękniejsze polskie kolędy” – idealne na świąteczny czas…
Karol Czejarek
Karol Czejarek, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa; magister filologii germańskiej, tłumacz przysięgły z języka niemieckiego; członek Związku Literatów Polskich; profesor nadzwyczajny b. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora, wieloletni adiunkt - kierownik po. Zakładu Kulturoznawstwa Stosowanego w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; nauczyciel mianowany j. niemieckiego w szkołach średnich; przedstawiciel stowarzyszenia „ost-west-forum Gut Goedelitz” w Warszawie. Inicjator i redaktor (wspólnie m.in. z Tomaszem Pszczółkowskim), Biografii polsko-niemieckich pt. „Historia pamięcią pisana”, „Polska między Niemcami a Rosją” oraz Redaktor „Dzieł zebranych Hansa Hellmuta Kirsta”. Autor książek: „Nazizm, wojna i III Rzesza w powieściach Hansa Hellmuta Kirsta”, monografii o Annie Seghers, antologii niemieckich pisarzy wojennych pt. „Sonata wiosenna”, gramatyki niemieckiej „Dla ciebie” (wspólnie z Joanną Słocińską), oraz spolszczenia (z synem Hubertem) „Collins German Grammar” i „Collins Verb Tables” (przy współudziale Ewy Piotrkiewicz-Karmowskiej). Współautor publikacji „Polen – Land und Leute” oraz albumów „Polska” i „Szczecin”. Członek Komitetu Naukowego Międzynarodowej Konferencji nt. „Praw człowieka” w Sejmie RP Przełożył z j. niemieckiego m.in. Georga Heyma, Guentera Kunerta, Hansa Hellmuta Kirsta, Hansa Walldorfa, Christy Grasmeyer, Heinera Muellera. Wykładał m.in. Historię literatury niemieckiej, Metody nauczania j. obcych, Problematyka UE i Globalizacji oraz prowadził ćwiczenia m.in. ze sztuki tłumaczenia i znajomości praktycznej j. niemieckiego. Również (na UW, jak i AH w Pułtusku) – seminarium magisterskie. Autor licznych artykułów i recenzji; aktualnie zastępca red. nacz. Przeglądu Dziennikarskiego. Przed rokiem 1990 – m.in. kierownik księgarni, sekretarz Szczecińskiego Towarzystwa Kultury, dyr. Wydziału Kultury PWRN w Szczecinie; dyrektor Centralnego Ośrodka Metodyki Upowszechniania Kultury, dyr. Departamentu plastyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki, dyr. Wydziału Kultury Urzędu m.st. Warszawy i Dyr. dep. Książki MKiS.

6 KOMENTARZE

  1. Drogi Karolu, Szanowny Profesorze,
    jesteś wielki! Piękny tekst, naprawdę; wywarł na mnie duże wrażenie. Cieszę się z naszej współpracy, bo to dzięki Tobie „Przegląd Dziennikarski” zyskał swój obecny kształt magazynu popularnonaukowego. Wiem, że poświęciłeś bardzo dużo czasu, energii i pracy w budowę naszego pisma i jestem Ci za to dozgonnie wdzięczny.
    Chapeau bas!!

  2. Jako” wywołany do tablicy” ośmielam się dodać, że śp . Józef Pluciński był rodzonym bratem Jana Plucińskiego ministra w rządzie II Rzeczpospolitej , uczył nas także historii starożytnej. Podczas jubileuszu 60 lecia II Państwowego Liceum Męskiego w Szczecinie / Pobożniaka/ a naszego 50 lecia od zdania matury napisałem wiersz „Chochlik drukarski ” Jemu poświęcony. Serdecznie pozdrawiam autora i Redakcję PD.

  3. Drogi Karolu, widzę, że nasze życiowe drogi też się przeplatają: nie tylko zawodowo ale też w innych konfiguracjach. Dzieciństwo spędziłem – podobnie jak Ty, na Pomorzu Zachodnim. Poeta Adolf Momot , to nasz wspólny znajomy, który po perypetiach powojennych osiadł w Szczecinie. Był moim krajanem z Roztocza, gdzie chodziłem do szkoły. Pochodził z wioski Hamernia na rzeką Sopot, która płynie tam przez piękny rezerwat „Czartowe Pole”. Teraz wspominasz prof. Jana Watraka. Toż to absolwent mojego Liceum w Józefowie. Maturę zdał w 1957 roku i należał do wyróżniającej się grupy kilkunastu profesorów, absolwentów naszej szkoły. Przyjeżdżał na zjazdy absolwentów i dzielił się swoimi wspomnieniami oraz podkreślał, że ta szkoła była dla niego oknem na świat. Niestety, po 75 latach Liceum już nie ma, bo dzieciaki wolą kształcić się z Zamościu, Biłgoraju czy Lublinie. ale istnieje Stowarzyszenie Wychowanków, które utrwala więzi koleżeńskie i dba o pamięć Liceum. Takie były nasze losy powojenne, też migrowaliśmy.

  4. Szanowny Karolu, przeczytałem odcinek 17 Twojej autobiografii z dużym zainteresowaniem. Jedną drobną nieścisłość zauważyłem: prof. Jan Watrak był co prawda kierownikiem Zakładu Literatury Współczesnej, ale nigdy nie kierował całą germanistyką szczecińską. Następcą pana Karola Koczego był (przez rok) Augustyn Mańczyk, potem ja, Paweł Mecner, znowu ja, i Jolanta Mazurkiewicz-Sokołowska.

  5. Panie Profesorze Karolu,
    broniłam u Pana magisterkę.
    Zawsze czytam Pana wpisy- niech Mlodzi się uczą!
    Niech się Panu darzy urodzaj wszelaki i zdrowie niech dopisuje!

Skomentuj Ryszard Lipczuk Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here