W kilka tygodni po rozpoczęciu mojej pracy w Katedrze profesora Adama Schaffa[1], w uczelni państwowej pod nazwą Akademia Nauk Politycznych w Warszawie Cyntia Lidańska[2] poinformowała mnie, że przybędzie na spotkanie z naszym wspólnym szefem, przewodniczący Zarządu Głównego Związku Akademickiej Młodzieży Polskiej – Zenon Wróblewski – i ja mam być obecny w tym czasie w Katedrze[3]. Pierwsza część rozmowy, profesor A.Schaff odbył sam na sam z przybyłym gościem. Po kilkunastu jednak minutach, Cyntia poprosiła mnie do jego gabinetu i dowiedziałem się, że obok pracy w Katedrze, będę pracował w Zarządzie Głównym Związku Akademickiego Młodzieży Polskiej, mieszczącym się w Warszawie przy ulicy Dworkowej ,bocznej od ulicy Puławskiej. Na warszawskim Mokotowie. Mam się tam zajmować promocją młodej kadry naukowej, zwłaszcza w zakresie nauk społecznych albowiem ta kadra wymaga szczególnego wsparcia ze strony organizacji młodzieżowej. W swojej karierze napotyka na ogromne opory wielu starych mistrzów, związanych z inną powszechnie stosowaną dotąd metodologią tych nauk niż obecnie lansowana. Na tej podstawie znalazłem się następnego dnia po tej rozmowie w siedzibie wspomnianej organizacji, ale w jej kadrze kierowniczej, powstała zasadnicza różnica zdań, w którym jej dziale mam być zawodowo usytuowany. Chodziło o to czy w dziale naukowo-szkoleniowym, którym w tej organizacji zarządzał Sylwester Zawadzki[4], czy w dziale kadrowym, w którym zarządzał Bronisław Sztatler[5]. Ostatecznie postanowiono, że połowę mego czasu pracy w ZG ZAMP, poświecę na działalności w pionie podległym B. Sztatlerowi, a druga połowę w pionie podległym S. Zawadzkiemu. Już w kilka dni po rozpoczęciu mojej działalności w ZG ZAMP, zostałem zaproszony przez B. Sztatlera , z poleceniem wyjazdu do Poznania, celem skontrolowania Zarządu Okręgowego ZAMP-u, a zwłaszcza jego kierownika W. Markiewicza. Ponieważ wyjazd przypadał po części na dni pracy u S. Zawadzkiego, zapytałem, czy jest to z nim uzgodnione? Bronek stwierdził że jest to nie moja sprawa i on bierze to na siebie. Poinformował mnie też, że zaraz na dworcu w Poznaniu , zostanę odpowiednio poznany i zaproszony przez jedną osobę na spotkanie z nią. Na moje pytanie o co chodzi, nie dostałem żadnej odpowiedzi. Ale też o nią się zbytnio nie upominałem.
Na drugi dzień rano, już byłem w Poznaniu i zaraz przed dworcem, zostałem przywitany przez dwóch panów, którzy zaprosili mnie do samochodu. Byłem już tedy na tyle zorientowany, ze wiedziałem, iż samochód marki Citroen, jest w ówczesnej Polsce często używany przez Służbę Bezpieczeństwa. Na wszelki wypadek, nie zadawałem jednak zbędnych pytań i po kilkunastu minutach, stanąłem przed Adamem Kornackim ( Dawid Kornhedler )[6], który okazał się szefem lub zastępcą szefa ówczesnego UB w województwie poznańskim. Poczęstowany zostałem od razu kawą i zapytany czy mi się dobrze pracuje z Bronkiem Sztatlerem? Bo mój rozmówca-też zaraz stwierdził-,że ma do niego całkowite zaufanie. Jednocześnie mój adwersarz poinformował mnie, że rozmowa nasza jest całkowicie poufna i za poinformowanie o nie nieodpowiednich osób, mogę ponieść poważna karę, łącznie z aresztowaniem , wyrokiem oraz odpowiednią odsiadką. Zażądano tez ode mnie potwierdzenia wspomnianego zobowiązania przez moja osobę zachowania tajemnicy tej rozmowy. Potwierdziłem, choć nie wiedziałem jeszcze nadal o co chodzi.
Przestawiono mi wtedy następującą historię: po II wojnie światowej, na teren Niemiec Zachodnich, trafia trzech Polaków, urodzonych i zamieszkałych w równych częściach okupacyjnej Polski. W tych częściach mają swoje rodziny ojców, matki, braci. Po wyzwoleniu od hitlerowców tej części Niemiec, wszyscy trzej chłopcy, z różnych obozów przejściowych, wstępują do kampanii wartowniczej, w ramach takich kompani organizowanych przez generała Władysława Andersa. Co jednak ważniejsze, choć po wojnie wracają do kraju, ale jadą do swoich rodzinnych stron, tylko spotykają się z nimi ale po krótkim pobycie u tych rodzin cała trójka udaje się do Poznania i zapisuje się na ten sam Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Poznańskiego. Dla przykładu jeden z nich Jan Danecki, ma rodzinę w Warszawie , która ma tam mieszkanie, a mimo to przenosi się do Poznania i zapisuje na studia socjologiczne, te same W. Markiewicz i J. Kossak. Zachodzi zdaniem mojego rozmówcy, wyraźne podejrzenie, graniczące z pewnością-że wszyscy trzej to specjalna agentura generała Andersa w Polsce przesłana do Poznania, dobrze przygotowana do działalności dywersyjnych na tutejszym terenie. Zachodzi więc konieczność mojego współdziałania ze wspomnianym szefem UB w Poznaniu , w celu wykrycia ich działalności dywersyjnych, aresztowania ich i wytoczenia im procesu. Tak się składało, że ja ze wspomnianej trójki, znałem tylko W. Markiewicza, który prawie na drugi dzień po rozpoczęciu mej pracy w ZG ZAMPP, złożył wizyty Z. Wróblewskiemu, a potem S. Zawadzkiemu i B. Sztatlerowi i przedstawił w –mojej obecności- ciekawą wersje udzielania przez Zarząd Główny i kierowany przez niego Zarząd Okręgowy ZAMP w Poznaniu pomocy młodszym pracownikom Uniwersytetu Poznańskiego, w ich naturalnym dążeniu do obronienia doktoratów, a potem habilitacji. Osób bardzo często zorientowanych na przyswojenie sobie nowej metodologii w zakresie nauk społecznych. W. Markiewicz, zrobił na mnie wtedy bardzo dobre wrażenie młodego człowieka, bardzo zaangażowanego na rzecz realizacji celów, dobrze służących adaptacji młodej kadry naukowej do nowej rzeczywistości i realizacji jej założonych celów.
Pozwoliłem sobie powiedzieć mojemu rozmówcy, ze przesłanki rozumowania zakładającego na ich podstawie , że wspomniana trójka na pewno została przesłana do Poznania przez ludzi Andersa w celu rozwinięcia działalności dywersyjnej w Polsce , ma słabe podstawy. Interesowało mnie, czy istnieją jakieś inne przesłanki, z których wynikało, że próbują realizować takie cele. W zamian usłyszałem odpowiedź, ze takich przesłanek nie ma, ale wystarczającą przesłanką jest to, że pochodzą z różnych miejscowości, że w Warszawie matka Jana Daneckiego i jej siostrą, mają mieszkanie, a mimo to J. Danecki nie osiedlił się z nimi i razem podjęli studia w Poznaniu. Dodatkowym argumentem miałoby być też to, ze Jan Danecki w czasie powstania warszawskiego, wstąpił do Narodowych Sił zbrojnych, co rzekomo świadczy o jego zdecydowanej orientacji społeczno- politycznej. Na moje zakwestionowanie tego poglądu i zwrócenie uwagi, że był to bardziej –przypadek, niż świadomy wybór, albowiem Jan Danecki, jest całkowicie pochodzenia żydowskiego i prawdziwe jego nazwisko brzmi „Dansinger”, zostałem ostro pouczony, że bardzo wielu ludzi pochodzenia żydowskiego wstępowało po II wojnie światowej do NSZ. Pozwoliłem sobie temu zaprzeczyć, za co zostałem mocno zrugany przez przyjmującego mnie szefa albo jednego z szefów UB w województwie poznańskim. Rozmówca w sumie uznał, że na podstawie przedstawionych mi przesłanek, istnieją wszystkie podstawy, aby aresztować wspomniane trzy osoby , a na pewno w śledztwie przyznają się i będzie podstawa do wytoczenia im procesu oraz ich odpowiedniego skazania.
Uznałem, że są to przesłanki zbyt słabe dla takich rygorystycznych i brutalnych działań. Nie stanowią one podstawy do aresztowania, ani do śledztwa, ani tym bardziej wytoczenia procesu. Gotowy byłem nawet uznać na podstawie mojej długiej rozmowy w Warszawie z W. Markiewiczem, że jest człowiekiem bardzo zaangażowanym w działalność społeczno – polityczną, na rzecz nowej władzy. Wywołało to u mojego rozmówcy nie tylko wściekłość, ale furię, łącznie z groźbami pod moim adresem, jaką poniosę odpowiedzialność, za próbę chronienia wrogów, którzy chcą atakować władzę ludową. I to w tak newralgicznym punkcie, jak Uniwersytet Poznański. Rozmowa nie tylko przemieniła się w gorącą kłótnię, ale padły ostre groźby też pod moim adresem, ze strony Adama Korneckiego. Wiedziałem, że są to nie przelewki. Mamy do czynienia nie tylko z wariatem, ale człowiekiem niezwykle wybujałych ambicji, bardzo prosto budujący swoje akta oskarżenia. Sytuacja stawała się groźna nie tylko dla wspomnianych podejrzanych, ale też dla mnie osobiście.
W tej sytuacji poprosiłem o połączenie mnie z tajną linią telefoniczną z płk. Janem Wiśniewskim- przypominam-szefem Wydziału kontrwywiadu wojskowego Warszawskiego Okręgu Wojskowego, w którego rejonie zarządzania znajdował się też ówcześnie Poznań. Widziałem doskonale, że ówczesna „bezpieka” panicznie się boi „informacji wojskowej”. Na początku wspomniany A. Kornacki, wręcz hałaśliwie oddalił moją prośbę, ale ja nalegałem. Po chwili wstał, doszedł do aparatu telefonicznego i poprosił o połączenie z płk. J. Wiśniewskim, stwierdzając w rozmowie z nim , że jego kuzyn na niego się powołuje. Oddał mi słuchawkę i usłyszałem wzburzonego mojego rozmówce, który krzyczał dlaczego się na niego powołuję. Gdy jednak powoli zacząłem tłumaczyć o co chodzi, uspokoił się. Dokładnie i szczegółowo wysłuchał mnie. Na jakiej podstawie A. Kornacki chce aresztować podejrzanych, przeprowadzić śledztwo i ustalić agenturę. Już w rozmowie ze mną powiedział, że trzeba zahamować te działalnie. Bowiem już na terenie kieleckim, gdzie przedtem działał Kornecki, narobił wiele szkód, szybko nabierając podejrzeń w danych sprawach i działając na ich podstawach bez ich dokładniejszej weryfikacji. Dlatego trzeba go w tej sprawie powstrzymać i kategorycznie okiełznać. Spytał mnie, skąd znam podejrzanych i jakie jest moje zdanie w tej sprawie? Powiedziałem wszystko, co sądziłem, nie krępując się, mimo ze wywołało to wściekłość A. Kornackiego. O czym oddałem słuchawkę Korneckiemu i długo rozmawiał płk. Wiśniewski z Kornackim. Nie wiem dokładnie o czym, bo usłyszałem dopiero później od płk. J.Wiśniewskiego, że opierając się na mojej rekomendacji, całkowicie zabronił swemu rozmówcy prowadzić dalej śledztwo i powiedział, że sprawę przejmuje od tej chwili informacja wojskowa i SB musi się temu podporządkować. Tak tez się stało i za kilkanaście minut, znalazłem się już w Zarządzie Okręgowym ZAMPU u W. Markiewicza.
Przedstawiona mi działalność Zarządu Okręgowego ZAMP-u przez W. Markiewicza, jako przewodniczącego i innych członków tutejszego Zarządu Okręgowego oraz Zarządu Uczelnianego ZAMP w Uniwersytecie Poznańskim, nie tylko pozwoliły stwierdzić, że są to wzorowe oddziały naszej organizacji, ale że pracują racjonalnie i z dużym pożytkiem dla dokonujących się przemian w ówczesnych wyższych uczelniach na terenie Poznania, a zwłaszcza najważniejszej z nich w postaci Uniwersytetu Poznańskiego. W takim też duchu napisałem sprawozdanie, którego kopie oddałem w Zarządzie Głównym zarówno Z. Wróblewskiemu, jak też S. Zawadzkiemu i B. Sztatlerowi, czekając na odzew. Nie podjąłem też rozmowy na wspomniany temat ani ze Sztalterem, ani z kimkolwiek innym, oraz na temat mojej przygody z A. Korneckim.( rozmowę z Adamem Korneckim w raporcie pominąłem). Natomiast dowiedziałem się w późniejszym okresie, zarówno od Mieczysława Moczara[7] jak też od kontradmirała Sobiesiaka[8], że Kornecki przez aresztowanie rodzin ludzi konspiracyjnej AK na kielecczyźnie po II wojnie światowej i stosowanie śledztwa, w rezultacie którego umarła jedna osoba bardzo związana z przywódca Ruchu Oporu Armii Krajowej wywołał na tym terenie wzmożenie walk ówczesnej władzy z opozycją. Wspomniany A. Kornecki, doprowadził w wielu miejscach gdzie pracował do niepotrzebnego zaognienia konfliktów i wybuchu niepotrzebnej działalności zbrojnej ówczesnego podziemia zwłaszcza na ziemi kieleckiej. Z wielkimi stratami dla obu walczących ze sobą ówcześnie stron.
Natomiast uratowany w dziwny sposób przed specyficznym śledztwem A. Kornackiego W. Markiewicz, w późniejszym okresie czasu, nie tylko stał się czołowym przedstawicielem polskiej myśli socjologicznej, ale awansował na stanowisko wiceprezydenta Polskiej Akademii Nauk. Natomiast Jerzy Kossak, przez wiele lat pracował jako ceniony pracownik w Wydziale Kultury KC PZPR. Z obydwoma tymi osobami , utrzymywałem bliski kontakt przez długi okres czasu, ale dopiero pod koniec ich życia opowiedziałem im o mojej specyficznej przygodzie z A. Korneckim i tym samym o tym, co po części mnie, ale głównie płk. Janowi Wiśniewskiemu zawdzięczają.
Natomiast antycypując dalsze rozważania, informuje, że zgłosił się do mnie po pewnej przewie – od wspomnianych wydarzeń-Jan Danecki, który wrócił do Warszawy po ukończonych studiach i chciał podjąć jakąś pracę. Ówczesny przewodniczący Zarządu Głównego ZMP-Władysław Matwiej- po mojej rozmowie z nim na temat konieczności dania zatrudnienia w Warszawie J. Daneckiemu, wpadł na dziwaczny pomysł, aby ta osoba pochodzenia żydowskiego, zrehabilitowała się z fatalnego kroku życiowego, którym było zapisanie się w czasie powstania warszawskiego, do oddziału NSZ i nakazał Jankowi, podjąć pracę robotnika budowlanego na jednej z warszawskich budów , w celach rehabilitacyjnych z tego kroku. Był to wyjątkowo fatalny pomysł, bo Janek po w kilka dniach od rozpoczęciu tej pracy spadł z rusztowania i złamał nogę. Po odpowiednim odchorowaniu, jako kierownik Wydziału Propagandy Komitetu Dzielnicowego PZPR Warszawa Śródmieście, skierowałem go do pracy w dziale listów gazety „Gromada-Rolnik Polski”. Redaktor naczelny tej gazety towarzyszka Grosowa,( imienia nie pamiętam) która zapoznana z moją prośbą z racji dziwnej życiorysowej przypadłością Janka, uwarunkowała przyjęcie go do wspomnianej pracy od wystawienia pisemnego poręczenia z mojej strony za jego lojalność. Było to tym bardziej dziwne, że sama była narodowości żydowskiej i wiedziała, jak bardzo przypadkowa była jego przygoda z NSZ. Wystawiłem jednak takie zobowiązanie pisemne i Janek przepracował w tej gazecie kilka lat, zanim samodzielnie podjął pracę w „Trybunie Ludu”, w tym też jako jej korespondent w Moskwie. Jemu też zawdzięczam moją pracę w „Trybunie Ludu”, ale to już odrębna opowieść. Natomiast Adam Kornecki (Dawid Korhedler) w 1968 r. wyemigrował do Izraela. Podobno opublikował wspomnienia składające się z samych kłamstw i wielu oszczerstw zwłaszcza dotyczących Polski i Polaków. Ale to już inny temat.
—
[1] Prace w Katedrze Materializmu Dialektycznego i Historycznego Akademii Nauk Politycznych w Warszawie ( jako ówczesnej uczelni państwowej ) podjąłem w wyniku konkursu na to stanowisko mając 18 lat.
[2] Cyntia Lidańska obok funkcji asystenta prof. A. Schaffa pełniła funkcje sekretarki Katedry Materializmu Dialektycznego i Historycznego ANP.
[3] Zenon Wróblewski –ówczesny przewodniczący Zarządu Głównego Związku Akademickiego Młodzieży Polskiej pełnił potem szereg funkcji partyjnych w tym kierownika Wydziału Nauki i Oświaty KC PRPR.
[4] Sylwester Zawadzki, był potem przez długie lata profesorem w zakresie wiedzy o państwie i prawie, zarówno w Polskiej Akademii Nauk, jak i w Uniwersytecie Warszawskim, oraz autorem wielu książek z tego zakresu, spełniający w tej dziedzinie dominującą rolę w naszym kraju.
[5] Bronisław Sztatler, był kierownikiem działu kadr Zarządu Głównego ZAMP, starający się być „szarą eminencją” tej instytucji. Prywatnie był partnerem Krystyny Walczak, redaktora naczelnego ówczesnego czasopisma „Po prostu”, będącego organem prasowym ZG ZAMP. Jego ówczesna partnerka K. Walczak, była siostrą płk. Józefa Światły-jednej z głównych postaci ówczesnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Para ta, starała się całkowicie zdominować wspomniany ZG ZAMP, choć ostro się w tej sprawie ścierała z S. Zawadzkim, a Zenon Wróblewski, starał się godzić „zwaśnione” i konkurujące ze sobą strony.
[6] Adam Kornacki (Dawid Kornhedler), był prawdopodobnie w tym czasie szefem lub zastępcą szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Poznaniu i było to jego drugie kolejne stanowisko kierownicze w Służbie Bezpieczeństwa, po wcześniejszym sprawowaniu kierowniczych funkcji w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa w Kielcach. Jak wynika z przytoczonych danych w Internecie Instytutu Pamięci Narodowej, wspomniany oficer SB, charakteryzował się nie tylko wyjątkową arogancją, ale warcholstwem i chorobliwą zarozumiałością .Cytowana rozmowa ze mną całkowicie topotwierdziła.
[7] Generał M. Moczar jako dowódca okręgu AL. na kielecczyźnie nie tylko poznał dobrze Adama Kornackiego jako spadochroniarza z Brygady Grunwald która pod dowództwem Sobiesiaka wylądowała na kielecczyźnie w 1944r i podporządkowała się AL., ale znał go jako jego przełożony w sztabie AL. .działającej na ziemi kieleckiej.
[8]Kontradmirał Sobiesiak był dowódcą w dowódcą Brygady Grunwald zrzuconej drogą lotniczą na kielecczyznę w skład której wchodził obok innych osób wspomniany Adam Kornacki .









